optymistka79 13.05.04, 14:59 Chcę wygrac się do wróżki. Czy może ktoś z Was ma jakiś adres lub telefon? Niech to będzie ktoś sprawdzony i żeby ze mnie nie zdarł. Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
pawpos Odradzam 13.05.04, 15:13 Witaj, Szczerze odradzam - poniżej nasza historia - w razie pytań proszę o kontakt sop@plusnet.pl. A oto moja historia podzielona na dwie części: teoretyczną i praktyczną. Obie te części pokazują jednak to samo - siła, która stoi za ezoteryką (w naszym przypadku Tarot, wahadełko, i numerologia) - możemy ją nazwać złem - nienawidzi ludzi i dąży do jego unicestwienia. Dlaczego? Ponieważ człowiek jest (póki co) najdoskonalszym boskim dziełem (m.in. dlatego, że ma świadomość, wolną wolę itd. - czego np. zwierzęta i rośliny nie mają. Walka o unicestwienie człowieka jest realna a bycie nieostrożnym można przypłacić życiem. Co więcej jeżeli to robimy bez Boga to jakbyśmy się nie starali i tak jesteśmy przegrani, ponieważ zło jest mocniejsze od nas. Zawsze nas złamie..... Najważniejsze jest to co w sercu każdego z nas. Uważam, że lepiej jest szukać i wyrywać nieprawość z własnego wnętrza, niż szukać wytłumaczeń. Przy czym chce zaznaczyć, że ten komentarz jest Pytam siebie - co ja z tym wszystkim zrobię. Za to jestem odpowiedzialny i na to mam wpływ. Kościół (a w zasadzie konkretni ludzie w kościele) mają swoją odpowiedzialność. NASZA HISTORIA Nasza historia dotyczy tzw. sfery duchowej. To ważne - nasza historia uświadomiła nam bowiem, że świat duchowy jest realny, nie są to wymysły starszej babci, ale całkiem namacalna rzeczywistość, w której istnieją byty, są ustalone pewne zasady itd. Początek Poznaliśmy się z moją żoną 5 lat temu i byliśmy bardzo w sobie zakochani. Szybko zdecydowaliśmy na dziecko. Urodził się nam pierwszy synek - Tomcio, potem drugi - Kubuś. Żyliśmy dostatnio, dość komfortowo, spokojnie. A jednak.... Od czasu do czasu nachodziły nas dziwne sytuacje - ataki złości i agresji, złego nastroju bez powodu. Sytuacje te się nasilały - pojawiła się obojętność; agresja i złość nasilały się. Dotyczyło to głównie mojej żony, ale nie tylko. Kłopoty W naszym domu moja żona zaczęła odczuwać czyjąś obecność, a w pewnym momencie nasze dzieci zaczęły "widzieć" postacie, których myśmy nie widzieli. Wtedy jednak nie zwracaliśmy na to uwagi. Moja żona była wróżką (www.republika.pl/adibea), więc te sprawy nie były jej tak bardzo obce. Oboje dopuszczaliśmy do siebie możliwość istnienia duchowej rzeczywistości, choć ja we wróżeniu nie uczestniczyłem. A jednak.... sytuacja stawała się coraz cięższa i cięższa. Obojgu nam bardzo zależało na małżeństwie i rodzinie. Staraliśmy się bardzo – wspólnie planowaliśmy, spędzaliśmy wspólnie czas bez dzieci, korzystaliśmy z rodzinnych i indywidualnych terapii. W kocu sytuacja nabrzmiała do tego stopnia, że kilka razy rozmawialiśmy o tym, że w zasadzie nie jesteśmy już razem. Oboje bardzo to przeżywaliśmy, ale nie mogliśmy znaleźć rozwiązania - bo też nie znaliśmy przyczyny. Tłumaczyliśmy to sobie wpływem doświadczeń z dzieciństwa itd. Koniec końców pod koniec 2002 było już tak źle, że np. ja nie byłem w stanie praktycznie pracować - przychodziłem do pracy i praktycznie byłem w stanie wykonywać jedynie mechaniczne czynności - i to z trudem. Trudno mi było się zmobilizować, skoncentrować. Mój poziom energii był bardzo niski –byłem jakby "odłączony". Później dowiedziałem się, że okultyści nazywają to stanem "duchowej śmierci", zresztą biblia nazywa to mniej więcej tak samo. Wtedy "przez przypadek" poznałem kilku Chrześcijan i postanowiłem prosić Boga o ratunek. Nie potrafiłem sobie poradzić z całą sytuacją i Chrystus wydawał się być jedynym ratunkiem. Zresztą słusznie. Gorąco modliłem się o kilka rzeczy: aby Ojciec zaopiekował się nami, dał nam mądrość co robić i siłę aby zrobić to co zrobić należało. Wtedy stało się. Spotkaliśmy "przez przypadek" ludzi związanych z okultyzmem (różnymi jego odmianami) i okazało się, że nasze doświadczenia nie są im obce. Okazało się, że stany nerwowe, problemy ze snem itp. zdarzają się praktycznie wszystkim. Najczęściej kończyło się to jakimś złem: zdradą, rozwodem, myślami samobójczymi lub wręcz próbami samobójstwa. Wtedy postanowiliśmy z tym skoczyć. Zaufaliśmy słowu bożemu, które mówi: 1) okultyzm jest niczym innym jak wykorzystywaniem sił demonicznych - one na początku dają hojnie, prędzej czy później jednak przychodzi zapłacić rachunek 2) korzystanie z wróżb oraz kontaktowanie się z duchami zmarłych jest jedną z nielicznym rzeczy za które będziemy potępieni. 3) konsekwencje takich praktyk "ciągną" się za kolejnymi 3-4 pokoleniami 4) ratunkiem jest wyraźne zwrócenie się kontra, zaprzestanie praktyk i zniszczenie (spalenie) wszystkich "akcesoriów". Co więc uczyniliśmy - spaliliśmy wszystko. Z perspektywy dzisiejszej – okultyzm został praktycznie wyciśnięty z naszego życia - jak tubki od pasty. Nasz udział w całym tym procesie był naprawdę niewielki. Sprawy same się działy. Kolejni ludzie, kolejne świadectwa, kolejne decyzje. Sytuacja dzisiejsza Dziś nasze małżeństwo i rodzina przeżywa bardzo dobry czas. Większość rzeczy sobie wybaczyliśmy. Jak lubię to nazywać - "inaczej oddychamy". Zawierzenie naszej rodziny Chrystusowi i w konsekwencji zaprzestanie wróżenia było praktycznie jedyną rzeczą, którą zrobiliśmy. Ponieważ w tzw. międzyczasie zdobyliśmy jakiś fragment wiedzy nt. wpływu okultyzmu na życie postanowiliśmy wykorzystywać zdobyte doświadczenia do tego aby przestrzegać innych. Osobom, które korzystają lub zajmują się tym grozi bowiem śmiertelne niebezpieczeństwo. Nie chcę brzmieć jak "nawiedzony", ale wiele w międzyczasie widziałem i widzę. Nie wiem w 100% dlaczego dzieją się te rzeczy. Wiem jednak, że jedną z przyczyn może być udział lub przywiązanie do np. horoskopów. Istnieje też możliwość, że w przeszłości ktoś z rodziny (nawet kilka pokoleń wstecz) takimi praktykami się zajmowali. Dodatkowo: sprawy, których dotykamy są duchowe - nie z naszego świata. One funkcjonują inaczej niż sprawy na Ziemi, wśród nas. Jeśli więc chcemy np. od czegoś uwolnić się wtedy musimy skorzystać z sił duchowych – nasze "ziemskie" metody nie bardzo działają. W naszym przypadku "duchowym" wybawcą był Chrystus. Do tej pory nie spotkałem nikogo, kto byłby wybawiony w inny sposób. To część teoretyczna - Księga Kapłańska - stary testament - rozdział 29 (31) Nie będziecie się zwracać do wywołujących duchy ani do wróżbitów. Nie będziecie zasięgać ich rady, aby nie splugawić się przez nich. Odpowiedz Link Zgłoś
prototypik Re: panie Pawle 13.05.04, 15:25 Panie Pawle, czy slyszał pan o netykiecie, czyli etykiecie obowizującej między in. na forach dyskusyjnych? Powtarzanie po raz 30sty tego samego wykładu jest z nia sprzeczne, to po prostu spam. nie chodzi mi tu o samo Pana zdanie, ale o sposob i czestotliwość wyrażania go, a w dodatku zawsze w jednakowej formie. Może założy pan sobie oddzielny wątek i tam bedzie pisał o swoich doświadczeniach? pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
pawpos Re: panie Pawle 13.05.04, 16:23 Witam, Przyznaję, nie wiedziałem. Czułem, że jeśli ktoś o coś pyta to można mu odpowiedzieć. I dalej tak myślę. Czy może mi Pan przesłać jakiś link do netykiety? Pozdrawiam serdeczniem Paweł Odpowiedz Link Zgłoś
tiffany79 Re: panie Pawle 13.05.04, 17:38 Np . www.di.com.pl/netykieta.php Oczywiście, że można odpowiedzieć, ale Pań swój post wkleja wszędzie, gdzie jest to możliwe! Prototypik poddał dobrą myśl, jesli założy Pan swój temat(lub nawet forum) i w nim opisze wszystko, co ma Pan do przekazania, łatwo będzie podyskutować na ten temat. A tak każdy inny wątek zostaje ogormnie wydłużony, ciężko się otwiera, i odpowiedzi po prostu giną. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
karimar Re: Wróżka 13.05.04, 17:04 nie daj się nabrać ! btw apropos zdzierania, to tak jak kupując fajki - płacisz kasą i zdrowiem, a pani w kiosku ma głęboko w nosie, że się trujesz. Powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś