Dodaj do ulubionych

Twerd, II nagroda konkursu Dąbrowa G.

17.06.07, 08:52
Szybka, zdecydowana decyzja. Szybkość i światło. Droga była jak czytanie
książki. Kończył się styczeń 2005roku. Do tej pory nie było śnieżnej zimy,
nie licząc na początku grudnia jednodniowej śnieżnej zawieruchy, która
wyłączyła dopływ prądu w Pszczynie na całą dobę. Potem jeszcze na dwa dni
przed Wigilią zrobiło się biało, ale na święta nie było śniegu. Bez przygód
dojechała do Dusznik. Poczuła ulgę. Zatrzymała się przy cmentarzu,
podzielonym teraz na dwa skrzydła. Szła starą ścieżką, a jej cień potykał się
o mijane groby. Nikt oprócz niej na grób ojca nie przychodził, a i ona dawno
tu nie była. Tak minęło już 20 lat od śmierci ojca, trzeba było zapłacić za
miejsce na cmentarzu za następne 20 lat. Śmierć już kilka razy pokazała jej
swoją twarz. Wtedy, gdy zorientowała się, że dla mamy najważniejszy był brat,
siostra była zawsze sprytna, a ona to jest tylko do roboty – zobaczyła
pierwszy raz tę twarz, niewyraźnie, bo na oczy nasunięty był biały kaptur.
Tego, co czuła do mamy i rodzeństwa, nie nazywała miłością, bo takiego
pojęcia nie używało się w jej rodzinie. Wtedy współczuła ojcu, było jej żal
siebie, coś się w niej zapadło: to znaczy, że jestem taka jak ojciec, on jest
też tylko do roboty.
Obserwuj wątek
      • bogatka1 Re: Twerd, II nagroda konkursu Dąbrowa G. 17.06.07, 10:32
        Nadciągający niż pulsował w uszach szumem. Po zejściu z cmentarza musiała
        natychmiast wypić kawę. Zatrzymała się przy „Zagłobie”. Kawa bez dodatków, żeby
        lepiej skutkowała. To był wypróbowany sposób, aby zapobiec nadchodzącemu bólowi
        głowy. Mieszkała kiedyś nad tą restauracją, na drugim piętrze. Pracowała wtedy
        w pobliskiej fabryce, najpierw jako kierowca, a po urodzeniu pierwszego syna, w
        biurze produkcji. Kiedy urodził się drugi syn, przed wyjazdem do Pszczyny
        sprowadziła ze Smreczyny do Dusznik rodziców, żeby nie męczyli się na wsi. Po
        kilkunastu latach ojciec zmarł, a potem mama wyjechała do Chicago na 14 lat.
        • bogatka1 Re: Twerd, II nagroda konkursu Dąbrowa G. 17.06.07, 10:37
          Zanim zamówiła obiad, zadzwoniła do Danki. Koleżanka zapraszała ją na
          pogaduchy, więc przyrzekła, że przyjedzie tu znowu latem. Spytała, co dzieje
          się w Dusznikach. Odpowiedziała: - Krysiu, zdziwiłabyś się. Ci, co dawniej byli
          tacy ważni, dzisiaj niewiele znaczą. Niestety ludzie, którzy teraz rządzą, nie
          są godni, aby być ważni -. Spytała Dankę, jak powiodło się jej dzieciom.
          Odpowiedziała, że jej obaj synowie, Daniel i Darek od wielu lat pracują w
          Londynie. Powiedziała Dance: - Dziesięć lat temu uważało się pokolenie naszych
          dzieci za pokolenie stracone, a one znalazły swoje miejsce w życiu, może nawet
          lepiej niż my. Wymieniły końcowe uprzejmości. Po obiado-kolacji postanowiła
          przenocować w pensjonacie na Złotej.
          • bogatka1 Re: Twerd, II nagroda konkursu Dąbrowa G. 17.06.07, 10:42
            Rano wypiła mocną kawę do śniadania. Zimny samochód nie chciał zaskoczyć, a ze
            skrzynią biegów działo się coś niedobrego. Dobrze, że przezornie ustawiła
            renówkę na spadku ulicy. Nawet nie męczyła rozrusznika. Zwolniła hamulec,
            silnik zaskoczył gładko. Dzień pochmurny, ale dobry do jazdy samochodem. Przed
            wyjazdem z miasta pojechała w stronę Podgórza, aż do Czarnego Stawu, poniżej
            willi „Cicha”. Zaśmiecona kolorowa fontanna „Gigant”. Nie zaryzykowała postoju,
            aby napić się w Pijalni wody zdrojowej. Przejechała koło szpitala, za Zabytkową
            Drukarnią popatrzyła na gorkę cmentarza. Nowa droga do Szczytnej. Potem minęła
            Polanicę i Bystrzycę. Zaryzykowała długą podróż, a nie zrobiła wcześniej
            przeglądu samochodu po postoju kilkumiesięcznym. Czuła, że będzie za to ukarana.
            • bogatka1 Re: Twerd, II nagroda konkursu Dąbrowa G. 17.06.07, 18:54
              Jadąc przez Międzylesie rozglądała się za reklamą jakiegoś warsztatu
              samochodowego. Nareszcie zobaczyła to, czego szukała. Kilka samochodów przed
              warsztatem, ale drzwi warsztatu były zamknięte. Skręciła z asfaltowej drogi na
              drogę żwirową. Z domu wyszła kobieta. Na pytanie o naprawę odpowiedziała, że
              naprawa będzie możliwa dopiero jutro rano.
              - Przyjechała pani do Międzylesia? Znam tu wszystkich ludzi.
              - Jestem tylko przejazdem, to ciekawe okolice zimą, zrobię kilka fotografii,
              nie śpieszy mi się.
              - Zatem proponuję nocleg, wynajmuję pokoje nawet zimą. Latem odwiedzają czasem
              te tereny ci, którzy stąd wyjechali gdzieś w świat.
              - Nazywam się Krystyna Górska.
              - Tera. Proszę za mną, zaraz podkręcę grzejniki w pokoju.
              • bogatka1 Re: Twerd, cdn 18.06.07, 15:30
                Podmiejska willa nad Nysą Kłodzką. Więc kobieta rządzi górą, a jej mąż doliną
                kalekich samochodów. Piły herbatę, Tera mówiła o zimie, której dotąd jeszcze
                nie było, że w ogrodzie widać już, że rośliny czują wiosnę. Krystyna
                potakiwała, wyrażała uprzejmą zachętę do rozmowy, ale myślała już o dniu
                jutrzejszym. Dopiero, gdy Tera powiedziała: -Twerd wróci późno -, Krystyna
                przyjrzała się Terze. Więc to ta kobieta jest żoną Twerda? Tak mógł mieć na
                imię tylko jej pierwszy ukochany!
                • bogatka1 Re: Twerd, cdn 18.06.07, 15:31
                  Twerd był częstym gościem w ich domu jako kolega brata. Czatował na nią na
                  korytarzu, przytulał i całował, a ona się wyrywała i uciekała. Przed wyjazdem
                  na kilka tygodni wakacji uległa. Odtąd tęskniła do czułych objęć, a przekonała
                  się potem, że tak, jak Twerd nie całował jej nikt w życiu. Nikt tak jak Twerd
                  nie umiał przytulić. Jego ręce na jej plecach zamieniały się w skrzydła.
                  • bogatka1 Re: Twerd, cdn 18.06.07, 15:33
                    Tak było przez kilka lat i myślała, że będzie tak zawsze, ale mama wyczytała
                    wszystko w jej pamiętniku i awantura była gotowa. Tej prostej czułości matki
                    nie odczuła nigdy. Może, dlatego tak bardzo potrzebowała czułości okazywanej
                    przez Twerda? Po kilku miesiącach Twerd powiedział, że rodzice zmusili go do
                    ślubu z Terą, bo spodziewa się jego dziecka. Dlaczego wtedy zamiast jakiegoś
                    sensownego ataku furii współczuła mu? Przecież Tera była po prostu
                    sprytniejsza, zmieniła tor jej życia, chociaż mogła wcale o tym nie wiedzieć.
                    Wtedy w monologu Twerda zobaczyła drugą twarz śmierci, okoloną szarym kapturem.
                    • bogatka1 Re: Twerd, cdn 18.06.07, 15:35
                      Nic wtedy nie mówiła, bo gdzieś nad głową pulsowała tylko ta jedna myśl: to nie
                      ja jestem ta jedyna? To nie było to jej stoickie opanowanie, z którego była tak
                      dumna. Była całkiem ogłupiała. Tak pewnie czuje się człowiek, który umiera.
                      Winne jest ich pierwsze dziecko, a najbardziej winny jest ten, przez którego
                      tak długo cierpiała, Twerd. Oto ma życie w swoich rękach. Przygląda się z
                      wierzchu i wie, jakie jest pod spodem. Życie odmalowane aż do białości płócien.
                      • bogatka1 Re: Twerd, Chłodna ciekawość - cdn 19.06.07, 06:11
                        Chłodna ciekawość
                        Lesiste nazwy miejscowości znakomicie pasują do tego górzystego terenu, jednak
                        jej bardziej podobała się poprzednia nazwa rodzinnej wsi: Piękna. Nazywała się
                        Piękna, kiedy te tereny należały jeszcze do Niemców. Co ile lat zmieniają się
                        miasta? W Międzylesiu nie było dawniej tego supermarketu, tych domków
                        jednorodzinnych przy drodze do dworca, nie było nawet tego domu, w którym
                        wynajęła pokój.
                      • bogatka1 Re: Twerd, cdn 19.06.07, 06:13
                        Jednym z powodów przyjazdu tutaj był zamiar zrobienia zdjęć: strumyka, który
                        wypływa z lasu; podwórka z drewutnią i jabłonkami; domu lat dziecięcych i
                        widoku z okien tego domu na most, rzekę i tartak. Może rosną tam jeszcze
                        narcyze i lilie koło studni, a z tyłu domu śnieżyczki. Czy ogród jest jeszcze
                        pełen posadzonych przez ojca drzew śliwkowych, porzeczek i agrestu? Przyjechała
                        tu, gdzie pozostały jej korzenie po mlecznych zębach.
                        • bogatka1 Re: Twerd, cdn 19.06.07, 06:14
                          Słowo fundament jest dobre na określenie kształtowania charakteru, jako
                          współzależność w rodzinie. Jeśli pociągnąć to porównanie wzięte z architektury,
                          to nadbudową jest wszystko, co dzieje się z charakterem po wyjściu z rodziny.
                          Człowiek jako architektura ze wszystkimi prawami nacisku i obciążeń. Po
                          kilkudziesięciu latach ktoś mieszka w pałacu, a ktoś w skromnym mieszkaniu, a
                          bywa, że nie ma nawet śladu po ruinie. W ten sam sposób myślała o pisaniu
                          wierszy. Myśli te wywołał sen: kupowała dom przeszklony jak oranżeria, może
                          dlatego, że w jej skromnym mieszkaniu ostatnio rzadko otwierały się drzwi.
                        • bogatka1 Re: Twerd, cdn 19.06.07, 06:17
                          Obudziły ją skrzypiące drzwi na parterze, potem trzaśnięcie drzwi zewnętrznych.
                          Wyjrzała dyskretnie przez okno. Zimowy przedświt i mgła, ale warto było się
                          zerwać. To On. Dotąd dwudziestolatek, postarzały w ciągu sekundy. Siwy teraz i
                          wcale już nie był podobny do Zbyszka Cybulskiego. A może Zbyszek Cybulski byłby
                          do Twerda podobny, gdyby jeszcze żył? Zdziwiło ją, że Twerd pojechał w stronę
                          granicy, a nie w stronę miasta. Przemarzła, bo stała przy oknie prawie nago.
                        • bogatka1 Re: Twerd, cdn 19.06.07, 06:19
                          Starała się oddychać głęboko, zagotowała wodę na kawę podróżną grzałką. Zapach
                          i pierwszy łyk kawy z mlekiem był jej bardziej potrzebny niż śniadanie. Była
                          podniecona, że udało się jej zobaczyć Twerda, sama będąc niewidoczna. Do tej
                          pory udało jej się nie zdradzić, kim tak naprawdę jest. Była pewna, że nikt jej
                          nie rozpozna z wyglądu. Nie ma pieprzyka nad lewym kącikiem ust. Tylko ten jej
                          szczególny tembr głosu, pozostał jak linie papilarne. Minęło prawie 30 lat,
                          kiedy Twerd widział ją ostatnio. Według teorii, że człowiek zmienia się, co 7
                          lat, to zmienili się już 4 razy.
                          • bogatka1 Re: Twerd, Przeczucie - cdn 20.06.07, 09:52
                            Przeczucie
                            Dawniej nie wiedziała, że słońce wciąż powiększa się, a dzień teraz jest
                            dłuższy niż 50 lat temu. Jeszcze dawniej nie wiedziała nawet, że następnego
                            dnia słońce nie wzejdzie w tym samym miejscu, co dzisiaj. Z pewnością była
                            uczona tego w szkole, ale była pewna, że sama to odkryła, gdy po ostatniej
                            przeprowadzce zamieszkała w bloku. W Pszczynie jej mieszkanie miało okna na
                            rozległy, pełen zieleni widok z trzeciego piętra od strony wschodniej. Po 10
                            latach mogła nie mieć kalendarza. W przesilenie zimowe słońce zaczynało swój
                            śpieszny bieg nad Równicą i w przejrzystym powietrzu można było zobaczyć
                            dalekie Beskidy.
                            • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 20.06.07, 09:56
                              W dni przesilenia letniego wkładała mocno przyciemnione okulary z filtrem, by
                              chwilę popatrzeć na to cudo: słońce jakby na moment przysiadało na szczycie
                              windy wieżowca i dawało złudzenie gigantycznej lampy zbudowanej przez ludzi. W
                              południowej stronie, po lekkim wychyleniu z balkonu widać było obszerną łąkę ze
                              ścieżką i kościół z masztem krzyża.
                            • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 20.06.07, 09:57
                              Dawno nie pisała. Lubiła u siebie ten nastrój weny: notatnik w kratkę, drobne
                              zdania czasem starym zwyczajem rymujące się. Nie pamiętała, co było impulsem do
                              napisania tamtego wiersza, który sprawił, że przez rok nie napisała nic więcej.
                              To był wieczór jednego z ostatnich dni poprzedniej zimy. Oglądała jakiś serial
                              w TV, obok cicho włączone radio, bo czekała na audycję Maćka Szczawińskiego.
                              Pierwsza metafora tego wiersza osaczała ją już od kilku dni. Nie pamiętała,
                              jaki był film po serialu, nie pamiętała nawet, o czym mówił Maciek. Pisała
                              prawie bez skreśleń, szło to tak łatwo, jak wejście do własnego mieszkania:
                              drzwi zewnętrzne, schody, drzwi wewnętrzne i już można pozbyć się ciężaru z rąk
                              i zdjąć płaszcz.
                              • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 21.06.07, 13:22
                                Znów gilotyna nocy utnie zbyt szybko dzień. Iglica przejęła światło i na krzyż
                                rzuca cień. Snu aureolę obsunie, zaciśnie w pętlę złości. Nadchodzi czarny
                                dzień w pięć minut bezradności. Otula srebrna mgła sczerniałe płuca zimy, a
                                święta igła drga i krzyżem ją modlimy. W ofierze próżny pokarm, w ofierze głowy
                                skłon. Strojący w krwiste kwiaty przyjdzie tu, z obcych stron. Rozmywa się biel
                                zimy, zieleni w gwałt wybuchu i zawieszona - nie ma już czasu ani ruchu.
                              • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 21.06.07, 13:23
                                Tydzień później śniło jej się, że mama leżąc w trumnie opowiada dowcipy.
                                Wybudziła się wtedy z krzykiem nie, nie, nie! Pół roku później mama miała
                                prawie 90 lat. Mieszkały blisko siebie, w sąsiednich blokach, więc widziały się
                                prawie codziennie, a czasem kilka razy dziennie. Ostatnie zakupy zrobiła, kiedy
                                mama wróciła już z porannej mszy. Mama mówiła, że się wyspowiadała w sobotę,
                                przyjęła komunię, że jest teraz śpiąca, bo w nocy spała źle, ale miała tak
                                świetny humor, że opowiedziała kilka dowcipów. Nie skojarzyła tego ostatniego
                                dnia mamy z tamtym wierszem ani nawet ze snem. Długo nie mogła sobie darować,
                                że nie zrozumiała nawet chmary wróbli, karmionych przez mamę, które dwukrotnie
                                w locie zatrzymywały się przed jej oknem, jak pies, który chce zaprowadzić do
                                czegoś ważnego.
                                • bogatka1 Re: Twerd, Poezja na sklepieniu - cdn 21.06.07, 13:26
                                  Poezja na sklepieniu
                                  Czas zejść na śniadanie. Na ścianie z oknem małżeński portret. Przywołuje
                                  pamięć, ale też tę pamięć zastępuje. Całe życie wolała wiedzieć, co inni mają
                                  do powiedzenia. Nie traciła czasu na przekonywanie do własnych pomysłów. Była
                                  znikąd i stąd. Na ciekawskie pytania Tery odpowiadała krótko i do tej pory
                                  zgodnie z prawdą.
                                  - Twerd prosił, żebym przekazała, że zajmie się pani samochodem po południu.
                                  - Nie śpieszy mi się. Chętnie zostanę tu kilka dni. Zostawię u pani kluczyki od
                                  samochodu, pójdę obejrzeć okolicę, zrobię kilka zdjęć.
                                  - O której wróci pani na obiad?
                                  - Proszę nie czekać, w podróży jadam późne obiado-kolacje.
                                  - Słyszałam zapowiedź opadów śniegu. Mam ładne zdjęcia w albumach.
                                  - Jutro będzie miło mi je obejrzeć. Proszę mówić mi Krystyna.
                                  - Oczywiście, Tera.
                                  Bardzo jej zależało na obejrzeniu fotografii tej rodziny, która mogła być
                                  rodziną jej właśnie.
                                  • bogatka1 Re: Twerd, Poezja na sklepieniu - cdn 22.06.07, 18:03
                                    Czy dowie się, jak Twerd ją wspomina, sama nie będąc rozpoznana? Najpierw
                                    poszła pomodlić się do kościoła. W górnej części „Stworzenie Adama”. Poezja nad
                                    poezjami. Teraz na to patrzyła inaczej niż wtedy, gdy dla dziewczynki było
                                    grzechem patrzeć na nagiego mężczyznę. Blisko spojenia krzyżowego sklepienia
                                    kościoła, prawie w centrum, jest sedno tej poezji: nawet nie same dłonie, ale
                                    ta energia przestrzeni pomiędzy dłonią starą a młodą skupia uwagę bardziej niż
                                    postacie mężczyzn.
                                  • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 22.06.07, 18:04
                                    Wszechobecny wyrażony tą przestrzenią bardziej, niż starą lub młodą postacią.
                                    Każdą z tych postaci może być, skoro odradza się przyroda. Każdą z tych postaci
                                    może być też Adam. Tu była blisko zrozumienia, że Bóg jest poezją, domyśleniem,
                                    tym, czego nie rozumiała, choć była tak blisko zrozumienia. Podobała jej się
                                    ambona w kształcie łodzi, teraz już nieużyteczna jako miejsce kazań.
                                  • bogatka1 Re: Twerd, Poezja na sklepieniu - cdn 22.06.07, 18:05
                                    Małe, uśpione miasteczko. Do szkoły szły dzieci, które bawiłyby się z jej
                                    wnukami, gdyby tutaj dotąd mieszkała. Zastanawiała się, czy działa jeszcze
                                    miejski młyn. Sztuczny strumień, poniemieckie doprowadzenie wody do młyna zwane
                                    młynówką, był dobrym miejscem, aby w zimie jeździć na łyżwach. Szybka i długa
                                    jazda, trzeba było tylko uważać na wystające z lodu korzenie i gałęzie. Nadmiar
                                    reklam. Odpadające tynki Zamku.
                                    • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 22.06.07, 18:06
                                      Z przyjemnością patrzyła na dawny kształt rynku z fontanną. Sklepy zupełnie
                                      inne. Dalej tylko droga do Szklarni. Jeśli wybudowano hotel, to przeniesie się
                                      do hotelu na resztę pobytu. Dla niej tak będzie bezpieczniej. Jak Twerd
                                      zareaguje, co sobie pomyśli, gdy zorientuje się, że to ona właśnie wynajmuje
                                      pokój w jego domu? Nie chciała być rozpoznana, nie chciała być motylem, którego
                                      trzepot skrzydeł może narobić chaosu.
                                      • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 23.06.07, 15:47
                                        W drodze powrotnej weszła na późny obiad do dawnej GS-owskiej restauracji.
                                        Hotel wybudowany, ale zamknięty. Nie sezon na podróżnych. Tego dnia drzwi od
                                        warsztatu były otwarte, Twerd naprawiał jej renówkę, a na chrzęst ścieżki pod
                                        jej butami podniósł głowę i patrzył na nią. Udała, że go nie widzi, a gdy
                                        zrobił kilka kroków w jej kierunku, przyśpieszyła, i szybko zamknęła drzwi
                                        korytarza.
                                      • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 23.06.07, 15:49
                                        Zasypiała, gdy powoli uchyliły się drzwi i Twerd cicho powiedział: - Nie
                                        mieliśmy okazji przywitać się, a jutro rano znowu wyjeżdżam.
                                        Bez zaproszenia przysiadł na posłaniu. Nie było sensu udawać, że już usnęła, bo
                                        przed chwilą zgasiła lampkę nocną. Jej serce tak mocno się tłukło, że pewnie
                                        kołdra podskakiwała na piersi. Co czuła Maria, kiedy nawiedził ją Anioł? Nie
                                        przewidziała takich okoliczności, zapomniała, że przy nim nie wolno jej było
                                        się odzywać.
                                      • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 23.06.07, 15:50
                                        - Wchodzi pan do nieznajomej kobiety po ciemku i nie boi się, że narobię rabanu?
                                        - Przypomniała mi pani dziewczynę z młodości. Jak pani ma na imię?
                                        - Krystyna. Kim była tamta dziewczyna?
                                        - Miała na imię Lela... Aurelia.
                                        - Czym więc przypominam tamtą dziewczynę?
                                        - Chodziła tak samo, lekko jak tancerka, poruszała się tak jakoś... w rytmie. I
                                        ten głos...
                                        - Proszę już iść.
                                        Wstał niechętnie, powiedział takim samym szeptem: - Proszę zostać dłużej,
                                        naprawienie skrzyni biegów nie jest proste.
                                      • bogatka1 Re: Twerd, No więc stało się - cdn 23.06.07, 15:52
                                        No, więc stało się.
                                        Nie, nic się nie stało. Nie przyzna się. Czy przypadkiem nie zechce jej
                                        przytulić? Zbyt apetyczne to ciastko, aby obejść się smakiem. Jeżeli Twerd
                                        drugiego dnia wszedł bez wiedzy żony i bez zaproszenia do pokoju, w którym była
                                        kobieta sama, to Tera była zdradzana wielokrotnie. Nie miała wątpliwości: ona
                                        także byłaby zdradzana od początku do końca.
                                        • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 23.06.07, 15:56
                                          Jako żona Twerda może wyjechałaby z nim do brata w USA, a może nigdy nie
                                          wyjechałaby z tego miasta? Dużo czasu straciła na szukanie właściwego miejsca
                                          dla swojego życia. Szybko zrezygnowała z buntu, bo już nie od decyzji mamy
                                          zależało, jak ułoży swoje życie.
                                          • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 24.06.07, 17:17
                                            Zanim zdała maturę, zrobiła przyśpieszony kurs dojrzewania: przez rok była
                                            tkaczką, w Domaszkowie nauczyła się robić koszyki na truskawki, w Dusznikach
                                            polubiła pracę w biurze szpitala i zrobiła zawodowe prawo jazdy. W Kotlinie
                                            Kłodzkiej była jedyną kobietą pracującą jako kierowca. Tak polubiła ryzyko tej
                                            pracy, że po roku zdała egzamin na prawo jazdy kat. II. Wygrała także okręgowy
                                            konkurs kierowców, bo II nagrodą był magnetofon Kasprzak.
                                            • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 24.06.07, 17:19
                                              Tej nocy spała źle, a gdy nad ranem zapadła w sen, dopadł ją koszmar senny, że
                                              śpi we własnym mieszkaniu, ale za drzwiami dzieje się coś niedobrego, obudził
                                              ją strach, że stanie się coś złego, kiedy otworzą się drzwi. Coś jakby czekanie
                                              na przykrość, która miała u niej wyzwolić atak. Przypomniał jej się wiersz,
                                              ten, który napisała rok temu przed walentynkami:
                                              Odejdź! Nie pytaj, co się będzie działo
                                              i bierz co twoje, co twe ręce znało,
                                              zanim moja miłość stępiwszy narzędzie
                                              wejdzie w twoje ciało i ostrzyć je będzie.
                                              • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 24.06.07, 17:21
                                                Poświęciła więcej czasu na makijaż. Po śniadaniu przypomniała Terze o oglądaniu
                                                fotografii. Duże, bogate albumy. Fotografie ułożone chronologicznie, pierwsze
                                                czarno-białe jego i jej rodziców, ich dzieciństwo, ich czarno-biały ślub,
                                                kolorowe dzieci i wnuczęta. Tak jak w jej życiu? Tera wybrała dla niej kilka
                                                fotografii na pamiątkę. Krystyna miała już tę pewność: Twerd postąpił według
                                                zasady, że chłopak poślubia wzór swojej matki. Tera jest pulchna, władcza, z
                                                wyglądu podobna do matki Twerda.
                                                • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 24.06.07, 17:22
                                                  Gdyby był program komputerowy, który rejestrowałby życie każdego z osobna lub w
                                                  otoczeniu bliskich – to czy taki program psychologiczno-socjologiczny
                                                  potrafiłby rozgraniczyć, co kto robi chętnie, a co z przymusu? Bo to nie jest
                                                  takie proste. To, co robi się chętnie, czasem okazuje się przymusem.
                                                  • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 24.06.07, 17:24
                                                    Czy potrafiłby przewidzieć błędy i nieoczekiwany zbieg okoliczności, jak te
                                                    wydarzenia z ostatnich dni? Czy taki program potrafiłby przewidzieć życie
                                                    człowieka po dziesięciu latach? Albo dłuższe prognozy losów, nawet do samego
                                                    końca? Może sny jako wyzwolenie podświadomości pełnią rolę takiego programu z
                                                    zabezpieczeniem niepamięci w trosce o bezpieczeństwo użytkownika?
                                                  • bogatka1 Re: Twerd, Na własne oczy - cdn 25.06.07, 16:20
                                                    Na własne oczy
                                                    Przed przyjazdem wiedziała, że zbliża się atak zimy z temperaturami poniżej
                                                    dwudziestu stopni. Chciała zobaczyć to cudo: strumyk płynący dużym spadkiem
                                                    zamarzając tworzył ciekawe nacieki i rozlewiska. Nowy aparat cyfrowy sprawiał
                                                    jej dużo radości, nie musiała ograniczać ilości zdjęć, a łatwo można było go
                                                    schować w dłoni.
                                                  • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 25.06.07, 16:21
                                                    Wyruszyła w stronę ojcowizny, w tę stronę drogi, w którą rano odjeżdżał Twerd.
                                                    Od wyjazdu z Pszczyny miała niejasne uczucie, jakby była sterowana wolą ojca.
                                                    Tu po lewej mieszkał Łysiak, po drugiej stronie drogi nie ma tej małej
                                                    chałupki, w której mieszkała niewidoma kobieta. Kilka nowych domów. Zatrzymała
                                                    się dopiero przy miejscu, gdzie był tartak. Znała każdy kąt tego opuszczonego
                                                    już wtedy tartaku, to było dobre miejsce na dzikie wyprawy.
                                                  • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 25.06.07, 16:22
                                                    Pamięta zdziwienie, że były tam drewniane zamki w drzwiach. Była tam też
                                                    maszyna do młócenia zboża także w całości wykonana z drewna, nawet tryby i
                                                    śruby. Ojciec używał tę maszynę przez kilka lat. Potem uruchomił inną maszynę
                                                    napędzaną motorem elektrycznym. Robota szła szybko, Krystyna podawała snopki z
