Gość: MiedźBrz
IP: 10.10.10.*
21.01.02, 20:23
Dla odprężenia temat lekki a trochę dziwaczny - może Was zainspiruje:
Moja córka (4 lata) po powrocie z przedszkola zaskoczyła mnie ostatnio
wyliczanką: "Wpadła bomba do piwnicy, napisała na tablicy: SS - zdechły pies!".
Jest przecież prawie 60 lat po wojnie! - mówię o tym oczywiście nie w
kontekście poprawności politycznej, tylko dziwnej trwałości dziecięcych
wyliczanek. Przypomniałem sobie, że kiedyś czytałem (ale gdzie, to zabijcie
mnie, nie pamiętam!) że najpopularniejsza chyba polska wyliczanka "Ene due like
fake, torba borba" itd. była pierwotnie wyliczanką dzieci żydowskich. Jeśli
tak, to musi się utrzymywać w obiegu już co najmniej 70 lat, a zapewne dłużej.
Wszystko to prowadzi do konstatacji, że wyliczanki dziecięce są niezwykle
trwałym a niezauważanym elementem kultury dnia codziennego. Wszystko się
zmienia - a one (czy przynajmniej niektóre z nich) trwają... Jak sądzicie,
dlaczego, jaki to mechanizm? A może ktoś zna jakąś publikację o tym fenomenie?
Pozdrawiam.