Dodaj do ulubionych

Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamożnych

27.08.11, 15:13
Zapewnia też dzieciom wyselekcjonowane środowisko. Do szkoły amerykańskiej w Warszawie chodzą na przykład dzieci Kingi Rusin i Tomasza Lisa.
Och, prawdziwa elita, starannie wyselekcjonowane środowisko, w którym każdy (snob) chciałby wiedzieć swoje dzieci.
Obserwuj wątek
    • dziadoslaw.zamszyc Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamożnych 27.08.11, 16:10
      Ja bym nie chcial spotykac sie ani z Rusin ani z Lisem na zebraniu rodzicow.
      • connanzcymmerii a jak to sie ma do samej szkoly? 27.08.11, 17:54
        jakie ma znaczenie, ze na zebrania przychodza Lis czy Rusin? Zmienia to w jakis sposob poziom tej szkoly, fachowosc nauczycieli? Masz czlowieku jakies kompleksy czy odezwala sie zwykla polaczkowa zawisc? Ja chetnie widzialbym moje dziecko w takiej szkole i nie ze wzgledu na towarzystwo ale na to, co taka szkola oferuje i jak pomaga dzieciakom w dostaniu sie do naprawde dobrych uczelni za granica.
        • dziadoslaw.zamszyc Re: a jak to sie ma do samej szkoly? 27.08.11, 21:00
          Ma znaczenie i to duze bo jaka jablon taki owoc. Ani nie mam kompleksow ani zawisc mnie nie zaslepia, przeciwnie, mam oczy szeroko otwarte. Na szkole amerykanska moge sobie pozwolic ale po pierwsze nie mieszkam w Polsce a po drugie swiat nie sklada sie z celebrytow i po trzecie chcialbym aby moje dziecko mialo dziecinstwo a nie dryl. Coz, moje dzieci sa jednak dorosle i jak dotychczas niezle sobie radza same, stoja na wlasnych nogach.
          • porshe Re: a jak to sie ma do samej szkoly? 27.08.11, 22:07
            bredzisz i to strasznie. Mam wielu znajomych po takich szkołach, poznaliśmy się właśnie na studiach za granicą. I wiesz co? Te szkoły są zwyczajnie w świecie dużo lepsze, niż ogólnodostępne (sam byłem w ogólnodostępnej i wiem, jaka przepaść mnie dzieliła od rówieśników po normalnych szkołach). Podczas gdy oni świetnie władali 3 językami obcymi, ja znałem raptem dwa (a to i tak, jak na tamte czasy było bardzo dużo). Oni znają grekę, łacinę czy jakiś język afrykański - a ja nic (łaciny musiałem się nauczyć na studiach od podstaw). Z matematyką również były problemy - na profilu biol-chem nie było jej zbyt wiele, całek nikt nam nie wprowadzał (bo i po co?) a tamci mieli. Tak samo z zaawansowaną algebrą czy obliczeniami geometrycznymi. O fizyce nawet nie wspomnę - u nas doświadczenia na 'grawitację' i 'pole magnetyczne' a u nich podstawy fizyki relatywistycznej.

            To są typowe różnice, jest jeszcze cała masa drobnych szczegółów, jak np zamiast 'wychowania do życia w rodzinie' lekcje 'ogłady i kultury'. Zapoznawanie się z tym, co wypada, a co nie wypada w rodzinnych domach na całym świecie. Jak kulturalnie zaprosić i przeprosić towarzystwo, jak zachować się w 'niezręcznych' sytuacjach. Oni to wszystko 'mają'. Szkoły z internatem dodatkowo rozwijają, gdyż tam powszechnym językiem na korytarzach jest angielski, a wiele dzieciaków odwiedza się po swoich współlokatorach z pokoju przez całe wakacje - jadą do niemiec, francji, norwegii czy syrii i spędzają razem czas.

            Może to i snobizm (fakt, próżno w takich szkołach szukać biednych, stypendia co prawda są, ale i tak większość utrzymuje się z pieniędzy rodziców, nie zaś z 'dodatków' od szkoły), ale w tym pozytywnym sensie. Nie ma tam powszechnego w szkołach 'zepsucia', szpanowania nową komórką czy nowym bentlejem rodziców - jest raczej zawiść o wyniki w sporcie, w nauce - trochę wyścig szczurów ale na dużo mniejszą skalę niż w typowych polskich szkołach.

            Nie ma olewacta, nie ma wagarowania. Osobniki niereformowalne wylatują z takiej szkoły na zbity pysk i papa, nie ma powtarzania klasy - albo się trzymasz i lecisz z materiałem na równi z innymi albo nie dajesz rady. Pół biedy jak są te dodatkowe lekcje do wykupienia, ale jeśli nie ma to jesteś w ciężkiej sytuacji. To potęguje działanie dyscypliny. Bo ludzie z takich szkół są zdyscyplinowani. To nie ma tak, że oni dzisiaj pojawią się w wymiętej koszulce 4 dni noszonej. Codziennie dbają o higienę, o ubiór, o dodatki (zegarek, kolor krwata, niekiedy jakieś apaszki, spinki). W większości polskich szkół jest to nie do pomyślenia, aby ktokolwiek zwracał na to uwagę. Zdarza się, że dziecko przychodzi do szkoły i nawet nie ma umytych zębów (sic!).

            Nie można jednocześnie stawiać samych plusów na elitarnych szkołach. Mają swoje wady: pierwsza - izolują od rodziców (w większości wypadków), kształtują psychikę młodego człowieka na peewien utarty schemat (jest to schemat dobry, ale zamiast rozwijać indywidualne cechy charakteru wszystkich temperuje się do jednego 'wymiaru'). Są oschli i wymagający nauczyciele, nieraz oderwani od rzeczywistości, w jakiej wcześniej przebywało dziecko (np po podstawówce, gdzie można było zgłosić nieprzygotowanie idzie do gimnazjum elitarnego i tam nauczyciel takich rzeczy nie przyjmuje do wiadomości). Często też jest nadmiar programu nauczania rekompensowany oderwaniem od komputera czy telewizora - trzeba czytać książki w bibliotece, a nie wrzucić pytanie w google.

            Często również zabronione jest używanie komórek w czasie trwania zajęć (tj. również na przerwach) można jedynie przed przyjściem do szkoły i po zakończeniu zajęć. To dzięki temu nie rozprasza innych.

            Zupełnie się nie zgodzę, że jaka jabłoń taki owoc - gdyby tak było to co z przysłowiem 'czym skorupka za młodu...'?
            • maksimum Re: a jak to sie ma do samej szkoly? 28.08.11, 02:18
              porshe napisał:

              > bredzisz i to strasznie. Mam wielu znajomych po takich szkołach, poznaliśmy się
              > właśnie na studiach za granicą. I wiesz co? Te szkoły są zwyczajnie w świecie
              > dużo lepsze, niż ogólnodostępne (sam byłem w ogólnodostępnej i wiem, jaka przep
              > aść mnie dzieliła od rówieśników po normalnych szkołach). Podczas gdy oni świet
              > nie władali 3 językami obcymi, ja znałem raptem dwa (a to i tak, jak na tamte c
              > zasy było bardzo dużo). Oni znają grekę, łacinę czy jakiś język afrykański

              Gosciu,kompleksy masz.Zaden z tych jezykow nie jest potrzebny w cywilizowanym swiecie.
              Moze spytaj Billa Gatesa,Steva Jobs i innych ile znaja jezykow obcych i bedziesz zdziwiony,ze zadnego.

              > Tak samo z zaawansowaną algebrą czy obliczeniami geometrycznymi.

              Te rzeczy sa w kazdym dobrym liceum,czy nawet srednim liceum.


              > jadą do niemiec, francji, norwegii czy syrii i spędzają razem czas.

              Normalni ludzie nie jezdzili i nie jezdza do Syrii.
              Poza tym wakacje spedza sie z innymi ludzmi niz z tymi z ktorymi jest sie caly rok w szkole.

              > Nie ma olewacta, nie ma wagarowania.

              Tego rowniez nie ma w dobrych szkolach publicznych.


              > Osobniki niereformowalne wylatują z takiej
              > szkoły na zbity pysk i papa, nie ma powtarzania klasy

              Wszystko to jest w dobrych szkolach publicznych.


              > - albo się trzymasz i le
              > cisz z materiałem na równi z innymi albo nie dajesz rady. Pół biedy jak są te d
              > odatkowe lekcje do wykupienia, ale jeśli nie ma to jesteś w ciężkiej sytuacji.

              W szkolach publicznych te lekcje extra sa za darmo.

              > Zupełnie się nie zgodzę, że jaka jabłoń taki owoc

              Bo nie znasz zycia.

              >- gdyby tak było to co z przysłowiem 'czym skorupka za młodu...'?

              Tu chodzi o ZWYCZAJE,a nie poziom zycia czy poziom nauczania.
              Zwyczaje to punktualnosc,solidnosc,dobre maniery itd.
              Nie ma to nic wspolnego z inteligencja czy poziomem szkoly.
            • hankam Re: a jak to sie ma do samej szkoly? 28.08.11, 11:52
              Ciekawe, jakie wyniki egzaminów (na tle szkół amerykańskich) ma szkoła amerykańska w Warszawie. Szkoła francuska ma wyniki tylko nieco poniżej przeciętnych francuskich szkół i jest z tego bardzo dumna. Dyplomaci i expaci mają czesne za tę szkołę w pakiecie relokacyjnym - inaczej by nie przyjechali, przecież wiadomo, ze kiedyś wrócą i dzieci będą kontynuować naukę w swoich krajach.
              Szkoła amerykańska czy brytyjska są elitarne tylko z polskiego punktu widzenia, bo jest silna bariera finansowa. Można powiedzieć, że chodzą tam dzieci polskiej elity pieniądza.

              Nie miałeś całek chodząc do klasy o profilu biologiczno - chemicznym? Dziwne, ja miałam, na pewno nie tyle i prostsze niż w klasach matematycznych, ale miałam. Tak samo jak rachunek prawdopodobieństwa, czy geometrię analityczną.
              • joa66 Re: a jak to sie ma do samej szkoly? 28.08.11, 12:27
                Nie jestem jakims wielkim fanem ezgaminów gimnazjalnych, ale podam wyniki ostatnich egzaminów ze przedmiotów matematyczno/przyrodniczych w

                szkole brytyjskiej - na 25 osób średnia - 23, 8 pkt (to chyba ponizej średniej krajowej )
                szkoła amerykańska na ursynowie (nie mylić z ta w Konstamcinie) - 27, 3


                p.s. maks to 50 pkt
                • dorek3 Re: a jak to sie ma do samej szkoly? 28.08.11, 14:31
                  Moja bliska koleżanka wykładała kilka lat temu tzw science w szkole brytyjskiej bodajże. Nie miała najlepszego zdania o tej placówce. Teraz prowadzi własną działalność polegającą na korkach (od gimnazjum do matury, w języku angielskim) dla uczniów tej i innych (międzynarodowych) szkół. Uczniów ma multum i nieźle z tego żyje.
                  • maksimum Tylko i wylacznie egzaminy wstepne. 28.08.11, 22:39
                    dorek3 napisała:

                    > Moja bliska koleżanka wykładała kilka lat temu tzw science w szkole brytyjskiej
                    > bodajże. Nie miała najlepszego zdania o tej placówce.

                    Zgadza sie!
                    Bo dobre szkolnictwo oparte jest TYLKO I WYLACZNIE na bardzo rygorystycznych egzaminach wstepnych.



                • maksimum Re: a jak to sie ma do samej szkoly? 28.08.11, 22:36
                  joa66 napisała:

                  > Nie jestem jakims wielkim fanem ezgaminów gimnazjalnych, ale podam wyniki ostat
                  > nich egzaminów ze przedmiotów matematyczno/przyrodniczych w
                  >
                  > szkole brytyjskiej - na 25 osób średnia - 23, 8 pkt (to chyba ponizej średniej
                  > krajowej )
                  > szkoła amerykańska na ursynowie (nie mylić z ta w Konstamcinie) - 27, 3
                  >
                  > p.s. maks to 50 pkt
                  --------------
                  Tak wlasnie wyglada poziom szkol "Elitarnych" i to tylko dlatego ,ze nie ma tam egzaminow wstepnych.
              • olena.s Re: a jak to sie ma do samej szkoly? 28.08.11, 21:41
                Słyszałam, że amerykańska w Konstancinie jest dobra naprawdę - tak ocenia ją jedna z nauczycielek mojego dziecka (amerykańska w Zatoce Perskiej). Moja szkoła ma oceny grubo powyżej amerykańskiej średniej, i sądzę, że generalnie tak to wygląda wśród tych szkoł z wysokim czesnym i wsparciem rządowym. Szkoły mają dzięki temu doświadczenie, środki i możliwości, i uwierzcie mi, wiedzą jak je wykorzystać.
                Niekoniecznie oznacza to, że są to szkoły superwybitne - takie co to np. zaniedbanego nastoletniego analfabetę doprowadzą do piątkowej matury z matematyki i ambicji uniwersyteckich, albo umożliwią pełen nieskrępowany rozwój geniuszowi.
                Nie wiem jaki jest skład uczniów z podwarszawskiej amerykańskiej, ale osobiście nie rwałabym się do wepchnięcia swojego dziecka do szkoły pełnej "nowych pieniędzy" - ze wzgledów wychowawczych.
                • maksimum Re: a jak to sie ma do samej szkoly? 28.08.11, 22:45
                  olena.s napisała:

                  > Słyszałam, że amerykańska w Konstancinie jest dobra naprawdę - tak ocenia ją je
                  > dna z nauczycielek mojego dziecka (amerykańska w Zatoce Perskiej). Moja szkoła
                  > ma oceny grubo powyżej amerykańskiej średniej,

                  W przecietnej szkole amerykanskiej dzieciaki 15-16 letnie pisza SAT na 1.550 pkt.
                  Grubo powyzej pisza SAT uczniowie Brooklyn Tech HS gdzie chodza moje dzieci i tam srednia jest 1.863 pkt.
                  Spytaj sie jak to jest w twojej szkole.


                • volta2 Re: a jak to sie ma do samej szkoly? 29.08.11, 08:56
                  dzwoniłam do konstancina i do international school na kabatach i w obu szkołach mi powiedziano, że ilość lokalnych dzieci to jest 50% składu klas. czyli wyszło mi że dużo, jak na taką jednak zaporową cenę.

                  natomiast "nowe" warszawskie pieniądze mnie nie obrzydzają - wierzę, że do takich funduszy w latach 2000 nie dochodzą jedynie mafiozi i handlarze ze stadnionu - tylko przyzwoici, dobrze wykształceni i mający sporo oleju(i szczęścia) w głowie ludzie. a tacy ludzie potrafią chyba dobrze wychować swoje dzieciaki, nie uważam, że dzieci pana lisa są spaczone w jakikolwiek sposób i nie miałabym nic przeciwko obecności ich w klasie mojego dziecka.
                  dodatkowo dochodzi fajny element - dla średniooblatanej amerykańskiej wychowawczyni, nieznającej najczęściej polskiego - pani rusin, czy pan lis to raczej nikt specjalny. nie ma zatem powodu "specjalnie" traktować ich dzieci ani się napinać jak przyjdzie na wywiadówkę.

                  już prędzej uwierzę, że zrobi spinkę jak przyjdzie ambasador usa na spotkanie i wobec jego dzieci może być bardziej wyczulona.
                  u nas było wielkie halo jak do szkoły zapisał ambasador usa swoje dzieci i nie wybrał tej nieco lepszej i nieco droższej drugiej szkoły, ale nie zauważyłam by wychowawczyni stawała na baczność przed matką tej dziewuszki(a bym pewnie zauważyła, bo była w klasie razemi z moim synem)

                  tu zupełnie inna sytuacja jest niż w polskiej szkole, mi byłoby trudno zachować dystans wobec celebryty czy jej pociechy.
            • kanna Re: a jak to sie ma do samej szkoly? 01.09.11, 20:08
              Łacine miałam przez 4 lata publicznego liceum... miałabym i grekę, ale zmieniłam klasę.
        • maksimum Re: a jak to sie ma do samej szkoly? 28.08.11, 02:05
          connanzcymmerii napisał:

          > jakie ma znaczenie, ze na zebrania przychodza Lis czy Rusin? Zmienia to w jakis
          > sposob poziom tej szkoly, fachowosc nauczycieli?

          Poziom szkoly uzalezniony jest od .....poziomu uczniow,a poziom uczniow od poziomu rodzicow.
          Inteligencji sie nie nauczysz bo ona jest dziedziczna tak jak niebieskie oczy.
          Szkola moze duzo oferowac,ale uczniowie nie musza tego przyjmowac,bo jest to uzaleznione od ich inteligencji.

          > Masz czlowieku jakies kompleksy czy odezwala sie zwykla polaczkowa zawisc?

          Bardziej zdrowy rozsadek.

          > Ja chetnie widzialbym moje dzieck
          > o w takiej szkole i nie ze wzgledu na towarzystwo ale na to, co taka szkola ofe
          > ruje i jak pomaga dzieciakom w dostaniu sie do naprawde dobrych uczelni za granica.

          Szkola nie pomaga ci sie dostac do naprawde dobrych uczelni za granica.To jest slogan,ktorymi sie szkoly posluguja.Kazdy sam stara sie dostac do najlepszej szkoly za granica jesli przyswoi maksymalnie z tego co szkola ma do zaoferowania.
          • vet.01 Re: a jak to sie ma do samej szkoly? 28.08.11, 13:01
            Inteligencji wcale nie dziedziczy się tak prosto jak koloru oczu. Wiadomo, że jest korelacja z czynnikami genetycznymi ale w jakim stopniu? Ważne są też czynniki środowiskowe. Ciekawe ile inteligentnych dzieci nawet o tej swojej inteligencji nie wie bo żyją w niefajnych warunkach, w patologicznych rodzinach. Dobra szkoła może inteligencję i talenty dzieci rozwijać, nawet tych mniej zdolnych. Kiepska w najlepszym razie nie zaszkodzi za bardzo.
            I mam wrażenie, ze jednak dobra szkoła ułatwia dostanie się na dobre uczelnie. Zwłaszcza tam, gdzie wynik egzaminów to tylko jedno z kryteriów przyjęcia, a poza tym trzeba np. przejść przez rozmowę kwalifikacyjną, na której mało kogo obchodzi encyklopedyczna wiedza.
            • maksimum Rozmowa kwalifikacyjna a egzamin. 28.08.11, 13:38
              vet.01 napisała:

              > Inteligencji wcale nie dziedziczy się tak prosto jak koloru oczu. Wiadomo, że j
              > est korelacja z czynnikami genetycznymi ale w jakim stopniu? Ważne są też czynn
              > iki środowiskowe.

              To najblizsze i najwazniejsze srodowisko to rodzina.

              > Ciekawe ile inteligentnych dzieci nawet o tej swojej intelige
              > ncji nie wie bo żyją w niefajnych warunkach, w patologicznych rodzinach.

              Juz nie przesadzajmy z ta inteligencja w rodzinach patologicznych.

              > Dobra szkoła może inteligencję i talenty dzieci rozwijać, nawet tych mniej zdolnych.

              Talent mozna rozwinac-inteligencji nie.

              > Zwłaszcza tam, gdzie wynik egzaminów to tylko jedno z kryteriów przyjęcia, a po
              > za tym trzeba np. przejść przez rozmowę kwalifikacyjną, na której mało kogo obc
              > hodzi encyklopedyczna wiedza.

              Rozmowa kwalifikacyjna jest najgorsza metoda przyjmowania na studia,bo na niej najlepiej wypadaja dobrzy aktorzy,a zdolni ludzie w kierunkach scislych nie maja zdolnosci aktorskich.
        • anmanika Re: a jak to sie ma do samej szkoly? 31.08.13, 13:20
          Moja znajoma pani profesor matematyki uczyła w tej szkole, mówiła, że poziom nauczania jej przedmiotu jest bardzo niski. Za to na pewno pomogą w życiu znajomości zawarte w tej szkole.
      • hankam Re: Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamoż 27.08.11, 22:07
        Dzieci Lisa i Rusin też muszą chodzić do jakiejś szkoły.
        • dziadoslaw.zamszyc Re: Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamoż 28.08.11, 09:38
          Oczywiscie, ze musza ale nie jest w najlepszym tonie przechwalac sie swoja "elitarnoscia" czy zamoznoscia. Avoir sans savoir est impardonable.
    • mniklasp Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamożnych 27.08.11, 18:27
      CZesne 20 tys dolarow za rok prywatnego gimnazjum w Warszawie to jest chore, dobrze wUSA nie ma tak zwariowancyh cen w prywatnych szkolach
    • aabiss Moje dziecko chodzi do zagranicznej szkoły 28.08.11, 00:24
      a dokładniej - mieszka w szkole (internat). Szkoła - jak na nasze warunki - bardzo droga. Ale nie żałujemy - doskonałe wykształcenie, języki, pełen profesjonalizm nauczycieli - po prostu doskonały produkt.
      • maksimum Boarding schools in USA. 28.08.11, 01:58
        www.boardingschoolreview.com/highest_sat_scores/sort/1
        Razem z internatem kosztuje przecietnie 42 tys rocznie.Bez internatu tylko 23 tys rocznie.
        Pytanie pozostaje,czy dzieci Lisa i Rusin do takich szkol sie nadaja.
        Zdecydowanie nie.
        Nie mieszajmy dziennikarzy z ludzmi biznesu.
      • kanna Re: Moje dziecko chodzi do zagranicznej szkoły 01.09.11, 20:11
        aabiss napisała:

        > a dokładniej - mieszka w szkole (internat). Szkoła - jak na nasze warunki - bar
        > dzo droga. Ale nie żałujemy - doskonałe wykształcenie, języki, pełen profesjona
        > lizm nauczycieli - po prostu doskonały produkt.

        I banus w postaci BRAKU dziecka przez cały tydzień... :p życ, nie umierać.
    • jan_dreptak Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamożnych 28.08.11, 08:58
      średni wynik egzaminu 6-klasistów z mojej dzielnicy - 28,5 pkt,
      średni wynik pobliskiej szkoły niepublicznej 36,5

      uprzedzając krytykę oczywiście wiem, że jak idę na spacer z psem to średnio mamy po trzy nogi

      ale z której strony by nie patrzeć, czy to średnią, ilość lauretaów olimpiad, wyniki sportowe czy liczbę mamuś po intensywnym solarium na zebraniu wnioski są raczej oczywiste
      • vet.01 Re: Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamoż 28.08.11, 12:45
        Tak w kwestii liczby nóg Twoich i Twojego psa: macie średnio po dwie nogi smile Wbrew pozorom z anatomicznego punktu widzenia pies też ma dwie nogi, przednie łapy są zbudowane podobnie jak nasze kończyny górne.
        • saszanasza Re: Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamoż 12.10.15, 21:35
          vet.01 napisała:

          > Tak w kwestii liczby nóg Twoich i Twojego psa: macie średnio po dwie nogi smile W
          > brew pozorom z anatomicznego punktu widzenia pies też ma dwie nogi, przednie ła
          > py są zbudowane podobnie jak nasze kończyny górne.

          w rzeczy samej. pies biegnąc-biegnie na tylnich łapach niejako podpierając się przednimi😃
    • pjan66 Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamożnych 28.08.11, 11:29
      W tym biednym kraju jest niezwykłe wręcz pragnienie elitaryzmu. Szkoły, do których byle jakie dziecko, byle jakich rodziców nie ma wstępu, albo można je wyrzucić, gdy nie pasuje do reszty. Szkoły, które mają nauczyć przede wszystkim sprawnego rozwiązywania testów i utworzyć drogę na odpowiednie studia. A wychowanie, kształcenie osobowości, indywidualności. To dla wielu rodziców zupełnie nie istotne. Nie przyda się w korporacji. A za strzeżone bramy, ogrodzonego osiedla też byle kto nie wejdzie.
      A mnie się marzą takie szkoła, jak w krajach skandynawskich.
      • azjaodkuchni Re: Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamoż 28.08.11, 19:54
        A czemu tak cicho o szkole Przymierza Rodzin i o Sterniku... te mają raczej wysokie wyniki.
    • nellyssima Re: Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamoż 28.08.11, 21:12
      Wszędzie są egalitarne szkoły, w Polsce to te, gdzie czesne jest na poziomie nieosiagalnym dla przeciętnego obywatela, w Stanach albo te drogie, albo raczej nawet te, do których aby się dostać, jak np. w Waszyngtonie, rodzic musi być przynajmniej członkiem Senatu. Szkoła podstawowa to nie tylko wynik egzaminu po 6 klasie, gimnazjum, to nie tylko wyniki innych egzaminów, to, co czyni je egalitarnym, to właśnie osoby, które do nich uczęszczają, to nawiązywanie kontaktów, dzięki którym później lepiej funkcjonuje się w biznesie, to siatka dalszych i bliższych znajomych, którzy pozostają na całe życie.
      • nellyssima Re: Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamoż 28.08.11, 21:13
        o rany, oczywiście miało byś elitarne smile
    • volta2 Re: Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamoż 28.08.11, 22:32
      mam dzieci w takiej szkole, już trzeci rok i jestem zadowolona bardzo
      mam poczucie że jest w grupie wyjatkowej, ale czy aż elitarnej? w samej szkole tego się nie czuje, nie ma gadżeciarstwa, nikt nie lata z ipodem czy komórką w klasach młodszych a dla odmiany starszaki przychodzą z laptopami i jest to raczej czymś normalnym dla nich.
      oczywiście nie pracują na nich w pocie czoła w wolnym czasie, to nastolatki więc widzę że sobie włączają gry, filmiki itp.


      to co dla nas-rodziców ważne, to że jest to szkoła bez przemocy, na widok płaczącego malucha żaden nastolatek nie przejdzie obojętnie, zawsze zapyta co się stało, albo czy może w czymś pomóc

      no i jest to szkoła, która nie generuje stresu szkolnego, a niemal każdy nauczyciel jest lubiany i szanowany. jest albo bardziej albo mniej ale jednak freindly

      bardzo mi się podobają w szkole porozstawiane gdzie się da kanapy i fotele- dzieciaki rozkładają sie tam swobodnie, trzymają nogi w górze, czuja sie wyluzowani, nie ma sztywnej atmosfery, ustawienie tych mebli w stylu domowego salonu pozwala na ożywione dyskusje, i bardziej ogólenie - sytuacje towarzyskie. ja jako czekający rodzic też się tam mogę wygodnie rozeprzeć, pójść po darmową kawę i pogadać z drugą mamą.

      dzieci dyplomatów.... to dzieci ze średniozamożnych rodzin, gdyby nie rządy opłacające naukę, to tych ludzi raczej nie byłoby stać na płacenie za 2 dzieci, za jedno jeszcze jako tako, ale już powyżej jednego robiłby się problem nawet i dla dzieci ambasadorów, nie mówiąc o niższym szczeblu
      i nie mam na myśli tylko polskich dyplomatów ale i japońskich czy amerykańskich(znam osobiście, więc wiem na temat płatności z pierwszej ręki)

      dzieci poważnego biznesu chodzą do jeszcze droższej szkoły niż nasza, więc tu sie nie wypowiemsmile

      no i pięknie likwiduje się roszczeniowość rodzica- nie wiem jak to działa, ale mimo iż płacę za tę szkołę krocie to nie przyszłoby mi do głowy pójście z awanturą czy rozmawiać podniesionym tonem, ci ludzie jakoś tak by sobie na to nie pozwolili. to raczej oni ode mnie jako rodzica czegoś tam WYMAGAJĄ i jak się nie dostosuję to mam moralniaka, czasem ustną reprymendę


      • maksimum Re: Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamoż 28.08.11, 22:54
        volta2 napisała:

        > dzieci poważnego biznesu chodzą do jeszcze droższej szkoły niż nasza, więc tu s
        > ie nie wypowiemsmile

        Zgadza sie. Do najlepszych szkol chodza dzieci wielkiego biznesu i tam dzieci Lisa i Rusin by sie zupelnie nie odnalazly.

        > no i pięknie likwiduje się roszczeniowość rodzica- nie wiem jak to działa, ale
        > mimo iż płacę za tę szkołę krocie to nie przyszłoby mi do głowy pójście z awant
        > urą czy rozmawiać podniesionym tonem, ci ludzie jakoś tak by sobie na to nie po
        > zwolili. to raczej oni ode mnie jako rodzica czegoś tam WYMAGAJĄ i jak się nie
        > dostosuję to mam moralniaka, czasem ustną reprymendę

        Oczywiscie zadnych awantur ani przemocy w dobrych szkolach nie ma.
        Ja chodze na wywiadowki w celach czysto towarzyskich.
      • maksimum Re: Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamoż 28.08.11, 22:58
        volta2 napisała:

        > to co dla nas-rodziców ważne, to że jest to szkoła bez przemocy, na widok płacz
        > ącego malucha żaden nastolatek nie przejdzie obojętnie, zawsze zapyta co się st
        > ało, albo czy może w czymś pomóc
        >
        > no i jest to szkoła, która nie generuje stresu szkolnego, a niemal każdy nauczy
        > ciel jest lubiany i szanowany. jest albo bardziej albo mniej ale jednak freindly

        Dokladnie to samo jest w dobrych szkolach publicznych w USA,gdzie sa rygorystyczne egzaminy wstepne.
        Bardzo dobre wyniki nauczania,spokoj,kultura.Nikt nie kradnie komorek zostawionych pod plotem,gdy dzieciaki graja w tenisa czy w kosza.

        • fogito Re: Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamoż 29.08.11, 04:40
          Nie wiem co wy macie do dzieci Rusin i Lisa. Nie znam dzieciakow, ale patrzac na rodzicow to beda raczej inteligentne i przedsiebiorcze. Chyba zazdrosc z Was wychodzi...
          Ja nie poslalam dziecka do szkoly amerykanskiej, bo zalezalo mi, zeby jednoczesnie robil program polskiej szkoly, a tego amerykanska szkola w Konstancinie nie zapewnia. Wybralam brytyjska i nie zaluje. Syn jest nauczony i zaopiekowany a poza tym poznaje kolegow z calego swiata z roznych kultur i nacji. A to jest bezcenne doswiadczenie w zyciu mlodego czlowieka. Owszem sa w takiej stronie dzieci ludzi niezmiernie bogatych, ale to jest maly procent. Wiekszosc to jednak dzieci dyplomatow i malzenstw mieszanych narodowosciowo.
          I oczywistym jest, ze taka szkola bedzie miala gorsze wyniki z polskich egzaminow obowiazkowych, bo jezykiem wykladowym jest angielski i sila rzeczy czasu na program polski jest mniej. Nie zmienia to jednak faktu, ze poza wysokim czesnym widze same plusy. I pamietajmy, ze do podstawowki nie ma egzaminow, wiec nie ma wstepnej selekcji, co jest nagminnie praktykowane w wiekszosci polskich szkol prywatnych w W-wie.
          W kazdym razie pamietajmy, zeby nie oceniac dzieci negatywnie z powodu animozji jakie czujemy do ich rodzicow.
          • kasialip5 Re: Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamoż 29.08.11, 11:18
            Mój synek też chodził do szkoły brytyjskiej za granicą. Dzieci, które tam uczęszczały to dzieci expatów, dyplomatów i bogatych miejscowych. Byliśmy bardzo zadowoleni ze szkoły. Dziecko uwielbiało tam chodzic a i my byliśmy zadowoleni ze współpracy z nauczycielami. Żałuję, że po powrocie do Polski mieszkamy za daleko by wozić dziecko do szkoły brytyjskiej. Bardzo podobał mi się klimat w poprzedniej szkole i chcaiłabym zanleźć podobną placówkę w okolicy, a niestety okoliczne podstawówki pozostawiaja bardzo wiele do życzenia...
      • sion2 Do volta2 30.08.11, 17:04
        Wydaje mi się ze piszesz o szkole amerykanskiej w Konstancinie, mam znajoma która kształci tam juz troje dzieci (naraz)

        generalnie oceniam tę szkolę bardzo dobrze choc kompletnie nie rozumiem idei posyłania tam dziecka dwójki Polaków mieszkajacych i pracujących w Polsce na stałe no ale każdy ma prawo wybierac dla swego dziecka to co uważa że będzie dla niego najlepsze

        mam jednak jedno pytanie - nie slyszalam aby w tej szkole były jakiekolwiek testy po podstawówce czy middle school mimo tego że szkoła podobno jest na modłę systemu amerykanskiego

        znajoma ma dziecko w 2 klasie middle scholl, w 4 elementary i w 1 elementary
        dzieciak najstarszy dostal jakies super nagrody i wyroznienia po ukonczeniu elementary
        pytalam sie wiec ile procent mial na egzaminie koncowym? znajoma zdzwiona, że jakie egzaminy, jakie testy, on nic nie mial
        no to chwila - w takim razie jak sobie radza dzieci dyplomatow amerykanskich ktore chodza do tej szkoly tylko rok czy trzy i musza wrocic do kraju, skoro w USA przyjmuje sie do Middle School na podstawie testu konczacego Elementary, skoro takiego testu w Konstancinie nie maja?
        I druga rzecz - co sa warte takie odznaczenia i nagrody skoro sa SUBIEKTYWNE bo ten dany uczen jest po prostu najlepszy z tej szkoly ale wcale nie oznacza to że bylby tak samo dobry gdyby musial sie zmierzyc w powszechnym i niezaleznym teście ktory zaliczaja wszystkie amerykanskie dzieci juz od konca podstawowki?

        ja sie pytam z ciekawosci, nie chce za bardzo gnebic moimi pytaniami znajomą bo mogloby byc jej przykro że sie czepiam czy cos ale mnie nie o to chodzi, lubie takie ciekawostki z róznych systemow szkolnych na swiecie
        • volta2 Re: Do volta2 30.08.11, 20:00
          moje dzieciaki nie uczą się w konstancinie, bo dalej jesteśmy za granicą, rozważałam po prostu tę szkołę po powrocie.

          co do ludzi, którzy tam posyłają dzieci a są polakami i pracują w kraju - otóż taki wybór może być podytkowany tym również, że nie zawsze tak musi być, ludzie ci mogą spodziewać się nagłego powołania do jakiegoś tam kraju w świecie, i żeby łagodniej przejść było dzieciom - już teraz o tym myślą.


          my np. nigdy nie planowaliśmy wyprowadzki i pracy za granicą - a wyszło tak, że dzieci lepiej czytają i piszą po angielsku niż polsku, zatem teraz decyzja o skoczeniu do innego krau przyjdzie nam 100 razy łatwiej niż ta o wyjeździe gdy dzieci nie znały języka

          do tego dzieci widzą, że do szkoły przychodzą i odchodzą dzieci po roku, dwóch czy trzech i jest to normalne dość - zatem i dla nich może tak być, że na hasło "zmiana szkoły" paniki nie zrobią

          do tego takie dzieci wyrastają na obywateli świata, i tego może chcą ci twoi znajomi?(przykładowa rozmowa z moim synem na temat zmiany szkoły: chciałbyś wrócić do polski czy może jeszcze gdzieś w innym kraju się pouczyć? odpowiedź: chciałbym wrócić, no, mogę ewentualnie w dubaju chodzić do szkoły, bo wiem, że tam jest fajnie, bo ramziin mi mówił)


          co do testów - może być tak, że matka nawet o tych testach nie wie, bo nikt z nich nie robi wielkiego halo - ot, dzień jak co dzień, dzieci nikt nie stresuje jak w polskiej szkole(wiem, bo tamże pracowałam 10 lat i wiem jaka jest presja ze strony szkoły i rodziców) , wyniki przychodzą po miesiącu o ile nie dwóch.
          co do tej szkoły w konstancinie, to jest to szkoła na pewno kategoryzowana, ma dofinansowanie z ministerstwa edukacji(rządu usa) i działa raczej na zasadzie non profit(w sensie że nie płacą podatków w polsce)- myślę że ma coś na kształt uprawnień szkoły publicznej? lub ma akredytację ministerstwa. z tego co pamiętam, na etapie budowy - szkoła już miała dofinansowanie rządowe, ale głowy nie damsmile

          u nas taki test dzieci piszą gdzieś w okolicy stycznia, w marcu jest omówienie wyników i jest ten test co roku. o teście na koniec elementary nie słyszałam, bo moje są bliżej początku niż końca takiej szkoły. ale jak chcesz to mogę dopytać, bo znajomy właśnie będzie w tym roku kończył ten etap edukacji. jego rodzice pewnie coś wiedzą.

          a, i jeden znajomy pisał maturę, po której dostał się w polsce na uczelnię wyższą bez problemów, w sensie papierowym, nie egzaminówsmile ale mógl też ubiegać się o uczelnie w stanach.

          co do nagrody - u nas jest coś takiego dawane najlepszym uczniom w szkole, podpisane jest to przez baraka obamę i z listem od niego i zebranie 3 takich dyplomów upoważnia ucznia do stypendium w amerykańskim collegu. dziecko które jest dobre na tle klasy ale nie łapie się na dyplom - dostaje wyróżnie od wychowawcy i dyrektora. ma to moc szkolną bez wyjścia na zewnątrz, w odróżnieniu do dyplomu.
          • sion2 Re: Do volta2 30.08.11, 22:21
            To bardzo ciekawe co przeczytałam - dziekuje!
            Tak, zgadzam się że ta szkoła ma takie plusy jakie wymieniłas. Ja nie powiedziałam że taka szkoła jest zła. Po prostu sądzę że skoro są zamożni to z powodzeniem mogli posyłac dzieciaki do płatnych prywatnych szkół polskich gdzie warunki do nauki także są bardzo dobrea jednoczesnie dzieciakom nie grozi "wynarodowienie" czy tez raczej brak zakorzenienia w polskosc az tak głęboko jak mają to dzieci z polskich szkół. Tych ludzi takze stac na wyjazdy zagraniczne i korzystaja z tego wiec to nie jest tak że dla nich szkoła amerykanska była jedyna szansa wychowania dziecka na obywatela swiata. To chlubne byc obywatelem swiata ale konieczne tez byc obywatelem Polski. Moi znajomi nie maja pracy któa grozi wyjazdem, po prostu maja jakies mozliwosci że posłałi dzieci do Konstancina i juz.

            Widzę że ta szkola jest bardzo na wzór amerykanskiej prywatnej skoro po twoim opisie wnętrza i atmosfery sądzilam że chodzi ci wlasnie o Konstancin smile. Faktycznie atmosfera jest cudowna tam, znajomi posylaja dzieci do kindergarden które nie znaja słowa po angielsku a po 10 mcach mówią jak native speakers... niesamowite, ale takie chłonne są mózgi 5-latków smile.

            Najstarszy syn tych znajomych dostał własnie wyróżnienie dyplom Baraka Obamy. Wiem bo tym sie znajoma chwalila. Dzieciak faktcznie zdolny nieprzecietnie, uczy sie tez polskiego.

            Wlasciwie taka szkola ma same plusy (poza cena za wyksztalcenie) i jeden zasadniczy minus -mali Polacy jednak zostaja w tyle w stosunku do rowiesnikow jesli chodzi o znajomosc literatury polskiej, gramatyki, historii i tez pod wzgledem poziomu nauk scislych bo matematyka, fizyka, chemia jest na wyzszym poziomie w polskim szkolnictwie (choc ma to swoje wady tez).
            • volta2 Re: Do volta2 31.08.11, 00:42
              co do nauk ścisłych - mam porównanie o tyle, że dotarł do naszej szkoły chłopiec po 2 klasach szkoły podstawowej w polsce, publicznej i o ile formalnie nie zdał po roku nauki w naszej szkole - to matematykę pozwolono mu kontynuować ze starą klasą na poziomie rocznika w polsce. czyli raczej program i wymagania te same. oczywiście to chłopiec który tę drugą klasę w pl zdał z wyróznieniem.

              co do chemi czy fizyki - z tego co wiem to laboratoria mają super wyposażone i te laby są wykorzystywane. nie sądzę, by program był tu uboższy, choć faktycznie ludzie z korei południowej latają do dyrekcji, że program matematyczny jest za niski. ale to koreańczycy właśnie teraz przewodzą w matmie i się martwią o swoje dzieci po ewentualnym powrocie.

              mój syn, który jest najlepszy w klasie z matmy w zeszłym roku miał koreańczyka i sam przyznawał, że jing jest od niego lepszy, a był rocznikowo rok młodszy.

              co do bycia wynarodowionym - to nie jest takie proste, jednak w domu rozmawia się po polsku, czyta się naszą literaturę, słucha się naszych bajek, choć przyznam, że do kina moim bez większej różnicy idzie się na kung fu pandę w oryginale, po rosyjsku czy po polsku - ryczeli na każdej wersji, znaczy się rozumieli,
              harrego czytają chyba dzieciaki w polsce chętniej niż janka muzykanta? moi się nie różnią pod tym względem od swoich rówieśników w kraju.

              legendy znają, historię znają, fakt, że to jeszcze małe dzieciaki i gdyby mieli nie wrócić do kraju to musiałabym zacząc domową edukację, ale że wrócą - to się jakoś szczegónie nie przejmuję.

              a - szkoła w konstancinie to nie jest na wzór amerykańskiej - ona jest amerykańska.
              jeśli barack tam też podpisuje się pod dyplomem, to tylko świadczy o tym, kto jest jej właścicielemsmile

              • maksimum Re: Do volta2 31.08.11, 08:32
                volta2 napisała:

                > a - szkoła w konstancinie to nie jest na wzór amerykańskiej - ona jest amerykańska.
                > jeśli barack tam też podpisuje się pod dyplomem, to tylko świadczy o tym, kto j
                > est jej właścicielemsmile
                ------------
                No to macie jedna szkole w Polsce dobra i na dodatek jest to szkola amerykanska.
                W USA wiekszosc szkol tak wyglada.
                • volta2 Re: Do volta2 31.08.11, 09:10
                  naprawdę takie wnioski wyciągasz z cytowanego fragmentu?

                  to chyba ominął cię osobiście amerykański system edukacji niepublicznej?
                • fogito Re: Do volta2 31.08.11, 16:13
                  maksimum napisał:

                  > volta2 napisała:
                  >
                  > > a - szkoła w konstancinie to nie jest na wzór amerykańskiej - ona jest am
                  > erykańska.
                  > > jeśli barack tam też podpisuje się pod dyplomem, to tylko świadczy o tym,
                  > kto j
                  > > est jej właścicielemsmile
                  > ------------
                  > No to macie jedna szkole w Polsce dobra i na dodatek jest to szkola amerykanska
                  > .
                  > W USA wiekszosc szkol tak wyglada.

                  Dobre to oni w tej szkole maja wyposazenie. Bylam wiec wiem. Jednakze poziom jest moim zdaniem niski. Jesli ktos posyla dziecko do takiej szkoly w Polsce to zwykle nie chodzi mu o poziom matematyki tylko o nauke angielskiego. I tyle.
                  • maksimum Re: Do volta2 31.08.11, 16:28
                    fogito napisała:

                    > Dobre to oni w tej szkole maja wyposazenie. Bylam wiec wiem. Jednakze poziom je
                    > st moim zdaniem niski. Jesli ktos posyla dziecko do takiej szkoly w Polsce to z
                    > wykle nie chodzi mu o poziom matematyki tylko o nauke angielskiego. I tyle.
                    --------
                    Napisze duzymi literami,zeby wam bylo latwiej zapamietac.

                    W Polsce masz te same podreczniki i TEN SAM PROGRAM NAUCZANIA w calym kraju.
                    W USA masz rozny program nauczania nie tylko w roznych stanach ale i w tym samym miescie zaleznie od poziomu szkoly.
                    W dobrych szkolach w USA poziom nauczania jest duuuzo wyzszy niz gdziekolwiek indziej na swiecie,a w slabych szkolach w USA poziom jest DOSTOSOWANY DO POZIOMU UCZNIOW.
                    W Polsce tego dostosowania nie ma i jak wszyscy zdaja matury ,to jej poziom musi byc tak obnizony,ze robiac dobrze tylko 30% testu przechodzi sie mature.
                    • fogito Re: Do volta2 31.08.11, 21:34
                      maksimum napisał:

                      > W Polsce masz te same podreczniki i TEN SAM PROGRAM NAUCZANIA w calym kraju.

                      Chyba jednak jestes do tylu z wiadomosciami. Juz dawno w Polsce nie ma tych samych podrecznikow. Teraz kazda szkola wybiera wlasny zestaw. A nawet gorzej, czesto co roku zestaw sie zmienia w jednej szkole. Wedlug mnie absurd. Poza tym masz to samo minimum programowe. Maksimum moze byc rozne zaleznie od szkoly. Czy to tez powinnam napisac duzymi literami big_grin


                      > W USA masz rozny program nauczania nie tylko w roznych stanach ale i w tym samy
                      > m miescie zaleznie od poziomu szkoly.

                      Obawiam sie, ze minimum programowe jest takie same dla kazdej szkoly. A moze powinnam napisac, ze mam taka nadzieje wink

                      > W dobrych szkolach w USA poziom nauczania jest duuuzo wyzszy niz gdziekolwiek i
                      > ndziej na swiecie,

                      Na pewno w Singapurze, Korei Polnocnej, Hongkongu czy gdziekolwiek w bogatej czesci Azji program jest o niebo wyzszy niz w Stanach. Moze powinienes sie przeniesc...

                      a w slabych szkolach w USA poziom jest DOSTOSOWANY DO POZIOMU
                      > UCZNIOW.

                      O! A moze jednak robia minimum programowe big_grin

                      > W Polsce tego dostosowania nie ma i jak wszyscy zdaja matury ,to jej poziom mus
                      > i byc tak obnizony,ze robiac dobrze tylko 30% testu przechodzi sie mature.

                      Matura moze byc zdawana na dwoch poziomach - podstawowym i rozszerzonym. Kazdy moze wybrac co mu pasuje. Jest tez matura miedzynarodowa, ktorej jednak z marszu nie da sie zdac, bo trzeba zaliczyc dwuletnie przygotowania i projekty.
                  • joa66 Re: Do volta2 31.08.11, 17:02
                    Fakt, wyposażenie mają chyba najlepsze ze wszystkich międzynarodowych szkół. Poziom - nie mam pojęcia. Podobno był taki sobie kiedy szkoła mieściła sie jeszcze w Warszawie.

                    Inna sprawa, ze wg mnie szkoła elitarna to np Eaton.

                    Jest różnica między szkołą dobrą, nawet bardzo dobrą i odpowiednio dobraną do sytuacji dziecka a szkołą elitarną.
              • sion2 Re: Do volta2 31.08.11, 14:59
                Jesli chodzi o nauki ścisle to będę sie upierala przy swoim dlatego że znam program szkoly amerykanskiej w tym zakresie - kiedys spytalam tego najstarszego chlopca na poczatku 3 klasy jak mu idzie mnożenie. Wybałuszył oczy i powiedzial że "jeszcze nie mieli". A wtedy w programie polskiej szkoly mnozenie bylo na koniec 1 klasy. Nawet biorac pod uwage że zasadniczo w 1 klasie w USA sa szesciolatki a w polskiej wtedy byly wylacznie siedmiolatki, roznica byla spora. Czytalam kilka razy program matematyczny w elementary w tej amerykanskiej i np ułamki chyba w 5 klasie dopiero a u nas w 3 klasie na koniec.
                Poza tym jesli chodzi o nauke w wyższych klasach - moj tata pracowal 13 mcy na Uniwersytecie w Ohio w Dayton. Jako pracownik naukowy, nie jako sprzątacz. Jego szefem byl także Polak który jednoczesnie wykladal dla amerykanskich studentów. Wykładał na 1 roku studiów nauk ścisłych z fizyki tematy które w tym samym czasie byly w polskich podrecznikach do liceów dla klas 3 (a wtedy liceum mialo 4 lata). Możesz sobie sprawdzic czy nie kłamię - pan ma na nazwisko Kaziemierczuk i nadal tam pracuje. On wlasnie i moj tata obserwowali duzo nizszy poziom wiedzy amerykanskich studentow jednoczesnie z wiekszym doswiadczeniem praktycznych zajęc w bardzo dobrze wyposazonych laboratoriach. Oczywiscie uniwerek w Ohio to nie Yale ale mimo wszystko...
                Trudno dokonac oceny czy polski poziom matmy jest dobry czy lepiej żeby dzieciaki uczyly sie wiecej myslenia i robily doswiadczenia - kazda sciezka ma swoje wady i zalety. Jednak to Polacy sa jednymi z najlepszych w swiecie informatykow, wygrywaja miedzynarodowe konkursy uczniowskie zaś Barak Obama 2 czy 3 lata temu mowil publicznie do uczniow ze niskie noty amrykanskich uczniow w tychze konkursach sa zagrozeniem dla obronnosci USA (czytalam cytat w gazecie z tej wypowiedzi Obamy).

                Co maksem nie masz co dyskutowac bo jest świrniety typ ktory ma obsesje na punkcie wlasnych kompleksów bycia Polakiem.

                Twoje dzieci sa w innej sytuacji niz dzieci mojej znajomej mieszkajacej w Polsce wiec nie ma co tutaj porownywac wynarodowienia. Historii swojego kraju nie da sie nauczyc na pamiec z podrecznika, trzeba ją przeżywać na miejscu, uczestniczyc w niej, wbrew pozorm te znienawidzone "apele pamieci" i wysmiewane "zwiedzanie pomnikow" ktoremu masowo sa poddawane dzieciaki w szkolach jednak przyczyna sie do tworzenia w nich pewnej tożsamosci, do kojarzenia historii, wyciagania wnioskow i formulowania wlasnej opinii. Tego nie da sie nadrobic żadnym czytaniem podrecznika czy obejrzeniem filmu, w tym trzeba życ. I o ile moi znajomi, zwlaszcza matka praktycznie podporzadkowala swoje życie temu żeby swoje dzieci "zabezpieczyc" przed utraceniem polskosci - wiec ucza sie rownolegle w domu polskiej pisowni, wypracowan, gramatyki, przerabiaja podreczniki ale także bardzo duzo jeżdzą, zwiedzaja, dyskutuja, zapisuja do roznych kółek pozaszkolnych - o tyle uczciwie przyznaja że inni rodzice polskich dzieci w tej szkole amerykanskiej tego nie robia. I to jest straszne - byc POlakiem, mieszkac w Polsce cale zycie i byc wylacznie "obywatelem swiata".


                Do szkoly w Konstancinie dzieci nie umiejace angielskiego sa przyjmowane wylacznie do zerowki i 1 klasy. No i maja jakis program English Second Language (pewnie z bledem napisalam, sorry).
                • maksimum Re: Do volta2 31.08.11, 16:49
                  sion2 napisała:

                  > Poza tym jesli chodzi o nauke w wyższych klasach - moj tata pracowal 13 mcy na
                  > Uniwersytecie w Ohio w Dayton. Jako pracownik naukowy, nie jako sprzątacz.

                  Ten uniwersytet to taki przecietny amerykanski uniwersytet na prowincji i w pierwszej 500-setce uniwersytetow amerykanskich sie nie miesci.
                  Dlatego tam moga pracowac Polacy i ich przelozonymi tez moga byc Polacy.

                  > Jego szefem byl także Polak który jednoczesnie wykladal dla amerykanskich studentów
                  > . Wykładał na 1 roku studiów nauk ścisłych z fizyki tematy które w tym samym cz
                  > asie byly w polskich podrecznikach do liceów dla klas 3 (a wtedy liceum mialo 4
                  > lata). Możesz sobie sprawdzic czy nie kłamię

                  Nikt nie bedzie sprawdzal,bo nikogo to nie interesuje.
                  Poziom nauczania na danej uczelni jest uzalezniony od poziomu jej studentow a ten od rankingu danej uczelni.
                  Jak myslisz ,jaki jest poziom nauczania na Uniwersytecie Warminsko-Mazurskim???
                  Taki sam jak na SGH czy moze inny program maja?

                  > Oczywiscie uniwerek w Ohio to nie Yale ale mimo wszystko...

                  Wiekszosc polskich studentow nie potrafilaby pokazac na mapie fizycznej gdzie jest Ohio.

                  > Barak Obama 2 czy 3 lata temu mowil publicznie do uczniow ze niskie noty amrykanskich uczniow w tychze konkursach sa zagrozeniem dla obronnosci USA (czytalam cytat w gazecie >z tej wypowiedzi Obamy).

                  Zdaniem wiekszosci Amerykanow obecnie to wlasnie Obama jest najwiekszym zagrozeniem dla obronnosci USA.

                  > No i maja jakis program English Second Language (pewnie z bledem napisalam, sorry).

                  Blisko bylas!

                  en.wikipedia.org/wiki/English_as_a_foreign_or_second_language

                  Ten program jest w kazdej szkole amerykanskiej,gdzie sa imigranci.
                  • sion2 Re: Do volta2 31.08.11, 20:11
                    Zdziwiłbys sie Maksiuniu ilu Polaków pracuje na kierowniczych stanowiskach naukowych w tej Hameryce. Nie chcę burzyć twojego dobrego sampoczucia gdyz obawiam się że mogłbys wpaśc w depresję, podobno jak sie maniakowi zburzy jego swiat to ma mysli samobójcze wiec wole cię nie mieć na sumieniu. Na tym forum nikt ciebie nie traktuje powaznie wiec dziwie się ile w tobie siły żeby pouczać te rase podludzi jakim sa dla ciebie Polacy... widać że dzielnie realizujesz "misję" a że calkiem oderwana od rzeczywistosci tym gorzej dla rzeczywistosci.

                    I nie pomylilam sie w pisowni gdyż użyłam nie zwrotu gramatycznego ale rozwiniecia skrótu nazwy programu ktora brzmi ESL.
                • maksimum Re: Do volta2 31.08.11, 16:52
                  sion2 napisała:

                  > Co maksem nie masz co dyskutowac bo jest świrniety typ ktory ma obsesje na punk
                  > cie wlasnych kompleksów bycia Polakiem.

                  Za to z toba niezle sie dyskutuje.Wiadomosci masz bardzo niewiele ale za to niezle chamska jestes.
                • olena.s Matematyka w klasach niższych 01.09.11, 06:51
                  Mogę tylko z obserwacji podać zauważone róznice w programie matematyki.
                  Moje dziecko skończyło amerykańską III klasę; ma 9 lat co z jednej strony oznacza polską klasę II, ale jednocześnie do zakończenia amerykańskiego cyklu brakuje jej 9 lat edukacji, a polskiego - 10.
                  Z całą pewnością polski program jest nieco do przodu. Mała uczyła się w tym roku (III am) tabliczki mnożenia, ale nie była ona jeszcze bezwzględnie wymagana, co jest mniej więcej na poziomie IIpl. Mam wrażenie że nie mieli wprowadzanych takich pojęć, jak składnik, odjemna, suma, różnica. Z drugiej strony jednak uczyły się matematycznego rozumienia świata ze strony - powiedzmy - podstaw statystyki, ew. rachunku prawdopodobieństwa. Mieli bardzo dużo zadań dotyczących np. ulubionych lodów - rozmaite tabelki pokazujące częstotliwość danego wyboru przez uczniów. Mieli bardziej różnorodne figury geometryczne i więcej się nimi zajmowali. I wreszcie, ku mojemu ciężkiemu szokowi pojawiły się takie pojęcia jak mediana i dominanta, z którymi ja zapoznałam się dopiero na studiach.
                  Mam w tym orientację, bo przelatuję z dzieckiem program polskiej szkoły właśnie żeby rozumiała pojęcia , których może nie wyłapać z potocznej domowej polszczyzny.
                  • anext Re: Matematyka w klasach niższych 01.09.11, 20:34
                    > I wreszcie, ku mojemu ciężkiemu szokowi pojawiły się takie pojęcia jak
                    > mediana i dominanta, z którymi ja zapoznałam się dopiero na studiach.
                    > Mam w tym orientację, bo przelatuję z dzieckiem program polskiej szkoły właśnie
                    > żeby rozumiała pojęcia , których może nie wyłapać z potocznej domowej polszczyzny.

                    tez mnie to zszokowalo wink
                    moje dzieci sa po II i IV klasie w szkole w usa. czesto porownuje ich programy z polskimi.
                    • olena.s Re: Matematyka w klasach niższych 01.09.11, 21:51
                      No to się podziel szczegółami....
            • olena.s Re: Do volta2 31.08.11, 19:31
              Sion, wtrącę tu dwie kwestie.
              Wspominałam już chyba kiedyś, że jedna z nauczycielek w "mojej" amerykańskiej szkole uczyła niegdyś w Konstancinie. Zapytałam ją o polskich uczniów przechodzących w trakcie trwania szkoły; jak wygląda na tej podstawie porównanie poziomów nauczania w systemie polskim a amerykańskim. Powiedziała, że na wejściu "Polacy" biją na głowę "Amerykańców" jeśli idzie o zasób posiadanych faktów, natomiast nie umieją tego zasobu wykorzystywać. Zgadza się to z tonem narzekań polskich edukatorów, o ile wiem.
              Natomiast co do twojej opinii o konieczności "osadzenia w polskości", to ja mam na to odrobinę alergii. Mam takie wrażenie, byc może niesłuszne, bo bazowane na własnych, dość odległych doświadczeniach oraz lekturze prasy, że polska szkoła pod tym względem cały czas tkwi w XIX wiecznym patriotyzmie uciśnionej niewinnej ofiary, i jest bardzo mocno skoncentrowana właśnie wyłącznie na polskości - w kontekście historii, literatury. Nie wydaje mi się to specjalnie mądre, i moim zdaniem dość wykrzywia obraz świata.
              • sion2 Re: Do volta2 31.08.11, 20:01
                Tak, pamietam twoja wypowiedz. Ja także uważam że równie wazna jak wiedza jest umiejetnosc samodzielnego myslenia, wnioskowania i w ogole wykorzystywania wiedzy. W polskim systemie edukacji jest przewaga faktów nad wnioskowaniem aczkolwiek w wyniku kolejnych zmian podstaw programowych coraz wiecej wymaga sie myslenia , kojarzenia i wnioskowania.
                Natomiast w systemie amerykanskim jest za mało tłoczenia wiedzy bym powiedziala. Niedawno czytalam wspomnienia pewnej Afrykanki z chyba Kenii która jako juz dorosla osoba w wyniku zawarcia malzenstwa wyemigrowala do USA i zamieszkala w Nowym Jorku, w dzielnicy ludzi wyksztalconych i bogatych bo jej mąż mial kierownicze stanowisko w jakims waznym urzędzie. I jakież bylo jej zdziwienie gdy każdy napotkany nowojorczyk wlasnie w tej dzielicy snobistycznej, slyszac jej kulawy na poczatku angielski, poklepywal ją po ramieniu i zdradzal swoją "wiedzę" że Afryka to kraj (!!!) a jego prezydnetem jest Nelson Mandela. Podobne kwiatki co do kompletnej nieznajomosci geografii Europy moj tata w USA mial na co dzien. Nie o to chodzi że oni nie wiedzieli gdzie lezy POlska (standardowa odpowiedzia w 1989 r bylo ze jest częśćia Zwiazku Radzieckiego) ale oni nie potrafili wskazac polozenia Niemiec czy Francji. Moj tata ogladajac TV amerykanske z wersja Milionerów z łatwoscią odpowiadal na pytania za 500 tys dolarów i byly to pytania na które odpowiedzial by przecietny polski 15-latek. Tak wiec takie przeginanie z brakiem podawania zwyklych faktów do "wkucia" tez ma swoje zle strony.

                Co do zakorzenienia w polskosci. Ja wcale nie mialam na mysli patriotyzmu! Napisalam o tych pomnikach czy akademiach jako przykladzie ale mnie chodzi o wrosniecie w polska kulture jako calokształt. Polak musi wiedziec co i kiedy bylo stolica Polski, czym sie charakteryzuje Krakow i co to bylo Dagome Iudex - przynajmniej Polak na odpowiednim poziomie kultury, nie mowie o ludziach ze srednim wyksztalceniem ktorzy od 18 roku zycia juz tylko pracuja po 10 godzin dziennie. Podobnie mam na mysli operowanie pewnymi pojeciami charakterystycznymi dla Polaka żeby zrozumiec dlaczego wszyscy sie smieja gdy ktos mowi "nie chcem ale muszem" czy "jestem za a nawet przeciw" żeby wiedziec czym byla afera Rywina czy gest Kozakiewicza a dlaczego na placu Bankowym w Warszawie jest pomnik Starzynskiego od jakiego wydarzenia pochodzący? I tak dalej.
                Mysle że skoro w Polsce jeszcze sie nie spiewa hymnu kraju na rozpoczęcie kazdego dnia w szkole z ręką na sercu to jeszcze nie jest tak źle z tym patriotyzmem wink. Bo taki zwyczaj jest w USA.
                W ogole inne kraje wcale nie wstydza sie patriotyzmu, tylko u nas na fali obsesyjnej nienawisci do pewnego ugrupowania politycznego, wszelkie przejawy "milosci ojczyzny" są obciachem wink.
                • maksimum Re: Do volta2 01.09.11, 02:23
                  sion2 napisała:

                  > Niedawno czytalam wspomnienia pewnej Afrykanki z chyba Kenii która jak
                  > o juz dorosla osoba w wyniku zawarcia malzenstwa wyemigrowala do USA i zamieszk
                  > ala w Nowym Jorku, w dzielnicy ludzi wyksztalconych i bogatych bo jej mąż mial
                  > kierownicze stanowisko w jakims waznym urzędzie. I jakież bylo jej zdziwienie g
                  > dy każdy napotkany nowojorczyk wlasnie w tej dzielicy snobistycznej, slyszac je
                  > j kulawy na poczatku angielski, poklepywal ją po ramieniu i zdradzal swoją "wie
                  > dzę" że Afryka to kraj (!!!) a jego prezydnetem jest Nelson Mandela.

                  To jest typowy american joke,warty zreszta opisania w ksiazkach i artykulach by pozniej latwo poznac naiwnych,ktorzy w niego uwierza.


                  > Podobne kw
                  > iatki co do kompletnej nieznajomosci geografii Europy moj tata w USA mial na co
                  > dzien. Nie o to chodzi że oni nie wiedzieli gdzie lezy POlska (standardowa odp
                  > owiedzia w 1989 r bylo ze jest częśćia Zwiazku Radzieckiego) ale oni nie potraf
                  > ili wskazac polozenia Niemiec czy Francji.

                  A jakbys zadala drugie czy trzecie pytanie to by sie okazalo,ze polowa Amerykanow ma swoich przodkow w Niemczech i utrzymuje z nimi korespondencje.Jedna trzecia natomiast ma przodkow z Francji i Polski i tez tam jezdza na wakacje.


                  > Moj tata ogladajac TV amerykanske z
                  > wersja Milionerów z łatwoscią odpowiadal na pytania za 500 tys dolarów i byly t
                  > o pytania na które odpowiedzial by przecietny polski 15-latek.

                  I powstaje dosc zasadnicze pytanie do odpowiedzenia,dlaczego ci genialni Polacy nie wystepuja w tych teleturniejach i nie zgarniaja tych milionow dolarow,ktore sa tam do wygrania??????
                  Pewno Amerykanie wiedza,ze Polacy sa niezwykle madrzy i nie dopuszczaja ich do tych teleturniejow.


                  • maksimum Re: Do volta2 01.09.11, 02:27
                    maksimum napisał:

                    > sion2 napisała:

                    > > Moj tata ogladajac TV amerykanske z
                    > > wersja Milionerów z łatwoscią odpowiadal na pytania za 500 tys dolarów i
                    > byly to pytania na które odpowiedzial by przecietny polski 15-latek.
                    >
                    > I powstaje dosc zasadnicze pytanie do odpowiedzenia,dlaczego ci genialni Polacy
                    > nie wystepuja w tych teleturniejach i nie zgarniaja tych milionow dolarow,ktor
                    > e sa tam do wygrania??????
                    > Pewno Amerykanie wiedza,ze Polacy sa niezwykle madrzy i nie dopuszczaja ich do
                    > tych teleturniejow.

                    Mysl babino zanim cos napiszesz.
                    Na kazdy teleturniej sa kilkustopniowe testy wstepne,na ktore KAZDY moze sie zglosic.
                    Wyslij tatusia i niech sie wyleczy z madrosci.
                  • fogito Re: Do volta2 01.09.11, 03:09
                    maksimum napisał:

                    >.
                    >
                    > A jakbys zadala drugie czy trzecie pytanie to by sie okazalo,ze polowa Amerykan
                    > ow ma swoich przodkow w Niemczech i utrzymuje z nimi korespondencje.

                    To wcale nie oznacza, ze wiedza dokad ten list dociera wink

                    Jedna trzec
                    > ia natomiast ma przodkow z Francji i Polski i tez tam jezdza na wakacje.

                    Raczej nie jezdza, bo paszportow nie maja big_grin

                    > I powstaje dosc zasadnicze pytanie do odpowiedzenia,dlaczego ci genialni Polacy
                    > nie wystepuja w tych teleturniejach i nie zgarniaja tych milionow dolarow,ktor
                    > e sa tam do wygrania??????

                    Pewnie dlatego, ze ci madrzejsci w Europie siedza. A ci co mieszkaja w Stanach pewnie by nie dali rady. Ty bylbys pierwszy w kolejce do tego teleturnieju...

                    • maksimum Re: Do volta2 01.09.11, 17:21
                      fogito napisała:

                      > > A jakbys zadala drugie czy trzecie pytanie to by sie okazalo,ze polowa Am
                      > erykanow ma swoich przodkow w Niemczech i utrzymuje z nimi korespondencje.
                      >
                      > To wcale nie oznacza, ze wiedza dokad ten list dociera wink

                      Sprawa sprowadza sie do tego,ze ty masz google maps

                      maps.google.ca/

                      a oni nie maja i nie umieja z tego korzystac.
                      Nie umieja znalez domu swoich przodkow na mapie,ani swoich posiadlosci rodzinnych.
                      • fogito Re: Do volta2 01.09.11, 22:26
                        maksimum napisał:

                        > .
                        > >
                        > > To wcale nie oznacza, ze wiedza dokad ten list dociera wink
                        >
                        > Sprawa sprowadza sie do tego,ze ty masz google maps


                        Sprawa sprowadza sie do tego, ze ja w podstawowce musialam wryc na pamiec panstwa swiata i ich stolice i musialam umiec pokazac na mapie wink Tawet takie malutkie jak Trynidad i Tobago wink
                        >
                        > maps.google.ca/
                        >
                        > a oni nie maja i nie umieja z tego korzystac.
                        > Nie umieja znalez domu swoich przodkow na mapie,ani swoich posiadlosci rodzinny
                        > ch.
                        • maksimum Re: Do volta2 02.09.11, 16:19
                          fogito napisała:

                          > Sprawa sprowadza sie do tego, ze ja w podstawowce musialam wryc na pamiec panst
                          > wa swiata i ich stolice i musialam umiec pokazac na mapie wink Tawet takie malutk
                          > ie jak Trynidad i Tobago wink

                          To tylko po to bys wiedziala gdzie wyjechac na wakacje a gdzie na stale.
                          • fogito Re: Do volta2 04.09.11, 20:51
                            maksimum napisał:

                            >>
                            > To tylko po to bys wiedziala gdzie wyjechac na wakacje a gdzie na stale.

                            Po to, zeny delikatnie mowiac nie byc takim tumanem geograficznym jak wiekszosc twoich ziomkow tongue_out
                            I wszystkiego tego uczylam sie w wiejskiej szkole bez grosza przy duszy.
                            • volta2 Re: Do volta2 04.09.11, 22:10
                              fogito, ale to już nie ma sensu chyba wymieniać tych zalet biedych polskich szkół, skoro sama mając przecież wybór - takiej nie wybrałaś?

                              to chyba o czymś świadczy? w zasadzie starcza za wszystkie komentarze.

                              bo skoro w polskiej szkole tak super i dzieci są tak hop do przodu z programem po ewentualnych przeprowadzkach do usa, to nie miałabyś się czym tak martwić w przypadku twojej/ich przeprowadzki.
                              a przecież ty nie musisz się martwić o znajomość akurat języka - to twoje dzieci mają niejako naturalnie

                              nie ma co umiejszać zasług tej konkretnej szkoły w konstancinie - bo na tle polskich osiedlowych na pewno wypada lepiej(niekoniecznie tylko z programem, ale biorąc pod uwagę bazę, nauczycieli nativów i asystentów na 20 osobową klasę, dowóz do szkoły, zajęcia pozalekcyjne, summer camp)
                              w porównaniu z british - nie wiem, u nas też jest british school ale tam nie ma jako nauczycieli prowadzących nativów - tylko nauczyciele lokalni, może po jakichś szkołach w anglii, ale nie są to anglicy. stąd zapewne cena za szkołę jest równa 50% mniej.
                              w naszej british anglikiem jest tylko dyrektor(nie wiem, jak jest w warszawie, sprawdzałam tylko canadian school i tam jest podobnie)

                              dzieciaki z tej szkoły akurat mamy okazję poznawać na turniejach szachowych i bardzo pozytywnie je odbieram, bardzo sympatyczni, otwarci, naturalni i są super wizytówką swojej szkoły na zewnątrz. no i chodzą w mundurkachsmile i pantoflachsmile
                              • fogito Re: Do volta2 05.09.11, 06:49
                                volta2 napisała:

                                > fogito, ale to już nie ma sensu chyba wymieniać tych zalet biedych polskich szk
                                > ół, skoro sama mając przecież wybór - takiej nie wybrałaś?

                                Nie wybralam z innego powodu niz poziom edukacji.

                                >
                                > to chyba o czymś świadczy? w zasadzie starcza za wszystkie komentarze.

                                Niekoniecznie jesli zna sie powod.

                                > > bo skoro w polskiej szkole tak super i dzieci są tak hop do przodu z programem
                                > po ewentualnych przeprowadzkach do usa, to nie miałabyś się czym tak martwić
                                > w przypadku twojej/ich przeprowadzki.
                                > a przecież ty nie musisz się martwić o znajomość akurat języka - to twoje dziec
                                > i mają niejako naturalnie

                                Moje dziecko ma niedosluch. U niego szkola z 30 dzieci w klasie odpada od razu niezaleznie jaka dobra by nie byla. A niestety publiczne szkoly w W-wie sa przeladowane dziecmi. Ja chodzilam do klasy z 18 dzieci, ale to byla malutka miejscowosc.

                                >
                                > nie ma co umiejszać zasług tej konkretnej szkoły w konstancinie - bo na tle pol
                                > skich osiedlowych na pewno wypada lepiej(niekoniecznie tylko z programem, ale b
                                > iorąc pod uwagę bazę, nauczycieli nativów i asystentów na 20 osobową klasę, dow
                                > óz do szkoły, zajęcia pozalekcyjne, summer camp)

                                Zapewne. Ale obawiam sie, ze wymagania wobec dzieci sa wieksze w szkolach polskich mimo wszystko. I nie zawsze to jest dobrze oczywiscie, bo dzieciaki sa zaorane. No i wklad finansowy jest nieporownywalny.


                                > w naszej british anglikiem jest tylko dyrektor(nie wiem, jak jest w warszawie,
                                > sprawdzałam tylko canadian school i tam jest podobnie)

                                To sprawdz sobie. W W-wie wszyscy nauczyciele sa native. I jest tez kilku z Kanady.

                                > dzieciaki z tej szkoły akurat mamy okazję poznawać na turniejach szachowych i b
                                > ardzo pozytywnie je odbieram, bardzo sympatyczni, otwarci, naturalni i są super
                                > wizytówką swojej szkoły na zewnątrz. no i chodzą w mundurkachsmile i pantoflachsmile
                                • volta2 Re: Do volta2 05.09.11, 10:23
                                  ok, sprawdzę british w warszawie, bo może to będzie dla nas jakaś alternatywa po powrocie,

                                  co do reszty - dzięki za wyjaśnienia
                                  • joa66 Re: Do volta2 05.09.11, 10:38
                                    W British School w Warszawie nie wszyscy są nativeami:

                                    www.nordanglia.com/warsaw/staff/limanowskiego.html
                                    • fogito Re: Do volta2 05.09.11, 11:58
                                      joa66 napisała:

                                      > W British School w Warszawie nie wszyscy są nativeami:
                                      >
                                      > www.nordanglia.com/warsaw/staff/limanowskiego.html

                                      Wszyscy główni (mówiąc brzydko) nauczyciele są nativami nawet jeśli mają polskie nazwiska. Nie napisałam, że wszyscy są Brytyjczykami. Ja w każdym razie jestem zadowolona i na poziom angielskiego nie przyszłoby mi nawet do głowy narzekać.
                                      • joa66 Re: Do volta2 05.09.11, 12:23
                                        Nie miałam na myśli native z polskimi nazwiskami, tylko Polaków, Serbów, itp.
                                        • fogito Re: Do volta2 05.09.11, 13:51
                                          joa66 napisała:

                                          > Nie miałam na myśli native z polskimi nazwiskami, tylko Polaków, Serbów, itp.

                                          Ale zauważyłaś chyba, że sporo Polaków to nauczyciele polskiego albo angielskiego dla dzieci, które nie znają angielskiego wcale. W każdym razie strona jest dostępna dla wszystkich i każdy moze podjąć samodzielną decyzję. Ja wiem tylko, że w zeszłym roku w Y2 wszystkie 3 klasy nauczane były przez nativow i mam na myśli głównych nauczycieli prowadzących poszczególne klasy a nie asystentów, bo wśród nich sa prawie sami Polacy. A przynajmniej jest tak w młodszych klasach.
                                          • joa66 Re: Do volta2 05.09.11, 14:33
                                            Oczywiście, że wielu nauczycieli nie native-ów to nauczyciele angielskiego jako drugiego języka (faktycznie jest ich sporo), WF czy francuskiego. Ale są też tacy od science czy od matematykismile

                                            Oczywiście, że każdy wybierze sam (zresztą to mogą być bardzo dobrzy nauczyciele)

                                            Jednak Twoje zdanie, że wszyscy nauczyciele są native jest nieprawdziwe.
                                            • fogito Re: Do volta2 05.09.11, 17:24
                                              joa66 napisała:

                                              > Oczywiście, że wielu nauczycieli nie native-ów to nauczyciele angielskiego jako
                                              > drugiego języka (faktycznie jest ich sporo), WF czy francuskiego. Ale są też t
                                              > acy od science czy od matematykismile

                                              No wiesz, dla mnie nauczyciel matematyki musi byc dobrym wykładowcom tego przedmiotu i wystarczy, ze zna perfekt angielski. Bycie nativem to w tym wypadku jednak nie wszystko.

                                              >
                                              > Jednak Twoje zdanie, że wszyscy nauczyciele są native jest nieprawdziwe.

                                              Bo widzisz, ja siedzę w primary i tam uczą inni nauczyciele niż w secondary. I chodziło mi o głównych nauczycieli, którzy prowadzą klasy.
                                              Jeśli nie otworzyłaś to podrzucam.
                                              www.nordanglia.com/warsaw/staff/limanowskiego-primary-campus.html
                                              + dyrekcja...
                                              www.nordanglia.com/warsaw/staff.html
                                              • fogito Re: Do volta2 05.09.11, 17:25
                                                fogito napisała:

                                                >musi byc dobrym wykładowcom

                                                WYKŁADOWCĄ miało być surprised
                                              • joa66 Re: Do volta2 05.09.11, 17:41
                                                Rozumiem. Nie tylko natice sa dobrymi nauczycielami.

                                                Jednak ja przed stwierdzeniem " wszyscy są native, możecie sprawdzić" sama bym sprawdziła.
                                                • volta2 Re: Do volta2 05.09.11, 18:31
                                                  a to u was już w primary są osobni nauczyciele do przedmiotów?

                                                  u nas science, mat, i language ma jeden prowadzący nauczyciel - i w tym przypadku dobrze by było gdyby nativem był, a że dobrym wykładowcą - to oczywiste.

                                                  od muzyki i art mamy lokalnych, od języków dodatkowych - jednak nativ tych języków, znających dobrze angielski.

                                                  pani od baletu jest wyjątkiem - umie policzyć do dziesięciu i powiedzieć start i finish po angielsku, resztę mówi po rosyjsku - ale chyba nikt nie ma wątpliwości co do tego, że rosyjski balet w świecie przewodzi - więc jest na specjalnych prawach. na lekcji i tak jest asystent-tłumaczsmile
                                                  • fogito Re: Do volta2 05.09.11, 19:11
                                                    volta2 napisała:

                                                    > a to u was już w primary są osobni nauczyciele do przedmiotów?

                                                    Pojawiają sie od Y3 (7 lat). Mój syn właśnie zaczał, więc nie do końca wiem kto będzie czego uczył, bo spóźniliśmy sie z powrotem z wakacji.


                                                • fogito Re: Do volta2 05.09.11, 19:02
                                                  joa66 napisała:

                                                  > Rozumiem. Nie tylko natice sa dobrymi nauczycielami.
                                                  >
                                                  > Jednak ja przed stwierdzeniem " wszyscy są native, możecie sprawdzić" sama bym
                                                  > sprawdziła.

                                                  Masz racje, powinnam dopisac w primary... Nie interesowalam sie jeszcze gimnazjum i liceum.
                                • maksimum Re: Do volta2- Wymagania 06.09.11, 06:55
                                  fogito napisała:

                                  > Zapewne. Ale obawiam sie, ze wymagania wobec dzieci sa wieksze w szkolach polsk
                                  > ich mimo wszystko. I nie zawsze to jest dobrze oczywiscie, bo dzieciaki sa zaorane.

                                  Gdyby wymagania w polskich szkolach byly wieksze,to na Harvardzie, Princeton,Yale , mowiloby sie po polsku,a tak nie jest.
                                  A zaorane moga byc nie tym czym potrzeba.
                                  • fogito Re: Do volta2- Wymagania 06.09.11, 09:28
                                    maksimum napisał:

                                    > fogito napisała:
                                    >
                                    > > Zapewne. Ale obawiam sie, ze wymagania wobec dzieci sa wieksze w szkolach
                                    > polsk
                                    > > ich mimo wszystko. I nie zawsze to jest dobrze oczywiscie, bo dzieciaki s
                                    > a zaorane.
                                    >
                                    > Gdyby wymagania w polskich szkolach byly wieksze,to na Harvardzie, Princeton,Ya
                                    > le , mowiloby sie po polsku,a tak nie jest.
                                    > A zaorane moga byc nie tym czym potrzeba.

                                    Jaki ty mundry jestes max... skonczyles juz zadanie z krowa w tunelu. Pewnie nie, bo to dla ciebie za trudne...
                                    Nie sadze, zeby zmieniono jezyk wykladowy na Harvardzie, bo jednak polski jest dla Amerykanow za trudny tongue_out
                • olena.s Re: Do volta2 01.09.11, 06:37
                  Sion, to ja ci się do czegoś wstydliwego przyznam.
                  Mam za sobą bardzo dobre humanistyczne liceum, dobre humanistyczne studia.
                  I całkiem przypadkiem, sporo po skończeniu studiów dowiedziałam się, skąd się wziął Pakistan... bo wpadła mi w ręce książka na temat podziału. A Pakistan jest sporym krajem z bombą atomową i szóstym najludniejszym państwem świata.
                  Wszyscy i wszędzie uczymy się jakoś tam centrystycznie, bo kompletnie nikt na świecie nie jest w stanie orientować się we wszystkim. Pytanie, jak okreslamy te swoje centra? Jak daleko sięga ich promień?
                  Zaś co do patriotyzmu to nie chodzi mi wcale o PiS, niestety mam na myśli coś znacznie głębszego. Mam wrażenie że przeciętny Polak po maturze na ogół przyzna, że Polska miała w historii zawsze pod górę, że była niesłychanie bohaterska, skrajnie honorowa, a los przypadł jej w ostatnich paru stuleciach najgorszy. Na takiej podstawie budowana jest polska tożsamość historyczna. I to jest moim zdaniem zarówno fałszywa jak i zdecydowanie szkodliwa postawa. Fałszywa, bo co powiemy w takim kontekście choćby losach krajów okupowanych przez Imperium Ottomańskie? O podbijanych narodach Azjii? O wszystkich innych pechowcach historii z narodami Rosjii?
                  A szkodliwa, bo buduje postawę, że jesteśmy super, super, super świetni, tylko otoczenie nas nie docenia i zawsze zdradzi. To nie jest podwalina pod dobrą i zdrową życiową postawę dla narodu.
                • volta2 Re: Do volta2 01.09.11, 08:37
                  ale z tą wiedzą to chyba nie jest tak, że jak polak potrafi wskazać usa na mapie a amerykanin polski/niemiec/francji nie to już jest dno.

                  myślę, że przeciętny gość z usa potrafiłby europę pokazać na mapie?
                  umiałabyś wymienić choć połowę ze stanów usa? pokazać je na mapie i jeszcze może wymienić stolice tych stanów? - jeśli tak, to gratuluję.(ja biorę poprawkę na to, że niemal każdy stan jest wielkości takiego kraju jak nasz, a jednkak nikt od nas nie wymaga takiej szczegółowej wiedzy) a jednak w stanach europa jest owiana szacunkiem, czy podziwem - jako całość, bez wymieniania jej poszczególnych składników. wiadomo, że londyn paryż i rzym będą bez pudła rozpoznawane, ale już warszawa czy kijów niekoniecznie.

                  analogicznie chyba jak dla nas washington, nowy jork czy chicago. reszta - raczej mgliście kojarzona i to w większości dzięki filmom typu bezsenność w seatllesmile
                  co polskiej bezpłatnej szkoły - chyba ją jakoś idealizujecie, ja pracowałam ostatnie 10 lat(właśnie się zwolniłam ostatecznie z powodu wyjazdu) i na porządu dziennym jest nieumiejętość poprawnego pisania(bez ortów) kochanowski i mickiewicz to w zasadzie bez różnicy(chyba że trzeba poprawiać jednynkę), po 3 latach nauki niemieckiego na hasło wi hajst du? - odpowiedź - o co jej chodzi?(to nie są incydentalne przypadki, bliżej 20 procent bym powiedziała)

                  wystarczy wyjść z tego wątku i zajrzeć poniżej w tytuły wątków - większość dotyczy polskiej szkoły w negatywnym rozumieniu(a to problemy ze sprawdzianami, z wytyczną odnośnie pisowni, z wolnym w czasie rekolekcji, z za drogą zieloną szkołą itp. itd. )

                  i o programie z matematyki jeszcze - gdyby bylo tak dobrze, to dlaczego jest tak źle(wyniki matur tegoroczne)

                  bo oczywiście że staszic w warszawie słynie i parę jeszcze innych szkół - ich elitarność jednak jest chyba dość oczywista, choć nie wyrażona gotówką w $.
                  • olena.s Re: Do volta2 01.09.11, 10:03
                    No właśnie, zgadzam się.
                    Ale poza zgodą mam prośbę: jak ty, jako nauczycielka a obecnie matka progenitury młodszoszkolnej widzisz różnicę w systemach nauczania?
                    • volta2 Re: Do volta2 01.09.11, 10:44
                      ja nie bardzo widzę różnicę jeszcze, bo po prostu ja nigdy nie uczyłam małych dzieci, dydaktyka wczesnoszkolna jest zupełnie/albo czym innym niż uczenie dzieci starszych. dlatego też nie zabieram się za edukację domową, bo szczerze - średnio mi idzie.

                      dodatkowo ja "nie przerabiam" programu polskiego - jako jedyna mi znana, ja po prostu nie uważam, żeby w polsce uczono kompletnie czegoś innego niż w usa. (przecież uczą się pisać, czytać, mówić, liczyć, rozumieć i rozwiązać problem)
                      czasem kontrolnie każę przeczytać czytankę z wsipowskiego podręcznika, i omówić pytania do tekstu - ponieważ to robi bezbłędnie - nie katuję go ani codziennie ani nawet raz w tygodniu.

                      a w polsce to chyba każdy wie, jak się uczy - pamięciówka to podstawa, do tego lektury i znajomość czerwonej sukienki głównej bohaterki z detalamismile a matematyka to zadania od góry do dołu do zrobienia, bóg jeden wie w jakim celu, bo nikt dokładnie nie wytłumaczy.

                      a kwestię nazwania liczebnika liczebnikiem, przymiotnika przymiotnikiem czy inne tego typu słownictwo fachowe dzieciak opanuje bardzo szybko przecież. szczególnie jak już nie będzie miał na co dzień słów angielskich.

                      no i ja jakby dodatkowo zakładam, że rok w polsce możemy stracić, nie jest to dla mnie tragedią, zakładam też, że przez pierwszy rok dziecko może nie być dobrym uczniem a jedynie miernym.

                      olena, czy u was dzieci też nie czytają lektur "zadanych" do domu, by potem w klasie to "przerabiać?" i ciekawa jestem, czy twoja córka pisała na "domowy użytek" test gimnazjalny po trzeciej klasie?(czy ona młodsza jest?) - możesz pisać na priva.
                      zaglądam czasem na twój blog, bo miałam mieszkać w tych okolicachsmile ale w końcówce wylądowaliśmy gdzie indziej i też mamy fajnie. i troszkę chłodniejsmile
                      • maksimum Re: Do volta2 01.09.11, 17:47
                        volta2 napisała:

                        > ja nie bardzo widzę różnicę jeszcze, bo po prostu ja nigdy nie uczyłam małych d
                        > zieci, dydaktyka wczesnoszkolna jest zupełnie/albo czym innym niż uczenie dziec
                        > i starszych. dlatego też nie zabieram się za edukację domową, bo szczerze - śre
                        > dnio mi idzie.

                        Roznica miedzy uczeniem malych dzieci a starszych polega na tym,ze trzeba byc duuuzo bardziej cierpliwym,bo male dzieci bardzo czesto i szybko zapominaja czego sie nauczyly.
                        Po prostu trzeba sie bardziej przygotowac na powtarzanie rzeczy oczywistych,co przy starszych dzieciach nie jest juz konieczne.

                      • olena.s Re: Do volta2 01.09.11, 20:16
                        Moja skończyła trzecią amerykańską. Pierwszy raz w ostatnim semestrze mieli "lekturę", ale to też było całkiem inaczej: mieli na daną lekcję przeczytać okreslony fragment książki, a następnie należało coś z nim zrobić - wyjaśnić główną kwestię, zgadnąć, co będzie dalej, opisać ulubiony kawałek tego fragmentu. Potem - bodaj następnego dnia - dyskutowali. Poza tym nie ma lektur, z wyjątkiem zalecenia codziennego czytania minimum 20 minut, ale co dziecko czyta - komiks z kaczorem D czy powiedzmy - Manna, to już ganz egal.
                        Rozumiem, że pytanie o gimnazjum odnosiło się do polskiej szkoły? Oczywiście nie pisała (a, za młoda, b, ja z nią tylko trochę robię, nieformalnie).
                        Ja inaczej podchodzę do różnic programowych: polska szkoła jest generalnie mało życzliwa, a w każdym razie często taka bywa. Dlatego o ile nie zmuszam dziecka do czytania Rogasia z doliny Roztoki, czy czego tam, o tyle chcę, żeby nauczyła się pisać przyzwoicie i była przynajmniej osłuchana z terminologią (a taki na przykład przysłówek chyba nie występuje w angielskim?), oraz na swoim polskim poziomie wiekowym. Ja nie wiem, czy i kiedy będziemy wracać, więc sama rozumiesz, nie chcę nadmiernego szoku dla dziecka.
                        A wy gdzie wylądowaliście? (Możesz na priva, a jakże)!
                        • volta2 Re: Do volta2 01.09.11, 22:04
                          nie chodzi mi o testy po gimnazjum

                          chodzi mi o test, które dzieciaki pisały po ukończeniu 3 klasy podstawówki - ponoć test był ogólnopolski - ja takiego testu nie robiłam, mój skończył dopiero 7 y.o.
                          ale w tym roku jeśli nie będzie go pisał już w rejonowej podstawówce, to sama mu zrobię, na pewno w necie gdzieś są, wyborcza zawsze testy też daje.

                          z tego co się orientuję to ten test był w tym roku po raz pierwszy.
                          • olena.s Re: Do volta2 01.09.11, 22:11
                            No to i tak mam czas, bo moja rocznikowo polską II skończyła.
                  • maksimum Re: Do volta2 01.09.11, 17:29
                    volta2 napisała:

                    > i o programie z matematyki jeszcze - gdyby bylo tak dobrze, to dlaczego jest ta
                    > k źle(wyniki matur tegoroczne)

                    O tym wlasnie mowie.
                    To nie wazne co jest w programie szkolnym i w ktorej klasie.WAZNE jest to,ile z tego uczniowie przyswajaja i ile moga zaprezentowac na maturze.
                    Jesli duza czesc uczniow ma problemy z napisaniem matury z matematyki na 30% tzn ze poziom nauczania matematyki jest fatalny.
              • maksimum Re: Do volta2 01.09.11, 02:11
                olena.s napisała:

                > Zapytałam ją o polskich uczniów przechodzą
                > cych w trakcie trwania szkoły; jak wygląda na tej podstawie porównanie poziomów
                > nauczania w systemie polskim a amerykańskim. Powiedziała, że na wejściu "Polac
                > y" biją na głowę "Amerykańców" jeśli idzie o zasób posiadanych faktów, natomias
                > t nie umieją tego zasobu wykorzystywać.

                Krotko mowiac nie umieja myslec,co nauczycielka miala na mysli ale jej przez gardlo nie przeszlo.
                Szkola amerykanska jest calkiem inna.Od poczatku zmusza do logicznego myslenia,chco z materialem z matematyki nie pedzi tak jak szkola polska.
                Ten ped z matematyka w polskiej szkole zdaje sie na nic,bo na maturze i tak trzeba zdac tylko na 30% egzamin z mat. by przejsc mature i w dalszym ciagu minimum 30 % uczniow nie zdaje.
                Wniosek jest dosc oczywisty,ze fakt iz matematyka jest w programie na w miare wysokim poziomie nie swiadczy o tym,ze choc polowa uczniow zalapuje cos z tego.
          • joa66 Re: Do volta2 31.08.11, 07:02
            do tego takie dzieci wyrastają na obywateli świata,

            Tylko czy w dzisiejszcy czasach jest to argument? Za komuny może faktycznie szkoła międzynarodowa pomagała zostać obywatelem swiata , w pozytywnym znaczeniu.

            A teraz?

            Mój syn czuje sie obywatelem świata bez międzynarodowej szkoły w PL ( w tym pozytywnym znaczeniu )- widać to w czasie podrózy, widac po podróżach np. grono znajomych z Francji czy Chorwacji po wspólnej szkole jezykowej - był w zeszłym roku, a kontakt utrzymuje (ba , odzywaja się kolejni koledzy ze szkoły), jest też w jakimś stopniu częscią mojego międzynarodowego środowiska (prywatnie).


            p.s. myslę, że w Polsce nie ma szkoł elitarnych w znaczeniu podobnym do np anglosaskich, a gdyby sie uprzeć - sa to zwykle szkoły państwowe np. Batory (dodam, że to nie mam nic wspólnego z ta szkołą, ona nawet mi sie nie podoba, wiec to nie jest osobisty wątek).
            • joa66 Re: Do volta2 31.08.11, 07:10
              Czy szkoła elitarna to szkoła dla elity?

              Jeżeli tak to kto jest elitą w Polsce? Wspomniana dla przykładu Rusin i Lis, państwo Czartoryscy czy Tarnowscy? A może pan Gudzowaty?
            • menodo Re: Do volta2 31.08.11, 15:28
              Mój syn czuje sie obywatelem świata bez międzynarodowej szkoły w PL ( w tym poz
              > ytywnym znaczeniu )- widać to w czasie podrózy, widac po podróżach np. grono zn
              > ajomych z Francji czy Chorwacji po wspólnej szkole jezykowej - był w zeszłym r
              > oku, a kontakt utrzymuje (ba , odzywaja się kolejni koledzy ze szkoły), jest te
              > ż w jakimś stopniu częscią mojego międzynarodowego środowiska (prywatnie).

              Moje dzieci maja bardzo podobnie.
              >
              > p.s. myslę, że w Polsce nie ma szkoł elitarnych w znaczeniu podobnym do np angl
              > osaskich, a gdyby sie uprzeć - sa to zwykle szkoły państwowe np. Batory (dodam,
              > że to nie mam nic wspólnego z ta szkołą, ona nawet mi sie nie podoba, wiec to
              > nie jest osobisty wątek). "

              To prawda. Najlepsze gimnazja, a przede wszystkim licea w Polsce to szkoly panstwowe. I One sa elitarne w tym sensie, ze dostepne sa dla mlodziezy o najwyzszych dotychczasowych osiagnieciach szkolnych.
              A chodza do nich i biedne, i sredniozamozne, i bardzo-bardzo zamozne dzieci - tak jak to zdarza w wielu swietnych szkolach na swiecie.
              • volta2 Re: Do volta2 31.08.11, 17:54
                jeśli wasze dzieci są w stanie zmienić szkołę, nie pierwszego września, tylko ot tak, w marcu przykładowo i pojechać na drugi koniec świata na kilka lat, do mongoli, tadżykistanu czy angoli - nie obniżyć poziomu nauki i skończyć szkołę z sukcesem, nie zaliczając po drodze depresji z powodu wyrwania ze znajomego środowiska - to owszem, chylę czoła przed takimi świetenie dającymi sobie radę dzieciakami.


                napawdę, nie ma co dociekać, czy taka czy inna szkoła kształci tak czy inaczej - taka szkoła po prostu musi być by dzieci międzynarodowe nie musiały trafiać do publicznych
                podstawówek w warszawie, trypolisie czy aszchabadzie. lub niepublicznych.
                dzieci z naszej szkoły - przykładowo - wcale nie wracają do usa, tylko część jedzie na wschód, części do krajów afryki, część do europy zachodniej. i to dla tych dzieci tworzy się takie szkoły. one nie mają być elitarne, kształcić wyłącznie geniuszy - one mają być bazą dla amerykańców, którzy podróżują i zarabiają w świecie - nierzadko na zlecenie samego rządu.
                to są "zwykłe" podstawówki/gimnazja jakie można napotkać na osiedlach w usa. nic więcej.
                w polsce są te szkoły owiane mgiełką tajemnicy - bo są po prostu drogie. może i bardzo drogie.


                ja też nie chciałam posłać dzieci do lokalnej szkoły w mieście, w którym teraz przebywam, bo:
                dziś tu, jutro może w kraju a za tydzień może znów gdzieś w świecie - żeby dzieci nie zwariowały, a przy okazji zyskały umiejętności na całe życie - wybrałam szkołę amerykańską. miałam wybór między british, oxford i american - ponieważ w british i oxford dominowały dzieci lokalnych zamożnych i nasze byłby jedyne białe w szkole - zdecydowałam się na american. sporo droższą od pozostałych, na pewno nie wartą obecnej ceny. (przed podwyżką była do zaakceptowania)

                • joa66 Re: Do volta2 31.08.11, 18:49
                  Masz rację. Gdybym z powodów zawodowych musiała zmieniac kraj zamieszkania co kilka lat, na pewno starałbym się zapewnić dziecku jakieś minimum stabilizacji, np jakąs konsekwencję w nauczaniu. Wyjazd z kraju ojczystego i przygoda ze szkoła lokalną w nowym kraju może byc fajna pod warunkiem, ze taka przygoda zdarza się tylko raz, a nie jest nieustannym przerzucaniem dziecka z jednego systemu w inny.

                  Z podobnych powodów nauczanie w takiej szkole jest utrudnione - uczniowie przyjeżdżają i wyjeżdżają , a każdy nowy przychodzi z innym doświadczeniem edukacyjnym. Do tego dla wielu, a może nawet większości język nauczania nie jest jezykiem pierwszym, ojczystym.

                  Mimo wszystko jest to najlepsze rozwiązanie dla wielu ludzi, a ja jestem zwolennikiem zasady, zeby w miarę możliwości dobierac szkołę do potrzeb ucznia.

                  Niestety, w cytowanym artykule, dziennikarz poszedł na łatwiznę, tak naprawde nie ma pojęcia o czym pisze i ekscytuje się nie bardzo wiadomo czym.

                  Szkoly takie nie są też żadnym ułatwieniem w dostaniu się na zagraniczne uczelnie, można to zrobić po polskiej maturze, nie mówiąc już o klasach IB .




    • ira_07 Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamożnych 30.08.11, 22:37
      Elitarne szkoły są dla najlepszych. Snobistyczne - dla najbogatszych. Taka różnica. To może iść w parze, nie musi.

      Czy elitarne, drogie szkoły osiągają lepsze wyniki niż publiczne? Jeśli tak to warto zadać sobie pytanie, czy to dzięki poziomowi nauczania czy dzięki rodzicom?

      Wiadomo, że droga szkoła > zamożni rodzice > zazwyczaj wykształceni rodzice > przykładający wagę do edukacji od najmłodszych lat > korepetycje, nauka języków, wakacje zagraniczne > pilnowanie przez rodziców, by dziecko nie zaniedbywało obowiązków > dobre wyniki dziecka > dobre wyniki szkoły.

      W szkołach rejonowych jest zbieranina: dzieci zamożne, przeciętne, biedne, z rodzin patologicznych lub takich, które do nauki nie przywiązują wagi. I choćby się nauczyciel dwoił i troił, to część dzieci i ich rodziców szkołę oleje. Część dzieci nie osiągnie wyników takich, jak ich rówieśnicy z prywatnej szkoły, bo np. ich rodziców nie będzie stać na kurs językowy czy korepetycje z matematyki.

      Czy Eton jest sławne i pożądane, bo uczeni przez geniuszy są tam geniusze? Czy dlatego, że chodzą tam dzieci książąt, milionerów, i ogólnie pojętej elity? Chyba raczej o to chodzi w takich szkołach, o nawiązywanie przyszłych kontaktów.

      Czy Wielka Brytania ze swoimi drogimi szkołami przoduje w Europie jeśli chodzi o edukację? Nie. Przoduje Finlandia, ze swoimi państwowymi szkołami. Następczyni tronu Norwegii, księżniczka Ingrid, chodzi do publicznej szkoły.

      Tu chodzi o system, o nauczycieli, podejście do dziecka. Nie da się podzielić szkół na lepsze i gorsze pod względem ceny (droższa-lepsza) a trzeba dzielić właśnie pod względem tego, ile chce się kadrze! Wiadomo, że pieniądze motywują i to przemawia na korzyść prywatnych ogółem, ale nie można generalizować.
      • volta2 Re: Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamoż 31.08.11, 01:03
        żadno z dzieci z klas moich synów nigdy nie miało korepetycji, dodatkowych kursów, a rodzice to mają wręcz zakaz w pomaganiu pociechom w pracach domowych

        ten łańcuch który wymieniasz a którego nie mogę zacytować to typowe schematyczne myślenie, całkiem niezgodne z rzeczywistością.
        nie jest tak, że w klasie jest 100% prymusów bo każde dziecko jest z zamożnego domu( a przecież jest)

        i zdarza się (i to wcale nie wyjątki) że rodzice po zapłaceniu 20 tysięcy dolarów za rok dowiadują się, że dziecko powtarza klasę. do naszej szkoły, do tej w konstancinie też - nie ma żadnych eliminacji. nikt dzieci tam nie dobiera, nie ma testów i rozmów z rodzicami(oczywiście poza tymi, gdzie idziesz i deklarujesz chęć zapisania dzieciora)

        czasami się ustala kwestie znajomości języka, bo porywają się też na to, żeby przyjąć 12-latka bez znajomości angielskiego i nie puszcza się go do zerówki. jak takie dziecko ma wpłynąć na rewelacyjną średnią z egzaminu?

        zresztą u nas chyba nie ma średniej, są procentowe poziomy opanowania wiedzy na danym etapie kształcenia - chyba? nie pamiętam za bardzo, bo jak pisałam - nie przywiązuje się do tego jakiejś nadzwyczajnej uwagi.

        tam się patrzy na każde dziecko i jego indywiudalne osiągnięcia(lbu ich brak) a nie na wyniki szkoły jako takiej. wiadomo, że przy tak dużej migracji dzieci -nie da się wypracować presji wynikowej, bo co poduczą dzieciaka, to dzieciak wyjeżdża.(dla przykładu, w klasie 28 osobowej po roku zostało ok. 15 dzieci - a tylko jedno nie zdało) mój w pierwszym roku nic nie gadał po angielsku to co miał napisać w teście? nic nie napisał. po roku był już najlepszy w klasie a po dwóch - zniknie ze szkoły i dostaną kolejnego "matołka" na jego miejsce. i zaczynają od początku.
        • maksimum Re: Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamoż 31.08.11, 08:44
          volta2 napisała:

          > żadno z dzieci z klas moich synów nigdy nie miało korepetycji, dodatkowych kurs
          > ów, a rodzice to mają wręcz zakaz w pomaganiu pociechom w pracach domowych

          W USA jest obowiazek podpisywania prac domowych przez rodzicow,co znaczy ze rodzic ma sprawdzic czy praca domowa zostala odrobiona.
          Ja przy okazji sprawdzalem zadania i pytalem dzieci jak pani tlumaczyla.
          Okazuje sie,ze czasamitlumaczyla dobrzez,a czasami zle,nie mowiac juz o przypadkach,ze pani nie wiedziala jak najlepiej rozwiazac zadanie i odbywala sie lopatologia.
          No wiec ja w domu tlumaczylem im jak sie rozwiazuje niektore trudne zadania,bo pani akurat nie bylo w szkole a material musial byc przerobiony.

          > i zdarza się (i to wcale nie wyjątki) że rodzice po zapłaceniu 20 tysięcy dolar
          > ów za rok dowiadują się, że dziecko powtarza klasę.

          W podstawowce to sa wyjatki ale zdarzalo sie.
          Natomiast juz w gimnazjum,dzieci sa posegregowane wg egzaminow i powtarzanie jest wyjatkowow rzadko.Podobnie w liceach.Slabi uczniowie chodza do slabych liceow i nie odstaja od reszty.


        • ira_07 Re: Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamoż 05.09.11, 09:06
          > żadno z dzieci z klas moich synów nigdy nie miało korepetycji, dodatkowych kurs
          > ów, a rodzice to mają wręcz zakaz w pomaganiu pociechom w pracach domowych

          I prawidłowo. Ale nie tylko o kwestię kursów mi chodziło. Również o domy, w których do nauki przykłada się wagę.

          > ten łańcuch który wymieniasz a którego nie mogę zacytować to typowe schematyczn
          > e myślenie, całkiem niezgodne z rzeczywistością.
          > nie jest tak, że w klasie jest 100% prymusów bo każde dziecko jest z zamożnego
          > domu( a przecież jest)

          Nie chodziło mi o 100% prymusów, tylko na wyniki w szkole w ogóle. Przecież wiadomo, że dziecko, w którego edukację rodzice od małego inwestują (i nie chodzi mi tylko o pieniądze!) będzie miało lepsze wyniki, niezależnie od szkoły do jakiej pójdzie. Wiadomo, że w prywatnych raczej nie spotka się dzieci zaniedbanych lub będą one stanowiły margines. A w publicznej zawsze wszelkie wyniki testów i teścików zaniżą dzieci, które choćby nauczyciel stawał na rzęsach, uczyły się nie będą. I "wyniki" całej szkoły lecą w dół. Mówiłam tylko o tym aspekcie.

          Nie lubię tylko czarno-białej wizji świata, jaka często pojawia się w takich dyskusjach. Czyli szkoła publiczna-patologie, narkotyki, szkołą prywatna-jedyna trampolina do dobrej przyszłości.
          • volta2 Re: Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamoż 05.09.11, 10:20
            ale wyniki w naszej szkole w ogóle powinny być najwyższe z możliwych, bo nie ma w szkole dzieci, których rodzice nie inwestowaliby w naukę, nie tylko w wymiarze finansowym - wszystkie dzieci podróżują, znają języki, grają na instrumentach lub są zaopiekowane na polu sportowym.

            zatem nie ma komu zaniżyć wyników - a jednak wyniki nie są wybitne, ot, jak w każdej szkole - dla jednych klas lepsze a dla innych gorsze. ogólna średnia pewnie ok, ale nic ponatdto.
          • fogito Re: Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamoż 05.09.11, 12:00
            ira_07 napisała:

            >> Nie lubię tylko czarno-białej wizji świata, jaka często pojawia się w takich dy
            > skusjach. Czyli szkoła publiczna-patologie, narkotyki, szkołą prywatna-jedyna t
            > rampolina do dobrej przyszłości.

            W szkolach pryrwatnych w duzych miastach chyba nawet latwiej o narkotyki, bo dzieci maja pieniadze.
    • mini-rekin Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 00:43
      Czytając niektóre posty to mi normalnie ręce opadły... Niestety, ludzi tego pokroju spotyka się często w życiu, ale mam nadzieję, że będę na nich trafiał jak najrzadziej.

      Rodzice dbający o wykształcenie dzieci - OK. Ale buce, którzy myślą, że ich dzieci są nie wiadomo kim tylko dlatego, że chodzą do szkoły za xx k PLN (czy EUR/USD), są po prostu żałośni smile Wbijcie sobie do głów, że jeśli Wasz bachor jest mało zdolny, to i najlepsza szkoła noblisty z niego nie uczyni...

      Uwielbiam snobów, którzy myślą, że pozjadali wszystkie rozumy i traktują innych z góry. Niestety moi kochani, kasa to nie wszystko smile

      Aha, ktoś zaraz zarzuci mi, że osobom uczęszczającym do takich szkół zazdroszczę. Cóż, moi kochani, niech fakty mówią same za siebie.
      Moi rodzice zarabiają razem mniej niż wynosi średnia krajowa, a gimnazjum i liceum wybierałem rozsądnie, biorąc także pod uwagę odległość od domu. Mogłem oczywiście pójść do "elitarnych" szkół i przebywać w otoczeniu bufonów. Pytanie tylko - po co? To ja się uczę, a nie ktoś za mnie. Wiedza szkolna, a nawet studia do poziomu magistra to nie jest wielkie wyzwanie intelektualne (co innego specjalizowanie się później w jakiejś konkretnej dziedzinie - wtedy faktycznie warto rozejrzeć się za ośrodkiem naukowym na odpowiednim poziomie).
      Dodam, że nigdy nie korzystałem z usług korepetytorów i innych tego typu (śmiesznych) rzeczy.
      A teraz trochę liczb...
      - test kompetencji w podstawówce: 39/40
      - egzamin gimnazjalny: 97/100
      - matury: zdawałem tylko to co było mi potrzebne do wymarzonego kierunku, ale 85-100%.
      Aha, dodam, że iloraz inteligencji według psychologa na poziomie około 150 smile

      Zaraz, zaraz, wychodzę na jakąś zadufaną osobę. Tyle tylko, że o powyższych rzeczach nikomu w życiu nie wspominam. Napisałem o tym tutaj (co przecież i tak nic mi nie da), bo może kilka osób skłoni to do refleksji...
      • fogito Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 06:39
        mini-rekin napisał:
        Napisałem o tym tutaj (co przecież i tak ni
        > c mi nie da), bo może kilka osób skłoni to do refleksji...

        oj dało mi "do refleksji"... że ilość zdobytej wiedzy nie idzie w parze z poziomem kultury człowieka.
        • volta2 Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 09:25
          ze zdawaniem testów nie masz problemu, ale kompleksiki to z ciebie wychodzą aż miło.
          nie umiesz się pogodzić z tym, że inni mają więcej, chcą wydać na dzieciaki i ich edukację.

          pewnie się pocieszasz, że mają bo ukradli...
          • mini-rekin Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 14:54
            Kompleksiki to raczej wychodzą z nowobogackich, którzy na siłę próbują zrobić ze swoich pociech jakieś wybitne jednostki, nawet jeśli nie mają one do tego żadnych predyspozycji ("ja skończyłem tylko technikum to niech syn skończy MIT", co z tego, że nie radzi sobie z całkami). Tym samym psują im dzieciństwo i kształtują kolejne skrzywione psychicznie jednostki. Myślisz, że mało takich ludzi spotkałem w swoim życiu?

            Równie dobrze ja mógłbym użyć równie kuriozalnego sformułowania w postaci: "Co, prawda w oczy kole?". Napisałem w swoim poście, że nie mam nic przeciwko ludziom którzy faktycznie dbają o swoje dzieci. Co przez to rozumiem?
            Dziecko chce uczyć się grać na skrzypcach? Rodzice na próbę umawiają go na kilka lekcji, a jeśli mu się spodoba to kupują instrument i opłacają nauczyciela.
            Z drugiej strony mamy grupę, która na siłę wysyła dziecko na lekcje, przez lata. Nawet, jeśli nauczyciel twierdzi, że nie ma to sensu.
            Takich przykładów można mnożyć, ale widać o co chodzi. Większość sytuacji tego typu wynika po prostu z kompleksów rodziców.

            Co do Twojej uwagi na temat zazdrości, to są to zwykłe kalumnie. Akurat szanuję ludzi, którzy osiągnęli wysoki status ekonomiczny swoim wysiłkiem. W Polsce faktycznie posiadanie dużego majątku spotyka się z opisaną przez Ciebie postawą ("pewnie ukradł"), tyle że sam/sama zaprezentowałeś/łaś równie "polską" postawę w postaci "wiem o nim wszystko, jak się ze mną nie zgadza to pewnie z zazdrości".

            Akurat nigdy nie było tak, że nie mogłem realizować swoich zainteresowań ze względów finansowych (są różne stypendia itp.). (Choć muszę przyznać, że nie znajdowała się wśród nich wycieczka do Syrii.)

            Chodząc do zwykłej szkoły (czy później na studiach) znałem wiele osób pochodzących z rodzin o wysokim statusie materialnym. Z wieloma nadal się przyjaźnię, bo są to po prostu nadające na tych samych falach osoby. Przeważnie nie znające ich osoby nie wiedziały o zasobności ich portfela (a raczej ich rodziców/rodziny).

            Póki co to nie mam czego zazdrościć, bo kiedy ja otrzymywałem propozycje pracy od najbardziej prestiżowych firm, niektórzy mając 30 czy 35 lat mogą liczyć co najwyżej na łaskę rodziny i odziedziczenie stołka po rodzicach, bo niestety "elytarna" szkoła podstawowa niewiele dała. Aha, dodam, że znam osobiście osoby, które kończyły zwykłe polskie szkoły/uczelnie, po czym kontynuowały naukę na uniwersytetach z Ivy League, a dzisiaj pracują na wysokich stanowiskach w największych firmach.

            Aha, polecam obejrzenie skeczu Catherine Tate pt. Posh People (nie pamiętam czy regulamin dopuszcza wstawianie linków do YT, więc ograniczam się do podania tytułu).

            Would you like to try gooseberry and cinnamon yogurt? wink
            • volta2 Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 21:07
              a dlaczego zakładasz, że ci, którzy wysyłąją dzieci do tak drogich szkół, jak ta w konstancinie to są nowobogaccy?


              a ty w tych prestiżowych firmach to zarabiasz już tyle, ze można cię nazwać nowobogackim czy jeszcze nie?

              dlaczego zakładasz, że dziecko człowieka po wyśmianym przez ciebie technikum nie będzie miało predyspozycji do nauki w szkole elitarnej? i musi być tam pchane "na siłę"? no i oczywiście z całkami sobie nie poradzi?

              mnie żadna prawda w oczy nie kole - bo nie znasz żadnej prawdy, poza tym, że szkoła moich dzieci to koszt ponad 20 tysi $ rocznie za jednego. a mam dwójkę. ja się nie czuję nowobogacka - a bardzo bym chciałasmile szczegónie podczas wizyt w banku.
              i nie oceniam naszej szkoły jako elitarnej, co zaznaczyłam w swoim pierwszym wpisie.
              ale w odróżnieniu od ciebie nie miałabym nic przeciwko temu, by chodziły do elitarnej szkoły. nic na tym nie stracą przecież.

              niestety z twoich postów nie wynika, że szanujesz ludzi, którzy osiągnęli wysoki status materialny swoim wysiłkiem - nic nie wiesz o ludziach, którzy wysyłają dzieci do takich szkół jak w artykule opisane, a już ich klasyfikujesz jako z góry sprofilowanych nowobogackich. lis w/g ciebie to na swoją pozycję nie zapracował uczciwie? i jest nowobogacki?

              najlepiej to widać, gdy przywołujesz swoich rodziców - uczciwi, niebogaci ludzie, którzy też wychowali wspaniałego człowieka, ludzie z kasą są im przeciwstawieni jako snoby i nowobogaccy, oczywiście z kompleksami. twoi pewnie nigdy kompleksów na tle finansowym ne mieli, i ciebie też tak wychowali, że odrzuciłeś te oferty od wstrętnych prestiżowych firm i wybrałeś pracę w ośrodku z trudną młodzieżą za grosze.
              • mini-rekin Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 21:55
                > a dlaczego zakładasz, że ci, którzy wysyłąją dzieci do tak drogich szkół, jak t
                > a w konstancinie to są nowobogaccy?

                Bynajmniej tego nie zakładam. Napisałem, że jeśli ktoś wysyła dziecko do takiej szkoły kierując się "zdrowym" podejściem, to nie mam nic przeciwko. Za to wysyłanie dziecka na siłę i na pokaz, co zdaje się najbardziej powszechne u wspomnianej przeze mnie grupy, wywołuje u mnie niesmak (albo absmak, jak to zwykł mawiać jeden z polityków).

                > dlaczego zakładasz, że dziecko człowieka po wyśmianym przez ciebie technikum ni
                > e będzie miało predyspozycji do nauki w szkole elitarnej? i musi być tam pchane
                > "na siłę"? no i oczywiście z całkami sobie nie poradzi?

                To co wyżej... Nigdzie nie zakładałem, że jest tak w 100% przypadków (sam wspominałem o tym, że ludzie są różni). Ale to, że dane zjawisko nie występuje zawsze, nie znaczy, że nie występuje w ogóle.

                > mnie żadna prawda w oczy nie kole - bo nie znasz żadnej prawdy

                Napisałem, że mógłbym napisać, że prawda w oczy kole, bo taki sam tok rozumowania jak pisanie o zazdrości.

                Widzę, że dokonujesz tutaj niezłej manipulacji.
                Ja piszę, że znam wiele różnych zamożnych osób, a Ty próbujesz mi wmówić, że do żadnej z nich nie czuję szacunku (podczas kiedy ja jako przedstawicieli elity wymieniam m.in. zdolnych prezesów dużych spółek).
                Kiedy ja napiętnuję określoną postawę (która świetnie sparodiowana jest w polecanym przeze mnie skeczu), reprezentowaną przez jakąś część grupy, Ty starasz się pokazać, że pałam niechęcią do całej grupy, co jest oczywistą nieprawdą.
                • volta2 Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 22:10
                  na tak, tak - każdy kto ma na zbyciu sporą sumkę na edukację swoich dzieciaków - robi to bezmyślnie i na pokaz.
                  no i na siłę oczywiście

                  bo takie wydanie 100 tysi rocznie to tak ludziom lekką ręką przychodzi, że w ogóle nie myślą "zdrowo" - tylko o tym, by się pokazać.
                  szczególnie w bardzo bogatej polsce, gdzie co drugi może sobie na takie zbytki pozwolić, tylko nie robi tego, by się pośmiewiskiem młodych rekinów nie stać.


            • volta2 Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 21:23
              rekinie, ciekawam jeszcze jakie to prestiżowe firmy tak biją się o człowieka lat 24 lub mniej - skoro rzucasz wynikem testu po podstawówce, to nie możesz mieć więcej lat.

              także bujanko niezłe tu uprawiasz, szczególnie to przebieranie w ofertach mnie ubawiło.

              • mini-rekin Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 22:08
                Jeśli się uprzeć, to mógłbym mieć więcej lat (idąc do szkoły później czy mając jakąś przerwę w toku edukacji), ale faktycznie więcej nie mam.

                W "prestiżowych firmach" (kierując się zagranicznymi rankingami) można zacząć naprawdę wcześnie. W Polsce praktyki na III roku, za granicą nawet wcześniej. Zresztą teraz ludzie z uczelni, którą kończyłem, znajdują praktyki nawet na I roku. Takie mamy czasy - tego wymaga rynek pracy, czy tego chcemy czy nie (za to sprawdzenie się na praktykach pozwoliło mi otrzymać oferty).
                Jeśli się naprawdę chce, to jako świeży absolwent można mieć mocne CV, niewiele gorsze od osoby z kilkuletnim doświadczeniem, która o swoim rozwoju zaczęła myśleć dopiero po graduacji.
                Naprawdę - w dzisiejszych czasach świat stoi otworem. Po 5 latach studiów można mieć zaliczonych kilka semestrów na dobrych uczelniach w innych krajach, kilkanaście miesięcy doświadczenia w branży (!) i setki (cennych) kontaktów w całej Europie (które są efektem brania udziału w międzynarodowych projektach).
                Znam zresztą osoby z pokrewnej branży, które mogły pracować na pełny etat na II roku (tak się dzieje, kiedy wybór kierunku studiów wynika z zamiłowania do potrzebnej na rynku dziedziny, a nie z woli rodziców, bo prawnicy i lekarze to elita).
                • volta2 Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 22:24
                  no więc właśnie twój młody wiek obnaża nieznajomość realiów wyboru szkoły, kwesti płatności i całej tej otoczki - piszesz kompletnie bez znajomości tematu poza tym że możesz porównać się ze środowiskiem poznanym na etapach edukacji.

                  jedziesz schematami aż miło, jacyś nowobogaccy na horyzoncie ci się jawią i tym podobne kwestie wygłaszasz - mocno charakterystyczne dla ludzi rozgoryczonych dorosłością.
                  (konkretnie - kwestia dziedziczenia stołków po rodzicach - gdybyś sam mógł odziedziczyć firmę w przyszłości zbudowaną przez ojca czy dziadka - nigdy byś z takim lekceważeniem o tym nie pisał)
                  charakterystyczne dla małolatówsmile widzenie świata

                  punkt dla ciebie - potrafisz przeprosić za słowa użyte na wyrost - cenne, choć na forum niekonieczne, chyba nikt tak tego nie przeżywa.
                • fogito Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 22:56
                  mini-rekin napisał:

                  > Jeśli się uprzeć, to mógłbym mieć więcej lat (idąc do szkoły później czy mając
                  > jakąś przerwę w toku edukacji), ale faktycznie więcej nie mam.
                  >

                  Ojej to ty faktycznie mały rekinek jesteś smile

                  I szkoda, ze tak wcześnie rozgoryczony życiem.
                  Jak będziesz miał dzieci, bo zakładam, że jednak nie masz, to spojrzysz na problem edukacji z innej strony. I zrozumiesz, że nie tylko buce wysyłają dzieciaki do owych drogich szkół, bo przyimek elitarny mi przez gardło nie przejdzie wink
                  • mini-rekin Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 07.09.11, 00:15
                    > I zrozumiesz, że nie tylko buce wysyłają dzieciaki do owych drogich szkół, bo przyimek
                    > elitarny mi przez gardło nie przejdzie wink

                    To rozumiem już teraz wink
                    Cieszy mnie, że podobnie rozumiemy przymiotnik "elitarny". I mam nadzieję, że coraz więcej osób będzie postrzegało elitę właśnie w taki sposób, bo niestety wzrostowi standardu życia społeczeństwa towarzyszą pewne niezbyt podobające mi się tendencje (jak np. otaczanie jakąś szczególną czcią osób, które znane są z tego, że są znane).

                    Poza tym chciałbym, żeby polskie szkolnictwo (i to elementarne i wyższe) było na takim samym poziomie jak w najbardziej rozwiniętych państwach, ale niestety chyba nieprędko to zobaczymy.
                    • maksimum Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 07.09.11, 03:10
                      mini-rekin napisał:

                      > Poza tym chciałbym, żeby polskie szkolnictwo (i to elementarne i wyższe) było n
                      > a takim samym poziomie jak w najbardziej rozwiniętych państwach, ale niestety c
                      > hyba nieprędko to zobaczymy.

                      Niestety nigdy.Poziom szkolnictwa jest adekwatny do poziomu dochodu narodowego.
                      To bardzo dobrze widac w rankingach wyzszych uczelni.
                      Poziom szkol uzalezniony jest rowniez od bardzo dobrze zorganizowanego systemu szkolnictwa i taki wlasnie w USA jest.

                      www.webometrics.info/top12000.asp
                      Tam gdzie sa najlepsze uniwersytety musza byc tez najlepsze szkoly.Tu nie ma co za dlugo myslec czy podpierac sie "badaniami" PISA albo innymi regionalnymi "olimpiadami".
                      • olena.s Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 07.09.11, 07:34
                        Ale bzudry gadasz.
                        Ja mieszkam w najbogatszym kraju na swiecie (no doooobra, pod wzg. BKB na glowe, dwa miejsca w te czy w tamta) a w tescie PISA wyladowal ow kraj na pozycji 4 - od konca.
                        • maksimum Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 07.09.11, 16:19
                          olena.s napisała:

                          > Ja mieszkam w najbogatszym kraju na swiecie (no doooobra, pod wzg. BKB na glowe
                          > , dwa miejsca w te czy w tamta) a w tescie PISA wyladowal ow kraj na pozycji 4
                          > - od konca.

                          Musisz se dopowiedziec,ze ino dlatego jest bogaty,bo mu ropa trysla,a nie dlatego,ze ludzie umieja cos robic i maja jakies kwalifikacje.
                          Pewno ten twoj kraik ma duzo ropy i malo ludzi i dlatego tam tak bogato,bo w Rosji jest duzo ropy i duzo ludzi i w dalszym ciagu bieda.
                          • olena.s Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 08.09.11, 09:29
                            Dziubek, ty mi nie tłumacz rzeczywistości, bo twoje wizje mi wyraźnie szkodzą. To ty, nie ja, napisałeś, że ..."poziom edukacji jest adekwatny do dochodu narodowego", co jest oczywistą bzdurą, więc ładnie dygnij, przeproś, i powiedz, że niestety nie umiesz precyzyjnie wyrażać swoich myśli, więc prosisz czytelników o łaskawe wybaczenie.
                            Wysoki poziom PKB nie jest gwarantem dobrego poziomu edukacji, - vide moje, potwornie bogate miejsce zamieszkania, ale też skądinąd i twoje - nie przodujące bynajmniej wbrew twoim wieloletnim ujadaniom na forum.
                            Zrozum wreszcie, że nas generalnie guzik obchodzi "twoja" szkoła - zasadniczo dyskutujemy o trendach i systemach. Jest w tym kontekście mało istotne, czy jakiś przypadkowy Jasio zostanie przez tatusia przepchnięty przez elitarne szkoły. Znacznie ważniejsze jest to, jaką edukację dostanie kompletnie statystycznie przeciętny Kazio, ze statystycznie przeciętnymi rodzicami, w statystycznie przeciętnej szkole danego regionu/państwa.
                            O ile bowiem zdarza się rzadko jakiś Einstein i świetnie byłoby, by system umożliwiał mu rozwój geniuszu, o tyle statystyczne Kazie i Zosie tworzą społeczeństwo an masse, które albo jest gotowe na nowoczesność, albo nie, albo umie czytac ze zrozumieniem, albo nie, albo uczy się kooperacji, albo nie, albo myśli elastycznie, albo jest zabetonowane na sztywno, albo wie, że jest cos takiego, jak procent składany, albo ślamazarnie dodaje i zawsze da sie orżnąć cwaniakom od marketingu.
                            Dlatego szkoły elitarne - w sensie poziomu, perspektyw etc. są tylko dodatkiem do szkół powszechnych. Życzę im jak najlepiej, ale znacznie bardziej zalezy mi na takim systemie, który każde dziecko - od lekko opóźnionego po super zdolne - skłoni do maksymalnego wykorzystania swojego potencjału. I mu to umożliwi.
                            • maksimum Najlepsze licea w NYC. 09.09.11, 02:06
                              olena.s napisała:

                              > Wysoki poziom PKB nie jest gwarantem dobrego poziomu edukacji, - vide moje, pot
                              > wornie bogate miejsce zamieszkania,

                              Odrzucisz Katar,Brunei,ZEA i Kuwejt z tego towarzystwa i wszytsko sie zgadza.

                              en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_GDP_(PPP)_per_capita

                              > ale też skądinąd i twoje - nie przodujące b
                              > ynajmniej wbrew twoim wieloletnim ujadaniom na forum.

                              W USA byl ,jest i bedzie najwyzszy poziom nauczania,bo tu sa pieniadze i elity.

                              > Znacznie ważniejsze jest to, jaką edukację dostanie kompletnie statystycznie pr
                              > zeciętny Kazio, ze statystycznie przeciętnymi rodzicami, w statystycznie przeci
                              > ętnej szkole danego regionu/państwa.

                              Statystyczny kazio rozni sie od statystycznego Johna dochodem jego rodzicow.

                              > o tyle statystyczne Kazie i Zosie tworzą społeczeństwo an masse

                              I to jest zwykla hodowla.Madrzy rodzice hoduja madre dzieci,a rodziny patologiczne maja patologiczne dzieci.Ja bym sie tu cudow nie spodziewal.

                              > Dlatego szkoły elitarne - w sensie poziomu, perspektyw etc. są tylko dodatkiem
                              > do szkół powszechnych.

                              W NYC dla przykladu najbardziej elitarne sa szkoly publiczne do ktorych trzeba zdawac trudne egzaminy wstepne.

                              Najlepsze licea publiczne w NYC wg wynikow SAT na 2.400 max:
                              1-Hunter College HS- 2.156
                              2-Stuyvesant HS----
                              • anmanika Re: Najlepsze licea w NYC. 31.08.13, 13:22
                                Przypominam, że w testach PISA fińskie szkoły są najlepsze, USA jest daaleko w tyle...
                              • azja-od-kuchni Re: Najlepsze licea w NYC. 14.10.15, 05:48
                                Najlepsze licea publiczne w NYC wg wynikow SAT na 2.400 max:
                                1-Hunter College HS- 2.156
                                2-Stuyvesant HS----
          • mini-rekin Ciekawe... 06.09.11, 14:59
            Kompleksiki to raczej wychodzą z nowobogackich, którzy na siłę próbują zrobić ze swoich pociech jakieś wybitne jednostki, nawet jeśli nie mają one do tego żadnych predyspozycji ("ja skończyłem tylko technikum to niech syn skończy MIT", co z tego, że nie radzi sobie z całkami). Tym samym psują im dzieciństwo i kształtują kolejne skrzywione psychicznie jednostki. Myślisz, że mało takich ludzi spotkałem w swoim życiu?

            Równie dobrze ja mógłbym użyć równie kuriozalnego sformułowania w postaci: "Co, prawda w oczy kole?". Napisałem w swoim poście, że nie mam nic przeciwko ludziom którzy faktycznie dbają o swoje dzieci. Co przez to rozumiem?
            Dziecko chce uczyć się grać na skrzypcach? Rodzice na próbę umawiają go na kilka lekcji, a jeśli mu się spodoba to kupują instrument i opłacają nauczyciela.
            Z drugiej strony mamy grupę, która na siłę wysyła dziecko na lekcje, przez lata. Nawet, jeśli nauczyciel twierdzi, że nie ma to sensu.
            Takich przykładów można mnożyć, ale widać o co chodzi. Większość sytuacji tego typu wynika po prostu z kompleksów rodziców.

            Co do Twojej uwagi na temat zazdrości, to są to zwykłe kalumnie. Akurat szanuję ludzi, którzy osiągnęli wysoki status ekonomiczny swoim wysiłkiem. W Polsce faktycznie posiadanie dużego majątku spotyka się z opisaną przez Ciebie postawą ("pewnie ukradł"), tyle że sam/sama zaprezentowałeś/łaś równie "polską" postawę w postaci "wiem o nim wszystko, jak się ze mną nie zgadza to pewnie z zazdrości".

            Akurat nigdy nie było tak, że nie mogłem realizować swoich zainteresowań ze względów finansowych (są różne stypendia itp.). (Choć muszę przyznać, że nie znajdowała się wśród nich wycieczka do Syrii.)

            Chodząc do zwykłej szkoły (czy później na studiach) znałem wiele osób pochodzących z rodzin o wysokim statusie materialnym. Z wieloma nadal się przyjaźnię, bo są to po prostu nadające na tych samych falach osoby. Przeważnie nie znające ich osoby nie wiedziały o zasobności ich portfela (a raczej ich rodziców/rodziny).

            Póki co to nie mam czego zazdrościć, bo kiedy ja otrzymywałem propozycje pracy od najbardziej prestiżowych firm, niektórzy mając 30 czy 35 lat mogą liczyć co najwyżej na łaskę rodziny i odziedziczenie stołka po rodzicach, bo niestety "elytarna" szkoła podstawowa niewiele dała. Aha, dodam, że znam osobiście osoby, które kończyły zwykłe polskie szkoły/uczelnie, po czym kontynuowały naukę na uniwersytetach z Ivy League, a dzisiaj pracują na wysokich stanowiskach w największych firmach.

            Aha, polecam obejrzenie skeczu Catherine Tate pt. Posh People (nie pamiętam czy regulamin dopuszcza wstawianie linków do YT, więc ograniczam się do podania tytułu).

            Would you like a gooseberry and cinnamon yoghurt? wink
            • maksimum Re: Ciekawe... 06.09.11, 17:21
              mini-rekin napisał:

              > Kompleksiki to raczej wychodzą z nowobogackich, którzy na siłę próbują zrobić z
              > e swoich pociech jakieś wybitne jednostki, nawet jeśli nie mają one do tego żad
              > nych predyspozycji

              > Would you like a gooseberry and cinnamon yoghurt? wink

              Cathy is o'som!
        • mini-rekin Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 14:22
          Owszem, ale o tym akurat o tym najłatwiej się przekonać obracając się w pewnych pseudo-elitarnych towarzystwach.

          Nie sądzę, żeby ktokolwiek, kto ze mną osobiście kiedyś rozmawiał mógł zarzucić mi brak kultury (od bezdomnego do osób będących powszechnie szanowanymi ekspertami w swojej dziedzinie).
          Po prostu Internet jest miejscem, gdzie można wyrażać swoje poglądy bardziej swobodnie, szczególnie jeśli komentarz skierowany jest do ogółu, a nie konkretnej osoby.
          • fogito Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 17:05
            mini-rekin napisał:

            > Owszem, ale o tym akurat o tym najłatwiej się przekonać obracając się w pewnych
            > pseudo-elitarnych towarzystwach.

            Nie wiem. Nie obracam się.


            > Nie sądzę, żeby ktokolwiek, kto ze mną osobiście kiedyś rozmawiał mógł zarzucić
            > mi brak kultury

            No cóż. Nie rozmawiałam z tobą, ale już w pierwszym poście wypowiadasz się jak osoba bez kultury i trudno to usprawiedliwiać w jakikolwiek sposób.

            > Po prostu Internet jest miejscem, gdzie można wyrażać swoje poglądy bardziej sw
            > obodnie, szczególnie jeśli komentarz skierowany jest do ogółu, a nie konkretnej
            > osoby.

            Swobodnie nie oznacza po chamsku. I to powinieneś wiedzieć po zakończeniu podstawówki. O dalszych szczeblach edukacji nie wspominając. A tak słoma z butów wyszła i postawiłeś się na równi z tymi, których krytykujesz za bucowatość.
            • maksimum Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 17:27
              fogito napisała:

              > > pseudo-elitarnych towarzystwach.
              >
              > Nie wiem. Nie obracam się.

              Moze sie od ciebie odsuneli,ale ty stanowisz glowny nurt tego srodowiska.

              > A tak słoma z butów wys
              > zła i postawiłeś się na równi z tymi, których krytykujesz za bucowatość.

              Ty za to bez najmniejszego powodu przypier..... sie do SGH(SGPiS) i do ludzi ktorzy te uczelnie skonczyli.
              Zwykla zazdrosc i bucowatosc.
              • fogito Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 19:01
                maksimum napisał:

                >> Moze sie od ciebie odsuneli,ale ty stanowisz glowny nurt tego srodowiska.

                Masz rację. Osuwam od siebie wszelkich buców i zarozumialców. Ty nie miałbyś szansy na kolegowanie się ze mną tongue_out

                > Ty za to bez najmniejszego powodu przypier..... sie do SGH(SGPiS) i do ludzi kt
                > orzy te uczelnie skonczyli.

                Ja nie mam nic przeciwko osobom z powyższych uczelni i chyba mylisz mnie z kimś innym. Ostatnio twierdziłeś, że mieszkam w Kanadzie. Wyraźnie zaczynasz się gubić. Zalecam odpoczynek i odrobinę koncentacji.


                • maksimum Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 19:27
                  fogito napisała:

                  > Ty nie miałbyś szansy na kolegowanie się ze mną tongue_out

                  Jesli tak bardzo roznimy siew pogladach na rozne rzeczy,to pewno bym nie plakal ze nie chcesz sie ze mna kolegowac.

                  > chyba mylisz mnie z kimś
                  > innym. Ostatnio twierdziłeś, że mieszkam w Kanadzie. Wyraźnie zaczynasz się gu
                  > bić. Zalecam odpoczynek i odrobinę koncentacji.

                  Wiekszosc wypowiedzi tutaj nie jest na tyle gleboka bym musial sie koncentrowac,ale przebija z nich wyraziscie typowa polskosc.
                  • fogito Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 19:32
                    maksimum napisał:

                    > fogito napisała:
                    >
                    > > Ty nie miałbyś szansy na kolegowanie się ze mną tongue_out
                    >
                    > Jesli tak bardzo roznimy siew pogladach na rozne rzeczy,to pewno bym nie plakal
                    > ze nie chcesz sie ze mna kolegowac.

                    No to przynajmniej w jednym się zgadzamy.

                    > Wiekszosc wypowiedzi tutaj nie jest na tyle gleboka bym musial sie koncentrowac
                    > ,ale przebija z nich wyraziscie typowa polskosc.

                    Z ciebie przebija owa polskość w najgorszym wydaniu niestety. Może nie powinieneś się katowac i za moją radą skoczyć na polonijne fora... jak już podciągniesz sie z angielskiego i "wyprowadzisz krowę z tunelu na czas" wink
                    • maksimum Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 19:45
                      fogito napisała:

                      > Może nie powinieneś się katowac i za moją radą skoczyć na polonijne fora...

                      To jest wlasnie typowa polskosc w tobie zawarta,ze dajesz rady nie proszona o to.
                      Czy jak ci radze,zeby gdzies pisala lub nie pisala?
                      Sama chyba widzisz,ze rozmowa z toba jest katowaniem sie.

                      > jak już podciągniesz sie z angielskiego i "wyprowadzisz krowę z tunelu na czas" wink

                      A kto jeszcze ma te krowe z tunelu wyprowadzac? Pomyslalas o sobie i innych madrych na tym forum?
                      • fogito Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 20:14
                        maksimum napisał:

                        > > To jest wlasnie typowa polskosc w tobie zawarta,ze dajesz rady nie proszona o t
                        > o.
                        > Czy jak ci radze,zeby gdzies pisala lub nie pisala?

                        Ale to ty a nie ja nie narzekam na poziom tego forum ani Polaków samych w sobie. Czasami jestem jedynie zdumiona chamstwem niektórych ludzi (np. twoim)

                        > Sama chyba widzisz,ze rozmowa z toba jest katowaniem sie.

                        No wlasnie o tym pisze. Nie katuj się i nie dyskutuj ze mną. Bo ja ci zawsze wytknę niekompetencję i bucowatość.

                        >
                        > > jak już podciągniesz sie z angielskiego i "wyprowadzisz krowę z tunelu na
                        > czas" wink
                        >
                        > A kto jeszcze ma te krowe z tunelu wyprowadzac? Pomyslalas o sobie i innych mad
                        > rych na tym forum?

                        Ja mam to zadanie juz z głowy ale nie podam ci odpowiedzi. I pamiętaj wszyscy czekamy az twój uczony w Ameryce licealista rozwiąże zadanie na poziomie europejskiego gimnazjum. Bo zdaje sobie sprawe, ze ty tego nie zrobisz wink
            • mini-rekin Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 18:16
              Wiem, trochę mnie poniosło, za co przepraszam. W rozmowach "na żywo" nie zdarza mi się to, ale w dyskusjach internetowych faktycznie mam skłonność do przesadzania.

              Nie zmienia to jednak moich poglądów na ten temat (które prawdopodobnie mogłyby być wyrażone w bardziej kulturalny sposób).

              Co do pseudo-elitarnych towarzystw... Ciężko powiedzieć czy się nie obracasz, bo trudno żeby osoby w danym towarzystwie same postrzegały je jako pseudo-elitarne. Nawet jeśli się nie obracasz, to z ich przedstawicielami musisz się w życiu spotykać, częściej lub rzadziej.

              Przykład? Ludzie którzy dostaną pierwszą lepszą pracę w korporacji w W-wie myślą, że złapali Pana Boga za nogi. Nagle zaczynają traktować innych z pogardą (przede wszystkim osoby wykonującą pracę "gorszą" od nich). Niestety, nie zdają sobie sprawy z tego, że do prawdziwej elity im daleko.

              Bo kto tak naprawdę tworzy elitę? Pewnie każdy definiuje to inaczej. Dla mnie elitą są wybitni naukowcy, innowatorzy, prezesi dużych spółek, o ile przewodzą im z sukcesami. Czy Henryk Stokłosa należy do elity ze względu na zgromadzony majątek? Nie powiedziałbym... Choć przez większość ludzi postrzegany jest pewnie jako elita.
              Może to PRL wyprał tak ludziom mózgi. Czy pierwszy lepszy prawnik to elita? Dla mnie nie. Ale imponujący wiedzą i innymi cechami sędzia Sądu Najwyższego już tak.

              Chciałem uświadomić niektórym ludziom, że jeśli po prostu udało im się osiągnąć wysoki poziom dochodów i wyślą dziecko do "elitarnej" szkoły, to to jeszcze elity z nich nie czyni... (choć pewnie w oczach niektórych osób tak)
              Znajomy uczył w jednej z takich szkół, do których chodziły m.in. dzieci osób znanych z tego, że są znane (czyli celebrytów?). Oj, muszę powiedzieć, że do elity to dużo im brakowało...
              • fogito Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 19:28
                mini-rekin napisał:

                > Wiem, trochę mnie poniosło, za co przepraszam. W rozmowach "na żywo" nie zdarza
                > mi się to, ale w dyskusjach internetowych faktycznie mam skłonność do przesadz
                > ania.

                Przyjmuję. Można się zapędzić, ale zdarza się to rzadko na tym forum i niestety najczęściej są to panowie.

                >> Co do pseudo-elitarnych towarzystw... Ciężko powiedzieć czy się nie obracasz, b
                > o trudno żeby osoby w danym towarzystwie same postrzegały je jako pseudo-elitar
                > ne.

                To samo można powiedzieć o tobie.

                Nawet jeśli się nie obracasz, to z ich przedstawicielami musisz się w życiu
                > spotykać, częściej lub rzadziej.

                Spotykam, ale staram się zachować bezpieczny dystans.

                > Przykład? Ludzie którzy dostaną pierwszą lepszą pracę w korporacji w W-wie myśl
                > ą, że złapali Pana Boga za nogi. Nagle zaczynają traktować innych z pogardą (pr
                > zede wszystkim osoby wykonującą pracę "gorszą" od nich). Niestety, nie zdają so
                > bie sprawy z tego, że do prawdziwej elity im daleko.

                Racja. Ale ty też na dzień dobry odezwałeś się do rozmówców z pogardą. I czy to ma świadczyć o tym, że pracujesz w korporacji i zadzierasz nosa. Obawiam się, że szufladkujesz ludzi.

                > Bo kto tak naprawdę tworzy elitę? Pewnie każdy definiuje to inaczej. Dla mnie e
                > litą są wybitni naukowcy, innowatorzy, prezesi dużych spółek, o ile przewodzą i
                > m z sukcesami. Czy Henryk Stokłosa należy do elity ze względu na zgromadzony ma
                > jątek? Nie powiedziałbym... Choć przez większość ludzi postrzegany jest pewnie
                > jako elita.

                Dla mnie elita to elita intelektualna. Reszta to własciciele wypchanych portfeli.

                > Może to PRL wyprał tak ludziom mózgi. Czy pierwszy lepszy prawnik to elita? Dla
                > mnie nie. Ale imponujący wiedzą i innymi cechami sędzia Sądu Najwyższego już t
                > ak.

                Ale ten sędzia może być skończonym łajdakiem i wtedy elitą bym go nie określiła.


                > Chciałem uświadomić niektórym ludziom, że jeśli po prostu udało im się osiągnąć
                > wysoki poziom dochodów i wyślą dziecko do "elitarnej" szkoły, to to jeszcze el
                > ity z nich nie czyni... (choć pewnie w oczach niektórych osób tak)

                Wiesz. Nie każdy kto wybrał drogą szkołę uważa ja ze elitarną. Ja wybrałam taką a nie inną z różnych względów, ale nigdy mi do głowy nie przyszło określać jej mianem elitarnej.

                > Znajomy uczył w jednej z takich szkół, do których chodziły m.in. dzieci osób zn
                > anych z tego, że są znane (czyli celebrytów?). Oj, muszę powiedzieć, że do elit
                > y to dużo im brakowało...

                Bo na naszej polskiej łączce nie zostało wielu z elity (intelektualnej). Faktem jest jednak, ze do szkoły syna chodzi mnóstwo dzieciaków bardzo fajnych ludzi. I tak naprawdę dzieci tzw. "elity" to też na początku sa fajne dzieciaki. Dopiero rodzice robią z nich potwory a nie szkoła.
                • mini-rekin Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 19:59
                  >> Co do pseudo-elitarnych towarzystw... Ciężko powiedzieć czy się nie
                  >> obracasz, bo trudno żeby osoby w danym towarzystwie same postrzegały je jako pseudo-
                  >> elitarne.
                  >
                  > To samo można powiedzieć o tobie.

                  Owszem.
                  Tzn. ja wiem, że do elity się nie zaliczam, ale znam wielu ludzi, którzy sami siebie (błędnie) do niej zaliczają.


                  > > Może to PRL wyprał tak ludziom mózgi. Czy pierwszy lepszy prawnik to elita? Dla
                  > > mnie nie. Ale imponujący wiedzą i innymi cechami sędzia Sądu Najwyższego już tak.
                  >
                  > Ale ten sędzia może być skończonym łajdakiem i wtedy elitą bym go nie określiła.

                  Dokładnie. Dlatego napisałem o "innych cechach", nie wiedziałem w sumie jakie konkretnie wymienić w odniesieniu do takiej osoby.
                  Ktoś może być profesorem neurochirurgii i być jednocześnie typowym "burakiem", choć oczywiście prawdopodobieństwo tego będzie mniejsze niż w odniesieniu do innych grup.

                  > Bo na naszej polskiej łączce nie zostało wielu z elity (intelektualnej). Faktem
                  > jest jednak, ze do szkoły syna chodzi mnóstwo dzieciaków bardzo fajnych ludzi.
                  > I tak naprawdę dzieci tzw. "elity" to też na początku sa fajne dzieciaki. Dopi
                  > ero rodzice robią z nich potwory a nie szkoła.

                  Zgadzam się. Pytanie tylko czy zamykanie dziecka w pewnym ograniczonym środowisko (właśnie ta "elitarna" szkoła, klub jeździecki itp.) nie jest jednym z elementów robienia z nich potworów.

                  Tak jak pisałem - jeśli coś jest robione z troską i przede wszystkim nie na siłę, to wtedy to jest OK. Ale jeśli ktoś wysyła dziecko do danej szkoły żeby samemu poczuć się lepszym (albo dlatego, że tam chodzą dzieci Lisa...), to coś jest jednak nie tak... Oczywiście w przypadku znanych rodziców chodzenie do zwykłej szkoły może być kłopotliwe. Niemniej jednak z tego co wiem dziecko osoby będącej w 10 najbogatszych Polaków chodziło do normalnego liceum (z tym, że z ochroną...).
                  • fogito Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 20:20
                    mini-rekin napisał:

                    > Owszem.
                    > Tzn. ja wiem, że do elity się nie zaliczam,

                    Ja też się nie zaliczam.


                    > Zgadzam się. Pytanie tylko czy zamykanie dziecka w pewnym ograniczonym środowis
                    > ko (właśnie ta "elitarna" szkoła, klub jeździecki itp.) nie jest jednym z eleme
                    > ntów robienia z nich potworów.

                    Ale przecież to nie są szkoły z internatem. Te dzieciaki po szkole uczestniczą w życiu społeczeństwa o róznym przekroju. Ja osobiście mieszkam na Pradze Północ i chodzę do państwowej poradni dla dzieci.
                    Mój syn bawi się w Parku Praskim z dziećmi alkoholików i dla niego nie ma to różnicy.

                    Niemniej jednak z tego co wiem dziec
                    > ko osoby będącej w 10 najbogatszych Polaków chodziło do normalnego liceum (z ty
                    > m, że z ochroną...).

                    To musiało być kłopotliwe. Do szkoły syna nikt z ochroną nie przychodzi.
              • maksimum Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 19:41
                mini-rekin napisał:

                > Bo kto tak naprawdę tworzy elitę? Pewnie każdy definiuje to inaczej. Dla mnie e
                > litą są wybitni naukowcy, innowatorzy, prezesi dużych spółek, o ile przewodzą i
                > m z sukcesami.

                A co z wlascicielami tych spolek?

                > Czy Henryk Stokłosa należy do elity ze względu na zgromadzony ma
                > jątek? Nie powiedziałbym... Choć przez większość ludzi postrzegany jest pewnie
                > jako elita.

                Owszem on nie blyszczy wyksztalceniem.

                > Może to PRL wyprał tak ludziom mózgi. Czy pierwszy lepszy prawnik to elita? Dla
                > mnie nie. Ale imponujący wiedzą i innymi cechami sędzia Sądu Najwyższego już tak.

                Nawet nie zauwazasz,kiedy za elity uwazasz ludzi z administracji zamiast tych ktorzy sa wlascicielami biznesow.
                Poza tym sedziowie SN nie podejmuja zadnych wiazacych decyzji wplywajacych na rozwoj kraju.

                > Znajomy uczył w jednej z takich szkół, do których chodziły m.in. dzieci osób zn
                > anych z tego, że są znane (czyli celebrytów?). Oj, muszę powiedzieć, że do elit
                > y to dużo im brakowało...

                Zazwyczaj tak jest,ze ludzie popularni nie sa ludzmi myslacymi logicznie,bo dzialaja z checia przypodobania sie innym.
                Kuba Wojewodzki jest popularny,jak rowniez Doda,co jest typowym przykladem,ze popularnosc nie idzie w parze z inteligencja.
                Zazwyczaj dzieci ludzi popularnych bardzo slabo sprawdzaja sie w szkolach bo testy czy wyniki nauczania nie maja nic wspolnego z popularnoscia.
                Gdy wszystkie dobre szkoly przyjmuja na podstawie trudnych egzaminow wstepnych,to dzieci celebrytow musza chodzic do szkol prywatnych,bo do dobrych z egzaminami sie nie dostana.
                • fogito Re: Ojoj, mnóstwo zabawnych ludzi w tym wątku 06.09.11, 20:25
                  maksimum napisał:

                  >> Gdy wszystkie dobre szkoly przyjmuja na podstawie trudnych egzaminow wstepnych,
                  > to dzieci celebrytow musza chodzic do szkol prywatnych,bo do dobrych z egzamina
                  > mi sie nie dostana.

                  A o jakich szkołach piszesz. Bo akurat do większości prywatnych podstawówek w W-wie są egzaminy. Do szkoły amerykańskiej czy brytyjskiej nie ma egzaminów do "pierwszych klas". A żeby dostać się do liceum czy na studia trzeba mieć dobry wynik egzaminu gimnazjalnego i maturalnego. Ale o tym chyba już wiesz, bo pisałam ze sto razy wink
    • azoorek Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamożnych 30.08.13, 12:41
      Nie wiem dlaczego umieścili tu Przymierze Rodzin- szkoła prywatna jak większość w Warszawie. Z tych z niższej półki (a 880 zł w Warszawie, to jak na prywatną to niska półka) jest wiele a tak naprawde oferta jest taka sama- robiłam przegląd przed wysłaniem dzieci do szkoły. Z tych z tej półki jest kilka o dobrej renomie, ale na pewno nie Przymierze. Mam dziecko w prywatnej szkole (Fundacja Szkolna) i powiem szczerze, że zastanawiam się czy to jest warte pieniędzy które za tą szkołe płacę. Tak naprawdę gdybym miała rodzinę w Wwie, to wysłałabym do normalnej szkoły a kasę którą płacę przeznaczyłabym na prywatne wizyty nauczyciela od angielskiego. Bo nie widzę różnicy pomiędzy wiedzą uczniów, którzy są w państwowej szkole a prywatnej- porównuję dzieci, których rodzice nimi sie interesują. Tak naprawdę odpoda mi opiekunka, za którą musiałąbym zapłacic- wychodzi na jedno.
      W takiej szkole robi się selekcję na wstępie (w mojej szkole to fikcja, bo się okazało, że połowa dzieci w klasie ma problemy z nauką i jest wziętych spoza listy, a cudów nie wymagali, bo przy tej ilości zajęć lekcyjnych z moim nie musiałam siedzieć przy lekcjach a dobrze ciągnął), rodzice interesują się dziećmi, posyłąją ich na korepetycje (np. przy 10 godzinach angielskiego w szkole, są dzieci które biorą dodatkowe korepetycje!!!!), siedzą przy lekcjach, w szkole uczą ich jak rozwiązywać testy- stąd te wyniki prywatnych szkół.
    • mama303 Re: Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamoż 28.09.15, 19:29
      nie wiem co też takiego wspaniałąego te szkoły dają....język obcy? to mozna dziecku zafundowac za duzo mniejsze pieniądze smile
      • camel_3d Re: Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamoż 12.10.15, 22:49
        kontakty....

        znajomych z odpowiedniego srdowiska...
        • jotde3 Re: Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamoż 13.10.15, 12:02
          Kontakty ? To dosc oczywista konstatacja ale czy sluszna ? Dla kogo sluszna ? Na jakim poziomie szkoly wazna ? Bo moze ma to taki sens jak powiedziec ze kupon w totolotka daje miliony ?Jak jestes w towarzystwie gdzie wszyscy posylaja do szkol prywatnych inaczej zdecydujesz niz jak w takim gdzie wiekszosc daje do rejonowki , w pierszym uznali by cie i twoje dzieci za gorszych w mdrugim za bufona ( czy cos takiego wink
          Kazdy sam sobie szacuje , ja wole stawiac na kompetencje ,by umial byc kims a reszta ( kontakty tez ) same przyjda .
          • natalie_rushman Re: Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamoż 13.10.15, 22:27
            Kiedyś jedna matka, w czasie, gdy moje dziecko było w bardzo drogiej (jak na moje miasto) i bardzo wymagającej podstawówce prywatnej, wytłumaczyła mi, że ona zapisała córkę ze względu na kontakty, ale kontakty dla siebie i męża, nie dla dziecka. Np. żeby mieć relacje z najlepszymi lekarzami w regionie (gdyby coś było potrzeba), właścicielami kancelarii prawnych, ludźmi biznesu, którzy by ewentualnie robili jakieś interesy z jej mężem.
            Dzieci i ich relacje? W tym momencie były najmniej istotne.
            • valtho Re: Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamoż 13.10.15, 22:46
              Ja zapisałam, bo uważałam, że to będzie najlepsza możliwa szkoła dla moich dzieci. Na razie mam wrażenie, że dokonałam dobrego wyboru, bo moje dzieci są tam szczęśliwe i uczą się wielu fascynujących rzeczy. Niekoniecznie wymagających dużych nakładów pieniężnych, wystarczy że nauczycielowi się chce i można zrobić konfitury w klasie 8 latków na gazowej butli turystycznejwink. Rodzice innych dzieci są w większości otwarci i chętni do kontaktu i pomocy - zawody mają przeróżne i możliwości też. Dla mnie funkcjonują jako np Małgosia mama Franka, a nie pani x prezes firmy y. To co jest kompletnie inne to: zaufanie do szkoły i akceptacja jej reguł, nawet jak czasami wydają się dziwne.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka