Dodaj do ulubionych

Dziecko- za wszelka cene???

IP: *.dip.t-dialin.net 06.06.03, 18:44
Mamy w najblizszej rodzinie przypadek nieplodnosci. To wielka tragedia dla
tego malzenstwa. A zwlaszcza dla mlodej zony. Przyslowiowo swiat sie dla niej
zawalil! Jest tylko placz,wielka rozpacz i pretensje o wszystko!
Wiecie, ja rozumie,ze taka wiadomosc zbija z nog,ze prowadzi do depresji ale
czy trzeba miec dzieci za wszelka cene???Czy posiadanie potomstwa jest
wymiernikiem naszego szczescia????
Czy nasz swiat sie zaczyna i konczy na dzieciach???
Sama jestem mama i to dwukrotna. Kocham moje dzieci bardzo, ciesze sie,ze sa
ale tak sobie mysle,ze potrafilabym sobie rownie dobrze i wartosciowo ulozyc
zycie gdyby ich nie bylo.Gdybym ich miec nie mogla....
Jeszcze raz podkreslam,rozumie ich bol i smutek,ale nie rozumie tej
desperacji i podkreslanie na kazdym kroku,ze zycie dla nich przestalo miec
sens. Co Wy o tym myslicie???
Obserwuj wątek
    • Gość: ania Re: Dziecko- za wszelka cene??? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 06.06.03, 21:16
      Znam to niestety z własnego doświadczenia. Moje leczenie niepłodnosci trwało 9
      lat. I na początku kiedy pojawił sie problem ze nie moge zajsc w ciążę, nie
      panikowaliśmy. Bylismy ledwie rok po slubie, mielismy 21(ja) i 22 lata(mąz).
      Lekarze mówili :" spokojnie, jest pani młoda, wszystko bedzie dobrze". Tylko
      ze z roku na rok jak byłam coraz starsza, pomału wyczerpywały się mozliwosci
      badań i asortyment leków ktore brałam, a lekarze ciągle :"jest pani jeszcze
      młoda". W ciągu tych 9 lat miewałam rózne okresy. Raz wierzyłam że wszystko
      bedzie dobrze innym razem popadałam w zupełną beznadzieję. Ilez ja wykupiłam
      testów ciązowych! Powinnam mieć zniżkę w hurtowniachsmile Kazde, choćby
      jednodniowe opóźnienie miesiączki dla mnie było potencjalną ciazą no i
      oczywiscie...test. Ujemny. Po czterech latach leczenia zaszłam w ciązę ale w 8
      tygodniu ją straciłam. Przestałam sie leczyć w ogole na rok bo stwierdzilam ze
      juz nie chcę. Nie wyobrażałam sobie przechodzenia drugi raz przez koszmar
      poronienia. Dla mnie koszmar, bo to była bardzo wyczekana ciąza. Ale wróciłam
      w koncu do leczenia, bo z kolei nie wyobrazałam sbie życia bez dzieci. I tu
      zaznaczam: ja sobie nie wyobrazałam i nie wyobrazam, nie twierdze natomiast,
      ze inni muszą czuć tak samo. Znam ludzi, ktorzy nie mają dzieci z wyboru i są
      szczesliwi, realizuja sie w innych dziedzinach zycia. Ale są osoby , rodziny
      (i my do takich należymy), ktore nie wyobrazają sobie zycia bez dzieci i to
      też trzeba zrozumieć. Ja przez te 9 lat, zeby zająć mysli czym innym niz
      bezustannym rozmyslaniem kiedy wreszcie się uda i czy się uda, poszłam na
      studia, potem jeszcze na podyplomowe....Wiem, ze umiałabym sobie zorganizować
      zycie , gdybyśmy dziecka nie mieli, ale nie tego chcieliśmy oboje. Dlatego na
      pewnym etapie, juz koncowym w całej drodze leczenia wiedzieliśmy ze dziecko
      miec bedziemy. Daliśmy sobie czas do mojej 30-stki. Jeśliby do tego momentu
      nie udało się decydowaliśmy się na adopcję. No i lekarze (i medycyna ) trochę
      tę decyzję przyspieszyli. Na rok przed wyznaczonym przez nas czasem (moja 30-
      stka) dowiedzielismy sie ze szans nie mamy, aby urodzić dziecko. To znaczy cud
      moze sie zawsze zdarzyć, ale medycyna tu nie pomoze. No i wbrew pozorom ta
      jasno postawiona diagnoza (mimo ze w sumie przykra) przyniosła nam ulgę....
      Wreszcie wiedzielismy co robić. No i mamy dziecko. I wszyscy jestesmy
      szczesliwi jak nawet sobie tego nie wyobrazalismy. Babcie i dzadkowie też.
      Po co to piszę? Bo jak zaznaczyłam wcześniej, uwazam, ze nie wszyscy muszą
      mieć dzieci,a jedynie ci ktorzy tego chcą. I ani jedni ani drudzy nie są w
      niczym lepsi ani gorsi. Mozna sobie z powodzeniem zająć zycie sprawami innymi
      niz dzieci. Mozna miec pasje, podrózować, udzielac sie społecznie, itd...
      Uwazam, ze równiez o dziecko nie trzba sie starac za wszelką cenę, bo mozna
      coś przegapić, na przykład moment, kiedy na pewne decyzje bedzie za późno.
      Ale wiem z naszego doswiadczenia, ze są równiez osoby, ktorych sesem zycia
      jest wychowywanie dzieci i dla tych osób diagnoza "niepłodność" rzeczywiscie
      brzmi jak wyrok. I dlatego pierwsze reakcje są tak emocjonalne, dlatego popada
      sie w depresję, dlatego zrywa sie kontakty ze znajomymi mającymi dzieci, bo
      nie można patrzeć na to czego sie nie doświadczy. Dlatego chwyta sie kazdej
      deski ratunku, kazdej choćby najmniejszej nadziei, pije się zióka, jeździ do
      bioenergoterapeutów... Ale to mija, ważne zeby mieć oparcie w partnerze i
      innych bliskich. Ważne żeby najbliżsi (rodzice, teściowie, rodzeństwo)
      wiedzieli, zeby u cioci na imieninach nie padały pytania typu:"no kiedy
      wreszcie bedziecie mieli dziecko?" bo te pytania najbardziej bolą.
      Oj, przydługo mi wyszło, ale o tym się nie da w dwóch zdaniach....wink))
      • Gość: Joanna Re: Dziecko- za wszelka cene??? IP: *.dip.t-dialin.net 07.06.03, 09:52
        Dziekuje Ci Aniu bardzo,ze znalazlas czas i ochote podzielic sie ze mna
        wlasnymi doswadczenami. Kazde slowo jest dla mnie strasznie wazne,bo mnie
        bardzo zalezy,aby zrozumiec i by tak postpowac,aby niepotrzebnie nie ranic.
        Jeszcze raz serdeczne dzieki! I pozdrowienia dla maluszka!
        Jedno pytanko jeszcze: Czy szukalas pomocy u innych, by zrozumiec i
        zaakceptowac wlasna sytuacje, czy tez moze calkowicie zamknelas sie w sobie?
        Czy chorobliwa obsesja posiadania dziecka jest tylko jednym z etapow w procesie
        akceptacji zaistanialej sytuacji???
        • Gość: Ania Re: Dziecko- za wszelka cene??? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.06.03, 22:57
          Gość portalu: Joanna napisał(a):

          > Jeszcze raz serdeczne dzieki! I pozdrowienia dla maluszka!
          Bardzo dziękujęsmile)

          > Jedno pytanko jeszcze: Czy szukalas pomocy u innych, by zrozumiec i
          > zaakceptowac wlasna sytuacje, czy tez moze calkowicie zamknelas sie w sobie?
          Czy szukałam pomocy? Nie wiem czy tak to mozna nazwać...pomocy szukałam u
          lekarzy a u bliskich i przyjaciół raczej zrozumienia, akceptacji... I miałam
          to szczęście, ze wszyscy nasi bliscy ( i rodzice i teściowie i rodzeństwo moje
          i męza) podeszli do problemu bardzo życzliwie. Nie było współczucia bo i tez
          tego nie oczekiwaliśmy, ale też nie było ponaglania, dopytywania, udzielania
          rad. Myślę, ze po części wynikało to z tego, ze my się nie zamknęliśmy ze
          swoim problemem w sobie, ale mówiliśmy o nim. To znaczy oczywiscie nie
          rozpowiadaliśmy naokoło "słuchajcie, a my nie mozemy mieć dzieci", ale w
          gronie rodziny mówiło się o kolejnych badaniach, etapach leczenia, nowych
          mozliwosciach. Również wśród znajomych nie ukrywaliśmy faktu, ze staramy się o
          dziecko, ze bardzo chcemy je mieć, ale nie udaje się. Myślę, że to lepsze niż
          udawanie, ze wszystko jest w porządku tylko my na razie nie chcemy. To było
          lepsze dla nas, bo unikaliśmy w ten sposób niezręcznych komentarzy, porad, ze
          to juz najwyższy czas. A w końcu to żaden wstyd, ze się nie moze miec dzieci.
          Choroba jak każda inna i jak każdą chorobę próbuje się ją leczyć.

          > Czy chorobliwa obsesja posiadania dziecka jest tylko jednym z etapow w
          procesie
          >
          > akceptacji zaistanialej sytuacji???
          Na to pytanie moge odpowiedziec jedynie za siebie ( no i za meza oczywiscie).
          My nie mielismy nigdy chorobliwej obsesji w tym sensie jak to opisuje Borys.
          My zawsze bardzo chcieliśmy mieć dzieci i zawsze wiedzieliśmy ze je miec
          bedziemy. Jak? To juz było mniej istotne, chociaz oczywiscie na początku
          zakładaliśmy ze je urodzimy. Kto od razu zakłada ze bedzie niepłodny? Ale tez
          w miarę szybko wiedzieliśmy, ze adopcja jest dla nas rozwiązaniem branym
          poważnie pod uwagę. Wiedzieliśmy, ze nie bedziemy z róznych względów próbować
          z zapłodnieniem in vitro. Ale próbowaliśmy róznych innych metod leczenia, w
          tym 5 inseminacji. Ta piąta to na moją wyraźną prośbę, bo lekarz po 4
          powiedział, ze w zasadzie nie ma szans. Ale tez nie uważam zeby walka Olfinki
          (chyba dobrze zapamiętałam?) była egoistyczna! To są trudne, delikatne i
          bardzo osobiste decyzje. Tak jak ja nie lubie jak mi się zarzuca, ze widocznie
          nie tak bardzo pragnęłam dziecka skoro nie zdecydowałam się na in vitro, tak
          nie mozna zarzucać innym, ze nie decydują się na adopcję. Każdy z nas czuje
          inaczej. I każdy z nas walczących o dziecko pragnie tego dziecka najbardziej
          jak moze i każdy inaczej dązy do realizacji tego pragnienia.
          Mysle, ze chorobliwa obsesja to nic dobrego, ale o tej mozna mowić w
          przypadkach które hipotetycznie opisuje Borys. Natomiast to co czuje kobieta
          (mężczyzna zapewne też ale mi łatwiej pisac o tym co czuje kobieta), która
          bardzo pragnie dziecka a nie moze go urodzić mozna nazwać raczej silnym
          uczuciem zawodu, bezsilnoscią, brakiem nadziei, poczuciem bezsensu....I na
          swoim przykładzie moge powiedziec ze to mija, czasem cyklicznie powraca, ale
          znowu mija... Ale pewnie bywa z tym róznie.
          Jeśli moge jeszcze w czymś pomóc to chętnie odpowiem.
    • Gość: Borys Re: Dziecko- za wszelka cene??? IP: *.itpp.pl 07.06.03, 10:14
      Niestety jest coś takiego jak chorobliwa chęc posiadania dziecka i zauważamy to
      u iektórych naszych przyjaciół. Trudno powiedzieć gdzie jest granica między tym
      normalnym a niezdrowym pędem do dziecka. Nam tym trudniej było pojąc, że też
      bylismy w sytuacji że przez kilka lat walczyliśmy z niepłodnością. Ale dla nas
      sytuacja była od razu jasna. Jak sie nie uda - to adoptujemy i nie ma problemu.
      Nie było to dla nas żadną tragedią, a po prostu logicznym wyjsciem z problemu.
      Byc może dlatego, że moja własna rodzina mnie nie zachwyca. Kompletnie nie
      rozumiem sie z rodzeństwem, Wyciągnałem z tego wniosek: fakt że sami urodzimy
      dziecko o niczym nie świadczy. Bo najstraszniejsze dla mnie by było, gdyby
      dziecko było podobne d mojego rodzeństwa smile)) Zaadoptowaliśmy więc i mamy
      dziecko które jest sto razy bardziej nasze niż gdybyśmy urodzili je naturalnie.
      Ale wracając do chorobliwych chęci....
      W takich przypadkach dziecko jest często czyms zamiast. Dla kobiety ma
      zrekompensować coś. Brak ciekawej pracy, brak zainteresowań, brak kariery, brak
      zainteresowania ze strony męża itd.
      Dziecko ma to wszystko zmienić. Mała kruszynka którą będe sie opiekowała.
      Przeważnie to fatalnie wychodzi na związku co tez mamy okazję obserwować.
      Zaborcza matka nie wypuszczająca dziecka od siebie. Nie dopuszczająca ojca, w
      piaskownicy odganiająca inne dzieci żeby wiaderka nie zabrały, zabraniająca
      wszystkiego (bo się spoci, bo się przeziębi.. bo etc).
      To wszystko co napisałem odnosi się do chorobliwej chęci. jak mówiłem jest
      pewna niezauważalna granica: bardzo chcieć i chorobliwie chcieć.
      To drugie oznacza że to dziecko ma być jakimś lekarstwem, jest potrzebne do
      zapełnienia jakiejś pustki, jakiegoś braku. I to smutne.
    • Gość: zizi Re: Dziecko- za wszelka cene??? IP: *.acn.waw.pl 07.06.03, 15:06
      Droga Joanno,zanim poczniesz i urodzisz potomka,czego Ci życzę ,naucz się
      poprawnie pisać (sądzę że i wymawiać) słowo ROZUMIEM,z "M " na
      końcu .Przynajmniej nie przekażesz dziecku swoich jakże dużych braków w
      dziedzinie poprawnej pisowni i mowy.
      • Gość: melmire Re: Dziecko- za wszelka cene??? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 07.06.03, 15:28
        Lepiej miec rodzica ktory pisze robiac literowki niz rodzica ktory ciagle sie
        czepia........;
      • Gość: Joanna Re: Dziecko- za wszelka cene??? IP: *.dip.t-dialin.net 07.06.03, 17:17
        Sorry,ale co to ma do rzeczy????
      • melanie Re: Dziecko- za wszelka cene??? 07.06.03, 19:26
        Gość portalu: zizi napisał(a):

        > Droga Joanno,zanim poczniesz i urodzisz potomka,czego Ci życzę ,naucz się
        > poprawnie pisać (sądzę że i wymawiać) słowo ROZUMIEM,z "M " na
        > końcu .Przynajmniej nie przekażesz dziecku swoich jakże dużych braków w
        > dziedzinie poprawnej pisowni i mowy.
        Droga zizi, zanim zaczniesz sie znowu wymadrzac, przeczytaj dokladnie post.
        Joanna jest mama dwojki dzieci
        • Gość: olifka Re: Dziecko- za wszelka cene??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.03, 20:54
          Kochani
          Ja i moj maz jestesmy jednymi z tych ktorzy "chorobliwie chcieli miec potomka"
          i to "za wszelka cene". Z tych egoistycznych i popapranych powodow leczylismy
          sie cztery lata. Mamy za soba jedna inseminacje, trzy mikromanipulacje i tony
          lekarstw branych doustnie, domiesniowo, dopochwowo i podskornie. te ostatnie
          wbijalam sobie sama "egoistycznie" w brzuch. Wydalismy w sumie ponad 30 tys
          PLN na leki, zabiegi, taksowki, wizyty. Takimi jestesmy egoistami. Mialam w
          leczeniu pol roku przerwy na leczenie watroby, ktora egoistycznie rozwalilam
          lekami. Przez cztery lata nie mielismy, prawdziwych wakacji, przyjemnosci
          ba... nawet sex nie sprawial nam takiej frajdy bo myslelismy egoistycznie o
          temp. pochwy, kalendarzu itp. Po trzeciej mikromanipulacji jestem w ciazy.
          Moja dzidzia (wiem ze jest jedna sztuka) urodzi sie w polowie listopada. Wtedy
          bedziemy z mezem egoistycznie kochajacymi rodzicami. Tak na przyszlosc ....
          Trzeba wiedziec o czym sie dyskutuje. Nie wiecie jak to jest jak sie nie chce
          zyc bo nie widzi sie sensu w zyciu. Przed slubem bylam bardzo aktywna osoba,
          ktora miala wiele zainteresowan. Zajmowalam sie wolontariatem, organizowalam
          imprezy etniczne, jezdzilam w ciekawe miejsca w Polsce i na swiecie. Zapewniam
          was, ze z chwila gdy chcialam byc matka bo poprostu mnie to "dopadlo" nic
          innego nie mialo dla mnie znaczenia. Jesli chodzi o adopcje to nie jest to tak
          proste jak sie to opisuje w telenoweli "adopcje". Domy dziecka sa pelne dzieci
          ale nie tych, ktore sa przeznaczone do adopcji. Te dzieci maja rodzicow,
          ktorzy nie zrzekli sie swoich praw rodzicielskich. Gdyby wszyscy bezplodni
          rodzice zglosili sie do osrodkow adopcyjnych to zapewniam was, ze nie
          starczylo by dzieci. Kolejna sprawa to sprawiedliosc. Dlaczego czlowiek chory
          na zapalenie pluc musi odrazu przeszczepiac sobie nowe (czyjes) pluca jesli
          moze sie leczyc. To samo dotyczy leczenia nieplodnosci.
