Dodaj do ulubionych

Ludność kontynentalnych Chin osiągnie w tym tyg...

IP: *.p.lodz.pl 03.01.05, 16:44
-----hmmmm, duzo ich---------
Obserwuj wątek
    • Gość: sceptyk Re: Ludność kontynentalnych Chin osiągnie w tym t IP: *.freebsd.lublin.pl / *.freebsd.lublin.pl 03.01.05, 18:19
      duzo ale marnej jakości,dzisiejsze Chiny zupełnie nie przypominają tych z czasów
      starożytności kiedy były drugim po Rzymie imperium i tych ze średniowiecza kiedy
      wyprzedzały technologicznie Europę o pareset lat.
      Dzisiaj to zacofany kraj,z paroma wyspekami które żyją na poziomie Korei
      Płd,choć na pewno nie Japonii.
      Te całe gadanie o Chinach jako o potędze opiera się wyłacznie na ich potencjale
      ludzkim,gdy PKB per capita zacznie się zwiększać, koszty produkcji też,a za tym
      pójdzie ich konkurencyjnośc i motor gospodarczy-eksport taniego g....a.
      Ostatnio znajoma pracowała tam,mówiłą że buty znawców marek które u nas kosztują
      po 250-300 złotych tam kosztują po 2 dolary.
      Nie ma się czym przejmować,Europa na pewno się obroni ,co już się powoli dzieje
      w Skandynawii,Francji,czy Szwecji gdzie przybywa urodzeń wśród białych.
      • Gość: you-know-who Re: Ludność kontynentalnych Chin osiągnie w tym t IP: *.astro.su.se 03.01.05, 20:42
        Przykro mi stawiac taka diagnoze, ale jestes ciemny czlowieku. Widac nie
        czytujesz Wall Street Journal, dzilu finansow na Yahoo, czegokolwiek!
        Zacznij wiec moze od "Complete Idiot's guide to Economics", to moze zrozumiesz
        dlaczego nie warto interesowac sie tak przerazajaca Polakow Rosja i jej
        przeszloscia (bo na razie nie ma przyszlosci), a warto pomyslec
        o korzystnym handlu z nowa potega gospodarcza Chin tak, jak o tym juz teraz
        mysla ludzie businessu w Ameryce. Inaczej przezyjesz niemaly szok.
        Jesli dozyjesz tych czasow, za 20 lat zatrudniac cie bedzie Chinczyk, szef
        wielonarodowej spolki, kontrolujacy jej finanse i akcje.
        W tym czasie Europa bedzie sie wciaz "rozwijac" w zawrotnym tempie 2% rocznie,
        a bezrobocie w Polsce spadnie z 19% do 15%.


        • Gość: igor czytam codziennie WSJ (obowiazek a nie zawsze IP: *.detroit-19rh16rt-20rh15rt.mi.dial-access.att.net 03.01.05, 21:06
          przyjemnosc) i chociaz mam naprawde duzo szacunku to nie mam balwochwalczego
          stosunku do jego redakcji lub artykulow. Wielu rzeczy nie dostrzezono w
          przeszlosci. Aby Ci dac przyklad z ostatnich 20 lat : nie przewidziano upadku
          Sowiecji, polaczenia Niemiec, wejscia NATO do Europy Wsch., terroryzmu
          swiatowego, spadku ekspansji gospodarczej Japonii, pekniecia dot.com,
          przegranej Gore'a i spadku dolara. To tylko przyklady najbardziej znanych
          zjawisk. Chiny maja szanse na wybicie sie ale sa rowniez tacy specjalisci (poza
          WSJ) ktorzy widza takie problemy jak nadchodzacy spadek przyrostu ludnosci
          Chin, walke o kobiety jako jedna z przyczyn naopiec spolecznych (w tej chwili
          brakuje 70 milionow dziewczynek dla chlopcow w Chinach), rosnacy dystans
          nmiedzy prowincja a strefami kapitalizmu. konflikt miedzy kapitalistami a
          hierarchia komunistyczna itd. Ja osobiscie sadze, ze moze tam dojsc do krwaej
          rewolucji spolecznej i rozpadu Chin. Nie byloby to wcale dziwne, skoro
          wiekszosc historii Han to raczej wielosc panstw lub paraliz wladzy centralnej
          na rzecz prowincji.
          PS> Czesto widzi sie dynmiczna gospodarke (chinska) ale nie docenia sie
          dynamiki spolecznej, ktora temu zawsze towarzyszyla np. wzrost zarobkow
          robotnika (tu: chinskiego). Bedzie to wplywac na jego aspiracje spoleczne i
          polityczne i oczywiscie konkurencyjnosc towarow chinskich.
          • Gość: Lykos Wywiad z prof. Zapaśnikiem IP: 150.254.85.* 04.01.05, 16:09
            Niestety, zaniedbałem zanotowania linka do "Tygodnika Solidarność". Zapisałem
            go w grudniu 2003 roku (nie 2004), musi więc pochodzić mniej więcej z tego
            okresu. Wywiad przeprowadził Antoni Zambrowski

            - Chiny, tak upokarzane przez obce mocarstwa w XIX i XX wieku, dziś stają się
            mocarstwem światowym. Jakie są tego następstwa?
            - Na koniec ubiegłego roku w wymianie handlowej z Chinami Stany Zjednoczone
            miały deficyt w wysokości 100 mld USD. W chwili obecnej Chiny są także głównym
            dostawcą towarów do Japonii, wyprzedzając pod tym względem Stany Zjednoczone.
            Chiny już są potęgą gospodarczą i można przewidywać, że w ślad za tym pójdzie
            umocnienie ich pozycji w polityce światowej. Ponadto Chiny mogą łatwo
            przekształcić się w potęgę militarną.
            - Z tej prognozy wynika, że dzisiejszy świat jednobiegunowy (z jednym zaledwie
            supermocarstwem światowym) dzięki mocarstwowej pozycji Chin stanie się ponownie
            dwubiegunowy?
            - Tak. Obserwując uważnie działania amerykańskie po 11 września 2001 roku, nie
            mogę oprzeć się wrażeniu, że intencją amerykańską przy otwieraniu nowych
            zagranicznych baz wojskowych jest okrążenie Chin. Co więcej, w manewrach
            sztabowych sił zbrojnych USA ćwiczono obronę Syberii przed najazdem anonimowego
            sąsiada z południa.
            - Bez podawania nazwy sąsiada?
            - Bez nazwy. Powiem panu, że tym faktem przekształcania się Chin w potęgę
            światową czuję się zaniepokojony.
            - Dlaczego?
            - Boję się, że Chińczycy będą traktować Europejczyków zgodnie z tym, jak
            zachowały się przed laty mocarstwa zachodnie w stosunku do nich. Trzeba bowiem
            przyznać, że Europejczycy zachowali się wobec Chińczyków jak barbarzyńcy. A w
            kulturze chińskiej barbarzyńca to był synonim człowieka, który jest niemoralny.
            Ten sam termin i heroglif oznaczał zarówno barbarzyńcę, jak i przestępcę
            kryminalnego. Nie da się ukryć, że motywy, jakimi Europejczycy kierowali się w
            podboju Chin w XIX stuleciu, były jak najbardziej godne potępienia. Chodziło o
            otwarcie dostępu do opium wytwarzanego w koloniach brytyjskich na rynek
            cesarstwa chińskiego.

            - W latach 20. ubiegłego stulecia w zarządzanej przez Brytyjczyków
            międzynarodowej dzielnicy Szanghaju przy wejściu do ogrodu miejskiego widniał
            napis: "Psom i Chińczykom wstęp wzbroniony". Ileż to arogancji ze strony
            okupantów i zarazem jakie upokorzenie dla narodu o tak starej kulturze! A mimo
            to dzisiejsza młodzież chińska masowo nosi dżinsy i tańczy zachodnie tańce.
            - Ze znanych mi badań wynika że 95 procent studentów chińskich, którzy chodzą w
            dżinsach i uwielbiają muzykę rockową, ma nieprzyjazny stosunek do Zachodu.
            Kultura chińska jest przeciwstawiana kulturze Zachodu. Można żywić się w barze
            MacDonalda (w samym Pekinie było w ubiegłym roku ponad 150 restauracji tej
            firmy), a jednocześnie źle oceniać społeczeństwo i państwo, z którego bar się
            wywodzi.
            - Mnie to przypomina postawę ludzi w innym wielkim kraju, karmionym przez
            długie lata komunistyczną ideologią konfrontacji z USA - w Rosji. W Chinach są
            to przeżytki epoki przewodniczącego Mao, zwłaszcza doby rewolucji kulturalnej.
            Na szczęście tow. Deng Xiaoping otworzył Chiny dla zagranicznych inwestorów.
            Dzięki temu Chiny przeżywają boom gospodarczy.
            - To się wyraża przede wszystkim w polityce ułatwiającej inwestycje zagraniczne
            w Chinach. Władze chińskie prowadzą politykę konsekwentnego zachęcania obcych
            inwestorów do inwestowania w ich kraju. Dlatego Chiny przez ostatnie lata
            zajmowały II miejsce na światowej liście bezpośrednich odbiorców inwestycji
            zagranicznych. Prawdopodobnie wyprzedziły już Stany Zjednoczone pod tym
            względem. Poza tym Chiny wykonują różne prozachodnie gesty dyplomatyczne. M.in.
            rozpoczęły dialog z NATO i prawdopodobnie będą chciały zostać członkiem tej
            organizacji.

            • Gość: Lykos Re: Wywiad z prof. Zapaśnikiem c.d. IP: 150.254.85.* 04.01.05, 16:11
              Obawia się pan trudności w kontaktach Chin z Zachodem, wynikających z różnic
              kulturowych, wręcz różnic w mentalności. W czym się one wyrażają?
              - Choćby w tym, co określamy jako korupcję. Dla przykładu: kiedy Jiang Zemin
              został sekretarzem generalnym KC KPCh i następcą komunistycznego patriarchy
              Denga Xiaopinga, był identyfikowany przez społeczeństwo chińskie jako członek
              Dengowego kuang si,czyli grona osób, które się wzajemnie popierają. W
              społeczeństwie azjatyckim, a nie tylko chińskim, są to osoby, z którymi
              człowiek czuje się związany przez całe swoje życie. Członek kuang si dosłownie
              przez całe swe życie działa na rzecz tego, ażeby te więzi utrzymywać i
              zacieśniać. Tę grupę się dziedziczy po rodzicach, ponieważ w pierwszym rzędzie
              są to przyjaciele rodziców. Dalej są to osoby, któreśmy poznali, mieszkając na
              określonej ulicy i w określonej dzielnicy miasta, chodząc do określonej szkoły,
              słuchając wykładów na określonym kierunku studiów określonego uniwersytetu.
              Później nawiązujemy kontakty w miejscu pracy. Związki z tym gronem kultywuje
              Chińczyk przez całe swoje życie i bardzo usilnie na to pracuje. Jednym z
              objawów kuang si, odbieranym przez Europejczyków jako korupcja, jest założona w
              tym systemie wymiana darów. Ci ludzie nieustannie się obdarowują.
              - Wzajemne popieranie się w Europie jest zwalczane jako sitwa lub klika.
              - Natomiast w Azji jest to instytucja kulturowa mocno zakorzeniona w
              tamtejszych obyczajach.
              - W Europie też tak niegdyś było. U nas się żartowało, że kumoterstwo jest
              ostatnim ludzkim uczuciem w drodze do socjalizmu.
              - Kuang si jest nieporównywalne z naszym kumoterstwem. To zjawisko znacznie
              trwalsze i rozleglejsze.
              - I jakie mogą być konsekwencje społeczne tych układów, niewyobrażalne w
              Europie?
              - Odpowiem panu przykładem. Nie wiadomo naprawdę, ilu jest Chińczyków.
              Niezależnie od większej lub mniejszej wiarygodności spisów ludności lub stałej
              jej ewidencji, powinniśmy uwzględnić istnienie ludzi, rzekłbym, nielegalnych.
              Chodzi o to, że przepisy zabraniają posiadania ponadnormatywnych dzieci, ale
              ich przecież się nie zabija. Nikt nie każe rodzicom tego czynić.
              - W starożytnych Chinach topiono niemowlęta płci żeńskiej niczym u nas zbędne
              kocięta.
              - Zdarzały się takie przypadki, ale częściej dziewczynki sprzedawano innym
              rodzinom. Po co topić, kiedy można sprzedać. Z tego, co wiem, nadal istnieje w
              Chinach handel dziewczynkami, oczywiście już nie na taką skalę, jak w
              starożytności. Zdarza się to oczywiście na marginesach społeczeństwa.
              - Z tego, co pan mówi, wynika, że Chińczycy nie zabijają ponadnormatywnych
              dzieci, jak to ze zgrozą donosiła prasa europejska?
              - Te dzieci żyją, nie korzystając ze świadczeń, które przysługują dzieciom
              legalnym. I jako obywatele egzystują poza ewidencją. Dlatego można wnioskować,
              że Chińczyków jest więcej o 300 lub nawet 500 milionów ponad to, co podają
              urzędowe statystyki. Według urzędowych danych jest ich 1.260 mln, ale być może
              trzeba do tego dodać jeszcze ze 300 mln osób. Nikt tego nie wie, ponieważ nikt
              nie jest w stanie tego policzyć.
              - W naszych oczach Chiny to jednolite społeczeństwo i państwo...
              - Chińczycy nie tylko posługują się różnymi językami, ale mają różne obyczaje i
              różne tradycje. Chiny pozostają nadal luźną konfederacją 31 prowincji.
              Wypracowanie czegoś takiego, jak pojęcie wspólnego interesu narodowego czy
              państwowego w ich społeczeństwie, jest bardzo trudne. Władze państwowe
              podejmują inicjatywy tego typu, ale są to zabiegi propagandowe, które my
              odbieramy jako nacjonalistyczne. Poszczególne prowincje Chin rywalizują ze sobą
              i konflikty pomiędzy nimi mogą prowadzić nawet do wzajemnej wrogości. Znam
              wypadki, kiedy władze prowincji pod pretekstem ochrony konsumenta i walki o
              jakość wyrobów zabraniały przedsiębiorstwom handlowym zakupu towarów u
              przedsiębiorstw mieszczących się na terenie prowincji, z którymi rywalizują.
              Coś na kształt wojen handlowych pomiędzy prowincjami.
              - Zupełnie jak w Rosji jelcynowskiej, gdzie poszczególni gubernatorzy
              zabraniali w warunkach trudności zaopatrzeniowych zakupu towarów deficytowych w
              swoim obwodzie handlowcom z obwodu sąsiedniego.
              - W Chinach sytuacja była znacznie poważniejsza. W tradycji chińskiej nie
              istniały granice administracyjne prowincji. Kiedy w ChRL rozpoczęła się
              industrializacja, rozpoczęły się konflikty pomiędzy prowincjami, ponieważ
              przedsiębiorstwa przemysłowe z jednej prowincji wydobywały sobie surowce na
              terenie innej prowincji. Prowadziło to do konfliktów pomiędzy władzami tych
              prowincji, a nawet do działań zbrojnych toczonych z udziałem wojska. Do roku
              1996, według informacji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych ChRL, zanotowano tysiąc
              takich konfliktów.
              • Gość: Lykos Re: Wywiad z prof. Zapaśnikiem c.d. IP: 150.254.85.* 04.01.05, 16:15
                Czy to się działo za rządów Mao Tsetunga w czasie rewolucji kulturalnej?
                - Nie, teraz, to znaczy od chwili rozpoczęcia reform Denga. A zatem od 1979
                roku do roku 1996 było aż 1000 konfliktów wewnątrz Chin. Niech pan doda do tego
                jeszcze jeden czynnik - strukturę rodową chińskiego społeczeństwa. Czy pan wie,
                że tam się zdarzają po dziś dzień walki zbrojne pomiędzy zwaśnionymi rodami?
                - Policja nie interweniuje?
                - Znamy tylko przypadki, w których policja interweniowała. Siłą, która spaja 31
                prowincji w jednolite państwo, jest wojsko. Ale wojsko miało własne
                przedsiębiorstwa, służące jego finansowaniu. Były to hotele, domy gry,
                słyszałem nawet o domach publicznych. Dla wojska pracują też zakłady przemysłu
                zbrojeniowego, zakłady chemiczne i huty. Takich przedsiębiorstw stanowiących
                własność wojska było w Chinach dotychczas blisko 16 tysięcy.
                - Czy wojsko chińskie jest zawodowe?
                - Zawodowa jest kadra, zaś żołnierze są z poboru. Oczywiście to kadra korzysta
                z dochodów tych przedsiębiorstw. Czytałem raport wywiadu amerykańskiego
                zakończony konkluzją, iż siłą spajającą państwo chińskie w jedną całość jest
                wojsko, ale można uwzględniać działanie tego czynnika jako integrującego
                jedynie przez najbliższe 15 lat. (Raport był opracowany w roku 1993 ). Chodzi o
                to, że generalicja poprzez działalność przedsiębiorczą wchodzi w bliskie
                związki z miejscowymi triadami przestępczymi. Triady mają strukturę rodową,
                toteż bliższe stają się generałom interesy lokalne niż powiązania z władzą
                centralną. W ten sposób wojsko może się stać czynnikiem dezintegracji państwa
                chińskiego.

                - A zatem siła trzymająca dotychczas Chiny w karbach i odpowiedzialna za krwawą
                masakrę młodzieży studenckiej na placu Niebiańskiego Spokoju w Pekinie w roku
                1989 sama może być źródłem dezintegracji państwa. Jedyny ratunek w
                demokratyzacji, której komuniści się boją.
                - To nie znaczy, że demokratyzacja nie jest przeprowadzana. Tyle że ewolucja, z
                ostrożności, jest bardzo powolna. Zaczęto od przywrócenia instytucji samorządu
                lokalnego na wsiach, zlikwidowanej za rządów przewodniczącego Mao. Trzeba
                zdawać sobie sprawę z doniosłości tego kroku i roli jaką samorząd odgrywa w
                życiu przeciętnego Chińczyka. Czytałem relacje różnych instytucji zachodnich o
                wyborach do władz samorządowych, przeprowadzanych za pieniądze fundacji
                amerykańskich. Wydatkując swe środki, fundacje te nadzorowały w związku z tym
                przebieg wyborów lokalnych w całych Chinach. Oczywiście starały się
                skontrolować jak najwięcej miejsc.
                - I były to uczciwe wybory?
                - Miały typowy dla Azji charakter, gdyż to starszyzna rodowa zgodnie ze
                zwyczajem ustalała, kto z kandydatów ma prawo ubiegać się o wybór. W wyniku
                wyborów ponad 90 proc. przewodniczących miejscowych samorządów nie było
                członkami partii komunistycznej. W kilku wypadkach trzeba było wybory
                powtórzyć, gdyż za pierwszym razem wybrano do władz miejscowych znanych
                dysydentów, czyli zwolenników opozycji demokratycznej. Co więcej, takie
                eksperymenty wyborcze zaczęto przeprowadzać w dzielnicach miejskich.
                Demokratyzacja wkracza również do partii komunistycznej: w wyborach do władz
                partyjnych można ostatnio zgłaszać kandydatów z sali. To już nie jest tak, że
                się przynosi listę kandydatów w teczce. Zgłoszeni kandydaci mają prawo
                wypowiadania się w dyskusji przedwyborczej i ich wypowiedzi bywają nieraz mocno
                krytyczne wobec władz. Oczywiście ci kandydaci z reguły przepadają w wyborach,
                albowiem członkowie partii nie lubią skrajności. Ale ci kandydaci nie znikają
                po wyjściu z sali konferencyjnej, lecz dalej istnieją w swoich miejscach pracy.
                Atmosfera zatem wciąż się zmienia. Prasa chińska podaje wyniki głosowania,
                które odbiegają od dawnych standardów 99,9 %. Prasa jest zachęcana przez
                instancje partyjne do demaskowania korupcji miejscowych kacyków. Przygotowywane
                są dalsze innowacje społeczno-polityczne, ale z pewnością będą one wdrażane
                powoli i z zachowaniem wszelkiej ostrożności.

                • Gość: Lykos Re: Wywiad z prof. Zapaśnikiem addendum IP: 150.254.85.* 04.01.05, 16:19
                  Wywiad nosi tytuł "Chińska droga do potęgi". Prof. Zapaśnik ma na imię
                  Stanisław.
                  • Gość: Lykos Zamiast komentarza IP: 150.254.85.* 04.01.05, 16:25
                    Cały wywiad jest fascynujący, ale chciałbym zwrócić Państwa uwagę przede
                    wszystkim na ustęp mówiący o 300 lub może nawet 500 milionach "nielegalnych
                    Chińczyków".

                    Czyli te 1.3 mld to liczba Chińczyków legalnych. Ilu ich jest w istocie, nie
                    wie nawet chińska SB.
    • Gość: PODROZNIK Napis na lotnisku w Hongkongu :))) IP: 5.5R* / *.ym.rnc.net.cable.rogers.com 04.01.05, 01:23
      Whenever you go...
      whatever you do...
      remember to take,
      a condom with you !
    • toja3003 Ludność może i coś osiągnie ale tu chyba 04.01.05, 15:06
      chodziło o to, że "liczba ludności..."
      polska język - trudna język.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka