Dodaj do ulubionych

niech sam zdecyduje?

13.02.09, 10:26
Zastanawiam się jak postępować w takiej sytuacji:
Syn 13-letni właśnie kończy podstawówkę i jednocześnie popołudniową
szkołę muzyczną. No, zdooooolny muzycznie jest baaardzo smile
Generalnie z nauką problemów nie ma żadnych - przy minimalnym
wysiłku, w podstawówce i w muzycznej zbiera dobre i bardzo dobre
oceny. Obrazowo: w muzycznej szkole na tym etapie dzieci ćwiczą
średnio ok. 1-1,5h dziennie. Mój syn ćwiczy ok. 15 minut, a egzaminy
zawsze na piątki. Tyle chwalenia się smile
Teraz problem:
Do tej pory syn chętnie chodził do muzycznej, nauczyciel prowadzący
gorąco namawia na wstępne egzaminy do szkoły II stopnia, ale
zaznacza, że wymaga to więcej pracy (nauczyciel doskonale wie, ile
syn teraz ćwiczy, i że to zdolności, a nie praca przynoszą takie
efekty).
A syn to leń smile wiadomo, że od ćwiczeń ważniejsze są rozmowy na gg,
czy gry komputerowe...
I jak do tej pory syn twierdził, że do szkoły II stopnia chce
zdawać, tak teraz, gdy już sam egzamin wstępny wymaga więcej pracy,
zaczynają się schody.
Powiedziałam synowi, że jest na tyle dorosły, że może sam decydować
o szkole II stopnia. I chyba zrobiłam błąd, bo coraz częściej
twierdzi, że nie jest zdecydowany, że może jednak nie... Szkoła
Muzyczna przegrywa z komputerem smile
Nie chciałabym, żeby zmarnował swoje zdolności, jednak wiem, że
zmuszanie na siłę do nauki, to raczej nie jest dobra droga.

Chciałabym, zeby uczył się dalej i żeby to była jego decyzja. Jak go
zmotywować? A może 13-latek jest jeszcze za młody na takie decyzje?
może powinnam postawić sprawę jasno: masz się uczyć, ćwiczyć,
pracować, a nie marnować czas na rozrywki komputerowe (sporo czasu
na to idzie, oj sporo). Co myslicie?
Obserwuj wątek
    • babe007 Re: niech sam zdecyduje? 13.02.09, 10:42
      Niech zdecyduje sam. Bez prawdziwej pasji (a takiej u niego nie
      widzę, z tego co opisujesz wink ) wirtuozem nie zostanie. To po co go
      katować? Po tych kilku latach zapewne gra juz na tyle dobrze (nie
      mówiąc o znajomości nut i.t.p.), ze kiedyś, jak będzie
      chciał "błysnąć" w towarzystwie, albo pograć dla własnej
      przyjemności to da radę. Myslisz, że przy swoich zdolnościach ale i
      braku chęci do ćwiczeń mógłby zostać koncertowym muzykiem (btw
      ciężki kawałek chleba)? Jeżeli nie - to mu odpuść.
      • kalendarzowa_wiosna Re: niech sam zdecyduje? 13.02.09, 10:54
        Babe007, wirtuozem nie zostanie masz rację, pasji w nim nie widzę.
        Myślę jednak, że szkoła muzyczna daje więcej mozliwości w
        przyszłości i nie chciałabym, żeby te możliwości zmarnował przez
        zwyczajne lenistwo.
        • babe007 Re: niech sam zdecyduje? 13.02.09, 13:03
          Jakie na przykład?
          • kalendarzowa_wiosna Re: niech sam zdecyduje? 13.02.09, 13:47
            Babe, przecież po szkole muzycznej II stopnia syn praktycznie ma już
            możliwości pracy (choćby jako nauczyciel muzyki). Oczywiście to
            bardzo ograniczona wersja i wcale nie jest marzeniem moim, ani tym
            bardziej syna.
            On sam nie bardzo wie, kim chciałby być w przyszłości i trudno tego
            wymagać od 13-latka. Jednak sam mówi, że muzyka należy do jego
            zainteresowań i fajnie byłoby pracować właśnie w tej dziedzinie.
            Może dyrygentura? może edukacja artystyczna? krytyka muzyczna?
            muzyka rozrywkowa?
            A może pójdzie na polibudę studiować zupełnie co innego, bo to
            jeszcze umysł ścisły... Chcę powiedzieć, że nie planuję tu
            przyszłości syna, tylko chcę, żeby miał jak najwięcej możliwości
            wyboru.

            Teraz szkołę muzyczną syn utożsamia ze żmudnymi ćwiczeniami i wiem,
            że to może zniechęcać. Ale w przyszłości ta praca może zaowocować
            właściwie tylko pozytywnie. Dlatego nie chciałabym, żeby rezygnował
            z błahych powodów.
            Są dzieci, które muszą włożyć wielokrotnie więcej wysiłku, żeby
            osiągnąć to, co mojemu dziecku przychodzi z łatwością. Dalsza
            edukacja muzyczna nie będzie katorgą, czas na rozrywki spokojnie się
            znajdzie. Ach, gdyby mój syn poświęcił choć 1/3 czasu spędzonego
            przy komputerze na ćwiczenia, miałabym pewnie wirtuoza smile
            • babe007 Re: niech sam zdecyduje? 13.02.09, 14:33
              Spotkałam w swoim życiu kilkoro dorosłych juz ludzi, którzy mają nie
              najlepsze wspomnienia z dzieciństwa właśnie z tego powodu, że, pod
              naciskiem rodziców, kończyli szkoły artystyczne (muzyczna,
              baletowa), mimo, ze brakło im pasji. Nie twierdzę, że tak jest
              akurat w Twoim przypadku, ale niestety często się zdarza, że rodzice
              starają sie poprzez dzieci zrealizować WŁASNE marzenia i ambicje...
              Znam też odwrotną sytację, kiedy dziecko wbrew rodzicom (ale zgodnie
              ze SWOIMI pasjami) wybrało szkołę artystyczną. I jest w tej chwili
              znanym choreografem. BTW chłopak był wtedy prawie w wieku Twojego
              syn kiedy SAMODZIELNIE podjął taką decyzję.
    • rycerzowa Re: niech sam zdecyduje? 13.02.09, 10:56
      Zwyczajnie powiedzieć, że zrezygnować zawsze się zdąży.
      Po każdym roku nauki może odejść.
      (Do szkoły muzycznej zawsze jest długa lista rezerwowa).
      A każdy rok w średniej szkole muzycznej to ogromna korzyść dla ogólnego rozwoju.


      Jeśli chłopak miałby jakieś naukowe pasje pozamuzyczne, to bym się przy tej szkole nie upierała, ale jeśli wolny czas przeznaczy na durne gry i równie durne gg, to stawia sprawę w innym świetle.
      Takie dwie szkoły naraz to jest dobre przygotowanie do studiowania dwóch fakultetów (dobrych, dziennych), co twojego syna pewnie czeka, jako że zdolna bestia.

      Tak czy owak - można rozmawiać, zachęcać, w żadnym przypadku - zmuszać.
    • agatka_s Re: niech sam zdecyduje? 13.02.09, 14:01
      Moim zdaniem dodatkowa szkoła muzyczna, jeśli dziecko nie rokuje że
      zostanie wirtouzem albo conajmniej wybitnym "w temacie", nie jest
      sprawą tak bardzo istotną aby warto było dziecku swoją wolę narzucać
      siłą (za taką sprawę uznałabym np odmowę nauki języka, bo wiem że
      akurat za naukę języka lub kilku w wieku dziecięco-młodzieżowym moje
      dziecko będzie mnie błogosławić w wieku dorosłym). Uważam że 13-
      latek może sam podjąć decyzję o wyborze szkoły, a rolą rodziców
      powinno być przedstawienie ich zdania, przedstawienie plusów takiego
      wyboru (jeśli rodzic traktuje dziecko poważnie to powie też i o
      minusach).

      Wydaje mi się że dziecko zmuszone do czegoś akurat w tym wieku
      będzie miało naturalną chęć do buntowania. Powiem szczerze ja widze
      same minusu narzucenia swojego zdania w sprawie dodatkowej szkoły
      już potrafiącemu mysleć młodemu człowiekowi. Zalet zero.

      Mój syn w zeszłym roku podejmował decyzje o wyborze gimnazjum i ja
      mu na to pozwoliłam. Mimo iż początkowo chciał pójść po
      tzw "najmniejszej liniii oporu" czyli kontynuować gimnazjum z
      automatu. Ja robiłam mimo tego "swoje" tzn zbierałam informacje,
      chodziłam na spotkania, zbierałam testy egzaminacyjne z
      poszczególnych szkół itp i przekazywałam tę wiedzę synowi, mówiąc że
      on podejmie decyzje ale takie są alternatywy. Dziecko dosyć długo
      trwało w swojej decyzji, ale jak przyszło co do czego i jak miał
      podjąć decyzję zdecydował że spróbuje realizować plan maximum czyli
      że wystartuje do 2 najlepszych szkół z natrudniejszymi egzaminami.
      TO BYŁA JEGO DECYZJA (choć ja nie ukrywam że zgodna z tym co ja
      uważałam za najlepszy wybór). Potem mimo że syn się dostał ja
      miałam wątpliwości czy syn dobrze wybrał (poziom dzeci które się
      dostały trochę mnie zaskoczył), i próbowałam go nakłonić do zmiany
      decyzji. Ale syn "się uparł" i tak postanowił, i tak się stało.

      Dziś z perspektywy czasu (pół roku) widzę ,że po pierwsze naprawde
      dobrze postanowił (miał zdecydowanie lepszy instynkt niż ja i
      poprostu tzw "większe jaja" niż ja, bo ja się ciut wystraszyłam), a
      po drugie widzę że to że pozwoliłam mu wybierać samemu i podejmować
      decyzję to był strzał w dziewsiątke. To jest "JEGO" szkoła-bo to
      jest ta szkoła którą sobie wybrał, indentyfikuje się z nią w pełni i
      widzę że ten świadomy wybór był dla niego bardzo ważny. To była
      taka nobilitacja na "dorosłego", nie tylko zmiana z podstawówki na
      gimnazjum, co naturalne, ale zmiana z dziecka o którym decydują
      rodzice w młodzieńca który potrafi odpowiedzialnie o sobie stanowić.

      Ja ze swojej strony polecam zostawienie decyzji młodemu człowiekowi,
      naprawde możesz się ździwić , że jeśli dasz mu szansę on podejmie
      dobrą decyzję.

      Pozdr

      • zgagusia Re: niech sam zdecyduje? 13.02.09, 16:53
        agatko, nie do konca trafione porownanie
        do gry na instrumencie ciezko mu bedzie wrocic jesli ja zarzuci -
        rece 'sztywnieja', traci sie umiejetnosci manualne
        podobnie jak rycerzowa powiedzialabym dziecku ze zrezygnowac zawsze
        zdazy, a szkoda zmarnowac talent

        A.
        • verdana Re: niech sam zdecyduje? 13.02.09, 17:04
          Lepiej zmarnowac talent, niż dziecko.
          I cos czarno wiedze to rezygnowanie później - bo on probuje juz
          zrezygnowac i jakos akceptacji tej decyzji nie widze. Dlaczego
          później miałoby byc lepiej?
          • zgagusia Re: niech sam zdecyduje? 13.02.09, 17:49
            tak pisze autorka:
            Jednak sam mówi, że muzyka należy do jego
            zainteresowań i fajnie byłoby pracować właśnie w tej dziedzinie.

            Jak rozumiem chlopak nie chce rezygnowac z muzyki w ogole tylko
            pracowac mu sie nie chce - a moze boi sie ze nie podola? moze gra
            tylko po 15 min. bo rece go bola? Moze trzeba z nim troszke glebiej
            porozmawiac z czego wynika jego wycofywanie sie.
            A.
            • burza4 Re: niech sam zdecyduje? 13.02.09, 18:38
              zgagusia napisała:

              > tak pisze autorka:
              > Jednak sam mówi, że muzyka należy do jego
              > zainteresowań i fajnie byłoby pracować właśnie w tej dziedzinie.


              do moich zainteresowań muzyka tez należy - lubię Stinga na przykładsmile
              to jeszcze nie powód, żeby miało to zdominować dzieciństwo.
              Interesować się, czy zajmować od czasu do czasu można i bez
              poświęcania temu połowy dzieciństwa.

              szkoły muzyczne są pełne przeciętniaków, nieliczni są wybitni na
              tyle, zeby muzyka była przedmiotem ich pracy, a jako szkoła
              dodatkowa pochłania mnóstwo czasu i energii. Gimnazjum jest
              wymagające, liceum tym bardziej (moja córka ma 40 godzin lekcyjnych
              tygodniowo). Skoro i tak marne są szanse, żeby coś z tego na dłuższą
              metę było, po co odbierać dzieckiakowi resztki czasu wolnego?
        • agatka_s Re: niech sam zdecyduje? 13.02.09, 17:12
          zgagusia napisała:

          > agatko, nie do konca trafione porownanie
          > do gry na instrumencie ciezko mu bedzie wrocic jesli ja zarzuci -
          > rece 'sztywnieja', traci sie umiejetnosci manualne
          > podobnie jak rycerzowa powiedzialabym dziecku ze zrezygnowac
          zawsze
          > zdazy, a szkoda zmarnowac talent
          >
          > A.


          Ja (i to jest moje zdanie) zaryzykowalabym zmarnowanie tego
          potencjalnego talentu (czy dzieciak ma ten talent ? czy poprostu
          niele mu szlo bo jest ogolnie zdolne ?) jesli moje dziecko taka
          decyzje by podjelo. Moim zdaniem jesli dziecko nie ma konkretnych
          planow co do muzyki na przyszlosc to zmuszanie go na sile jest
          zwyczajnym realizowaniem pomyslu rodzicow i tyle.

          Moj syn od 7 lat spiewa w chorze. Poki co chce spiewac, bo to lubi,
          nigdy nie wspominal ze chce przestac (no czasem jak mu sie nie chce
          isc na probe...smile)). Jednak gdyby chcial zrezygnowac, oczywiscie
          ze bede go przekonywac ze to nie jest dobra decyzja, ale jesli tak
          zdecyduje kiedys, to ja to zaakceptuje -bo co mi zostaje ? walczyc z
          14 latkiem ? zmuszac go na sile ?(choc bedzie mi pewnie zal tych lat
          zainwestowanej pracy...).

          A porownanie moim zdaniem bylo trafne, moj syn chcial pojsc na
          latwizne i wybrac szkole w ktorej podobnie jak syn
          autorki "marnowalby talent". Ja pozwolilam aby decyzje podjal sam,
          tak aby sam doszedl do wniosku co bedzie dla niego i jego
          przyszlosci optymalne, bez narzucania mu mojej woli (zreszta to ze
          moge mu cos narzucic i tak bylo izuloryczne, bo dziecko zmuszone do
          zdawania do jakiejs szkoly na zlosc moglo nie zdac egzaminow, w
          przypadku autorki moze byc tak samo-dziecko sie dostanie ale zrobi
          wszystko aby dac sie wyrzucic).


          Pozdrawiam
          • verdana Re: niech sam zdecyduje? 13.02.09, 17:57
            kazda decyzja jest obardzona ryzykiem. przypuscmy, ze skłoni sie
            chłopaka, żeby gral, choc nie ma ochoty. jesli zacznie pracować
            wiecej, to oznacza m.in. zanik kontaktow towarzyskich i niemozność
            rozwijania innych zainteresowań - a wym wieku zainteresowania
            potrafia się zmieniać.
            No i zdecydowanie nie wierze w to, ze pozwoli sie dziecku przesatć,
            skoro nie pozwolilo mu się zrezygnowac ze szkoły. Wtedy argumenty
            beda powazniejsze - tyle pracy na marne, jeszcze tylko dwa lata,
            rok...
            • drobiazg_lesny Re: niech sam zdecyduje? 18.02.09, 18:40
              > jesli zacznie pracować
              > wiecej, to oznacza m.in. zanik kontaktow towarzyskich

              hmm, a ja właśnie głównie ze znajomymi ze szkoły muzycznej utrzymuję
              kontakty, mimo że skończyłam ją już dawno dawno temu..
          • odzim22 Re: niech sam zdecyduje? 04.03.09, 17:10
            Ja bym raczej pozwolil zadecydowac dziecku, jezeli nie ma do tego
            checi to nic z tego nie bedzie mimo talentu.
            Pamietam jak ja zrezygnowalem po roku z nauki niemieckiego mimo ze
            szlo mi calkiem niezle, na rzecz kariery pilkarskiej smile Teoretycznie
            wieksze korzysci mialbym ze znajomosci niemieckiego, niz z
            umiejetnosci kopania galy, ale mialbym duze pretensje do rodzicow
            gdyby mnie posylali tam na sile. Zapewne po jakims czasie
            przestalbym sie przykladac bo robilbym pod przymusem i koniec bylby
            taki sam.
    • mskaiq Re: niech sam zdecyduje? 14.02.09, 02:18
      Mysle ze trzeba szanowac opinie dziecka. Im bardziej bedziesz
      naciskal na niego tym wieksza bedzie jego opozycja. Mozesz go zmusic
      ale wtedy niczego nie osiagnie w muzyce.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • grazbed Re: niech sam zdecyduje? 14.02.09, 06:14
      Twierdzisz,że jest zdolny i nie musi wkładać zbyt wiele wysiłku w przyswojenie wiedzy muzycznej. Jeśli jest w stanie zaliczać egzaminy czy audycje na piątki po 15-minutowych ćwiczeniach to znaczy,że technikę gry na instrumencie(z ciekawości jaki to instrument?) ma opanowaną a i pamięć świetną a to więcej niż połowa sukcesu. Na dokładkę widzi muzykę w jakiś sposób w swoim życiu.

      Na Twoim miejscu motywowałabym go do działania. Być może wkład pracy nie będzie musiał być aż taki duży jakim straszy go nauczyciel i Ty.
      Ponadto egzamin do szkoły muzycznej to nie tylko wiedza to przede wszystkim zdolności, których mu nie brakuje. Nauczycielka mojej córki opowiadając o egzaminach wstępnych zawsze mówi, że to się słyszysmile.

      Naprawdę szkoda stracić szansę. Teraz oboje nie wiecie czy mu się spodoba IIst, ile naprawdę pracy będzie musiał włożyć. Ostatecznie zawsze może później zrezygnować czy wziąć roczny urlop.

      Wydaje mi się, że nie powinnaś 13latka zostawiać samego z taką decyzją.
    • kalendarzowa_wiosna Re: niech sam zdecyduje? 14.02.09, 12:32
      Powiem Wam szczerze, że czuję się po części winna obecnego stanu
      rzeczy. Mam zdolne dziecko, które nie jest przyzwyczajone do
      rzetelnej, systematycznej pracy. Zwyczajnie, do tej pory wszystko
      przychodziło mu z łatwością. W podstawówce pierwsze lata to jedno
      wielkie pasmo sukcesów. Kiedy pojawiły się lekcje wymagające
      większego wysiłku, czasem zwyczajnego wkucia pamięciowego,
      przeczytania dodatkowych tekstów, oceny z szóstek zamieniły się w
      czwórki. Oczywiście nie o oceny chodzi, tylko o obraz sytuacji.
      Zdolne dziecko, nigdy nie musiało dłuzej pracować na dobry wynik.

      To samo mamy w szkole muzycznej. Syn lubi tę szkołę, lubi do niej
      uczęszczać, jest bardzo dumny z osiągnięć (koncerty, popisy,
      egzaminy), lubi grać na pianinie, od tego roku Z WŁASNEJ INICJATYWY
      chodzi na dodatkowe lekcje gitary. Talent jest, ma cudowną
      wrażliwość muzyczną i potrafi ją oddać na instrumencie.

      Wszystko robija się jednak o codzienną, systematyczną pracę. On
      chciałby mieć wynik natychmiast. Ćwiczenia go nudzą (ból rąk odpada)
      do tej pory 15 min. wystarczało, teraz już nie.
      I stąd tak naprawdę pojawia się jego niezdecydowanie odnośnie II
      stopnia. Nie chce mu się pracować. I obawiam się, że to będzie
      dotyczyć każdej innej dziedziny, nie tylko muzyki.
      • agatka_s Re: niech sam zdecyduje? 14.02.09, 14:18
        I stąd tak naprawdę pojawia się jego niezdecydowanie odnośnie II
        > stopnia. Nie chce mu się pracować. I obawiam się, że to będzie
        > dotyczyć każdej innej dziedziny, nie tylko muzyki.


        Nie musi.

        To co opisujesz jest bardzo typowe dla zdolnych dzieci.

        Moj syn chodzi do klasy w gimnazjum gdzie 30 uczniow czyli 100%
        klasy sa to dzieci ktore z podstawowki wyszly z czerwonymi paskami
        (skad wiem ? bo taka poprzeczke postawil konkurs swiadectw na
        podstawie ktorego przyjmowano).

        Same zdolne, madre dzieci ktore do tej pory nie bardzo musialy sie
        do nauki przykladac (moj syn tez) a piatki i szostki to byly jedyne
        oceny jakie znaly. No i gimnazjum ktore ma poziom nauczania raczej
        liceum (przy liceum, ucza nauczyciele z liceum) to kompletnie nowa
        bajka dla tych dzieci.

        Dzieciaki z szostkami od gory do dolu, laureaci olimpiad itp nagle
        zaczynaja dostawac palki, dwoje, a czworka z niektorych przedmiotow
        9np polskiego) staje sie marzeniem scietej glowy...

        No coz nie wiem jak inne dzieciaki (tzn wiem jedne lepiej inne
        gorzej), ale moj syn dosyc szybko sie przestawil. Dotarlo do niego
        ze niestety metoda z podstawowki gdzie wystarczy tylko pamietac co
        bylo na lekcji to za malo. Dostal dwie paly i to go na tyle
        zmobilizowalo ze poszedl po rozum do glowy ze chyba trzeba jednak
        sie ciut bardziej przylozyc niz do tej pory, bo to juz nie tak latwo
        jak kiedys.

        Pierwsze 2 miesiace bylo trudnych, potem bylo co raz lepiej. Tak ze
        na polrocze moje dziecko znow dobilo do swoich normalnych ocen, jak
        on mi to powiedzial: mamo ja juz zaczynam kapowac jak w tej szkole
        trzeba sie uczyc, juz sie nauczylem sie uczyc (a naprawde jest to
        kompletnie inna bajka niz podstawowka).

        Moze z Twoim synem bedzie tak samo ? Warunek jest jednak taki, ze
        on sam musi tego chciec, inaczej to raczej nic z tego nie bedzie.
      • ardzuna Re: niech sam zdecyduje? 15.02.09, 02:35
        kalendarzowa_wiosna napisała:

        > Wszystko robija się jednak o codzienną, systematyczną pracę. On
        > chciałby mieć wynik natychmiast. Ćwiczenia go nudzą (ból rąk
        odpada)
        > do tej pory 15 min. wystarczało, teraz już nie.
        > I stąd tak naprawdę pojawia się jego niezdecydowanie odnośnie II
        > stopnia. Nie chce mu się pracować. I obawiam się, że to będzie
        > dotyczyć każdej innej dziedziny, nie tylko muzyki.

        Odnajduję w nim siebie. Szkoła muzyczna będzie dla niego bardzo
        wychowawcza i dziwię się, że nawet już do 6 klasy był w stanie
        przejechac ćwicząc 15 minut dziennie. Nie gra na skrzypcach ani
        fortepianie? I nie startuje w konkursach dziecięcych?

        Dalej się tak po prostu nie da, i bardzo dobrze, zeby do szkoły
        muzycznej dalej chodził, bo przypuszczam że w szkole
        ogólnokształcącej moze jechać na zdolnościach co najmniej jeszcze ze
        3 lata, ale same zdolności w końcu przestają wystarczać. Im
        wcześniej sie nauczy, ze bez pewnej dozy systematyczności nie
        osiągnie wiele, tym lepiej.
    • rycerzowa Re: niech sam zdecyduje? 16.02.09, 10:23
      Droga Wiosno, czyli masz dwa problemy.
      1. Czy warto chodzić do średniej szkoły muzycznej.
      2. Czy decyzję zostawić wyłącznie dziecku.

      (Tak na marginesie: z tymi 15 minutami to oczywiście przesadzasz. Chyba że
      chłopak gra takie krótkie, dziecinne utworki. Dobry uczeń kończący podstawową
      muzyczną gra program około 30-40 minutowy, więc tyle minimum musi ćwiczyć).

      Co do kwestii "czy warto", to różni ludzie różnie ci odpowiedzą. Inne zdanie
      mają ci, którzy do takich szkół nie chodzili, inne tacy, co chodzili, ale było
      to dla nich źródłem stresu i udręki, inne ci, którzy tam odnosili sukcesy.
      Ty sama wiesz, że warto,bo
      - dziecko ma kulturalnie zajęty czas wolny,
      - spotyka kulturalną młodzież,
      - ćwiczy pamięć i koncentrację, uczy się dobrej organizacji pracy,
      - zdobywa szeroką wiedzę o kulturze ,
      - i ma "zapasowy" zawód.

      Pozostaje drugi problem - jak przekonać dziecko, by to ono "samo" zdecydowało.
      To jest cała sztuka, tak wychować dziecko, by SAMO wybierało zgodnie z twoim
      systemem wartości.
      Żeby nie wiem jak się rodzice zarzekali, wywierają oni wpływ na wybory życiowe
      swoich dzieci. Jakoś tak się składa,że dzieci największych "liberałów" wybierają
      studia i drogę życiową podobną do rodziców. Palcem nie będę tu pokazywać...
      Oczywiście, wszystko to się dzieje przypadkiem.
      Czyli trzeba umieć wywierać wpływ na dziecko, bo że się wywiera, to nie ma dwóch
      zdań.

      Poczytaj wypowiedź Agatki pt. "Jak skłonić syna do wyboru ambitnego
      gimnazjum".Jest tam gotowa recepta.
      Oczywiście, to on SAM wybrał.
    • radiata Re: niech sam zdecyduje? 16.02.09, 12:27
      Tak jak ktoś już pisał - jeśli z tymi 15minutami ćwiczeń to prawda, to musi
      chodzić do jakiejś bardzo słabej szkoły I stopnia, jakaś prywatna z pseudo
      uprawnieniami? Państwowa szkoła II stopnia razem z gimnazjum to może być dla
      niego niezły szok!!! Szkoła muzyczna to nie tylko pianino, ale i teoria, wokal,
      drugi instrument, historia muzyki i praktycznie dzień w dzień zajęte całe
      popołudnia. Owszem daje uprawnienia nauczycielskie, ale okupione na prawdę dużym
      wysiłkiem. No i nie trzeba jej robić z marszu, można rozsunąć w czasie, tak aby
      w przyszłości, koniec II stopnia nie łączył się np. z maturą...
      • kalendarzowa_wiosna Re: niech sam zdecyduje? 16.02.09, 13:17
        No dobrze, nie mierzę czasu ćwiczeń mojego syna. Napisałam
        orientacyjnie. Ale ta orientacja jest bliska rzeczywistości. Ile
        czesu zabiera zagranie 2-3 gam i pasażu z przewrotami? 3 minuty? Ile
        trwa przegranie (dokładnie tak, jednokrotne przegranie utworu)
        etiudy, sonaty, fugi czy menueta i jeszcze jednego dodatkowego
        utworu? spokojnie można się zmieścić w 15 minutach. Mój syn nie
        cwiczy codziennie, jednego dnia poćwiczy ciut dłużej, drugiego dnia
        wcale i te 15 min. średnio wyjdzie.

        To jest typowa państwowa popołudniowa szkoła muzyczna. Fortepian
        jest przedmiotem głównym - 2x w tygodniu 45 min (w takim przypadku,
        dodatkowy instrument nie jest konieczny) teoria - 2x 1h w tygodniu i
        jeszcze chór raz w tygodniu.I szkoła nie jest słaba. Kiedyś szukałam
        rankingów szkół muzycznych i ta szkoła była na I miejscu w
        województwie.

        BTW sama jestem zdziwiona wynikami egzaminów...

        Ale to nie w tym leży sedno problemu. Problemem jest jak to
        okresliła Rycerzowa i Agatka, zmotywować syna do pracy i
        odpowiedniego wyboru.

        • jakw Re: niech sam zdecyduje? 16.02.09, 17:57
          No dobra, ale czy syn mówiąc "fajnie byłoby pracować w muzyce" miał
          na myśli bycie nauczycielem muzyki? Raczej w to wątpię. A może miał
          na myśli granie na perkusji w zespole heavy-metal? Z takiego punktu
          widzenia to granie fug i edtiud na fortepianie to pewnie strata
          czasu. Niech najpierw młody zastanowi się co konkretnie związanego z
          muzyką ewentualnie chciałby robić. A potem czy szkoła muzyczna mu w
          tym pomoże. Ale pchanie młodego do szkoły po to, żeby mógł, w razie
          czego, zostać nauczycielem muzyki to bezsens. Naprawdę uważasz, że
          twojego syna stać tylko na bycie nauczycielem muzyki? Nie żartuj...
    • green_sofia Re: niech sam zdecyduje? 16.02.09, 18:55
      Odpowiem z punktu widzenia osoby która takie szkoły muzyczne
      skończyła. Przycisnąć. Sama wiem po sobie że gdyby mnie chwilami
      mama (dość brutalnie ;D - ironią i sarkazmem) nie motywowała to
      pewnie bym to olała wink

      A z mojego środowiska znam masę osób które studiują jednoczesnie na
      Akademii Muzycznej i na polibudzie lub uniwerku. Więc nic nie traci
      tylko poszerza horyzonty.
      Przychodzi mu to lekko więc czemu nie. A że nie czuje pasji? Ma
      dopiero 13 lat. Ja ją odkryłam mając 11 ale wiadomo że babki
      szybciej dojrzewają. Ma czas. Ale Twoją rolą jest pchnąć go do tego.
      Z muzyki obecnie nic nie mam bo wybrałam ine absorbujące studia ale
      np pare lat wcześniej zawzięłam się i zrobiłam uprawnienia na
      instruktora narciarstwa (trzy sezony kursów) i teraz za jedną lekcję
      biorę 50-60 zł. Łatwo sobie policzyć ile mogę zarobić przez 2 tyg
      studenckich ferii smile A narciarstwo pozornie było tylko hobby ;P
      • rycerzowa Re: niech sam zdecyduje? 17.02.09, 10:52
        Szczerze mówiąc to chyba nieporozumienie,że po średniej szkole muzycznej można
        pracować jako nauczyciel muzyki.
        Pewnie jakieś przedwojenne przepisy.
        Aby uczyć choćby w podstawowej muzycznej trzeba mieć ukończone pełne studia
        magisterskie na Akademii Muzycznej (minimum tzw. IV wydział).

        "Dodatkowy zawód" po takie szkole to po prostu fakt,że się umie grać.
        Twojemu Młodemu wydaje się, że już umie grać.
        Moja córka, ta, która została muzykiem profesjonalnym, uśmiecha się dziś z
        politowaniem na myśl, że właśnie w V, VI klasie wydawało się jej,że "już
        wszystko umie zagrać". Ona też była z tych zdolnych...


