Zastanawiam się jak postępować w takiej sytuacji:
Syn 13-letni właśnie kończy podstawówkę i jednocześnie popołudniową
szkołę muzyczną. No, zdooooolny muzycznie jest baaardzo
Generalnie z nauką problemów nie ma żadnych - przy minimalnym
wysiłku, w podstawówce i w muzycznej zbiera dobre i bardzo dobre
oceny. Obrazowo: w muzycznej szkole na tym etapie dzieci ćwiczą
średnio ok. 1-1,5h dziennie. Mój syn ćwiczy ok. 15 minut, a egzaminy
zawsze na piątki. Tyle chwalenia się
Teraz problem:
Do tej pory syn chętnie chodził do muzycznej, nauczyciel prowadzący
gorąco namawia na wstępne egzaminy do szkoły II stopnia, ale
zaznacza, że wymaga to więcej pracy (nauczyciel doskonale wie, ile
syn teraz ćwiczy, i że to zdolności, a nie praca przynoszą takie
efekty).
A syn to leń

wiadomo, że od ćwiczeń ważniejsze są rozmowy na gg,
czy gry komputerowe...
I jak do tej pory syn twierdził, że do szkoły II stopnia chce
zdawać, tak teraz, gdy już sam egzamin wstępny wymaga więcej pracy,
zaczynają się schody.
Powiedziałam synowi, że jest na tyle dorosły, że może sam decydować
o szkole II stopnia. I chyba zrobiłam błąd, bo coraz częściej
twierdzi, że nie jest zdecydowany, że może jednak nie... Szkoła
Muzyczna przegrywa z komputerem

Nie chciałabym, żeby zmarnował swoje zdolności, jednak wiem, że
zmuszanie na siłę do nauki, to raczej nie jest dobra droga.
Chciałabym, zeby uczył się dalej i żeby to była jego decyzja. Jak go
zmotywować? A może 13-latek jest jeszcze za młody na takie decyzje?
może powinnam postawić sprawę jasno: masz się uczyć, ćwiczyć,
pracować, a nie marnować czas na rozrywki komputerowe (sporo czasu
na to idzie, oj sporo). Co myslicie?