kaczkastrofa 19.12.10, 19:56 dziecko.onet.pl/57018,5,8,porod_8211_krzyczec_czy_nie,artykul.html nie będę komentować, bo chyba nie trzeba. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
mysza_myszynska Re: załamałam się 19.12.10, 20:51 jasne, najlepiej zdławić wszystko, co naturalne (co z resztą z powodzeniem dzieje się przecież w większości szpitalnych porodów w Polsce).. ja też podczas swojego pierewszego porodu usłyszałam od lekarza, że mam się tak nie drzeć bo nie ja pierwsza ani ostatnia rodzę... Odpowiedz Link
juleg Re: załamałam się 19.12.10, 22:03 Kaszmir, ja właśnie w szpitalu cichuteńko sobie rodziłam, tak bezpłciowo Za to w domu odgłosy wydwałam z siebie, co mnie jakoś rozluźniało. Dzieci zgodnie nie krzyczały Odpowiedz Link
kropkaa Re: załamałam się 19.12.10, 20:58 O porodzie autorka wie tyle, ile ja o kosmosie... I na koniec mega bzdura: matka nie powinna krzyczeć, ale dziecko już tak. Szkoda czasu na Onet, tak na marginesie, bo to poziom Faktu i SE. Odpowiedz Link
housewife1 Re: załamałam się 20.12.10, 02:30 hmmm, a ja własnie z tych niekrzykliwych jestem, raczej skupiam sie do wewnątrz i wyciszam. W szpitalu ( w zośce) przy pierwszym porodzie w ogóle nie krzyczałam, nawet jakichs głosniejszych jeknięc też nie przyszło mi do głowy wydawać, dopiero przy szyciu na żywca peknięcia wrzasnęłam W domu, gdzie rodziłam sama ( połozna i mąz sie spóźnili ) i mogłabym sobie pokrzyczeć- tez nie, dopiero przy mega szybkim, potężnym skurczu partym wydałam jeden, ale niezbyt głosny okrzyk, bardziej "wysiłkowy", niż bólowy, w zasadzie mogłabym to określic jako głeboki pomruk-przeciągłe jęknięcie. ale ja generalnie tak reaguje na ból, wysiłek... nie lubie sie uzewętrzniac z tym Sąsiedzi nie mogli potem sie nadziwić, że jakies dziecko sie w tym domu ( bloku) urodziło Zobaczymy, jak będzie tym razem ? Odpowiedz Link
soldie Re: załamałam się 20.12.10, 10:04 Zgadzam się z kropką, ten kto to pisał o fizjologii porodu wiele nie wie, a z reszta tak jak te krzyczące rodzące, bo krzyk na męża że jest sk..... bo zrobił dziecko to dość dziwne nie sądzicie? Albo wyzywanie personelu ? A zdanie końcowe to chyba miała być piękna puenta i refleksja nad tym ,że jednak kończy się szczęsliwie... chociaż objawiła tylko niewiedze autora... No ale tak swoją droga czy wy się dziwicie? Odpowiedz Link
kropkaa Re: załamałam się 20.12.10, 11:46 Soldie, z tą łaciną, to z opowieści wiem, że soczyście bywa. Pierwszy przykład - pani ucząca w liceum francuskiego, prawdziwie wrodzona kultura, jak rzuciła do lekarza mięsem, to sama mało za zawał nie zeszła, uświadomiwszy sobie jaka łąka kwiatów z jej ust wytrysnęła... Drugi przykład - doktorantaka na filologii polskiej, a jakże! Przy drugim porodzie mąż i cały persnonel ją chwalił, że tym razem naprawdę bardzo mało przeklinała "O k..., o k..., ja pier..., ja pier..." tylko sobie pojękiwała Odpowiedz Link
kapyl Re: załamałam się 20.12.10, 14:05 Ha 6 lat temu położna środowiskowa na wizycie w domu podzieliła się ze mną taką o to refleksją - z jej doświadczenia przy porodach wynika, że najbardziej "murwią" nauczycielki, a prym w tym szczególny wiodą... absolwentki i nauczycielki filologii polskiej Hmm Jestem po polonistyce, coś tam złorzeczyłam na porodówce, ale raczej bez łaciny, przy parciu, to się w ogóle zamknęłam w sobie Odpowiedz Link
mama.rozy Re: załamałam się 21.12.10, 11:06 mi przy drugim dziecku położna powiedziała,żebym tak nie krzyczała,bo przynoszę wstyd swojemu zawodowi(jestem pielęgniarką)...gdybym się tak nie bała o dziecko to bym jej strzeliła stojakiem a przy trzecim na partych krzyczałam że jednak nie umiem rodzic i żeby sobie radzili beze mnie pierwszy poród to taki koszmar,że nawet nie miałam siły krzyczec... Odpowiedz Link
predikata Re: załamałam się 22.12.10, 09:17 Artykuł do pozgrzytania zębami normalnie. Ja niestety w końcu w domu nie urodziłam, ale co się podarłam to moje Stwierdziłam, że skoro już muszę być w szpitalu to sobie przynajmniej pofolguję, hehe Nikt pretensji nie miał, bo poza naszą domową położną nikt na szczęście do nas nie zaglądał. Jedna z warszawskich domowych położnych na szkole rodzenia bardzo nas do krzyku zachęcała (oczywiście wg potrzeb). Odpowiedz Link
kasiaimichael Re: załamałam się 22.12.10, 13:27 Najgorsze ze to napisała kobieta- szkoda mi jej... Odpowiedz Link
memphis90 Re: załamałam się 30.12.10, 13:43 A ja nie krzyczałam. Podczas pierwszego porodu byłam b. cichutko, taka myszka skupiona na parciu. Podczas drugiego skurcze parte były tak silne, że pchały dziecko w dół, a powietrze z płuc w górę. Więc głośno było, ale nie bolało wcale Mąż nie chciał mi wierzyć, więc mu wytłumaczyłam, że jak Pudzian podnosi tira, to też sapie i stęka, a czasem wręcz ryknie. Odpowiedz Link
mama.rozy Re: załamałam się 30.12.10, 16:50 moja szwagierka(tylko trochę przypomina Pudziana),jest śpiewaczką z zamiłowania i wykształcenia.kiedyś mi opowiadała,że jak parła,to musiała śpiewac.samo z niej szło Odpowiedz Link
lilabe1 Re: załamałam się 06.01.11, 13:36 A ja myślę , że to sprawa indywidualna. jedna potrzebuje krzyczeć , inna nie . Pewnie to zależy od natężenia bólu, sposobu jego znoszenia.Podobnie jest z obecnością męża ( rodziny ) przy porodzie. Są kobiety co tego potrzebują i jest niemała grupa kobiet , które obecność męża wręcz drażni. Mnie bolało niesamowicie - dziwiłam się , że świat jeszcze istnieje i kobiety chcą rodzić Nie darłam się jednak bo tego nie potrzebowałam. Za to pojękiwałam sobie trochę i to wszystko. O obecności męża przy porodzie mowy nie było. Drażnił mnie każdy dotyk - masaże i dialogi wykluczone - wszystko mnie drażniło. Podobnie miało kilka ze znajomych mi kobiet więc nie jestem odosobniona. Odpowiedz Link
mama.rozy Re: monicus 07.01.11, 14:43 pewnie pięknie było szwagierka śpiewała sopranem Odpowiedz Link
hortensjaaaa Re: załamałam się 11.01.11, 14:50 Hmm, myślę że to kwestia indywidualna. Ja w trakcie porodu krzyczałam, ale lekarz neonatolog, przekonywał mnie że to stresuje dziecko. Natomiast mój syn, w ogóle nie krzyczał, był cichutki Odpowiedz Link