Dodaj do ulubionych

Czy dajecie dzieciom kieszonkowe?

24.06.05, 12:42
Moja córka ma niecałe 7 lat (we wzrześniu rozpoczyna I klasę) i zastanawiam
sie czy powinna dostawać kieszonkowe, jeżeli tak to w jakiej wysokości, i czy
kontrolować na co je wydaje. Od jakiego wieku dawałyście swoim dzieciom
kieszonkowe?
Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • nchyb Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 24.06.05, 14:03
      Włąśnie w zbliżonym wieku mój syn zaczął dostawać. Ok. 4-5 zł tygodniowo. Ale
      specjalnie nie kontrolowałam jego wydatków. Bo i po co. Ogólnie wiedziałam, że
      część odkładał na ulubione gazetki dot. gier komputerowych, a resztę na napoje
      i słodycze.
      • verdana Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 24.06.05, 14:46
        Zdecydowanie tak. A wysokość kieszonkowego powinna być umiarkowana - to, ze nie
        za dużo jest raczej zrozumiałe, ale przestrzegam też - i to bardzo - przed
        dawaniem symbolicznych paru groszy. Jesli dziecko dostaje wyraźnie za mało, wyda
        wszystko w pierwszym sklepie, bo i tak na nic niegdy nie zaoszczędzi. Jesli ma o
        wiele mniej w stosunku do kolegów będzie przywiązywało nadmierną wagę do pieniedzy.
        I jestem zdecydowanie przeciwna uzaleznianiu kieszonkowego od czegoklowiek. Jak
        decydujemy się dawać, to dawajmy niezaleznie od stopni w szkole, zachowania i
        głupich wydatków.
    • cruella Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 24.06.05, 16:01
      Mój 8-latek dostaje co tydzień po 5zł, starszy dostaje więcejsmile
      • kina74 Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 24.06.05, 17:57
        oboje I i IV klasa dostają - oboje tyle samo, czyli 10 zł/tygodniowo. Nie
        wydają prawie wcale, zbierają na "grubsze" rzeczy.
      • cynta Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 27.06.05, 02:20
        Ja osobiscie uwazam ze kieszonkowe nalezy sie dzieciom ktore partycypuja w
        zyciu rodzinnym rowniez obowiazkami czyli jakas tam praca. Sprzatanie swojego
        pokoju, wynoszenie smieci, wychodzenie z psem itp. i wtedy dostaje sie
        kieszonkowe. Zaczelam je dawac dopiero jak moje same zapytaly czy moga miec
        swoje pieniadze bo uwazam ze jak sie im je da to wydadza i przyzwyczaja sie
        dzieciaki do "nabywania" a na to beda mialy pelno czasu pozniej. U moich duzych
        juz panien, 16 i 13,5 nie bardzo wychodzily obowiazki tygodniowe a kieszonkowe
        chcialy wiec zmienilam na "prace" w domu, za pewne prace jest cena (5$/h im to
        wychodzi) i mozna to wykonac i dostac pieniadze lub nie i nie dostac. Jedna
        zbiera na fajne ciuchy druga wydaje na glupoty, jej sprawa. Podstawowe rzeczy
        kupuje ja np. spodnie ale 25-ta koszulke to one same bo to nie "koniecznosc".
        Ja kupuje prezenty na urodziny znajomych, do 20$, reszte jezeli chca musza same
        doplacic. U mnie dziala...
        • akbl Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 27.06.05, 23:34
          Myślę, że zlotówka tygodniowego w jedną czy w drugą stronę nie robi ogromnej
          róznicy. Szczerze powiedziawszy trochę wkurza mnie, jak widzę, że wszystko z
          tygodniówki jest wydawane. Ale z drugiej strony nikt z nas nie lubi być
          kontrolowanym i tlumaczyc się z ( czasami głupio i pod wpływem imulsu )
          wydanych pieniedzy. Pewnie dzieciaki też tego nie znoszą. Chyba się trochę
          przeprogramuję i przestanę zwracać uwagę na kolejną gazetkę "Witch".

          Uważam, że błąd popełnia Cynta płacąc, ża pomoc w obowiazkach domowych. I co
          jak się dzieci wyprowadzą z domu, to przestaniesz im płacić? A jaką ustalisz
          stawkę za przyjazd do chorej matki? Myślisz, że jak skończą osiemnaście lat,
          zaczną robić wszystko bezinteresownie? Tylko w teorii.
          Mieszkamy wszyscy w jednym domu i po prostu dzielimy się obowiazkami.
          • cynta Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 28.06.05, 01:19
            Czyli obowiazki niekoniecznie ale kieszonkowe tak? eeee cos to jest nie tak.
            Jak rozdzielisz kieszonkowe miedzy dzieci ktore pomagaja duzo a te co nie robia
            nic? rowno? to przeciez niesprawiedliwe! Poza tym , nie za wszystko maja
            placone, raczej jak oswiadczaja ze chca zarobic to ja mowie prosze bardzo
            mozesz posprzatac kuchnie zamiast mnie. Wcale to w nich nie wyrabia nawyku
            placenia za "rodzinne" obowiazki, czesto sie pytam ile im wisze a one ze nie
            trzeba za to placic. Mysle ze tak jest lepiej niz dawac dzieciom pieniadze za
            nic. Rozumiem ze chcecie nauczyc rozumnego wydawania ale przeciez pieniadze sie
            zarabia i tego trzeba ich przede wszystkim nauczyc. Zobacz czy tak samo latwo
            corka (?) Twoja wyda pieniadze zarobione na "Witch" jak te co jej dalas.
            pozdrawiam
            • verdana Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 28.06.05, 20:59
              Czyli innymi słowy uczysz Twoje dzieci, ze tak naprawdę wszystkie obowiązki
              domowe są Twoim psim obowiazkiem, a jeśli chcesz, by ktoś Cię wyręczył, to
              musisz mu za to zapłacić - jak nie zapłacisz, to rób sama, bo nikt palcem za
              darmo we własnym domu nie kiwnie. Maja sprzatnąć kuchnię "zamiast ciebie" - a
              wiec przyznajesz, że to w zasadzie Twój obowiazek, a ich nie - one to zrobią
              tylko za wynagrodzenie - jesli akurat chcą. Jak będziesz zmęczona, ale bez kasy,
              to haruj, bo one do tego nic nie mają - nie ich sprawa. Majż mieć sprzątnięte,
              podane na stół, ale w niczym matki bezinteresonie nie wyręczą. Nie płaci - niech
              pada na pysk.
              Innymi słowy - płacisz dzieciom za to, by ZA CIEBIE obrały ziemniaki na własny
              obiad, lub ZA CIEBIE sprzatnęły mieszkanie. A więc po pierwsze - mówisz
              dzieciom, że nie maja tak naprawdę żadnych obowiązków (tylko dobrowolną pracę
              zarobkową), a po drugie, że mieszkaja w cudzym domu. Nie są u siebie.
              A co będzie, jak zaczna np. zarabiac poza domem i powiedza, ze teraz wszystko
              masz robić sama, bo im się nie chce?
              • cynta Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 29.06.05, 03:54
                Nie jest tak drastycznie jak to opisujesz ale cos w tym jest. Nadal uwazam ze
                tak jest lepiej niz dawac dzieciom pieniadze ot tak i jeszcze nie uwazac za
                stosowne zainteresowanie sie co sie z nimi stalo! A moim zdaniem to rodzice
                prowadza dom i ich obowiazkiem jest zapewnic dzieciom dach nad glowa i
                wyzywienie, dzieci MOGA pomoc ale moim zdaniem nie MUSZA to nie jest ich
                obowiazek, nachapia sie jak beda mieli swoje dzieci i swoj dom. Moje podejscie
                wyplywa tez z tego ze nie mieszkam w Polsce a w Stanach jest troche inna
                filozofia wychowania dzieci. Dodam moze jeszcze ze nie taka zla ta
                moja "polityka" jezeli moje dziewczyny potrafia zrobic praktycznie wszystko w
                domu, wlacznie z zajmowaniem sie niemowleciem bo ja pracuje dosc intensywnie
                zawodowo. Maja przy tym dosc realistyczne wyczucie pieniadza bo wiedza jak
                ciezko trzeba sie napracowac na zwykle 5$. Pozdr.
                • verdana Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 29.06.05, 10:39
                  Widzisz, dla mnie jest to jednak nie do przyjęcia. Z dwóch powodów - po pierwsze
                  dlatego, że byłoby dla mnie klęska wychowawczą, gdybym nie potrafiła nauczyć
                  dzieci, że pewne rzeczy we własnym domu muszą być zrobione - i ze nie jest to
                  MÓJ obowiazek, ale obowiązek wszystkich - męża i dzieci także. Kiedy one zaczną
                  płacić mi za zrobienie obiadu? Takie podejscie - płacenie za "pomoc", która
                  faktycznie "pomocą" nie jest - tylko obowiązkiem - uczy też dzieci, że nikomu,
                  nawet najblizszej rodzinie nie udziela się pomocy za darmo. Jeśli chcesz coś
                  dostać od najlizszych, owszem, ale za pieniądze. Nie jest to dobry start w
                  dorosłe życie. Nie mówiac już o tym, ze Twoje dziewczyny będą się czuły
                  zobowiazane robić wszystko we własnym domu, uważając to za swój wyłączny
                  obowiązek. Ja też pracuję i nie zamierzam wszystkich obsługiwać!
                  Po drugie - i tu jest chyba róznica pomiędzy Polską a Stanami, płacąc im za
                  roboty domowe, podkreślasz wyraźnie, że to nie ich dom, nie mieszkają u siebie,
                  tylko w pensjonacie. Ty decydujesz o wszystkim, one moga ręki do prowadzenia
                  domu nie przyłożyć, ale też sa tylko lokatorami. I tu właśnie moje wątpliwosci
                  sa największe.
                  Jestem absolutną przeciwniczką płacenia dzieciom za pomoc. Natomiast uwazam
                  (choć tego nie robię), ze mozna dzieciom płacić za rzeczy, za które zazwyczaj
                  płacilibysmy obcym ludziom - umycie samochodu, mycie okien, opieka nad
                  niemowleciem.
                  • cynta Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 29.06.05, 14:02
                    To nie jest dokladnie tak ze one maja placone za kazde sprzatanie kuchni czy
                    umycie lazienki. Kiedy pada pytanie "jak moglabym zarobic? czyli co moge zrobic
                    zeby dostac pieniadze" ja im mowie co jest akurat do zrobienia. Na to samo
                    mniej wiecej by wyszlo gdyby zapytaly " Moge dostac 20$ na kino?" a ja bym sie
                    spytala "A co ostatnio zrobilas dla domu?". Regularne obowiazki nie daly sie
                    wprowadzic ze wzgledu na rozne zajecia poza lekcyjne, nierownna sklonnosc
                    jednych do niektorych prac itp. Pokoje swoje sprzataja "za darmo", lazienke
                    swoja myja "za darmo" jak ktos do nich przychodzi. A poczucie wlasnego domu
                    odgrywaja urzadzajac wlasne pokoje, same je malowaly na wybrane kolory (tylko
                    nie czarny!), moga w nich ukladac jak chca, przybijac do scian itp. Ja jestem
                    bardzo przeciwna dawaniu dzieciom pieniedzy, pieniadze sie zarabia i to ciezka
                    praca ale rozumiem twoj punkt widzenia, wyplywa on dla mnie z polskich realiow
                    wychowywania dzieci, dla ktorych nadal nie moglabym mieszkac w tym kraju.
                • agagr Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 20.07.05, 11:43
                  Zdecydowanie dzieci muszą a nie mogą pomagać. oczywiście obowiazki powinny być
                  dostosowane do wieku. Jest to praca dla całej rodziny we wspólnym domu.
    • roseanne Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 24.06.05, 18:40
      moje dzieci zaczely dostawc kieszonkowe z rozpoczeciem kariery szkolnej'

      kontroluje troszke, by corka nie wydawala wszystkiego na slodycze, ktore jej po
      prostu szkodza - egzema
      co roku troszke podwyzszam, ale kwota nieadekwatna bo w $
    • kammik Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 24.06.05, 20:18
      Moj syn dostaje od kiedy poszedl do zerowki. Nie pamietam, ile wtedy bylo,
      teraz (skonczyl III klase), dostaje 30zł miesiecznie, ale chyba dostanie
      podwyzke smile Wydaje przede wszystkim na komiksy i na slodycze. Ostatnio przestal
      oszczedzac - zebrane przez trzy lata pieniadze "pracuja" na lokacie.

      Zastanawiam sie nad jedna rzecza - czy z kieszonkowego Wasze dzieci musza
      uciulac na prezenty urodzinowe dla kolegow/kolezanek, do ktorych sa zapraszani?
      Naturalnie w takim przypadku kieszonkowe powinno byc wyzsze. Zastanawiam sie
      tylko, czy nie ukrece sobie tym bicza na wlasna glowe - czyli i wyzsze
      kieszonkowe i bulenie na prezenty (w czerwcu wydalam na to sporo ponad
      100zł) "bo mi zabraklo".
      • roseanne Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 24.06.05, 21:19
        kieszonkiowe jest u nas na cos extra - slodycze, ksiazeczki, gry na
        konsole,Mlody potrafil kiedys uzbierac polowe ceny xboxa...

        prezenty sa kupowane poza pula kieszonkowa, ale ogolnie ustalone jest, ze nie
        daje sie zbyt drogich przedmiotow - nie wypada smile
      • kina74 Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 24.06.05, 21:21
        prezenty kupuję ja za kasę domową. Na urodziny chodzą często, więc kieszonkowe
        by nie starczyło. Zresztą mi się raczej kojarzy, że to kasa dziecka na jego
        potrzeby i przyjemności. Za swoją kasę z prezentów to kupują coś tam dla mnie
        na dzień mamy, dla taty, dla babci, bo powoli wchodzą w ten wiek, że oprócz
        laurki koniecznie chcą jakiś drobiazg kupić. Często razem się na coś składają.
        • kammik Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 24.06.05, 21:50
          Wiadomo, ze w przypadku ustalenia, ze kieszonkowe jest tez na prezenty, byloby
          ono odpowiednio zwiekszone, bez dwoch zdan. Chodzilo mi raczej o aspekt
          wychowawczy - czyli nauczenie dziecka zarzadzania pieniedzmi i przewidywania
          wydatkow. Ale i tak pewnie przez dluuugi czas placilabym podwojnie - i
          kieszonkowe, i prezenty.

          P.S. Czasem wolalabym miec mniej towarzyskie dziecko wink
          • kina74 Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 25.06.05, 02:20
            Kammik, to ja nie wiem o ile musialabyś podwyższyć to kieszonkowe smile) Piszesz
            że jak na razie dostaje 30 zł miesięcznie. Nie wiem za jakie kwoty kupujesz
            prezenty, ja staram się zmieścić do 30 zł. Czasami jest mniej, czasami ździebko
            więcej. Zważywszy że czasami są takie miesiące, że imprezy są nawet 3 w
            miesiącu, a potem np. następne 2 miesiące jest cisza, to byłoby jak dla mnie
            dość trudne logistycznie. Zresztą nie powiem, czasami też mam dylemat czy pewne
            rzeczy mam finansować ja, czy jednak dzieci. Zawsze my płacimy za książki,
            gazety (to raczej w przypadku starszego dziecka, bo gazetkę typu "barbie" to
            już córka musi za swoje jednak zakupić), zwłaszcza, że gazetka z płytką
            kosztuje ponad 20 zł. Ja to podciągam jednak pod zainteresowania dziecka, a
            więc jakąś formę kształcenia. Często też stosujemy zasadę, że jeśli zbiera na
            coś 3 miesiące, a niewiele mu brakuje, to chętnie dokładamy jakąś sumkę.
            Nagradzamy i doceniamy w ten sposób systematyczność. Przyznam jednak że często
            mam dylematy podobne do Twoich. I pomyśleć, że ja kieszonkowego nie miałam i
            żyję wink
            • kammik Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 25.06.05, 10:50
              Wiesz, wlasnie kwestia kwoty podwyzki mnie zastanawia smile Tez staram sie kupowac
              prezenty za 30-40 zł a imprezy byly w czerwcu 4.

              Ksiazki kupuje ja, to oczywiste. Sprzet sportowy tez ja, chociaz mlody musi np.
              dokupic za swoje zgubione pileczki do ping ponga. Dokladam tez, jesli brakuje
              mu jakiejs kwoty do wymarzonej rzeczy.

              Ja dostawalam kieszonkowe, ale z tego, co pamietam, zachowywalam sie dokladnie
              tak, jak moj syn teraz - wydawalam w tempie blyskawicznym smile
    • kasia_piet Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 26.06.05, 15:16
      Dla mnie watek jak znalazl smile
      Corka 7-latka, idzie do pierwszej klasy, do tej pory nie miala do czynienia z
      pieniedzmi. Czytajac Wasze wypowiedzi doszlam do wniosku, ze warto zaczac, tym
      bardziej, ze zamierzam w nastepne wakacje wyslac ja na kolonie.
      Tylko co zrobic z 5,5-latkiem (bratem)? Zazdrosny bedzie... potraktowac tak
      samo i tez zaczac?
      • verdana Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 26.06.05, 16:31
        Koniecznie! Tylko kieszonkowe powinno być trochę mniejsze. Inaczej powstanie
        zazdrość o pieniądze - najgorsza z mozliwych.
    • evee1 Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 27.06.05, 01:24
      Moje dzieci dostaja kieszonkowe od jakichs 3 lat (teraz maja 8 1/2 i 10 lat).
      Nie kontroluje na co je wydaja, ale zachecam do oszczedzania na cos wiekszego,
      ale takiego w ramach ich mozliwosci. Wieksze rzeczy, zabawki czy sprzet sportowy
      kupujemy my sami, jezeli uwazam za stosowne. Jak dzieci sa cos duzego, ale
      ekstra, to ja mowie, ze zapewniam model podstawowy, a na wodotryski niech
      sie dorzuca sami z kieszonkowego. Wtedy te wodotryski przestaja juz byc takie
      wazne smile).
      Ostatnio dostaly "podwyzke" w zamian za prowadzenie "budzetu". tj. dostaly od
      nas kartke z rubryczkami ile dostaja, na co wydaja, ile im zostaje. I
      wypelniaja skrupulatnie!
      • jack9 Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 27.06.05, 19:56
        9 i 11 lat dostają po równo - po 5 zł /tydzień
        • radzyminek Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 27.06.05, 21:48
          Ja tam nie dostaje w sumie wcale sad Moja młodsza kilka lat siostra (teraz 11)
          dostaje jakieś 10 zł tygodniowo, ale o mnie nie pamiętają sad. Jeszcze rozumiem,
          jakbym się źle uczył, ale rokrocznie mam średnią ocen powyżej 5,oo! To czasem
          bardzo boli, jak ciulasz grosz do grosza, żeby kupić komuś jakiś drobiazg, a
          rodzeństwo wydaje kupe kasy na jakieś słodycze itp. pierdoły uncertain Ja swoim
          dzieciom napewno będę dawał jakieś kieszonkowe, choćby kilka złotych. Ale
          panowac będzie RÓWNOUPRAWNIENIE.Będą dostawały _zawsze_tyle samo. Wiem, jak to
          boli,zawsze być w cieniu, być gorszym, niedocenionym. Uwierzcie mi!
          Moja psychika bardzo się uodporniła...już nie obchodzi mnie to. Ale pare lat
          temu nie raz było mi przykro..bardzo przykro.
          Pozdrawiam i apeluję!
          Nie faworyzujcie jednego dziecka! To _odznacza_ się na jego psychice na zawsze!

          Łukasz

          -----
          Moja Tułaczka Po Świecie
          www.cyclista.blog.onet.pl
    • nsc23 Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 28.06.05, 00:08
      Moj brat ma 8 lat i dostaje od rodzicow 10zl/miesiac. Nie za bardzo pozwalaja
      mu jesc duzo slodyczy, wiec na nie nie wydaje pieniedzy, ale czasem wyda na
      Kaczora DOnalda czy prezent np. na dzien ojca. Czasem dostaje tez dodatkowe
      pieniadze od dalszej rodziny(np od brata dostal 100 zl jak wygral 1000 na
      olimpiadzie, czy 100 zl od dziadka za swiadectwo - tradycja rodzinna niezalezna
      od wynikow). W ten sposob kupil sobie rower za kilkaset zlotych i zestaw
      klockow lego. Teraz ma nazbierane ponad 250 zl wiec systematycznosci mu nie
      brakuje. Ja zawsze dostawalam od rodzicow pieniadze i bylo to bardzo wygodne,
      bo oficjalnie mi nie mogli dac na piwo (mialam jakie 16 lat), a tego na co
      wydaje kieszonkowe nie kontrolowali. Teraz nie dostaje juz kieszonkowego (mam
      lat 20), ale nadal z nimi mieszkam, wiec jak mi zabraknie to mi zawsze cos
      dadza. Mysle, ze taki system dziala super.
    • gobi03 Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 28.06.05, 01:04
      Dajesz pieniądze i nie wnikasz, na co one idą? Czy na pewno to "kieszonkowe"
      jest wychowawcze? Myślę że tak małe dzieci powinny uzgadniać każdy zakup z
      rodzicami. Nie bez powodu dopiero 13-latki mają możność używać konta bankowe.
      Taka postawa pójścia na łatwiznę wzmacnia pozycję firm reklamujących Colę i inne
      odrdzewiacze dla dzieci, a także napoje energetyzujące wzmacniane kofeiną. Jeśli
      dajesz pieniądze nie pytając na co, to nie zdziw się, kiedy dziecko kupi papierosy.
      A co będzie, kiedy kieszonkowe okaże się za małe? Dasz więcej, czy każesz
      dziecku "jakoś sobie radzić"? I jak sobie zarobi - jakie stoją przed dziećmi
      możliwości?
      • evee1 Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 28.06.05, 03:01
        > Taka postawa pójścia na łatwiznę wzmacnia pozycję firm reklamujących Colę i
        inne
        > odrdzewiacze dla dzieci, a także napoje energetyzujące wzmacniane kofeiną.
        Tak, najlepiej dzieci zamknac w dzikiej gluszy, zeby zadne sygnaly ze
        wspolczsnego swiata (a co gorsza reklamy) do nich nie docieraly smile).
        To nie chodzi o to, zeby puscic towarzystwo luzem, tylko o to zeby nie zabraniac
        im kupowac czgos co naszym zdaniem jest bez sensu, a one chca na to wydac SWOJE
        pieniadze. Rola rodzicow uczyc na co warto, na co nie warto. I tu preferencje i
        zdania tez moga byc rozne, tak samo jak wsrod doroslych.
        Poza tym ja ucze dzieci (w ramach moich mozliwosci), co maja przed soba na
        polkach w sklepie. I moje dzieci juz na przyklad wiedza, ze Red Bull (tak sie u
        nas nazywa napoj kofeinowy) jest nie dla nich i dlaczego. Tak samo jak wiedza,
        ze reklamy sa po to, ze producent chce jakis produkt sprzedac, wrecz wcisnac
        kupujacym i bedzie sia staral mowic, ze to najlepsze i bez tego mozna zyc. Ale
        to wcale nie musi byc prawda, to znaczy, ze to wcale nie musi byc najlepszy
        produkt, i ze byc mozemy mozna sie bez niego obyc. I zapewniam Cie, ze moj
        osmiolatek (a dziesieciolatka tym bardziej) juz dobrze zdaje sobie sprawe z
        tego co to jest reklama i jaki jest jej cel. Oczywiscie, ze czasami maja
        ochote cos kupic, taj jak i ja czasami mam ochote sprobowac czegos nowego,
        a nie ciagle ten sam proszek IXI od 20 lat.
        Ja jestem zdania, ze rodzice powinni poswiecic troche czasu na pokazywanie
        drog, tak, zeby dzieci potem same umialy nimi chodzic. Ale za wybor czy ida
        taka droga czy inna beda musieli odpowiadac juz sami.
        Poza tym nie wyobrazam sobie, zebym pietnastolatce mogla zabronic kupowania
        czegos za jej wlasne pieniadze, a ja tak wlasnie traktuje kieszonkowe. Sa to
        JEJ pieniadze, ktore moze sobie wydac na co chca. Owszem, moge wyrazic swoja
        dezaprobatem co do sensownosci jakichs zakupow, ale przeciez nie jestem w
        stanie zabronic. A moim zdaniem jezeli jakiegos zakazu nie mozna wyegzekwowac,
        to nie ma sensu zakazywac.

        > Jesli dajesz pieniądze nie pytając na co, to nie zdziw się, kiedy dziecko
        kupi papierosy.
        I co z tego ze zapytam, albo zabronie kupowac papierosow? Jaki to bedzie
        mialo efekt. Tylko taki, ze dziecko kupi po kryjomu. Ale moze nauczy sie, ze
        jak wyda na papierosy, to nie bedzie mialo na co innego. Ja moge teraz uczyc
        dzieci, ze palenie jest szkodliwe i rozmwiac o presji otoczenia i dlaczego
        ludzi pala i co mozna robic w zamian. Ale to one zdecyduja czy beda palic czy
        nie i one poniasa tego konsekwencje.
        Fakt, moge w ogole pieniedzy nie dawac, ale czy takim postepowaniem faktycznie
        osiagne swoj cel wychowawczy?

        > A co będzie, kiedy kieszonkowe okaże się za małe? Dasz więcej, czy każesz
        > dziecku "jakoś sobie radzić"? I jak sobie zarobi - jakie stoją przed dziećmi
        > możliwości?
        A jak dziecko poprosi o "podwyzke", to jak sprawdzisz, zeby wydaje ja na
        zbozne cele, a nie na lepsza (drozsza) marke papierosow? Rachunki kazesz
        przynosic?
    • lacortina Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 28.06.05, 11:00
      Moja córka ma 8 lat i dostaje 3 zł tygodniowo. Nie wydaje na słodycze bo tego
      była uczona w domu ale odkłada na gazetki itp.
    • daria.kry Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 28.06.05, 11:26
      Moja córka (8 lat) dostaje codziennie złotówkę, o ile nie spóżni się do szkoły.
      Od II klasy będzie mała podwyżka. Oprócz tego dostaje po kilka złotych za dobre
      stopnie, za złe - potrącam jej z kieszonkowego. Taki sam system stosuje z
      powodzeniem moja siostra (dzieci 11,10 i 4 lata).
    • ozolo Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 28.06.05, 11:46
      Czy jako ojciec mogę się wypowiedzieć? Mam syna w podobnym wieku, też we
      wrześniu idzie do szkoły. Od 7 miesięcy dostaje 20 zł/miesiąc i jakby mógł to
      nic by nie wydał smile. Ale oczywiście zabawki czy gazety kupuje za swoje, ew.
      dorzuca się przy większych wydatkach. Wyjątek to seria figurek z Władcy
      Pierścieni, kupowanie których rozpoczęliśmy przed wprowadzeniem systemu
      kieszonkowego i obecnie finansujemy je sami, bez udziału syna.
      Pozdrawiam wszystkich,
      • mieczkosia1 Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 28.06.05, 17:59
        My tez zaczelismy dawac kieszonkowe naszemu synowi jak poszedl do zerowki;
        dostaje kieszonkowe co 2 tygodnie - tak jak ja pensje - i system dziala
        swietnie - skonczyly sie jeczenia w sklepach o kolejna glupotke,male samo nie
        wydaje pieniedzy na takowe - zauwazylo, ze warto nie kupic 3 pudelek chipsow,
        bo za to moze miec opakowanie kart, ktore kolekcjonuje. Pieniadze z prezentow
        oszczedza na komputer - a ze wciaz chce lepszy, z wieksza iloscia gadzetow,
        wiec wciaz zbiera - chyba juz moglby kupic ze 2 porzadne komputery w tej
        chwili. sam kupuje tez swoje gry i komiksy. Choc wciaz zyje iluzja, ze jak sie
        placi karta kredytowa, to nie jest to samo, co gotowka...
        Natomiast nie jestem zwolenniczka placenia za prace domowe - to jednak czlonek
        rodziny, a to zobowiazuje. Ale jak mu brakuje paru $ (mieszkamy za granica) do
        czegos konkretnego, to albo dokladamy, albo dajemy mu ekstra prace. I to
        dziala. A najbardziej cieszy mnie, ze juz tak okropnie nie probuje naciagac na
        lizaki, karty, samochodziki etc - zawsze doprowadzalo mnie to do szalu!
        pozdrawiam rodzicow i pociechy!
        • ozolo Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 29.06.05, 11:15
          Mój teraz zbiera na wakacje, kieszonkowe + to co dostanie od dziadków, bo
          podczas pobytu wakacyjnego zawsze robi rajd po sklepach z zabawkami smile.
          Oszczędza juz od chyba 3 miesięcy, czasem kupi sobie jakiś drobiazg, ale
          pilnuje, żeby portfel mu pęczniał
    • gosias13 Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 28.06.05, 13:13
      myślę,ze na kieszonkowe to trochę za wcześnie najpierw niech rozpozna sie w
      realiach szkoły ,w pierwszej klasie bedzie sie bała iść do sklepiku
      szkolnego .Gdy sama dojrzeje to napewno poprosi o kieszonkowe
    • ginny2 Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 28.06.05, 19:07
      Ojej wszyscy dawają swoim dzieciom kieszonkowe, trochę mnie to dziwi. Ja nigdy nie dostawałam kieszonkowego, tzn nie dostawałam ściśle określonej kwoty, gdy na cos potrzebowałam, niezależnie czy były to książki, gazety, czy jakieś inne rzeczy, po prostu prosiłam mamę a ona mi dawała tyle ile chciałam a nawet trochę więcej. Tak jest do tej pory moge pójść i poprosić o pieniądze nawet jeśli miałoby to wyglądać tak jak ostatnio tj Daj mi parę złotych,bo nie mam nawet na piwo. Mama dała bez problemu. Oczywiście na urodziny i inne okazje dostawałam pieniądze od dziadków itd i te mam na większe wydatki. Ale myśle że możesz dawać swojej córce kieszonkowe żeby mogła kupić sobie jakies drobne rzeczy.
    • danteos Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 29.06.05, 08:33
      Ja mam taką metodę, że daję taką kwotę ile dziecko ma lat (przynajmniej na
      razie)-9-latce daję 9zł, 7-latkowi 7zł a Jasiowi 2-latkowi do skarbonki 2 zł.
    • tumoi Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 29.06.05, 11:05
      Moja młoda dostawała kieszonkowe od przedszkola. Szybko nauczyła się kalkulacji
      i po pierwszej euforii wydawania wszystkich pieniędzy, zaczęła się zastanawiać
      nad zasadnością zakupów. Dzisiaj ma 14 lat, dostaje 100 zł kieszonkowego i
      głownie wydaje je na ciuchy, gazety, dodatkowe karty tel. gdy przekroczy swój
      limit. Potrafi zaoszczędzić na coś extra.
      Ja jestem z pokolenia, które nie dostawało kieszonkowego i gdy dostawałam z
      jakieś okazji jakieś pieniądze na ogół wydawałam je na jakieś nieprzemyślane
      zakupy. Dodatkowo radziłam sobie podkradając pieniądze ojcu. Myślę, że nieraz
      się zorientował, ale nigdy mnie nie wydał przed matką.
    • aga1972 Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 29.06.05, 12:07
      Witam
      Mam syna 10-letniego (i jeszcze córkę 3,5 letnią:0), daję Kubie kieszonkowe w
      wysokości 50 zł. miesięcznie, na ogół nie wydaje wszystkiego, potrafi nawet
      odłożyć-w ogóle jakiś taki oszczędny jest-w sumie nie wiem po kimsmile
      • joko5 Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 30.06.05, 12:49
        Moja córka 10 lat /zdała do IV klasy/ dostaje 10,00 tygodniowo. Sporą częśc
        odkłada i co kilka miesięcy dopłaca do lokaty w banku, ale są tygodnie, że wyda
        cała tygodniówkę w kilka dni. Pieniądze wydaje na słodycze i napoje w szkole.
        Zastanawiam się nad zmianą wypłaty - 1 raz w miesiącu 50,00.
    • a11b12 Nieświadomi haraczy ? 06.07.05, 10:28
      Jakoś nikt w tej dyskusji nie policzył ile te dzieci wydają na haracze ?
      Świadomie ślepi ? Lepiej nie wiedzieć ?

      (nie jestem przeciwnikiem kieszonkowego, ale pomijanie tego tematu wydaje mi
      się chowaniem głowy w piasek)
      • verdana Re: Nieświadomi haraczy ? 06.07.05, 12:26
        Po pierwsze nie wszyscy płacą haracze! Mój syn nie płaci. Jesli wychowało się
        dziecko tak, że boi się w domu powiedzieć o tym, ze jest szantażowane, to wina
        rodziców.
        A poza tym należałoby -przyjmując Twój punkt widzenia - kupować dziecku ubrania
        wyłacznie w lumpexach (kurtke czy buty też moga skroić), nie dawać śniadań do
        szkoły (kradną), tornister dać używany po kuzynce (niszczą), nie dawać do reki 2
        zlotych na herbatę (ukradną).
        • a11b12 Re: Nieświadomi haraczy ? 06.07.05, 15:20
          > Po pierwsze nie wszyscy płacą haracze! Mój syn nie płaci.
          A skąd wiesz ?

          > Jesli wychowało się dziecko tak, że boi się w domu powiedzieć o tym, ze jest
          > szantażowane, to wina rodziców.
          NIe wiesz jak to wygląda. Ono nie musi być szntażowane, wystarczy, że podejdzie
          o głowę wyższy rówieśnik, i poprosi "Daj 2 zł. " Jeszcze zrobi smutną minę
          udając głodnego. Twój syn pomyśli, że zrobił dobry uczynek.
          Da raz, da drugi. Za trzecim skłamie "Nie mam.". Wtedy kolega przyjdzie z
          drugim i powie: "Wczoraj miałeś, przedwczoraj miałeś, dziś też masz."
          Dalej jest kilka możliwości.
          Albo syn da albo nie da.
          Ale mało które dziecko nie da.
          Pani syn ma kolegów.
          Większość da, i jeszcze powie: "Dla świętego spokoju daj mu."
          Żeby nie dać, trzeba się oprzeć i tym co wymuszają, i tym co "nie widzą
          problemu", tak jak pani.
          Jak nie będzie chciało dawać, a będzie większe od rówieśników, bądź w inny
          sposób zacznie sobie radzić wyciągną od niego w inny sposób.
          Np dzięń po chorobie syn usłyszy, że dwa dni temu była składka na imieniny dla
          pani, a on nie dał bo był chory i syn da... itp.

          Dziecko nie tyle boi się powiedzieć, co wstydzi się, że jest naiwne, bo
          przecież już wcześniej dało, że jest bezradne wobec rówieśnika (= że jest
          słabsze od tego rówieśnika) itd.

          > A poza tym należałoby -przyjmując Twój punkt widzenia - kupować dziecku
          > ubrania wyłacznie w lumpexach (kurtke czy buty też moga skroić)
          Nic takiego nie napisałam, uważam, to za niehigieniczne.
          > nie dawać śniadań do szkoły (kradną),
          Nic takiego nie napisałam, uważam , że dzieci powinny mieć śniadanie, lub
          zapewniony obiad w szkole.

          >tornister dać używany po kuzynce (niszczą),
          Raczej powinno mieć nowy, ale nie jest to chyba niezbędne.

          > nie dawać do reki 2 zlotych na herbatę (ukradną).
          Na odwrót, kradzież to co innego, jak ukradną nie będzie miał 2 zł, nie wypije
          herbaty, nauczy się pilnować swoich rzeczy, drugim razem nie ukradną mu 100zł.


          • verdana Re: Nieświadomi haraczy ? 06.07.05, 15:43
            Dlaczego zakładasz, ze mój syn mi nie powie? Wiele razy mowił mi, komu i co
            pożyczał, a raz nawet pytał, co robić, jak kolega nie zwrócił mu długu. Przy
            okazji np. dowiedziałam się, że w czwartej klasie dzieci pożyczaja sobie
            pieniądze na procent. Szantażować można dzieci, które w domu boją się powiedzieć
            rodzicom prawdę. Albo rodzice puszczają to co dziecko mówi, mimo uszu. Albo
            mówią coś takiego, że dziecko "wstydzi" się im przyznać do własnej naiwności. I
            uczą, że kto słabszy, to frajer - o inaczej dziecko raczej by się poskarżyło,
            niz dawało szantazować.
            A te dwa złote na herbatę też mozna od dziecka "wyszantażować". I piórnik. I
            kredki. Jak w domu boi się cokolwiek powiedzieć. Mój jakoś się nie boi - może Ty
            masz inne doświadczenia.
            Jeśli dziecko nie zwierza sie rodzicom z kłopotów - to wina rodziców. Najlepiej
            niczego dziecku nie dawać, i miec kłopot z głowy.
            Tylko nie wypuszczaj dziecka na rower! Rowery to dopiero kradną - a i uderzyć
            potrafią!I nie puszczaj na kolonie, a jeśli tak, to bez grosza przy duszy.
            A najlepiej to w ogóle z domu nie wypuszczać. Pieniądze dostanie, jak zarobi
            pierwszą pensję. Tylko wtedy może mieć kłopoty z rozsądnym wydawaniem.
            Przecież to absurd - bo w tym wypadku nie chodzi o dawanie kieszonkowego czy
            nie. Chodzi o to, ze w Twoim rozumieniu dziecko nigdy nie powinno dysponować
            żadnymi własnymi pieniędzmi. Czyli musi być w peni uzaleznione od tego, co
            rodzice zechcą mu kupić. Sam nie kupi nigdy nic ani sobie, ani w prezencie. O
            kazdą rzecz musi żebrać. Czuje sie biedniejsze od kolegów. Nie moze iść nigdy z
            nimi na lody, ani po ulubiona gumę.
            To już chyba szantaż lepszy...
            • a11b12 Re: Nieświadomi haraczy ? 06.07.05, 16:33
              > Dlaczego zakładasz, ze mój syn mi nie powie?
              Może nie być świadom, że wymuszają na nim pieniądze, tak jak pisałm wyżej.


              > Wiele razy mowił mi, komu i co pożyczał, a raz nawet pytał, co robić, jak
              > kolega nie zwrócił mu długu.
              I co mu poradziłaś ?

              > Przy okazji np. dowiedziałam się, że w czwartej klasie dzieci
              > pożyczaja sobie pieniądze na procent.
              Twój syn pożyczał pieniądze na procent ????????
              Nie daje Ci to nic do myślenia ??????????


              > A te dwa złote na herbatę też mozna od dziecka "wyszantażować". I piórnik. I
              > kredki. Jak w domu boi się cokolwiek powiedzieć.
              > Może Ty masz inne doświadczenia.
              NIe mam doświadczeń, nie mam dzieci, ale obserwuję świat wokół.

              > Najlepiej niczego dziecku nie dawać, i miec kłopot z głowy.
              Nic takiego nie napisałam.

              > w Twoim rozumieniu dziecko nigdy nie powinno dysponować
              > żadnymi własnymi pieniędzmi.
              NIc takiego nie napisałam, powinno dysponować jakimiś pieniędzmi.
              • verdana Re: Nieświadomi haraczy ? 07.07.05, 10:39
                Mój syn nie pożyczał pieniędzy na procent! Przyszedł oburzony, ze inne dzieci to
                robią.
                W sprawie pożyczki poradziłam, by kilka dni poczekał, zanim zrobi skandal, bo
                jego kolega jest w dosyć specyficznej sytuacji (rodzice wstrzymali kieszonkowe
                za złe wyniki) i może rzeczywiście nie mieć. Kolega oddał po paru dniach.
                Gdyby nie oddał, wtedy radziłam już mu więcej nie pożyczać, niezaleznie od
                okolicznosci.
                I dlaczego - na Boga! - uwazasz, ze wyszantazować można tylko kieszonkowe, a
                innych pieniędzy nie? Przecież to kompletny brak logiki!
                • a11b12 Re: Nieświadomi haraczy ? 07.07.05, 19:11
                  > I dlaczego - na Boga! - uwazasz, ze wyszantazować można tylko kieszonkowe, a
                  > innych pieniędzy nie?
                  NIc takiego nie napisałam.

                  Po prostu zwróciłam uwagę na problem ściśle związany z pieniędzmi,
                  kieszonkowym, i niestety nagminny w szkołach: od 0 do 18 lat.
                  Potem to samo jest wśród dorosłych.
                  NIepoliczalne składki na różnorakie imieniny w pracy.....
                  Firmy ochroniarskie....

                  Czym skorupka nasiąknie......
                • a11b12 Re: Nieświadomi haraczy ? 07.07.05, 19:21
                  > Jeśli dziecko nie zwierza sie rodzicom z kłopotów-to wina rodziców.
                  ......
                  > Mój syn nie pożyczał pieniędzy na procent! Przyszedł oburzony,
                  > ze inne dzieci to robią.

                  To już wiesz kto wymusza pieniążki.
                  A wiesz na kim ?
                  Co z tym zrobisz ?
                  • verdana Re: Nieświadomi haraczy ? 07.07.05, 22:41
                    Nie wymusza, tylko pozycza na procent. Naganne ale nie az tak jak wymuszenie.
                    Porusze sprawę na nastepnej wywiadówce. Ale obawiam się, że rodzice raczej popra
                    przedsiebiorczość.
                    • a11b12 Re: Nieświadomi haraczy ? 08.07.05, 09:58
                      > Nie wymusza, tylko pozycza na procent. Naganne ale nie az tak jak wymuszenie.
                      1) Tak się zaczyna.
                      2) Pożyczka może być sprowokowana, a więc na swój sposób wymuszona.
                      Dzieciaki najpierw wywiedzą się czy ofiara ma pieniądze w tym dniu lub ile.
                      Najpierw sprowokują, by wydał, posiadane 2 zł, np na batona, którego zje.
                      Chwile później dzieciaki zorganizują składkę, bądź np. 2 innych kupi soczek.
                      Ofiara, też będzie chciała soczek, więc pożyczy pieniążki ,
                      o c z y w i ś c i e na p r o c e n t.
                      3. Jakoś nie wydaje mi się by dzieciaki pożyczały np. 2 zł na 2%.
                      Dużo bardziej prawdopodobne jest: 50gr od 2 zł za dzień.
                      Nie ma to nic wspólnego z uczciwością, ani prawem obowiązującym w Polsce.
                      To jest przestępstwo.
                      • carlafehr Re: Nieświadomi haraczy ? 19.07.05, 13:57
                        Dzieci wbrew temu, co o nich sądzisz, nie są głupie. Nawet jeśli dadzą się
                        naciągnąć kilka razy, uczą się w końcu, jak rozpoznać naciągaczy i manipulantów
                        i to też jest szkoła życia. Natomiast dziecko, które daje sobą non stop
                        manipulować, to zazwyczaj właśnie dziecko, które nie ma właściwego oparcia w
                        domu i to już inna para kaloszy.
                        Własne dzieci należy uczyć, żeby nie ulegały manipulacjom. Brak kieszonkowego
                        nie zastąpi tej nauki ani nie rozwiąże takiego problemu.
                        • a11b12 Re: Nieświadomi haraczy ? 19.07.05, 19:07
                          Nie jestem przeciwna dawania kieszonkowego.

                          > jeśli dadzą się naciągnąć kilka razy, uczą się w końcu
                          Ale,nie mogę się zgodzić z zasadą uczenia się na błędach.
                          Z błędami trzeba sobie radzić, i wyciągać wnioski.
                          Trzeba im zapobiegać (=/= chować pod kloszem).

                          Takie podejście do problemu jest chowaniem głowy w piasek, przed problemami
                          dzieciaków. Pani po prostu nie widzi problemu haraczy, które mają różną formę
                          (niech dziecko sobie radzi samo - wg pani rozumowania) .

                          A uważam, że problem ma związek z kieszonkowym i jego wysokością.
                          • carlafehr Re: Nieświadomi haraczy ? 19.07.05, 19:43
                            a11b12 napisała:

                            > Nie jestem przeciwna dawania kieszonkowego.
                            >
                            > > jeśli dadzą się naciągnąć kilka razy, uczą się w końcu
                            > Ale,nie mogę się zgodzić z zasadą uczenia się na błędach.
                            > Z błędami trzeba sobie radzić, i wyciągać wnioski.
                            > Trzeba im zapobiegać (=/= chować pod kloszem).
                            >

                            Nie zrozumiałam, czy chodzi o chowaniu pod kloszem?

                            > Takie podejście do problemu jest chowaniem głowy w piasek, przed problemami
                            > dzieciaków.

                            Wręcz przeciwnie. Uważam, że z własnym dzieckiem trzeba rozmawiać i tak
                            postępować, aby nie bało się rozmawiać z rodzicami o trudnych sprawach, musi
                            wiedzieć, że może na rodziców liczyć a nie oczekiwac, że rodzice tylko wyśmieją
                            bądź nakrzyczą.
                            Wierzę jednocześnie, że dziecko nie jest takie głupie, jak sie niektórym
                            wydaje. I że generalnie manipulacjom innych poddaja sie dzieci niepewne siebie,
                            często manipulowane w domu. A te ze zdrowych rodzin prędzej czy później mówia o
                            trudnościach rodzicom.


                            >Pani po prostu nie widzi problemu haraczy, które mają różną formę

                            Ależ widzę i uważam, że należy z tym stanowczo walczyć, zawiadamiając
                            nauczycieli, dyrekcje szkoły, innych rodziców czy policję. I rozmawiając z
                            dzieckiem na ten temat, dyskutując z nim na temat radzenia sobie w takich
                            przypadkach itd. Zreszta nie tylko w sprawie haraczy ale we wszystkich ważnych
                            i trudnych sprawach.
                            Niedawanie kieszonkowego jest chowaniem głowy w piasek - jak dziecko nie będzie
                            miało, to nie będzie musiało płacić haraczy. Jest to rozumowanie błędne z 2 co
                            najmniej powodów: po pierwsze nie uczy to dziecka radzenia sobie w trudnych
                            sytuacjach - w życiu dorosłym bedzie sie i tak musiał tego nauczyc a
                            konsekwencje w dorosłym życiu sa o wiele poważniejsze i osób skorych wtedy do
                            pomocy o wiele mniej. Po drugie brak kieszonkowego wcale nie uchroni dziecka
                            przed haraczem. Może byc tak długo "Obrabiane" psychicznie bądź fizycznie, że
                            bedzie zmuszone wynosić różne rzeczy z domu.


                            > (niech dziecko sobie radzi samo - wg pani rozumowania) .
                            >
                            > A uważam, że problem ma związek z kieszonkowym i jego wysokością.
                            >
                            >

                            Pani upraszcza i schematyzuje.
                            Uważam, że dziecko ma prawo, jak każdy z nas, do popełniania własnych błędów.
                            Moją rolą jest uchronienie go przed sytuacjami niebezpiecznymi poprzez opiekę i
                            rozmowy na wszystkie tematy, również trudne, oraz przekonania go, że ze
                            wszystkimi problemami, czy to dużymi czy małymi może do mnie przyjść i uzyska
                            pomoc.
                            Zaczyna się to już od pieluch i piaskownicy: pozwalam na własne badanie świata
                            i puszczanie się maminej spódnicy, wtedy gdy to bezpieczne. Daję zabawki do
                            wspólnej piaskownicy, chociaż inne dzieci mogą je chcieć zabrać. Pozwalam na
                            obronę tej pierwszej własności przed inymi dziećmi i nie zmuszam do dzielenia
                            się wbrew woli dziecka z innymi jego zabawkami. Uczę go jednocześnie, że inne
                            dzieci tez mogą nie chcieć podzielić się swoimi zabawkami i że nie wolno mu
                            wtedy ich zabierać - może jedynie poprosić lub zaproponowac swoje w zamian.
                            Pozwalam się kłócić, płakać złościć a potem godzić. Reaguję na próby walenia
                            łopatką w głowę. Wkładam w to mnóstwo wysiłku, pocieszam, gdy cos nie wyjdzie i
                            dziecko płacze ale potem pozwalam probowac od nowa. W ten sposób dziecko od
                            małego uczy się zasad wspólżycia: ja decyduję o tym co moje, ktoś inny decyduje
                            o tym, co jego, nie wolno stosowac przemocy, wolno sie bronić, można się
                            dogadywać, negocjowac i wspólpracować. Oczywiście mogłabym pójść na łatwiznę i
                            nie dac dziecku zabawek (lub kieszonkowego za parę lat) do wspólnej piaskownicy
                            i spokojnie czytac książkę nan ławce. Tyle, że niczego dziecko sie wtedy nie
                            nauczy. A gdy będzie starsze, mnie juz nie będzie w każdej sytuacji przy nim i
                            nie będę mogła mu zawsze pomóc. I to wtedy jest właśnie chowanie głowy w
                            piasek.
                            • verdana Re: Nieświadomi haraczy ? 19.07.05, 21:20
                              Nic dodać, nic ująć.
                              W szkołach sa nie tylko haracze. W szkołach sa np. narkotyki.
                              Jedynym wyjsciem jest wobec tego załatwić dziecku nauczanie domowe.
                              Na ulicach zdarzaja się (choc nie tak czesto jak niektórym sie wydaje)
                              gwałciciele, pedofile, złodzieje.
                              Nie pozwalać dziecku wychodzić z domu.
                              Jest mnóstwo gubych dorosłych.
                              Nie pozwalać dziecku nieczego kupowac w sklepie ani niczego zjeść bez pozwolenia
                              dorosłego - aż do pełnoletnosci.
                              Nastolatki zachodza w ciążę - wysłać dziewczynę do żeńskiego internatu, z
                              którego nie można wyjść.
                              To podobne rozwiązania, jak przeciwdziałanie haraczom przez pozbawienie dziecka
                              własnych pieniedzy.
                            • a11b12 Re: Nieświadomi haraczy ? 20.07.05, 10:48
                              > > Z błędami trzeba sobie radzić, i wyciągać wnioski.
                              > > Trzeba im zapobiegać (=/= chować pod kloszem).
                              > Nie zrozumiałam, czy chodzi o chowaniu pod kloszem?
                              MIałam na myśli, że obowiązkiem rodziców jest chronić dzieci by nie miały
                              możliwości popełniania błędów, ale powinni to tak robić by równocześnie nie
                              chować dzieci pod kloszem.

                              > > Takie podejście do problemu jest chowaniem głowy w piasek,
                              > > przed problemami dzieciaków.
                              > Wręcz przeciwnie. Uważam, że z własnym dzieckiem trzeba rozmawiać ...
                              NIe zawsze to wystarczy. Jak trafi do klasy, gdzie jeden lub dwu dzieciaków
                              terroryzuje resztę to co?
                              To ma sobie sam poradzić, choć często nauczyciel sobie nie radzi ?
                              A może powie mu pani, żeby nie dawał ? I co ? Za tydzień będzie mieć pani
                              telefon ze szkoły, że synek właśnie jest w szpitalu z uszkodzonym kręgosłupem,
                              bo nie wiadomo, kto pobił go, lub wyrzucił z okna na korytarzu.
                              Czy może przeniesie go pani do innej szkoły ? Za co ? za karę ? Przecież to nie
                              on rozrabiał tylko koledzy.

                              > Niedawanie kieszonkowego jest chowaniem głowy w piasek - jak dziecko nie
                              > będzie miało, to nie będzie musiało płacić haraczy.
                              NIe napisałam , żeby nie dawać kieszonkowego.
                              Na pewno jak nie będzie miało, to jego podejście do pieniądza będzie inne.
                              Albo będzie stawiać większy opór od innych przed dawaniem,
                              albo samo zacznie wymuszać haracze na innych.

                              > > (niech dziecko sobie radzi samo - wg pani rozumowania) .
                              > > Uważam, że problem ma związek z kieszonkowym i jego wysokością.
                              > Pani upraszcza i schematyzuje.
                              Co upraszczam ?

                              > Uważam, że dziecko ma prawo, jak każdy z nas, do popełniania własnych błędów.
                              Dziecko ma prawo, ale obowiązkiem rodzica jest chronić je przed jego błędami.


                              > dziecko od małego uczy się zasad wspólżycia:
                              > ja decyduję o tym co moje, ktoś inny decyduje o tym, co jego.
                              To nie takie proste . Pani upraszcza:
                              A jeśli "ktoś inny" zdecyduje, że jego jest to co faktycznie jest moje ?
                              To właśnie jest wymuszanie haraczy.
                              • carlafehr Re: Nieświadomi haraczy ? 20.07.05, 11:25
                                Pani nie czyta, tego co piszę, a przynajmniej nie czyta ze zrozumieniem.
                                Odpowiedzi na wszystkie Pani pytania znajdzie Pani w poście, do którego stawia
                                Pani ponownie pytania.

              • kasiapfk Re: Nieświadomi haraczy ? 20.07.05, 21:06
                > NIe mam doświadczeń, nie mam dzieci, ale obserwuję świat wokół.
                i to jest właśnie sedno sprawy...

                A świat wokół to nie całoy świat.
            • anax2 Re:kieszonkowe 06.07.05, 16:37
              mój szymek ma 6,5 roku.jeszcze nie dostaje kieszonkowego ale zbiera do
              skarbonki pieniażki które dostanie od dziadków i znajomych.Robiac mu prezęt na
              dzień dziecka powiedziałam że jeżeli wybierze sobie tor (hot weels)za 50-60zeta
              to ja mu go kupię.Ale jeżeli jego prezęt przekroczy tą sumę to bedzie musiał
              dołozyć ze swojej skarbonki.I to wydaje mi sie dobrym pomysłem.robię mu prezęty
              do 60zeta a jak ma ochotę na coś drozszego to musi dołożyć.
              a co do kieszonkowego to mam zamiar mu dawa jak bedzie chodził do 1 klasy.teraz
              chodzi do zerówki i ma zapewnione wyżywienie.jak bedzie chodził do szkoły to
              bedzie dostawał 5zeta na tydzień.I te pieniądze maja mu wystarczyć na
              drozdzówkę lub picie w szkole a jak nie wyda to schowa do skarbonki.
              Tez uważam że płacenie za prace domowe to przsada bo to jego obowiązek żeby
              pomagał w domu.narazie ma obowiazek sprzatać swój pokój.
              a co do haraczu to jest problem nie tylko rodzinny ale i nauczyciele powinni na
              to zwracać uwage.i myslę że mój syn mi powie jak coś takiego będzie miało
              miejsce i napewno go do tego przygotujesmile
              Pamiętam jak rok temu.szymek miał w tedy 5,5 roku mi mówi czy bedę mu dawała
              kasę.nie wiem gdzie to usłyszał,czy koledzy już dostawali w tym wieku.ale ja
              się na to nie zgodzłam,powiedziałam że dostanie jak pójdzie do szkoły
    • evee1 Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 20.07.05, 05:22
      a11b12 napisała:

      > Nie jestem przeciwna dawania kieszonkowego.
      >
      > > jeśli dadzą się naciągnąć kilka razy, uczą się w końcu
      > Ale,nie mogę się zgodzić z zasadą uczenia się na błędach.
      > Z błędami trzeba sobie radzić, i wyciągać wnioski.
      > Trzeba im zapobiegać (=/= chować pod kloszem).
      >
      > Takie podejście do problemu jest chowaniem głowy w piasek, przed problemami
      > dzieciaków. Pani po prostu nie widzi problemu haraczy, które mają różną formę
      > (niech dziecko sobie radzi samo - wg pani rozumowania) .
      >
      > A uważam, że problem ma związek z kieszonkowym i jego wysokością.
      >
      Problem haraczu nie ma w ogole zwiazku z kieszonkowym. Wyludzadze nie zywia sie
      jedynie pieniedzmi i zlikwidowanie kieszonkowego wszystkim dzieciom nie
      spowoduje, ze problem nagle zniknie. Wtedy wyludzane beda rozne rzeczy,
      zabawki, glugopisy, plecaki, komorki, ubrania (zreszta pewnie i teraz sa).
      Oczywiscie, ze problemom trzeba zapobiegac, ale jezeli akurat sie nie da, to
      trzeba sie nauczyc sobie z nim radzic.

      W szkole moich dzieci akurat nie ma haraczy (nie mieszkam w Polsce). Czy w
      takim razie moge dzieciom dawac kieszonkowe? Oczywiscie pytanie jest
      retoryczne, bo uwazam, ze dawanie dzieciom mozliwosci zapoznania sie z
      pieniedzmi zabezpiecza je finansowo na przyszlosc, wiec tak jak dawalam, tak i
      bede je dawac.

      A co do uczenia sie na bledach, to jakbym slyszala swoja mame smile). "Alez
      po co coreczko masz to robic, ja WIEM, ze to nie ma sensu". Dla niej nie ma,
      dla mnie ma sens, bo jestem inna, bo mam inne cele w zyciu i to jest moje zycie
      i to ja chce zdobywac to doswiadczenie.
      Jak corka ma problemy z kolezankami w szkole (na przyklad ma klopot z dwoma
      grupami przyjaciol, ktore zwalczaja sie nawzajem, stawiajac rozne warunki), to
      przychodzi do mnie i rozmawiamy o tym, ja jej tlumacze rozne zachowania,
      sugeruje co moze zrobic i pokazuje jakie moga byc tego czy innego postepowania
      konsekwencje, ale to ona podejmuje decyzje co zrobi (corka ma 10 lat).
    • aomega Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 31.07.05, 14:02
      Mój 13 letni syn dostaje 30 zł na miesiąc.Kupuje sobie za to płyty,gazety i
      kartę do tel.Często zbiera na markowe ciuchy i w praktyce wychodzi to tak,że
      ciuchy kupuje sobie sam za swoje(dokładamy mu ew.20 zł do jakiejś rzeczy)
      • verdana Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 31.07.05, 17:55
        Przepraszam bardzo- jak mozna kupować płyty, gazety i karty za 30 zł miesięcznie
        - gdy jedna plyta - nie za droga- kosztuje zazwyczaj powyżej 40 zł?
        • aomega Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 01.08.05, 11:54
          sprecyzuje-płyt i karty nie kupuje miesiąc w miesiąc.Musi uzbierać i dokonać
          wyboru.życie lekkie nie jest...
          • verdana Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 01.08.05, 15:16
            Gazety - ok. 20 zł. miesiecznie. Zostaje 20. Jesli rozmawia, nawet bardzo
            krótko, to drugie 10 zł. Więc na płytę zbiera pół roku? I nic więcej nie kupuje
            - prezentów, napojów, gumy, batonika - absolutnie niczego poza tym dla siebie?
            Wybacz, ale cos mi sie nie zgadza.
            • aomega Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 01.08.05, 19:11
              20 zł miesięcznie na gazety??? to nawet my tyle nie wydajemy..przesadziłaśsmile
              • verdana Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 01.08.05, 19:15
                Tygodniki oscyluja między 3,5 a 5 zł. czyli zadnego tygodnika czytać nie może.
                Miesięczniki to ok 10 zł. Więc przedział gdzieś między tymi liczbami. A telefony
                - jesli telefonuje, to min. 10 zł miesięcznie leci. I gdzie tu płyty?
                No, chyba że kupuje nielegalnie kopiowane. A na to chyba się nie godzicie?
                • aomega Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 01.08.05, 20:04
                  Ależ z Ciebie matematyczka....
                  • verdana Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 01.08.05, 21:07
                    No, bo coś tu się nie zgadza...
                    • nokia71 Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 06.08.05, 08:01
                      Ja daje w roznej wysokosci- 20- 100 zl/ miesiecznie. Forsa jest niezaleznie od
                      różnych przestepstw, bardziej sklonna jestem dodatkowo gratyfikowac sukcesy,
                      porazki po kieszeni nie wala juz sama swiadomosc porazki jest wystarczajaco
                      dobijaca.
                      Chociaz kiedy dzieci zniszczyly mi drogie kosmetyki- poprosilam o zwrot kasy.

                      Kiedy tylko sie da- zakladam dzieciom konto. Wtedy tez rosnie wielkosc
                      kieszonkowego, latwiej jest wtedy zbierac na cos.
        • nokia71 Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 06.08.05, 08:02
          verdano istnieja rowniez kasety. kaste orginalna nie kosztuje wiecej niz 25
          zlotych.
    • suzimuzi Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 06.08.05, 21:00
      Moja coreczka ma prawie 4 lata. Odkad skonczyla 3 lata, daje jej rownowartosc
      zlotowki dziennie (nie mieszkamy w Polsce, ale mowie o wartosci). Wszystko
      wrzuca do skarbonki, bo i tak nie zna wartosci pieniadza by na cos wydac. Mam
      nadzieje ze jesli teraz przyzwyczai sie do odkladania to jak juz zacznie
      dostawac prawdziwe kieszonkowe to pomysli zanim wyda.
      Pozdrawiam
      Suzann mama Izuni i Uli
      • wieczna-gosia suzann!!! 07.08.05, 21:55
        chyba cos przegapilam w rozwoju twojej rodzinki wink pamietasz mnie wink))
        Gosia26 sie klania wink
    • wwww_wwww Re: Czy dajecie dzieciom kieszonkowe? 18.08.05, 09:00
      Jak najpóźniej!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka