Koleżanka z klasy

18.12.06, 08:47
Witam. Chciałam zapytać Was o opinie w pewnej sprawie.
Mój syn chodzi do klasy z jedną dziewczynką. (pierwsza klasa) Jest malutka,
cichutka, w zasadzie to jakby jej nie widać na tle klasy. Wszystko jej
pasuje, zawsze jest uśmiechnięta, lubiana w klasie, bardzo fajny dzieciak smile
Obserwuję ją jednak od pewnego czasu i widzę, że jest dość zaniedbana. Ten
sam sweterek z niemiłym zapaszkiem widzę już chyba trzeci tydzień, but bez
sznurówki, nieumyte, nieuczesane włosy. Generalnie nie rzuca się to
specjalnie w oczy, ale mnie jest żal tego dziecka. Dziewczynka chodzi też na
zajęcia wyrównawcze (w grupie 3 dzieci na całą klasę)
Nigdy nie widzę rodziców, mała przychodzi ze starsza siostrą.
Nie chcę się wtrącać w cudze dzieci, ale niesamowicie złości mnie takie
odpuszczanie sobie. Przecież wystarczy dziecko wykąpać, oprać i przebrać
chociaż raz na tydzień! Chodzą do tej klasy małe "damulki", w tym jedna ze
skłonnościami do dokuczania. Nie chce krakać, ale pewne sytuacje same się
nasuwają. A jeśli chodzi o wychowawczynię, to jest takim "kapralem" bez
ciepłych odruchów.
Drogie Panie (i Panowie), jaki tu można zrobić w ogóle ruch? I czy w ogóle
warto go robić? A może przesadzam...W każdym razie wygadałam się i już mi
lepiej.
Pozdrawiam.
    • kania_kania Re: Koleżanka z klasy 18.12.06, 09:08
      Polecam rozmowe z pedagogiem szkolnym... Od tego ten czlowiek tam jest, zeby
      m.in. o takich sprawach z nim rozmawiac.

      Kania
    • klaviatoorka Re: Koleżanka z klasy 18.12.06, 11:27
      ja również polecam pedagoga szkol.- chociaż tak naprawdę tą sprawą powinna
      zainteresować się wychowawczyni.
      co ty możesz jeszcze zrobić?
      np. "nalot" telefoniczny lub osobisty na koleżanki, które mają córki, popytaj,
      czy nie mogłyby poszukać jakiś ubranek, z których wyrosły ich dzieci (pamiętaj
      też o tej starszej...), zrób zbiórkę (również jakieś drobiazgi, typu piórniki,
      maskotki, może pościel...) i... tu masz do wyboru kilka możliwości:
      -wręczyć to starszej siostrze, gdy będzie odbierać małą
      -załatwić sprawę przez wychowawczynię lub pedagoga
      -wypytać się o adres i dostarczyć osobiście

      • agatka_s Re: Koleżanka z klasy 18.12.06, 11:38
        Matko nie !!!!!

        Nic nie wreczac dzieciom.

        Wyobraz sobie ze wiazesz koniec z koncem, masz dziecko, starasz sie, ale ci nie
        wychodzi, sama przezywasz dramat i twoje dziecko tez przezywa dramat, bo ono i
        tak juz wie ze jest inne. I twoje dziecko ktoregos dnia przynosi uzywane
        ubranka, bo "jakas pani mi dala"...Co czujesz jako matka ?


        Rany przeciez to mozna taka straszna przykrosc zrobic !!! I dzieciom i
        rodzicom, jeszcze teraz na swieta.

        Absolutnie powinien sie tym zajac ktos kto umie takimi rzeczami sie zajmowac i
        kto zrobi to delikatnie, z wyczucie, ktos kto przez dziecko ale i przez jego
        rodzicow zostanie odebrany jako przyjaciel.

        Naprawde w takich sytuacjach trzeba postepowac bardzo delikatnie-natomiast
        trzeba cos zrobic-wlasnie poinformowac pedagoga.
        • kalosze2 Re: Koleżanka z klasy 18.12.06, 18:39
          Właśnie rzecz w tym, że nie chcę być nachalna i nietaktowna. Ja nie wiem, co to
          za dom, może biedny, a może nie. Żeby dziecko umyć i zmienić mu ubranie od
          czasu do czasu chyba nie trzeba opływać w dostatki. Mylę się?
          Zastanawiałam się, czy gdybym dała jakąś bluzeczkę, czy dwie tej starszej
          siostrze dla tej małej, (bo akurat ten rozmiar, bla, bla) to byłoby
          niedelikatne?.. Pamietam, że mnie znajoma z widzenia pani z placu zabaw też
          wręczyła kiedyś sukienkę dla córki, bo akurat miała po swojej. Podziekowałam i
          tyle. Nie wyglądam na biedną, po prostu dlaczego nie? smile
          Być może to skłoni mamę dziewczynki do przemyśleń?..
          • monia145 Re: Koleżanka z klasy 18.12.06, 20:15
            Nic nie dawaj zanim nie porozmawiasz z pedagogiem, który powinien zbadać sprawę-
            czy taka pomoc jest potrzebna? To, że ktoś nie zmienia swetra przez trzy
            tygodnie nie oznacza wcale, że nie ma się w co ubrać- może nie miec tylko
            zakodowanych nawyków higienicznych....równie dobrze matka dziewczynki może po
            takim geście z Twojej strony zrobić Ci piekielną awanturę w szkole...chcesz
            tego? Ludzie są różni i mogą inaczej odczytać Twoje intencje.....nawet jesli
            doszłoby do przekazania ciuchów lepiej zrobić to anonimowo.....
          • monia145 Re: Koleżanka z klasy 18.12.06, 20:22
            kalosze2 napisała:
            Pamietam, że mnie znajoma z widzenia pani z placu zabaw też
            > wręczyła kiedyś sukienkę dla córki, bo akurat miała po swojej. Podziekowałam
            i
            > tyle. Nie wyglądam na biedną, po prostu dlaczego nie? smile



            Ja bym przynajmniej zapytała się skąd pomysł, że mogę być zainteresowana taka
            sukienką.....
            • kalosze2 Re: Koleżanka z klasy 18.12.06, 21:01
              Ty byś zapytała, ja nie uznałam tego za konieczne. Czy zwykłe gesty życzliwości
              bez powodów i ukrytych intencji w dzisiejszych czasach już nie wystepują? smile

              Apropos dawania anonimowo ciuchów: ja bym takich nie przyjęła (nie wiem jak
              inni). Myślałam o jednej, dwóch rzeczach "z sympatii do dziecka".
              • monia145 Re: Koleżanka z klasy 18.12.06, 21:08
                No to pomyśl i o takiej sytuacji.....
                Nie mozna mierzyć innych ludzi własna miarą- to, że Ty byś nie przyjęła
                anonimowych ciuchów nie oznacza, że ktoś by tego nie zrobił...a może by nawet
                wolał? Dlatego tak ważne jest wybadanie sprawy zanim coś postanowisz
                zrobić...bo tutaj chodzi o uczucia innych, a nie, bez obrazy, Twoje.........
                • monia145 P.S. 18.12.06, 21:23
                  Może źle się wyraziłam- Twoje uczucia też sa naturalnie ważne, istotne jest,
                  abys została dobrze zrozumiana przez obdarowywanych i bay twoje dobre skądinąd
                  intencje zostały dobrze odczytane i nie stały się źródłem przykrego
                  zdumienia....
                  Ale obdarowywac tez trzeba z rozmysłem...czasami lepiej zachować anonimowość,
                  aby obdarowany nie czuł się skrępowany...to przeciez zupełnie obcy ludzie dla
                  Ciebiesmile
                  • sion2 ja widze to tak 18.12.06, 21:45
                    poniewaz mam pod opieka dzieci ktore wlasnie tak wygladaly w szkole zanim nie
                    dostaly pomocy, a są z rodziny patologicznej mam bogate doswiadczenie w tym
                    zakresie

                    1. idź do pedagog i zapytaj co wie o tej rodzinie, przede wszystkim czy jest to
                    rodzina biedna bo patologiczna czy biedna bo tak im sie w zyciu ulozylo

                    2. z opisu twojego moge juz na oko wywnioskowac ze dziecko to jest z
                    patologicznego srodowiska, gdyz nieprzbierane i brudne dzieci, nie myte wlosy -
                    to znak patologii i braku zainteresowania rodzicow a nie biedy
                    biedne dziecko ma ubrania ciagle te same ale schludne

                    3. rodzice nie przychodza do szkoly - kolejna przeslanka ze to patologia

                    jesli chcesz pomoc tej malej powinnas zebrac najpierw wywiad w jakich warunkach
                    oni mieszkaja czy jest tam alkohol
                    jesli rodzice nie sa alkoholikami ale tylko niedolni zyciowo i wychowawczo,
                    mozesz zorganizowac zbiorke ciuchow dla malej ale nie radze dawac wszystkiego
                    na jeden raz! jesli chcesz sie zaangazowac mozesz np. umawiac sie z dziewczynka
                    ze co poniedzialek rano sie spotykacie w szkole i ty przebierasz ja w czyste a
                    zabierasz brudne do uprania i tak na zmiane, mozesz popytac mamy dziewczynek
                    czy ich corka sie nie przyjazni z dzieckiem tym i moze potem czasem by małą
                    wykapaly

                    nie licz na zadna wspolprace z rodzicami,ze docenia pomoc, ze sie zmienia, ze
                    zastanowia - dla takich ludzi przedmioty tyou telewizor są wazniejsze niz
                    wlasne dzieci, dzieci są ich własnoscia i moga z nimi robic co chca wg nich,
                    tacy ludzie najczesciej maja bardzo czysto w domu ale dzieci chodza brudne

                    a w ogole skad jestes, jakbys chciala jakich porad pisz smialo na sionek@o2.pl

                    ja jestem wolotariuszka do takiej rodziny od 2,5 roku
                    • verdana Re: ja widze to tak 19.12.06, 09:24
                      Sion ma 100% racji. Zrób, jak radzi.
                    • croyance Re: ja widze to tak 20.12.06, 21:56
                      3. rodzice nie przychodza do szkoly - kolejna przeslanka ze to patologia

                      Ale tylko przeslanka ... u mnie w klasie byl chlopiec, ktorego rodzice nigdy
                      nie przychodzili na zadne wywiadowki i w ogole w nic sie nie angazowali, tez
                      byly rozne dochodzenia, w koncu okazalo sie, ze oboje poruszaja sie na wozkach
                      inwalidzkich i rzadko wychodza z domu (bylo to dawno przed jakimikolwiek
                      kampaniami o trzech schodach etc.). Jako osoby niepelnosprawne, nie byli w
                      stanie dopilnowac wszystkiego, ale byli wspaniala rodzina i na pewno nie
                      patologiczna.
    • atra1 Re: Koleżanka z klasy 19.12.06, 19:40
      Wiecie co, ta sytuacja wcale nie musi oznaczać patologii

      Jak mialam tak 7-11 lat wyglądałam jak mała fleja - ciągle w tych samych ciuchach, z dzikim wstrętem do kąpieli. Wtedy wychowywala nas juz tylko mama, wykonująca szanowany zawód, ale siedząca w pracy wiecznie, bo musiała utrzymac dwie rosnące dziewoje. Doglądała mnie siostra starsza o 7 lat, ale wiadomo jak to jestsmile
      Nie przypominam sobie ani jednej wywaidówki w podstawówce, żeby mama była.
      A - jeszcze jedno - wtedy ubrać się miałąm w co, ale miałam dziki wstręt i do kąpieli i do strojenia - klasyczny abnegat, nie mówiąc o tym, jakismietnik miałam w tornistrze i notatkach - swoją droga moje torebki do dziś wyglądają jak smietniczki.

      Więc zanim ruszysz do rodziny jednak upewnij sie w szkole. Może ta dziewuszka to też taki mały flejtuchsmile
    • clarkia.elegans Re: Koleżanka z klasy 20.12.06, 14:12
      Synek choruje czasem? i może czasem opuszcze szkołę z tego powodu? Świetny
      prtekst żeby wpaść do domu dziewczynki i pożyczyć zeszyt, lub tą książke w
      której dużo się ostatnio pisało... Później trzeba będzie przecież oddaćsmile
      Zobaczysz jak mieszkają, zobaczysz rodziców, właściwie to zobaczysz dużo, choć
      by przez próg. Później zeszyt/książke trzeba oddać, może zagadasz z rodzicami o
      szkole i dadzą zaproić się na kawe? Może dadza się zaprosićdopiro po drugim,
      trzecim pozyczeniu zeszytu? I wtedy do mamy: "Ach, wie pani... kupiłam taka
      sukienkę/bluzeczke córce siostry, ale jak tak patrze to na pewno będzie za
      mała! Oddać się nie da w sklepie bo już ją tyle trzymam, ale może na pani
      córeczkę będzie dobra? Na prawde nie znam nikogo kto ma taką uroczą
      dziewczynkę, niech pani zobaczy jak ten kolorek pasuje małej..." itd.
      Mama zawsze tak załatwiała te sprawy... moja siostra właśnie chodziła do klasy
      z taką dziewczynką, okazało sie ze jej rodzice to bardzo wartośowi ludzie lecz
      zapracowani, nie mieli czasu dla dzieci, byli ubodzy ale się starali, później
      gdy się zaprzyjaźniły, już nie było takich problemów, cos nie tak kupione? za
      małe na siostre? To szło do jej koleżanki, przesiadywały razem, odrabiały razem
      lekcje, mamy spotykały się czasem w szkole i rozmawiały.
      Może ci rodzice też są za bardzo zajęci praca? Bo to że ktoś jest ubogi, to nie
      znaczy że nie pracuje...
    • mgla_jedwabna Re: Koleżanka z klasy 23.12.06, 00:07
      a propos tego, ze dziecko moze miec rodzicow zajetych: dla mnie jest swego
      rodzaju patologia to, ze ktos jest tak zajety, ze jego dziecko chodzi w
      smierdzacych ciuchach. Nawet jesli rodzice wykonuja powszechnie szanowany zawod.

      rzeczywiscie dobry jest chyba sposob z pozyczaniem zeszytu "bo syn byl chory".
      Mozna zobaczyc, co to za dom. A pomoc dziecku trzeba, bo dzieci sa okrutne-
      tylko patrezc, jak ktores np. wymysli jej przezwisko
      typu "fleja" "smierdziel" "szczurek" i kompleksy na lata gotowe...

      Jesli wychowawczyni to taki "kapral" to moze jednak psycholog/ pedagog szkolny?
      Bo tacy "kaprale" potrafia nieraz- przy najlepszych checiach- zawalic cala
      sprawe np. narobic dziecku wstydu.

      A czy ta siostra tez jest taka zaniedbana?
Pełna wersja