Dodaj do ulubionych

Witam oficjalnie i się przedstawiam

31.01.09, 13:34
W związku z podobnymi wątkami, które ostatnio pojawiły się na forum, i ja -
stały podczytywacz - ujawniam się.
Jestem z Poznania. Trafiłam tu niedługo po moim drugim porodzie i bardzo
żałowałam, że nie wcześniej. Obydwoje dzieci urodziłam w szpitalu przy ul.
Lutyckiej. Pierwszy poród standardowo szpitalny. Odeszły mi wody i zaczęły się
skurcze co 5 minut - to była godzina 20.00. Powoli spakowaliśmy się i
pojechaliśmy na Izbę przyjęć. Tam procedury przyjęcia, badania, wenflon
(brrrr), itd. Dopiero wtedy pozwolili dołączyć mężowi. Zaprowadzili mnie na
salę, podłączyli pod ktg i zostawili nas samych. Byłam wtedy dość przestaszona
i nie wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi. Myślałam, że chcą dla nas dobrze
i tak trzeba. Nie pozwalali mi wstawać choć ktg nic złego nie wykazywało.
Caluśki poród przeleżałam i bolało bardzo. Na końcu miałam już wszystkiego
dosyć. Kiedy przyszły parte zadarli mi nogi do góry i kazali przeć z całej
siły. Jakoś koło 8 cm podali mi dolargan o czym dowiedziałam się poźniej gdy
przestraszona faktem, że kręci mi się w głowie kazałam mężowi zawołać położną.
Zostałam równiez nacięta i to bardzo mocno. Po tych wszystkich atrakcjach o
3.35 urodziła się nasza Córka, którą po 5 minutach zabrano. Pojawił się
kolejny lekarz, wyprosił męża i zabrał się za szycie. Miałam 14 szwów.
Nacięcie nie chciało się goić, po 5 dniach wdało się zakażenie. Szwy usunął mi
mój ginekolog. Stwierdził, że coś było nie tak założone. Córka podolarganie
była przez piersza dobę wręcz nieprzytomna i w ogóle nie chciała ssać. W
szpitalu kazali mi się tym nie przejmować. W efekcie po 3 dniach cały czas
płakała z głodu a ja płakałam bo nie umiałam jej nakarmić i wszystko mnie bolało.

Po roku z kawałeczkiem zaszłam w drugą ciążę. Wiedziałm, że nie chcę rodzić
tak jak poprzednio. Przerażało mnie przede wszystkim nacięcie i problemy z
karmieniem.
Drugi poród rozpoczał się odejściem czopa śluzowego (22.00) i natychmiastowimy
skurczami co 5-7 minut, od razu dość bolesnymi. Pojechaliśmy do szpitala. Tam
powiedziano mi, że brak miejsc a tak w ogóle to ja przecież nie rodzę bo mam
tylko 2 cm rozwarcia i skurcze na poziomie 30. Tak wychodziło na ktg. Prawdą
jest, że nic wtedy nie czułam ponieważ po tak miłym przyjęciu poród jakby się
zzastopował. Kazano mi wracać do domu, wziąść no-spę i iść spać. Na odchodnym
usłyszałam jeszcze "no chyba nie chce pani rodzić w nocy!" Nie wiedziałam co
odpowiedzieć.
Pojechaliśmy do domu i zaczęło się rozkręcać. Była mniej więcej 23. Wykapałam
sie w wannie ale nie chciao mi się zostawać tam dłużej. Mąż zasugerował, że
może się położę na boku to mnie pomasuje po krzyżach. Wytrwałam jakieś 2
minuty i kazałam mu przestać. Wstałam, poszłam się napić i przez 2,5 godziny
na przemian chodziłam na czworakach po pokoju lub na stojąco kręciłam biodrami
i stekałam. Wcale bardzo mnie nie bolało. Mąż obserwował mnie cały czas
pokornie siedząc w fotelu ponieważ jakoś przeszkadzały mi jego próby pomocy.
Kiedy skurcze zamieniły się w jednen nieustający skurcz a ja juz w ogóle nie
miałam ochoty podnosić się z czworaków, małżonek przestarszony stwierdził, że
nie wie co ma robić a ja mu tu zaraz urodzę. Prawie, że siłą zmusił mnie do
wyjścia i zawiózł do szpitala. Pamiętam, że nie bardzo wiedziałam co się
dzieje ale przez bramą szpitala stwierdziłam kategorycznie "nie wchodze tam!"
Jednak weszliśmy. Była 2.20 czy 2.30. Położna z izby jak nas zobaczyła to od
razu zaordynowała wjazd windą na oddział. Tam ekspresowe badanie i 10 cm. Na
szczęście pojawiła się wpaniała położna, która bez wtrącania się lekarki
poprowadziła końcówkę. Gdy tylko ją zobaczy łam orzekłam, że się nie położę i
proszę by zrobiła wszystko by mnie nie nacinać. O dziwo, jak na ten szpital,
pozwolili mi siedzieć. Właśnie pojawiły się na oddziale nowe łóżko - krzesła
porodowe i rodziłam w pozycji jak na stołku porodowym. Wszystko trwało jakieś
10 minut. Położna bała się o moja koszmarną bliznę i ostatecznie zrobiła małe
nacięcie. Potem miałam 3 szwy. Myślę, że urodziłabym bez nacięcia gdybym sie
nie zestresowała szpitalna atmosferą i tą gonitwą na samym końcu. Nie mogłam
się do końca rozluźnić i mięśnie nóg jakby same mi się napinały. Gdy Syn
rodził się, trzymałam go prawie cały czas za główkę. Nie płakał. Połozna od
razu podała mi go. Po chwili zaczął się bawić się piersią i przyssał na
całego. W tym stanie pozostał przez następne 1,5 doby. Chyba instynktownie
pozwalałam mu na to w ogóle nie zważając na, co chwilę, powtarzane propozycje
większości położnych z oddziału noworodkowego, że może bym przestała go karmić
ciągle bo dziecko przecież najada się w 5 minut a moje wisi i wisi.
Z wielką ulgą przyjęłam fakt powrotu do domu. Problemów z karmieniem piersią
nie miałam do tej pory (15 miesięcy). Mimo wszystko bardzo dobrze wspominam
drugi poród.

