zielka
29.12.07, 23:46
Nie, no widze ze nikogo nie ma, wiec jesli nikt mi nie odpowie, to nie wezme
tego do siebie, i obwinie wrogie okolicznosci.
A sprawa jest nastepujaca. Otoz widze, ze najwieksza we mnie agresje wywoluja
od dawna nie jakies obiektywnie zle i gniewne rzeczy, ale wlasnie komunaly.
Takie pseudo madrosci powiedziane niby jako odkrycia, zeby sluchaczowi pokazac
jakas zupelnie nowa perspektywe. Tzn. najgorsze jest to, ze wypowiadane sa one
faktycznie jako odkrycia, ktorych nie-na-miejscosc jest dla osob
wypowiadajacych niezauwazalna glownie z powodu jakiegos generalnego nieobycia.
Wiec nawet nie mozna ich za to winic. Pozostaje isc, usiasc, i czekac na
smierc. Albo Panstwu tu glowe zawracac.
Prosze, oto ostatnio taki zaslyszany, po raz setny zreszta:
"Wyksztalcenie nic nie znaczy, to co liczy sie, to jest madrosc, zupelnie od
wyksztalcenia niezalezna".
Z kronikarskiego obowiazku dodam, ze procz Slownika komunalow napisanego czas
jakis temu przez Flauberta, rzecza zainteresowal sie Cezary Domarus jakis czas
temu (free.art.pl/domarus/komunaly.html) Domarus jednak jest tu
bardziej wrazliwy na forme jezykowa, a mnie, jak Flauberta, interesuja rzeczy
konkretniejsze. Any hints?