hesia3
20.07.08, 14:53
Proszono mnie o przepis, więc piszę swój, ale może ktoś coś swojego
doda. Jestem typowym przykładem jojo. 20 w dół 30 w górę. Po
biosaunach, areobiku, gimnastykach, dietach cud, głodówkach,
basenach itp. Stwierdziłam, że to nie ma sensu i przestałam się
odchudzać... i zaczęłam chudnąć :)
moje zasady:
1. zrobiłam sobie listę tego co lubię i ma mało kalorii
(arbuzy, wafle ryżowe, jogurty, owoce, ptasie mleczko własnej
roboty - ma mniej kalorii niż tort orzechowy) i zawsze się staram,
żeby w lodówce było coś dla mnie dobrego. Jak otwieram lodówkę to
zamiast ukroić sobie boczek to sięgnę po arbuza. Przestałam żałować
kasy dla siebie. To wcale nie są całkowicie dietetyczne potrawy, to
ma mieć MNIEJ!!! kalorii od tego co zwykle jadałam.
2. Wywaliłam niewidoczne kalorie. Napoje gazowane zamieniłam
mineralną, herbatę i kawę nigdy nie słodziłam, więc mi to nie
przeszkadzało. Zbieram tłuszcz z duszonego mięsa i z rosołu. Smak
taki sam, a lubię oglądać szklankę z tłuszczem i myśleć ile to
byłoby sadełka ;). Naleśniki z teflonu smakują też dobrze, a mięso z
grilla o wiele lepiej niż z patelni. Do sałatki jarzynowej majonez
daję symbolicznie, a resztę zamieniam śmietaną. Wywaliłam chipsy i
paluszki pogryzane do książki.
3. ogród to moja gimnastyka, w zimie można zastąpić porządkami.
Kalorie się spalają, a i efekt pracy cieszy.
4. Systematycznie się ważę. Nawet jeśli troszeczkę sobie pofolguję
to waga przypomni mi, że lepiej uważać.
5. Zastosowałam weselną dietę, nie jem ziemniaków i chleba :)
Wnioski: nie chodzę głodna, nie wyrzekam się dobrych rzeczy, jeżeli
jestem na jakieś imprezie to normalnie jem, nie katuję się
siłowniami (moje stawy by tego nie wytrzymały), jestem dalej gruba,
ale każdy kilogram mniej mnie cieszy, a nie myślę ile jeszcze mam
zrzucić.