sylm8
13.01.08, 00:24
Przeleczyłam swoje rumienie 400 mg doxycykliny przez 8 tygodni. Zakaźnik
wyraził się tak: "ile? - no ta dawka zabiła wszystko". Wg LLDM też leczenie
dobre. Nawet wzięłam krótki puls tini.
Dlaczego? - ze strachu.
Bo muszę być zdrowa, pracować, za dużo ludzi od tego zależy itd.
Nie jestem więc jedną z tych osób, które odkryły w sobie nieleczoną od lat
zaawansowaną boreliozę i nie jestem tez jedną z tych osób, które mają naprawdę
ciężkie objawy infekcji.
Ale niestety objawy rozmaite nadal mam. Z boreliozy? Czy to jeszcze coś
innego, bo przewlekle zmęczona od lat jestem, pracuje bardzo dużo, a i do
posiadania od lat pewnych objawów nerwicowych muszę się przyznać. Czy to to?
Czy tylko ten głupi lęk przed chorobą mnie ściga?
Pamiętam jak byłam kilka lat temu na wakacjach nad morzem i na Jarmarku
Dominikańskim złapała mnie nagle za rękę cyganka "Powróżę Ci, nie będziesz
żałować" - powiedziała. Nie lubię takich wróżb, a może się nawet ich boję -
odmówiłam, ale zanim zdążyłam odejść, cyganka złapała mnie mocniej za rękę,
przyciągnęła, nachyliła do mojej twarzy i powiedziała; "wyglądasz dobrze, ale
w środku masz chorobę... wszystko Ci powiem, jak nie posłuchasz będziesz
żałować.."
Odmówiłam wtedy, najbardziej dyplomatycznie jak mogłam i zapłaciłam prosząc o
niewróżenie.
Dlaczego ? - ze strachu.
Żeby jej nie urazić. Nie wierzę w uroki, ale wygląda na to, że w ten sposób
chciałam się przed nimi zabezpieczyć.
Nie zrobiłam wtedy nic, ale pamiętam, że jeszcze dłuższy czas chodziła mi po
głowie taka myśl - a może by na wszelki wypadek badania jakieś..?
I myślę też- a co by było jakby to samo powiedziała o mojej córce? Czy też
bym nic nie zrobiła?
Ech, nie wierzę w cyganki, ale dziecku badania bym zrobiła. Która kobieta jest
w stanie pozwolić na, choćby tylko prawdopodobieństwo, sytuacji, że dopuściła
do rozwoju choroby u dziecka mając dane na to, że jest choroba, jest coś do
leczenia.
Czemu o tym piszę?
Bo sie boję!
Pomimo tego, ze wiem, ze rozpoznanie stawiane przez internet jest jak
rozpoznanie cyganki, to się boję, bo to by było takie głupie i takie
nieodpowiedzialne zaniedbać chorobę.
A najgorsze, że sama byłbym winna.
Czemu więc się teraz nie leczę?
Bo zdaję sobie sprawę, że jak na razie, w moim przypadku, decyzja byłaby
podyktowana lękiem, a nie pewną diagnozą.
A na dodatek myślę, że tak bardzo bałabym się później te leki przerwać...
Obiecuje sama sobie zacząć się leczyć, jak będę pewna diagnozy. I jeżeli to
sie stanie na pewno napiszę.
A na razie diagnostyka i... zgadnijcie co jeszcze? - Ano, spróbuję wypełniać
zalecenia Dr Burrascano - te poza-antybiotykowe, no i nie wszystkie, bo
ćwiczyć tyle nie dam rady, ale chociaż część.