        Jest i inny argument za szkołą muzyczną.
        Młody może kiedyś aplikować na super studia, do super pracy. Tam się liczą nie
        tylko szóstki, bo tam wszyscy kandydaci mają szóstki, ale właśnie jakieś pasje,
        osiągnięcia pozaszkolne. Czyli jeśli chcesz iść na Harvard, to oprócz osiągnięć
        naukowych trzeba się wykazać pracą w wolontariacie, albo jakąś działalnością
        społeczną, albo właśnie szkołą muzyczną.
        Co kto lubi.
    • kurczak1 Re: niech sam zdecyduje? 17.02.09, 11:35
      Tak sobie myślę, że ja w sowim czasie trafiłam na mądrą babkę, która
      mi powiedziała, żeby nigdy ani słowem nie wspominać dziecku, że moze
      zrezygnować, bo w ten sposób budzi się lenia. Jeśli to nie dla
      niego, to sam do tego dojdzie i zażąda. Nie chcę chwalić dnia przed
      zachodem słońca, bo mój młody dopiero zaczyna, ale już teraz kilkoro
      dzeici zrezygnowało, a on z tych zdolnych i wytrwałych, na razie ma
      sknczyć poziom I. Sam wybrał tę szkołe i instrument. Ja mam w tych
      wszystkich zajeciach pozaszkolnych jedną zasadę - jeśli chce czegoś -
      nie ma problemu. Jesli chce zrezygnowac - musi do konca czegos tam
      (semestru, roku) wychodzic i sam musi mnie długo prosić żebym
      wypisala. W zwiazku z tym ma duzo czasu na przemyślenie. Ale dzieki
      Tobie zrozumiaam, że nigdy nawet nie wolno mi wspomnieć o
      rezygnacji. To jego działka
      • verdana Re: niech sam zdecyduje? 18.02.09, 18:50
        I w en sposób dziecko musi do konca roku ciagnąć coś, do czego nie
        ma przekonania, zamiast zająć się ty, co go interesuje...
        Dziecko nie ma obowiazku wybierac pasji na całe zycie - jest dla
        mnie oczywiste, ze probuje wielu rzeczy, zanim znajdzie to, co mu
        naprawde odpowiada. Tymczasem traktujemy dziecko jak doswiadczonego
        doroslego, ktory powinien ponosić wszstkie konsekwencje
        nietrafionych wyborow. W ten sposob można wychować znudzonego,
        niechętnego graniu muzyka zamiast pasjonata malarstwa albo świetnego
        biologa.
        • kurczak1 Re: niech sam zdecyduje? 19.02.09, 11:12
          Dlaczego na całe życie? Wcale tak nie napisałam. Mój syn już kilka
          razy zmieniał zainteresowania i zajecia. Natomiast ponosi
          konsekwencje swoich wyborow, bo placimy za te wybory pieniadze. I
          tyle.
          • verdana Re: niech sam zdecyduje? 19.02.09, 12:58
            Rozumiem, ze placenie pieniedzy za kolejne zajecia moze być
            denerwujace. Ale czasem sa tak nietrafione, że bardziej mi szkoda
            dziecka niż kasy.
            • bi_scotti Re: niech sam zdecyduje? 22.02.09, 23:45
              verdana napisała:

              > Rozumiem, ze placenie pieniedzy za kolejne zajecia moze być
              > denerwujace. Ale czasem sa tak nietrafione, że bardziej mi szkoda
              > dziecka niż kasy.

              Tak mozna powiedziec wylacznie wtedy gdy sie tej kasy ma
              wystarczajaco! Dla rodzicow, ktorzy majac wiecej niz jedno dziecko,
              dodatkowy wydatek na extra zajecia dla jednego z nich moze byc duza
              wyrwa w domowym budzecie. I dziecko MUSI o tym wiedziec gdy jest na
              zajecia zapisywane i konsekwentnie wykorzystac to, za co zostalo
              zaplacane. Nawet jesli zajecia juz dziecka nie ciesza. Ale chodzac
              na nie uczy sie tego, ze pieniadz ma okreslona wartosc, ze wybory
              winny byc swiadome, ze rezygnacja "ot tak sobie, bo cos sie
              przestalo podobac" nie wchodzi w rachube - to sa bardzo wazne lekcje
              zyciowe. Czesto warte wiecej niz te pieniadze wydane na nielubiane
              zajecia dodatkowe wink
    • wewaw Re: niech sam zdecyduje? 20.02.09, 12:12
      Miałam calkiem podobny problem ostatnio z synem, moze nie w tej
      skali ale także dotyczący muzyki, pracy etc.. więc calkiem dobrze
      rozumiem Twoją sytuację.. Myślę, że z jednej strony możesz trochę
      syna zmobilizować - jakaś nagroda za zdanie egzaminu, w poważny
      sposób roztoczenie przed nim wizji ciekawych kontaktow i kontynuacji
      swoich osiągnięć i poważne uświadomienie mu, że od decyzji na tak
      jest odwrót, a od decyzji na nie praktycznie już żaden. A fakt
      zamykających się za kimś drzwi czasami działa calkiem dobrze..
      No i oczywiście, jeżeli komputer jest jakąś przeszkodą w organizacji
      czasu, to może mu pomóż również w tym.. jakieś mądre i kompromisowe
      restrykcje czasu dostępu, czas używania komputera przenieście na "po
      obowiązkach" a nie zamiast, postaraj się może wysłuchać jego ćwiczeń-
      niech to będzie taki koncert dla ciebie.. Dobrze dzialają też listy
      obowiązków - takie do wykreślania- kiedy jasno widać co jest do
      zrobienia, co jest zrobione i widać ten czas wolny na końcu lub
      jakąś inną przyjemność czy choćby satysfakcję z wykonanej pracy..
      • marzena-max Re: niech sam zdecyduje? 20.02.09, 15:58
        Ja mam "muzyczną" rodzinę ze strony męża. Ciężki kawałek chleba -
        fakt ale co nim nie jest z drugiej strony?
        Mój mąż grał na w szkole muzycznej na gitarze. No i po 3 latach mu
        się jak to bywa- odechciało. Jego mama- pianistka ponieważ wiedziała
        czym są katorżnicze ćwiczenia - dała mu swobodę wyboru, którą
        wykorzystał. Też mieli nowoczesne podejście i chcieli potraktować
        młodego tak "dorośle". Cały czas teraz powtarza jak żałuje że go
        rodzice nie zmusili do dalszej nauki. Teraz chciałby "umieć"
        bardziej niż umie. Też był zdolniacha. Docenił to dopiero będąc
        dorosłym- i tak to bywa niestety, że nastolatki często kierują
        się "niechciejstwem", lenistwem, innymi lżejszymi opcjami wyboru. W
        tym wieku to rodzice muszą być mądrzejsi. Ja uważam że każda rzecz
        jaką w życiu robimy otwiera nam wiele nowych możliwości i drzwi. W
        wieku jakiś lat 16- młodzież lubi zakładać różne zespoły, może
        gdzieś popróbować, poznać innych nowych ludzi, powyjeżdżać, przeżyć
        wspaniałe chwile. Nie będzie tego miał jak zatopi się w komputerze.
        Mąż również grał w różnych zespolikach pseudo "rokowych" w czasach
        licealnych i sądzę że bawił się dobrze.
        Czy Twój syn coś straci z dzieciństwa jeżeli teraz zamiast 15 minut
        będzie musiał przysiedzieć 40 minut? Gdyby się zaparł - powiedział,
        że nie, koniec tego, już go to nie interesuje. Ale jak widzisz tak
        nie jest a rodzice są od tego żeby w takich wypadkach MĄDRZE
        wspierać dzieci. Dla mnie owo mądrze znaczy- w kierunku
        kontynuowania nauki. Dla Ciebie- chyba też - bo tak uważasz (a
        jesteś przecież strsza, mądrzejsza, bardziej doświadczona niż Twoja
        latorośl) tyle, że nie wiesz czy ten wybór pozostawić młodemu. A
        tak przy okazji - czy ktoś widział wirtuozów, którzy z własnej chęci
        nimi zostali? Zazwyczaj jest to żmudna praca, do której dzieci były
        zmuszane. (myślę o Paganinim, którego ojciec w komórce zamykał ze
        skrzypcami) - he he - oczywiście nie jako wzór do naśladowania, ale
        myślę, ze szkoda byłoby stracić bezpowrotnie jakąś dziedzinę życia,
        w której można w jakikolwiek sposób zaistnieć.
        Ja przez 25 lat byłam związana z pewnym "klubem" nazwijmy to i
        miałam jak każdy chwile zwątpienia, kryzysy kiedy mi się całkowicie
        odechciewało, momenty w których bym wszystko dała, żeby już nie
        musieć chodzić ale wytrwałam (początkowo rodzice mnie
        gorąco "namawiali" potem zwalczałam je sama). Teraz widzę co mogłam
        stracić - wspaniali ludzie, przyjaciele na całe życie, zwiedzone pół
        świata, niezapomniane chwile, przeżycia, wzruszenia, przygody,
        albumy zdjęć i najmilszych wspomnień. Pewnie, że nie musi tak być
        ale poz spędzeniem czasu przed kompem przecież nic nie traci.
        • michal_powolny12 Re: niech sam zdecyduje? 22.02.09, 03:52
          Potwierdzam, moja siostra do dziś żałuje że nikt NIE zmusił jej do
          podejścia do ostatniego zaliczenia w studium organistowskim. Ten
          jeden głupi wpis zablokował jej możliwość dodatkowej pracy za
          całkiem dobre pieniądze. Nie ma pieczątki w indeksie i żaden
          proboszcz jej nie wpuści a była świetna. I to nie jest nasza ocena
          tylko pedagogów z Akademii Muzycznej. Minęło parę lat, ręce już nie
          te.
          • maksimum Re: niech sam zdecyduje? 22.02.09, 05:11
            A kto u was w domu rzadzi?
            Rodzice,czy 13 letni syn?
            Ja mysle,ze powinnas trzymac sie starej ,dobrej polskiej tradycji i
            wychowac zdolnego lenia.
            • bi_scotti Re: niech sam zdecyduje? 22.02.09, 23:54
              Wydaje mi sie, ze narazie chlopak powinien podejsc do egzaminow.
              Jesli je zda, mozna kontynuowac rozmowe na temat kontynuacji szkoly.
              Jesli ich nie zda, nie bedzie o czym mowic. On sam "wybierze" czy
              sie do tych egzaminow przygotowac odpowiednio. Jak wyzej napisala
              Agatka S., jesli nie bedzie chcial zdac egzaminow, to zwyczajnie je
              zawali i bedzie po sprawie. Jesli jednak do nich podejdzie i je zda
              (chocby i nie najlepiej), to warto bedzie wspierac dalsza nauke, bo
              sam wykaze, ze jednak Mu na tej muzyce faktycznie zalezy.
              Musisz sie jednak liczyc z tym, ze w jakims momencie, moze kolo 16-
              17 roku zycia, chlopiec jednak faktycznie uzna, ze skonczenie szkoly
              II stopnia nie jest Mu do niczego potrzebne w zyciu. I wtedy, gdy
              juz naprawde bedzie u progu doroslosci, winnas zaakceptowac Jego
              decyzje. 13 lat to jednak jeszcze zdecydowanie za wczesnie na to by
              obarczac dzieciaka az taka odpowiedzialnoscia za Jego przyszlosc
              pozwalajac Mu na totalna rezygnacje z czegos, do czego jak piszesz
              ma autentyczny talent. Talen to nie byle co! Swiat jest pelen ludzi
              bez zadnych talentow sad
              • to_ja_a Re: niech sam zdecyduje? 23.02.09, 13:15
                A co robi Twój syn, gdy ma wolny czas? Czy ma jakieś pasje, pozaszkolne
                zainteresowania? Bo jeśli zyskany, dzięki rzuceniu edukacji muzycznej wolny czas
                miałby poświecić na gry i gg, to ja bym powalczyła o szkołę muzyczną! Oczywiście
                bez zmuszania, ale namawiać warto. Ja uważam, że talentów marnować nie wolno,
                nawet, jeśli będzie żył z czegoś innego. Po prostu jest za młody, aby zamykać
                sobie nieźle rokującą drogę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka