Dodaj do ulubionych

...gdy odchodzi miłość...

19.02.08, 08:21
...wątek smutny ale nie-beznadziejny...

...co możemy zrobić... wypłakać się do ostatniej łzy i cierpliwie
czekać na tęczę?
Obserwuj wątek
    • ursa.bianka Re: ...gdy odchodzi miłość... 19.02.08, 14:23
      co możemy zrobić gdy odchodzi?
      a dlaczego w ogóle odchodzi?
      są związki trwałe, jedne i jedyne, pracujące i budujące się cały
      czas...:-)
      ale bywa też inaczej...
      czy tak ma być, że spotykamy na swojej drodze różne osoby,
      poznajemy trochę, trochę lepiej, chcemy poznawać dalej albo też nie
      chcemy dalej?
      chyba najtrudniej jest, gdy jedno chce dalej, a drugie rezygnuje...:-
      )
      ale i to podobno jest "po coś" ;-)
      u.
      • elderlane Re: ...gdy odchodzi miłość... 19.02.08, 17:10
        nic więcej nie możemy..tylko tyle.albo aż tyle. przeczekać.przepłakać.tyle ile
        trzeba.ale z nadzieją na to, że to minie.z wiarą że będzie lepiej.z rezygnacją
        też.ale taką powiedziałabym pozytywną.bo wszystko musimy w życiu przyjmować i
        śmiech i łzy i stratę również.bo każda nawet najbardziej bolesne doświadczenie
        życiowe po jakimś czasie może zostać uznane za
        "w rezultacie dobre".
      • z_milo Re: ...gdy odchodzi miłość... 20.02.08, 10:23
        ursa.bianka napisała:
        ...chyba najtrudniej jest, gdy jedno chce dalej, a drugie
        rezygnuje...

        ...z tym że, ten rezygnujący/-a musi pamiętać, że jest
        odpowiedzialny nie tylko za własne uczucia, ale też za te w kimś
        wbudza... ideałem jest więc gdy spróbuje wytłumaczyć swoją
        rezygnację i zrobi to na tyle delikatnie, żeby nie zwiększać jeszcze
        bólu rozstania... przecież, jeśli ktoś odchodzi, to nie neguje nas
        jako człowieka (a tak czasem to wygląda), wygasa w nim gorące
        uczucie, ale nie szacunek do nas...
    • ursa.bianka Re: ...gdy odchodzi miłość... 19.02.08, 22:14
      ja mam jeszcze do nas taką prośbę:
      bądźmy szczerzy, ze sobą, w związkach,
      mówmy o co nam naprawdę chodzi...
      bo później... będzie za późno, niestety
    • ursa.bianka Re: ...gdy odchodzi miłość... 20.02.08, 18:54
      nie rozumiem tego...
      dlaczego niektórzy uciekają? czego się boją?
      czy nie żałują... później - dużo później,
      czy nie chcieliby potem cofnąć czasu?
      i czego się bać, tak naprawdę?
      ;-)
      • ania19610 Re: ...gdy odchodzi miłość... 23.02.08, 20:49
        U mnie sytuacja wyglądała tak: Ktoś mówił mi, że ciepło o mnie myśli, że chce
        być ze mną. Ja na te słowa oburzałam się, twierdziłam, że jest tylko kolegą, że
        za szybko zaczęło komuś tak zależeć na mnie. Osoba ta zaczęła mnie oskarżać o
        chłód względem siebie. stwierdziła, że chce utrzymywać kontakt jedynie
        koleżeński, po czym przestała się ze mną widywać. Kontakt smsowy, który był
        również stopniowo wygasa. Ja po rozstaniu uświadomiłam sobie, że na tej osobie
        bardzo mi zależy, starałam się go o tym przekonać, ale widocznie się nie udało.
        Wiem, czas musi minąć i zapomnę o nim, o swym uczuciu do niego też. ale jak się
        nie winić za to, że kogoś raniłam, odtrącałam bo sobie wmówiłam że to kolega, a
        do kolegi nie czuje się nic oprócz zwykłej sympatii, nie całuje się itp..
        • ursa.bianka Re: ...gdy odchodzi miłość... 05.03.08, 08:04
          hm...
          dziwne to wszystko, ja zupełnie nie rozumiem dlaczego tak się dzieje.
    • ursa.bianka nikt, tylko Ty... 10.03.08, 17:22
      Już nie mów nic na próżno tłumaczyłbyś
      Już rób co chcesz nie ściągaj tak brwi
      Przebaczasz mi nie już nie przebaczyłbyś
      Za dużo już wiesz
      Zresztą za późno
      Nikt tylko Ty
      Nikt inny nie był tak potrzebny
      Kochany złoty cudny srebrny
      Nikt tylko Ty
      Nikt tylko Ty
      Nikt inny mi przez pół godziny
      już potem nie był tak jedyny
      jak Ty tylko Ty
      Po tobie potem znałam wielu
      Wzruszenie widzę w oczach Twych
      ach widzisz drogi przyjacielu
      wciąż szukałam Ciebie w nich
      na próżno
      Nikt tylko Ty
      Gdybyś wtedy wrócić zechciał
      Bo mogłeś wrócić aleś nie chciał
      jak nikt tylko Ty
      A widzisz dziś, dziś inna już sprawa jest
      Na próżno rób złe oczy sprzed lat
      Już tamto grób na grobie już trawa jest
      A w trawie jak kwiat półsmutna piosenka
      Nikt tylko Ty
      Tę piosnkę zawsze Ci śpiewałam
      Mój boże jak ja Cię kochałam
      Nikt tylko Ty
      Nikt tylko Ty
      Ty przecież byłeś dla mnie wszystko
      bóg był daleko Tyś był blisko
      jak nikt tylko Ty
      A potem przyszło życie zwykłe
      i swą robótkę zrobił czas
      wspomnienie coraz bardziej nikłe
      jak książka przeczytana zapomniana
      Nikt tylko Ty
      Ty jeden tylko i nikt inny
      I czas jest tylko temu winny
      Że to już nie Ty

      - - - - - - - - - - - - - - - -
      piosenkę napisał dla Miry Zimińskiej Marian Hemar
    • ursa.bianka nic nie ma. nie ma nic... 10.03.08, 17:42
      Atrybut mężczyzny

      - - -
      chciałem wołać, żeby wróciła, bo wiedziałem, że tysiąc razy
      lepiej jest być z nią niż bez niej. bo być bez Łucji to znaczyłoby
      być absolutnie samotnym
      - - -

      odkąd białe ściany wyznaczają granice czerni i khaki nie wychodzę
      przed dom
      nie patrzę na świeżo skoszoną trawę ani na krawężniki. na przerwy w
      chodnikach
      obwisłe druty i barierki w balkonach

      widzę tylko blok i te kilka skoków które dzielą mój od tego z
      naprzeciwka
      loty trzmieli zderzających się z urwaną rynną i jeszcze ślady
      trzewików

      jakby twoich. myślę o nich. o tobie i rzygam gdy nie umiem już jak
      kiedyś
      leżeć spokojnie i wyobrażać sobie jutrzejszych wystaw sklepowych bez
      twojego odbicia

      ciemnego płaszcza i zwisających nitek. wiem że nie będziesz jak
      byłaś zawsze
      na kręconych schodach gdy patrzyłem z góry. zbiegałaś a ja
      przeliczałem iloma stopniami
      potknięciami można odchodzić

      czerwcową wiosną nie oddając się komuś bez reszty ale bardzo chcąc
      do końca
      nocami znowu wszystko nie ma znaczenia. nic nie ma. nie ma nic przy
      żrącym smrodzie z cygara

      Magda Buraczewska
      • kalahora kochać, jak to łatwo powiedzieć... :) 28.04.08, 11:25
        myślę, że nie ma jednej miłości, nawet w odniesieniu do tego samego adresata. że nie jesteśmy - my ludzie - zdolni kochać równie silnie przez lata aż po grób. albo ma się to szczęście (możliwości, zdolności, chęci etc.) i zakochanie transformuje w to "coś" wsparte na przyjaźni, szacunku, woli powzięcia odpowiedzialności za drugą osobę, "coś" jednoczone przez podobną wizję, wspólny cel, pokrewną fascynację, albo uznajemy, że miłość odeszła ( w domyśle - łączy nas niewiele lub nic). mądrzejsi twierdzą, że w pierwszej fazie kochamy nie tyle partnera/kę co samych siebie; trochę lepszych, bardziej uduchowionych, nagle zdolniejszych do rzeczy o które nie podejrzewalibyśmy siebie w pojedynkę... ale dokąd da się dojechać na samouwielbieniu? :) kochamy też wymyślony ideał partnera, który z czasem nabiera czysto ludzkich, niezbyt atrakcyjnych cech...więc albo w pocie czoła przekuwamy to żelazo w związek, albo mówimy sobie pa pa. zawsze jest żal, bo żal tracić cokolwiek, choćby to były tylko złudne wyobrażenia.

        polecam www.charaktery.eu/artykuly/Milosc-Przyjazn-i/207/Subuje-cie-kochac/
        ---
        lubię myśleć o sobie, że nie daję się zwieść pozorom. cóż, po prostu lubię myśleć... ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka