i nowu kryzys...
odciągam 3,5 miesiąca. praktycznie od poczatku. po popredich
kryzysach był plan, ze skończe jak mały skończy 3 miesiące. potem za
delikatna sugestią pediatry (na szczęście nie naciskała jak wszyscy
na karmienie piersia (choć ja oczywiscie bardzo chcialam, ale nie
udało się), nie oceniała, nie krytykowała) zeby sie jeszcze troche
pomęczyć plan sie wydłużył o miesiąć (duży udział wyrzutów
sumienia). odlicałam dni. potm jeszcze o tydzień, zeby przy okazji
szczepienia omowic rozszerzanie diey i calkowite przejscie na mm).
jeszcze 3 tygodnie. a ja juz nie mam siły, na sama myśl o tym, ze
trzeba "odpakować" piersi, przylożyć laktator - brrr.... pewnie to
zmęczenie, bo w nocy odciąganie, w dzien jak mały śpi i możnaby sie
z nim zdrzemnąć trzeba odciągać, nerwy - zdąze -nie zdaże, wystarczy-
nie wystarczy, obudzi sie-czy nie obudzi, mokre wkładki, mokre
staniki, pizamy, plany na bluzkach i spodniach itd. ale najgorszy
chyba brak wsparcia. mąż od poczatku twierdził, ze nie ma sie po co
męczyc i od razu dać mm, mama dalej "przystawiaj". moze gdyby było
dużo mleka...a tu i tak 2-3 porsje o mieszanka.
juz sama mam mysli zeby go przystawic

ale chyba prawie 4-misieczne
pijącego ze smoczka 3 dziecka nie da sie nawrócic, nie?

nie ma to jak sie wygadać