Dodaj do ulubionych

faworyzowanie dzieci nauczycieli

01.03.07, 13:55
Artykuł na interii skłonił mnie do rozpoczecia tego wątku.
W podstawówce moje dziecko siedziało w ławce z córką nauczycielki i często
przychodziło do domu rozżalone na jawną niesprawiedliwość.
Łagodniejsze ocenianie takich uczniów może być tylko subiektywnym odczuciem,
ale jak wytłumaczyć fakt, ze w przypadku gorszej oceny tylko tamta uczennica
dostawała drugą szansę? Także przy ocenie z zachowania nie mogłam sie oprzeć
wrażeniu, moją córkę obowiązują zupełnie inne kryteria.
W innym wątku jakaś mama opisała sytuację w której jej syn dostał uwagę i
ostrą reprymendę za bójkę z nauczycielskim dzieckiem. Zastanawiam się, jaka
byłaby reakcja gdyby to tamten uderzył. A przecież nie wiadomo do końca jak
było, ponieważ nauczyciel o to nie pytał tylko z góry założył kto jest
gorszy.
Macie jakieś spostrzeżenia?
Obserwuj wątek
    • agatka_s Re: faworyzowanie dzieci nauczycieli 01.03.07, 14:00
      Ja nie mam, bo ja sie nie przygladam innym dzieciom, ani tym bardziej tym jak
      sa oceniane.

      Przygladam sie tylko swojemu dziecku, i dopoki jakies inne dziecko nie
      zachowuje sie w sposob niebezpieczny i naruszajacy prawa mojego dziecka to
      naprawde mnie to nie obchodzi jak zachowuja sie czy ucza inne. Uwazam ze
      zachowanie cudzych dzieci i ich ocenianie przez nauczycieli to sprawa miedzy
      tymi dziecmi, ich rodzicami i nauczycielem. Nie moja z pewnoscia (ani mojego
      dziecka tym bardziej).
      • kowaliska Re: faworyzowanie dzieci nauczycieli 01.03.07, 14:18
        A jeżeli twoje dziecko zapyta, dlaczego dostało gorszą ocenę za większy wkład
        pracy to co mu odpowiesz? Że to nie jego sprawa? Będziesz mu wmawiać, że pewnie
        zrobiło coś gorzej i dlatego nie zasłuzyło? To jest nie fair, bo wpływa na
        samoocenę.
        • agatka_s Re: faworyzowanie dzieci nauczycieli 01.03.07, 14:41
          Nie sadze aby moje dziecko przezywalo takie rozterki, zazwyczaj jak dostaje
          gorsze oceny to tylko "na wlasne" zyczenie. Poza tym moje dziecko nie opowiada
          mi kto co dostal, dla niego poprostu ta kwestia nie istnieje. Ja naprawde nie
          mam pojecia co dastal Xsinski a co Ygreksinski, czasem to mi nawet glupio, bo
          np rozmawiam z jakas mama i tak nie bardzo wiem czy syn pani Ygreksinskiej to
          dobry uczen czy nie bardzo (ale za to wiem ze gra beznadziejnie w pilke i
          ostatnio puscil 3 szmaty)...

          Raz tylko byla sytuacja gdy jego ocena versus innych miala jakies znaczenie.
          Kiedy moj syn, w pracy grupowej (robili w weekendy makiete) uczestniczyl mniej
          niz inni koledzy z grupy, bo wyjechal ze mna na narty na dwa tygodnie (wiec
          obiektywnie to ja bylam winna jego obecnosci nie on). Pani spytala sie co kto
          robil w czasie pracy nad makieta i wyszlo na jaw ze moj syn na 3 spotkania
          weekendowe byl tylko 1 raz. Pani postwaila mu ocene nizsza niz pozostalym
          kolegom i powiedziala ze nie pojedzie z kolegami na konkurs bo w zasadzie jej
          nie robil(bo makieta miala byc gdzies tam prezentowana). Na nastepnej lekcji,
          koledzy z grupy poszli do pani i poprosili o taka sama ocene dla syna i zeby
          moje dziecko moglo jechac. Cala klasa prosila i pani sie zgodzila. Ja sie o
          tym incydencie dowiedzialam juz duzo po i to od innej mamy, nie od mojego
          dziecka. Moje dziecko tylko na moje pytanie czy takie cos mialo miejsce
          powiedzialo: "aha"

          Moje dziecko jest nauczone traktowac takie rzeczy z dystansem: skoro dostalem
          gorsza ocene to widocznie zasluzylem, nastepnym razem musze sie postarac. Nie
          przejmuje sie tym ze ktos dostal lepsza ocene. Chos akurat w tym przypadku wiem
          ze mu bylo przykro, bo to ewidentnie nie byla jego wina....

          Z mojego (rodzica) punktu widzenia porownania z innymi dziecmi, sa tez
          niepotrzebne mi zalezy na tym aby moje dziecko sie czegos nauczylo,i to nawet
          lepiej ze nie jest faworyzowane-kiedys w ogolnym rozrachunku wyjdzie mu to
          tylko na dobre. A kto to bedzie pamietal ze jakas tam dziewczynka dostala
          lepszy stopien...

          Wedlug mnie nauczyciel faworyzujacy dziecko robi mu tylko i wylacznie krzywde.
          Nie innym dzieciom, tylko wlasnie temu faworyzowanemu.
          • kowaliska Re: faworyzowanie dzieci nauczycieli 01.03.07, 17:29
            Gratuluję syna! Z tego co piszesz, to mądry i lubiany chłopiec. Ja mam córkę -
            dziewczyny są z natury bardziej gadatliwe i dlatego dowiadywałam sie o
            wszelkich problemach. Ja też z początku uważałam, że każdy powinien "robić
            swoje" jak najlepiej i nie ogladać się na innych. Niestety, gdy pojawia się
            problem i staje się drażniąco jaskrawy, to już nie da sie tego ignorować.
    • d.wludyka Re: faworyzowanie dzieci nauczycieli 01.03.07, 16:18
      Jestem córką nauczycielki i mam wspomnienia odwrotne. Zawsze wymagano ode mnie
      wiecej, szczególnie moja mama - w sytuacji gdy cała klasa nie potrafiła
      rozwiązać jakiegoś zadania tylko ja dostawałam 2.
      • wieczna-gosia Re: faworyzowanie dzieci nauczycieli 01.03.07, 22:31
        tez jestem corka nauczyciela- i pamietam podobnie. KOszmar sie bylo czegos nei
        nauczyc, zwlaszcza z przedmiotu szanownego tatusia. Stopni nie pamietam- kazde
        cos ponizej 5 bylo okupione moimi lzami i awantura w domu......
    • midnightsummmerdream rozpoczelam jakis czas temu taki watek.. 01.03.07, 16:26
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=46&w=53633045&a=53633045&v=2&wv.x=2
      • kowaliska Re: rozpoczelam jakis czas temu taki watek.. 01.03.07, 17:34
        I bardzo dobrze, że walczyłaś o dziecko, bo najgorsze co można zrobić, to nie
        zrobic nic i pokazać dziecku jak się siedzi cicho. Kiedyś nasze dzieci pójdą do
        pracy i też muszą wiedzieć, na czym polega sprawiedliwość i że trzeba samemu
        się cenić aby być docenionym.
        • paula_paulina_10 Re: rozpoczelam jakis czas temu taki watek.. 01.03.07, 18:29
          Wiesz, sprawiedliwośc jest rzeczą dość względną. Weźmy panią mającą 50 lat,
          wieloletniego pracownika chodzącego stale na zwolnienia lekarskie. Pracę ktoś
          za nią musi zrobić, więc teoretycznie powinno się ją zwolnić. Ale czy to
          sprawiedliwe skoro choróbsk nabawiła się pracując, przez 25 lat była bardzo
          oddana temu co robi? Nie mam nikogo konkretnie na myśli, ot taki wymyśolny
          przykład o sprawiedliwości.
          Nie biłabym piany, nie rozrabiała. Dzieci nauczycielskie często nie maja
          łatwego życia, a dorośli niepotrzebnie wtrącają się w zycie szkoły. Może lepiej
          az tak nie ingerować?
          Mój syn przyjaźni się z synem nauczycielki z tej samej szkoły. Kiedyś coś
          narozrabiali. Niegroźnie. Zostali ukarani identycznie , tak że nie widzę
          faworyzowania kogokolwiek.
          • midnightsummmerdream paula 02.03.07, 11:35
            wybacz,ale Twoj przyklad z 50 latka jest dosc nietrafiony,a Twoj
            przypadek "niegroznego narozrabiania" z sytuacja mojego syna,ktory byl
            niesprawiedliwie oceniany tez ma niewiele wspolnego.

            trzeba walczyc o dzieci, kiedy trzeba
            • paula_paulina_10 Re: paula 02.03.07, 13:06
              Nie wiem czy mój przykład z 50 latką był trafiony czy nie, ale pokazuje, że
              sprawiedliwość ma rózne oblicza.
              Czy za kilka lat też pójdziesz kłócić się do szefa, że syn nie dostał podwyżki?
              Zaś tak sobie myślę, że "walczenie o dzieci" kiedy trzeba tak naprawdę sporo im
              szkodzi.
              Podam Ci przykład. Nauczycielka piła usiłuje nauczyć dzieci matematyki.
              Poświęca swój prywatny czas, uczy, egzekwuje i wymaga. Bardzo duzo wymaga. Kto
              nie zrobił 10 zadań dostaje pałę. Pół klasy ma dwóje kilkoro pały, ale klasa
              naprawdę dobrze umie matematykę.
              Dwie mamy stają za dziećmi murem i walczą argumentując to, że dzieci przyjaciół
              z innych szkół mają piatki i umieją mniej. Czy też pochwalasz tego typu
              zachowanie?
              • kowaliska Re: paula 02.03.07, 14:12
                Nie zgadzam się, ze walka "kiedy trzeba" może zaszkodzić. Szkodzą swoim
                dzieciom zarówno tzw. "upierdliwe mamuśki" które są w szkole dwa razy w
                tygodniu i zgłaszają zastrzeżenia do wszystkiego, jak i te zgadzające się na
                wszystko w imię świętego spokoju.
                Ja długo zaliczałam sie do tych drugich, ale do czasu. W ciągu sześciu lat DWA
                razy zdarzyła sie sytuacja, kiedy trzeba było interweniować. Tylko ja wiem, jak
                bardzo miałam ochotę odpuścić, przeczekać i zapomnieć. Ale jak to wytłumaczyć
                dziecku? Że tak lepiej? Wygodniej?
                Niektóre mamy piszą że dzieci są nieobiektywne i przedstawiają sytuację na
                swoją korzyść. Jestem realistką i zawsze biorę to pod uwagę, ale nie można tym
                kwitować każdej sprawy, bo dziecko przestanie nam ufać.
                Jak już pisałam, interweniowałam dwa razy, kosztowało mnie to mnóstwo nerwów,
                ale przygotowałam sie do tego bardzo rzetelnie i miałam 100 procent pewnosci że
                mam rację. Dlatego bez trudu osiagnęłam, to co zamierzałam.
                Dzisiaj zrobiłabym to samo. Córka wie, że na mnie może liczyć i to jest bardzo
                ważne.
              • kowaliska Re: paula 02.03.07, 14:59
                P.S. Jeszcze jedno: "Pół klasy ma dwóję, kilkoro pały, ale klasa naprawdę
                dobrze umie matematykę" - naprawdę nie widzisz sprzeczności?
                • paula_paulina_10 Re: paula 02.03.07, 18:55
                  Mamy inne poglądy na wychowanie. Ja uważam, że w szkole musi dziac się coś
                  naprawdę bardzo złego, aby rodzice musieli interweniować. Jawna przemoc,
                  rozbój, dręczenie. W przypadku "małych i większych" niepowodzeń dziecko powinno
                  miec oparcie w domu i radzić sobie we własnym zakresie.
                  Jesli się tego nie nauczy będzie w życiu biedne. W pracy kolega dostanie
                  niezasłuzony awans - pobiegnie do szefa, szef się skrzywi do dyrektora.
                  Dziecko musi wiedzieć, że nie zawsze jego na wierzchu, nie zawsze wszyscy są
                  sprawiedliwi i obiektywni.
                  Opisana przeze mnie sytuacja o wymagającej matematyczce wcale nie jest
                  niekonsekwentna. Dzieci odrobia 5 nie 10 zadań - pała. Na dwóje sporo się
                  trzeba namęczyć i napocić. Ściaganie - niezaliczona klasówka itd.
                  W innych klasach/szkołach uczeń poprawny dostaje 4, tu nie więcej niż 3.
                  Nauczycielka zmusza do wysiłku, nauki, ćwiczeń, robienia kolejnych zadań,
                  powtórek. I to skutkuje bardzo dobrą znajomościa przedmiotu.
                  Niestety, są mamy, którym się to niepodoba. Dziecię zrobiło połowę zadanych
                  zadań, bo musiało pojechac do cioci, więc dostaje pałę. A co robi mama? Biegnie
                  do szkoły z awanturą, żeby dziecko czuło, że jest po jego stronie. A na
                  sprawdzianach, egzaminach, maturze jest płacz i zgrzytanie zebami.
                  Zastanawiam się jak to się stało, że przez prawie 9 lat nigdy nie byłam w
                  szkole w innym czasie niż na wywiadówkach i dniach otwartych?
                  Co prawda nie opuścilam żadnego spotkania, ale w szkole przed południem sie
                  mnie nie uświadczyło.
                  • kowaliska Re: paula 02.03.07, 21:53
                    Koniec. Odpuszczam. Nie lubię dyskutować wiedząc, że do nieczego nie dojdziemy.
                    Pozdrawiam.
                • paula_paulina_10 Re: paula 02.03.07, 19:12
                  Mamy inne podejście do wychowania. Ja uważam, że musi się dziać cos naprawdę
                  bardzo, bardzo złego - przemoc, dręczenie, żeby rodzice musieli interweniować.
                  Dziecko musi nauczyć się radzić sobie z przeciwnościami , z nieprzychylnymi
                  kolegami i z niesprawiedliwością. Jeśli nie nauczy się tego w szkole to biada
                  nam.
                • dziewczyna-szamana Re: paula 09.03.07, 22:57
                  kowaliska napisała:

                  > P.S. Jeszcze jedno: "Pół klasy ma dwóję, kilkoro pały, ale klasa naprawdę
                  > dobrze umie matematykę" - naprawdę nie widzisz sprzeczności?

                  ja nie widze sprzeczności bo czasem ocena jest nieadekwatna do poziomu wiedzy,
                  mozna umiec naprawde dużo i dostac 2, jeżeli np nauczyciel jest wredny
                • mgla_jedwabna Re: paula 16.03.07, 14:48
                  brzmi jak niemozliwosc, ale tak bywa. u mnie w szkole byly dwie grupy z angielskiego i zaawansowana zajmowala sie taka wlasnie pila- dwoja (mierny/ dopuszczajacy) byla za 60% spelnionych wymagan i wiekszosc grupy miala wlasnie takowe. Ale te 60% i tak oznaczalo o niebo wiecej wiadomosci w glowie niz u "piatek" z grupy podstawowej.

                  Pamietam taka scene w liceum kiedy klasa skarzyla sie wychowawczyni na niesprawiedliwe ocenianie (z innego jezyka obcego) na co wychowawczyni, ze jezyka przeciez nie da sie oceniac sprawiedliwie itd. Wtedy wstala dziewczyna z grupy od pani- pily i powiedziala, ze jednak sie da, skoro tamta pila jest zawsze sprawiedliwa. Bylo to w dniu, kiedy z klasowki z angielskiego byla jedna czworka, jedna szostka, reszta dwoje i jedynki (m.in. autorka wypowiedzi o sprawiedliwosci tez miala 2).
                  • kowaliska Re: paula 16.03.07, 16:08
                    Nie mam nic przeciwko twardym wymaganiom i sprawiedliwości. Natomiast bardzo
                    denerwuje mnie u nauczycieli "zapominanie" pełnej skali ocen, jaką mają do
                    dyspozycji.
                    Dobry nauczyciel to dla mnie nie ten, który stawia dużo pał, a ten, który
                    potrafi nauczyć i sprawiedliwie ocenić. Jeżeli klasa umie przedmiot BARDZO
                    DOBRZE, powinno to mieć odzwierciedlenie w ocenach bardzo dobrych.
                    Wkurza mnie, jak nauczyciel tłumaczy, że u niego dostateczny to bardzo dobra
                    ocena, a na dobry to rarytas na który trzeba sobie "żyły wypruć".
                    Sześciostopniowa skala ocen i kryteria oceniania są ustalone z góry i powinny
                    być przestrzegane.
                    W przeciwnym razie na świadectwach (zwłaszcza decydujących o przyjęciu do danej
                    szkoły) powinna być taka forma ocen:
                    np:
                    matematyka - dostateczny, czyli u mnie jak bardzo dobry!
                    I każdy "piłujący" nauczyciel niech się pod tym podpisze, żeby uczeń nie musiał
                    tłumaczyć, że nie jest nieukiem i obibokiem.

        • czukczynska Re: rozpoczelam jakis czas temu taki watek.. 02.03.07, 12:39
          Ja jestem nauczycielką,dzieckiem nauczycielki i sama mam dziecko.W szkole byłam
          traktowana bez taryfy ulgowej i nie sądzę,aby dzieci nauczycielskie były lepiej
          traktowane.Choc pewnie zdarzają się wyjątki i wtedy należy walczyć.
          Często rodzice mówią,że dziecko za ten sam wkład dostało niższą ocenę.Mają
          prawo tak mówić,jesli znają całą prawdę i wiedzą,jaki wkład w pracę włożyło to
          drugie dziecko.Rozżalone dziecko często nie dostrzega,że jego praca jest po
          prostu słabsza,idzie do mamy i mówi swoją wersję,a mam wierzy.
          Mam w klasie niezwykle ambitną dziewczynę-córkę nauczycielki.Wiecie,jak często
          ona musiała słuchać,że dostałą lepszą ocenę,bo jest faworyzowana,albo
          nauczyciele ze szkoły mamy piszą jej prace?Szkolę średnią wybrałą odległą,żeby
          uciec od takiego gadania.Mało osób zauważa ile ona pracuje,ile ma zajęć
          dodatkowych.
          Więc nie należy uogólniać.
          • paula_paulina_10 Re: rozpoczelam jakis czas temu taki watek.. 02.03.07, 13:01
            Ja nie jestem nauczycielką, ale mam podobne obserwacje.
            Koleżanka uczy swojego syna. Chłopak zdolny, inteligentny, olimpijczyk. Prace
            na wyższych etapach oceniane są poza szkoła. Boże, ile ten chłopiec nasłuchał
            się od mam "walczących o sprawiedliwość", ile razy zarzucano mu faworyzowanie,
            to tylko chyba on sam wie. Ludziom trudno przyjąć do wiadomości, że nauczyciele
            też mogą miec zdolne dzieci.
            Gimnazjum do którego chodzi mój syn uchodzi za twarde i rygorystyczne. Syn
            konkuruje z synem nauczycielki w jakims tam konkursie. Przegrywa. Ma niższą
            lokatę, syn nauczycielki reprezentuje szkołe na zewnątrz. Nie tylko nie
            przyszło mi do głowy judzić i podejrzewać, ale co więcej namówiłam syna, aby
            dopingował kolegę, żeby wspólnie powtarzali materiał do konkursu. I wiecie,
            korzyść wileokrotna, bo i syn utrwalił wiedzę, która przyda mu sie nie tylko w
            konkursie, i pomógł uczyć sie koledze, i obaj dostali lekcję wychowawczą o
            wygrywaniu i przegrywaniu. A mój syn na dodatek dowiedział się, ze nie zawsze i
            nie wszędzie musi byc na topie.
            Inny przykład. Jeszcze z podstawówki. Mój syn jest kompletnie niezdolny do prac
            plastycznych. Uczniowie mieli zadane z historii - hi,hi,hi - zrobić z masy
            papierowej czy gliny pi=ra=mi=dę. Dzieciak sie męczył, i cos tam wymodził. Coś
            co raczej piramidy nie przypominało....i dostał piątkę. I czy wiecie kto się
            potem najwięcej awanturował? Matka dziewczynki, która sama nie pobrudziła sobie
            rak gliną a piramidę zrobił sąsiad-artysta.
            Nie ingerujmy zbyt duzo w oceny dzieci, nie przywiązujmy wagi do tego czy
            będzie to 5-,5,5+.
    • oliwija Re: faworyzowanie dzieci nauczycieli 02.03.07, 14:03
      u mnie w szkole z rACJI ZE UCZE W MAŁEJ MIEJSCOWOSCI JEST WRECZ ODWROTNIE TO
      DZIECI NAUCZYCIELI SA TERRORYZOWANE a inne mają łatwiej. ja robie tak ze jeśli
      dziecko umie to dostaje 5 bez wzglęu na to czyje jest
      • naa123 Re: faworyzowanie dzieci nauczycieli 02.03.07, 14:21
        Myslę, że nie dotyczy to tylko dzieci nauczycieli. Niestety życie nie jest
        sprawiedliwe i niektórzy nauczyciele lubią niektóre dzieci bardziej niż inne. I
        oczywiście można na to nie zwracać uwagi ale przykre jest kiedy dziecko
        przychodzi ze szkoły i mówi, że np. jego kolega dostał za coś dobrą ocenę a on
        pracował nad czymś cały weekend i naprawdeł włozył w to dużo pracy i serca a
        pani nawet nie zwróciła na to uwagi. Oczywiście tłumaczysz dziecko, że tak
        czasami bywa ale serce się ściska.
    • teraz_asia Re: faworyzowanie dzieci nauczycieli 02.03.07, 15:05
      Mój mąż zawsze twierdził, że posiadanie rodziców nauczycieli jest zdecydowanym
      minusem. Jego ojciec też przyznał, że surowiej go oceniał, niż inne dzieci, np.
      z przedmiotu, uczonego przez tatusia mąż miał jedyną czwórkę na świadectwie.
      Poza tym podobno miał przerąbane na przerwach, bo za takie same przewinienia
      dostawał dwa razy dłuższe kazanie (pod hasłem "no żeby syn nauczyciela takie
      rzeczy wyczyniał...")i surowsze kary- właśnie dlatego, zeby nikt nie uważał, że
      nauczycielskiemu dziecku więcej wolno. No, ale to było dwadzieścia lat temu z
      kawałkiem, może zwyczaje się zmieniły....
      • kwinta5 Re: faworyzowanie dzieci nauczycieli 09.03.07, 07:41
        dobrze,ze to przeczytałam-poniewaz jestem starym ,ale przeciez dzieckiem
        nauczycielskim!przezyłam koszmar,na szczescie to były inne czasy a
        moi koledzy mi wspołczuli i dopingowali-nie gadali tobie to dobrzesmile!
        a do mam wszytkich dzieci walczacych o ocene-z perspektywy lat widze,ze nie
        ocena a umiejetnosc wykorzystania wiedzy,dobre kontakty społeczne daja naszym
        dzieciom siłe przebicia,znam wielu prymusów,których szalona kariera zakonczyła
        sie po podstawówce,bo ....mamusia przestała pomagac i latac ,tym razem do
        szefasmile!
        • kowaliska Re: faworyzowanie dzieci nauczycieli 09.03.07, 09:59
          Przyznaję, że założyłam ten wątek z myslą, że spotkam tu "bratnie dusze" z
          podobnymi przeżyciami i razem sobie ponarzekamy. Zdecydowana większość mnie
          zakrzyczała (wśród zwykłych pieniaczek były też bardzo rozsądne mamy, których
          opinie przemyslałam i je szanuję, mimo innego zdania).
          Powiem szczerze: po ochłonięciu naprawdę sie cieszę, że moj przypadek jest
          odosobniony, bo to dowodzi, że nie wszędzie źle sie dzieje.

          Na koniec chcę jeszcze raz podkreślić, że NIE JESTEM nadopiekuńczą mamuśką: nie
          biegam ze wszystkim do szkoły, nie załatwiam, nie ułatwiam swojemu dziecku
          życia za wszelką cenę. Kiedyś byłam przekonana - jak wiele moich rozmówczyń -
          że żadna sytuacja nie zmusi mnie do interwencji: dziecko ma sie uczyć samo
          sobie radzić i już.
          Niestety - przytrafiła się sytuacja, kiedy wszystkie ideały wzięły w łeb. Nie
          mogłabym uważać się za odpowiedzialną i kochającą matkę, patrząc spokojnie, jak
          dziecko przegrywa z cwaniactwem, perfidią, nieuczciwością (tak tak, wiem co
          piszę), a wychowawca w swojej "dorosłosci i nieomylności" uparcie ignoruje
          wszelkie próby wołania o pomoc, pogarszając sprawę.

          Nie chcę nigdy wiecej takich przeżyć i nikomu nie życzę.
          Pozdrawiam wszystkie mamy,
          Eliza
          • midnightsummmerdream Re: faworyzowanie dzieci nauczycieli 09.03.07, 11:44
            kowaliska napisała:

            Powiem szczerze: po ochłonięciu naprawdę sie cieszę, że moj przypadek jest
            > odosobniony, bo to dowodzi, że nie wszędzie źle sie dzieje.

            nie jest kompletnie odosobniony-ja to przezylam i mamam.Na pewnym forum
            zamknietym,gdzie to opisalam bardzo duzo osob ma podobne spostrzezenia.
            Natomiast na szczescie zdarzaja sie wyjatki,albo jest "przegiecie" w druga
            strone-moj kolega,ktorego ojciec byl dyrektorem jednego z najlepszych liceow w
            miescie, takie postawil wymagania przed gronem nauczycielskim,ze niemal zawsze
            obnizali mu oceny, by nie byl "faworyzowany",ot ile ludzi tyle doswiadczenn?
            Pozdrawiam Ciebie Eliza serdecznie.
    • belferka33 Re: faworyzowanie dzieci nauczycieli 09.03.07, 20:29
      Jestem nauczycielką i współczuję mojej córce (ma 9 lat). Zabroniłam jej mówić,
      gdzie pracuje mama, żeby ją uchronić przed ludzką zawiścią i złośliwością.
      Niestety jej wychowawca tak długo drążył temat, że przyznała iż pracuję w
      gimnazjum. I się zaczęło. Dopóki dzieci (i ich rodzice) nie wiedzieli była
      lubiana, zapraszana na urodziny itp. imprezy. Potem wszystko się skończyło.
      Wychowawca nie chcąc być posądzany o jej faworyzowanie wielokrotnie
      niesprawiedliwie ją ukarał (wiem to od jej kolegi), nie dostała nagrody za dobre
      zachowanie, ale dostała ją córka "mamusi z komitetu", która urządziła nagonkę na
      moje dziecko. Nie ma lekkiego życia. Mimo wszystko jest pogodnym dzieckiem.
      Poza tym nie dopuszczę do sytuacji, aby moja córka uczyła się w szkole, w której
      ja pracuję. Na pewno ułatwiłoby to nam "logistycznie" życie, ale ludzie nie
      daliby nam spokoju wymyślając coś o faworyzowaniu itp.
      Współczuję Pani i Pani dziecku, ale dyskryminacja zdarza się w obie strony...
      • mgla_jedwabna Re: faworyzowanie dzieci nauczycieli 16.03.07, 14:55
        no wlasnie belferka, traktowanie dzieci zalezy od ukladow w gronie nauczycielskim. Jesli jest to dziecko ulubienicy dyrektora albo "mamusi z komitetu" ktorej szkola nadskakuje, to inni nauczyciele beda pod presja, zeby takiemu dziecku bron Boze zlych ocen nie stawiac. Czesto jest tak ze rodzic- nauczyciel wymaga od swojego dziecka wiecej niz od innych, ale koledzy po fachu- juz nie, bo przeciez nie wypada corce kolezanki jedynki postawic!

        Zetknelam sie kiedys z sytuacja w malej miejscowosci, gdzie dyrektor szkoly kandydowal do rady gminy w tej miejscowosci. I nauczyciele byli ochrzaniani za stawianie zbyt wielu zlych ocen poniewaz dyrekcja chciala sie podlizac rodzicom!
    • dziewczyna-szamana Re: faworyzowanie dzieci nauczycieli 09.03.07, 22:55
      ja też jestem dzieckiem nauczycielki i poniewaz mam ten komfot, że mieszkam w
      dużym mieście, zawsze chodziłam do innej szkoly niż ta, w której uczyła mama
      to jest najlepsze rozwiązanie- odseperować dziecko od rodzica, niech radzi sobie
      samo.

      a co do dziecka nauczycieli, miałam taką koleżankę która miała same piątki od
      góry do dolu, bo jej mama była ważna personą wśórd nauczycieli
      jaki byłwynik egzaminu do liceum (bo jeszcze wtedy się zdawało) polski: 2,
      matematyka:3 z obu tych przedmiotów koleżanka miała 5
      uratowało ją że miala świadectwo z paskiem a za to doliczali dodatkowe punkty
      ale to była krzywda zrobiona tej dziewczynie, zamiast nauczyć się że na sukces
      trzeba zapracować, miała stopnie za darmo...
      i potem taka niespodzianka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka