Dodaj do ulubionych

Pokrętna logika Tomasza Wiścickiego, czyli...

24.08.09, 20:11
Chyba ciekawy tekst nawet dla tzw. "pulicystów katolickich".
Nie widziałem tutaj dyskusji na temat uzależnień, zatem:

********************
Pokrętna logika Tomasza Wiścickiego
Tomasz Piątek

„Rzeczpospolita” ma jakąś dziwną ambicję, żeby w debacie na temat
depenalizacji narkotyków publikować - jako autorytatywne - głosy ludzi, którzy
nie mają zielonego pojęcia o uzależnieniu. Najpierw byli to katoliccy
publicyści Bazak i Matyszkowicz, teraz wypowiedział się Tomasz Wiścicki, w
tekście „Pokrętna logika oswajania narkotyków”.

Wiścicki pod swoim artykułem podpisany jest jako „publicysta, redaktor
miesięcznika Więź”. Czyli kolejny katolicki publicysta. Nie terapeuta, lekarz,
psychiatra, psycholog, streetworker czy leczący się uzależniony. Najwyraźniej
dla „Rzepy” każdy, kto umie pisać i wzdycha do papieża, jest już siłą rzeczy
gotowym ekspertem od wszystkiego.

Na jakie swoje doświadczenia w kwestii narkomanii powołuje się Wiścicki? „Do
dziś pamiętam, jak w autobusie zobaczyłem długowłosego, zaniedbanego młodego
człowieka ze strzykawką w kieszeni koszuli. Widok był wstrząsający – narkoman
był uosobieniem powolnej autodestrukcji.” I tyle. Żadnego innego
uwierzytelnienia nasz znawca nie przedstawia.

Co pisze Wiścicki, z wyżyn swojej eksperckiej mądrości? Dajmy małą próbkę,
żebyśmy od razu wiedzieli, z kim mamy do czynienia. „Narkotyki różnią się od
tak chętnie zestawianego z nimi alkoholu. Jedynym celem zażywania narkotyków
jest manipulowanie świadomością. Alkohol pije się także ze względu na jego
smak”. Nieważne, że alkohol - jak kilka lat temu ogłosili francuscy naukowcy,
robiąc przy tym spory hałas - ma największy potencjał stymulacji rozwoju
choroby u osoby uzależnionej (obok heroiny). Nieważne, że naukowcy i terapeuci
zajmujący się uzależnieniem uznają alkohol za jeden z najbardziej
rozpowszechnionych narkotyków. Nieważne, że ruch Anonimowych Narkomanów uznaje
alkohol za narkotyk i za śmiertelne niebezpieczeństwo dla każdego narkomana.
Ważne jest to, że pan Wiścicki lubi sobie wypić kieliszek czerwonego winka do
obiadu. I to jest to, co on wie na temat alkoholu i uzależnień!

Proszę: „Jedynym celem zażywania narkotyków jest manipulowanie świadomością.
Oczywiście duża część pijących czyni to w tym samym celu – dla nabrania
odwagi, wesołej zabawy, zapomnienia o smutkach albo – co najtrudniej zrozumieć
 – upicia się do nieprzytomności.

Naszym edukatorom chodzi o to, byśmy już nie walczyli z narkotykami jako
takimi, ale z ich nadużywaniem. Jednak możliwe i często praktykowane jest
także picie alkoholu w niewielkich ilościach. Ktoś wypijający kieliszek wina
do kolacji albo kufel piwa podczas towarzyskiej rozmowy nie chce zmienić sobie
świadomości i jej nie zmienia, nawet jeśli nie może potem prowadzić samochodu”.

Aha. Czyli zdaniem Wiścickiego za uzależnienie odpowiadają te złe narkotyki.
One już są tak zrobione, że jak ktoś weźmie, to zacznie ich nadużywać. A
alkohol - nie, on wcale nie jest taki.

Jakby nie było wokół nas milionów alkoholików…

Myślenie Wiścickiego doskonale obrazuje popularne przesądy na temat
narkotyków. Uzależnienie jest albo winą „tego złego uzależnionego”, albo „tej
złej substancji”. To substancja, to narkotyki, to te tajemnicze proszeczki są
złe, „uzależniają”, „wciągają”, „wywołują uzależnienie”. Jak ktoś bierze, to
„wciąga się coraz bardziej”. No a co z alkoholem? Nie, alkohol nie jest
tajemniczym proszeczkiem, nie jest zły, jest smaczny. A jeśli ktoś jest
uzależniony do alkoholu? No to już na pewno jego wina: jeśli się „uzależnił”,
to znaczy, że musiał jakoś niedobrze pić ten wspaniały, nieuzależniający alkohol!

Idąc dalej, Wiścicki roztacza przed nami wnętrze swojej głowy, składające się
z najbardziej absurdalnych i szkodliwych przesądów na temat narkomanii. Na
przykład: „Do niedawna doświadczenie ich /narkotyków/ zażywania nie było
powszechne. W pierwszej połowie ubiegłego wieku w cywilizacji zachodniej
zażywali je członkowie kręgów artystycznych, show-biznesu, „złota młodzież” – 
zamożna i zaniedbana wychowawczo, subkultury, część środowisk przestępczych.
Grupy te miały jedną wspólnę cechę: stanowiły znaczną mniejszość
społeczeństwa. Zdecydowana większość z narkotykami nie miała nic wspólnego.
Radykalną zmianę wniosła kontrkultura lat 60. Przyniosła ona upowszechnienie
narkotyków na nieznaną dotąd skalę.”

Tu zbliżamy się do sedna. Wiścicki - zgodnie ze swoją tezą o smacznym i
niegroźnym alkoholu - wierzy w to, że mamy do czynienia z jakąś ekspansją.
Podczas kiedy nie mamy do czynienia z ekspansją, tylko z większą
różnorodnością narkotyków. Uzależnionych w społeczeństwie jest zawsze około
10%. Wcześniej zażywali oni głównie najpowszechniejszy narkotyk, zwany
alkoholem. W ciągu ostatnich 40 lat na rynku pojawiły się inne narkotyki, więc
uzależnieni po nie sięgają. Terapeuci mówią, że w tej chwili trudno znaleźć
takiego alkoholika przed czterdziestką, który poza alkoholem nie brałby innych
rzeczy. Wszyscy są uzależnieni krzyżowo - co jest dodatkowym dowodem na to, że
alkoholizm i narkomania są jedną i tą samą chorobą: uzależnieniem.

I to jest właśnie sedno sprawy: Wiścicki nie wie, co to jest uzależnienie. Nie
wie, że co dziesiąty człowiek jest uzależniony. Nie wie, że uzależnienie jest
skomplikowaną chorobą psychofizyczną, rozwijającą się według pewnych ściśle
określonych faz. Nie wie, że niektórych objawów uzależnienia można szukać w
przeszłości pacjenta, zanim jeszcze wypił pierwszy kieliszek czy wziął
pierwszą dawkę. Wiścicki nie zna powszechnie uznanej w medycynie definicji
Morse’a i Flavina: uzależnienie to choroba podstawowa, postępująca,
nieuleczalna i śmiertelna, silnie uwarunkowana genetycznie. Wiścicki nie wie,
że najprawdopodobniej jest to choroba wrodzona. Wiścicki nie wie, że człowiek
uzależniony, nawet gdyby go od dzieciństwa odciąć od nielegalnych narkotyków,
to będzie zabijać się alkoholem. A jeśli odciąć go od alkoholu, to będzie
zabijać się czekoladą, seksem, sportem, grami komputerowymi, pracą, hazardem -
czymkolwiek! Bo uzależnienie jest chroniczną chorobą psychofizyczną
uniemożliwiającą choremu zaprzestanie odczuwania przyjemnośći, przerwanie
satysfakcji. Chory próbuje powtarzać bez przerwy przyjemne doznanie, nawet gdy
przestaje być ono przyjemne, nawet gdy grozi natychmiastową śmiercią.

Znawca „Rzeczpospolitej” tego wszystkiego nie wie i dlatego pieprzy jak
potłuczony o „zwalczaniu”, „walce”, podczas kiedy trzeba mówić o leczeniu. A
dokładnie - o zaleczaniu, bo uzależnienie jest chorobą nieuleczalną, wyleczyć
się go nie da, można je tylko zaleczyć.

Ostatnie zdanie artykułu jest po prostu skandaliczne: „Tymczasem, choć zapewne
nigdy w pełni nie wyeliminujemy szkodliwych używek – świat będzie lepszy, gdy
wszystkie one znajdą się tam, gdzie miejsce wszelkiego zła: na nietolerowanym
marginesie.” Panie Wiścicki! Na margines nie trafiają używki. Używkom jest
wszystko jedno, gdzie trafią, do żyły narkomana czy do magazynu policyjnego
(skąd i tak często wracają na rynek). Na margines trafiają ludzie. Potwornie
cierpiący, chorzy, są bici na komisariatach i katowani w więzieniach. Świat od
tego nie staje się lepszy, staje się o wiele gorszy. Jeżeli wsadzając do
więzień narkomanów, chce pan chronić nieuzależnionych przed uzależnieniem, to
tak, jakby chciał pan chronić zdrowych przed nowotworami, aresztując chorych
na raka. Dla 10% ludzi narkotyki są groźne - i to są właśnie uzależnieni. Ich
trzeba leczyć. Pozostałymi może się pan nie przejmować. Oni po prostu mają
wrodzoną odpornosć na narkotyki i alkohol (a także hazard
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Pokrętna logika Tomasza Wiścickiego, czyli... 24.08.09, 20:12
      Ostatnie zdanie artykułu jest po prostu skandaliczne: „Tymczasem, choć zapewne
      nigdy w pełni nie wyeliminujemy szkodliwych używek – świat będzie lepszy, gdy
      wszystkie one znajdą się tam, gdzie miejsce wszelkiego zła: na nietolerowanym
      marginesie.” Panie Wiścicki! Na margines nie trafiają używki. Używkom jest
      wszystko jedno, gdzie trafią, do żyły narkomana czy do magazynu policyjnego
      (skąd i tak często wracają na rynek). Na margines trafiają ludzie. Potwornie
      cierpiący, chorzy, są bici na komisariatach i katowani w więzieniach. Świat od
      tego nie staje się lepszy, staje się o wiele gorszy. Jeżeli wsadzając do więzień
      narkomanów, chce pan chronić nieuzależnionych przed uzależnieniem, to tak, jakby
      chciał pan chronić zdrowych przed nowotworami, aresztując chorych na raka. Dla
      10% ludzi narkotyki są groźne - i to są właśnie uzależnieni. Ich trzeba leczyć.
      Pozostałymi może się pan nie przejmować. Oni po prostu mają wrodzoną odpornosć
      na narkotyki i alkohol (a także hazard, pracoholizm, seksoholizm i inne formy
      uzależnienia).

      Tekst Wiścickiego nazywa się „Pokrętna logika oswajania narkotyków”. Powinien
      raczej nazywać się „Pokrętna logika Tomasza Wiścickiego”. Co z tego, że alkohol
      jest smaczny? Mak też. Czy to sprawia, że nie ma właściwości narkotycznych?

      www.krytykapolityczna.pl/Tomasz-Piatek/Pokretna-logika-Tomasza-Wiscickiego/menu-id-215.html
      • omat_koboska Re: Pokrętna logika Tomasza Wiścickiego, czyli... 24.08.09, 20:38
        Ciekawy artykuł. Brrr, ci katoliccy eksperci...apage
        • maria421 Kim jest Tomasz Piatek 24.08.09, 22:08
          Tomasz Piątek
          [edytuj]
          Z Wikipedii
          Skocz do: nawigacji, szukaj
          Tomasz Piątek, Pałac Ostrogskich, Warszawa, 10 lipca 2008
          Tomasz Piątek, Międzynarodowe Targi Książki, Warszawa, 22 maja 2005 r.

          Tomasz Piątek (ur. 16 marca 1974 w Pruszkowie) – polski pisarz i dziennikarz.
          Mieszka w Warszawie, obecnie pracuje w agencji reklamowej.

          Ukończył lingwistykę na Università degli Studi di Milano. W latach 1995–1999
          pracował jako dziennikarz w "Polityce", RMF FM, "La Stampa", Inforadiu,
          Radiostacji, oraz jako ekspert–psycholingwista. Publikował felietony w
          miesięczniku "Film" i w "Życiu Warszawy", od lutego 2009 jest stałym
          felietonistą "Krytyki Politycznej".

          Od 1997 jest czynnie uzależniony od heroiny. Jego debiutem książkowym była
          powieść Heroina, oparta częściowo na własnych doświadczeniach. Książka zyskała
          duży rozgłos, między innymi ze względu na brak jednoznacznej negatywnej, bądź
          pozytywnej oceny heroiny. Powieść nagrodzona została honorową nagrodą "Książka
          Lata 2002" przez Bibliotekę Raczyńskich w Poznaniu, zaś Piątek nominowany był do
          Paszportu Polityki. Drugą książką Piątka była powieść kryminalna Kilka nocy poza
          domem, zaś w roku 2003 rozpoczął trylogię fantasy Ukochani Poddani Cesarza,
          uznaną przez krytyków (Kinga Dunin) i publiczność za jeden z najbrutalniejszych
          tekstów w literaturze polskiej. Anty-thriller Bagno został nominowany do nagrody
          Wielki Kaliber dla najlepszych powieści kryminalnych. Heroina została wydana po
          rosyjsku (w Rosji i na Ukrainie) oraz serbsku, Kilka nocy poza domem - po
          hiszpańsku (w Argentynie i innych krajach Ameryki Łacińskiej), Bagno i Przypadek
          Justyny - po włosku. Twórczość Piątka nie jest oceniana jednoznacznie, a jego
          powieści trudno przyporządkować do jakichkolwiek kategorii. Przeciwnicy atakują
          pisarza za agresywny język i nadmierną wielowątkowość, zwolennicy podkreślają
          wyobraźnię, humor i metafizyczne treści w jego książkach.

          W 2009 "Pałac Ostrogskich" Tomasza Piątka został nominowany do Nagrody
          literackiej Nike.

          -------

          Czyzby Tomasz Piatek "czynnie uzalezniony od heroiny" uwazal ze o narkotykach
          moga pisac tylko ci dziennikarze ktorzy sami , tak jak on, sa "czynnie
          uzaleznieni"? To daje autorytet, a moze tez nawet dodaje splendoru?

          Tzn. o alkoholikach tez moga pisac tylko dziennikarze ktorzy sami sa alkoholikami?

          Zupelnie nie rozumiem o co mu w tym tekscie chodzi.
          • grzespelc Re: Kim jest Tomasz Piatek 24.08.09, 23:54
            > Zupelnie nie rozumiem o co mu w tym tekscie chodzi.

            To skup się na treści, a nie na osobie autora.
            • diabollo Re: Kim jest Tomasz Piatek 25.08.09, 00:33
              grzespelc napisał:

              > > Zupelnie nie rozumiem o co mu w tym tekscie chodzi.
              >
              > To skup się na treści, a nie na osobie autora.

              To jest bardzo trudne, czcigodny Grzespelcu.
              Kiedy pan papież piepszy głupoty o ciastkach z kremem to publika wpada w
              ekstazę, wierząc że słucha i rozumie wielką filozofię.

              Kiedy facet z KP rozsądnie pisze prostymi słowami o zjawisku uzależnień, to
              publice się to ciężko w głowie mieści, dostaje skrętu szarych komórek, więc pyta:
              kim jest ten facet?

              Kłaniam się nisko.
              • a000000 Re: Kim jest Tomasz Piatek 25.08.09, 08:41
                diabollo napisał:

                >> Kiedy pan papież...


                na ciastkach publika się zna, więc wie o czym mowa... na uzależnieniach od
                narkotyków większość publiki się nie zna... więc pyta, kto zacz, ze tak
                dziwacznie świat pojmuje...

                artykuł jest mową obrończą narkomaństwa...

                autor pochyla się nad cierpieniem biednych narkomanów... ale jakoś nie zauważa
                tego, co ich narkomaństwo złego robi społeczeństwu, rodzinom, przypadkowym
                przechodniom... i jeśli, jak sam zauważa, jest to śmiertelna choroba czyli szans
                nie ma na wyleczenie - to może jednak odosobnienie to nie jest zły pomysł? Aby
                uchronić te 90% zdrowej tkanki społecznej....

                Pan autor zamiast pieprzyć głupoty, niech się uda na odwyk...

                • marcinlet Re: Kim jest Tomasz Piatek 25.08.09, 17:52
                  a000000 napisała:

                  > artykuł jest mową obrończą narkomaństwa...
                  > autor pochyla się nad cierpieniem biednych narkomanów... ale jakoś
                  nie zauważa
                  > tego, co ich narkomaństwo złego robi społeczeństwu, rodzinom,
                  przypadkowym
                  > przechodniom...
                  To samo robi alkoholizm, w 100000 razy większym natężeniu. Ale to
                  nie powód by zakazać sprzedaży alkoholu.
                  • a000000 Re: Kim jest Tomasz Piatek 25.08.09, 18:06
                    masz rację, Marcinku... alkohol też degraduje i uzależnia... uważam, że w
                    stężeniu powodującym odlot/litr wypitego powinien być zakazany.

                    Ale cusik mi się widzi, że narkotyki to większe diabelstwo niż alkohol...

                    • maria421 Re: Kim jest Tomasz Piatek 25.08.09, 19:03
                      Oczywiscie ze narkotyki to o wiele wieksze diabelstwo niz alkohol.
                      Sa w Europie narody ktore pijaja alkohol codziennie do posilku. Gdyby zamiast
                      tego codziennie do posilku zazywaly heroine juz by ich dawno nie bylo.

                      • marcinlet Re: Kim jest Tomasz Piatek 25.08.09, 19:30
                        maria421 napisała:

                        > Oczywiscie ze narkotyki to o wiele wieksze diabelstwo niz alkohol.
                        > Sa w Europie narody ktore pijaja alkohol codziennie do posilku.
                        Gdyby zamiast
                        > tego codziennie do posilku zazywaly heroine juz by ich dawno nie
                        bylo.

                        A kto normalny zażywa codziennie heroinę i to do posiłku? I dlaczego
                        narkotyki mają być zakazane z powodu narkomanii, a alkohol z powodu
                        alkoholizmu nie? Albo papierosy?
                        • maria421 Re: Kim jest Tomasz Piatek 25.08.09, 19:36
                          marcinlet napisał:


                          > A kto normalny zażywa codziennie heroinę i to do posiłku?

                          I tym pytaniem wlasciwie sam sobie odpowiedzieles, Marcinie:)

                          I dlaczego
                          > narkotyki mają być zakazane z powodu narkomanii, a alkohol z powodu
                          > alkoholizmu nie? Albo papierosy?

                          Jak juz sam napisales- nikt NORMALNY nie zazywa codziennie heroiny:)
                          Wiec zeby mu pomoc wrocic do normalnosci, nalezy odciac mu dostep do heroiny.
                          • a000000 Re: Kim jest Tomasz Piatek 26.08.09, 10:52
                            co do papierosów... jest już coraz więcej miejsc, w których palenie jest zakazane...
                            Słyszałam kiedyś wypowiedź lekarza, że mała ilość alkoholu idzie na zdrowie....
                            ale KAŻDA ilość nikotyny jest szkodliwa.
                            A dyskusja była właśnie na temat zakazów picia i palenia...
                            • a000000 Re: Kim jest Tomasz Piatek 26.08.09, 16:02
                              a co do "marychy" :

                              wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,6965635,Palacze_marihuany_maja_problemy_seksualne.html
              • maria421 Re: Kim jest Tomasz Piatek 25.08.09, 08:53
                Diabollo, wydaje mi sie ze zamiesciles ten tekst dlatego ze spodobalo Ci sie w
                nim jedno, a mianowicie ze katoliccy publicysci nie powinni sie wypowiadac na
                temat uzaleznien, bo nie maja w tym temacie nic do powiedzenia, nie sa w tym
                temacie zadnym autorytetem.

                Tak to odebralam, dlatego postanowilam sprawdzic kim jest pan Piatek ze siebie
                samego za autorytet uwaza.

                No i wyszlo ze pan Piatek cpa, wiec uwaza sie za autorytet w od uzaleznien. I
                jak widze Ty tez go za autorytet w tej kwestii uznajesz.

                W tym artykule widze jednak cos baaaardzo niebezpiecznego. Widze ze niedlugo
                bedziemy musieli okazywac cpunom tolerancje jaka teraz musimy okazywac
                homoseksualistom. Inaczej posla nas do psychiatry.
            • maria421 Re: Kim jest Tomasz Piatek 25.08.09, 08:44
              grzespelc napisał:

              > > Zupelnie nie rozumiem o co mu w tym tekscie chodzi.
              >
              > To skup się na treści, a nie na osobie autora.

              Grzesiu, czasem warto wiedziec KTO pisze zeby moc dobrze zrozumiec tresc.
    • marcinlet Re: Pokrętna logika Tomasza Wiścickiego, czyli... 25.08.09, 17:47
      diabollo napisał:
      > Na jakie swoje doświadczenia w kwestii narkomanii powołuje się
      Wiścicki? „
      > ;Do
      > dziś pamiętam, jak w autobusie zobaczyłem długowłosego,
      zaniedbanego młodego
      > człowieka ze strzykawką w kieszeni koszuli. Widok był wstrząsający
       –
      > ; narkoman
      > był uosobieniem powolnej autodestrukcji.”
      A ja co rusz widzę jakichś spoconych, śmierdzących żuli żebrzących o
      drobne na wino. Ale to już nie jest powodem do zakazu sprzedaży
      alkoholu.
    • diabollo Polityka narkotykowa, czyli popis demagogii... 26.08.09, 18:12
      Kolejny tekst w temacie...

      *****
      Klinowski: Polityka narkotykowa, czyli popis demagogii
      Dr Mateusz Klinowski, Katedra Teorii Prawa, Wydział Prawa i Administracji UJ

      Niedawno na łamach „Rzeczpospolitej” Katarzyna Malinowska-Sempruch oraz Sławomir
      Sierakowski zaapelowali o rozpoczęcie poważnej dyskusji na temat realizowanej w
      Polsce strategii zapobiegania problemom związanym z używaniem i nadużywaniem
      środków psychoaktywnych (nieściśle zwanych narkotykami). Zbiegło się to z
      ministerialną inicjatywą zmiany obowiązujących przepisów dotyczących karalności
      posiadania, polegającą z grubsza na uelastycznieniu postępowania prokuratury w
      stosunku do domniemanych użytkowników nielegalnych substancji. Jednak o
      rzeczowej wymianie argumentów nie ma mowy. W jej miejsce mamy za to do
      czynienia, co zresztą łatwo dało się przewidzieć, z popisem demagogii.

      W pierwszej kolejności uderza łatwość, z jaką formułowane są kategoryczne, choć
      całkowicie fałszywe stwierdzenia i oceny. Przykładowo, Tomasz Harasimowicz,
      terapeuta z Monaru, uważa za patologię samo używanie substancji psychoaktywnych 
      – jego zdaniem zażywanie narkotyków oznacza utratę cnoty, jest więc swoistą
      skazą moralną. Pogląd to co najmniej dziwny, nasuwający na myśl najbardziej
      kompromitujące przypadki nadużywania argumentacji moralnej do piętnowania
      zachowań z jakiś powodów nie akceptowanych przez większość społeczeństwa (jak
      np. homoseksualizmu). Więcej, Harasimowicz zrównuje także pod względem
      szkodliwości heroinę i marihuanę. A nawet kwestionuje naukowy podział na
      narkotyki miękkie i twarde. Kompromituje go to jako terapeutę i dyskwalifikuje z
      pełnienia jakichkolwiek funkcji kierowniczych w ośrodku finansowanym z
      publicznych pieniędzy, gdyż zakazane substancje psychoaktywne faktycznie różnią
      się stopniem, w jakim upośledzają funkcje biologiczne i społeczne używających je
      osób. Dowodzą tego badania naukowe.

      Uprzedzenia zamiast faktów

      Harasimowicz obficie korzysta z nacechowanej moralnie terminologii. Mowa jest o
      rozgrzeszeniu, cnocie, a ostatecznym argumentem przeciwko jakimkolwiek
      modyfikacjom istniejących rozwiązań jest stwierdzenie, że jeżeli ktoś łamie
      prawo, powianiem ponosić tego konsekwencje. Zarówno Harasimowicz, jak i Piotr
      Semka, który również zabrał głos w dyskusji, zdają się przy tym zupełnie nie
      zauważać, że w toczącej się debacie chodzi właśnie o ocenę, czy istnienie
      przestępstwa posiadania narkotyków ma sens. W opinii znakomitej większości
      badaczy zjawiska „narkomanii” karanie za posiadanie przynosi zdecydowanie więcej
      szkody niż korzyści.

      W przeciwieństwie do Harasimowicza, Semka za patologię uznaje nie samo używanie
      narkotyków, lecz raczej obrót nimi. Pisze on: „Liberałowie zawsze ulegają
      pokusie, by w uczestnikach patologii widzieć ofiary, a nie współkreatorów zła.
      Usunięcie piętna przestępstwa z kupowania narkotyku to pośrednie działanie w
      kierunku legalizacji narkotyków”. Dawki fałszu i ignorancji zawartej w tym
      jednym zdaniu nie sposób usprawiedliwić po prostu jego publicystycznym
      charakterem. Dlaczego liberałowie? Dlaczego zawsze? Co więcej, w polskim prawie
      zakup narkotyków nie stanowi przestępstwa. Choć jest nim, o dziwo, samo ich
      posiadanie. Wprowadzenie przestępstwa posiadania jest przypadkiem tzw.
      kryminalizacji zastępczej – uzasadnieniem karalności posiadania było domniemane
      ułatwienie ścigania handlarzy. Niestety Policja i Prokuratura często ograniczają
      się wyłącznie do ścigania posiadania. Są to dla nich sprawy łatwe, szybkie i
      przyjemne. Prowadzą do budowania imponujących statystyk, które dla obrońców
      obywatelskich wolności są jednak raczej dowodem skali patologii, z jaką mamy do
      czynienia w przypadku przeciwdziałania narkomanii w Polsce.

      Lecz i na to Piotr Semka ma gotową odpowiedź: jego zdaniem prawdopodobnie w
      liczbie kilku tysięcy skazanych na pozbawienie wolności czają się jacyś dilerzy.
      Niewygodne statystyki okazują się więc„już nie tak jednoznaczne”. Samo to
      stwierdzenie jest na tyle niejednoznaczne, że pozwala uzasadnić właściwie
      wszystko. Skazujmy na więzienie przechodzących przez jezdnię w niewłaściwym
      miejscu. Przecież wśród nich z pewnością są również tacy, którzy popełnili
      poważniejsze przestępstwa, choć dotychczas – tak się jakoś stało – nie
      potrafiliśmy im udowodnić. Ktoś posiada rzeczy pochodzące z kradzieży? Do
      więzienia z nim! Pewnie w ten sposób zamkniemy też kilku prawdziwych złodziei
      udających jedynie „niewinne” ofiary paserstwa. Dowody o wartości procesowej
      zastępuje nam statystyka.

      Kwestie wydawałoby się elementarne, jak konieczność udowodnienia winy za
      przestępstwo, za które jesteśmy skazywani, Piotrowi Semce niestety umykają. Z
      kolei, gdyby sięgnął on po inne liczby, miałby szansę zorientować się, że
      istnieją również dane jednoznacznie wskazujące właściwie na ciągły wzrost
      powszechności, dostępności oraz mocy obecnych na rynku zakazanych substancji,
      przy ciągłym spadku ich ceny. Czego to dowodzi? Handel ma się dobrze, a przyjęte
      rozwiązania prawne nie są skuteczne.

      Kontrkulturowy diabeł

      Z nieco innej perspektywy na cały problem patrzą publicyści „Teologii
      Politycznej”, Artur Bazak i Mateusz Matyszkowicz, których tekst również
      opublikowała „Rzeczpospolita”. Bazak i Matyszkowicz w niewielkim stopniu odnoszą
      się do argumentów swoich oponentów, zadowalając się stwierdzeniem, że za
      inicjowaniem debaty o środkach psychoaktywnych stoi bliżej nieokreślony projekt
      inżynierii społecznej środowisk lewicowych. Dodają też, że rozwiązaniem problemu
      narkotyków „byłoby wyrugowanie z zachodniej cywilizacji wszystkiego, co wiąże
      się z lewicową kontrkulturą” (co powtórzone zostało aż dwukrotnie). Stwierdzenia
      te ocierają się o absurd, z którym ciężko w jakikolwiek rozsądny sposób dyskutować.

      Z kolei zarzuty nieskuteczności, braku uzasadnienia dla rozmiaru policyjnych
      represji i rodzącej się stąd krzywdy ludzkiej, Bazak i Matyszkowicz zbywają
      stwierdzeniem, że antynarkotykowa krucjata oraz twardy kurs sprawdzają się, gdyż
      Policja z roku na rok poprawia wyniki wykrywalności przypadków handlu
      narkotykami. Niestety, próżno z tego czynić dowód skuteczności walki z
      „narkomanią”. Istnieje wiele sygnałów, że podaż zakazanych substancji ciągle
      rośnie, czego naturalnym skutkiem jest oczywiście wzrost wykrywalności.
      Przyczyną wzrostu podaży zaś jest między innymi właśnie polityka zakazu oraz kary.

      Bazak i Matyszkowicz, podobnie jak Semka, nie zadają sobie również trudu
      sprawdzenia, ile osób młodych – okazyjnych użytkowników narkotyków, nie zaś
      dilerów, skazywanych jest corocznie na karę pozbawienia wolności (w
      zawieszeniu), a więc najwyższy znany polskiemu prawu wymiar kary. W zeszłym roku
      podejrzanych o posiadanie niedozwolonych środków było aż 17 tys. obywateli. Z
      badań prof. Krzysztofa Krajewskiego wynika, że w większości są to osoby
      posiadające minimalne ilości narkotyków, wyłapywane w okolicznościach
      przypadkowych, w czasie rutynowych patroli, które nie mają nic wspólnego z
      zaplanowanym zwalczaniem grup przestępczych. Pokazuje to, czym faktycznie
      zajmuje się polski wymiar sprawiedliwości.

      Uprzedzenia silniejsze niż fakty

      Zdaniem Bazaka i Matyszkowicza kolejnym argumentem mającym wspierać obowiązujące
      rozwiązania prawne i instytucjonalne jest fakt, że terapia uzależnień oparta na
      abstynencji w wielu przypadkach działa. W jaki jednak sposób miałby to uzasadnić
      rezygnację z oferowania pacjentom alternatywy w postaci terapii metadonowej?
      Dostępne badania pokazują, że skuteczność terapii abstynencyjnej w leczeniu
      uzależnienia od heroiny w zestawieniu z substytucyjną jest dramatycznie niska. A
      to właśnie skuteczność terapii powinna być główną wskazówką przy wydawaniu
      publicznych pieniędzy.

      CDN...
      • diabollo Re: Polityka narkotykowa, czyli popis demagogii.. 26.08.09, 18:13
        Uzależnienie nie jest bowiem kwestią wyboru, nie powinno być oceniane w
        kategoriach moralnych. Podobnie jak depresja, uzależnienie jest problemem
        zdrowotnym – złożonym zaburzeniem funkcjonowania ośrodkowego układu nerwowego.
        Co prawda jego ostateczny kształt zależy od zastanych uwarunkowań społecznych
        (podobnie w przypadku depresji), ale nie powinno przysłaniać to istoty zjawiska.
        Chciałbym, żeby Bazak i Matyszkowicz, Harasimowicz i Semka byli w końcu łaskawi
        zgodzić się z faktami naukowymi, albo otwarcie przyznać, że odrzucają racjonalne
        kanony dyskusji, wyżej stawiając ideologię. Brak szeroko dostępnej terapii
        substytucyjnej jest rażącą niesprawiedliwością, którą porównać można do odmowy
        podawania insuliny chorym na cukrzycę.

        Sugestię Bazaka i Matyszkowicza, jakoby narkomania była następstwem utożsamiania
        się z hasłami młodzieżowego buntu spod znaku „sex, drugs and rock’n’roll” trudno
        w ogóle traktować poważnie. Nie jest przecież prawdą, że dopiero w latach 60. XX
        wieku używanie substancji psychoaktywnych stało się rozpoznawalnym problemem
        społecznym. Oczywiście, wówczas wśród młodzieży rozpowszechniły się pewne wzorce
        zażywania pewnych substancji, ale społeczeństwa zachodu już wcześniej miały
        poważne problemy z narkotykami i ich nadużywaniem przez ludzi całkiem dorosłych 
        – czy to opium w środowiskach robotniczych zindustrializowanej Europy, czy
        kokainy wśród klasy średniej w USA, czy wreszcie morfiny wśród kombatantów I
        Wojny Światowej (by wymienić jedynie kilka najbardziej znanych przykładów).

        Zupełnie inną sprawą jest, że sięganie po „hipnotyzujące używki” nie jest
        wymysłem ostatnich lat czy wieków, ale wpisane jest w historię ludzkości od
        niepamiętnych czasów. Prawdopodobnie odpowiada również za kształt naszej
        kultury, religijnych wierzeń i symboliki, a nawet fenomenu świadomości w daleko
        większym stopniu, niż powszechnie sądzimy. Warto o tym pamiętać, nim zacznie się
        odsądzać substancje psychoaktywne od czci i wiary. Jak również o tym, że za
        masowość zjawiska używania i nadużywania substancji psychoaktywnych odpowiada
        właśnie broniona przez obu autorów, oparta o konsumeryzm, cywilizacja Zachodu,
        która zawsze grała rolę symbolicznego oponenta wszelkich lewicowych rewolt.

        Niekonstytucyjne prawo

        Bazak i Matyszkowicz oraz pozostali autorzy niewłaściwie pojmują cel
        postulowanych zmian polityki narkotykowej. Nie jest nim zagwarantowanie przez
        państwo spokojnego życia narkomanom (w domyśle: dostającym za darmo metadon),
        lecz przyjęcie strategii postępowania, która doprowadzi do rzeczywistego
        zapobiegania „narkomanii” i zmniejszenia skali krzywd związanych z używaniem
        substancji psychoaktywnych, Których część ponad wszelką wątpliwość wynika z
        polityki antynarkotykowej spod znaku „war on drugs”. Trzeba też powiedzieć
        wprost: moralizatorzy zachęcający do polityki represji są współodpowiedzialni za
        cierpienia, które polityka ta powoduje.

        Wymienić można wiele poważnych powodów dla rezygnacji ze szkodliwych rozwiązań
        prawnych zawartych w obowiązującej „Ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii”,
        praktyce organów ścigania oraz wymiaru sprawiedliwości. Sprowadzenie
        realizowanej w Polsce strategii przeciwdziałania narkomanii do polityki szeroko
        zakrojonych represji wygenerowało problemy daleko bardziej poważne, niż
        jakikolwiek z zaciekle zwalczanych „narkotyków” jest w stanie spowodować
        samodzielnie. Jednym z ich przykładów jest poszerzenie prerogatyw
        funkcjonariuszy Policji ponad konstytucyjnie wyznaczone granice, czy rozkwit
        czarnego rynku najgroźniejszych, gdyż jednocześnie najbardziej opłacalnych w
        produkcji, substancji.

        Szczególnej uwagi wymaga problem niekonstytucyjności obowiązującego prawa
        antynarkotykowego. Wielu jego orędowników nie zdaje sobie sprawy z tego, że
        angażowanie prawa karnego w rozwiązywanie społecznych problemów obwarowane jest
        w Konstytucji RP szeregiem warunków, wśród których są: skuteczność w realizacji
        celu, proporcjonalność skutków do uciążliwości użytych środków dla obywateli,
        oraz brak alternatywnych strategii. Obowiązująca „Ustawa o przeciwdziałaniu
        narkomanii” nie spełnia żadnego z nich. Nie tylko jest przeciwskuteczna w
        zakresie użytych tam sankcji karnych, ale przede wszystkim prowadzi do
        naruszenia obywatelskich wolności. Jednocześnie istnieją obiecujące sposoby
        realizacji jej celów bez udziału szeroko zakrojonej penalizacji używania i
        posiadania zakazanych środków.

        Gdy czytam wypowiedzi Piotra Semki, Tomasza Harasimowicza czy Artura Bazak i
        Mateusza Matyszkowicza, odnoszę wrażenie, że myląc własne przekonania moralne z
        faktami oraz ich interpretacjami, tracą oni z oczu rzecz najważniejszą – 
        represje państwowe nie są dobrym sposobem radzenia sobie ze skomplikowanymi
        problemami społecznymi. Kiedy ktoś twierdzi, że jest inaczej, wtedy właśnie
        należy się mieć na baczności. Pod przykrywką chwytliwej demagogii przemyca on
        bowiem do społecznej świadomości bardzo niebezpieczny i całkowicie fałszywy pogląd.

        www.krytykapolityczna.pl/Opinie/Klinowski-Polityka-narkotykowa-czyli-popis-demagogii/menu-id-34.html
    • diabollo Kto się boi dopalaczy? 05.09.09, 10:55
      Smoleński: Kto się boi dopalaczy?
      Jan Smoleński

      Platforma Obywatelska ma się za partię racjonalną. Powtarza wciąż slogany o
      racjonalizacji wydatków, racjonalizacji prawa i czego tam jeszcze. Jakież było
      moje zdziwienie, gdy przeczytałem w prasie wypowiedź wiceministra zdrowia na
      temat tzw. dopalaczy. „Te substancje są tak groźne, jak nielegalne narkotyki.
      Użyjemy wszystkich możliwych środków prawnych, które posiadamy, by je wyplenić”
      - powiedział „Polsce The Times ” Adam Fronczak. W czwartek 12 lutego głosowano
      nad delegalizacją dopalaczy: 404 posłów było za, pięciu przeciw, a dwóch
      wstrzymało się od głosu… Opadła mi szczęka.

      Politycy chcą zakazami czarować rzeczywistość!

      „Nielegalne narkotyki”, dopalacze, ale też legalne alkohol i nikotyna oraz
      niektóre leki (po przedawkowaniu, choć nie zawsze) to substancje psychoaktywne,
      których ludzkość używała, używa i używać będzie. Kropka. Prawne zakazy tu nie
      pomogą, bo ludzie sięgają po środki psychoaktywne nie dlatego, że są legalne,
      ale dlatego, żeby doznać czegoś odmiennego niż doznają na trzeźwo. Mądre to lub
      głupie, ale tak jest.
      Krzyki o niebezpieczeństwie dopalaczy to hipokryzja. Po przedawkowaniu
      dopalaczy, jak doniosła „Polska”, w Irlandii i Wielkiej Brytanii zmarło kilka
      osób. To alkohol i nikotyna są prawdziwymi zabójcami. A przecież są legalne.
      Alkohol na polskich drogach zabija rocznie kilka tysięcy osób. Nie mówiąc o
      marskości wątroby czy zwykłym przedawkowaniu alkoholu (tak, da się). A co z
      nadużywaniem leków na depresję czy innych psychotropów? A ile osób umiera na
      raka płuc? Poza tym, jak przekonują specjaliści, uzależnienie od nikotyny jest
      dużo cięższe niż uzależnienie od większości substancji psychoaktywnych.

      Nie będę wspominał o absurdach prawnych, jak zakazywanie posiadania jakiegoś
      kaktusa, szałwii, czy gałki muszkatołowej (tak, tak, to też dopalacze! Uważajcie
      obywatele, co sypiecie do zupy!). Pamiętacie, że PO chciała walczyć z bublami
      prawnymi? A może te przepisy mają tylko utrudnić życie jednej grupie społecznej 
      – przedsiębiorcom? (Warto zauważyć, że penalizacja dopalaczy nie uderzy w bogatą
      klasę średnią i wyższą: pójdą do prywatnego psychiatry i poproszą o receptę na
      odpowiedni lek. A może posłowie wierzą, że jak bogata klasa średnia ćpa, to dobrze)?

      Cała sprawa byłaby tylko kolejnym polskim kuriozum, gdyby nie to, że jest ona
      przykładem zbijania politycznego kapitału na lękach społecznych. Fatalny systemu
      emerytalny (jakiego notabene nie ma żaden inny kraj europejski), pomysły
      prywatyzacji służby zdrowia (która, jak mówią przykłady wielu krajów, doprowadzi
      do pogorszenia jakości i dostępności opieki medycznej), kolejne prób
      ograniczania praw pracowniczych – to wszystko powoduje wzrost niepewności, braku
      społecznego zaufania. Platforma, będąc w imię wolnorynkowej ideologii adwokatem
      tych wszystkich niebezpiecznych zmian, próbuje przekierować lęk na dopalacze.
      Inni politycy, widząc szansę na polityczne zyski, pomysł podchwycili.

      Faktyczne zagrożenia (bo takie są) zlewają się więc ze stereotypami, w których
      bywa ziarno prawdy i zwykłymi bzdurami, jak przekonanie, że zawsze zaczyna się
      od marihuany, a z konieczności kończy na heroinie (tyle samo w tym prawdy, co w
      stwierdzeniu, że zaczyna się od piwa, a z konieczności kończy na borygo czy
      denaturacie). Efektem tego będzie jeszcze większa niewiedza na temat środków
      psychoaktywnych, a co za tym idzie, faktyczny wzrost zagrożenia wynikającego z
      niedoinformowania.

      To jednak nie wszystko. Skierowanie uwagi społecznej na rzekome immanentne zło
      dopalaczy ma zakryć pęknięcie w wolnorynkowej ideologii, fakt, że neoliberalizm
      po prostu nie działa zgodnie ze swymi obietnicami. Problem polega na tym, że
      przekierowanie lęku nie usunie jego źródła, a tylko wypchnie ze świadomości. I
      kiedy wytłumaczenie „to przez te złe dopalacze!” przestanie już skutkować,
      trzeba będzie znaleźć inne. Pytanie brzmi: co lub – nie daj bóg – kogo trzeba
      będzie wtedy wyplenić?

      www.krytykapolityczna.pl/Opinie/Smolenski-Kto-sie-boi-dopalaczy/menu-id-197.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka