Wiem że takich wątków na forum jest już sporo, ale w większości nikt tam od dawnna nie zagląda, więc zakładam własny. Mój syn Kornel od zawsze był bardzo inteligentnym chłopcem, często zaskakiwał mnie i żonę. Od zawsze dużo czytaliśmy dzieciom i pewnego dnia 4-letni wówczas Kornel po prostu wyjął mi książkę z ręki i sam zaczął czytać. W 1 klasie, do której poszedł jako 6-latek czytał już sam "Anię z Zielonego Wzgórza". Jako 9-latek zafascynował się Powstaniem Warszawskim i ta pasja do historii została mu do dziś (teraz ma lat 16

Bierze udział w konkursach i olimpiadach historycznych, wiedzą nieraz "zagina" nauczycielkę. Ostatnio oprócz historii doszło jeszcze, ku mojemu wielkiemu zdumieniu, zainteresowanie matematyką - robi z własnej woli i inicjatywy z jakimś studentem zadania przekraczające jego poziom szkolny - teraz granice ciągu, podobno jak tego się dobrze nauczy, będą szli dalej - i lamentuje, że mu szło, a teraz mu nie idzie. Osobiście bym wolał by robił zadania z tego, co ma w szkole, bo i tak szóstki za to nie dostanie, na maturze też nie będzie tego miał, no ale nie zabronię przecież dzieciakowi się uczyć... Czyta książki o matematyce, ale też z historii Polski 1939-1989. Jest tego ogromna ilość. Znajomi działacze Solidarności wysyłają mu paczki z książkami i gazetkami z lat 80., cały pokój ma tym zagracony. Pisze wiersze, opowiadania i powieści. Mógłbym długo opowiadać... U psychologa - wybitnie inteligentny, IQ jesli dobrze pamiętam ok. 145 plus prawdopodobnie Asperger.
No i teraz do meritum: jak temu mojemu małemu geniuszowi pomóc? Wychowawczyni w szkole, notabene pani od historii, wcale go nie docenia, chyba tylko wtedy, jak potrzebuje kogoś wysłać na olimpiadę czy konkurs, na codzień ciągłe rzucanie kłód pod nogi, w klasie młody z mało kim rozmawia, ma 2 czy 3 przyjaciół, reszta jego kontaktów towarzyskich ogranicza się do fb i przyjaźni z działaczami PRL-owskiej opozycji. Poza tym w domu zamęcza siostrę (starszą o 1,5 roku), żeby się z nim bawiła w stan wojenny. Bardzo wrażliwy, kompletnie nie radzi sobie ze stresem, jak nie umiał na sprawdzian to wsiadał do autobusu do szkoły, jechał na pętlę i wracał do domu, tłumacząc się złym samopoczuciem. Ostatnio ze mną też mało co rozmawia, jeszcze trochę z Laurą, w domu pomaga baaardzo niechętnie, tylko komputer i książki... No i ciągle szuka kogoś, kto go wesprze i doceni. Wysłał w lipcu zgłoszenie do KFnrD, czekamy na odpowiedź. A co ja do tego czasu mogę zrobić? Jak mu pomóc, przede wszystkim w tych kontaktach z rówieśnikami? Jak rozwijać jego zainteresowania, trzeba przyznać, że dość specyficzne? Jak zmotywować do większego wysiłku w szkole? Uczy się dobrze, ale myślę że mógłby lepiej, gdyby bardziej się starał. Wiem, że jest tu sporo rodziców takich dzieci, pomożecie?