                                                    zapola, brat podawał ojcu, a ojciec wkładał je do gardzieli młockarni. Ziarno
                                                    zsypywało się koło maszyny, a słoma odrzucana przez mamę na podwórko tworzyła
                                                    wysoką, coraz wyższą złotą górę. W tej górze robili tunele i jaskinie, bawili
                                                    się w chowanego. Słoma przepuszczona przez młockarnię była już miękka, ale i
                                                    tak byli pokłuci i podrapani. Czy brat to pamięta tak samo, jak ona?
                                                  • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 25.06.07, 16:24
                                                    Obok dawnej stajni dla koni pracujących kiedyś przy wyrębie lasu - wzniesienie,
                                                    z którego ona zjeżdżała na sankach, a brat z Tadkiem Jurkiem i Zbyszkiem
                                                    Lewandowskim na nartach. Zachowywała się wtedy jak brat, właziła na każde
                                                    drzewo, aż spadając z jabłonki poczuła ból głębokiej rany kolana. Do tego
                                                    tartaku też była doprowadzona kilkusetmetrowa młynówka.
                                                  • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 25.06.07, 16:25
                                                    Miała prawie 6 lat, gdy była z rodziną na chrzcinach Anny u Jurków. Bardzo jej
                                                    się spodobało to śpiące maleństwo. Potem często mamę pytała, kiedy będą mieli w
                                                    domu takie małe dziecko. Niedługo, za pół roku spełniło się jej marzenie. Odtąd
                                                    miała obowiązek pilnować, kołysać i przewijać to swoje marzenie, kiedy rodzice
                                                    mieli robotę na polu albo wyszli do miasta.
                                                  • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 25.06.07, 16:26
                                                    Ojciec prawie nie zajmował się dziećmi, to było dla niej oczywiste od zawsze.
                                                    Mama nigdy nie miała czasu, aby Krystynę przytulić, chociaż przytulić. Często
                                                    bawiła siostrę na podwórku, żeby widzieć rodziców. Raz czekała, kiedy mama
                                                    usiądzie odpocząć. Tamten jeden raz w te pędy ruszyła do mamy, bo wiedziała, że
                                                    mama długo nie posiedzi, a siostra może się obudzić. Przypadła na kolana do
                                                    mamy, objęła ją, ale mama zamiast ją przytulić – odtrąciła i kazała wracać do
                                                    siostry. Dlaczego wtedy do Krystyny nie dotarło, że marzenia spełniają diabli?
                                                  • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 26.06.07, 14:30
                                                    Miała 8 lat, gdy do tego domu wszedł dziwny, stary mężczyzna. Wtedy na wsi
                                                    drzwi w dzień nikt nie zamykał, a jeśli wychodził do miasta, to kładł klucz na
                                                    ustalonym miejscu. Kiedy ten obcy wszedł, myślała że to ojciec, siedziała nad
                                                    lekcjami a siostra bawiła się lalką, przysłaną od cioci Hani z Ameryki. Nie
                                                    usiadł. Patrzył na piec.
                                                  • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 26.06.07, 14:32
                                                    Pokazał ręką na okno z lufcikiem:
                                                    -Tu, pod tym oknem lubiłem odpoczywać, patrzeć na most i drogę. Nie mów o tym
                                                    nikomu, że tu byłem.- Nie poszedł przez most, tylko koło ich ogródka, minął dom
                                                    Jaśnikowskich i zniknął na ścieżce, którą czasem biegała do swojej chrzestnej,
                                                    Goliszowej.
                                                    Jakiś czas potem śniło jej się, że pod tym oknem znalazła za krzesłem pudełko z
                                                    kosztownymi kobiecymi ozdobami. Tyle snów jej już się spełniło. Może
                                                    rzeczywiście w tamtym miejscu jest skarb? Nie tak, to kamienie wbudowane w
                                                    fundament tego domu miały wartość skarbu.
                                                  • bogatka1 Re: Twerd, Zatrzymać czas - cdn 26.06.07, 14:36
                                                    Zatrzymać czas
                                                    Była tu, co prawda, 15 lat temu na prośbę brata. Tadeusz chciał odnaleźć swoją
                                                    chrześnicę z rodziny Lewandowskich. Okazało się, że ich ojcowizna zdana na
                                                    Skarb Państwa została objęta przez Lewandowskich właśnie. Wtedy jeszcze tak
                                                    sama z siebie nie miała potrzeby tu być, nawet szkoda jej było czasu. Ale
                                                    polecenie brata było święte.
                                                  • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 26.06.07, 14:41
                                                    Zastała tylko nieznaną kobietę, wzięła adres chrześnicy. Wtedy śpieszyła się,
                                                    zapamiętała tylko, że w tym jednopokojowym mieszkaniu, którego ściany ona ojcu
                                                    malowała wapnem, były pokryte brązowymi płytami. Nie pamięta nawet, czy ten
                                                    niebieski piec z dwoma duchówkami i podłużnym żeliwnym kociołkiem z zawsze
                                                    ciepłą wodą stał nadal na środku tego mieszkania. Dzień był pogodny, pełnia
                                                    lata. Nie mogła wtedy zostać dłużej, musiała wracać do synka i córki. Syn
                                                    Lewandowskich był w wojsku, a starsi synowie Krystyny byli już za granicą.
                                                  • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 26.06.07, 14:42
                                                    Dlaczego dopiero teraz chce zatrzymać tamten czas, utrwalić to, co i tak jest
                                                    skazane na zmiany? Szła żwirową drogą, zupełnie jakby szła dwa kroki za duchem
                                                    ojca. Mogła nareszcie napatrzeć się na dom swojego dzieciństwa, dom teraz mały
                                                    jakiś, przypadł do ziemi jak pies. Przed mostem nowy dom wybudowany na łące.
                                                    Wie od Tery: tu wybudował się Damian, brat Twerda.
                                                  • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 26.06.07, 14:44
                                                    Na drewnianym moście jest kilka jaśniejszych, grubych desek. Już widzi dwa
                                                    rzędy liści narcyzów, pączki są jeszcze niewidoczne, ale ona wie, które narcyzy
                                                    są zwykłe, a które pełne. Nie ma choinki, która wyrosła z gałązki świerka,
                                                    którą ona wsadziła w kącie ogrodu. Zakołysało się niebo nad kominem chałupki.
                                                    Poczuła pod palcami chłód omszałego płotu, aż dreszcz przeszedł jej po plecach.
                                                    Studnia pokryta tak samo wiekiem z desek. Jest bosak i ślady przy studni, więc
                                                    tak samo męczą się wyciąganiem wody, jak jej ojciec.
                                                  • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 27.06.07, 17:57
                                                    Zrobiła zdjęcia obu strumyków i podwórka z drewutnią. I tamtą stronę: las,
                                                    lasek i wzgórek, gdzie kończy się droga. Patrzyła z drugiej strony: ta śliska
                                                    droga zaczynała się od wzgórka ze źródełkiem dziwnie i niebezpiecznie. Zaczyna
                                                    się... to słowo jest równie piękne jak poczęcie dziecka. Drzwi domu z żeliwną
                                                    klamką, te same. Nikogo nie było w domu. Nie zaszła do nikogo z sąsiadów, nie
                                                    rozpytywała, do sekcji tych miejsc wystarczały jej własne przeżycia.
                                                  • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 27.06.07, 17:58
                                                    Wracała z postanowieniem, że przyjedzie tu latem. Albo wiosną, być wiosną
                                                    tutaj, być tu i patrzeć na te kwitnące śliwy i jabłonie, które widziała nawet
                                                    wtedy, gdy była 275 kilometrów dalej. W Pszczynie witała wiosnę w parku, idąc
                                                    pomiędzy białymi dywanami zawilców i karmiąc orzeszkami ziemnymi żwawe i
                                                    ciekawskie wiewiórki. Trzeba zrobić tutaj te same ujęcia w zieleni. Kiedy
                                                    wyszła na drogę główną, dojeżdżający do niej samochód zwolnił, a gdy się
                                                    odwróciła, zobaczyła w nim Twerda?
                                                  • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 27.06.07, 17:59
                                                    Uchylił drzwi, przyglądał się jej ciekawie, powiedział zachęcająco, że
                                                    podwiezie. Podziękowała: - Lubię dużo ruchu, a tutaj spacer to jedyny wysiłek.-
                                                    Zdziwił się, ale nie powiedział nic więcej. Droga była prosta, patrzyła za nim,
                                                    aż zniknął. Kiedy przechodziła koło jego domu, samochód Twerda był koło
                                                    warsztatu, a on, była pewna, siedział jeszcze w samochodzie? Czy wrócił dzisiaj
                                                    wcześniej, aby z nią porozmawiać?
                                                  • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 27.06.07, 18:02
                                                    A skoro spotkał ją w drodze ze wsi, to pewnie spodziewał się, że zaraz będzie w
                                                    jego domu. Wiedziała, że nie pójdzie za nią w stronę miasta. W restauracji,
                                                    jakby jej należała się nagroda, zamówiła schabowego z kapustą.. Potem
                                                    zadowolona z siebie szła w stronę domu, w którym mieszkała osiem lat. Zanim
                                                    tych lat nie przeliczyła, wydawało jej się, że to było znacznie dłużej.
                                                    Półokrągły, kryty balkon, owalne okienko strychu, szary tynk. Papa dachu
                                                    dawniej koloru czerwonego, teraz była zwyczajnie czarna. Otworzył drzwi
                                                    mężczyzna około pięćdziesięcioletni.
                                                  • bogatka1 Re: Twerd, - cdn 29.01.08, 05:44
                                                    Tolek właśnie umył matkę. Ta kobieta, dawniej herszt, teraz liczyła
                                                    swe ostatnie dni. W domu nie było małych dzieci. Tolek rozwiódł się,
                                                    dzieci czasem odwiedzają babcię. Nikomu tu się nie śpieszyło, pili
                                                    powoli herbatę, wspominali stare czasy. Pamiętała swój pierwszy
                                                    dzień w tym domu, nawet tę popołudniową, późnojesienną pogodę tego
                                                    pełnego strachu dnia, gdy mama nawrzucała na wóz drabiniasty
                                                    najpotrzebniejsze ich ubrania i pościel, a do dyszla przywiązała
                                                    Krasulę. Mama wiedziała, że ojciec tego dnia będzie dłużej daleko u
                                                    sąsiada, a że mama pracowała od roku jako tkaczka w Międzylesiu,
                                                    miała pieniądze na zapłacenie odstępnego za to wymarzone mieszkanie.
                                                    Dzieci cieszyły się z miejskiego życia, ale żal im było ojca, że
                                                    został sam. Tydzień po przeprowadzce spadł śnieg. Na wsi paliło się
                                                    drewnem, a w nowym mieszkaniu, mimo że mury były grube – niesposób
                                                    było nagrzać uzbieranym chrustem. Przed świętami, późnym wieczorem
                                                    mama kazała jej wziąć sanki. Prosiła najpierw brata, ale brat się
                                                    nie zgodził. Zaczęła się bać, kiedy mama powiedziała, że idą po
                                                    drewno do drewutni ojca. Drugi raz w życiu tak się bała. Wyprawa się
                                                    udała, na śniegu nie było śladów. Od wiosny znowu pomagała z mamą w
                                                    gospodarce ojca, brat zrobił remont ściany.
                                                  • bogatka1 Re: Twerd - Niewinny?- cdn 30.01.08, 15:19
                                                    Niewinny?
                                                    Pisała: Przytul mnie i rozgrzej moje myśli w mroku... (Pobożne
                                                    życzenie, zaraz wtrącą się diabli). Zaczęła znowu: Niech światło
                                                    tego świata odejmie mi z mroku....(Teraz lepiej) No to dalej: te
                                                    myśli wciąż niesyte, te wciąż drapieżne głodem, a poniosę swe ciało
                                                    piórkiem na otoku po początek początków i po nieczas chłodu...Może
                                                    być. Pisanie wierszy jest bohaterstwem, czytanie koniecznością.
                                                    Gasły po kolei prostokąty dolnych okien na śniegu. Nadciągnęła
                                                    wichura z północy, wielkie płatki śniegu przelatywały prawie
                                                    poziomo. Trzasnęła złamana gałąź jabłoni. Wiatr, rano ledwie
                                                    poruszający wierzchołkami trzech brzóz, ledwie ciągnący smyczkiem
                                                    słońca po gałęziach, teraz ciął biczem, a świst, jęki i zawodzenie,
                                                    zwielokrotnione rezonansem pudła balkonu były nie do wytrzymania.
                                                    Skrzypnięcie wewnątrz domu, za chwilę uchylające się w jej pokoju
                                                    drzwi. Twerd podchodzi do okna, ona udaje, że śpi. Minęły już całe
                                                    wieki, a on stoi i milczy. Poruszyła się, usiadła, podciągnęła
                                                    poduszkę pod oparcie pleców. Usiadł przed nią bez słowa. Ciemność
                                                    rozmywała rysy, ale Krystyna widziała te zawsze czarne oczy z
                                                    migotliwymi diablikami pokory, mały nos, pełne kobiece usta, brodę z
                                                    lekkim wgłębieniem i ręce, na wyciągnięcie ręki miała to wszystko,
                                                    co tak kiedyś kochała.
                                                    Mówiła tak, żeby sobie poszedł. A on jakby wcale nie rozumiał jej
                                                    ataku, tylko chciał na koniec wyrecytować to, z czym do niej
                                                    przyszedł:
                                                    - Z Terą jestem, bo jakoś trzeba żyć. To Lelę kocham całe życie. To
                                                    ciebie kocham.
                                                    Czuła, jak zaczyna drżeć. Miała taki mętlik w głowie, że już było
                                                    jej wszystko jedno, co się stanie.
                                                    - Przecież nie robimy nic złego. - Dotknął jej ręki.
                                                    Zerwała się, żeby zaparzyć melisę. To był błąd. Już ją objął,
                                                    przytulał i całował. To było cudne. Oto błazeństwo losu, nagłe i
                                                    brawurowe. Oto szczęście, które ma w genach przyszłą katastrofę.
                                                    - A teraz odejdź, bo naprawdę będzie awantura.
                                                    Niechętnie wypuścił ją z rąk. Zanim zamknął drzwi za sobą,
                                                    powiedział:- Wiem, kim jesteś.
                                                    Miłość przychodziła do niej jak niespodziewany gość, więc musiała
                                                    wiedzieć, że też jak gość odejdzie. Chwila ta jednak ciągle w niej
                                                    trwała, unosiła ją nad nią i pogrążała w tym śmiertelnym mroku. Oto
                                                    jej delikatność i wrażliwość. To, co miała na myśli, miało sens, ale
                                                    ten sam sens był w końcu zaprzeczeniem swego istnienia. Minęło tyle
                                                    lat, a jeszcze to pamięta: Mama, modlitwa, Bóg, msza w kościele – to
                                                    miało sens. Po powrocie z porannej mszy w kościele mama z paskiem w
                                                    ręce zażądała od Krystyny, aby mamie oddała swój pierwszy zarobek za
                                                    pierwszy miesiąc pracy. To właśnie było zaprzeczeniem tego sensu:
                                                    gdzie był Bóg, miłość i sprawiedliwość? Mama wzięła, co chciała, bo
                                                    sprzeciw bolał. Wtedy jeszcze nie wiedziała, co to jest wzniosłość
                                                    ducha i jaka jest różna. Jest taka wzniosłość ducha, gdy myślenie
                                                    zaplątujące sieć rodzi zbrodnie. Wystarczy zawiedzione oczekiwanie.
                                                    Niewinny sens bezsensu. Twerd jest niewinny, nie potrafił wyplątać
                                                    się z myślenia zaplątującego sieć. Czasem komputer nie wytrzymuje
                                                    błędów użytkownika i zawiesza się. Myślała o tym, że to samo może
                                                    przytrafić się połączeniom w mózgu. Melisa i głębokie oddechy zawsze
                                                    ją uspokajały. Włączyła radio. Ciemność jeszcze się kołysze, kiedy
                                                    usypia słuchając cichej muzyki.
                                                  • bogatka1 Re: Twerd, Pożegnanie - cdn 30.01.08, 15:37
                                                    Obudziła się niechętnie. Przy śniadaniu dwuletni Pawełek rozlał
                                                    herbatkę, a sześcioletnia Paulina, której jeszcze nie widziała
                                                    uśmiechniętej, marudziła niemiłosiernie. Spytała Terę:
                                                    - Jak wytrzymujesz z wnuczętami?
                                                    - Lubię dzieci, syn z synową wyjechali niedawno do Irlandii. Masz
                                                    dzieci?
                                                    - Tyle samo, co ty. Mieszkam sama, wnuczęta widzę tylko okazjonalnie.
                                                    - Zapraszam na piątkowy obiad. Będą pierogi. Porozmawiasz z Twerdem.
                                                    - Jeśli pierogi to bardzo chętnie, ale chciałabym pomóc, ze względu
                                                    na wnuczęta. Moje pierożki to specjalite de la maison. Jestem
                                                    mistrzynią w robieniu ciasta na pierogi. Twerd pracuje?
                                                    - Tak, w Boboszowie została placówka graniczna.
                                                    - Jak radzi sobie z moją renówką?
                                                    - Nie z takimi sobie radził. Jest już naprawiona.
                                                    Zaraz po śniadaniu Krystyna poszła do sklepu po twaróg, mąkę i
                                                    masło. Kiedy wróciła, od razu poczuła ten wyjątkowy zapach cebuli,
                                                    najlepiej poprawiający atmosferę w domu. Ziemniaki bulgotały na
                                                    kuchence gazowej.
                                                    Krystyna robiła ciasto. Tera zdziwiła się, że do ciasta Krystyna
                                                    dodała łyżkę masła, że ciasto zarabiała dolewając gorące mleko.
                                                    - Nakryję ciasto garnkiem, na pół godziny - powiedziała do Tery.
                                                    - Napijemy się kompotu ze śliwek?
                                                    - To mój ulubiony kompot.
                                                    Na opowiadaniu znanych dowcipów minęło im więcej niż pół godziny.
                                                    Tera ugniotła ziemniaki, wymieszała je z serem, smażoną cebulką,
                                                    jajkiem i pieprzem.
                                                    Krystyna wykrawała krążki, nadziewała i lepiła pierogi, a Tera
                                                    wrzucała na wrzątek, po wypłynięciu wyciągała do przygotowanego
                                                    naczynia i ugotowane krasiła usmażonym boczkiem, aby się nie
                                                    posklejały. Obie miały świetny humor, bo robota szła świetnie i
                                                    skończyła się prędzej, niż się tego spodziewały. W dodatku, pierogi
                                                    rozpływały się w ustach, obrąbek pieroga delikatnie pieścił zęby.
                                                  • bogatka1 Re: Twerd - cdn 30.01.08, 15:40
                                                    Ten wykręt z wizytą u kosmetyczki, aby uniknąć wspólnego obiadu z
                                                    Twerdem, przyszedł jej do głowy w ostatniej chwili. Wypełni kilka
                                                    godzin. Notatnik nosiła zawsze przy sobie. Po obiedzie i grzanym
                                                    winie pisała gładko:
                                                    Rankiem „Pięć Manekinów” wystaje z śmietnika gardzieli.
                                                    To miejsce ludzi łączy, lecz jeszcze częściej dzieli.
                                                    Za gwałt, za taką zbrodnię na książce Nienackiego...
                                                    Usiłowała napisać zakończenie tego nie dokończonego wiersza.
                                                    Najlepszy byłby rym „do Nietschego!”, ale to już było u Agnieszki
                                                    Osieckiej. Korcił ją ten rym zgodny z filozofią kultu siły. Krzysiek
                                                    Majchrzak mówił, że już wszystko zostało wymyślone, tylko my jeszcze
                                                    o tym nie wiemy. Prawie każdy swój wiersz miała w pamięci, bo nawet
                                                    po kilku latach od napisania szukała w nim słabych miejsc,
                                                    poprawiała do ostatniego załamka.
                                                    Wracała znaną jej drogą, teraz jednak śliską i w nagłych uderzeniach
                                                    chmar śniegu. Okna mijanych domów oddawały jej ostatnie blaski.
                                                    Poszarpany dym z komina spływał po dachu. Była blisko, przez
                                                    niezasłonięte okno widziała, że Bakalowie oglądali jakiś serial w
                                                    salonie. Tera wyszła do przedpokoju, podała jej rachunki i klucze od
                                                    renówki. Krystyna zapłaciła rachunki, spytała o klucz od pokoju.
                                                    Tera wyraziła zdziwienie:
                                                    - Nie ma klucza? Kilka dni temu był na pewno.
                                                    - Nie szkodzi, jutro wyjeżdżam. Do zobaczenia rano, Tera. Żegnam,
                                                    panie Twerdzie!
                                                    Nie umiała przewidzieć wydarzeń tego wieczoru. Nie chciała obcych
                                                    słów rosnących w ustach. Nie chciała tego, co narastało w niej
                                                    razem, a wiedziała, że musi pozostać osobne. Wróciła do osób i
                                                    miejsc z przeszłości. Czy taki powrót kończy się źle dla każdego,
                                                    kto chce zmierzyć się z zagadką swojego życia dotykalnie, na własne
                                                    oczy? Radio nadawało komunikaty o nieprzejezdnych drogach na
                                                    południu Polski, z powodu zamieci śnieżnych i dużych opadów śniegu.
                                                  • bogatka1 Re: Twerd - cdn 30.01.08, 15:42
                                                    Stała przy oknie, jej monstrualny cień obejmował krzyż okna na
                                                    śniegu. Patrzyła na drogę, którą jutro odjedzie. Wiedziała już, co
                                                    to jest osobowość ćmy. Rozstać się z dotychczasowym życiem z
                                                    prędkością samochodu? Nie myślała już o tym, co usłyszała od swego
                                                    męża przed wyjazdem. Już przestała przyglądać się zdarzeniom, które
                                                    może były, a może mogły być. To była zazdrość? Nie, od dzieciństwa
                                                    umie sobie radzić z zazdrością. Musi coś zrobić z tą swoją
                                                    skłonnością do wybaczania, ale może jeszcze nie teraz. Zgasiła
                                                    światło. Lubiła ciemność, gdy blask był w niej. Otworzyła szeroko
                                                    drzwi pokoju. Stała znowu, w objęciach mroku, oparta o parapet.
                                                    Ciche kroki na schodach, sylwetka na progu, ale jakaś niska. Tera?
                                                    Tera dopiero teraz zaświeciła światło na schodach i w jej pokoju.
                                                    - Przyniosłam zapasowy klucz do pokoju, ale widzę drzwi otwarte?
                                                    - Chciałam przewietrzyć pokój przed snem, ale na parapecie okna
                                                    pelargonie.
                                                    Tera ciekawie rozejrzała się po pokoju, ale zaraz wyszła. Krystyna
                                                    zamknęła zamek tak, aby Tera schodząc po schodach słyszała szczęk
                                                    przekręcanego klucza, a w następnym obrocie otworzyła. Nie było
                                                    klucza, który byłby zabezpieczeniem przed następną wizytą Twerda.
                                                    Czekała na coś ostatecznego, a jej godność liczyła ostatnie deski
                                                    podłogi. Przestraszyła się nagłą ratunkową myślą: tak być nie może.
                                                    Przecież sen ją ostrzegł. Podświadomość lepiej sobie radziła z
                                                    rzeczywistością. To, co zdarzyło się naprawdę, musi pozostać
                                                    niedokończone. Niech będzie nieudane, niech będzie niewypełnione.
                                                    Oderwała się od parapetu i szybko przekręciła klucz w zamku.

                                                    Koniec.
        • jotka43 Re: Twerd, II nagroda konkursu Dąbrowa G. 30.01.08, 10:32
          A gdyby tak ktoś zakłócił ten miły wieczór we dwoje przy świecach,
          to co usłyszałby? "Czym chata bogata, tym rada?" Wątpię. To juz
          prędzej, a nawet na pewno, to drugie: "Kogo tam znowu diabli
          nadali". A nadali, Bogatko, mnie. I tak się zastanawiam, jak to się
          stało, że nigdy dotąd nie wpadłam na ten wątek. Wniosek z tego taki,
          że najwyższy czas na zmianę okularów. Ale zamiast iść do okulisty (a
          właśnie taki miałam dziś zamiar) usiadłam i oddałam się lekturze. A
          teraz udzielił mi się nastrój i popadłam w zadumę... I chyba do
          okulisty już dziś nie pójdę.
          Czekam na cd.
          • bogatka1 Re: Twerd, II nagroda konkursu Dąbrowa G. 30.01.08, 14:17
            Miło mi Jotko, Ciebie widzieć. Zawsze. W tej chwili sprawiłaś, że
            pozbyłam się wątpliwości, czy trzeba obudzić
            niedokończonego "Twerda". Napisałam to opowiadanie w 2005 roku, nie
            znałam wtedy jeszcze Twojego stylu.
            Tutaj wklejam w takich małych cząstkach pod cdn., bo o czym tu pisać?
    • bogatka1 Melina na rampie - moje opowiadanie 28.01.09, 23:12
      Melina na rampie

      Zastanawiała się właśnie, czy to nie dziwne? To było wtedy, kiedy
      ożenił się najstarszy syn. Zapożyczyła się na wesele. Wesele się
      skończyło, a ona musiała jakoś sobie radzić.
      Wtedy jakiś anioł przyprowadził do niej Martę. Pogadali przy
      herbatce i na koniec Marta powiedziała:
      - Masz ochotę się przejść?
      - Nie bardzo, a... chcesz, żebym ciebie odprowadziła?
      - Nie, tak źle ze mną nie ma. Chodź, jeśli raz tam pójdziesz, to
      będziesz zawsze chodziła.
      - Gdzie?
      - Tam. – pokazała przez okno w kierunku nowego supermarketu. - No
      chodź, bo Ewa dzisiaj nie może, a nie chcę tam iść sama.
      - Nie chcesz iść do sklepu sama?
      - To idziesz?
      - No to chodźmy.
      Był koniec sierpnia pogoda taka jak dzisiaj: ciepło, słonecznie,
      lekki wiaterek. Marta przeszła koło sklepu na jego tyły i to, co
      Krystyna zobaczyła, było dla niej lekkim wstrząsem. Na końcu rampy
      śmietnik, z którego niezbyt trzeźwi mężczyźni wybierali makarony,
      zupy i galaretki w torebkach. Marta dołączyła do nich i mnie też się
      trochę torebek dostało.
      - Dzisiaj wcześniej wyrzucili. – Marta wycierała spocone czoło. –
      Teraz trzeba poczekać do dziewiątej.
      - To jeszcze dwie godziny.
      - Ale będzie nabiał i wędliny. A rano będą owoce i warzywa.
      Rzeczywiście. Około dziewiątej wyjechał na rampę wózek. Nie dojechał
      do śmietnika. Było ich pięcioro. Każdy wybierał to, co mu pasowało.
      Krystyna z Martą miała twarożek, śmietanę, śledzie i parówki.
      Czyste, popakowane w woreczki. Kilka godzin przydatności do spożycia.

      Pies był. Czekał na trawniku obok. Ściągnęła folię z kilku parówek i
      rzuciła na trawnik koło niego. Zjadł. Za chwilę już go nie było.

      Krystyna teraz nie ma psa, ale wie, ile jest radości z towarzystwa
      psa. Przez kilka lat opiekowała się tym bezdomnym psem. To dłuższa
      historia, bo ta znajomość z psem wynikła z wyboru psa. Szedł za nią
      i nie było sposobu, by go odgonić. W drodze do domu przysiadła na
      ławce i myślała, że jak posiedzi, to on sobie pójdzie. Ale gdzież
      tam!. On też usiadł przy ławce. Zaczęła do niego gadać, że nie może
      go wziąć do domu, bo Mama nie lubi psów. A on nic. Czekał, aż
      wstanie i szedł za nią aż do drzwi wejściowych bloku. Otworzyła
      drzwi, on obwąchał wejście, ale nie miał zamiaru wejść za nią.
      Następnym razem znowu było tak samo. Za którymś razem wszedł za nią,
      ale wrócił na zewnątrz. Dokarmiała go, bo był taki biedota, z jednym
      ślepym okiem. To oko właśnie miało kolor szmaragdu, tak się mieniło.
      Miał kremową sierść, na grzbiecie taka dłuższa okrywa jak u wilka.
      Trochę tylko mniejszy od wilka. Przez to, że miał to oko mieniące
      się wszystkimi odcieniami niebiesko-zieleni, nazwała go Szafir. To
      było imię jak szczeknięcie na powitanie. Później od pani weterynarz
      dowiedziała się, że na to oko nie widzi i że mogło to się stać z
      powodu bicia psa po głowie. W okolicy było kilka podobnych psów.
      Szafira poznawała po ogonie, bo zawsze koniec ogona był skrzywiony.
      Możliwe, że ktoś mu ten ogon złamał i ogon zrósł się w tej pozycji.

      W końcu przyszedł do jej mieszkania, Mama była niezadowolona.
      Krystyna wyprowadziła go wieczorem na spacer i on z tego spaceru
      pobiegł w tę stronę, skąd przychodził. Potem go polubiła.
      Przypominał w jakiś sposób ojca, który nie żyje już 20 lat.

      Umówiła się z Martą na następny dzień, że spotkają się na rampie.
      Melina na rampie. Było tam ich czasami piętnaście osób. Kilku miało
      nawet wysokie renty i emerytury. Tylko Marta i Krystyna nie pijące i
      nie palące. Ewa rzadko przychodziła, bo była chora na białaczkę.
      Kilka lat później zmarła w Hospicjum.
      A pies? Nic dziwnego, że uznał, że trzeba Krystyny pilnować, żeby
      się nic nie stało w drodze do domu, tym bardziej, że wieczór coraz
      szybciej zamieniał się w noc.

      Nigdy przedtem psa nie miała, ale szybko nauczyła się go rozumieć.
      W pokoju przy kuchni miała dwa fotele przy ławie. Kiedy zauważyła,
      że lubi tam kłaść się, wyścieliła jeden z nich kawałkiem
      prześcieradła, aby nie mieć kłopotu z czyszczeniem fotela z sierści.
      Zawsze kładł się na tym wyścielonym, jakby wiedział, że ona na tym
      drugim zawsze siadała. Kiedy rano za długo spała, przychodził koło
      łóżka i tak jakby gadał. Kto ma psa, ten wie: te głębokie, jakby
      śpiewne a żałosne powarkiwania. Nie, nie warknięcia, to coś w drugą
      stronę, coś bardzo ludzkiego. Kupiła mu obrożę i smycz. Weterynarz
      przebadał, zaszczepił i dał tabletki na odrobaczenie. Powiedział, że
      pies jest już leciwy i że jego właścicielką jest studentka, która
      wyjechała do Krakowa. Znał jego imię: Rocky. Nie było już tej
      rodziny. I tak przyjaźnili się kilka lat.

      Spłaciła zadłużenie z powodu wesela i nie musiała już chodzić na
      rampę. A potem Polska weszła do Unii Europejskiej i sklep dostał
      wytyczne, że ma zamknąć śmietnik na sztabę z kłódkami. Marta wkrótce
      potem zasnęła przy stole i już się nie obudziła. Była chora na cukrzycę.

      A w czym ten pies przypominał mojego ojca? Patrzył tak jakoś uważnie, jak ojciec. Osobowość jest całokształtem, czymś niepowtarzalnym i wyjątkowym. A jeśli nazwać można tę osobowość duszą?
      • wiktoria53 Twerd 25.05.09, 09:46
        Bogatko, dawno nie gościłam na Twojej stronce, a dziś mało tego że
        tu zajrzałam, to jeszcze trafiłam na coś wspaniałego. Bogatko,
        Krystynko, Aurelio, łezka w oku mi się zakręciła czytając Twoje
        opowiadanie. Też lubię ruskie pierogiwink jeść i robić też. Szkoda, że
        to koniec.Ale mądra kobieta z tej Krystyny i wspaniale, że
        przekręciła ten klucz w zamku. Nie warto robić zamieszania .....? A
        może warto....było...? Mam nadzieję, że Krystyna trafi jeszcze raz
        w swoje rodzinne strony latem i będzie dalszy ciąg? Może dołączy
        kilka fotek?

        Gratuluję II nagrody. Pisarko i poetko.
        To dla Ciebie:

        https://wstaw.org/d/943c
    • bogatka1 Re: Twerd, II nagroda konkursu Dąbrowa G. 15.01.10, 22:07
      https://i46.tinypic.com/2h4036w_th.jpg Wiktorio, Twoje słowa to miód na moje serce.

      Dawno tutaj nie zaglądałam, a że mamy śnieżną i mroźną zimę,
      ten wiersz, który napisałam kilka lat temu, jest właśnie aktualny:
      https://www.gif-mania.net/signatures-animees/toons/gif14.gifW taki mróz

      Groźny wyż szczęko-czuły
      od Katowic do Tuły
      ściska mocno, a miało być pięknie.
      Każdy dzień krótki, pusty.
      Dosyć mamy tej musztry,
      Mrozu dosyć, bo jeszcze coś pęknie.

      Śnieg już sobie poleżał,
      dziadek ścieżkę odśnieża,
      wnuk samochód rozgrzewa, choć ślisko.
      W tej śliskości tak zboczył,
      że Śniegurek jak z procy
      kulą w płot, zawstydzony się wciska.

      W górze zawsze jest lepiej,
      już się nie da ulepić,
      woli ciepło przymarznąć do szyby.
      Mróz intencje ma szersze,
      pisze wiersze najbielsze
      z ulubionym słóweczkiem jak gdyby.

      Bez powodu tej nocy
      mróz się zjeżył, podskoczył
      i zaczęła się śnieżna zabawa.
      Płatki każdy w swą stronę,
      tańczą w wiersza koronie:
      - w taki mróz szalik włóż, nie udawaj.
    • bogatka1 Re: Właśnie zaczęłam pisać limeryki 05.01.11, 03:31
      https://s7.tinypic.com/1180jza_th.jpg To moje pierwsze limeryki, jakoś nie nęciła mnie wcześniej taka forma wiersza.

      Jest znawca na forum Wsiowe,
      co ma komputer w głowie.
      Głowa jak z gumy
      rośnie od dumy
      bo limeryk o tym opowie.

      .....-"-.
      .../ - - \ ...............\|/
      ...\ @ @..............c”,))
      ...(_ <_) ...............(v))
      ..._).(` ..................|^)
      ,_(`_))\ ...........¸.•*||*´¨
      ."-\)__/ ¸.•´¸.•*´¨•*.•*¨) .(¸.•´
      ..__|||__ ..(¸.•´ (¸.•` *.•´¸.•*
      .((__|__))......¸.•´¸.•*´¨) ¸.•*¨) ) •´¸.•*


      Pani z forum Jesieni
      pisać wiersze się leni.
      cytuje poety
      którzy niestety
      twórcami są od niedzieli.

      .........................(,
      ..........).........._'\!/'_
      .........(,).........(""""")
      ......._'\!/'_.•°*”ک҈.•°*”ک҈
      .......(""""")..★★★★¸.•*´*` *.•´,,,...


      Jest taki troll z Nieszuflady,
      któremu nie można dać rady.
      Dają mu szanse,
      on te niuanse
      olewa perfidnym jadem.
        • bogatka1 Re: Właśnie zaczęłam pisać limeryki 23.06.11, 15:33
          Chochliku, dziękuję serdecznie,
          czytałam Twoją książkę i także bardzo mi się podobała.
          Jak w cytacie Agaty Tuszyńskiej, z książki Basi Solarskiej Pszczyńscy Sybiracy: "Niezapisane istnieje mniej. Z czasem w ogóle przestaje istnieć.Mija wraz z pamięcią. Nieznane są losy niezapisane.(...)Zapisane trwa. Jako jej dokument. - Warto pisać, każdy może napisać przynajmniej jedno opowiadanie o swoim życiu.
          https://us.123rf.com/400wm/400/400/dole/dole0902/dole090200122/4247335-kilka-izolowanych-r--owe-r--e-na-bia-ym.jpg
    • bogatka1 Re: Twerd, II nagroda konkursu Dąbrowa G. 08.06.12, 23:26
      Od kilku lat szykuję sie do ilustracji tego opowiadania, ale ciągle pasjonuje mnie coś nowego w grafice.
      Tutaj skrapek z okazji Dnia Matki, ja z mamą, i wiersz mój, z konkursu zorganizowanego przez Dziennik Zachodni, uhonorowany I miejscem i nagrodą.

      http://i1070.photobucket.com/albums/u484/bogatka1/niebieskidziematki.jpg

      credits:
      Time by Mago 74
      Digiscrap_kit aniversae
      FriendlyScrap_Kit canvas
      Reszta dodatków, zdjęcie i wiersz własne.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka