Dodaj do ulubionych

Czy mamy prawo?

29.09.09, 17:49
Fundacja Rodzić po Ludzku w jednej ze swoich ulotek pisze:
-Ponieważ rodzice są przedstawicielami ustawowymi dziecka, to oni mają
prawo do wyrażania zgody (lub sprzeciwu) wobec każdej czynności medycznej,
która dotyczy ich dziecka.


Ponieważ w moim wojewódzkim szpitalu w 4 istniejących szpitalach to prawo w
żadnym nie jest respektowane, z tego też powodu wybrałam dom jako lepsze
miejsce do rodzenia moich dzieci.
I mam takie pytanie (przepraszam, że nieco poza tematem forum):
Czy obowiązuje to także wobec starszych dzieci, np. w wieku szkolnym?
Dziś po powrocie mojego syna z zerówki dowiedziałam się, że był badany przez
jakąś niewiadomą pielęgniarkę czy panią doktor (w tym rozbieranie przy innych
dzieciach).
Jakoś myślałam, że ten chory zwyczaj badań szkolny minął od moich czasów
(zapomniałam, że starsza córcia też miała tę "przyjemność").
Czy to jest zgodne z prawem, że "szkoła" bada mi dzieci w ogóle nie
informując mnie o tym wcześniej? Czy można się temu jakoś sprzeciwić? Czy w
innych szkołach też tak się robi?
Czy nie wydaje się Wam to kontynuacją zwyczaju, że dziecko traktuje się jakby
prawo do decydowania o nim miały instytucje? Najpierw szpital, (jeśli miało
nie/szczęście się w nim znaleźć) potem szkoła?
Wasze refleksje na ten temat?
Obserwuj wątek
    • monicus Re: Czy mamy prawo? 29.09.09, 18:33
      moje refleksje sa takie jak twoje. jak najdalej od instytucji - sama mam z nimi
      koszmarne wspomnienia i ciarki mi ida jak mysle, ze moje dzieci maja sie temu
      poddawac. mam ochote "dolaczyc" sie do jakiejs odlecianej grupy, bo przerazajace
      jest rowniez to, ze wiekszosc ludzi sie na to zgadza i uwaza to za oczywiste!
      i kiedys ogolnie bylam luzara i freedom, zwis cokolwiek. teraz uwazam ze
      najwiecej wolnosci daje kosciol katolicki. co niektorzy sie popukaja w glowe -
      toc to ciemnogrod.
      moje motto osobiscie ulozone to, ze wolnym jest sie naprawde kiedy czegos nie
      musisz robic, a nie kiedy mozesz robic co chcesz.takie tamsmile
      • kropkaa Re: Czy mamy prawo? 30.09.09, 23:54
        > teraz uwazam ze najwiecej wolnosci daje kosciol katolicki.
        Taaa, np. Alicji Tysiąc.
        "Dużo wolności" miały również Magdalenki w Irlandii czy chłopcy w
        szkołach zawodowych tamże.
        Również UW jest całkowicie wolne, na razie, w zarządzaniu swoimi
        budynkami, których zwrotu domaga się jakiś zakon (odebrane im...
        dekretem carskim po upadku powstania styczniowego...).
        Bardzo wolna była moja koleżanka w zakonie, z którego wystąpiła z
        powodu, co za paradoks, braku wolności osobistej właśnie.
        Monicus, jesteś pewna, że należymy do tego samego kościoła?
        • monicus Re: Czy mamy prawo? 02.10.09, 20:31
          moze do innej parafii. smile
          ja chyba inaczej do tego podchodze. a przegiecia sa zle w kazdej dziedzinie
        • monicus Re: Czy mamy prawo? 02.10.09, 20:33
          a co do alicji tysiac, to jesli byla zdolna do usuniecia dziecka to tym bardziej
          do antykoncepcji - w naszych czasach takie wpadki to raczej dla idiotow, albo
          dla tych co chca - gumy drogie nie sa.
          druga sprawa, ze ja wspolczuje jej dzieciom, ze musialy tego wysluchiwac. ze dla
          ratowania wzroku pozbyc sie dziecka.
          usunelabys swoje? tak szczerze.
          • kropkaa Re: Czy mamy prawo? 03.10.09, 12:01
            Monicus, nie wiem, co bym zrobiła, ale chcę mieć wybór. Co do
            swojego zarodka, co do swojego ciała i co do swojego życia.
            Tak a propos wpadek - jak byłam młoda i wszystkowiedząca, wydawało
            mi się, że wystarczą jakieś tam działania, a ciążą jest po prostu
            niemożliwa. Dziś już tak nie sądzę. Pamiętam wstępniak Pieńkowskiej
            w TS - "a, pani to nigdy nie będzie mieć dzieci" rzucił mimochodem
            lekarz młodej studentce. Kilka miesięcy późnej zdumiona Jola była w
            ciąży. Podobne było z Jopkową - stawiła się u Kydryńskiego ze
            stosownym papierkiem, że matką, to niestety, ona nigdy nie zostanie.
            Kilka dni temu widziałam ją z całkiem dorodną dwójkąsmile
            Jedyną pewną metodą antykoncepcji jest szklanka wody zamiast, o
            innych stuprocentowych nie słyszałam.
            Każdy ma jedno życie i nie czuję się moralnie upoważniona nikomu
            dyktować jak ma je przeżyć. Czy chce dokonać aborcji, czy urodzić
            dziecko nieodwracalnie chore. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby się
            okazało, że dziecko będzie mieć zespół Downa, inne genetyczne
            choroby - czy byłabym w stanie poświęcić życie swoje i reszty
            rodziny. Może tak. A może nie. Dla mnie dziwne jest, że i państwo i
            kościół wyjątkowo zaciekle bronią życia nienarodzonego. Narodzonego
            już tak nie. Mnie naprawdę nie obchodzi zdanie księdza, proboszcza,
            biskupa - ja nie mówię mu, co ma zrobić ze swoim dzieckiem,
            narodzonym czy też nie. Nie słyszałam, by bp Paetz poniósł
            jakąkolwiek karę ze molestowanie seksualne - ale to już życie
            istniejące przecież.
            Kwestia aborcji jest tylko kwestią pieniędzy - masz kasę, płacisz i
            po kłopocie, nie masz - kończysz jak panie z tv - np. babka, której
            odmówiono badań prenatalnych, choć pierwsze dziecko urodziło się z
            wadą genetyczną; drugie też - czy chciałabym się z nią zamienić? Nie
            będę kłamać, że tak.
            Ile z Was zna osoby, które zaadaptowały chore dziecko? Ja zero.
            Takie dzieci w Polsce praktycznie nie mają szans na adopcję. Czemu?
            Skoro społeczeństwo tak pragnęło ich narodzin???
            Na koniec tylko dodam, że bardzo zainteresowały mnie kiedyś
            statystyki nt. tego słynnego syndromu postaborcyjnego. W Polsce
            występuje w jakimś niewyobażalnym natężeniu, w społeczeństwach
            normalnych, gdzie kościół non stop o tym nie trąbi, a jak nawet
            trąbi, to nikt zbytnio się tym nie martwi, występuje w jakiś
            minimalnych ilościach.
            • monicus Re: Czy mamy prawo? 04.10.09, 10:35
              kurcze - wczoraj napisalam dluga odpowiedz i gzies ja wcielo. mam nadzieje, ze
              to nie wielki brat. ale juz nie chce mi sie pisac, leje mi sie z nosa garlo boli
              oczy pieka.
              zawiesmy dyskusje.
    • ewa_anna2 wstyd... 29.09.09, 21:41
      Ja do dziś pamiętam rozbierane sesje w mojej szkole. Dziewczyny tylko
      w majtkach. Nie wiem czemu, ale zapadła mi w pamięci taka scena:
      Koleżanka zasłaniająca piersi i komentarz pielęgniarki: "nie martw
      się, jeszcze większe ci urosną" (była to 7 albo 8 klasa). Dzięki Bogu
      w LO nie było już takich badań.
      • monicus Re: wstyd... 29.09.09, 21:51
        tez pamietam. a takze to jak meczyly sie moje kolezanki, bo ktoras miala akurat
        nieumyte wlosy. 25 lat temu nie kazdy mial lazienke z ciepla woda... to
        ogladanie rąk w sezonie orzechów włoskich kiedy wiadomo, ze kazde dziecko chce
        je jesc. masowe pomiary i zawstydzajace miezenie wysokosci kosci lonowej.
        grzebanie we włosach przy całej klasie - a potem niektorzy przez 8 lat byli
        wszarzami.
        olewanie przez w-fistow zalecen lekarzy. bicie po glowie przy calej klasie. brrr
        • 987ania Re: wstyd... 30.09.09, 08:53
          Monicus gdzie Ty do szkoły chodziłaś??? Ja też chodziłam do szkoły ale takich
          rzeczy tam nie było. Głowę raz w roku się sprawdzało, a teraz nie wolno tego
          robić i co? Wszawica się szerzy. Ja na koloni też dzieciom głowy sprawdzałam, bo
          to trwa chwilę a rok wcześniej połowie koloni trzeba było czepce robić.
          A dyrekcji wytłumaczyć i poprosić o badania pojedynczo w pokoju lekarskim a nie
          na sali od w-fu.
          • monicus Re: wstyd... 30.09.09, 09:19
            w sławnie smile w mojej szkole była przewaga dzieci ze wsi. takich pegeerowskich.
            ale to nie jest powod do upokarzania.
        • ewa_anna2 Re: wstyd... 30.09.09, 16:27
          W mojej szkole wysokości kości łonowej nie badano, ale i tak było
          rozbierane badanie u pielęgniarki. Dziewczęta osobno, chłopcy
          osobno. Mogliśmy zostać w majtkach. Nie wiem, jak przebiega badanie
          chłopców, czy muszą się do przysłowiowego rosołu rozbierać??
          Co do wszów - mi też się zdarzyło je mieć. I jednej z najbogatszych
          dziewczyn w klasie. Badanie oczywiście przy wszystkich...
          Takie sesje są szczególnie krępujące dla tych, którzy mają ciało
          dalekie od doskonałości.
          Nawet zachowała mi się karta z tych badań (wzrostu i wagi)...
      • soldie Zostaje jeszcze homeschooling 29.09.09, 21:55
        Jak domowo to domowo co nie?
    • kaakaa Działanie szkoły było bezprawne! 29.09.09, 22:23
      Możesz to zaskarżyć, a przynajmniej postraszyć dyrekcję i wyrazić swoje
      oburzenie. Wg obowiązujących przepisów (w wolnej chhwili spróbuję poszukać
      podstawy)szkoła ma obowiązek pytać rodziców (opiekunów prawnych) o zgodę na
      wszelkie badania dzieci - medyczne, psychologiczne, pedagogiczne, czy inne.
      • clementine_kruczynski Re: Działanie szkoły było bezprawne! 29.09.09, 23:57
        Wg obowiązujących przepisów (w wolnej chhwili spróbuję poszukać
        > podstawy)szkoła ma obowiązek pytać rodziców (opiekunów prawnych) o zgodę na
        > wszelkie badania dzieci - medyczne, psychologiczne, pedagogiczne, czy in
        > ne.

        Zostaje "oświecić" dyrekcję szkoły.
        W przedszkolu mojej córy, żeby móc walczyć z wszawicą, opiekunki poprosiły
        rodziców o dobrowolne podpisanie zgody na kontrolowanie skóry głowy. Bez tego
        nie sprawdzały włosów, bo - jak podkreśliła pani dyrektor - nie mają prawa tego
        zrobić.
      • fizula Re: Działanie szkoły było bezprawne! 30.09.09, 05:51
        > Możesz to zaskarżyć, a przynajmniej postraszyć dyrekcję i wyrazić swoje
        > oburzenie.

        Dzięki, dziewczyny za odzew. Zbytnio straszyć czy grozić nie mam ochoty- bo mam
        zamiar dobre relacje mieć w tej szkole, której generalnie nie uważam za złą,
        młodszą Tosię też zamierzam tam posyłać. Jakoś dyplomatycznie spróbuję to
        wyjaśnić dyrekcji zwracając szczególnie uwagę nie tylko na aspekt prawny, ale
        też psychologiczny wydźwięk tego dla samych dzieci.
        Też pamiętam te badania ze swoich szkół jako szczególnie zawstydzające.
        A zrobiło mi się żal syna, bo akurat jest tuż po przykrych konfrontacjach ze
        służbą zdrowia (m.in. był zszywany) i widziałam jak bardzo sześciolatek
        potrzebuje w takiej sytuacji wsparcia bliskiej osoby. No i jeszcze jest to
        zaprzeczenie tego, czego uczy się dziecko: 6 lat to akurat wiek, kiedy dziecko
        zaczyna dobrze rozumieć, że nie należy się rozbierać przy innych, a tu: bach!
        taka lekcja poglądowa.
      • fizula Re: Działanie szkoły było bezprawne! 30.09.09, 10:54
        Wg obowiązujących przepisów (w wolnej chhwili spróbuję poszukać
        > podstawy)szkoła ma obowiązek pytać rodziców (opiekunów prawnych) o zgodę na
        > wszelkie badania dzieci - medyczne, psychologiczne, pedagogiczne, czy in
        > ne.

        Byłam, powiedziałam i zostałam wzięta za jakąś co najmniej dziwną, nadwrażliwą.
        Kaakaa, byłabym Ci bardzo wdzięczna, gdyby udało Ci się znaleźć tę podstawę prawną.
        Dyrektorka wyraziła zdziwienie moją postawą mówiąc, że nigdy żaden z rodziców
        nie zgłaszał w tej sprawie zastrzeżeń. Ze właściwie to żadne rozbieranie skoro
        do ćwiczeń dzieci też się razem przebierają. I poruszone to zostanie na zebraniu
        z rodzicami(!), którzy zapewne poprą p. dyrektor, bo kto by się chciał wychylać
        w takiej małej dziurze jak nasza miejscowość. Z drugiej strony, czy istotne jest
        zdanie innych rodziców? Mogą decydować o swoich dzieciach, a prawa sami nie
        zmienią (chyba żeby byli parlamentarzystami etc.).
        Zastanawiam się już nad tym zebraniem, jak to rozegrać.

        Czy w innych szkołach też pozostał ten zwyczaj klasowych lekarskich badań?
        • karolinacym Re: Działanie szkoły było bezprawne! 30.09.09, 11:13
          ja tez poprosze o przepis prawny!! wydrukuje sobie na przyszlosc wink
      • kaakaa Interpelacja i źródła prawne 30.09.09, 14:45
        Mam nadzieję, że tu: www.pielegniarki.info.pl/article/view/id/1148
        znajdziecie wystarczająco dobre podstawy, by przekonać dyrekcję.
    • kaeira Re: Czy mamy prawo? 30.09.09, 19:40
      Mój partner właśnie podzielił się ze mną traumatycznym wspomnieniem, jak to w podstawówce chłopcy musieli ustawiać w kolejce w samych gatkach i po kolei podchodzić do lekarki szkolnej ("tłustej, obrzydliwej i z brodawkami)", która wkładała im łapy i macała po jądrach...
      Ble...
    • kropkaa Re: Czy mamy prawo? 30.09.09, 21:21
      Nie wiem, jak to wygląda prawnie, ale tak naprawdę wystarczy
      odrobina empatii ze strony pielęgniarki/lekarki - można to
      zorganizować tak, że jedno dziecko jest badane, drugie się
      przygotowywuje, a reszta czeka na korytarzu. Idealnie by było, że
      wchodzi jedno dziecko, rozbiera się, jest badane, ubiera się,
      wychodzi i wchodzi kolega. To jest tylko kwestia czasu, ale przecież
      zaraza się jakaś nie zaczęła nagle rozprzestrzeniać i nie ma paniki,
      że wszyscy muszą być przebadani w ciągu pół lekcji. Ale po prostu i
      zwyczajnie:
      1. nikomu się nie chce;
      2. nikt nie wpadł na to, że dziecko odczuwa wstyd i nie ma ochoty
      paradować przy klasie w majteczkach.
      Najlepiej jakoś przedstawić rodzicom to obrazowo - czy sami by
      chcieli czekać na lekarza w bieliźnie, razem z innymi pacjentami,
      tylko i wyłącznie z powodu "aby było szybciej".
      Pamiętam te koszmarne ważenia i mierzenia w szkole. I wcale nie jest
      to to samo, co przebieranie się na wf czy nawet basen. 4 lata
      ćwiczyłyśmy i pływałyśmy w liceum, a szatnia nie była jakąś traumą,
      w przeciwieństwie do tego nieszczęsnego gabinetu. Nigdy nie mogłam
      zrozumieć, dlaczego nie można wchodzić pojedyńczosad
      • szczur.w.sosie Re: Czy mamy prawo? 30.09.09, 22:43
        A może są jakieś ustawy europejskie? Nie wiem, może warto poszukać.
        Zawsze jest Strasburg, zawsze można oskarżyć o pedofilięwink (żaruję oczywiściesmile)
        A poważnie, ja zawsze dostaję papier czy zgadzam się by moje dziecko było badane
        beze mnie (samo z pielęgniarką), czy może myć zęby, czy może uczestniczyć we
        fluoryzacji (na to się nie zgadzam) - a pamiętacie obowiązkowe fluoryzacje w
        podstawówkach? Myśmy mieli taką panią, co stała na środku i się darła na nas, a
        w pomieszczeniu staliśmy po 4-5 osób wokół wiader i tam się pluło... Horror...
        O, i też pamiętam te badania w gabinecie...
        Ale, nie lepsze było badanie na AM przed egzaminami wstępnymi (to już nie tak
        dawno)... Fakt, że na osobności, ale pani doktor chyba bardzo nie lubiła swojej
        pracy...
        • 987ania Re: Czy mamy prawo? 01.10.09, 09:45
          Ja widocznie chodziłam do szkoły w jakimś innym kraju.
          Fluoryzacja była ale były tylko 3 zlewy, więc chodziliśmy grupkami do umywalni.
          Badania były rozbierane ale osobno chłopcy i dziewczynki, nikt żadnej kości
          łonowej nie mierzył ani chłopaków po jądrach nie macał. Głowy nam sprawdzali ale
          nie notowali przy uczniach kto ma wszy a kto nie. Przed szczepieniami ważyli i
          mierzyli ale to też jakąś traumą nie było. Ale może ja jakaś mało czuła byłam na
          te praktyki, żadnej traumy nie przeżyłam w związku z tym.
          • kaeira Re: Czy mamy prawo? 01.10.09, 17:36
            987ania napisała:
            > Ja widocznie chodziłam do szkoły w jakimś innym kraju.

            smile
            Partner był w podstawówce w W-wie na Żoliborzu za środkowego Gierka.
            Ja z moich szkół w W-wie i Falenicy (późny Gierek) nie mam traumatycznych wspomnień, ale może wyparłam, kto wie. (Fluoryzację pamiętam, zaś sprawdzania włosów kompletnie nie. Czy mogło tego w ogóle nie być?

            *Nikt nie spodziewa się laktacyjnej inkwizycji*
    • lila4 Re: Czy mamy prawo? 01.10.09, 09:37

      Nie wiem jak z służbą medyczną,ale np.nikt z pomocy społecznej czy
      policji nie może rozebrać dziecka żeby sprawdzić czy np.nie jest
      bite czy jest czyste,mogą jedynie poprosić matkę,żeby je rozebrała.

      A co do badań w przedszkolu czy szkole,to koleżanka nauczyła syna,że
      może je rozbierać mama,tata,babcia albo oni muszą się zgodzić.I od
      jakiejś mamy (!) dowiedziała się,że jej syn nie był zbadany przez
      lekarza w przedszkolu,bo nie chciał się rozebrać.Chyba dobra metoda.

      A w szkołach wystarczyłby parawan przecież i szanowanie intymności
      dziecka.
    • ph78 Re: Czy mamy prawo? 01.10.09, 17:30
      Ciekawy wątek!

      Ja akurat traumy nie mam, bo chodziłam do szkoły chyba w tym samym
      mieście, co 987aniawink Albo też mało sobie z takich rzeczy robiłam?
      Pamiętam jedynie zbiorową fluoryzację (na zdrowie) i sprawdzanie
      głowy - owszem, upokarzające...

      Nie mam doświadczeń z dziećmi w wieku szkolnym, to się nie podzielę.
      Link do podstawy prawnej zachowam na zaś!

      Za to wczoraj była u nas położna środowiskowa i najpierw wycisnęła
      mojemu 3-tygodniowemu dziecku mleko z sutka, by potwierdzić, że ma
      jeszcze moje hormony! Następnie kazała jej samej chodzić, nie
      podtrzymując kręgosłupa, ani głowy?!?!?!!! Są jakieś standardy
      określające badanie zdrowia noworodka? Neonatolog na wizycie
      kontrolnej po porodzie takich barbarzyńskich metod nie stosował... A
      na sam koniec, gdy już ubierałam moje zmaltretowane bez mojej zgody,
      choć w mojej obecności dziecko, wsmarowała jej jeszcze znienacka w
      pięknie wygojony pępek maść z antybiotykiem... którą oczywiście
      natychmiast starłam i dla pewności jeszcze zdezynfekowałam
      spirytusemwink

      Nie muszę dodawać, że nie prosiła mnie o zgodę na żadną z tych
      czynności. I że jest stara, gruba i z niewydepilowanym wąsem (to
      sobie ulżyłamwink)!
      • 987ania Re: Czy mamy prawo? 01.10.09, 20:53
        ph a po co ją wpuściłaś?
        • ph78 Re: Czy mamy prawo? 01.10.09, 21:02
          Bo nie mam wagi i chciałam, żeby mi ktoś zważył dziecko, czy dobrze
          rośnie! Ale wagi nie miaławink

          A to można jej nie wpuścić?

          Zapomniałam dodać, że jeszcze porwała mi kartę uodpornienia do
          przychodni i mantruję tekst o pochodzeniu szczepionek wg zaleceń
          kaakaa, co by dzieciaka przed złem uchronić.
          • kropkaa Re: Czy mamy prawo? 01.10.09, 21:10
            Można podziękować uprzejmie za (nie)wizytę.
            Tego wstrętnego babsztyla, który nas wizytował na pewno więcej nie
            wpuszczę!
            • kaakaa Położna środowiskowa 01.10.09, 21:33
              U mnie na czworo dzieci tylko raz się jedna położna środowiskowa zaplątała - jak
              się najstarszy urodził. Ale tylko przyszła, popatrzyła i poszła sobie
              zapowiadając się na następną wizytę za jakiś tam czas. Ale więcej już się u nas
              nie pojawiła. Za to dowiedziałam się, że wystawiła nam w przychodni pozytywną
              opinię. Mimo, że naszła nas zupełnie niezapowiedzianie w poniedziałkowy poranek,
              a w niedzielę była u nas mała impreza z okazji opijania pierworodnego i w ten
              poniedziałkowy poranek, bynajmniej nie było po niedzieli jeszcze posprzątane...
              :shamed:
              • kropkaa Re: Położna środowiskowa 01.10.09, 22:01
                A co się dzieje, jak położna środowiskowa wystawi opinię negatywną?
                Rozumiem, że jak nie wejdzie, to wystawić takiej laurki nie może?
                Chodzi mi w tym wypadku o to, że ze złości, że jej nie chcę widzieć,
                nie może napisać co jej się podoba, tylko musi nic?
                • 987ania Re: Położna środowiskowa 01.10.09, 22:19
                  > A co się dzieje, jak położna środowiskowa wystawi opinię negatywną?

                  Nic się nie dzieje. Dzieje się dopiero jak znajdują dzieci w beczkach. Wtedy
                  szukają winnych.

                  Z moich praktyk. Przez pół roku próbowałyśmy dostać się do domu, gdzie było
                  zgłoszone przez rodziców nowonarodzone dziecię. Przez pół roku tam nie
                  weszłyśmy, mimo 4 wizyt, bo było zamknięte a dom wyglądał jak melina. Sprawę
                  zgłaszałyśmy nauczycielce i piel. środowiskowej. I co? I nic. Nikt się nie
                  zainteresował tym czy oni się wyprowadzili, zapili itp. Pewnie jak znajdą jakąś
                  beczkę z zawartością, to się zainteresują, że ktoś tam kiedys powinien być.

              • fizula Re: Położna środowiskowa 01.10.09, 22:08
                Opowiem Wam ciąg dalszy, jaki miałam w realu.
                Otóż tak jakoś sytuacja mnie poruszyła, że z nauczycielką zerówiaków na ten
                temat porozmawiałam. Bardzo doświadczona, dość empatyczna, wyrozumiała kobietka.
                Zwróciła mi uwagę, że:
                -5 i 6-latki chodzące do zerówki to jeszcze wiek przedszkolny i dzieci
                potrzebują wsparcia, by stawić czoła takiemu badaniu;
                -badanie było niespodziewane (lekarka nie zapowiedziała swojej wizyty)- stąd nie
                miała żadnej możliwości przygotować dzieci na to, co je spotka, czego mogą
                oczekiwać;
                -wszystkie dzieci w tym wieku są przyzwyczajone, że wizyty/badanie lekarskie
                odbywają się w towarzystwie rodziców- stąd badanie w zerówce to dla dzieci szok,
                sytuacja niezrozumiała;
                -wiele dzieci w tym wieku jest niedojrzałych emocjonalnie- mają nawet trudności
                z zostawaniem w zerówce (widziałam sama też dwoje zapłakanych podczas rozstań z
                mamą), a cóż mówić o nagłym badaniu ich przez obcą osobę !
                • ph78 Re: Położna środowiskowa 01.10.09, 22:17
                  To ja chyba muszę do przychodni zadzwonić i podziękować za kolejną
                  wizytę, bo już się zapowiedziała na przyszły tydzień i zaleciła
                  przyszykować listę pytań. I ja siedzę i myślę, o co mogłabym ją
                  zapytać - może po co mi zdrowe dziecko paćka antybiotykiem?

                  Fizulo, Ty to dzielna kobieta jesteś! Brawa!
                  A ja się tylko zastanawiam, jak ja teraz to dziecko wychowam (rychło
                  w czas refleksja!), jako że ewidentnie nieprzystosowana społecznie
                  jestem - w szpitalu nie chciałam rodzić, z położną mam problem, a o
                  takich akcjach w szkole to już w ogóle nawet myśleć nie chcę wink
                  • monicus Re: Położna środowiskowa 01.10.09, 22:20
                    ze mna jest jeszcze gorzej. szykuje sie na homeschooling smile ale jak tocze boje z
                    synem o to kto umie wiazac buty, a kto sie uczy to troche sie zastanawiam czy
                    jestem w stanie go przekonac do swojej wiedzy
                    • ph78 Re: Położna środowiskowa 02.10.09, 20:27
                      Nie wiem jeszcze, co sądzić o home schoolingu? Znam osoby uczące się
                      tą metodą w USA i w ich przypadku to niestety tylko pogłębiło erm,
                      niedopasowanie społeczne... I tak jak nie lubiłam szkoły jako
                      instytucji, widzę też pozytywne strony socjalizowania się z
                      rówieśnikami, uczenia reagowania w konfrontacjach, tworzenia relacji
                      itd. Muszę tylko wynaleźć jakiś patent na opanowanie negatywnych
                      aspektów szkoły, ha! Tyle zadań przede mną.
                • kropkaa Re: Położna środowiskowa 01.10.09, 22:27
                  Pocieszające, że mają taką paniąsmile
                  Zawsze ciężko jest reagować, bo wiadomo, że strach, czy to się nie
                  odbije na dziecku, ale z drugiej strony - jak nikt nic nie mówi, to
                  nic się nigdy nie zmieni.
                  W każdym razie brawo za odwagę i efekty!
                  • kropkaa To miało być pod Fizulą n/t 01.10.09, 22:29
                  • fizula Re: Położna środowiskowa 03.10.09, 17:12
                    > W każdym razie brawo za odwagę i efekty!

                    Odwagi nie mam wcale wiele. Gdybym ją miała, prawdopodobnie poszłabym, gdy była
                    ta sama historia u starszej córy czyli około 4 lata temu.
                    Myślę, że dorastam jako mama i staję się jakaś bardziej harda. Cieszę się, że
                    mogę stać po stronie moich dzieci.
                    Przypomniało mi się też "niewinne" badanie wzroku u starszej córki.
                    Od 4 roku życia córcia nosi okulary i jest pod stałą opieką okulisty, więc w
                    ogóle bezsensowne jest, że jakaś pani tu bada nagle dziecko, jakby miała ku temu
                    dobre narzędzia.
                    Efekt tego był głównie taki, że przez kilka tygodni mi się dziecko żaliło, że co
                    niektóre koleżanki przezywają ją "ślepota", bo sporych literek nie widziała bez
                    okularów (nie jest to dziwne, skoro jest krótkowidzem i astygmatykiem w jednym).
                    Efektów mojego działania na razie nie ma żadnego: oprócz tego, że sz. dyr.
                    zapowiedziała, że o następnych badaniach będę uprzedzona i że ten temat poruszy
                    na ogólnym zebraniu rodziców z całej szkoły.
                    Zwierzyłam się z tych perypetii zaprzyjaźnionej mamie ośmiorga dzieciaków (z
                    taką pewną nieśmiałością, bo się jednak zaczęłam zastanawiać, czy rzeczywiście
                    nie jestem przewrażliwiona)- i całkowicie poparła mnie. Z jej dziecka po
                    ostatnim badaniu też się naśmiewały inne dzieci, że ma krzywe plecy. Niestety,
                    ale grupowe badania najwyraźniej predysponują ku takim wrednym zachowaniom.
                    Dzięki dziewczyny, za szeroki odzew!
                    • kropkaa Re: Położna środowiskowa 03.10.09, 17:38
                      sad Czyli wchodzenie pojedyńczo miałoby sens.
          • 987ania Re: Czy mamy prawo? 01.10.09, 22:12
            Mozna nie wpuścić a co to policja z nakazem??
            Zapisz się do Almedu, tam nikt za szczepieniami nikogo nie gania. Super lekarka,
            świetna pielęgniarka od dzieci. Ja z Wawy do nich przyjeżdżam, bo teraz jak mała
            ma ponad rok to zaczęłam szczepić ale wcześniej nikt tam nie robił problemu, że
            patronażu nie chcę, że dziecko je pierś w czasie ukłucia itd. Po co się szarpać
            z idiotami? No chyba, że lubisz to co innegosmile
            • ph78 Re: Czy mamy prawo? 02.10.09, 20:32
              Teraz mi mówisz, jak się przed zapisaniem młodej wypytywałam po
              łódzkim forum!smile Tylko to daleko od nas - przyjeżdżaliby na wizyty
              domowe? Muszę się dowiedzieć. I czy tam można się oficjalnie zgłosić
              przez NFZ, tylko dodatkowo się płaci? Bo ja kompletnie jestem
              niezorientowana w systemie opieki zdrowotnej - od czasu reform w
              ciągu ostatnich 6 lat nie korzystałam.

              Fajnie, że jest jakieś miejsce, gdzie nie rbią problemu ze
              szczepieniami, bo mnie ta położna środowiskowa także kartę
              uodpornienia podprowadziła i teraz czekam na zaproszenie z poradniwink

              A pediatra jest tylko jedna czy zdradzisz mi namiary tej świetnej?
              Jak nigdy odczuwam potrzebę kontaktu z dobrym lekarzem o poglądach
              zbliżonych do moich - dla dziecka właśnie.
              • 987ania Re: Czy mamy prawo? 02.10.09, 21:02
                to jest przychodnia na nfz a pediatra jest jedna.
                • ph78 Re: Czy mamy prawo? 04.10.09, 21:57
                  Dzięki! Zadzwonię tam jutro smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka