Zajecia dodatkowe

13.09.08, 16:33
www.emetro.pl/emetro/1,85651,5677735,Mamo__daj_odetchnac_dziecku.html

Hmmm mysle ze artykul prawdziwy, mysle tak szczegolnie po kilku
godzinach spedzonych w towarzystwie mam kolegow i kolezanek z
gimnazjum mojego syna (przed wyjazdem integracyjnym dzieci, autokar
sie spoznil kilka godzin i chcac nie chcac rodzice mieli integracje
tez zapewniona).


Moj syn chodzi "tylko" na chor, teraz juz 7 rok-jego autentyczna
pasja, w ktora juz wsiakl na dobre. W tym roku (bo wbrew pozorom w
gimnazjum ma mniej lekcji niz poprzednio w podstawowce)jeszcze
zacznie nauke tenisa, 1 h na tydzien (miala byc pilka nozna ale
godziny nie te, no i pilka byla tylko 3 razy w tygodniu, a z tenisem
wlasnie daje sie 1h-a dla syna to wazne bo nie chce byc zbyt
zajety). I tyle. Ale jak uslyszaalam jak to dzieci chodza na rozne
zajecia, jakie egzaminy jezykowe zaliczaja itp, to mi sie az glupio
zrobilo.

Jak to jest z zajeciami waszych dzieci ? W jakim wieku mialy dzieci
zajec wiecej jak byly male 1-3 kl, czy teraz jak sa coraz starsze ?
    • spacey1 Re: Zajecia dodatkowe 13.09.08, 16:51
      Mój syn ma 8 lat i trenuje judo. Treningi są 3-4 razy w tygodniu. Córka ma 6
      lat i ma uzdolnienia muzyczne. Zapisałam ją w tym roku na naukę gry na
      keybordzie. Syn uznał, że też chce z nią chodzić. Ma więc już 4-5 popołudni
      zajętych. A ja uważam, że powinien też chodzić na angielski, bo w szkole to
      raczej się nie nauczy, już to widzę. Mam prawdziwy dylemat, czy za bardzo nie
      obciążę syna. Na razie co prawda nie ma zbyt dużo nauki (2 klasa), lekcji do
      odrabiania mało. Poza tym judo jest jego prawdziwą pasją. Moim zdaniem 1 raz w
      tygodniu, a tyle ma zajęć twoje dziecko, to nie za dużo, na pewno jest jeszcze
      rezerwa. Ważne, aby robił coś, co sprawia mu przyjemność, no a jeśli chodzi o
      języki, to my dorośli wiemy najlepiej, jak one są niezbędne teraz w życiu. Jeśli
      uważasz, że szkoła odpowiednio go naucza, to nie ma sprawy, ale jeśli nie, to
      warto poświęcić po godzinie 1-2 razy w tygodniu. Z kolei sport też ważny dla
      rozwoju.
    • agatka_s Re: Zajecia dodatkowe 13.09.08, 17:10
      Oczywiscie to zdanie czy oby nie jestem wyrodna matka, bylo
      sarkastyczne (wole wyjasnic, bo znowu ktos to opacznie zrozumie).

      Ja jestem przekonana ze dziecko, aby byc szczesliwe i spelnione, ba
      nawet zeby mitycznie "osiagnac cos w życiu" wcale nie musi latac na
      tysiac zajec i uczyc sie pieciu jezykow naraz. (aczkolwiek jesli
      dziecko tak chce, to tez nie widze potrzeby ograniczac je na sile).

      Natomiast rzeczywiscie troche bylam zdziwiona jak duzo niektore
      dzieci tych zajec maja (szczegolnie pod katem jezykow, niektore
      dzieci ucza sie po 3-4, zdaja egzaminy FCE lub ich odpowiedniki (co
      jak oswiecila mnie metodyk od angielskiego juz samo w sobie jest
      pomyslem poronionym bo FCE jest w swoim kształcie raczej dla
      starszej młodzieży i dorosłych) i chca np jeszcze zaczac
      łacine...). Co znalazlo jakby potwierdzenie w tym artykule.

      Akurat nasze dzieci (z klasy) maja 6 h angielskiego, 2 h
      niemieckiego i 2 przedmioty wykladane po angielsku w tygodniu-moim
      zdaniem "w temacie" jezykow to juz absolutnie starczy. No ale
      raczej jestem chyba jedna z nielicznych w klasie ktore tak
      uwazaja....
      • jakw Re: Zajecia dodatkowe 13.09.08, 22:08
        Agatko_s, gdyby moja starsza miała możliwość nauczenia się języków
        obcych w szkole to bym jej na żadne dodatkowe zajęcia z języków nie
        wysyłała. A że angielski w szkole publicznej (może tylko w naszej?)
        ma poziom , hm, taki sobie, to już nic na to nie poradzę.
    • green_sofia Re: Zajecia dodatkowe 13.09.08, 17:32
      A ja mam ciekawy przykład 10latka który od przedszkola chodzi dwa razy w
      tygodniu na judo, dwa razy w tygodniu na basen i raz na tenis. W tym roku mama
      zapytała go z czego chce zrezygnować aby znaleźć czas na naukę angielskiego
      która już w tym wieku jest konieczna. Dzieciak odpowiedział" "Mamo a jak ty
      sobie wyobrażasz moje życie bez judo pływania i tenisa? Wciśnij gdzieś ten
      angielski jak musisz ale ja z niczego nie zrezygnuje"
      • agatka_s Re: Zajecia dodatkowe 13.09.08, 17:39
        szczerze jakbym miala rezygnowac z plywania lub tenisa na rzecz
        angielskiego to tez raczej chetna bym nie byla....(no ale to tak
        miedzy nami doroslymi)
        • verdana Re: Zajecia dodatkowe 13.09.08, 18:13
          uwazam,z e codzienne zajęcia, to przesada, nawet jak dziecko chce.
          jesli dziecko chce byc caly czas zajęt, nie miec czasu na swobodne
          zajęcia, to też nalezy sie zastanowic, czy umie zagospodarowac sobie
          samo czas, czy musi miec ten czas przez kogos zajety, bo inaczej nie
          wie co robić. Moja corka miala taki jeden rok, gdzie codziennie po
          szkole miała parę godzin zajęć, przy czym wszystkie wybrała sobie
          sama i nie chciała z niczego zrezygnować. Do dziś wspomina ten rok
          ze zgrozą.
          Widze po dzieciach znajomych - na studiach lub po studiach. Jeden
          facet rzeczywiscie dobrze sobie radi. Pozostali, majacy mnostwo
          róznorodnych zajęć nie radza sobie. Dwie dziewczyny wpadly na
          studiach w taki sam rytm i zawalają rok po roku - zawsze cos jest
          wazniejsze, jeden w ogóle zrezygnował, twierdzac, ze ma wszystkiego
          dosyc, jeden okłamywał rodzinę, ze zdaje, tymczasem od dwoch lat
          jest na trzecim roku.
          Mniej przeciążeni poradzili sobie wszyscy. Oczywiscie, znajomi to
          żadna próbka, ale jestem przekonana, ze zbyt wiele zajęć powoduje
          zbyt wczesne wypaenie. trochę zajęć - jestem jak najbardziej za.
          • maksimum Re: Zajecia dodatkowe 13.09.08, 19:41
            green_sofia napisała:

            > A ja mam ciekawy przykład 10latka który od przedszkola chodzi dwa razy w
            > tygodniu na judo, dwa razy w tygodniu na basen i raz na tenis.
            -------
            U mnie wszystko odbywa sie sezonowo.
            W lecie:2-3 razy dziennie na basen lub 2x dziennie nad ocean na plaze.
            Nad ocean dojezdzamy na rowerach,co nam zajmuje jakies 25 minut.
            Z tenisa wlasnie wrocilismy i bylismy tam 2,5 godziny.Jak jest pogoda
            to gramy prawie codziennie.
            Jesli nie bedziemy skonani,to wieczorem pojedziemy na plaze.
            Syn juz zaczyna za dobrze grac jak dla mnie,wiec bede mu musial znalezc jakiegos
            sparring-partnera,a sam zajme sie nauczaniem tenisa corki.
            Ping-pong w przerwach miedzy basenem.
            W zime lyzwy w kazdy weekend.
    • lika13 Re: Zajecia dodatkowe 13.09.08, 19:40
      Mój to rozwiazał tak,ze zredukował sobie treningi na dzień w dyscyplinie(wczesniej były 2,lub trzy dni w tygodniu).
      Angielski musi,bo średnio sobie radzi,a skoro teraz ma byc jeszzce egzamin na koniec,to warto poswiecic te godzinę choć.
      Czyli wyszło tak ,ze ma cos co drugi dzień.
      • joa66 Re: Zajecia dodatkowe 13.09.08, 20:22
        Kiedy syn zaczął podstawówkę zapisał się sam na chyba wszystkie
        zajęcia dodatkowe w szkole: karate, keybord, gotowanie i chyba coś
        jeszcze (angielski miał obowiązkowy w wymiarze 5 godz. w tygodniu ,
        w tym jedna godzina z native speakerem). Z upływem lat stopniowo
        ubywało tych zajęć nieobowiązkowych, a doszły obowiązkowe hiszpański
        i etyka. W tej chwili jest w 1 klasie gimnazjum i ma 39 godzin zajęc
        obowiązkowych i ani ja ani on nie myślimy o żadnych dodatkowych
        zajęciach. Nie jest zapisany na zadne zajęcia sportowe, robi to na
        co akurat ma ochotę, zwykle rower, czasami basen, ostatnio tenis
        stołowy.

        Ja niestety/stety mam obsesję na punkcie języków obcych, ale moja
        jedyna aktywność w stosunku do syna do zakup książek i płyt w
        oryginale i układanie ich w widocznym miejscu (Syn prawie pokochał
        Jak wkurzać ludzi Monty Pythona-polecam! )
    • wieczna-gosia Re: Zajecia dodatkowe 13.09.08, 20:30
      moja najstarsza ma codziennie, bo jest sportowcem. Moja mlodsza ma tez
      codziennie bo jest aktywistka
      moja trzecia ma 3 razy w tygodniu plus weekendy
      moja czwatra- tak samo
      moj piaty bedzie ial 2 razy w tygodniu.

      lubia to chodza smile
    • lola211 Re: Zajecia dodatkowe 13.09.08, 21:01
      Moja 4 klasistka ma 2 razy w tyg. taniec, 1 raz basen, 1 raz
      spiew.Myslalam o j.ang, ale odpuszcze, bo obecnie ma juz i tak dosc
      sporo w szkole j. niemieckiego i na nim powinna sie skupic.
      Zajecia dodatkowe maja na celu nie tylko ja czegos nauczyc, ale i
      umozliwic kontakt z rowiesnikami.Jest jedynaczka i nie chce, zeby po
      szkole do wieczora byla sama.
      Z drugiej strony- jesli nie zajecia dodatkowe to co? sleczenie przed
      kompem czy tv, az do powrotu rodzicow?
      • joa66 Re: Zajecia dodatkowe 13.09.08, 21:14
        niekoniecznie TV lub komputer (chociaż, to pewnie też ) - Podwórko
        (boisko szkolne), książki, wizyty kolegów i u kolegów, może czasami
        nawet praca domowawink
        • lola211 Re: Zajecia dodatkowe 14.09.08, 09:19
          Podwórko
          > (boisko szkolne), książki, wizyty kolegów i u kolegów, może
          czasami
          > nawet praca domowawink

          Gdyby byla opcja fajnego podworka, to byloby swietnie.Ale nie ma.Na
          boisku szkolnym bylaby sama jedna - kolezanki po szkole ida
          wszystkie do domu.moze to sie zmieni za rok? na razie rodzice nie
          pozwalaja jej rowiesnikom na pozostawanie po lekcjach na terenie
          szkoly.
          Wizyty? tak, zapraszamy jej kolezanki, ona sama bywa, ale to jest
          raz w tygodniu.Zauwazylam, ze rodzice nie sa zbyt chetni takim
          wizytom.
    • fasolka3 Czego dzieci nie naucza sie na kursach 13.09.08, 22:22
      No, to widzem, ze Polske ogarnela mania organizowania czasu dzieciom.

      A oto moja lista, czego dzieci nie naucza sie na kursach:

      - samodzielnego myslenia- na tych wszystkich kolkach dzieci wykonuja polecenia
      doroslych,

      - kreatywnosci- (sorry, ktory wielki malarz chodzil na kolka plastyczne i
      malowal pod dyktando pani?),

      - radzenia sobie z nuda, czyli w wielkim skrocie- organizowania sobie czasu samemu,

      - relacji spolecznych panujacych pomiedzy dziecmi bez ingerencji doroslych,; nie
      slyszalam jeszcze o paczce chodzacych na angielski. Kazde dziecko na zajeciach
      dodatkowych jest skupione na sobie, kierowane przez doroslego i praktycznie nie
      wchodzi w relacje spoleczne z innymi dziecmi (no bo co, ma gadac na lekcji a
      mama placi ciezkie pieniadze?) Po kolku dziecko jest odwozone do domu i nie ma
      dalszego kontaktu z "kolkowymi" dziecmi. Z innymi dziecmi tez nie, bo wszystkie
      siedza na jakichs kolkach.

      - zdrowego trybu zycia, tych wszystkich godzin spedzonych w aucie na dojezdie i
      powrocie, tudziez przesiedzianych na kolejnym angielskim nie rekompensuje
      godzina na basenie.
      Niemcy, ktorzy szalenstwu organizowania czasu ulegli juz dawno, wyliczyli, ze
      pozostawienie dzieci bez ingerencji doroslych na zabawie na swiezym powietrzu
      daje wiecej niz zorganizowany trening. Dzieci ruszaja sie caly czas,
      instynktownie nie wykonujac niebezpieczych dla siebie ruchow - przy trenerze
      bywalo roznie, wiec i ryzyko kontuzji bylo wieksze. Poza tym pauzy, podczas
      ktorych obserwowano inne dzieci i sluchano polecen trenera, byly zaskakujaco dlugie.

      - dzieci nie naucza sie przebywania z przyroda. Pochodze ze Slaska, ze srodka
      aglomeracji, ale godzin spedzonych na ogrodku u babci, na dzikiej lace za
      blokiem czy w parku, gdzie robilam co chcialam - nie zapomne. Chyba bym ich nie
      zamienila na kolko plastyczne.

      A na koniec, refleksja osobista. Moj maz jest Niemcem, swego czasu uczyl sie gry
      na pianinie, chodzil na basen, na tenisa i uczyl sie holenderskiego, bo mieszkal
      na granicy i sie "przyda". Ani z niego tenisista, ani pianista, angielski do
      dzis kaleczy, po holendersku ani w zab. A zostal inzynierem. I nikt, absolutnie
      nikt go w tym kierunku nie pchal, te wszystkie zajecia to mu wrecz
      przeszkadzaly, bo nie mial czasu nad mata posiedziec (a lubil).

      Moja propozycja - rozwijajcie liste, czego dzieci nie naucza sie na kolkach,
      jestem ciekawa, co przeoczylam.

      FFF
      • verdana Re: Czego dzieci nie naucza sie na kursach 13.09.08, 22:30
        Myślenia (na 90% zajęć). Radosci czerpanej z samodzielnie spedzonego
        czasu. Radości z czytania. Samodzielnego tworzenia - pisania,
        rysowanie, lepienia itd. bez oceny, bez poprawiania "bo tak bedzie
        lepiej". Radosci z ruchu dla ruchu, a nie po to, by być szybszym.
        Nie naucza się czerpania radosci z tego co robią w taki sposob jak
        robią, o ile ktos rozumie, o co mi chodzi.
        • fasolka3 Re: Czego dzieci nie naucza sie na kursach 13.09.08, 22:40
          verdana napisała:


          Radości z czytania. Samodzielnego tworzenia - pisania,
          > rysowanie, lepienia itd. bez oceny, bez poprawiania "bo tak bedzie
          > lepiej". Radosci z ruchu dla ruchu, a nie po to, by być szybszym.
          > Nie naucza się czerpania radosci z tego co robią w taki sposob jak
          > robią, o ile ktos rozumie, o co mi chodzi.
          >

          Masz racje, super to ujelas

          FFF
      • spacey1 Re: Czego dzieci nie naucza sie na kursach 13.09.08, 23:18
        bardzo, bardzo wielkie uogólnienie i pisanie "pod tezę". Po pierwsze - syn
        kończy lekcje np. o 13.00, judo ma na 18,30, półtorej godziny. ma mnóstwo czasu
        w ciągu dnia dla siebie. Zdąży się i ponudzić i zorganizowac sobie czas. Z tego
        samego powodu (wiele godzin wolnego czasu) nawiązuje prawidłowe relacje z
        rówieśnikami (także na treningach czy na obozach, a więc także w gronie
        przyjaciół uprawiających judo, ale nie tylko), ma kontakt z przyrodą ( weekendy
        bardzo często spędzamy w ten sposób, jeździmy na wieś do rodziny albo do parku i
        tężni w Konstancinie, a wakacje to 3 tygodnie chodzenia po Bieszczadach).
        Podsumowałaś zajęcia dodatkowe jako dodatkowe godziny spędzane na nauce, aby
        wtłoczyć w dziecko więcej i więcej wiedzy, aby poprawić jego pozycję w wyścigu
        szczurów )taka była wymowa. Tymczasem mój syn judo uwielbia, ma tam kolegów,
        znacznie rozwinął się fizycznie, a rok temu nie zdał testu do klasy sportowej
        (pływackiej). Teraz jest bardzo sprawnym ośmiolatkiem. Na pierwszej lekcji
        keyboardu tak się zapalił, aż miło było popatrzeć. Będzie chodził, jak długo
        będzie go to bawiło. W szkole chce się zapisać na kółko matematyczne, bo kocha
        matematykę. Ale plastyczne było beznadziejne, więc zrezygnował. Jeśli to będzie
        takie samo - też zrezygnujemy. Jedyna rzecz, do której naprawdę chcę go skłonić
        to lekcje angielskiego. Ze szkoły naprawdę mało wynosi, a uważam, ze znajomosć
        tego języka jest konieczna. Przyznasz, że to nie 3-4 języki i zdawanie kolejnych
        egzaminów.
        Tak więc nie patrzcie na zajęcia dodatkowe jak na katowanie dzieci, to także
        zabawa, poszukiwanie w sobie zdolności, zainteresowań, a potem ich rozwijanie.
        Jeśli córka i syn chcą zajmować się muzyką, kto ma ich w tym poprowadzić - nikt
        w rodzinie nie gra na niczym, ja mam słuch, ale nie gram, czasem tylko śpiewam.
        Poza tym upraszcza się, że to oznacza zajęte całe popołudnia i wieczory, a jest
        to często godzina - półtorej.
        Nie jestem matką - wariatką, która chcę aby dzieci już dziś brały udział w
        wyścigu szczurów. Chcę tylko, aby znalazły swoja drogę, niekoniecznie w ramach
        tego, co oferuje szkoła i co ja mogę im zaoferować. I co najważniejsze - nic na
        siłę.
        • fasolka3 Re: Czego dzieci nie naucza sie na kursach 13.09.08, 23:59
          Moje dzieci tez chodza na zajecia dodatkowi i to od lat. I takie sa wlasnie moje
          obserwacje. Zajecia dodatkowe sa lubiane i oczywiscie nie wymuszone. Moj syn
          jest np. harcerzem.

          Przez te stale zajecia masz cale popoludnie zajete, bo przeciez trzeba zrobic
          zadanie a na to zajecie dojsc i wrocic. Poza tym caly czas o tym myslisz - nie
          da sie spontanicznie zrobic jakiejs rzeczy trwajacej kilka godzin - bo zaraz
          trzeba przerwac i pojsc na zajecie.

          Niestety przez te kilka lat nie wytworzyla sie zadna przyjazn pomiedzy moim
          dzieckiem a dzieckiem kolkowym, a z przyjaciolmi umowic sie ciezko, bo skoro my
          mamy zajety wtorek i piatek, a przyjaciel poniedzialek i srode to zostaje
          praktycznie jeden dzien w tygodniu i weekend.
          I tak zaczynaja nasze dzieci zycie jak menager - czekajac na weekend i odrobine
          wolnosci.

          Najbardziej lubie, jak dzieciaki biegaja same po podworku i wracaja pod wieczor
          brudne jak nieboskie stworzenia. Moj syn ma dopiero 10 lat, jest dzieckiem, mamy
          to szczescie, ze mieszkamy pod lasem, w ktorym czesto bawi sie z przyjaciolmi. W
          tym lesie jest strumien i dzieciaki buduja na nim godzinami zapory. I ucza sie
          niesamowicie duzo - spolecznych zachowac, inzynierii, biologii, reagowania na
          zagrozenia...

          Nie istnieje kolko budowania zapor na strumieniu, a przypuszczam, ze jak bedzie
          kiedys wspominal swoje dziecinstwo, to pewnie godziny spedzone na zabawie w
          lesie utkwia mu najmocniej w pamieci. No i szczescie na jego buzi, jak wraca do
          domu (przewaznie chodze go stamtad sciagac), tak szczesliwy nigdy jeszcze nie
          byl, ani po swojej astronomii, ani po treningach pilki noznej.

          Takie sa moje poglady - dzieci maja rosnac jak chwasty, im mniej przesadnej
          opieki tym lepiej. Chwastow nikt nie hoduje a sa silne i rosna wszedzie i daja
          sobie rade.

          No teraz to mnie pewnie zjedza na tym forum!

          FFF

          Przez te stale zajecia masz cale popoludnie zajete, bo przeciez trzeba zrobic
          zadanie a na to zajecie dojsc i wrocic. Poza tym caly czas o tym myslisz - nie
          da sie spontanicznie zrobic jakiejs rzeczy trwajacej kilka godzin - bo zaraz
          trzeba przerwac i pojsc na zajecie.

          Niestety przez te kilka lat nie wytworzyla sie zadna przyjazn pomiedzy moim
          dzieckiem a dzieckiem kolkowym, a z przyjaciolmi umowic sie ciezko, bo skoro my
          mamy zajety wtorek i piatek, a przyjaciel poniedzialek i srode to zostaje
          praktycznie jeden dzien w tygodniu i weekend.
          I tak zaczynaja nasze dzieci zycie jak menager - czekajac na weekend i odrobine
          wolnosci.
          • spacey1 Re: Czego dzieci nie naucza sie na kursach 14.09.08, 19:58
            Nie no, nie będziemy się licytować. Nie każdy ma możliwość puszczania dziecka
            (moje mają 8 i 6 lat) samemu z kolegami do lasu. Owszem mam las niedaleko, ale
            moje dzieci nie chodzą i nieprędko będą chodziły same na dwór, aby szaleć z
            kolegami. Ubolewam nad tym, bo sama te 35 lat temu tak spędzałam dzieciństwo w
            niewielki miasteczku. Dziś w Warszawie trzeba sobie dłużej poczekać, aby wyjść
            samemu, jak się nie mieszka na strzeżonym osiedlu.
            Staram się więc zagospodarować mojemu dziecku czas, aby spędzał go ciekawie, a
            nie siedział przed TV albo kompem - niania niestety nie staje na głowie, aby mu
            tego zabronić.
            Ideały są szczytne, ale niestety jest jeszcze proza życia (większość dzieci lubi
            te mało wyszukane rozrywki) i w tej prozie i w jak najlepszej wierze, każdy
            stara się jak najlepiej ze swoimi dziećmi postępować.
            I wierz mi, dzieci doświadczają wszystkiego tego, o czym z taką dumą piszesz,
            tylko może nie codziennie. A z drugiej strony moja matka dawałą mi taką wolną
            rękę od wszystkiego (po prostu miała w nosie co ja robię, ale czym to się
            właściwie różni od puszczania dziecka samopas z przekonaniem, że to taka cudowna
            metoda?), że dziś wiem, że nikt mną nie pokierował, nie dał zakosztować tego i
            owego, nie wzmocnił mojego potencjału. Chcę tylko poszukac jak najlepszego
            rozwiązania dla mich dzieci i nikogo nie przekonuję, że mają robić tak jak ja.
    • loola_kr Re: Zajecia dodatkowe 14.09.08, 00:57
      W pierwszej klasie córka popołudniami chodziła na dodatkowy angielski, tenisa i
      kółko plastyczne. Teraz (2 klasa) też angielski i tenis, kurs komputerowy i
      jakieś kółko (plastyczne albo aktorskie)
    • mrowka75 Re: Zajecia dodatkowe 14.09.08, 01:02
      Mój syn jest w II klasie szk. podst.
      Chodzi do prywatnej szkoły. Dodatkowe zajęcia to koła zainteresowań
      które odbywają się po zajęciach w trakcie pobytu w świetlicy
      szkolnej. Do wyboru ma :
      koło informatyki, plastyczno-muszyczne, szachowe, origami,
      teatralne. Sam sobie wybiera na co chce chodzić. Wybrał szachowe i
      informatyczne. Koło angielskiego ma w trakcie normalnych zajęc
      szkolnych jako 3 godzinę angielskiego (może na nie nie chodzić, ale
      je lubi, bo jest bardzo ciekawie prowadzone), godzinę tańca
      nowczesnego, 2 godziny basenu i gimnastyke korekcyjną w trakcie
      zajęc szolnych zamiast W-F (obowiązkowe). Lecje odrabia w czasie
      pobytu w świtlicy (przewaznie do 16.00 - czasem odrobine krócej lub
      dłużej)Dwa razy w tygodniu uczęszcza do szkoły muzycznej - w sumie 3
      godziny zegarowe. Resztę czasu w tygodniu ma zupełnie dla siebie,
      zwłaszcza, ze Panie w świetlicy dbają o odrobienie lekcji w trakcie
      pobytu w świetlicy. Zwykle w domu to już tylko czas na zabawę i inne
      zajęcia własne. Jest zadowolony i nie narzeka na przemęczenie.
      czasem nawet kweka jak go za wcześnie odbieram ze świetlicy, bo
      własnie coś fajnego robią . Panie sa świetne - Grją nawet razem z
      dziećmi w pilkę nożną - w sali gimn. pod niepogodę, i na podwórku
      gdy jest ładnie. Wszystko opiera się o zainteresowania i motywacje
      syna.
      • maksimum dzieci maja rosnac jak chwasty 14.09.08, 04:42
        fasolka3 napisała:

        > Takie sa moje poglady - dzieci maja rosnac jak chwasty, im mniej przesadnej
        > opieki tym lepiej. Chwastow nikt nie hoduje a sa silne i rosna >wszedzie i
        daja sobie rade.
        --------
        To jest tzw stara szkola wychowania pt "co cie nie zniszczy,to cie zbuduje".Jest
        to oczywiscie metoda prob i bledow,ale jesli to wlasnie dziecko bedzie
        podejmowalo te decyzje,to nalezy sie spodziewac,ze bedzie robilo duzo bledow.
        Po to my jestesmy z duzym bagazem doswiadczen,zeby pomoc im w podejmowaniu
        wlasciwych decyzji.
        Moja corka jako zajecie dodatkowe chciala wybrac joge,ale ja ja zmusilem by
        wziela angielski,a szczegolnie pisanie wypracowan czy tez opowiadan,bo z tym ma
        klopoty.
    • e_r_i_n Re: Zajecia dodatkowe 14.09.08, 08:05
      Ja na razie tylko z punktu widzenia mamy pierwszoklasisty.
      Młody po lekcjach jest w świetlicy co około 16:15 i w czasie pobytu tam ma
      akrobatykę i piłkę nożna.
      A po szkole - dwa razy w tygodniu basen.
      I tyle.
      Angielski dopiero zaczyna i spokojnie dwie godziny tygodniowo mu wystarczą
      (trzecia godzina z nauczycielką, która jest jednocześnie anglistką, ma być
      dodatkowo).
      IMO poza zajęciami ruchowymi i ewentualnie jakimiś plastycznymi/muzycznymi,
      jeśli dziecko tym zainteresowane w klasach I-III nie ma co kombinować.
    • majenkir Re: Zajecia dodatkowe 14.09.08, 14:43
      To wszystko zalezy od dziecka. Moja prawie-9-latka chodzi na balet
      4x tyg. (1godz15min lekcja) i wciaz ma niespozyte poklady energii.
      Jej 7-letni brat nie ma zadnych zajec pozaszkolnych, bo.....nie
      chce smile. Obydwoje maja szkole od 8 do 3-ciej.
    • wieczna-gosia Re: Zajecia dodatkowe 14.09.08, 19:19
      fasolko ale chodzenia na kolka nie trzeba przeciwstawiac spontanicznemu
      spedzaniu czasu. Nie mieszkam pod lasem i moje dzieci nie maja takich mozliwosci
      spedzania czasu w bliskim kontakcie z natura. A na zeg;arstwie maja smile i jeszcze
      sobie pojedziemy tam na rowerach. Kiedy nie maja zajec nie maja proble,u z
      wymysleniem co chca robic. A przyjazni z kolek i sportow maja sporo,
      zaryzykowalabym nawet ze najlepsze kontakty- moze nie najglebsze ale najwieksza
      grupe "dpbrych kolegow" wyniosly z kolek wlasnie. Z harcerstwa.
      • spacey1 Re: Zajecia dodatkowe 15.09.08, 09:57
        Napisałaś Gosiu w skrócie to, co ja starałam się przekazać, ale wyszło rozwlekle
        i nie tak udatnie.
    • tukata Re: Zajecia dodatkowe 15.09.08, 09:43
      Uważam, że trzeba dzieciom dawać możliwośc poszukiwania w czym są
      dobre, realizowania swoich pasji, a do tego potrzebne są różne
      dodatkowe zajęcia, bo samo podwórko tego nie zapewni. Natomiast
      zauważyłam pewne szaleństwo, któremu nie chciałam się poddać przez 6
      lat, a na progu gimnazjum uległam, a mianowicie nauka angielskiego.
      Moje dziecko chodzi do szkoły społecznej, gdzie codziennie był(i
      jest) godzina angielskiego. Wydawało mi się, że przy niezłym
      nauczycielu to wystarczy. Ale inni rodzice mieli odrębne zdania i
      dzieci chodziły jeszcze na dodatkowy język po lekcjach raz lub dwa
      razy w tygodniu. Efekt jest taki, że moje dziecko bez tych
      dodatkowych lekcji siłą rzeczy jest słabsze od pozostałej klasy,
      choć wg mnie na wystarczający poziomie( bo on i tak jest dużo
      wyższy od przeciętnego ucznia w tym wieku). Dzis kiedy jest w
      gimnazjum, chodzi na dodatkowy angielski, żeby nie odstawało od
      reszty klasy (mimo tych 5 godzin w szkole). Poza tym ma jeszcze
      pianino,tańce, kólko recytatorskie i teatralne. W poprzednich latach
      był jeszcze francuski dwa razy w tygodniu, pianino, tenis, kółko
      mat, teatralne i kompletny brak czasu na zwykle rzeczy.
Pełna wersja