a-m75
04.07.11, 16:04
Walka o przetrwanie. Albo ona albo ja. Ja jestem matką. Ja wyznaczam zasady, na jakich ma funkcjonować nasz dom. Nie są to zasady wyssane z palca, nierealne do przestrzegania. To OGÓLNOPRZYJĘTE normy funkcjonowania w tym wieku, w takich warunkach.
Dajesz coś od siebie - nagroda.
Nie stosujesz się do reguł - kara.
Przykład dla wyklarowania powagi (i niepowagi) sprawy: wakacje są dla tych co dostali świadectwo - nie dostałaś nie masz wakacji (w domyśle: obóz, kolonia, wyjazd).
Masz dzień cały wolny robisz coś: ogarnięcie kuchni, wstawienie prania czy złożenie, odkurzenie, czy coookooolwiek! W zamian, reszta dnia Twoja, do 21:00.
To chyba niewiele wymagań jak dla 15-latki?
Zasady, których należy się trzymać: nie kłamać, nie wyłączać komórki, odbierać zawsze gdy dzwonię, nie robić makijażu powszechnie uważanego za zbyt mocny, nie nosić zbyt śmiałego stroju (dekolt, z wystającą bielizną na wysokości niemalże połowy biustu, spódniczka ledwie za). Używki z gruntu rzeczy - niedopuszczalne.
Co otrzymuję w zamian? Zachowanie naganne, brak świadectwa, ociekające rzęsy, dzwonię - nie odbiera, dzwonię - wyłączona. Powrót po 22:00. Wracam z pracy: syf, kiła i mogiła. Rzekomo zrobiona rzecz (ustalona telefonicznie przed południem) - nie tknięta, dodatkowo miliard innych porozwalanych drobiazgów, świadczących o przedniej zabawie i szykowaniu się na jakiś ślub chyba...
Jakieś pomysły? Wysłałabym ją na taki obóz przetrwania, jak gdzieś na którymś z zachodnich kanałów tv widziałam. Ale nie wiem czy ktoś to okiełzna.
Zamknąć w domu? Muszę pracować.
Gdybym chciała wspomnieć o ojcu - zrobiłabym to.
Gdybym nie wstydziła się opisać co jeszcze nieletnia potrafi - zrobiłabym to.