Pewnie znacie to zjawisko. Ja nazywam je gluchym telefonem.
Tarot jedno, sluchacz drugie - zeby tylko wyszlo na jego, zeby sie upewnic i
utwierdzic w przekonaniu o slusznosci swoich racji. Tarot jasno pokazuje, ze
jest problem, ze cos trzeba zmienic, bo jest nie tak - a sluchacz widzi tylko
pozytywy albo wymysla niestworzona interpretacje. To widac zwlaszcza w necie,
w watkach z prosbami o interpretacje kart - ktos pyta, po czym ignowuje
wszystkie odpowiedzi, ktore mu nie pasuja, bo zawieraja sugestie, ze cos moze
byc nie tak z zasugerowana interpretacja, albo ze Tarot po swojemu zlosliwie
go beszta, wydobywajac na jaw chciejstwo i myslenie zyczeniowe. Szczerze
mowiac, czasami jest to az krepujace, czytanie tych watkow, bo ludzie nie
wiedzac o tym odslaniaja sie calkowicie, ujawniajac duzo wiecej, niz by
chcieli
No jasne, ze ja tez padam ofiara wlasnego chciejstwa. Na szczescie Tarot juz
mnie nauczyl, ze wtedy rzuca mi Glupca, a ja juz wiem, ze nie nalezy sie
cieszyc: "o, jaki wesoly pan w kolorowej czapeczce", tylko uczciwie
zastanowic, co jest nie tak...