ja-nierealne
16.03.08, 20:30
Samotnośc nie tyle wyczerpuje co odbiera siły. Przede mną kolejny szary dzień, taki sam jak wszystkie, nie zmieni się nic.
Wychodzę do ludzi, spotykam się ze znajomymi, uśmiecham, a potem wracam do czterech ścian oczekując kolejnego samotnie spędzonego wieczoru. Tak bym chciała, żeby ktoś pogłaskał mnie po głowie, przytulił..
Najbardziej nie lubię pocieszania w stylu „uśmiechnij się i czekaj na swoje szczęście”. Ile można czekać? Obudziłam się pewnego dnia i zdałam sobie sprawę, że tak już będzie zawsze, że nie zdarzy się cud.
Uważam się za wartościową osobę, nie zasłużyłam na taki los. Samotnośc jest najgorszą karą..ale za co?
Przepraszam za smęcenie, ale komu mam się wyżalić- przyjaciółkom?- szczęśliwym mężatkom i narzeczonym??!