ilość czy jakość

10.01.08, 12:51
Witam serdecznie, mam dwójkę dzieci, syn 7 lat zaczął w tym roku
naukę gry na akordeonie w szkole muz. I stopnia. Tak się składa, że
ja również grałam jako dziecko - na fortepianie. Obserwuję więc z
radością, jak syn chodzi na lekcje, ćwiczy... ale mam też
wątpliwości. Chodzi o nauczyciela. Pomijając już to, że jest dość
surowy i b.wymagający mam wrażenie że strasznie "pędzi" z
materiałem. Syn ledwo nauczy się grać jedno ćwiczenie to już zaczyna
następne. Mam wrażenie, że to wszystko jest robione "po łebkach",
byle do przodu. Widzę np., że syn jeszcze nie czuje się pewnie w
jakimś ćwiczeniu, ale uda się mu zagrać na lekji nie popełniając 2
błędów i już ćwiczenie jest zaliczane, odhaczone, i przechodzą do
następnego. Ja pamiętam lekcje zupełnie inaczej: zaczynało się od
wolnego tempa, potem szybciej, z dynamiką i na końcu "szlifowanie'.
Może to tylko w pierwszej klasie tak jest a później nauczyciel
będzie zwracał większą uwagę na jakość wykonania a nie na ilość...
Przecież nie chodzi o to, żeby grać głośno bez pomyłek, dochodzi
jeszcze to "coś" - dynamika, ładne wykończenie fraz, itp. Jak jest
wasza opinia na ten temat?
    • bb12 Re: ilość czy jakość 11.01.08, 23:02
      Mniejmy nadzieję,że tak jest tylko na początku nauki gry.
      Odkąd sięgam pamięcią, to zawsze zwracano uwagę na ładne wydobycie
      dźwięku, na słuchanie tego co się gra i doskonalenie. Pierw czytanie
      tekstu,potem cała reszta.

      Obojętnie jaki instrument.

      Z drugiej strony,różne szkoły, różne metody, może ta wcale nie jest
      zła. W krótkim czasie biegle będzie czytać nuty.
      • aszlan Re: ilość czy jakość 17.01.08, 08:57
        Moja córka też jest w I klasie i Pani bardzo zwraca uwagę na to jak gra, w
        zasadzie nie ma utworów które odgrywa, zawsze pracują wspólnie nad
        interpretacją, ale może nauczyciel Twojego dziecka ma inny system pracy,
        myślę,że warto z nim porozmawiać o swoich wątpliwościach, tym bardziej, że
        możesz odwołać się do swoich doświadczeń.
    • kasiask Re: ilość czy jakość 19.01.08, 08:04
      Taki system zastosowała Pani od Wiolonczeli dla Julka i okazał się
      idealnie trafiony. Bo Julek jest bardzo niecierpliwy, więc Pani mu
      zadawała kilka utworków o podobnej skali trudności i on ciągle grał
      coś nowego - -przynajmniej tak mu się wydawało, a w gruncie rzeczy
      ćwiczył to o co chodziło. Szlifują natoimiast do upadłego utwory na
      audycje i egzamin.
    • mart44 Re: ilość czy jakość 07.03.08, 21:34
      Na dwoje babka wróżyła. Z jednej strony - nie zawsze się dopracowuje wszystkie
      utwory, bo niektóre się przerabia tylko dla określonego problemu, poza tym taka
      "dłubanina" hamuje bardzo postęp w czytaniu nut, co jest dużym problemem u
      pierwszaków zwłaszcza. Tak więc nie ma sensu, żeby każdy utwór był "wykończony"
      - czasem wystarczy, że uczeń po prostu załapie nowy problem, który się w nim
      pojawia.
      Ale jest też druga strona medalu - są nauczyciele, dla których niestety praca
      się "kończy" na nutach i wtedy rzeczywiście idą w ilość, która czasem wręcz nie
      tylko nie przechodzi w jakość, a wręcz niszczy aparat.
      • monika.ae Re: ilość czy jakość 01.10.08, 14:48
        Witam ponownie,
        pierwsza klasa minęła, zaczęłą się druga i znowu mamy to samo:
        utwory grane jeden za drugim byle tylko sie ich "pozbyć" (słowa
        nauczyciela). Nie ma mowy o przyjemości z grania, jest
        tylko "odbębnianie" kolejnych ćwiczeń. Poza tym każdy uczeń u tego
        nauczyciela gra te same utwory - po kolei z książki "Nauka gry na
        akordeonie" (ćwiczenia) i "Mały akordeonista" (utwory "dowolne").
        Powoli tracę cierpliwość. Najgorsze jest to że nie ma innego
        nauczyciela akordeonu w naszej szkole i nie mamy żadnej alternatywy.
        Nie wiem co robić - czekać jeszcze na poprawę czy rozmawiać? Nie
        chcę go zrazić do syna.
        • skarolina Re: ilość czy jakość 02.10.08, 19:11
          Monika, z tego co opisujesz, niewiele ma to wspólnego z sensowną nauką. Możesz
          spróbować porozmawiać, ale obawiam się, że to niewiele da. Gdyby pan miał
          pojęcie, jak uczyć, to by to pewnie robił, niewykluczone, że albo nie ma
          zielonego pojęcia o metodyce albo ma wszystko gdzieś. Młody on? Stary?

          Skoro nie ma alternatywy w postaci innego nauczyciela to może byłaby (nie teraz,
          za rok) alternatywa w postaci innego instrumentu? Jakiś dęty - np. klarnet?
          Perkusja?
Pełna wersja