Gość: Mała
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
14.11.03, 12:25
Od pół roku przeżywam horror w każdą sobotę i niedzielę. Nigdy nie
przypuszczałam, że są dzieci do których nie trafiają żadne argumenty... ani
po dobroci ani po złości. Zawsze z każdym dzieckiem udawało mi się nawiązać
kontakt!!! Uwierzcie...każda moja znajoma zostawiała mi swoją pociechę z
przekonaniem, że maluch ze mną będzie się dobrze bawił i choćby był bardzo
absorbujący to dawałam sobie radę z opieką.
TERAZ OPADAJĄ MI RĘCE. Ale od początku.
Mój przyjaciel jest po rozwodzie.. razem z byłą żoną dzielą się opieką nad
dziećmi (panuje między nimi bardzo zdrowy, przyjacielski układ). Pół roku
temu ustalili, że w soboty i niedzielę sprawować opiekę nad dziećmi będzie
tatuś ponieważ mamusia się dokształca. Córcia ma 7 lat a "synuś" 3. I tak
jak z dziewczynką mamy bardzo dobry kontakt, jest grzeczna, miła, rezolutna
i zawsze chętna do zabawy tak Krzyś bez przerwy wrzeszczy, jest
niezadowolony, agresywny.. wszystkie zabawki rozpuszczają mu się w dłoniach
w ciągu kilku sekund. Bije matkę, siostrę, tatę i wszystki obce osoby jakie
mu się nawiną. Nigdy nie sądziłam, że można znienawidzić 3 letnie dziecko.
Ja mam go dość! Ludzie co robić z dzieckiem, które wywiera presję na
rodziców, uzyskuje wszystko krzykiem... bo rodzice dla 2 min. spokoju dadzą
mu gwiazdkę z nieba. Wszystko na dodatek odbywa się kosztem starszej
Arletki, która musi w każdym momencie schodzić z drogi Krzysiowi i
oczywiście kosztem mojego związku.
To dziecko to diabeł!!! Doszło do tego, że w weekendy wychodzę z domu bo
boję się że kiedyś wpadnę w jakiś szał i zabiję tego wstrętnego, wiecznie
wykrzywionego potwora.
Poradźcie coś bo wszyscy już jesteśmy zmęczeni.