          Pozdrawiam, Ja i dzidzia.
          • Gość: Borys Re: Dziecko- za wszelka cene??? IP: *.itpp.pl 07.06.03, 22:47
            Hmm, Olifko. A czy to przypadkiem nie nozyczki sie odezwały?
            Nikt z piszących nie krytykował tego że się bardzo chce mieć dzieci. tylko
            chorobliwą chec ich posiadania. Do której ty się nagle przyznałaś i zaczełas
            się bronic. Jak pisałem jest róznica niędzy staraniem sie i robieniem
            wszystkiego żeby mieć dzieci a chorobliwą potrzebą posiadania dzieci. to drugie
            rózni się od tego pierwszego tym, że nie tylko się kłujesz, wydajesz kasę
            jeździsz do lekarzy po Polsce etc, ale również rozwalasz swoje życie osobiste i
            zawodowe, niszczysz relacje z bliskimi i przyjaciółmi, zawalasz wszelkie inne
            plany nawet jeśli nie kolidują z kolejnymi etapami walki o dziecko, no i
            znajdujesz sobie wrogów tam gdzie ich nie ma: w rodzinie, w pracy, w
            internecie. Wszyscy ci wrogowie mają ci za złe że ty chcesz mioeć dziecko, nie
            rozumieją cię, w najlepszym przypadku nie popierają. Więc ty wszystkim musisz
            wytłumaczyc, przekonac ich, bo to twoja walka.
            To jest Olifko bez sensu.
            Sorry, ale przechodziliśmy przez to samo co ty (bez spraw z wątrobą) i
            traktowaliśmy to normalnie. nie mieliśmy potrzeby kogokolwiek przekonywac ani z
            kimś walczyc. Nie udało się, więc zastosowalismy wariant nr 2 adopcja. tak
            bywa. i nadal nie widze powodu żeby komus pokazywac ze zrobilismy lepiej albo
            gorzej. Usprawiedliwiać się albo przekonywac czy zarzucać coś komuś. A ty jak
            widze masz już syndrom oblezonej twierdzy.
            Piszesz jakby ktoś cię atakował. Jakby ktoś uwazał że zle zrobiłas. To własnie
            jest niebezpieczne.
            • Gość: olifka Re: Dziecko- za wszelka cene??? IP: *.eeft.com 09.06.03, 09:37
              Drogi Borysie.
              Nie przechodze kryzysu oblezonej twierdzy. Wrecz przeciwnie. Podczas leczenia
              nieplodnosci mialam wielu znajomych z internetu i "na zywca" ktorzy byli w
              trakcie adopcji. Trzymalam za nich kciuki i nie krytykowalam - bo niby po co.
              jak znajomi mieli dzidziusia w domu (dzieki adopcji) to plakalam ze szczescia
              razem znimi. Ogladalam zdjecia ich pociech i wysylalam szczere gratulacje.
              Pisze ostro (przyznaje) dlatego bo od jakiegos czasu zauwazylam inny syndrom u
              ludzi ktorzy wlasnie adoptuja. Bez urazy ale to wlasnie wy szukacie dowodow na
              bezsensownosc leczenia bezplodnosci by usprawiedliwiac wasze postepowanie. Ja
              tez bylam gotowa na adopcje w przypadku gdyby kolejny zabieg sie nie udal ale
              do glowy by mi nie przyszlo by pisac potem tak okrutnie jak wlasnie pisza
              rodzice adopcyjni. Na stronie "nasz-bocian" (pewnie sie orientujesz, ze
              tematycznej) nie raz trafialam na dyskusje prowadzona przez rodzicow
              adopcyjnych, ktorzy pisza o grzechu infitro oraz o karze w postaci dzieci z
              zespolami downa. Wejdz na dyskusje pt "argumenty" - rzygac sie chce. Spotykam
              sie z taka postawa nie pierwszy raz i bardzo mnie to wkurza. Potem czytam twoj
              post o "dzieciach za wszelka cene" i tak sie sklada, ze ty tez adoptujesz.
              Dziwnie to i nie sprawiedliwe. Ja zawsze popieram decyzje wszystkich ludzi-
              wszystko jedno jakie sa. Nie chce slyszec o tym, ze jestem egoistka oraz, ze
              moje dziecko bedzie kaleka. A jesli uwazasz, ze takie poswiecenie jak nasze
              jest bez sensu mimo, ze efekt jest DZIDZIUS to nie wiem co mam ci dalej pisac.
              Ps1. Wczoraj bylam na imprezie rodzinnej gdzie byla starsza bezdzietna kobieta
              z mezem. Nie leczyla sie nigdy z bezplodnosci - bo nie. Nie adoptowala nigdy
              dziecka ale ma sporo kotow. Podjela taka decyzje jaka podjela, tylko serce mi
              sie kraje jak widze lzy tej kobiety na widok mojego brzucha.
              Ps2. Uwazam osobiscie ze dziecko jest warte wszelkiej ceny i poswiecenia.
              • Gość: ania Re: Dziecko- za wszelka cene??? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.06.03, 13:54
                Jak juz pisałam w poprzednim poście nikogo nie oceniam, rozumiem każdą decyzję
                w tej sprawie i tego samego oczekuję. My adoptowaliśmy dziecko i równiez
                spotkaliśmy się z bardzo nieprzychylnymi opiniami na temat tego ze po 9 latach
                zrezygnowaliśmy z leczenia nie próbując in vitro. Sama adopcja była przyjęta
                dobrze, ale poza najbliższą rodziną wszyscy niemal pytali :"a nie mogliscie
                jeszcze spróbować?". Nie, nie mogliśmy, nie chcieliśmy. To równiez nasze
                prawo. Dlatego Olfinko, ciesze się z Tobą, że Ci się udało, życze zdrowia
                Tobie i dzidziusiowi. Bredni o "karze" i związanych z nią chorobach w ogole
                nie przyjmuj do wiadomosci. Jak ktoś opowiada takie bzdury to nie jest wart by
                go słuchać.
                Tylko równiez prosze, nie mów, ze my rodzice adopcyjni jesteśmy okrutni!
                Rodzice adopcyjni czy biologiczni to tylko ludzie i są wśród nich mądrzy i
                głupi, dobrzy i źli, życzliwi i okrutni. Nie uogólniaj bo to krzywdzące.
                No i na koniec....nie bardzo rozumiem jedno zdanie ktore napisałaś, ze rodzice
                adopcyjni chcą krytyką dążenia do posiadania dziecka za wszelką cenę
                usprawiedliwić swoją decyzję o adopcji. Usprawiedliwić? Usprawiedliwić to sie
                mozna jak się zrobi coś złego albo głupiego? Chyba nie uważasz ze adopcję
                można do tego zaliczyć? Bo trochę mnie to zabolało....
                Życzę zdrówka jeszce raz.
                • Gość: olifka Re: Dziecko- za wszelka cene??? IP: *.eeft.com 10.06.03, 17:18
                  Droga Aniu,
                  Bron Boze nie chcialam wsadzac wszystkich rodzicow adopcyjnych do jednego wora.
                  Jak moze czytalas w moim poprzednim poscie ja mam wielu przyjaciol i znajomych
                  ktorzy sa po adopcji lub w trakcie. Nie wszyscy ludzie sa tacy sami. Ja pisalam
                  o tych, ktorzy mnie wkurzyli i to wszystko. Prawda jest, ze moze zareagowalam
                  zbyt emocjonalnie ale po kilku postach na innych forach cos sie we mnie burzy.
                  Moze to tez i hormony winkZ gory przepraszam tych, ktorych moje ostre slowa nie
                  dotyczyly. Jesli chodzi o "usprawiedliwienie"... Ja tez uwazam, iz nie ma sie z
                  czego usprawiedliwiac bo przeciez adopcja jest czyms normalnym i pieknym.
                  Chodzi o to, ze niektorzy rodzice adopcyjni szukajacy w biblii i w
                  artykulach "naukowych" dr Srutki Tutki dowodow na bezsensownosc leczenia sie i
                  umieszczajacych te "dowody" na forach wygladaja na takich wlasnie
                  usprawiedliwiajacych sie. Jak to ktorys z moich przedmowcow mnie
                  opisal "syndrom atakowanej wiezy" czy jakos tak. wink
                  Pozdrawiam,
    • Gość: Sonia Re: Dziecko- za wszelka cene??? IP: *.w80-13.abo.wanadoo.fr 07.06.03, 23:00
      Wydaje mi sie, ze istnieje jeszcze jedna strona tego problemu. Tzn. Stosunek
      otoczenia, szczegolnie rodziny meza do nieplodnej kobiety. Zdarzylo mi sie
      slyszec jak pewna tesciowa o swojej nieplodnej synowej mowila przepraszam za
      okreslenie "jalowa krowa" i wszelkimi sposobami starala sie rozbic malzenstwo
      syna, zeby wreszcie ozenil sie z kims "wartosciowym" i mogl miec naturalne
      dzieci. Nawet nie probuje sobie wyobrazic, jak musiala sie czuc owa kobieta.
    • mary_ann Re: Dziecko- za wszelka cene??? 08.06.03, 12:07
      Joanno, to jest tak silne biologiczne pragnienie (przynajmniej w wypadku
      większości kobiet), że nie da się i nie warto próbować opisać tego w
      kategoriach racjonalnych.
      Pozdrowienia dla egoistycznej"smile olifki i jej dzidzi
      mary_ann (co wie, o czym mowi, bo problem zna z autopsji, na szczęście u niej
      skończyło się happy endem - i to razy dwasmile
      • _jana Re: olifka 09.06.03, 10:45
        Rozumiem,popieram,pozdrawiam.
        Dzidzia będzie bardzo szczęśliwa z Wami i z Tobą "egoistyczna" mamuśko wink
        Jestem tego pewna.
        trzymam kciuki
        do listopada już niedaleko

        ps.kaftaniki poprasowane?smile)
        • Gość: olifka Re: Jana IP: *.eeft.com 09.06.03, 11:26
          Dzięki za pozdrowienia,
          Kaftaników jeszcze nie kupiliśmy ale łóżeczko i wózek już są. wink
          Też pozdrawiam
          Olifka
      • Gość: Marianna Re: Dziecko- za wszelka cene??? IP: *.tvsat364.lodz.pl 09.06.03, 10:53
        Joanno i Borysie,
        Nie macie pojęcia o problemie Ty Joanno - bo problem Cię nie dosięgnął, a Ty
        Borysie - bo nie jesteś kobietą. A chęć posiadania dziecka to nic innego jak
        instynkt macierzyński. Ja leczyłam się 3 lata, też cierpiałam, płakałam byłam w
        depresji ale wierzyłam że się uda przy wsparciu męża (mąż mówił, że potrafił by
        pogodzić się z porażką - ja nigdy). Teraz mam dwoje dzieci i jestem SZCZĘŚLIWA.
        Dzieci są sensem mojego życia chociaż pracuję zawodowo i praca daje mi dużo
        satysfakcji, także życie dla mnie to nie tylko dzieci.
        Sprawiacie wrażenie ludzi, którzy nie mają pojęcia o problemie i psychice
        kobiety, dlatego nie dyskutujcie na tematy o których zielonego pojęcia nie
        macie. A zresztą nawet gdyby ktoś chorobliwie chciał mieć dziecko - to czy robi
        komuś krzywdę?? Nie, najwyżej krzywdzi siebie, natrętnymi myślami, depresjami
        itp. Nie słyszałam bowiem żeby czyjaś taka chęć rozbiła małżeństwo, co najwyżej
        słowa "rodzinki" typu ma piasek w jajkach itp. - sama tego doświadczyłam i
        nikomu nie życzę
        • Gość: aga Re: Dziecko- za wszelka cene??? IP: 217.153.35.* 10.06.03, 15:07
          Nie bardzo mogę zgodzić się z Marianną i jej uwagami wobec Joanny i Borysa,
          choc domyślam się co ma na myśli. Ja jestem również jedną z tych, która pragnie
          mieć dziecko od ponad 6 lat i praktycznie medycyna w naszym przypadku jest
          bezsilna. Ale wiem też, że przez te 6 lat moje nastawienie do problemu
          zmieniało się: najpierw było zdziwienie, że nie ma ciązy, potem gorycz,
          wściekłość, zażalenie do całego świata, a potem już różnie - nadzieja,
          załamanie, brak wiary i bezsilność(po kolejnych badaniach i
          zabiegach). "Chorobliwe" pragnienie posiadania dziecka z czasem zaczęło
          ustępować bardziej wyważonemu i dojrzałemu podejściu (nie moge dać się
          zwariować z obsesją posiadania dziecka, bo po co dziecku póżniej taka walnięta
          mamusia). Ale to musiało trochę potrwać. I z pewnością u róznych osób
          przechodzi się ten problem na swój sposób i we właściwym dla siebie czasie. Z
          doświadczenia wiem, że niekiedy z oburzeniem reagujemy na uwagi
          innych "normalnych" osób (czyt. mogących mieć dzieci bez żadnych problemów),
          które radzą: "nie przejmuj się", "po co ty się tak zadręczasz", "nie
          przesadzaj, w końcu się uda", "nie możesz ciągle myśleć o dziecku" itp., itd.;
          nawet jeśli są one robione w najlepszej wierze, większość osób nie wie tak na
          prawdę o czym mówi. I stąd może czasem zbyt nerwowe i nadwrażliwe reakcje osób
          borykających się z niepłodnością.
          Ja - mam wrażenie - uporałam się już z obsesją posiadania dziecka. Nadal je
          pragnę, ale od dawna potrafię też cieszyć się życiem takie jakie ono jest i nie
          zadręczać się swoimi problemami prokreacyjnymi. Takie podejście, jak i moja b.
          intensywna historia leczenia, spowodowały, że zdecydowaliśmy się na adopcję
          (kończymy własnie procedurę). Rzeczywiście, tak jak pisała Olifka, niektórzy
          rodzice adopcyjni z pewną wyższością i dezaprobatą podchodzą do osób -
          nazywając to bezposrednio i dosadnie, może nawet nieco przesadnie - "które
          marnują czas i pieniądze żeby przekazać swoje geny". Na szczęscie jest ich na
          prawdę niewielu i wśród powyższych wypowiedzi z pewnością takich nie było.
          Pozdrawiam.
          • Gość: olifka Re: Dziecko- za wszelka cene??? IP: *.eeft.com 11.06.03, 09:19
            Droga Ago
            Pisze ostatni raz bo juz mi sie wiecej nie chce. Piszesz, ze w powyzszych
            postach nie bylo tekstow odnoszacych sie z wyzszoscia i dezaprobata. Pozwole
            sobie bez komentarza zacytowac naszego kolege Borysa.
            Pozdrawiam

            "Niestety jest coś takiego jak chorobliwa chęc posiadania dziecka"
            "Trudno powiedzieć gdzie jest granica między tym normalnym a niezdrowym pędem
            do dziecka."

            "Ale wracając do chorobliwych chęci.... W takich przypadkach dziecko jest
            często czyms zamiast. Dla kobiety ma zrekompensować coś. Brak ciekawej pracy,
            brak zainteresowań, brak kariery, brak zainteresowania ze strony męża itd.
            Dziecko ma to wszystko zmienić."

            "Zaborcza matka nie wypuszczająca dziecka od siebie. Nie dopuszczająca ojca, w
            piaskownicy odganiająca inne dzieci żeby wiaderka nie zabrały, zabraniająca
            wszystkiego (bo się spoci, bo się przeziębi.. bo etc). "

            "To wszystko co napisałem odnosi się do chorobliwej chęci. jak mówiłem jest
            pewna niezauważalna granica: bardzo chcieć i chorobliwie chcieć.
            To drugie oznacza że to dziecko ma być jakimś lekarstwem, jest potrzebne do
            zapełnienia jakiejś pustki, jakiegoś braku. I to smutne."

            • Gość: aga Re: Dziecko- za wszelka cene??? IP: 217.153.35.* 11.06.03, 10:10
              Olifko,
              mnie w tych zacytowanych przez ciebie tekstach nic nie uraziło ani trochę;
              kilka osób opisuje to co widzi i robi to spokojnie, nie krytykuje, nie naśmiewa
              się, nie poucza itd. Co więcej, z kilkoma obserwacjami się zgadzam - mnie samej
              nie podobało się moje zachowanie i obsesja na punkcie dziecka, choć byłam
              bezsilna żeby cokolwiek z tym zrobić - wszystkie myśli, działania, plany były
              pdoporządkowane tylko temu - nie uważam, że było w tym coś nagannego, ale nie
              uważam też że było to zachowanie godne pochwały i swoją "chorobliwą" chęcią
              posiadania dziecka można po prostu wszystko usprawiedliwić. Inni ludzie też
              mają problemy i muszą jakoś z nimi żyć, często również wobec całkowitego braku
              zrozumienia ze strony innych - po prostu dla każdego jego problem jest
              najważniejszy i niech tak pozostanie.
              • Gość: olifka Re: Dziecko- za wszelka cene??? IP: *.eeft.com 11.06.03, 10:37
                Droga Ago
                Mnie te fragmenty zabolaly bo nie chcialam miec dziecka by zastapic nim swojego
                bezsensownego, nudnego i bez polotu zycia. Moje zycie jest ciekawe, mam swoje
                zainteresowania i ciekawa prace. Niestety nie wyobrazam sobie mojego ciekawego
                zycia bez dziecka. Koniec kropka.To obrazilo mnie i "nasza rodzinna" walke.
                Oprocz tego Ago kochana wytlumacz mi czym jest dla ciebie "chorobliwa chec
                posiadania dziecka". Co jest nagannego w walce. Przepraszam, ze uzyje ostrego
                porownania. Jesli by ktos z twoich bliskich ciezko sie rozchorowal to czy nie
                poszlabys nawet do diabla, burdelu i szamana by ta osobe ratowac? czy nie
                sprzedalabys wlasnej nerki by ratowac wlasnego dziecka, czy meza. Nie
                szukalabys infromacji we wszystkich dostepnych zrodlach? Czy mialabys w takiej
                sytuacji sile i czas by chodzic na imprezy i podrozowac po swiecie? Czy to jest
                tez chorobliwa chec postawienia na swoim? Czy to jest egoizm i grzech? Nie
                moglismy miec z mezem dziecka ale widzielismy swiatelko w tunelu wiec
                walczylismy. Wiedzielismy ze na koncu tego tunelu jest nasze dziecko. To nie
                jest chore - to jest naturalne. Nie zamierzam tez nie wpuszczac swojego dziecka
                na piaskownice bo sie spoci to jakas bzdura. Szanuje decyzje innych. Nie
                oceniam takiego czy innego postepowania. Powtarzam jeszcze raz - Ja sama bylam
                bliska adopcji. Jednak nie pozwole naszej walki nazywac chora i zarzucac nam
                czegos co nie jest prawda. Jesli zgrzeszylam i kiedykolwiek stane przed Panem
                Bogiem to schyle czola i powiem "Panie, dales mi wolna wole i dlatego
                postapilam zgodnie ze swoim sumieniem, wierzac iz czynie dobrze."
                Jeszcze raz pozdrawiam.
    • Gość: Borys Re: Dziecko- za wszelka cene??? IP: *.itpp.pl 13.06.03, 10:36
      W skrócie: myślę że chciałbym coś dodać a propos różnicy między tym że dziecka
      bardzo się chce a tym że chce się chorobliwie. Wtym drugim wypadku mamy
      przeważnie do czynienia z depresja. A depresja jest chorobą, niezaleznie od
      tego czy zaczeła się od utraty pracy czy od tego, że nie można mieć dziecka.
      Absolutnie nie odważe się wyrokować na podstawie kilku postów nieznanych mi
      ludzi kto "bardzo chce" a kto "chorobliwie chce". Sądzę, że każdy naklada na to
      znane sobie przypadki. Ktoś widzi znajomych dzielnie walczących o dziecko - i
      uważa że wszyscy tak robią. Inny widzi znajomą z cieżką depresją i też sądzi że
      chęć posiadania dziecka to choroba.
      Trzeba też pamiętać że rzadko osoba z depresją przyzna się do tego przed sobą i
      przed innymi. Widziałem takie przypadki kiedy kobieta walczyła o dziecko i w
      drzazgi rozwalała wszystko inne: małżeństwo, pracę, hobby, dom. Liczyło sie
      tylko dziecko i to było chore. Bo chyba tu jest róznica między tymi dwiema
      walkami: jeśli robisz wszystko co możesz i jeszcze więcej - to jest to walka.
      Jesli przy okazji niszczysz wszystko inne - to choroba (moja znajoma oczywiście
      nigdy w życiu nie przznała się że to depresja, mimo że w pewnym okresie musiała
      skonsultoac się z lekarzem psychatrą - co wyznał kiedyś zmaltretowany mąz - ale
      nawet wtedy nie uznała że coś jest nie tak).
      Kiedy dziecko już jest wtedy też widać ta różnicę. Doskonale widać tych rodzicó
      którym dzieci zastepują świat, którzy obezwładniają dzieci swoją miłością, chcą
      im wszystko zaplanować, szkołę, zycie, partnerów. Co tu daleko szukać, moja
      matka taka jest, ja się postawiłem i dokonałem własnych wyborów, ale moje
      rodzeństwo nie. Mama nie wróciła do pracy nigdy bo przecież dzieci w szkole,
      najpierw miało byc zanim siostra skonczy podstawowke, potem zanim skonczy
      mature, teraz - aż skończy studia. Siostra nie ma i nie miała żadnego chłopaka
      bo żaden nie jest dosc dobry, studiuje to co kazala matka (zeby miala
      przyszłośc i ten kierunek jest błędem. Do dzis a siostra ma 21 lat nie wychodzi
      na imprezy, wraca o 20 do domu, nie uzywa kosmetykow (bo mama twierdzi że
      szkodzą etc). mama ma ją całkowicie pod skrzydlami i całe jej życie to opieka
      nad nią. Konsekwencja tego jest to, że siostra nie potrafi ugotować nawet jajka
      (serio), że nigdy w życiu nic nie uprała (bo mama jej pierze i mowi co
      zalozyc), ze nie oglada filmow niektorych ktorych zabrania mama bo sa
      nieodpowiednie.
      Kilka lat starszy od niej brat - nigdy w zyciu nie mial dziewczyny (bo na to
      wszkole i na studiach nie czas), skonczyl swietne studia ale nie mial kolegow i
      nie ma. Mial sie uczyc wiec sie uczyl gdy koledzy nawiazywali znajomosci i
      szukali pracy. Teraz jego koledzy ze studiow sa menedzerami a brat jest
      bezrobotny.
      Ale jaki cel tego przydlugiego wpisu? Ze takich kobiet jest bardzo dużo i
      żadna nie widzi że to co robi - otaczanie dziecka banka mydlana, tworzenie
      cieplarnianych warunkow rodzenstwo nie ma i nie mialo zadnych obowiazkow poza
      nauka) jest złe. Mama też nie rozumie choć usiłowałem z nią porozmawiać. Uważa
      że to normalne.
      Dlatego strasznie trudno takie sprawy rozwazac na forum. Bo kazdy się zgodzi że
      nie wolno "chorobliwie chciec" czy chorobliwie wychowywac. Ale nikt się nie
      przyzna że sam to robi.
      • Gość: aga Re: Dziecko- za wszelka cene??? IP: 217.153.35.* 13.06.03, 11:05
        w zasadzie mogę się całkowicie podpisać pod listem Borysa (oczywiście w
        kwestiach ogólnych, bo nie znam osobiście jego rodziny); pozdrawiam
      • Gość: olifka Re: Dziecko- za wszelka cene??? IP: *.eeft.com 13.06.03, 11:39
        Drogi Borysie.
        Twoj - bardzo szczery post bardzo mnie zasmucil. Przykro mi, ze masz tak
        zaborcza matke, ktora pewnie mimo wszystko bardzo kochasz. Ja znam wielu takich
        ludzi, ktorym rodzice z milosci rozwalili zycie. Moj kuzyn jest "kaleka" -
        przepraszam, ze tak to okrutnie nazwalam. Majac 30 lat nie jest w stanie sam
        sie utrzymac, nawet placic rachunkow nie potrafi. Wynika to z tego, ze nikt nie
        nauczyl go samodzielnosci. Rodzice go "osaczyli" z troski o niego i z zaborczej
        milosci. Jednak Drogi Borysie troche mylisz pojecia. Wiem ze to trudne ale nie
        mozesz z powodu swoich oraz znajomych przezyc tak lekko nakladac szablony na
        ludzi. Kazdy czlowiek jest inny. Kazdy inaczej wszystko odbiera i czuje. Jesli
        chodzi o twoja znajoma, ktora miala depresje to - (przepraszam cie bardzo)
        ale "zmaltretowany" maz jest tez troszke winny. Bo w tym caly jest ambaras,
        zeby dwoje chcialo naraz. Jesli zona ma depresje to dlaczego on sie zgadzal na
        niszczenie rodziny i "robienie" w tej sytuacji dziecka. Czy gdyby udalo sie im
        miec dziecko i ta kobieta z powodu depresji znecalaby sie nad malenstwem to maz
        tez by stal z boku "zmaltretowany"? Depresja to choroba ktora trzeba leczyc.
        Wiem cos o tym. Moj maz tez przez jakis czas cierpial na te chorobe. Mysle, ze
        jego problemy "dzieciowe" byly zwiazane raczej z TYM. Jego depresja nie
        obiawiala sie zaborczoscia, czy agresja - raczej bezsilnoscia do robienia
        czegokolwiek. Kilka lat przed slubem sie leczyl i potem w czasie malzenstwa
        znowu go dopadlo. Ale ja, Zona sama chwycilam za telefon i zalatwilam mu
        numerek do lekarza. Moj malzonek leczyl sie przez pol roku, bral leki, chodzil
        na spotkania grupy wsparcia, uprawial medytacje (sama go do tego przekonalam) i
        na tyle mu sie stan poprawil, ze moglismy potem znowu walczyc o dziecko.
        Depresja nie jest kwestia chorobliwego posiadania dziecka tylko choroba ktora
        sie leczy - czasami do konca zycia. Plusem w tym wszystkim jest to, ze mozna z
        nia zyc majac wsparcie w partnerze i (niestety) czasami w specjalistach. Tak na
        koniec. Zmiana decyzji, drogi zyciowej czy adopcja nie jest rozwiazaniem w
        przypadku depresji. W osrodkach adopcyjnych (sam wiesz lepiej) kandydaci
        przechodza testy psychologiczne. Jesli jest choroba o tak silnym natezeniu to
        napewno taki kandydat na dziecko nie ma co liczyc. Jesli twoja znajoma ma
        jeszcze problemy to polecam jej strone www.nasz-bocian.pl tam jest dzial, ktory
        prowadzi psychoterapeutka specjalizujaca sie w bezdzietnosci. Ta sama osoba
        prowadzi tez zajecia terapeutyczne dla czlonkow stowarzyszenia - po nie
        wysokiej cenie.
        Pozdrawiam.
    • megxx Re: Dziecko- za wszelka cene??? 14.06.03, 18:42
      Podziwiam wszystkich rodziców adopcyjnych, ja sama gdybym nie miała dzieci, nie
      wiem, z mojego(matki)punktu widzenia, raczej nie, nie zaadoptowałabym. Mam
      przyjaciółkę, na razie nie moga miec dzieci(nadzieja!), też nie myślą o adopcji.
      Do tego pogania ich wiek. Tłumaczę im: być może jesteście stworzeni do innych
      celów, ona to akceptuje, on nazywa największą porażką życiową.
      Dzieci urodziłam dla świata i ich samych. Ta myśl pomaga w kłopotach.
      Ale dzieci są sensem życia i trudno dziwić się, że niektórzy czują to bardziej
      a nie mogą tego zaznać.
      • Gość: siwaczka Re: Dziecko- za wszelka cene??? IP: *.sedziejowice.sdi.tpnet.pl 16.06.03, 23:16
        megxx napisała:

        > Podziwiam wszystkich rodziców adopcyjnych, ja sama gdybym nie miała dzieci,
        nie
        >
        > wiem, z mojego(matki)punktu widzenia, raczej nie, nie zaadoptowałabym.
        Dlaczego Megxx?
        Rodziców adopcyjnych podziwiasz, ale ... za co?
        • megxx Re: Dziecko- za wszelka cene??? 17.06.03, 09:32
          Z mojego punktu widzenia: za odwagę, za moc pokochania nieurodzonego w końcu
          przez siebie dziecka. Ja swoje dzieci odbieram jak część siebie oddaną światu,
          ale mimo, że to część nie należąca do mnie, ja matka ciągle czuję tą częścią.
          Może zbyt skomplikowanie tłumaczę to co czuję jako matka, ale to jest wg mnie
          do poczucia tylko gdy się urodzi. Nie chcę wywoływać dyskusji - lepsi, czy
          gorsi rodzice itp. po prostu nie wiem jak się czuje swoja relację z dzieckiem
          adoptowanym. I dlatego pokochanie takiego dziecka wydaje mi się wyższą szkołą
          jazdy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka