Dodaj do ulubionych

Piessna moze wyhamuj troche.

04.05.04, 22:36
Watek, byl bardzo kontrowersyjny, ale liczyl dwadziescia cztery wypowiedzi.To
jest forum dyskusyjne, to tak dla przypomnienia.Daj moze doroslym ludziom
porozmawiac przekonac kogos do zmiany , pogladow.
Oddaj ten watekj bo chce kontynuowac dyskusje.
Grzecznie prosze.
Obserwuj wątek
    • wojcd Re: Piessna moze wyhamuj troche. 04.05.04, 22:37
      Aniu
      o jaki watek chodzi?

      Wojciech
    • gini Re: Piessna moze wyhamuj troche. 04.05.04, 22:40
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=396&w=12396850
      Jak Ci sie ewentualnie cos nie podoba, to sie zaloguj jako zwykly forumowicz
      wygas sobie na swoim forum nicki, ktore ci sie nie podobaja i nie czytaj.Nie
      decyduj za mnie co mam czytac i o czym pisac .
      • gini Re: Piessna moze wyhamuj troche. 04.05.04, 22:43
        Przy stacji PKP Gdańsk Stocznia, lato 1981 roku

        EDWARD PAWLAK

        Cicho, sza, korniku,

        cenzor pisze

        o wolności słowa.


        Ryszard Krynicki

        Po wydarzeniach sierpniowych Główny Urząd Kontroli Prasy i Widowisk, zohydzony
        w oczach społeczeństwa, które w większości pierwszy raz dowiedziało się co
        nieco o jego działalności (sławna, paranoiczna "czarna księga cenzury" znana
        była raczej środowiskom twórczym), zatracił dotychczasową pewność siebie, bo tę
        pewność zatraciła również jego matka chrzestna, czyli przewodnia siła narodu -
        PZPR. Na dodatek ustawa o cenzurze wywalczona przez "Solidarność", a
        wprowadzona w życie 1 października 1981 roku, przekreślająca wszelkie zapisy i
        zalecenia, czyli "czarną księgę", poważnie ograniczyła niczym niekontrolowaną
        władzę GUKPiW, tej Orwellowskiej Policji Myśli, w socjalistycznym polskim
        wydaniu.

        Po 13 grudnia normalna, kreślarska praca cenzury została na krótko zastopowana.
        Cenzura po prostu "siadła", i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Nie było
        czego kontrolować, bo środki przekazu - dekretem stanu wojennego -
        też "siadły", nie funkcjonowały także placówki kulturalne (teatry, kabarety,
        muzea itp.). Skupiono się zatem bardziej na pracach porządkowych w instytucji
        niż na działalności merytorycznej, choć - z myślą o zawieszeniu stanu
        wojennego - nie zaniechano czytania pozycji książkowych czy wcześniej złożonych
        przez wydawców miesięczników. Cenzorzy w całym kraju zobowiązani też zostali do
        kontrolowania małej poligrafii, a więc tych placówek, które posiadały maszyny
        drukarskie, powielacze itp. Miały być one odpowiednio zabezpieczone, aby
        nikomu, broń Boże, nie wpadła do głowy bezecna myśl wydrukowania na przykład
        antysocjalistycznej ulotki czy odezwy. Było to dla cenzorów zajęcie paskudne,
        brano ich bowiem najczęściej za smutasów ze "spółdzielni ucho", a tych wałęsały
        się wówczas tysiące.

        Przestała - rzecz jasna - obowiązywać ustawa o cenzurze, a prezes GUKPiW
        Stanisław Kosicki wydał zarządzenie znacznie rozszerzające sposób jej
        interpretowania. Gdy media zaczęto powoli odblokowywać, zapisy zastąpiono
        dyrektywami, ale przez dłuższy czas (do kwietnia) nie wolno było zaznaczać
        miejsc, w których ingerowała cenzura, z powołaniem się (w nawiasie) na
        odpowiedni punkt ustawy. Nie wolno było też odwoływać się od decyzji GUKPiW do
        sądu, a tylko do prezesa przy Mysiej, co raczej nie wróżyło nic dobrego.

        Oto niektóre dyrektywy: nie należy wiązać wydarzeń w naszym kraju z kołami
        syjonistycznymi; nic na temat założonego w ub.r. Komunistycznego Związku
        Młodzieży Polskiej; żadnych przedruków z "Dziennika Bałtyckiego", atakujących
        byłego rzecznika prasowego "Solidarności" Jacka Brunego; żadnych przedruków
        artykułu Alicji Lisieckiej z "Życia Literackiego" "Żywa śmierć, czyli paradoksy
        Ewy Lipskiej"; nic o tzw. kompaniach polowych (brano do nich poborowych nigdzie
        niepracujących i nieuczących się, często z przeszłością kryminalną); nie należy
        publikować poematu Romana Śliwonika "List otwarty"; żadnych informacji,
        artykułów (oprócz krytycznych), klepsydr, zawiadomień o mszach specjalnych z
        okazji rocznicy śmierci Piłsudskiego; nie należy dopuszczać do publikacji
        jakichkolwiek materiałów (oprócz PAP) na temat odwołania Edwarda Skrzypczaka, I
        sekretarza KW PZPR w Poznaniu; nic na temat podwyżek dla dziennikarzy.

        Dyrektyw nie było zbyt wiele (na początku lipca część zlikwidowano), ale
        cenzorzy nie mieli do nich bezpośredniego dostępu, musieli je znać na pamięć.
        Oprócz nich były jeszcze instruktażowe notki informacyjne, też mówiące o tym,
        czego nie wolno. Cenzurowano głównie na wyczucie, na nosa; doświadczenie,
        osobisty "temperament" kontrolera odgrywały zasadniczą rolę. To Marks
        pisał: "Jesteśmy zależni od temperamentu cenzora. Byłoby tak samo
        niesprawiedliwie narzucać cenzorowi temperament, jak pisarzowi styl". A na
        ów "temperament" składał się zarówno zasób wiedzy cenzora, jak i stopień jego
        zaangażowania w to, co robi: jego gorliwość, a także strach przed wpadką zwaną
        przeoczeniem, co zazwyczaj łączyło się z nadmiernym "wyrażaniem obaw", również
        wyrozumiałe podejście do kontrolowanego tekstu, życzliwa, często straceńcza
        próba jego ratowania. Bowiem - jak powiada główny cenzor z filmu
        Marczewskiego "Ucieczka z kina Wolność", grany przez Gajosa: "Cenzurowanie - to
        prawdziwa sztuka". Ale to już temat na inne opowiadanie pod
        tytułem "Psychologia cenzora", które z pewnością jest godne wielkiego pióra.



        Widzisz piessna do kogo dolaczylas?CDN.
        • gini Re: Piessna moze wyhamuj troche. 04.05.04, 22:49
          Boża krówka", czyli eufemizmy

          Postraszona po Sierpniu cenzura musiała w nowej sytuacji wzmóc czujność. Tego
          domagały się władze. "Powinniśmy rozpętać terror moralny przeciw złu" -
          instruował na naradzie redaktorów naczelnych gazet i czasopism Bogdan Jachacz,
          kierownik Wydziału Prasy KC. Zło znajdowało się tylko po jednej stronie; winą
          za zaistniałą sytuację obarczono wichrzycielską "Solidarność" i całą opozycję -
          "politycznych bankrutów".

          GUKPiW szczególnie ostro wkraczał w teksty choćby delikatnie podważające istotę
          stanu wojennego, odwołujące się do wydarzeń sierpniowych, mówiące o
          zdezorientowaniu i przygnębieniu społeczeństwa borykającego się z trudnościami
          dnia codziennego. Zabiegom kosmetycznym nie było końca - słowa oddające
          atmosferę stanu wojennego zastępowano eufemizmami. Na przykład
          zdanie: "Wojskowi objęli stanowiska wojewodów", zamieniono na "Wojskowi zostali
          powołani na...". Zwrot "pozbawiony wolności" przerabiano na "internowany".
          W "Gazecie Krakowskiej", będącej wówczas fuzją "Dziennika Polskiego" i "Echa
          Krakowa", w reportażu z podkrakowskich gmin "Na wsi spokój i przygnębienie"
          słowo "przygnębienie" zamieniono na "zatroskanie". W reportażu D. Kędzierskiej
          w "Polityce" relacjonującym proces Frasyniuka zdanie: "O stanie wojennym
          poinformowali Frasyniuka kolejarze", Główny Urząd zamienił na: "O stanie
          wojennym dowiedział się w pociągu". Niby to samo, a przecież zupełnie inaczej:
          drobna kosmetyka zmieniła sens zdania, chroniąc dobre imię kolejarzy.

          Cenzorskie gry upiększające przywodziły na myśl stary dowcip o cenzorze
          radzieckim, który czytał fragment cenzurowanej właśnie książki: "i nagle przez
          okno wpadła boża krówka". - A cóż to za deistyczne podejście! - wykrzyknął
          cenzor. Skreślił "boża" i zostało: "i nagle przez okno wpadła krówka".

          Środki przekazu (w stanie wojennym nazywano je po cichu "środkami nakazu")
          miały propagować wyświechtany slogan o "harmonijnym rozwoju PRL" - bez
          dramatycznych przełomów, politycznych kryzysów, a zatem bez poznańskiego
          Czerwca '56, polskiego Października, Marca '68, wydarzeń na Wybrzeżu w 1970
          roku itp. W "Ładzie" Maciej Łętowski chciał napisać, że stan wojenny jest
          kolejnym okresem błędów i wypaczeń, po którym nastąpi kolejna odnowa, ale
          cenzura nie dała mu szans. Szans na wznowienie nie miała również
          sztuka "Czerwiec '56", z powodzeniem grana przed 13 grudnia w Teatrze Nowym w
          Poznaniu. Skoro więc Polska Ludowa rozwijała się harmonijnie, według jedynie
          słusznej linii wytyczonej przez partię, GUKPiW nie musiał się wahać, aby w
          miesięczniku "Poezja" zakwestionować wiersz Jana Rybowicza "Plan zajęć na
          świetlaną przyszłość" (w tymże, trzecim numerze nie dopuszczono do druku aż
          czterech jego utworów), w którym autor domagał się opisania lat
          czterdziestych "z całym ich cielęcym zachwytem, brutalną, dziecięcą
          naiwnością", czy lat pięćdziesiątych z "ich bólem i żalem po defloracji".

          Podążając tym tropem, z obiegu wycofano wiele filmów (około 40 tytułów), które
          mogły sugerować, że nie wszystko w tym kraju było takie cacy-cacy, jak to
          chcieli widzieć rządzący: a więc od "Popiołu i diamentu" po "Barwy ochronne"
          i "Człowieka z marmuru", "Przesłuchanie" Bugajskiego o kazamatach bezpieki na
          długo zamknięto w zamrażalniku. Na liście filmów trefnych znalazły się także
          amerykańskie utwory opowiadające o związkach zawodowych ("Niebieskie
          kołnierzyki", "FIST", "Norma Rae", a nawet kontestatorski "Hair"), które mogły
          politycznie źle się kojarzyć. Skasowano odważne węgierskie filmy o stalinizmie,
          m.in. "Ożywcze wiatry", "Vera Angi", "Gospodarz stadniny". GUKPiW nie dopuścił
          do rozpowszechniania kilku filmów dokumentalnych, m.in. "Od Nowy" Marka
          Drążewskiego (o stoczni w okresie "Solidarności") i "Hokus-pokus" Witolda
          Stareckiego, którego bohater - prestidigitator - relacjonując swoje życie,
          mechanizm naboru do partii przyrównuje do manipulacji prestidigitatorskich



          • Re: cenzura
          gini 31.01.2004 16:54 odpowiedz na list odpowiedz cytując


          Kłopoty mieli także - jak zwykle - pisarze. Na przykład Jan Józef Szczepański,
          którego powieść "Kapitan" (chciał ją wydać Znak) nie otrzymała zgody Urzędu
          Kontroli w Krakowie. Powód? Przy okazji opisu losów człowieka zaszczutego na
          śmierć przez mafię związaną z władzą autor - jak można było przeczytać
          w "Informacji o ingerencjach" (stała, wewnętrzna instruktażowa pozycja GUKPiW) -
          wysnuwa uogólnienia, które mają przekonać czytelnika, że system realnego
          socjalizmu w PRL jest utrzymywany dzięki ludziom doszczętnie zdemoralizowanym.
          To właśnie ten system doprowadził ich - w swoim historycznym rozwoju - do
          pełnej degrengolady moralnej. Także sposób widzenia wojny arabsko-izraelskiej -
          jak instruowali cenzorzy z Mysiej - pozostawał w sprzeczności z zasadami naszej
          polityki zagranicznej. W konsekwencji doprowadziło to pisarza do "specyficznego
          widzenia Marca '68".

          Wiele perturbacji było także z Czesławem Miłoszem. W miesięczniku "W drodze"
          GUKPiW zakwestionował przemówienie poety na KUL, w którym sugerował m.in.
          kłamliwość polskiej propagandy, co - zgodnie z wytycznymi - "godziło w
          bezpieczeństwo i ustrój konstytucyjny PRL". Natomiast w Białymstoku tamtejszy
          oddział Krajowej Agencji Wydawniczej nie otrzymał zgody na druk
          publikacji "Czesław Miłosz nad Narwią", na którą złożyły się teksty
          przedstawiające przebieg pobytu laureata Nagrody Nobla w województwie
          łomżyńskim, a także zdjęcia ilustrujące wizytę oraz wybrane utwory Miłosza.
          Bowiem - jak napisano w "Informacji o ingerencjach" - wiodącym problemem była
          sprawa "wygnania": poeta traktuje Polskę jako kraj swojej pierwszej emigracji.
          Pojawił się więc problem krzywdy, jakiej doznał w PRL. Poza tym spośród 72
          zdjęć na 28 eksponowane były znaczki "Solidarności ", najczęściej zdobiące
          marynarkę poety.

          Godzi, wyszydza, poniża

          Niemal każde zdanie czy fragment tekstu zoperowane przez GUKPiW opatrzone były
          groźnym uzasadnieniem: "godzi w bezpieczeństwo państwa", "wyszydza i poniża
          konstytucyjny ustrój PRL". Pod ten ostatni paragraf podciągnięty został nawet
          utwór "Życie przerosło kabaret" (wykonywany przed stanem wojennym, m.in. w
          audycji "60 minut na godzinę") z programu Tadeusza Rossa "Co tak syczy":


          Czy dziś do śmiechu może być powód

          czy jest tu jeszcze coś do odkrycia,

          że ktoś "kolejny wspaniały" znowu

          wyrwał nam ileś lat z życia?

          (...)

          Lecz pożyjemy, lecz zobaczymy,

          znów zaufamy tym, co zaręczą,

          kolejne dzieci znów porodzimy

          niech też się trochę pomęczą.

          (...)

          A kiedy lata przejdą, historia

          tych trudnych pytań zada wam parę,

          czy to co było, to było życie,

          czy to był tylko kabaret.


          Kabaretom w stanie wojennym było szczególnie trudno, jednak miały być one - w
          założeniu władz - wentylem bezpieczeństwa, o czym mógł się przekonać kabaret
          Tey, którego kolejny program "Przedszkole", mimo swojej ostrości, otrzymał
          zgodę na prezentację, z pewnymi uwagami cenzorskimi przy aprobacie poznańskiego
          KW PZPR.

          Od cenzorów wymagano podwójnej czujności, wgryzania się w każde słowo, bo
          przecież wróg nie śpi. Oto na co poważył się wróg w "Dzienniku Bałtyckim" (12 -
          14 lutego). W niewinnym na pozór felietonie "Echa muzyki młodzieżowej - Wracamy
          do płyt, o których się mówi", cenzor gdański nie zauważył (nie był zbyt
          czujny!), że pierwsze litery kolejnych akapitów układają się w popularne
          wówczas hasło: WRONA SKONA. To przeoczenie centrala przy Mysiej opatrzyła
          ostrzegawczym komentarzem: "Przykład ten dowodzi, iż pomimo weryfikacji
          zespołów dziennikarskich mogą być podejmowane próby wykorzystania środków
          masowego przekazu do wrogich działań".

          Zanim zaczniesz ciac droga piessno to moze doksztalc sie troche.
          Ponoc pan Michnik walczyl o wolnosc slowa, jak to wyglada w Twoim wydaniu?



          • gini Re: Piessna moze wyhamuj troche. 04.05.04, 22:54
            Zgodnie z wolą sterników

            Na początku marca 1982 roku odbyła się w KC PZPR narada z redaktorami
            naczelnymi. Sterowanie czy raczej dyrygowanie środkami masowego przekazu w
            dawnym, Łukaszewiczowskim stylu było na porządku dziennym. Dyrektywy medialnych
            sterników - Stefana Olszowskiego i Lesława Tokarskiego - narzucały
            dziennikarzom nie tylko tematykę, która tak naprawdę mało kogo interesowała,
            ale także sam sposób pisania, oczywiście afirmujący wspaniałą rzeczywistość.
            Należało ukazywać kierowniczą rolę PZPR, dyskutować (w ściśle zakreślonych
            ramach) o kształcie nowych związków zawodowych, podkreślać rolę stosunków
            gospodarczych z ZSRR, uderzać w "warcholską" "Solidarność" i tych wszystkich,
            którzy próbują bojkotować stan wojenny. Nie wolno było poddawać krytyce
            telewizji, a także osób, które opowiedziały się za stanem wojennym. Kreślono
            zdania o "wyklaskiwaniu" na scenie Teatru Narodowego, w "Weselu", Janusza
            Kłosińskiego, o barykadowaniu drzwi mieszkania Wojciecha Żukrowskiego jego
            książkami dlatego, że w TVP wychwalał dobrodziejstwa stanu wojennego.

            Bądź własnym cenzorem!

            Po 13 grudnia, nie chcąc narazić się "czynnikom", często szukano w cenzurze
            ratunku. Na przykład w urzędzie poznańskim Federacja Sportu prosiła o
            ocenzurowanie napisów na... pucharach, które miano wręczać zawodnikom.
            Próbowano nawet zgłosić do kontroli mowę pogrzebową, którą dyrektor jakiegoś
            przedsiębiorstwa miał palnąć nad grobem swego pracownika. Byli zawiedzeni, że
            takie sprawy cenzurze nie podlegają. Często także redakcje i wydawnictwa
            sugerowały w przedkładanych do cenzury tekstach politycznie wątpliwe fragmenty.

            Okres stanu wojennego sprzyjał metodzie "im czujniej, im ostrzej, tym lepiej".
            Wszystko przecież mogło być "anty". Nawet anons w rubryce ogłoszeń. Ogłoszenie
            w "Życiu Warszawy": "Szukam uczciwej pracy. Jacek Maziarski, telefon...",
            uznano za poważne przeoczenie cenzorskie. W piśmie prezesa GUKPiW Stanisława
            Kosickiego cenzorzy mogli przeczytać: "Ponieważ ogłoszeniodawcą jest znany
            publicysta, treść nabrała charakteru manifestacji politycznej, wywołując wiele
            niekorzystnych wypowiedzi i komentarzy". Oczywiście na poczekaniu znaleźli się
            dyżurni publicyści, którzy (jak na przykład Brunon Rajca na łamach "Gazety
            Krakowskiej") z jedynie słusznych pozycji zaatakowali Maziarskiego, uważając,
            że jego ogłoszenie to nawet nie prowokacja, lecz "żart trefnisia", któremu w
            stanie wojennym powodzi się doskonale.

            W "Przewodniku Katolickim" usunięto notatkę informującą o chrzcie siódmego
            dziecka Wałęsy z udziałem duchowieństwa, określając ten fakt jako "polityczną
            manifestację". A w pierwszym numerze krakowskiego "Zdania" (zaczęło ono wraz
            z "Tygodnikiem Powszechnym" i "Polityką" przewodzić w ingerencjach)
            zgilotynowano dwa interesujące artykuły Jerzego Surdykowskiego: "Projekt
            porozumienia narodowego", w którym pisał m.in. o tym, że władza musi po stanie
            wojennym pozyskać milczącą większość - nieufną, obojętną, że powinno się
            znaleźć również miejsce dla "Solidarności", oraz "Wydawnictwa niezależne - co
            dalej?", w którym (o zgrozo) domagał się rejestracji niezależnych oficyn
            wydawniczych.

            We wznowionym popularnym serialu radiowym "Matysiakowie" ingerencji dokonano w
            rozmowach bohaterów, dotyczących utrudnień stanu wojennego (przepustki na
            wyjazd do innego miasta, drożyzna, trudności z nabyciem podstawowych towarów,
            przygotowywanie paczki dla internowanego działacza "Solidarności", brak
            perspektyw). W jednym z odcinków było tak wiele cenzorskich wkroczeń, że
            redakcja zmuszona była wycofać go z anteny.

            Stan wojenny pogrzebał publicystykę, reportaż, felieton z prawdziwego
            zdarzenia. Głosić można było jedynie ćwierćprawdy. W zakwestionowanym przez
            GUKPiW w "Przeglądzie Tygodniowym" felietonie "Zwroty" Roman Śliwonik
            pisał: "Społeczeństwo przestaje czytać prasę. A szczególnie tygodniki.
            Większość egzemplarzy gazet i czasopism trafiających do kiosków idzie do
            zwrotu. Do zwrotu idą nie tylko gazety, ale i treści przez nie proponowane. Tak
            powoli społeczeństwo zaczyna zwracać - tak jak każdy zdrowy organizm - rzeczy
            zbędne, niestrawne. (...) Społeczeństwo prasy nie bojkotuje. Społeczeństwo
            prasie nie wierzy. Ma dość myśli uczesanych, instruowania, pouczania, że czarne
            to białe, a białe to czarne".

            Przypomnijmy Dostojewskiego: "Umundurowany temat, umundurowany chwyt,
            umundurowana myśl, umundurowany styl, umundurowana naturalność...".

            Mundurów, zieleni było po 13 grudnia bez liku. Trzeba było je chronić, musiały
            być zdrowe jak rydz. W "Nowinach" (rzeszowskich) zakwestionowano
            ogłoszenie: "Wojskowa Pracownia Psychologiczna w Rzeszowie przy ul. Krakowskiej
            zatrudni psychologa". Zapytajmy: psycholog w wojsku? Czyżby wojsko było chore?
            Ogłoszenie wreszcie puszczono, po usunięciu słowa "wojskowa".




            • Re: cenzura
            gini 31.01.2004 16:56 odpowiedz na list odpowiedz cytując


            vŻadnych skojarzeń!

            Wszystko to, co mogło w jakikolwiek sposób kojarzyć się ze stanem wojennym,
            poddawano cenzorskiej obróbce. Z "Kwartetu" Bogusława Schaffera w Teatrze
            Polskim w Poznaniu - bez ingerencji we wrześniu 1981 roku - podczas weryfikacji
            sztuki w styczniu 1982 usunięto kilka aktualnie brzmiących zwrotów. We
            fragmencie o tłumie proletariuszy i milicjantów wyrżnięto
            określenia: "złowrogie, brutalne twarze" (tychże milicjantów), łagodnie jednak
            traktując ich "badawcze spojrzenia", bo cóż to za milicjant bez srogiego oka.

            W sztuce Nordahle'a Griega "Upadek" (Teatr Powszechny w Warszawie) GUKPiW
            wyeliminował zwroty charakterystyczne dla języka stanu wojennego, m.in. "ład i
            porządek", "konfrontacja", a z wiersza Władysława Broniewskiego "Komuna
            Paryska", włączonego do spektaklu (nie bez politycznego celu, oj ci artyści!),
            m.in. fragment:


            Generale Galliffet, za egzekucje

            Wdzięczność Francji Cię czeka i order

            Generale Galliffet, krew masz na bucie

            Generale Galliffet, cuchniesz mordem!


            Skojarzenie było aż nadto wyraźne. Cenzor musiał przy tym uwzględnić reakcję
            widowni, która w takich momentach i w takim czasie nie pozostałaby z pewnością
            obojętna, nagradzając powyższe strofy brawami.

            Poemat Romana Śliwonika "List otwarty", który zamierzał opublikować "Przegląd
            Tygodniowy" (redakcja sama chyba nie uwierzyła, że to się może ukazać!), miał
            już konkretnego adresata - Wojciecha Jaruzelskiego. Przytoczmy tylko niektóre
            zwrotki:


            Generale Armii

            znam więzienia i wiem

            że pospieszność sądów ludzkich

            powoduje że skazani

            którzy nie mogą pojąć swojej winy

            nie mogą jej w pełni zobaczyć

            w każdej straconej dla życia minucie

            hodują w sobie

            rozpacz

            bunt

            i nienawiść polerowana

            o mroczne ściany nabiera koloru stali

            lecz ostrze może zwrócić w siebie

            i trudno będzie żyć spokojnie

            w Ojczyźnie

            w której co kilka lat

            brat na bracie bierze odwet

            w kraju gdzie wiele śpi ze swoją klęską

            (...)

            lektorzy

            uczą nas publicznie czytać

            chcielibyśmy mieć trochę ulgi

            i móc porozmawiać z całym światem

            niech ten telewizor

            okno naszych wieczorów

            nie ostrzega nas wiecznie Nie grozi

            naprawdę wiele rozumiemy

            i naprawdę mniej się boimy

            niż można nas o to posądzić.


            A oto rysunek zdjęty z "Karuzeli": przy okrągłym stole siedzi generał
            Jaruzelski w mundurze, w ciemnych okularach. Obok dwóch innych Jaruzelskich
            (ale w garniturach) ze zdziwieniem spogląda na siebie. Podpis: "Gen. Jaruzelski
            przyjął na audiencji I sekretarza i premiera".

            "Wojenna" scenka wyingerowana z "Walki Młodych": w pociągu dalekobieżnym pijani
            w dym rezerwiści odśpiewali przed każdym przedziałem znany przebój wszystkich
            peronów i pociągów w PRL o nieco uaktualnionej treści:


            Niech żyje nam rezerwa

            przez szereg długich lat

            gdzie rządzą komuniści

            tam ciągle wódki brak


            Rezerwiści pomstowali też na jakiegoś Wojtka, który im może teraz "naskoczyć".

            O władzy moż
    • wojcd do Admina 04.05.04, 22:42
      To jest chyba pierwszy watek w ktorym pisalem i trafil na osla lawke.
      Dyskusja stala sie powazniejsza i przybrala troche charakter wychowawczy. Dlatego
      dolaczam sie do apelu Gini.

      Wojciech
    • Gość: oak by a way IP: *.rudanet.com / *.rudanet.pl 04.05.04, 23:13
      czy mogę otrzymac odpowiedź co było powodem albo kto był
      mocodawcą "przesiedlenia" tych wątków:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=396&w=12095388&a=12095388
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=396&w=12163333&a=12163333
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=396&w=12146794&a=12146794
      • gini Re: Piessna za co Slonmskiego wycielas?? 04.05.04, 23:20
        zagadka literacka , bedzie nagroda!
        tufeili 20.04.2004 07:36 odpowiedz na list odpowiedz cytując


        „Prócz wstretu budzi jeszcze we mnie gniew, falszywy i nikczemy stosunek
        Zydów do zagadnien narodowych. Naród ten, narzekajacy na szowinizm innych
        ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem swiata. Zydzi, którzy
        skarza sie na brak tolerancji u innych, sa najmniej tolerancyjni. Naród,
        który krzyczy o nienawisci, jaka budzi, sam potrafi najsilniej nienawidziec".


        • gini Re: Przepraszam literowka Slonimski Antoni 04.05.04, 23:22
        • Gość: oak był Zapolski )))) (nt) IP: *.rudanet.com / *.rudanet.pl 04.05.04, 23:26
    • wojcd chyba nic z tego 05.05.04, 00:06
      A wiec pierwszy watek w ktorym pisalem jest na oslej lawce.

      Wojciech

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka