Dodaj do ulubionych

takie zjawisko zaobserwowałam w szkole

31.01.12, 15:32
I klasa, 6-latki. Pani otwiera salę, wchodzą dzieci, za nimi matki, każda za tym swoim dziecięciem, właściwie nie wiem po co, niektóre pomagają się rozbierać (sądziłam, że dziecko w tym wieku bez problemu radzi sobie z tym samo), czy usadowić w ławce, inne po prostu stoją. Trwa to dłuższą chwilę, i tak jest codziennie. Na początku myślałam, że wszyscy tak przeżywają że dzieci do szkoły poszły i z czasem to minie, ale kończy się już pierwszy semestr i nic się nie zmienia. Aż się dziwię, że nauczycielka nic nie mówi, bo znacząco opóźnia to rozpoczęcie lekcji i sama wydaje się być tym zniecierpliwiona. Już pomijam dodatkowy brud od buciorów, zwłaszcza w niepogodę.
Te matki chcą wyjść na takie opiekuńcze, czy co? Ja daję Małemu buziaka, czasem tylko pomacham i się zmywam, po co miałabym tam stać (oczywiście czasem muszę też wejść, bo coś tam trzeba opłacić, albo z panią porozmawiać, ale to się zdarza może ze dwa razy miesiącu)? Ale czuję się trochę jak wyrodna matka, że tak zostawiam to swoje dziecko. Może w dobrym tonie byłoby tam swoje jednak odstać?
Ot, takie luźne spostrzeżenia...
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 31.01.12, 15:36
      To dzieci nie przebierają się w szatni?
    • kropkacom Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 31.01.12, 15:36
      No, ale na Twoje czucie się wyrodną chyba nikt nie poradzi. Mi trudno powiedzieć czemu tak robią, bo u nas do szatni i dalej iść mogliśmy tongue_out
      • kropkacom Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 31.01.12, 15:39
        Nie mogliśmy - miało być.
    • moofka Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 31.01.12, 15:39
      moje dziecko by mi nie pozwolilo smile
    • gaja78 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 31.01.12, 15:40
      Chaos to raczej nie wina rodziców, tylko kiepskiej organizacji ze strony szkoły i nauczycielki. Zamiast robić zniecierpliwioną minę, mogłaby określić jasne zasady przyprowadzania dzieci do klasy.
      • elf1977 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 31.01.12, 16:17
        Nie wiem, wrażenie po wczorajszym zebraniu w klasie sześciolatków, do której chodzi moja córka: pani próbuje po raz enty od września wyłuszczyć swoje zasady, rodzice ja wręcz napadają, sugerując, że ich dzieci są np. za wrażliwe na to, żeby dzień czy dwa nie dostać naklejki za aktywność na lekcji. Pani próbuje coś wyjaśnić - rodzice nie słuchają, krzyczą, przerywają jej...istna szopka.
        • carmita80 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 31.01.12, 16:51
          elf1977 napisała:

          > Nie wiem, wrażenie po wczorajszym zebraniu w klasie sześciolatków, do której ch
          > odzi moja córka: pani próbuje po raz enty od września wyłuszczyć swoje zasady,
          > rodzice ja wręcz napadają, sugerując, że ich dzieci są np. za wrażliwe na to, ż
          > eby dzień czy dwa nie dostać naklejki za aktywność na lekcji. Pani próbuje coś
          > wyjaśnić - rodzice nie słuchają, krzyczą, przerywają jej...istna szopka.

          W takim razie nauczycielka powinna zebranie zakonczyc. Napisac list w ktorym zawarte sa zasady, informacje itd. podpisac, takze dyrektor, skopiowac i oddac dzieciom a te rodzicom. Zero dyskusji, przekrzykiwania itp. U nas wogole nie ma spotkan grupowych z nauczycielami, bo i po co, kwestie postepow dziecka sa omawiane rodzic nauczyciel i dziecko, cala reszta jest przekazywana listownie, zasady sa jasne i klarowne i wszyscy sie do nich stosuja.
          • elf1977 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 31.01.12, 16:52
            Wiesz, raczej nie da się ot tak zakończyć zebrania.
            • carmita80 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 31.01.12, 17:00
              elf1977 napisała:

              > Wiesz, raczej nie da się ot tak zakończyć zebrania.


              Dlaczego nie? Jesli ktos podnosi glos, krzyczy itp. jak to opisalas nalezy taka osobe natychmiast wyprosic, a jesli to robi wiecej osob i powstaje jak to ookreslilas szopka to nalezy grzecznie ale bardzo stanowczo poinformowac rodzicow iz to koniec bo zasady zostaly zlamane, koniec kropka. Czemu wogole sluza takie wspolne zebrania? Co sie na nich omawia?
              • elf1977 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 09:36
                Nie, bo nauczyciel jest zależny od dyrekcji, ma załagodzić sytuację, a nie kończyć dyskusję. Czemu służą zebrania - nie wiem, tak działa system.
        • gaja78 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 09:39
          elf1977 napisała:

          > Nie wiem, wrażenie po wczorajszym zebraniu w klasie sześciolatków, do której ch
          > odzi moja córka: pani próbuje po raz enty od września wyłuszczyć swoje zasady,
          > rodzice ja wręcz napadają, sugerując, że ich dzieci są np. za wrażliwe na to, ż
          > eby dzień czy dwa nie dostać naklejki za aktywność na lekcji. Pani próbuje coś
          > wyjaśnić - rodzice nie słuchają, krzyczą, przerywają jej...istna szopka.

          Moim zdaniem dobrego nauczyciela poznaje się po tym, czy umie wypracować kompromis, zarówno z dziećmi, jak i z ich rodzicami.

          U nas był spór o mycie zębów w zerówce. Nauczycielka na początku postawiła sprawę jasno: nie ma takiego zwyczaju w tej szkolnej zerówce, aby dzieci myły zęby po obiedzie. Ale okazało się, że wielu rodzicom zależy, właściwie to prawie wszystkim, kilka osób uporczywie wracało do tego tematu na zebraniu, więc nauczycielka uznała, że dla niej to nie jest wielki problem zająć się tym myciem zębów po obiedzie. I wszyscy są szczęśliwi.
          Z nagrodami za zachowanie też było na początku tak, że ich wcale nie było, potem były raz w tygodniu, a następnie zrobiły się z tego nagrody niemal codziennie, jak się okazało, że dzieciaki lepiej pracują na takich zasadach.

          Skoro na zebraniu pojawiają się emocje, to znaczy że temat jest ważny. I należy też założyć, że przynajmniej niektórzy z tych rozemocjonowanych rodziców wiedzą, o czym mówią. Najgorsze co może być to nauczyciel twardo trzymający się swoich zasad, bo to są jego zasady. Chyba lepiej, żeby dzieci prowadził ktoś, kto pokazuje jak się wypracowuje dobry kompromis, no nie ?
          • carmita80 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 10:33
            gaja78 napisała:

            Co do mycia zebow, to u nas jest nakaz odgorny czyli przez organ nadrzedny praktykowania tego wsrod najmlodszych dzieci, nauczyciel ani dyrektor nie moze powiedziec, ze skoro nie bylo zwyczaju to cos tam, bo mycie zebow wchodzi w ramy edukacji, uczy sie tego dzieci poprostu, tak jak uczy sie ich czytac i pisacwink


            > Najgorsze co może być to nauczyciel twardo trzymający się swoich zasad, bo to są jego zasady.


            Nauczyciele nie trzymaja sie swoich zasad a ogolnie przyjetych tak przez szkole, a to jest ujednolicone, jako i ogolnie przyjetych zasad kulturalnego zachowania a w to przekrzywkiwanie sie, niesluchanie itp. nie sa wlaczone. smile

            Chyba lepiej, żeby dzieci prowadził ktoś, kto pokazuje jak się wypracowuje dobry kompromis, no nie ?

            A co maja wspolnego jak to okreslilas prowadzenie dzieci z rozmowami na wspolnych zebraniach z rodzicami i to jeszcze w jakis haotyczny sposob?
            >
            • gaja78 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 11:16
              carmita80 napisała:

              > A co maja wspolnego jak to okreslilas prowadzenie dzieci z rozmowami na wspolny
              > ch zebraniach z rodzicami i to jeszcze w jakis haotyczny sposob?
              > >

              Nauczyciel, który potrafi wypracować kompromis z rodzicami, musi być świadom swoich umiejętności i zapewne - również świadomie - uczy dzieci sztuki kompromisu na lekcjach.
              Poza tym to, jak nauczyciel zarządza i co mówi na zebraniach rodziców, daje zgrubny obraz tego, jak prowadzi lekcje z dziećmi, jakimi priorytetami się kieruje, etc.
              • carmita80 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 11:31
                gaja78 napisała:

                > Nauczyciel, który potrafi wypracować kompromis z rodzicami, musi być świadom sw
                > oich umiejętności i zapewne - również świadomie - uczy dzieci sztuki kompromisu
                > na lekcjach.

                To oczywiste, ze nauczyciel powinien posiadac odpowiednie umiejetnosci do pracyu z dziecmi, tego miedzy innymi uczy sie aby zostac nauczycielem. Rozumiem tez, ze musi umiec komunikowac sie z rodzicami, ale nie rozumiem dlaczego ma uczyc ich kulturalnych zchowan, to kazdy dorosly powinien umiec, krzykami nie zalatwia sie spraw nigdzie, takze na zebraniach szkolnychwink

                > Poza tym to, jak nauczyciel zarządza i co mówi na zebraniach rodziców, daje zgr
                > ubny obraz tego, jak prowadzi lekcje z dziećmi, jakimi priorytetami się kieruje
                > , etc.

                Nauczyciel nie jest od zarzadzania, od tego jest dyrektor szkoly i to on powinien komunikowac sie z rodzicami, w koncy takich ogolnych spraw nie ma az tak znowu duzo. Nauczyciele sa od nauczania i od pomocy w wychowywaniu dzieci, wszak oni to robia gdy dzieci sa pod ich opieka, ale rozumiem ze cos takiego moze byc nieosiagalne w szkolach gdzie jest 1000+ dzieci i ogolny balagan organizacycjny.
                • gaja78 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 11:49
                  carmita80 napisała:

                  > To oczywiste, ze nauczyciel powinien posiadac odpowiednie umiejetnosci do pracy
                  > u z dziecmi, tego miedzy innymi uczy sie aby zostac nauczycielem. Rozumiem tez,
                  > ze musi umiec komunikowac sie z rodzicami, ale nie rozumiem dlaczego ma uczyc
                  > ich kulturalnych zchowan, to kazdy dorosly powinien umiec, krzykami nie zalatwi
                  > a sie spraw nigdzie, takze na zebraniach szkolnychwink

                  A ja nie rozumiem naiwnego założenia, że na zwykłym zebraniu kilku rodziców nagle wstaje i zaczyna krzyczeć. Krzyk to nie jest kulturalne zachowanie, to prawda, ale też coś musi być nie tak z resztą współrozmówców, skoro takie emocje nakręcają się u ludzi.

                  > Nauczyciel nie jest od zarzadzania, od tego jest dyrektor szkoly i to on powini
                  > en komunikowac sie z rodzicami, w koncy takich ogolnych spraw nie ma az tak zno
                  > wu duzo. Nauczyciele sa od nauczania i od pomocy w wychowywaniu dzieci, wszak o
                  > ni to robia gdy dzieci sa pod ich opieka, ale rozumiem ze cos takiego moze byc
                  > nieosiagalne w szkolach gdzie jest 1000+ dzieci i ogolny balagan organizacycjny
                  > .

                  Ty nie widzisz sensu w zebraniach rodziców - ok. Ale ja chcę wiedzieć, jak na takim zebraniu zachowuje się wychowawca mojego dziecka, jakie są jego mocne i słabe strony, jakie ma priorytety, czy jest elastyczny w rozsądnych granicach. Dzięki temu lepiej rozumiem, co mi dziecko opowiada o nauczycielu i wiem jak rozmawiać z nauczycielem w razie problemów. Można na szkołę patrzeć jak na bezosobowy system, który kształtuje dzieci, a można też widzieć poszczególnych ludzi, którzy pracują z dzieckiem.
                  • carmita80 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 12:04
                    gaja78 napisała:

                    > Ty nie widzisz sensu w zebraniach rodziców - ok. Ale ja chcę wiedzieć, jak na t
                    > akim zebraniu zachowuje się wychowawca mojego dziecka, jakie są jego mocne i sł
                    > abe strony, jakie ma priorytety, czy jest elastyczny w rozsądnych granicach.


                    To rozumiem, ze specyficzne zachowania rodzicow na zebraniach to testowanie nauczycieli? Ja nie musze tego robic, bo zatrudnianie nauczycieli podlega pewnym procedurom, mam zaufanie do osob zatrudniajacych ich i wiem ze zatrudniaja jak najlepszych, zreszta o tym tez swiadcza miejesce szkoly w rankingu szkol w moim miescie, szkoly a w tym i nauczyciele przeciez sa systematycznie oceniani. Z nauczycielem ma kontakt na spotkaniu omawiajacym postepy mojego dziecka, jest tez zawsze do dyspozycji przy odbieraniu dziecka lub zostawianiu go w szkole. Mozna sie umowic na spotkanie gdy ma sie problem do omowienia. Uwazam, ze trudno wyniesc cokolwiek pozytywnego z zebrania na ktorym panuje haos wywolany przed doroslych, a nauczyciel zamiast przekazac istotne sprawy stara sie doprowadzic do ladu osoby, ktore same powinny wiedziec jak sie zachowac.

                    • gaja78 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 12:20
                      carmita80 napisała:

                      > To rozumiem, ze specyficzne zachowania rodzicow na zebraniach to testowanie nau
                      > czycieli?

                      Nie, testowanie nauczyciela to obserwowanie, jak radzi sobie na zebraniach w sprawach budzących emocje.

                      > rocedurom, mam zaufanie do osob zatrudniajacych ich i wiem ze zatrudniaja jak n
                      > ajlepszych, zreszta o tym tez swiadcza miejesce szkoly w rankingu szkol w moim
                      > miescie, szkoly a w tym i nauczyciele przeciez sa systematycznie oceniani. Z na
                      > uczycielem ma kontakt na spotkaniu omawiajacym postepy mojego dziecka, jest tez
                      > zawsze do dyspozycji przy odbieraniu dziecka lub zostawianiu go w szkole.

                      Twoje priorytety pokrywają się z priorytetami, jakimi kierowali się autorzy procedur i standardów oceniania szkół w twojej okolicy - no i super. Ja mam inaczej, potrzebuję widzieć nauczyciela na tle grupy ludzi, żeby wiedzieć, czego w szkole uczy się moje dziecko.

                      > Mozna sie umowic na spotkanie gdy ma sie problem do omowienia. Uwazam, ze trudno wy
                      > niesc cokolwiek pozytywnego z zebrania na ktorym panuje haos wywolany przed dor
                      > oslych, a nauczyciel zamiast przekazac istotne sprawy stara sie doprowadzic do
                      > ladu osoby, ktore same powinny wiedziec jak sie zachowac.
                      >

                      Nie na każdym zebraniu panuje chaos. W klasie mojej córki jest porządek, rozmowy prowadzone są spokojnie. To w dużej części zasługa takiej a nie innej nauczycielki prowadzącej zebranie, wzbudzającej zaufanie większości rodziców, kontrolującej przebieg zebrania, umiejętnie "wyciszającej" emocje, proponującej kompromisy, etc.
                      • carmita80 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 12:32
                        gaja78 napisała:

                        Ja mam inaczej, potrzebuję widzieć nauczyciela na tle grupy ludzi, żeby wiedzieć, czego w sz
                        > kole uczy się moje dziecko.


                        Aha, rozumiem, w takim razie w jakim celu odbywaja sie te zebraniawink Sa one prawdopodobnie bardzo czeste, bo inaczej trudno byloby sie dowiedziec czego ucza sie dzieci w szkolewink Rodzice na zebraniu oceniaja ich prace, umiejetnosci zawodowe itd. - kuriozum big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin Jesli nauczyciel budzi w rodzicu watpliwosci np. zbyt dlugo zajmuje mu uciszenie i krzyczacej grupy lub wypracowanie kompromisu to znaczy, ze do zwolnienia big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin


                        umiejętnie "wyciszającej" emocje, proponującej kompromisy, etc.

                        A jakiez to emocje moga panowac na zebraniu w szkole? Jakiez kompromisy trzeba proponowac? O co ludzie sie kloca, o co scieraja, co takiego drazliwego jest na takich zebraniach?
                        >
                        • gaja78 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 12:37
                          carmita80 napisała:

                          > A jakiez to emocje moga panowac na zebraniu w szkole? Jakiez kompromisy trzeba
                          > proponowac? O co ludzie sie kloca, o co scieraja, co takiego drazliwego jest na
                          > takich zebraniach?
                          > >

                          Na przykład problem taki, że dziecko X miewa agresywne zachowania, w związku z czym 1/3 klasa urządza nagonki na dziecko X. Z dzieckiem X pracuje szkoła, jego rodzice i w ogóle będzie dobrze za jakiś czas, natomiast za nagonki swoich pociesz odpowiedzialni są głównie rodzice.

                          I teraz jak tym rodzicom to powiedzieć, żeby dotarło ? Szanuję "naszą" nauczycielkę za to, że dobrze radzi sobie z omówieniem takiego przykładowego problemu na zebraniu. Mam pewność, żeby walczy z nagonkami w wydaniu 6-latków a nie macha na problem ręką.
                          • gaja78 zauważ 01.02.12, 12:40
                            że zwrócenie się bezpośrednio do rodzica każdego dziecka: "pani syn/córka bierze udział w nagonce" zaowocowałoby w 90% przypadków kontrą ze strony rodzica i brakiem współpracy. Poruszenie problemu w grupie daje lepsze rezultaty, rodzice chętniej współpracują.
                            • elf1977 Re: zauważ 01.02.12, 17:11
                              Różnie to bywa. Właściwie na forum nie powinno omawiać się takich spraw. W takiej sytuacji idealnym rozwiązaniem byłaby rozmowa indywidualna z każdym z rodziców.
                              • gaja78 Re: zauważ 01.02.12, 17:16
                                elf1977 napisała:

                                > Różnie to bywa. Właściwie na forum nie powinno omawiać się takich spraw. W taki
                                > ej sytuacji idealnym rozwiązaniem byłaby rozmowa indywidualna z każdym z rodzic
                                > ów.

                                Jaka jest różnica między omówieniem problemu w grupie a omówieniem problemu z każdym z osobna ?
                                • carmita80 Re: zauważ 01.02.12, 18:02
                                  Jaka jest różnica między omówieniem problemu w grupie a omówieniem problemu z każdym z osobna ?


                                  Roznica jest zasadnicza, kazde dziecko to indywidualna jednostka i nalezy szanowac jej prawo do zachowania prwatnosci, zwlaszcza jesli dotyczy to negatywnych apsektow. Czy ty bylabys zadowolona gdyby twoje problemy w pracy z pania Zosia szef omawial na zebraniu ogolnym zwlaszcza przy osobach, ktore nie maja z tym nic wspolnego? Czy nauczycielka na zebraniu omawia tez oceny uczniow?
                                  • gaja78 Re: zauważ 01.02.12, 18:20
                                    carmita80 napisała:

                                    > Roznica jest zasadnicza, kazde dziecko to indywidualna jednostka i nalezy szan
                                    > owac jej prawo do zachowania prwatnosci, zwlaszcza jesli dotyczy to negatywnych
                                    > apsektow. Czy ty bylabys zadowolona gdyby twoje problemy w pracy z pania Zosia
                                    > szef omawial na zebraniu ogolnym zwlaszcza przy osobach, ktore nie maja z tym
                                    > nic wspolnego?

                                    Prawdę mówiąc byłoby mi obojętne, czy moją sprawę omówi się na zebraniu, czy z każdym współpracownikiem z osobna. Nie widzę różnicy jeśli chodzi o moją prywatność.
                                    Bo rozumiesz, że kiedy w klasie dzieje się coś złego i dotyczy to znacznej części dzieci, to wypadałoby, aby wszyscy rodzice byli wyczuleni na sygnały ze strony potomstwa ?

                                    W twojej szkole procedury tego nie przewidują ?

                                    > Czy nauczycielka na zebraniu omawia tez oceny uczniow?

                                    Rozmowa na temat postępów dziecka prowadzona jest indywidualnie z każdym z rodziców.
                                    • carmita80 Re: zauważ 01.02.12, 19:39
                                      gaja78 napisała:

                                      > Prawdę mówiąc byłoby mi obojętne, czy moją sprawę omówi się na zebraniu, czy z
                                      > każdym współpracownikiem z osobna. Nie widzę różnicy jeśli chodzi o moją prywat
                                      > ność.


                                      Ty nie widzisz, a wielu jednak tak. To tak samo jak z badaniem u lekarza, jednemu jest wszystko jedno czy ma parawan czy nie i stado studentow albo kazdy moze w kazdym momencie wejsc do pokojuwink zwlaszcza jesli nawet nie wie, ze moze byc inaczej, bo niegdy sie z tym nie spotkalwink

                                      > Bo rozumiesz, że kiedy w klasie dzieje się coś złego i dotyczy to znacznej częś
                                      > ci dzieci, to wypadałoby, aby wszyscy rodzice byli wyczuleni na sygnały
                                      > ze strony potomstwa ?

                                      Tak, wszystkich to mozna poinformowac w liscie, ze zdarzyl sie taki i taki incydent i ze byl to przejaw bullying'u i zalaczyc profesjonalne informacje na ten temat ze wskazowkami na co uczulic dzieci a nie wymieniac z imienia i nazwiska omawiajac na zebraniu. Natomiast szczegolowe postepowanie wyjasniajace tylko z zainteresowanymi z zachowaniem poufnosci.


                                      > Rozmowa na temat postępów dziecka prowadzona jest indywidualnie z każdym z rodz
                                      > iców.


                                      A dlaczego jesli chodzi o zachowanie juz nie jest rozpoatrywane to indywidualnie? Jakas roznica?
                                      • gaja78 Re: zauważ 01.02.12, 20:35
                                        carmita80 napisała:

                                        > Tak, wszystkich to mozna poinformowac w liscie, ze zdarzyl sie taki i taki incy
                                        > dent i ze byl to przejaw bullying'u i zalaczyc profesjonalne informacje na ten
                                        > temat ze wskazowkami na co uczulic dzieci a nie wymieniac z imienia i nazwiska
                                        > omawiajac na zebraniu.

                                        Plączesz się strasznie. Wymienianie z imienia i nazwiska to jedna sprawa, natomiast wybór między listem a zebraniem - druga, zupełnie niezależna. Można napisać list wymieniając nazwisko, można zrobić zebranie mówiąc o "jednym z dzieci". Dlaczego wówczas list jest lepszy, niż wspólny dialog ?

                                        Jedyne co mi przychodzi do głowy, to: list nie wymaga żadnego zaangażowania ze strony rodziców, którzy nie chcą się interesować szkołą. Super. Ale ja chcę się interesować szkołą, chcę wiedzieć, co na dany temat myślą inni rodzice, chcę wiedzieć jak z problemem radzi sobie nauczyciel, itd.

                                        > A dlaczego jesli chodzi o zachowanie juz nie jest rozpoatrywane to indywidualni
                                        > e? Jakas roznica?

                                        Chyba mnie źle zrozumiałaś. Podany przeze mnie przykładowy problem nie polegał na tym, że Ania B. zachowuje się tak, a Łukasz Z. - inaczej. Problem polegał na tym, że dzieci w dość liczebnej grupie zachowywały się nieodpowiednio, nakręcając się wzajemnie, z podgrzewaniem atmosfery przez rodziców w tle. Nie wiadomo jakie dzieci (nigdzie nie napisałam, że padły nazwiska, dopowiedzialaś sobie), ale wiadomo, że duża grupa. Kim jest dziecko X dla większości było wiadomym i bez wymieniania nazwiska na zebraniu, ponieważ rodzice nie kryli się z obrabianiem tyłka temu dziecku w szkolnej szatni chociażby. Wiedziałam że dziecko X jest "problematyczne", nie wiedziałam że jest nagonka. Dowiedziałam się o niej na zebraniu, nie dowiedziałam się, kto w niej uczestniczy. Z zebrania wyszłam bez żadnej nowej wiedzy na czyjkolwiek temat.

                                        Szkoła zorganizowała zebranie celem przedstawienia swoich działań w tej sprawie oraz poproszenia rodziców o przyzwoitość, poszanowanie prywatności dziecka X (tak, tak) oraz wyczulenie na pewne tematy, które poruszają dzieci. I dla mnie to jest wzorowa komunikacja z rodzicami.
                                • elf1977 Re: zauważ 01.02.12, 18:21
                                  Różnica jest taka, że jest to zabronione. Gdybym na zebraniu zrobiła taką masówkę, zaraz byłabym na dywaniku u dyrekcji. Wierz mi, tego typu problemy załatwiałam indywidualnie, ewentualnie w wąskim gronie bezpośrednio zaangażowanych. Nie przy dwudziestu czy trzydziestu rodzicach.
                                  • gaja78 Re: zauważ 01.02.12, 18:31
                                    elf1977 napisała:

                                    > Różnica jest taka, że jest to zabronione. Gdybym na zebraniu zrobiła taką masów
                                    > kę, zaraz byłabym na dywaniku u dyrekcji. Wierz mi, tego typu problemy załatwia
                                    > łam indywidualnie, ewentualnie w wąskim gronie bezpośrednio zaangażowanych. Nie
                                    > przy dwudziestu czy trzydziestu rodzicach.

                                    A co jeśli grono bezpośrednio zainteresowanych to rodzice 8 dzieci na 24-osobową klasę ? Jakbyś to załatwiła ? Czy to jest wąskie grono ? Czy można mówić o tym, że sprawa nie dotyczy wszystkich ? Czy można uznać, że pozostałe dzieci widząc i słysząc co się dzieje, nijak nie są zaangażowane w tą sytuację ? Moim zdaniem nie, w takiej sytuacji jest potrzebne jakieś minimum porozumienia i współpracy z rodzicami wszystkich dzieci.
                          • carmita80 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 12:52
                            Na przykład problem taki, że dziecko X miewa agresywne zachowania, w związku z czym 1/3 klasa urządza nagonki na dziecko X. Z dzieckiem X pracuje szkoła, jego rodzice i w ogóle będzie dobrze za jakiś czas, natomiast za nagonki swoich pociesz odpowiedzialni są głównie rodzice.


                            Ale problem dziecka X to absoltnie nie temat do rozmowy na forum, to sprawa miedzy rodzicem X, nauczycielem i specjalista, ktory z dzieckiem pracuje, a nauczyciela rola aby zadnych nagonek 1/3 klasy na dziecko nie bylo. Takie rzeczy musza byc rozwiazywane w szkole, bo rzecz dzieje sie w szkole i rodzice innych dzieci nie maja tu nic do dyskusji na forum klasowym. Jesli dziecko X zachowa sie agresywnie w stosunki do dziecka Y to Y zalatwia to z nauczycielem a ten z dzieckiem i ewentualnie z rodzicem X oraz osobami, ktorzy profesjonalnie pracuja z dzieckiem. 1/3 klasy robi nagonki a problemu nie dotyczacego ich dziecka wysluchuje takze 2/3 klasy - to wlasnie jest system organizacyjny do doopy i nauczyciel, odpowiednio wyksztalcony wogole nie powinien czegos takiego omawiac z innymi. To wbrew zasadom prywatnosci no i jego praca jako nauczyciela bardzo kuleje skoro nie potrafi zaradzic problemom w klasie, na ktore nie maja wplywu rodzice bo ich tam fizycznie w tym czasie nie ma.
                            Osobiscie nie mam pojecia jak sie ucza koledzy moich dzieci w szkole, nie wiem z czego sa lepsi a z czego gorsi ani kto jada obiady za darmo. W klasie mojej corki jest tez dziecko z ADHD, ale to szkoly rola aby zapewnic innym bezpieczenstwo i zrobic wszystko aby uniknac problemow, to tez szkola robi i wywiazuje sie z tego bardzo dobrze. Gdyby zaistaniala jakakolwiek nagonka na to dziecko szkola rozwiazalaby to bardzi sprawnie i szybko bez wspolnych zebran, prob wypracowywania kompromisow i uciszania krzyczacych.
                            • gaja78 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 13:10
                              carmita80 napisała:

                              > . To wbrew zasadom prywatnosci no i jego praca jako nauczyciela bardzo kuleje s
                              > koro nie potrafi zaradzic problemom w klasie, na ktore nie maja wplywu rodzice
                              > bo ich tam fizycznie w tym czasie nie ma.

                              Jasne, 6-latki same wpadają na pomysł taki, że za całe zło tego świata winne jest dziecko X i rozmowy rodziców obrabiających dupę dziecku X nie mają na to wpływu. Jakże naiwny punkt widzenia.

                              > Osobiscie nie mam pojecia jak sie ucza koledzy moich dzieci w szkole, nie wiem
                              > z czego sa lepsi a z czego gorsi ani kto jada obiady za darmo. W klasie mojej c
                              > orki jest tez dziecko z ADHD, ale to szkoly rola aby zapewnic innym bezpieczens
                              > two i zrobic wszystko aby uniknac problemow, to tez szkola robi i wywiazuje sie
                              > z tego bardzo dobrze. Gdyby zaistaniala jakakolwiek nagonka na to dziecko szko
                              > la rozwiazalaby to bardzi sprawnie i szybko bez wspolnych zebran, prob wypracow
                              > ywania kompromisow i uciszania krzyczacych.

                              1. Jak konkretnie rozwiązałaby szkoła problem nagonki 6-latków, w której to - zwykle nieświadomie - biorą też udział ich rodzice, obrabiający dupę dziecku X i znający tylko punkt widzenia swoich dzieci ?i

                              2. Skąd wiesz, czy w klasie twojego dziecka nie ma nagonek ? Na jakiej podstawie tak uważasz ? Bo nauczyciel nic o tym nie mówi ? smile

                              3. Skąd wiesz, czy twoje dziecko nie bierze udziału w nagonkach - bo nauczyciel ci nie mówi ? Patrz nuta ironii w punkcie 2.

                              Natomiast gdybyś usłyszała na zebraniu - czy to od rodzica, czy nauczyciela, że takie rzeczy zdarzają się w klasie, to nawet jeśli nauczyciel sam by o tym nie wspominał na indywidualnych spotkaniach, mogłabyś temat podrążyć i dowiedzieć się na przykład, że twojemu dziecku zdarza się uczestniczenie w tego typu akcjach. I miałabyś szansę coś z tym zrobić.
                              • carmita80 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 13:31
                                gaja78 napisała:

                                Jasne, 6-latki same wpadają na pomysł taki, że za całe zło tego świata winne je
                                > st dziecko X i rozmowy rodziców obrabiających dupę dziecku X nie mają na to wpł
                                > ywu. Jakże naiwny punkt widzenia.


                                Takie sprawy zalatwia sie z rodzicami konkretnych dzieci w cztery oczy a nie na wspolnym zebraniu, to chyba powinno byc oczywiste.


                                > 1. Jak konkretnie rozwiązałaby szkoła problem nagonki 6-latków, w której to - z
                                > wykle nieświadomie - biorą też udział ich rodzice, obrabiający dupę dziecku X i
                                > znający tylko punkt widzenia swoich dzieci ?i


                                Najpierw nauczyciel porozmawialby z dziecmi, ktore konkretnie te nagonke robia, a jesli nie poskutkowaloby i problem by sie poglebial to skontaktowano by sie z ich rodzicami, ale nie wspolnie i sprawe by wyjasniono, czasem wystarczylaby ingerencja nauczyciela jesli nie to wtedy dochodza inne osoby, specjalizujace sie w tego rodzaju problemach, ale z pewnoscia nie na forum klasowym, zwlaszcza jesli 100% dzieci nie bierze w czyms takim udzialu.

                                > 2. Skąd wiesz, czy w klasie twojego dziecka nie ma nagonek ? Na jakiej podstawi
                                > e tak uważasz ? Bo nauczyciel nic o tym nie mówi ? smile

                                Jesli problemy mnie nie dotycza to dlaczego ma mi o tym mowic nauczyciel? Mam dwoje dzieci, ktore zadnych problemow nie zglaszaja, do szkoly chodza chetnie, jako rodzic nie zauwazam zadnych niedobrych symptomow a inne dzieci mnie nie interesuja, ani ich zachowanie ani wyniki w nauce itp. tak dlugo jak nie dotycza moich dzieci. Proste.
                                >
                                > 3. Skąd wiesz, czy twoje dziecko nie bierze udziału w nagonkach - bo nauczyciel
                                > ci nie mówi ? Patrz nuta ironii w punkcie 2.

                                A jaka role ma ta nuta ironii tu spelniac? Tak, moje dziecko nie bierze udzialu w nagonkach, bo nauczyciel mi tego nie mowi, gdyby sprawialo klopoty to zadzwonilby do mnie niezwlocznie, w zleznosci od kalibru sprawy nawet chwile po zajsciu incydentu. Tak wlasnie komunikuja sie nauczyciele z rodzicami gdy zachodzi potrzeba, a nie rozstrzasaja spraw na zebraniach z rodzicami miesiac albo trzy pozniej.

                                >
                                > Natomiast gdybyś usłyszała na zebraniu - czy to od rodzica, czy nauczyciela, że
                                > takie rzeczy zdarzają się w klasie, to nawet jeśli nauczyciel sam by o tym nie
                                > wspominał na indywidualnych spotkaniach, mogłabyś temat podrążyć i dowiedzieć
                                > się na przykład, że twojemu dziecku zdarza się uczestniczenie w tego typu akcja
                                > ch. I miałabyś szansę coś z tym zrobić.

                                Ale po co mam drazyc cos co nie dotyczy mojego dziecka? Jesli nauczyciel zauwaza problem to go rozwiazuje bez wlaczania to osob trzecich, bo jaki to ma sens. W szkole moich dzieci ucza m.in. jak rozpoznawac symptomy tzw.bullying'u, jak reagowac, do kogo zglaszac itd. Jesli nagonki mialyby miejsce to nauczyciel w pierwszej kolejnosci rozwiazalby te sprawe w klasie z uczniami, takze po to aby przestrzec i uczulic kolegow na niewlasciwe zachowania. Problem bullying'u istnieje, o tym sie inforuje uczniow i nauczycieli, a przeciwdzialanie mu to jeden z elementow edukacji szkolnej podobnie jak nauka mycia zebow. Takze rodzice dostaja informacje na ten temat ze szkoly.
                                >
                                • gaja78 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 15:57
                                  carmita80 napisała:

                                  > Jesli nauczyciel zauwaza problem to go rozwiazuje bez wlaczania to osob trzecich, bo jaki to ma sens.

                                  No właśnie, jeśli.
                                  Skąd pewność, że zauważa ?

                                  A tak, wiem, procedury, standardy ...
                                  • carmita80 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 16:57
                                    gaja78 napisała:

                                    > carmita80 napisała:
                                    >
                                    > > Jesli nauczyciel zauwaza problem to go rozwiazuje bez wlaczania to
                                    > osob trzecich, bo jaki to ma sens.
                                    >
                                    > No właśnie, jeśli.
                                    > Skąd pewność, że zauważa ?

                                    Ze szkolnego zbiorowego zebraniawink A skad inni nauczyciele o takich rzeczach wiedza? Bo maja dyzury na przerwach i nie sa glusi? A moze osoby poszkodowane sie skarza? A moze niektorzy uczniowie widza zachowania nieakceptowalne i informuja nauczycieli, ktorzy nie mowia im ze skarzyc nieladnie? Jest wiele mozliwsci. Sytuacja o ktorej pisalas tez doszla do wiadomosci nauczyciela, ale ten wbrew zasadom omawia takie zachowania na forum publicznym gdzie nie wszyscy to osoby zainteresowane i lamie tym prawo do prywatnosci.
                                    >
                                    > A tak, wiem, procedury, standardy ...

                                    Tak, procedury i standardy obowiazuja zwlaszcza w postepowaniu z uczniami np. procedury dotyczace zachowan negatywnych a standardem jest zachowanie poufnosci.
                                    • gaja78 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 17:14
                                      carmita80 napisała:


                                      > Ze szkolnego zbiorowego zebraniawink A skad inni nauczyciele o takich rzeczach wi
                                      > edza? Bo maja dyzury na przerwach i nie sa glusi?

                                      A może dla nich taka nagonka to nie jest specjalny problem ?

                                      > A moze osoby poszkodowane sie skarza? A moze niektorzy uczniowie widza zachowania nieakceptowalne i informuja nauczycieli, ktorzy nie mowia im ze skarzyc nieladnie?

                                      Jasne smile 6-latekinformuje nauczyciela, że na niego lub kogoś innego robi się nagonkę smile To dość odważna teza.

                                      > Sytuacja o ktorej pisalas tez doszla do wiadomosci nauczyciela, ale ten wbrew z
                                      > asadom omawia takie zachowania na forum publicznym gdzie nie wszyscy to osoby z
                                      > ainteresowane i lamie tym prawo do prywatnosci.

                                      Jak nauczyciel ma uczulić rodziców, aby wyostrzyli słuch na opowieści dzieci, bez wskazywania, na co mają się uczulić ? No chyba że uważasz, iż reagować na takie rzeczy należy tylko i wyłącznie PO fakcie.
                                      • carmita80 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 17:57
                                        Jasne smile 6-latekinformuje nauczyciela, że na niego lub kogoś innego robi się nagonkę smile To dość odważna teza.

                                        A co w tym jest dziwnego? Bullying nie dotyczy tylko starszych dzieci, 6-latki w naszej szkole to dzieci w 2-3 klasiewink i tak jak najbardziej sa uczone jak reagowac na niewalsciwe zachowania. A w szkole twoich dzieci sie tego nie uczy, dziecko, ktoremu dokuczaja nie poskarzy sie nauczycielowi, nie powie, ze Jas pobil Krzysia itp? A co robia nauczyciele na przerwach, nie dyzuruja na zewnatrz, nie widza kto kogo bije, nie widza smutnych dzieci, odrzuconych przez grupe, wysmiewanych itp.?
                                        • gaja78 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 18:15
                                          carmita80 napisała:

                                          > Jasne smile 6-latekinformuje nauczyciela, że na niego lub kogoś innego robi się
                                          > nagonkę smile To dość odważna teza.
                                          >
                                          > i tak jak najbardziej sa uczone jak reagowac na niewalsciwe zachowania. A w szkole twoich dzieci sie tego nie uczy, dziecko, ktoremu dokuczaja nie poskarzy sie nauczycielowi, nie powie, ze Jas pobil Krzysia itp? A co robia nauczyciele na przerwach, nie dyzuruja na zewnatrz,
                                          > nie widza kto kogo bije, nie widza smutnych dzieci, odrzuconych przez grupe, wy
                                          > smiewanych itp.?


                                          Zaiste, prawdziwa perełka ta wasza szkoła smile Najwyraźniej w innych szkołach 6-latki mają problem z poinformowaniem nauczyciela o swoich problemach, bo nauczyciele są dużo gorsi, niż u ciebie. W ogóle procedury są gorsze i dlatego dzieci nie meldują o wszystkich swoich zgryzotach smile

                                          Serio masz dziecko w wieku wczesnoszkolnym ?
                                          • carmita80 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 18:22
                                            Serio mam, a ty masz? Chyba jakies zaleknione, ktore boi sie wlasnego cienia i ktoremu sie wpaja, ze skarzyc nie wolno, albo twoje z tych co to opowiada w domu o agresywnym koledze i co mu wtedy radzisz? Tak, jak widac moja szkola to perelka w twoim pojeciu, ale zmartwie cie to standard.
                                            • gaja78 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 18:37
                                              carmita80 napisała:

                                              > Serio mam, a ty masz? Chyba jakies zaleknione, ktore boi sie wlasnego cienia i
                                              > ktoremu sie wpaja, ze skarzyc nie wolno, albo twoje z tych co to opowiada w dom
                                              > u o agresywnym koledze i co mu wtedy radzisz?

                                              Już wszystko rozumiem. Dalsza rozmowa nie ma sensu.
                    • elf1977 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 17:09
                      Nie każde zebranie tak wygląda.
                  • elf1977 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 17:08
                    Również z ciekawością czekam na pierwsze zebranie z nowymi rodzicami, ale staram się na początku przedstawić zasady panujące w szkole, żeby później nie dochodziło do pyskówek (które i tak się mogą zdarzyć, bo rodzice bywają różni).
          • elf1977 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 17:05
            No, nie. Bo to już nie chodzi o mycie czy niemycie zębów, tylko rzeczy, które są zapisane w WSO i statucie szkoły. Są to sprawy związane z kryteriami oceniania, a nie z wyjściami, zabawami itp. Dlatego nie widzę sensu, aby wracać do pewnych tematów tylko po to, żeby sobie pogadać. Po prostu jest wielu rodziców, którzy uwielbiają przedłużające się dyskusje, często czcze i bezsensowne.
            • carmita80 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 17:51
              Elf1977 bo wlasnie o to chodzi, ze tych spraw typu wyjazdy itd, zbyt duzo nie ma. U nas wycieczki, wyjscia itp. ustala nauczyciel, wypelnia forme i daje do wgladu dyrektorowi, ten aprobuje, nastepnie nauczyciel pisze list z informacja co gdzie i kiedy i za ile (zazwyczaj to jakies grosze na transport) kseruje, daje dzieciom do toreb wraz z forma do podpisania, ze rodzic wyraza zgode i tyle. Na tym sprawa sie konczy i zadnych zebran do tego nie trzeba, w to wchodza tez wycieczki kilkudniowe np. w 6 klasie z tym ze tu zazwyczaj nauczyciel miejsce wyjazdu dyskutuje ale az uczniami.smile
              Sprawy ocen podobnie, tylko na zasadzie nauczyciel-rodzic-uczen, no i oceny sa poufne, dzieci dowiaduja sie na spotkaniu jakie wyniki osiagneli, nad czym musza popracowac, w czym sie podciegneli itd. nauczyciel tez wyjasnia na takim spotkaniu zasady oceniania, kazdy dostaje w kopercie wydrukowane z kompa, mozna obejrzec testy, zeszyty, prace itd. Spotkania sa trzy, po jednym w kazdym semestrze, trwaja od 15-20 minut.
    • iwoniaw Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 31.01.12, 15:41
      A to szatni nie ma? U nas dzieci przebierają się w szatni (do samego boksu dziecko wchodzi bez rodzica - jest po prostu za mało miejsca i tylko dzieci mogą tam wchodzić) i nie ma mowy by rodzic czy ktokolwiek inny łaził po korytarzach i salach w czasie lekcji. I-klasistów pani zabiera z szatni przez pierwsze tygodnie, potem co najwyżej machają rodzicom stojącym PRZED szatnią i idą w swoją stronę.
    • myelegans Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 31.01.12, 15:44
      W mojej rejonowce rodzice do szkoly nie wchodza wcale, rowniez ze wzgledow bezpieczenstwa. Jezeli nie leje, nie ma silnych mrozow dzieci zbieraja sie przed szkola w punktach oznaczonych klasami. Nauczyciele wychodza i wprowadzaja dzieci do szkoly, po szkole wyprowadzaja do tych samych punktow i tam czekaja rodzice.
      W zerowkach sa 5 latki. W zerowce tak przez pierwszy semestr zostawalismy z synem do przyjscia nauczyciela. Pozniej tylko wyrzucalismy przed brama.
      NIe wiem nawet jak wyglada szafka mlodego na korytarzu w szkole.
    • zlotarybka_1 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 31.01.12, 15:44
      mam przedszkolaka, więc bezpośrednio nie odniosę się do Twoich spostrzeżeń, niemniej jednak mechanizm w szatniach widzę podobny.
      Ciasno jak cholera, niektóre maluchy jeszcze płaczące lub mocno marudzące, ubrań sporo, mało wieszaków, mało ławek, pogubione pantofle itd.
      Pomóc przebrać się trzeba, bo to jednak maluchy są, ale kiedy już dzieci są rozebrane, w pantoflach i w sali - niektóre matki zatrzymują się jeszcze w szatni na ploty. Czasem nie da się wejść, człowiek do pracy się spieszy a te stoją i nadają w najlepsze. Zwracam uprzejmie uwagę, owszem reagują - ale i tak mnie wkurza jak można tyle się nie domyślić i wyjść z tego ścisku zwalniając miejsce dla tych, co na korytarzu czekają.
      Mam mocne postanowienie poruszyć ten temat na następnym spotkaniu dla rodziców.
    • carmita80 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 31.01.12, 15:46
      Przyklad z mojego podworka: szkola podstawowa, klasa odpowiednik polskiej zerowki, dzieci w wieku 4-5 lat, sztuk 25 w klasie to max., w szkole dwie takie klasy, wejscie wspolne, jedna klasa idzie na lewo, droga na prawo, sale, sa bardzo blisko siebie, drzwi sa otwierane 15 minut przez rozpoczeciem zajec, kazda nauczycielka stoi przed drzwiamy swojej klasy, wita dzieci i rodzicow/babcie/inne odprowadzajacych ich, dziecko zostawia torbe w skrzynce z odpowiednim napisem (ale to nie jest istotne), szuka swojego imienia na tablicy, przekleja na strone z napisem ''jestem w szkole'', daje mamie buziaka, wchodzi do szatni (przez nie wchodzi sie do sali, a obok sa toalety) tam sie przebiera samo, tzn, zdejmuje kurtke i zaklada szkolne buty (wszystkie dzieci maja takie same) i tyle. Przy odbieraniu tez nie ma problemu, bo rodzice stoja w kolejce, nauczycielka wola dzieci i te wychodza juz ubrane, mowia do widzenia i tyle. Moze to kwestia organizacji? Mysle, ze tak.
    • lolinka2 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 31.01.12, 15:57
      Jak się chce, to wszystko idzie zorganizować.
      Nasza szkoła: ok 1400 uczniów, zerówki są 4, klas I jest yyy....od "a" do "h" w tym roku bodajże.