Marzy mi się, jesli będzie nam to dane jeszcze raz, urodzić dziecko w domu.
Poczułam co dobrego daje w tych chwilach dziecku i kobiecie instynkt, spokój,
wsparcie bliskich i pewność tego czego się chce. Mam nadzieję, że kiedyś
dołączymi do grona szczęśliwców - rodzin mających za sobą poród domowy. Od
miesięcy czytam na ten temat i ciekawość nie maleje. Niesamowicie fascynuje
mnie ten temat.
Wszystkim życzę zdrowia i powodzenia.
Przydługi ten mój post i trochę nie w temacie, kto wytrwał, temu dziękuję wink.
Obserwuj wątek
    • kaakaa Witam. 31.01.09, 13:40
      Miło Cię tu widzieć. życzę, by pomysł urodzenia w domu udało Ci się zrealizować.
      bo to wspaniałe, budujące doświadczenie.
    • gustaw.jelen Wytrwałam :) 31.01.09, 16:46
      Dzięki taki opisom, jak Twój, utwierdzam się w przekonaniu, że nawet
      nie zdaję sobie sprawy, jak wielkim błogosławieństwem jest możliwość
      domowego porodu.

      (Kto przeczytał to zdanie do końca i jeszcze pojął, o co mi
      chodziło, temu też należą się gratulacje wink)
    • sugarxxx Re: Witam oficjalnie i się przedstawiam 31.01.09, 17:10
      Anna, po 2 porodach sn to Ty masz z górki smile
      Na pewno następny poród w domu się uda.

      A w ogóle to popłakałam się czytając opis Twojego pierwszego porodu i doceniam
      swoją cesarkę...
      • joannapoznan Re: Witam oficjalnie i się przedstawiam 31.01.09, 21:34
        kolejna poznaniankawink z moim tygodniowym stażem na tym forum
        ośmielam się przywitaćwink
      • soldie Re: Witam oficjalnie i się przedstawiam 31.01.09, 22:00
        Dokładnie , ja miałam ciarki jak czytałam opis pierwszego- normalnie jakiś
        koszmar,ale drugi za to piękny- I tez doceniam w tym moim cc to uchronione
        krocze (bo pewnie by nacięli )
    • oldzinka Re: Witam oficjalnie i się przedstawiam 31.01.09, 21:36
      Twój drugi poród był prawie domowy. Zero ingerencji (nie licząc
      nacięcia), pozycja horyzontalna, cała pierwsza faza w domu, wanna.
      Bardzo pozytywnie. Trzeba się jeszcze było wypisać szybko i wrócić
      do domku, bo to zawsze dobrze robi.
      Poznań powoli robi się zagłębiem porodu domowego wink Chyba się
      przeprowadzę smile
    • kropkaa Witaj! n\t 31.01.09, 22:16
    • jusder witaj 02.02.09, 10:49
      Współczuję przeżyć z pierwszym porodem i podziwiam za spokój przy
      drugim.
      Ja jakby mi kazali na drugą fazę ładować się do samochodu to bym ich
      chyba pogryzła (męża i położną). wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka