shachar 30.07.11, 04:33 ekhem, jej/jego wycofka przeszła bez echa tutaj, a ja wciąż nie mogę pojąć co się złozyło na to. I dlaczego, jak Młynarski,wziąż czuję jak mi ciśnienie rośnie w temacie Krystyny. www.youtube.com/watch?v=dxb-Wgbhntc Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
buka007 Re: wciąż czuję wkurwienie w temacie Krystyny 30.07.11, 06:39 a ogłaszała gdzieś, ze odchodzi???? no to szkoda wielka, gdyby miał/a juz nie wrócić ((( a ktos wie, czy załozyła bloga?? I gdzie jest???Przeciez musi gdzies byc.. Odpowiedz Link
fettinia Re: wciąż czuję wkurwienie w temacie Krystyny 30.07.11, 09:45 Oglaszala..na fb i na GP pozegnalny watek zalozyla.. Chwilowo robi przerwe-bloga chyba jeszcze niet kontakt jest na fb,wiec zyje mam nadzieje,ze wroci-byc moze w innym wcieleniu kazdy ma czasem ochote na przerwe forumowa Odpowiedz Link
jacek1f wroci, zawsze wraca...po liftingu:-) Jak to ktos 30.07.11, 10:17 przepieknie podsumowal na FK - jedyna na forum kucharka z jajami... Odpowiedz Link
qubraq Re: wroci, zawsze wraca...po liftingu:-) 30.07.11, 10:56 Jacku, a pamietasz tego "kucharza bez jaj", którego spotkaliśmy wieczorem na Próżnej 23go stycznia 2005 roku na "przystanku PKS" ...? Odpowiedz Link
zwiatrem Re: wciąż czuję wkurwienie w temacie Krystyny 30.07.11, 15:43 Nie bylo mnie jakis czas, kompletnie nie mam pojecia o co chodzi, Krystyna odeszla z tego forum w wyniku jakiejs afery, czy nie daj boze chora ? Odpowiedz Link
fettinia Re: wciąż czuję wkurwienie w temacie Krystyny 30.07.11, 15:54 Nienie-ona nie z tego forum tylko ogolnie robi przerwe forumowa.Jak Jacek pisze-pewnie wroci Odpowiedz Link
zwiatrem Re: wciąż czuję wkurwienie w temacie Krystyny 30.07.11, 21:58 Aaaa, rozumiem( nawet bardzo). Dzieki Jolu za informacje. Odpowiedz Link
krysia2000 To aż tak negatywne emocje wzbudzam? 01.08.11, 22:57 Przepraszam, kochane, jeśli komuś ciśnienie podniosłam, już to swoim odejściem, już to udramatyzowaną jego otoczką. W sumie mogłam po prostu niepostrzeżenie zniknąć w polu kukurydzy i byłoby git. Ale... pewnie za bardzo lubię zwracać na siebie uwagę. Szczególnie kiedy jestem nieszczęśliwa. A jestem. Dlatego właśnie nie mogę i nie chcę dłużej się bawić w samozwańczą kuchmistrzynię. Bo jak to? Mam być kolejną nieszczęsną duszą, swoje frustracje ubierającą w kąśliwe uwagi i jałowe dyskusje na dowolnym forum czy innej platformie internetowej komunikacji? Kurczę, trudno mi to teraz oblec w słowa bez popadania w żenadę... Zatem krótko (jak na moje możliwości rozwlekania): Jestem przepracowany. Od roku param się robotą, przed przystąpieniem do której zupełnego pojęcia nie miałem, co to będzie i gdzie mnie zaprowadzi. W zeszłym tygodniu, zgodnie z moimi przeczuciami (nigdy mnie nie zawodzą, szkoda tylko, że większość z nich raczej niepokojącą naturę ma), po powrocie z urlopu dotarło do mnie wreszcie, że usilne moje starania opanowania nawału śmieci generowanych na dublińskim lotnisku spełzają na niczym, lub prawie na niczym. To jest codzienna partyzancka szarpanina z niesprawnym sprzętem, nieprzystosowanymi pomieszczeniami, pomylonym dizajnem terminalów, wygórowanymi oczekiwaniami zarządu, lezeferskim szefostwem, nadliczbowymi godzinami pracy, tak sobie zmotywowanymi pracownikami i poważnymi zaległościami w płatnościach za usługę w tle. Myślałem, że dwa i pół roku spędzone na stanowisku młodszego nocnego kierownika hotelu wymóżdżyły mnie doszczętnie. Nie, trochę jeszcze zostało, na tyle, żeby się absolwent Wydziału Nauk Społecznych mógł czasem pozastanawiać co tutaj robi, pchając rozklekotane kosze przez ciasne korytarze... I co z tego mam? Pusty apartament, do którego mogę pod wieczór utytłany wracać, okąpać w zagrzybionej łazience i jak sił z ochotą nie zbraknie to sobie popichcić. I zeżreć sam, co prowadzi nas do następnego akapitu... Jestem samotny. Już 3 lata minęły od zakończenia burzliwego związku z jedną taką małolatą, dla której... zakończyłem długoletni (z naciskiem na "letni") związek z inną (z naciskiem na "inną") kobietą. Najwidoczniej się z tego nie wygrzebałem, skoro wciąż jestem sam i to postępowo sam. Wiecie, jakiś czas temu zgubiłem telefon w pracy. Teraz komórka i lista kontaktów to takie mierniki aktywności towarzyskiej. Nabyłem nowy aparat, zachowując przy tym ten sam numer. Lista kontaktów powinna się odtworzyć samoistnie, prawda? Koledzy, znajomi, przyjaciele, rodzina, byłe kochanki zadzwonią prędzej czy później i numery od nowa się zapisze, prawda? Tylko lista jakby szczuplejsza niż poprzednio... Dużo szczuplejsza niż ja poprzednio. Bo schudłem w międzyczasie. Jakieś 30 kilo. Jestem uzależniony od netu. Już pewnie o tym pisałem, jako Krysia, ale nie pamiętam, czy także jako szalony_kucharz, bucefal_macedonski, mizogin, pieniacz_sadowy, nieznany_poeta, jerry_the_toothfairy, sassenach... Uzależniony jestem także od pornografii. Bardzo twardej. I co? I nic. Siedzę sobie nagi przed komputerem. Sam. I nawet już nie chce mi się otwierać komputera i buszować w necie w poszukiwaniu kolejnych podniet. Wiecie dlaczego? Bo wszystko już widziałem. I nie przeżyłem nic. Chyba nic. No i same widzicie, że w takim stanie błogiego rozpierdolenia się nie jestem w stanie dłużej prowadzić tej wirtualnej zabawy. Chcę żyć, kochać, mieć przyjaciół, swoje sprawy, uczucia, zapachy, dotyki. Nie chcę się głupio uśmiechać do siebie co rano w lustrze, tak pocieszająco, że nie jest źle, jeszcze jestem przed czterdziestką, zdrowy, wysoki, wykształcony i z moim angielskim to ho ho! A przede wszystkim nie chcę jak zapryszczony nastolatek XXI wieku wieść życia w sieci i tam szukać akceptacji własnej osoby. Albo osób przez siebie zmyślonych. Dwadzieścia tysięcy odsłon krysiowej fotki na GP oddałbym natychmiast za kolację w prawdziwym towarzystwie, taką z dyskusją czy aby na pewno nie przesoliłem ryżu. I potem film... -- To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza. Odpowiedz Link
mallina Re: To aż tak negatywne emocje wzbudzam? 02.08.11, 00:02 emocje, ale nie negatywne. w dzisiejszych czasach zycie w sieci nie jest juz tak odciete od "reala" jak kiedys. to wiele osob Ci powie, nawet z tego forum. Krys, Dublin to nie jakies wyspy Fidzi i wydaje mi sie, ze spokojnie jakies spotkanie z irlandzkimi forumowiczami jest mozliwe. co nie znaczy, ze zaraz to bedzie jakas rewolucja, ale jakis krok do przodu, choby po to aby napisac nowa liste kontaktow w telefonie? Odpowiedz Link
