muzycznym, tzn takim z instrumentami byłam świadkiem fantastycznie komicznej
sceny, która rozbawiła mnie niemal do łez:
otóż, siedział tam sobie chłopaczek bardzo młody (jakieś 17-18 lat miał) i
grał na gitarce akustycznej i śpiewał jakiś wielki przebój z lat 80-tych (nie
mogę sobie przypomnieć co to było, choć bardzo się staram. Zresztą to
nieistotne). Chyba sobie gitarę testował czy coś w tym stylu.
Weszła pani dobrze po pięćdziesiątce i zaczęła klaskać w rytm jego grania.
Okej, to jeszcze nic. Następnie zaczęła tańczyć, wciąż klaszcząc, po czym się
rozśpiewała usiłując robić za chórek wieloosobowy

Po około 3 minutach
występu była już tak blisko chłopaczka, że prawie na nim siedziała, a on
nistrudzony grał sobie dalej


Pracownicy sklepu pokładali się ze
śmiechu, ja zresztą też. Dodam, że pani wyglądała bardzo normalnie, nie jak
jakaś taka trochę nie halo, tylko zwykła, niebrzydka pani w średnim wieku