Wkurzyłam sie dzisiaj nie pierwszy raz, więc sobie ponarzekam, a co?!
Kolejny raz jakieś dziecko zaraziło pół klasy, bo chodziło przez cały tydzień
do szkoły z wysoką gorączką, kaszlem, katarem i całą masą zarazków. Czy
niektórzy rodzice są ślepi?
Chyba rozsądniej jest zostawić dzieciaka kilka dni w domu żeby wydobrzało (o
wizycie u lekarza nie wspomnę), niż ryzykować, że zaprawi się na amen, a wtedy
żarty sie skończą.
Warto też czasem pomyśleć o innych - ktoś może być osłabiony niedawno przebytą
chorobą, może być świeżo po antybiotykach lub po szczepieniu, a wtedy szybciej
"załapie się" na jeszcze gorsze atrakcje.
Jak moja córka chodziła do przedszkola, potem do podstawówki, to często
słyszałam, że niektórzy MUSZĄ posyłać dzieci nawet chore, bo w domu nie ma kto
sie zaopiekować.
Ale teraz to jest II klasa gimnazjum!!!!!
Córka od wczoraj na antybiotyku. Jak mam sie nie wściekać?
No, to się "wygadałam". Od razu lepiej i złość już nie taka duża.
Może skasuję ten post?
Albo nie. Niech leci w świat