diabollo
24.08.09, 20:11
Chyba ciekawy tekst nawet dla tzw. "pulicystów katolickich".
Nie widziałem tutaj dyskusji na temat uzależnień, zatem:
********************
Pokrętna logika Tomasza Wiścickiego
Tomasz Piątek
„Rzeczpospolita” ma jakąś dziwną ambicję, żeby w debacie na temat
depenalizacji narkotyków publikować - jako autorytatywne - głosy ludzi, którzy
nie mają zielonego pojęcia o uzależnieniu. Najpierw byli to katoliccy
publicyści Bazak i Matyszkowicz, teraz wypowiedział się Tomasz Wiścicki, w
tekście „Pokrętna logika oswajania narkotyków”.
Wiścicki pod swoim artykułem podpisany jest jako „publicysta, redaktor
miesięcznika Więź”. Czyli kolejny katolicki publicysta. Nie terapeuta, lekarz,
psychiatra, psycholog, streetworker czy leczący się uzależniony. Najwyraźniej
dla „Rzepy” każdy, kto umie pisać i wzdycha do papieża, jest już siłą rzeczy
gotowym ekspertem od wszystkiego.
Na jakie swoje doświadczenia w kwestii narkomanii powołuje się Wiścicki? „Do
dziś pamiętam, jak w autobusie zobaczyłem długowłosego, zaniedbanego młodego
człowieka ze strzykawką w kieszeni koszuli. Widok był wstrząsający – narkoman
był uosobieniem powolnej autodestrukcji.” I tyle. Żadnego innego
uwierzytelnienia nasz znawca nie przedstawia.
Co pisze Wiścicki, z wyżyn swojej eksperckiej mądrości? Dajmy małą próbkę,
żebyśmy od razu wiedzieli, z kim mamy do czynienia. „Narkotyki różnią się od
tak chętnie zestawianego z nimi alkoholu. Jedynym celem zażywania narkotyków
jest manipulowanie świadomością. Alkohol pije się także ze względu na jego
smak”. Nieważne, że alkohol - jak kilka lat temu ogłosili francuscy naukowcy,
robiąc przy tym spory hałas - ma największy potencjał stymulacji rozwoju
choroby u osoby uzależnionej (obok heroiny). Nieważne, że naukowcy i terapeuci
zajmujący się uzależnieniem uznają alkohol za jeden z najbardziej
rozpowszechnionych narkotyków. Nieważne, że ruch Anonimowych Narkomanów uznaje
alkohol za narkotyk i za śmiertelne niebezpieczeństwo dla każdego narkomana.
Ważne jest to, że pan Wiścicki lubi sobie wypić kieliszek czerwonego winka do
obiadu. I to jest to, co on wie na temat alkoholu i uzależnień!
Proszę: „Jedynym celem zażywania narkotyków jest manipulowanie świadomością.
Oczywiście duża część pijących czyni to w tym samym celu – dla nabrania
odwagi, wesołej zabawy, zapomnienia o smutkach albo – co najtrudniej zrozumieć
– upicia się do nieprzytomności.
Naszym edukatorom chodzi o to, byśmy już nie walczyli z narkotykami jako
takimi, ale z ich nadużywaniem. Jednak możliwe i często praktykowane jest
także picie alkoholu w niewielkich ilościach. Ktoś wypijający kieliszek wina
do kolacji albo kufel piwa podczas towarzyskiej rozmowy nie chce zmienić sobie
świadomości i jej nie zmienia, nawet jeśli nie może potem prowadzić samochodu”.
Aha. Czyli zdaniem Wiścickiego za uzależnienie odpowiadają te złe narkotyki.
One już są tak zrobione, że jak ktoś weźmie, to zacznie ich nadużywać. A
alkohol - nie, on wcale nie jest taki.
Jakby nie było wokół nas milionów alkoholików…
Myślenie Wiścickiego doskonale obrazuje popularne przesądy na temat
narkotyków. Uzależnienie jest albo winą „tego złego uzależnionego”, albo „tej
złej substancji”. To substancja, to narkotyki, to te tajemnicze proszeczki są
złe, „uzależniają”, „wciągają”, „wywołują uzależnienie”. Jak ktoś bierze, to
„wciąga się coraz bardziej”. No a co z alkoholem? Nie, alkohol nie jest
tajemniczym proszeczkiem, nie jest zły, jest smaczny. A jeśli ktoś jest
uzależniony do alkoholu? No to już na pewno jego wina: jeśli się „uzależnił”,
to znaczy, że musiał jakoś niedobrze pić ten wspaniały, nieuzależniający alkohol!
Idąc dalej, Wiścicki roztacza przed nami wnętrze swojej głowy, składające się
z najbardziej absurdalnych i szkodliwych przesądów na temat narkomanii. Na
przykład: „Do niedawna doświadczenie ich /narkotyków/ zażywania nie było
powszechne. W pierwszej połowie ubiegłego wieku w cywilizacji zachodniej
zażywali je członkowie kręgów artystycznych, show-biznesu, „złota młodzież” –
zamożna i zaniedbana wychowawczo, subkultury, część środowisk przestępczych.
Grupy te miały jedną wspólnę cechę: stanowiły znaczną mniejszość
społeczeństwa. Zdecydowana większość z narkotykami nie miała nic wspólnego.
Radykalną zmianę wniosła kontrkultura lat 60. Przyniosła ona upowszechnienie
narkotyków na nieznaną dotąd skalę.”
Tu zbliżamy się do sedna. Wiścicki - zgodnie ze swoją tezą o smacznym i
niegroźnym alkoholu - wierzy w to, że mamy do czynienia z jakąś ekspansją.
Podczas kiedy nie mamy do czynienia z ekspansją, tylko z większą
różnorodnością narkotyków. Uzależnionych w społeczeństwie jest zawsze około
10%. Wcześniej zażywali oni głównie najpowszechniejszy narkotyk, zwany
alkoholem. W ciągu ostatnich 40 lat na rynku pojawiły się inne narkotyki, więc
uzależnieni po nie sięgają. Terapeuci mówią, że w tej chwili trudno znaleźć
takiego alkoholika przed czterdziestką, który poza alkoholem nie brałby innych
rzeczy. Wszyscy są uzależnieni krzyżowo - co jest dodatkowym dowodem na to, że
alkoholizm i narkomania są jedną i tą samą chorobą: uzależnieniem.
I to jest właśnie sedno sprawy: Wiścicki nie wie, co to jest uzależnienie. Nie
wie, że co dziesiąty człowiek jest uzależniony. Nie wie, że uzależnienie jest
skomplikowaną chorobą psychofizyczną, rozwijającą się według pewnych ściśle
określonych faz. Nie wie, że niektórych objawów uzależnienia można szukać w
przeszłości pacjenta, zanim jeszcze wypił pierwszy kieliszek czy wziął
pierwszą dawkę. Wiścicki nie zna powszechnie uznanej w medycynie definicji
Morse’a i Flavina: uzależnienie to choroba podstawowa, postępująca,
nieuleczalna i śmiertelna, silnie uwarunkowana genetycznie. Wiścicki nie wie,
że najprawdopodobniej jest to choroba wrodzona. Wiścicki nie wie, że człowiek
uzależniony, nawet gdyby go od dzieciństwa odciąć od nielegalnych narkotyków,
to będzie zabijać się alkoholem. A jeśli odciąć go od alkoholu, to będzie
zabijać się czekoladą, seksem, sportem, grami komputerowymi, pracą, hazardem -
czymkolwiek! Bo uzależnienie jest chroniczną chorobą psychofizyczną
uniemożliwiającą choremu zaprzestanie odczuwania przyjemnośći, przerwanie
satysfakcji. Chory próbuje powtarzać bez przerwy przyjemne doznanie, nawet gdy
przestaje być ono przyjemne, nawet gdy grozi natychmiastową śmiercią.
Znawca „Rzeczpospolitej” tego wszystkiego nie wie i dlatego pieprzy jak
potłuczony o „zwalczaniu”, „walce”, podczas kiedy trzeba mówić o leczeniu. A
dokładnie - o zaleczaniu, bo uzależnienie jest chorobą nieuleczalną, wyleczyć
się go nie da, można je tylko zaleczyć.
Ostatnie zdanie artykułu jest po prostu skandaliczne: „Tymczasem, choć zapewne
nigdy w pełni nie wyeliminujemy szkodliwych używek – świat będzie lepszy, gdy
wszystkie one znajdą się tam, gdzie miejsce wszelkiego zła: na nietolerowanym
marginesie.” Panie Wiścicki! Na margines nie trafiają używki. Używkom jest
wszystko jedno, gdzie trafią, do żyły narkomana czy do magazynu policyjnego
(skąd i tak często wracają na rynek). Na margines trafiają ludzie. Potwornie
cierpiący, chorzy, są bici na komisariatach i katowani w więzieniach. Świat od
tego nie staje się lepszy, staje się o wiele gorszy. Jeżeli wsadzając do
więzień narkomanów, chce pan chronić nieuzależnionych przed uzależnieniem, to
tak, jakby chciał pan chronić zdrowych przed nowotworami, aresztując chorych
na raka. Dla 10% ludzi narkotyki są groźne - i to są właśnie uzależnieni. Ich
trzeba leczyć. Pozostałymi może się pan nie przejmować. Oni po prostu mają
wrodzoną odpornosć na narkotyki i alkohol (a także hazard