shachar Re: To aż tak negatywne emocje wzbudzam? 02.08.11, 02:39 mama nadzieję że nie uraziłam cię tym wątkiem, ale tak się składa, że lubię poczytać i odcięcie mnie brutalne od okazjonalnych twoich artykułow na tematy spożywcze i nie tylko osobiście odczułam jako trudne do przyjęcia. Prywata znaczy rządziłą mną. No ale z tym na bok, bo rzeczywiście trochę masz na głowie i przemodelowanie lepsze przed sobą. Mądrej rady dla Ciebie nie mam, sama jestem emigrantem i wiem jak jest. A może mam, taką prostą. macie tam w Irlandii jakąś lokalną stronę gdzie ludzie w podobnej do twojej sytuacji szukają przyjaciół? Spróbuj, raz, drugi, trzeci, daj komuś szansę polubić cię.Piszę to dlatego, bo mnie się udało. Zyczę ci ,żebyś też znalazł, czego szukasz i więcej. Odpowiedz Link
roseanne ??????nie domyslilabym sie 02.08.11, 02:51 niemniej sernik z brzoskwiniami badz morelami z capucino, ktory mam w archiwach jako autrostwa szalonego kucharza wszedl w kanony naszej kuchnii i serdecznie za to dziekuje )) bo znamy sie wiele wiele lat sie okazuje , moze gdzies sie zakolacze w pamiecie dzwon w wawce Odpowiedz Link
a74-7 Re: To aż tak negatywne emocje wzbudzam? 02.08.11, 09:46 znowu pojechales ... www.youtube.com/watch?v=KbqMD29qi58&feature=related Zostal ci juz tylko great pretender .... wyjedz,"podreperuj swoja psyche witamina D & E , zmien widoczki i spojrz jeszcze raz za siebie ....Obraz bedzie wyrazniejszy a kierunek widoczny z daleka ;-D papatki Odpowiedz Link
qubraq Re: To aż tak negatywne emocje wzbudzam? 02.08.11, 10:48 krysia2000 napisała: > Przepraszam, kochane, jeśli komuś ciśnienie podniosłam, już to swoim odejściem, ... Ja nie "kochana" ale i tak dawniej polubiłem Cię trochę; potem niestety wdałeś sie w fazę paplaniny a i tak wiedziałem z Piły ze jesteś facetem... służyłem strasznie dawno troche na Woli Justowskiej w 6 Pomorskiej SPD wiec sie dziw... razwietka ma swoje sposoby Jestes jeszcze młody więc na pewno Ci sie uda wyjść na prostą... nos do góry! Odpowiedz Link
wadera3 Re: To aż tak negatywne emocje wzbudzam? 02.08.11, 11:01 Jako najstarsza(chyba) z tutejszych bab powiem Ci tak: Człowiek nie przypuszcza nawet, że może zacząć życie od zupełnego początku. Ja zaczęłam w wieku ok.47 lat(ooo, to już dycha poza mną) i nagle okazało się, że kompletnie nowe perspektywy się otwierają, nowe priorytety i cele mamy, widzimy życie całkiem inaczej niż dotychczas. Z pewnością dotyczy to zarówno kobiet i facetów, trzeba tylko na to się otworzyć, i uwierzyć, że jest to możliwe. No, to powodzenia Odpowiedz Link
vipavka Re: To aż tak negatywne emocje wzbudzam? 02.08.11, 14:07 Trzymam kciuki, żeby się odmieniło Szczęścia życzę. Odpowiedz Link
jacek1f przestań sie mazajać i ogarnij się:-) Rozumiem 02.08.11, 14:58 że jesteś wolnym człowiekiem, nawet bardzo....(samotny do potęgi). Oderwij sie i zmień miejsce - ze swoim angielskim możesz a całej Azji Wilgotnej uczyć angielskiego i będziesz kochany w koło.... na przykład.... A nam bedziesz podsyłał przepsiy z tajskiej lub wietnamskiej, kambodżańskiej kuchni Moja daleka znajoma w ramach walki z losem podobnym:_0 skończyła ucząc Szoszonów angielskiego w rezerwacie i chyba sobie chwali zmainę. Masz dwie ręce zdrowe i nogi i głowę w miarę i spedzałeś czas targając smieciochy po lotnisku, zatem pluń na to i wszystko lepsze przed Toba. Wolny Człeku. Odpowiedz Link
mysiulek08 Re: przestań sie mazajać i ogarnij się:-) Rozumie 02.08.11, 16:45 Jacek dobrze prawi Tak wiec Krycha nie p....l i nie jecz niczym nastolata, tylko wez cztery litery w garsc ! Odpowiedz Link
edyta95 Re: przestań sie mazajać i ogarnij się:-) Rozumie 02.08.11, 20:35 wolny facet, na dodatek potrafi gotować, toż to skarb. Wracaj człowieku do Polski, miliony kobiet czekają na Ciebie A na serio, jeśli sądzisz że to początki prawdziwej depresji, a nie jakiegoś pierdu pierdu to biegiem do dohtora. Zabić to w zarodku trzeba. Trzymam kciuki i pozdrawiam Odpowiedz Link
krysia2000 Wlasnie kapie twarz... 02.08.11, 20:49 ... w ostatnich dzis promieniach slonca, z ostatniego pietra terminalu spogladam na majaczacy na horyzoncie komin kotlowni pod moim blokiem i powtarzam sobie, ze to nie moja wina, ze sie nie dogadalam z pracownikiem, ten sobie wzial urlop, a ja za niego 60h w tym tygodniu trzepne. Napisze jeszcze raz po powrocie do domu i wyparzeniu wrzatkiem ciala. Z tymi larwami much nigdy nic nie wiadomo... Odpowiedz Link
a74-7 Re: Wlasnie kapie twarz... 02.08.11, 22:39 no to wychodzi 12dziennie i jedenascie na spanie . Przeciez plakalas ze samotnosc ci doskwiera , wiec do chalupy nima poco .... Z drugiej strony na 60 godzin tez istnieje law. Przy twoim wyszczekaniu - ze siem wyraze, nie widze problemu Tydzien w zyciu to pikus. A nauka z "niedogadania sie "- wprost bezcenna. Dawka witaminy d z promieni na lotnisku - zbyt malo na twoje potrzeby. Odpowiedz Link
krysia2000 Re: Wlasnie kapie twarz... 02.08.11, 23:59 a74-7 napisał: > no to wychodzi 12dziennie i jedenascie na spanie . Hehehe... 13 w pracy, godzinka na dojazd, godzinka na ablucje, pół godzinki na śniadanko. Śpię od 6 do 7h. Jak to było w "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?": "Rano się nie golę, bo się ogoliłem wieczorem, śniadanie jadłem na kolację..." Żyję tylko w weekendy, ale nawet wtedy robota nie daje o sobie zapomnieć. Bo trzeba godziny chłopakom wypisać, ułożyć roster na przyszły tydzień i poradzić zastępcy co ma robić, kiedy zadzwoni z jakimś problemem, na których niedomiar nie narzekamy. > Przeciez plakalas ze samotnosc ci doskwiera , wiec do chalupy nima poco .... No i to jest błędne koło. Skoro nawet kot nie płacze z głodu, to nic mnie do domu nie przywołuje. Ale jak cokolwiek sobie przygarnąć na kwadrat, skoro czasu nie ma ostatnio nawet na pornole? ;o) > Z drugiej strony na 60 godzin tez istnieje law. Przy twoim wyszczekaniu - ze si > em wyraze, nie widze problemu Widzisz, za bardzo przejąłem się tą robotą i nie chciałbym jej stracić. Ale powoli oswajam się z myślą, że przecież nie muszę tego robić. W zeszłym tygodniu mój zastępca mnie tak oświecił, a może zamroczył. Rok już pchamy te wózki i wciąż dziadowsko to wygląda. XXI wiek, Celtycki Tygrys i wschodnioeuropejscy frajerzy z agencyjnej łapanki. Dziewięć osób, siedem dni w tygodniu kontra 250 ton syfu miesięcznie. > Dawka witaminy d z promieni na lotnisku - zbyt malo na twoje potrzeby. I tak się pocieszam patrząc czasem na tych otyłych nieszczęśników, którzy cały dzień w pracy spędzają przy komputerze w ciasnych pomieszczeniach biurowych pozbawionych zupełnie dziennego światła. Ja przynajmniej na dworze jestem, ruszam się, zdrowo spalam kalorie, ten teges... Odpowiedz Link
momas Re: wciąż czuję wkurwienie w temacie Krystyny 02.08.11, 21:22 ej Krycha, jak juz przedpisccy napisali - nie popadaj w depreche... wierz mi, czasami trzeba dlugo czekac az w koncu bach i przychodzi. Calkiem niespodziwanie i z zaskoczenia. Poza tym, jak juz pisalam kiedys - cos takiego jak "mala stabilizacja" nie istnieje. To tylko wytwor idiotycznych filmow i reklamy. Zawsze jest troche slonca naprzemian z deszczem i burza... Zejdz na ziemie i pozbadz sie idealistycznego obrazka zwiazku dwojga ludzi Takie cos to tylko w spotach reklamowych.... Odpowiedz Link
krysia2000 Okej 02.08.11, 23:40 Wciąż jeszcze brudna jak nieboskie stworzenie, ale piszę, bo zaraz sobie lunch na jutro przed spankiem upichcę. Dzięki wszystkim za wsparcie - i to mamusine-przytuline i to ojcowskie-otrząście. Po prostu nie mam ostatnio czasu na bycie szczęśliwą tudzież zadowoloną. I jestem zmęczona. I źle odżywiona. Po porannej zwózce całe śniadanie mi się spala, choćbym zdżarła pół kilo twarogu z kubkiem śmietany i 3 łyżkami klonowego syropu; poziom cukru gwałtownie siada, razem z nim nastrój i dopiero wielka paskudna kawa ze skonem i muffinem czekoladowo-pomarańczowym jest mnie w stanie wyrwać ze szponów "depresji". Piszę w cudzysłowiu, bo bardzo nie lubię tego słowa, w które potoczna potoczna psychologia tchnęła złowieszczo chorobliwą atmosferę i jak w worek upchała tyle całkowicie naturalnych stanów duszy, które tak pięknie i dosadnie opisują słowa takie, jak: smutek, zmęczenie, wściekłość, zawód, wkurwienie, bezradność, niezadowolenie, tęsknota, wypalenie. Ja się nie lękam być taka, i co mam głowę do góry podnosić, skoro powała za nisko? Nie dosyć, że współczesny humanizm obarczył człowieka odpowiedzialnością za własny los, to jeszcze ma się winny czuć, że mu nie pasuje gniazdko co sobie uwił? C'mon, guys! Z pewnością poradzicie sobie bez moich grafomańskich tekstów i przepisów. Są o wiele lepsi ode mnie kucharze i jeszcze lepsi pisarze. I też się nieodpłatnie produkują w sieci, nie oczekując poklasku ani sponsorów. Erotica Nova sobie poradziła (hiehiehie!), to i GP przetrwa. Nie mówię, że przestanę gotować, bo jak nie ja, to kto mnie najlepiej nakarmi? Nie twierdzę, że już nigdy nie włączę komputera i nie sprawdzę poczty - zresztą nie mogę, bo moja robota też na prowadzeniu korespondencji i obsłudze komputera polega. Chciałabym, bardzo bym chciała mieć na tyle sporo czasu i sił, aby sobie założyć tego bloga i w stylu ex cathedra prawić kuchenne "mądrości" wyimaginowanym studentkom, lecz niestety to niemożliwe. Jak mawiała moja przedwcześnie zmarła mama, doba musiałaby mieć 48h a ja potrzebować tylko 2h snu. Żałuję, że kolejny mój projekt tradycyjnie zarzucony zostanie gdzieś w drodze, takoż ten blogowy, jak i zawodowy. Bo się jako superwisiorka nie sprawdzam. Pomyliłam superwisiora z supermenem i zamiast jebać moich ludzi, to jebię za nich. Anyway, dość już o tym! Idę się wyszorować i... Zrobię na jutro zapiekane penne z brokułami i włoskimi orzechami w sosie śmietankowo-serowopleśniowym. Ciekawe przepisu niech wyjmą karteczki i notują. Albo ctrl+c, systemowy Notatnik i ctrl+v. Spotrzebowałam: - makaron rurki z odzysku (mam 20 kilo w spiżarce, jakby któraś chciała); - główka brokułowa, czy pęczek, czy kwiatostan, nie wiem jak na to się mówi; - garść orzechów włoskich, posiekanych; - 250ml śmietanki 40%; - niecała łyżka bułki tartej; - sól i pieprz; - 50g Cashel Blue (irlandzki pleśniak o dość miękkim miąższu i łagodnie gorzkawym posmaku). Na garnek i rondelek z trzepaczką. W garnku zagotowałam lekko osoloną i osłodzoną wodę na brokułę. Gdy się zagotowała wrzuciłam parchate zielsko na 5 minut, do półzmięknięcia. W międzyczasie w rondelku zagotowałam śmietankę i cały czas mieszając trzpeaczką odparowywałam do zgęstnienia. Pomogłam sobie przy tym dodatkiem bułki tartej - taki quick-fix lub zasmażka dla leniwych - jak się dobrze zamiesza, to nikt się nie pozna i będzie zachwalał beszamel gładki jak aksamit. Dosmaczyłam solą i pieprzem. Wyłączyłam i co jakiś czas mieszałam, żeby zapobiec kożuchowieniu. Ugotowaną brokułę odłowiłam, a garnka z płyty nie zdjęłam, tylko do tej samej gotującej się wody wrzuciłam makaron. Na 9 minut. Pewnie niedługo się pojawią w sklepach z gadżetami dla najdżeli takie minutniki do makaronu, na wzór tych do jajek. W międzyczasie (kuchmistrzyni nigdy nie ma próżnych rąk, praca w kuchni to przede wszystkim time management - jak każda zresztą praca, z wyjątkiem może nocnej stróżówki, tam się trzeba znać na time killing) różyczki brokuł posiekałam zgrubnodrobno, wymieszałam z orzechami, zalałam sosem. Na koniec wymieszałam z makaronem, nałożyłam do naczyń do zapiekania, na górę położyłam kawałki Cashela, zawinęłam w folię spożywczą i... czekam do jutra. W przerwie na lancz jadę na chatę, włączam piekarnik i tylko spróbujcie mnie powstrzymać! Odpowiedz Link
mysiulek08 Re: Okej 02.08.11, 23:55 Krycha, mnie akurat malo obchodzi, czy Ty blogierka zostaniesz czy nie Blogow raczej nie czytuje. Lecz nie przecze, ze czytajac Ciebie mialam ubaw Tu bardziej chodzi o Ciebie. Czleka Zmeczonego codziennoscia i z tym COS trza zrobic, bo dlugo nie pojedziesz. Zacznij moze od zj...a kilku pracownikow, zwolnienia ktorys (lekko z praca chyba tam u was nie jest i etat szybko sie uzupelni, tylko bron Cie Boze nie zatrudniaj rodakow ) Burza oczyszcza to i owo. I na serio rozwaz to co Jacek napisal, plodozmian dobrze robi i na cialo i na dusze. Akurat ja wiem cos o tym Trzym sie tam! Ja dla odmiany tworze wlasnie zapiekane cukinie ze szpinakiem, ricotta i mozarella na wysciolce z makaronu Odpowiedz Link
mysiulek08 Re: Okej 02.08.11, 23:59 aha, a sniadanie to sobie rob porzadne, chlopskie jak przed mlocka a nie takie tam 'majonezy' w stylu bialego sera ze smietana i syropem klonowym. Zacna jajecznica, tudziez zalewajka uczynia Cie bardziej odporna przy targaniu kublow. Odpowiedz Link
krysia2000 Re: Okej 03.08.11, 00:15 Przeważnie sobie owsiankę robię, czasem omleta strzelę. Takie cięższe, białkowe śniadania rozleniwiają za bardzo, a ja muszę na pełne obroty wskoczyć od razu, bo z rana największy syf jest do ogarnięcia. Potem znowu zastrzyk z węglowodanów (security mówią o mnie "the muffin man") o 11.00 i może po 15.00, jak się nieco uspokoi, jest chwila na dłuższą przerwę i jakieś solidniejsze żarełko. Ale wiesz, jak to na lotnisku z plain food. Drogie, paskudne i dlaczego takie małe porcje? Więc poważniejsze braki w proteinach uzupełniam w dni wolne, albo wieczorami, jak wcześnie skończę i wyskoczę gdzieś do restauracji, lub zrobię sobie sam. Ale to są napaści wilczego apetytu: po trzy, cztery kilo wrzucane na raz: starter, główne danie z dodatkiem, deser, kawa, a w drodze powrotnej jeszcze jakiś naan po drodze, albo ciacho do łapy. I do wtorku wszystko schodzi i na powrót 75. Anyhow, trzymam się! I Wy też się trzymajcie. Odpowiedz Link
ajer2 Re: odezwij 03.08.11, 22:25 się czasem.Powodzenia i optymizmu życzę.Niech wszystkie sprawy ułożą się po Twojej myśli Odpowiedz Link
mam_monka Oj Kryś, Kryś... 04.08.11, 13:51 Kapitalnie to ująłeś: "smutek, zmęczenie, wściekłość, zawód, wkurwienie, bezradność, niezadowolenie, tęsknota, wypalenie". Niedawno miałam dokładnie to samo. Tak strasznie nieszczęśliwa się czułam, że nawet fizyczny ból odczuwałam. Rozumiem Cię doskonale. I ja też "nie lękam być taka". Tylko ja nie chcę być nieszczęśliwa... Mimo wszystko I nie pitol mi tutaj, że znikasz. Proszę woróć. W jakiej tam se chcesz postaci. Ale daj znak życia. Bo my naprawdę się o Ciebie martwimy. A na tapecie mam zdjęcie z Twojego wątku na GP. O z tego: fotoforum.gazeta.pl/72,2,777,127290124,127290124.html Odpowiedz Link
daxter Re: Oj Kryś, Kryś... 04.08.11, 17:53 Oj szkoda , bo jak wielu lubiłam cie czytac mam nadzieje ,ze tylko krótki urolp sobie walniesz od neta i tu wrócisz będziemy czekać Kiedys całowałeś mnie w rączki za pączki A ja Cie całuję mocno za przepis i proporcje chleba na zakwasie bo twoja kombinacja jest "the best" powinienes piec Chleby , bagiety ,paje i inne dobre rzeczy a ręczę ,że kolejka byłaby juz skoro świt a wczesnym rankiem towar wyprzedano Jesteś młody Całe ,życie przed tobą zacznij robic to co lubisz a nuż sie uda Czego życze Ci z całego serca i nie zmieniaj kumo niku taka babka z broda jest jednorazowa i niepowtarzalna Pozdrawiam Daxter Odpowiedz Link
shachar Re: Oj tam 04.08.11, 20:21 nie ma się co zarzekać, nie bądź trudna, jak coś będziesz miała do napisania, to napisz, jak nie będziesz miała, to nie pisz. Tak jak reszta. Take it easy, może być że komuś z piszących tu nogi nie chcą chodzić albo fiut nie staje, daj spokój Krynia. Weź pisz i tyle, co ci tam sie napatoczy. po co zaraz utrefiać w dramatyczne sytuacje. Ja wiem że to głupio brzmi, ale nie koncentruj sie na sobie za bardzo, każdy ma po chuju w pewnym sensie.Trzeba jakoś dojechać do mety, czy nie lepiej w dobrym stylu? Daj coś z siebie, niekoniecznie siłe mięśni, może ci ludzie zaczną pracować inaczej jak poczują że robią to dla ciebie, bo ciebie lubią/szanują nikt nie powiedział ,ze dowodzenie ludzmi jest łatwe. Masz know how jaki taki, nauki społeczne, wiesz zatem jak to się wszystko kręci.Teoretycznie praktycznie widzisz że każdy ma w dupie. no to wykorzystaj jakośte swoje studia, czego Cie tam uczyli o ludziach. Acha, smieci na lotnisku w Dublinie są tak samo fascynujące jak cała reszta, bycie prawnikiem w Ernst &Young, strasznie sławnym piosenkarzem, i pisarzem, Hughem Hefnerem nawet. You got to serve somebody.Najlepiej ma dziad pod kościołem ja nie wiem, może pierniczę jakieś androny niesłychane Odpowiedz Link
qubraq Re: Oj tam 05.08.11, 11:14 shachar napisała: > You got to serve somebody.Najlepiej ma dziad pod kościołem wiesz, kiedyś - w 1976 roku kiedy mnie poslano do Francji na stypendium Pana Prezydenta Valéry Marie René Georges Giscard d'Estaing (1 000 dolarów amerykanskich miesięcznie!) potrafiłem usąść pod kościołem Św. Hermana obok ciemnoskórego chłopaka z Mali (nielegalnego emigranta) i pomagać mu godzinami wykuwając kamieniem dla przechodzących Francuzek takie tam ozdóbki niby afrykańske z wielkiego kłębka drutu srebrnego i wkladac w nie pół szlachetne kamienie - przeważnie agaty i 60 Franków za to do reki dla chłopaka... tak ze jak widzisz pod kościołem nie zawsze musi najlepiej miec dziad... Odpowiedz Link
fettinia Re: wciąż czuję wkurwienie w temacie Krystyny 06.08.11, 09:07 ech Krych vel D..coz-kazdy ma swoje gory i doliny..skopiuje ci cos co juz kiedys pisalam-znalezione na innym forum ***** Było to daleko stąd na pewnej farmie. Któregoś dnia osioł farmera wpadł do głębokiej studni. Zwierzę krzyczało żałośnie godzinami, podczas gdy farmer zastanawiał się, co zrobić. W końcu farmer zdecydował. Zwierzę było stare a studnię i tak trzeba było zasypać. Nie warto było wyciągać z niej osła. Zwołał wszystkich swoich sąsiadów do pomocy. Wzięli łopaty i zaczęli zasypywać studnię śmieciami i ziemią. Z początku osioł zorientował się, co się dzieje i zaczął krzyczeć przerażony. Nagle, ku zdumieniu wszystkich, osioł uspokoił się. Kilka łopat później farmer zajrzał do studni. Zdumiał się tym, co zobaczył. Za każdym razem, gdy kolejna porcja śmieci spadała na ośli grzbiet, ten robił coś niesamowitego. Otrząsał się i wspinał o krok ku górze. W miarę, jak sąsiedzi farmera sypali śmieci i ziemię na zwierzę, ono otrzepywało s ię i wspinało o kolejny k rok. Niebawem wszyscy ze zdumieniem zobaczyli, jak osioł przeskakuje krawędź studni i szczęśliwy, oddala się truchtem! Życie będzie zasypywać cię śmieciami, każdym rodzajem brudów. Sposób, aby wydostać się z dołka, to otrząsnąć się i zrobić krok w górę. Każdy z naszych kłopotów to jeden stopień ku wolności. ****** Odpowiedz Link