ania_kryszcz
15.10.14, 13:31
Mam duży problem z 8 latką.
Od małego była dzieckiem zbuntowanym ,wymuszającym dążącym do swego wszelkimi siłami.W wieku 2-3 lat były krzyki,histeria żucanie się na podłogę ,przeraźliwe krzykikiedy np.kazałam jej się ubierać do przedszkola czy w inne miejsce a ona akurat tego nie chciała.
Teraz ma 8 lat chodzi do 2 klasy ,ogólnie w szkole jest bardzo spokojnym wręcz zdaniem nauczycielki za spokojnym dzieckiem ,uczy się w miarę dobrze.
Ma problemy z pisaniem bez błędnie ze słuchu,pisze też niezbyt ładnie ale to może mieę po ojcu on strasznie bazgrał i bazgra.
Do tej pory przeszlismy z nią już na prawdę sporo, do tej pory jedyne co po dłuższym czasie pomagało to konsekwentne pokazywanie ze bedzie tak jak mówimy.Przez jakiś czas było w miare ok, słuchała się nie buntowała, zachowywała grzecznie w stosunku do nas .
Od jakiegoś czasu znowu zaczela być uparta a dodatkowo to chyba za sprawą szkoły bardzo pyskata ,używająca wulganych słów,wyzywająca nas itd.
Sytuacja z sob. ponieważ w sob.odrabiali za 10 listopada to mieli normalne lekcje.
W pt.normalnie pakowała się zabrala zeszyt do logopedy i wszystko ok nic nie mówiła o braku zajęć.
W sob rano wstała z naburmuszoną miną i stwierdzeniem ze nie ma logopedy ,więc ja mówie ze wczoraj nic takiego nie mówiłaś i ze ma sie ubierac jak nie bedzie zajec to wróci do domu (mamy szkole pod blokiem) na to ona ze nie idzie i już!
Wiec próbowałam sie dowiedziec dlaczego nie idzie? czy cos sie stało itd nie dowiedziałam się... powiedziała dzis jest sob.nie pon. i nie idzie do logopedy! wiec ja jej ze odrabiają za pon.i skoro tak to zadzwonie do szkoly dowiem sie czy zajęcia są?
Zadzwoniłam,sekretarka oddzwonila ze wlasnie X powinna byc na zajęciach więc powiedziałam "ubieraj się i na zajecia bo Pani czeka"
Na to ona że nie i koniec! zaczela wrzeszczec ,bic mnie rękami i wyzywac "głupia matka nigdzie nie idę" Zadzwoniłam więc po męża który była akurat na mieście ponieważ ja nie moglam wyjść z domu,mąż przyjechał i z krzykiem zaprowadził do szkoły.
Miedzy czasie nim mąż przyjechał ,mówiłam ubierz sie i idz jeszcze na zajecia tam czeka Pani na ciebie, w przeciwnym razie sama bedziesz musiala wytlumaczyc się dlaczego nie przyszłas bo ja nie bede kłamać i tłumaczyc Cię przed Panią.
Mąż ja zaprowadził mimo że bylo 5 min do konca zajeć ,powiedział ze poprostu nie chciała przyjść a ona byla swiadkiem tej rozmowy i tak sytuacja się skonczyla.
Dzis miala do szkoly na 11.45 budzilam ja o 9.20 nie wstala o 9.30 nie wstala 9.45 nie wstala krzyknela na mnie 10.10 wstala sama więc mówie idź jeść sniadanie bo za godzine musimy wyjsc więc ona usiadla do stolu siedzi patrz na talerz bawi się jogurtem zrywa naklejki itd mówie jedz bo nie zdązysz do szkoly,gryzla 1 kanpke 20 min ,polowe serka wywalila i stwierdzila sama se go zjedz!
Powiedziałam myj się i ubieraj bo mamy malo czasu po czy ona trzasnela mi z impetem drzwimi przed nosem,otworzylam więc drzwi i powiedzialam ze ma tak nie robic ,drzwi maja byc otwarte a ona ma myć zęby na to że ona myć nie bedzię !!!
Wiec powiedzialam ok ty pujdziesz brudnymi,bedzie ci smierdziec,nabawisz się próchnicy.
Poszła się ubierac trwalo to znowu jakies dobre 15min po czym mowie jej ze ma jeszcze chwile i może umyć te zęby w przeciwnym razie kiedy popoludniu pujdziemy do babci na imieniny nie pozwole na jedzenie słodyczy.
Na to ona że umyje popoludniu,więc ja jej że myje się przynajmniej rano i wieczorem.
Miedzy czasie caly czas pokazywala mi język mówiła bla bla bla kiedy ja do niej spokojnie mówiłam .
Powiedzialam w końcu X ubieraj się bo wychodzimy ona na to ze nie idzie!!!
Jak to nie idziesz za 15 min masz lekcje nie idzie i już! Wiec zaczelam sie ubierac i mówie jej ze albo się ubiera albo tu zostaje bo ja musze juz wyjść po Y ( mlodszy synek 4 lata) chodzi do przedszkola,dzis musialam go odebrać o 11.30.Krzyczy ze to se idz po niego ,ubieram się a ona mnie bije po nogach kopie ,wtedy nie wytrzymalam i w amoku strzelilam jej klapsa, to ją rozjuszylo zaczela walic drzwiami ,bic mnie więc balam się jej zostawic nawet na 5-10min na siłe ubralam buty,kurtke już ubrala sama plecak też i wyszlysmy,krzyczala przez cala klatkę "durna matko,glupia matko,ty porąbana matko nigdzie nie idę" .
Sama nie wiem co robić to jest poprostu typ uparciucha który tak walczy o decyzyjność,kilkakrotnie juz powiedziała ze jestemy glupi i ona bedzie robic tak ja chce.
Odpowiada nam czesto "a co mnie to obchodzi!"
Kiedy każemy jej siadac do lekcji bo chodzi na 2 zmiane wiec wieczorem ma malo czasu czesto odpowiada ze ma to gdzieś ,ze nie bedzie robić, a jak już zacznie robić robi byle jak ,niedbale robiąc nam na złość.