      Zarządzenie jest takie, że rodzice mają nie maszerować w procesji z szatni do klasy etc. Jest zbiórka pod szatnią, pani całe stadko wyprowadza i podobnie przyprowadza. Dzieciaki idą karnie parami i nie ma problemu. Żadne nie umarło przez to, że się same posadzą przy stoliku.
    • eilian Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 31.01.12, 15:59
      Szatni dla najmłodszych klas nie ma, dzieci zdejmują kurtki w klasach (miały być jakieś szafki, ale widać forsy nie wystarczyło). Ale to chyba nie jest główna przyczyna, bo jesienią nie było przebierania a matki i tak właziły.
      • paliwodaj Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 31.01.12, 16:12
        bez sensu, po co to stanie nad dzieckiem i robienie z niego sieroty przy zdejmowaniu kurtki.
        W podstawowce syna rodzic nie moze paletac sie po szkole, gdy chce wejsc dalej to musi zglosci sie do biura szkoly, dostac naklejke "visitor" wpisac do zeszytu cel wizyty
        Dzieci same ida z autobusow zaparkowanych pod szkola do swojej klasy, starsze z 6 klasy, rano maja na parkingu dyzury , stoja ze znakiem stop i pomagaja mniejszym.
        Przy szkole czesto widzialam dyrektorke witajaca dzieci rano. Po maluchy 5 i 6 latki nauczycielka wychodzi do drzwi, jezeli dziecko nie jezdzi autobusem rodzic podchodzi do nauczyciela i zostawia dziecko z nauczycielem
      • elf1977 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 31.01.12, 16:19
        To rzeczywiście problem, trudno mi sobie wyobrazić, że w szkole nie ma szatni.
    • yenna_m Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 31.01.12, 16:02
      ale to już wina nauczycielki, że tak sobie poranek ustawiła i nie przedstawiła rodzicom swoich wymagań co do odprowadzania dzieci na lekcje
      • ywwy Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 31.01.12, 18:36
        U nas jest odgórne zarządzenie - zakaz wstępu do szkoły dla dorosłych! Żadnych rodziców szwędających się po szkole w czasie lekcji. Można tylko do świetlicy i po lekcjach przyjść po dziecko pod klasę.
        Na początku rodzice staczali regularne bitwy z woźną o wejście z pociechami do szkoły. Ale woźna jest twarda i dzielnie wypełnia zarządzenia dyrekcji.
        Szkoła jest bezpieczna, nauczyciele dyżurują a my żegnamy się na dole i papa!
        • eliszka25 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 31.01.12, 23:42
          no faktycznie zjawisko dosc ciekawe i nie mam pojecia, czemu ma sluzyc. bo niby w jakim celu mialabym tak stac nad dzieckiem?

          nie martw sie, ja jestem jeszcze bardziej wyrodna niz ty wink. moj 5-latek chodzi od sierpnia do odpowiednika polskiej zerowki. kazdego ranka o 7.45 dostaje ode mnie buziaka, zycze mu milego dnia i macham z balkonu, a on SAM idzie do szkoly. podobnie jak wszyscy jego koledzy z klasy. pierwszego dnia szkoly kazdy dostal odblaskowy kolnierz i w tych kolnierzach maluchy pomykaja codziennie do i ze szkoly. moj syn uznalby, ze robie mu obciach, gdybym chciala isc z nim do klasy i stac za jego krzeslem
    • donkaczka Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 08:36
      niemiecka podstawowka - dzieci ganiaja na placu zabaw przed szkola, rodzice maja je odprowadzic do szkolnej bramy
      dzwoni dzwonek, dzieci biegna na miejsce zbiorki swojej klasy, panie wychodza i procesje grzecznie ida do szkoly - przebieraja sie i zaczyanaja sie lekcje
      dodam, ze to mala szkola i male klasy, przy 1400 dzieci taki system by nie wypalil
    • nabakier Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 08:44
      Wprawdzie to było lata temu, ale moje dzieci mogłam odprowadzić TYLKO pod szatnię. Do szatni wstępu już nie było. Spod szatni (z takiego przedsionka) dzieci odbierała ich pani i prowadziła je do klasy. Rodzice mogli wtedy coś ewentualnie powiedzieć pani, ale na minimum, bo nie było czasu. Pogadać można były przy odbieraniu dzieci, jak się ubierały, a pani była wtedy do dyspozycji rodziców.
      Do klasy nie mieliśmy wstępu.

      Tutaj ewidentnie zawalona jest organizacja.
    • joanna_poz Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 09:20
      u nas też tak było rok temu.
      z tym, ze nie byłow chodzenia do klasy, ale tłumnie rodzice towarzyszyli dzieciom w szatni i do drzwi klasy.
      przyznaję, że na poczatku też wchodziłam - ale w listopadzie syn mi zabroniłsmile
      skonczyło się po I polroczu - pani dyrektor ogłosiła zarządzenie, ze rodzice rano nie mają wstępu z dziećmi do szkoły.
      • heca7 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 09:54
        Trochę zależy od układu pomieszczeń. Ale u nas dzieci wchodzą głownym wejściem i od razu skręcają na schody do szatni. Tam rodzice nie mają wstępu ( szkoła jest mała ,300-400 osób). Jak chcą jeszcze coś sprawdzić, czy dziecko się dobrze rozebrało. Albo chcą coś przekazać nauczycielce to muszą wyjść głownym wyjściem , obejść budynek i wejść tylnymi drzwiami z wybiegu szkolnegowink Zejść na dół i czekać przy drugich drzwiach szatni, na korytarzu. Nie ma żadnego wchodzenia na piętro (choć nie jest to zabronione i są różne sytuacje , że rodzice pojedyńczo wchodzą- ale to sytuacje awaryjne).
    • izabellaz1 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 10:32
      Rozbierają się w klasie, a nie w szatni?
    • bazylea1 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 11:15
      u nas pani zabiera dzieci z szatni. a jednak w 1 klasie 6latków starszego syna też było zjawisko nadopiekuńczości rodziców, nawet teraz w 3 klasie potrafią niektórzy powiedzieć że 'przecież są młodsi/to jeszcze małe dzieci' itp. za to w 1 klasie 6latków młodszego syna większość rodziców ma też starsze dzieci i są znacznie bardziej wyluzowani smile
    • kawka74 Re: takie zjawisko zaobserwowałam w szkole 01.02.12, 17:36
      Ja obserwuję podobne zjawisko - tyle że wśród dziesięciolatków i ich matek. Matki wpychają się do klasy razem z dziećmi, zwykle już po rozpoczęciu lekcji, przebierają, wieszają ubrania w szatni (szatnia jest częścią klasy), sadzają dzieciątka w ławkach, niektóre nawet wypakowują rzeczy z plecaka, prowadzą pogawędki między sobą i zagadują dzieci. To nie jest duża grupa (9-10 osób), ale za to skutecznie potrafi wkurzyć i jest impregnowana na uwagi.
      Także nie, nie zmieniaj trybu postępowania.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka