laura!
12.01.02, 02:04
Musze się tym z kimś podzielić. To taka mała refleksja na temat tego, co mnie
otacza....Próba zrozumienia pewnych granic....
Szukam mieszkania do wynajęcia. Wczoraj zdobyłam nowy atrakcyjny adres z równie
atrakcyjnymi warunkami finansowymi. Z właścicielem mieszkania umówiona byłam na
kwadrans po dwudziestej. Od początku miałam jednak jakieś niejasne przeczucia,
że nie powinnam tam jechać. Mrowienie w żołądku zintensyfikowało się gdy w
czasie jazdy do miejsca przeznaczenia wyprzedził mnie samochód o numerze
rejestracyjnym UW AGA. Postanowiłam nie zrażać się pierwszym wrażeniem -
obdrapana, stara kamienica, ciemna brama, skrzypiące drewniane schody i
migotająca słabym światłem żarówka. Gdy weszłam na klatkę , uchyliły się drzwi
na parterze i wyjrzała czyjaś nieogolona twarz. Spytałam o mieszkanie nr 6, ale
nieogolona twarz schowała się z powrotem, zamykając za sobą drzwi. Może mi się
zdawało, ale zza tych drzwi słyszałam cichy chichot. Mieszkanie nr 6 otworzył
rosły mężczyzna, około 50.tki, ubrany w szarą kurtkę i szare spodnie, w
zasadzie cały był szary łącznie ze skrzywionym wyrazem swojej twarzy, jedynym
barwnym elementem w jego fizyczności był mały odblaskowy element przyszyty do
rękawa kurtki, taki jak w dzieciństwie nosiło się przy tornistrach. To było
doprawdy przedziwne mieszkanie, kawalerka z antresolą oraz strome schody
prowadzące do umieszczonego tam łóżka. Mój niepokój zaczął wzbudzać wystrój
tego dziwnego miejsca. Na ścianach, wykończonych boazerią wisiały
porozwieszane w sposób dowolny krzyże i krucyfiksy, tuż obok makatka w
stylu „jelenie na rykowisku”, na jednym z regałów stała wypchana kura, a na
belce podtrzymującej antresolę kilkanaście temperówek...takich kolorowych,
plastikowych w kształcie zwierzątek. Zaczęłam się czuć nieswojo gdy szary
człowiek zaproponował mi obejrzenie łazienki, do której prowadziły również
wykończone drewnem drzwi. Idąc w tamtym kierunku spojrzałam na jeden z
większych krucyfiksów i cos było nie w porządku....Chrystus nie miał „swojej”
twarzy. Łazienka była mała i bez okna, ale wystarczająca aby zmieściła się w
niej wanna „ludzkich” rozmiarów. Stałam w tej łazience.. przed wanną, za mną w
drzwiach stał szary człowiek i raptownie zamilkł... na dnie wanny leżały dwie
odcięte dłonie ludzkie. Odetchnęłam z ulgą...Uffffff.... teraz dopiero byłam
pewna, że mi się to wszystko śni.
Tak na marginesie dodam, że gdyby nie zdarzyło się to naprawdę, nigdy bym o
tym nie śniła.