zupełnie inny niż u kocianny

.
córka nigdy nie tolerowała spinek, gumek, opasek itd. "od zawsze" włosy miała przycinane do połowy szyi lub nieco krótsze plus grzywka. zawsze był z tym problem, a wizyta u fryzjera okupiona marudzeniem.
od kilku miesięcy problem się nasilił. wizyta u fryzjera powiązana z płaczem. rano płacz przed szkołą i w szkole, że nie chce iść przez obcięcie (różnica w sumie niewielka, ale dla niej duża). ostatnia wizyta u fryzjera była na początku lutego. od tego czasu mam problem z zaciągnięciem jej do fryzjera. w domu nie obetnę, nie umiem i ją oszpecę, a też będzie płakać. włosy są już do ramion, układają się średnio, wchodzą do oczu, podczas jedzenia i odrabiania lekcji przysłaniają twarz. grzywka jest już na wysokości oczu, po umyciu staram się jej te włosy jakoś zaczesać tak żeby grzywka przeszkadzała jak najmniej, ale i tak leci jej na twarz. nie mam już pomysłów co zrobić. czy zaciągnąć ją na siłę do fryzjera i nie zważając na protesty zaprowadzić do szkoły na dzień następny (obcięcie przed wolnym nie ma znaczenia), czy odpuścić. aaa, za uszy też włosów nie założy.... tak sobie smętnie zwisają.
dlaczego nie chce obciąć włosów, ani założyć żadnych gumek czy spinek? bo się wstydzi... czego? nie wie. wstydzi tak po prostu. z tego co wiem nikt nic jej nie powiedział.
wyrośnie z tego?