Gość: XpOver
IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl
03.01.02, 19:36
Mi minął na ratowaniu kota który, wskoczył do emalii czyli farby, a nie @,
początkowo ratowałem go samodzielnie, najpierw goniąc go po mieszkaniu, potem
brocząc krwią z obu rąk, usiłowałem nie dopuścić by zaschła mu emalia na zadku.
Stres spowodował rozregulowanie kociego zwieracza. Bywa.
Dla zyskania na czasie, zamknąłem go w muszli klozetowej, aby stojąca tam woda
[dolałem ciepłej] nie pozwoliła farbie zaschnąc. Obdzwoniwszy znajomych i
weterynarzy, a następnie w przypływie olśnienia lakierników samochodowych,
dowiedziałem się: margaryna! rozpuszcza emalię> kupiłem kilogram zaprosiłem
koleżankę, rozebrawszy się do kąpielówek wszedłem do wanny rękoma i nogami
unieruchomiając demona, a koleżanka, przełamując zakłopotanie wwaliła weń ten
kilogram margaryny plus płukanie i szamponowanie. Po 2 godzinach tylko 5%
żółtej emalii pozostało na załamanym psychicznie kocie. Tak. To było bardzo
wyczerpujące.