jogo2
16.04.09, 20:44
Nie wiem, czy ja jestem jakaś nieżyciowa, czy dziecko sąsiadów. Drażni mnie,
jak dzieci przychodzą w odwiedziny i tak prosto z mostu mówią co by zjadły,
itp. Rozumiem, jak to są odwiedziny na dłużej, pół dnia czy coś, a nie np. z
sąsiedniej klatki na chwilę. Pod nami mieszka dziewczynka w wieku mojego syna
i czasem do nas wpada. Dziś przyszła, jak zaznaczyła, mama pozwoliła jej na 45
minut, po jakimś czasie się pyta, czy nie mamy w domu czegoś słodkiego, ja na
to że nie, a ona a dlaczego, a to może bym jej kogla mogla ukręciła,
zaproponowałam jej bułkę z masłem, to chciała jeszcze jedną, a potem drugą.
Sama nie wiem, dlaczego to akurat mnie tak denerwuje. Mój syn chyba by się tak
nie zachował, mogłabym się z tym pogodzić, ale trudno przewidzieć, jak często
się dzieciaki będą widywać. Niekoniecznie mam ochotę dokarmiać sąsiadkę np. co
drugi dzień, a wydaje mi się, że jak raz będę gościnna, to trudno będzie
powiedzieć drugim razem, że nic z tego.
Co sądzicie?