Niedawno znalazłam atlas historyczny, jakiego ja używałam w IV klasie podstawówki. Z sentymentem go przejrzałam

Atlas zawiera mapy Polski od zarania dziejów - jak zmieniały się granice za panowania kolejnych władców, są tam imiona/nazwiska/przydomki władców, daty - wszystko jak w "typowej" historii.
A mój syn (V kl.) wczoraj robił pracę domową z historii - miał napisać na max. 4 strony A4 biografię Juliusza Cezara. Ok, ale gdy doszło do wyszukiwania danych nt. Cezara, to złapałam się za głowę, bo WSZYSTKO w necie jest podane w takim języku i z użyciem takiego słownictwa, że nie pozostaje nic innego, jak znienawidzić i tego Cezara, i w ogóle całą historię

. Syn sam sobie nie poradził z przeredagowaniem tych treści internetowych na zrozumiały dla siebie język, bo nie rozumiał sensu wielu słów, określeń. Prawdę powiedziawszy, ja też ze zrozumieniem niektórych miałam problem.
Inne zadanie na historii: ozdobić "na papierze" wazę, by była w stylu egipskim

. Młody dostał 4-, bo krzywo narysował lekkoatletów. Pal licho tę ocenę, najbardziej przeraża mnie program(??) historii w szkole. W IV klasie wałkowali obliczanie wieków, a teraz jest prawie połowa V klasy, a oni tkwią w starożytności i to w jakże nudny sposób omawianej

//
Czy u Waszych dzieci lekcje historii wyglądają podobnie?