przechrztaimason
13.05.15, 12:01
Rozpatrywałem już sprawę dawno temu i na zimno. III Rzesza nie miała żadnych szans wygrać. Ba, zadziwiające jest, jak zdołała tak daleko zajść. Można to jedynie przypisać indolencji Francji i wsparciu udzielanemu Adolfowi przez Stalina do 1941. I nieudolności operacyjnej Armii Czerwonej w 1941 i później. Przede wszystkim niszczący był brak surowców, zwłaszcza ropy naftowej i metali nieżelaznych, zwłaszcza chromu, manganu i aluminium. Francja, która na wiosnę 1940 produkowała ponad dwukrotnie więcej samolotów i czołgów niż Niemcy, nie licząc innego sprzętu pod niemiecką okupacją nigdy nie produkowała więcej niż 8% tego co przedtem. Dla przykładu w czerwcu 1940 upadająca już Francja samych myśliwców D520 produkowała 10 sztuk dziennie przezbrajając dosłownie w locie Armée de l'Air z samolotów MS406 jakie jeszcze miesiąc wcześniej były podstawową maszyną myśliwską Francji. Dla porównania zakłady Messerschmitta były w stanie wypuścić ledwie dziennie 6 sztuk Bf 109. A jeśli dodać do tego produkcję zakładów Marcel Bloch (MB 153, MB 154 a nawet zdołano zmontować 9 sztuk MB 155) zakłady Arsenal de l'Aéronautique z maszynami VG 33 i VG 50 czy potencjał Caudrone pomijając fiasko jakim był Cyclone 714 to w wypadku przedłużającego się konfliktu Luftwaffe zostałaby starta z powierzchni ziemi. A nie uwzględniliśmy jeszcze wcale niemałego brytyjskiego potencjału lotniczego. Produktów firm Hawker czy Supermarine mam nadzieję nie muszę przedstawiać? I tak po kampanii 1940 roku Luftwaffe nigdy już w pełni nie stanęła na nogi. Do czerwca 1941 nie udało się odbudować stanu liczebnego z wiosny 1940. Jeszcze boleśniejsza była utrata kadr. W momencie rozpoczęcia "Barbarossy" 50% pilotów Luftwaffe to były nieopierzone szczawie z niewielkim nalotem godzinowym i zerowym doświadczeniem bojowym. Jak mające 7 krotną przewagę liczebną Wojennoje Wozdusznyje Siły przegrały w starciu z takim przeciwnikiem pozostaje zagadką. A takie problemy miały Niemcy na wszystkich odcinkach zbrojeniówki. Do 1944 z ledwością uzupełniały straty i wymieniały sprzęt na pierwszej linii nie będąc jednak w stanie znacząco zwiększyć liczebności własnych sił pancernych czy lotniczych. Sytuacja na zapleczu była jeszcze smętniejsza. Pomimo obrabowania całej Europy 70% trakcji wojsk niemieckich to trakcja konna. Nawet ZSRR zdołał zmotoryzować swoją armię przed wojną. Choć "połutorka" GAZ AA to nie jest coś, czym można się głośno chwalić, ale i tak nieskończenie lepsze to niż furmanka. Wehrmacht pod Moskwę dociągnął właściwie głównie dzięki temu, co zdobył na Armii Czerwonej i zarekwirował w kołchozach, sowchozach czy bazach transportu. Co by Adolfy zrobiły bez "Stalińca"? Czy "Woroszyłowca"? Owszem Udział Polski mógł przedłużyć wojnę. Enigmę Brytyjczycy musieliby łamać sami (Amerykanie złamali Enigmę samodzielnie w 1944), brakowało by im pewnych danych wywiadowczych a Niemcy mieliby mniej kłopotów z tranzytem przez Polskę zaopatrzenia. Czy doszłoby do wojny na Zachodzie? Prędzej czy później tak, to było nieuniknione. Hitler na wojnę po prostu musiał pójść, kończyły mu się pieniądze i kolejny rabunek był konieczny III Rzeszy do przeżycia a Zachód nie miał już niczego, czym mógłby ugłaskać Adolfa. Wielka Brytania realnie liczyła się z wybuchem wojny już w 1938, Francja wiedziała, że Niemcy w końcu będą chcieli rewanżu za 1918. Starcie dojrzewało samo. Dlatego Adolf chciał sojuszu z Polską. Zgodnie z Mein Kampf Francja była głównym wrogiem Niemiec, więc na czas starcia z nią dobrze by było gdyby ktoś popilnował niemieckich pleców. Potem można było przystąpić do decydującego starcia o hegemonię ze Stalinem. To starcie też było nieuniknione, dwa pająki w jednym słoju, tylko jeden mógł wyjść żywy. Ale Warszawa dobrze rozważyła za i przeciw. Wbrew obiegowej opinii w MSZ nie siedziała banda idiotów tylko trzeźwo kalkulujący politycy. Więc policzyli, że lepiej wejść do koalicji, z którą Adolf nie miał szans w dłuższym starciu. Doskonale wiedzieli, że w bezpośrednim starciu Polska nie ma szans. Dlatego Polska przyjęła kordonowy układ wojsk który dodatkowo zwiększał przewagę Niemiec, ale wojna od razu toczyła się na pełna skalę i uniemożliwiła koalicjantom na dyplomatyczne uniki, co mogłoby się zdarzyć, gdyby zostano przy pierwotnym planie obrony w trójkącie Narew-Wisła-San pozostawiając Śląsk, Pomorze i Wielkpolske na łup Niemcom. Gdyby natomiast Polska weszła w sojusz z III Rzeszą co byśmy zyskali. Powiedzmy, ze Niemcy faktycznie kontentują się tylko Gdańskiem i eksterytorialną autostradą z linią kolejową na dodatek poprowadzona tak, że nie odcina Polski od morza. I co potem. Na początku fajnie, mamy udział w łupach. Ale potem zaczynają się schody. Front Wschodni zacząłby pożerać coraz większe zasoby ludzkie i materiałowe. Później naloty Bomber Command i 8 Armii Powietrzne USA zamieniłyby polskie miasta w gruzy. Wątpię, czy marszałek Tedder albo generał Spaatz mieli jakieś skrupuły wyznaczając cele do bombardowań dywanowych w Łodzi, Warszawie czy Poznaniu. Później Polska musiałaby stać się prawdziwym wspólnikiem w Holokauście, nie wywinęlibyśmy się od tego. A kiedy Armia Czerwona weszłaby do Polski skala zniszczeń byłaby porównywalna z tą realną. Wojsko Polskie z pewnością broniłoby się zaciekle co spowodowałoby, że skala zniszczeń i strat ludzkich byłaby ogromna. No i na koniec co po wojnie? Granice zachodnie takie, jakie w 1939, może nawet urwano by kawałek Podbeskidzia dla Czechosłowacji. A granica wschodnia? Przy odrobinie szczęścia taka jak między Niemcami a ZSRR w 1940. Albo jeszcze coś Moskwa by sobie urwała. No chyba, że Polska weszłaby, oczywiście z własnej woli, do szczęśliwej rodziny narodów ZSRR, wtedy granice mogłyby być lepsze. A dzisiaj bylibyśmy posowieckim państwem z pełnym kompletem wynikających z tego problemów i obciążeń. Dodatkowo sowiecka okupacja z pewnością byłaby niezwykle brutalna, zachowanie NKWD z lat 1945-47 byłoby marzeniem w porównaniu z tym, co Sowieci wyprawialiby z Polską jako członkiem Osi. Polska na sojuszu Z Berlinem nie zyskałaby nic, a straciła wszystko