Gość: Alik
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
26.12.02, 14:07
Fredzio54 jest owocem pośpiesznego stosunku na stojąco, odbytego na zapleczu
manufaktury wyrabiającej szczotki w getcie warszawskim. Jego matką była
żydowska prostytutka, często odwiedzająca esesmańskie wachy strzegące getta,
a ojcem policjant żydowski, z lubością pałujący pętających się ziomków i
zaganiający ich kopniakami na rampę w celu ekspedycji do Auschwitz. Zapłatą
był dodatkowy wytrysk spermy, zaaplikowany mamusi w buzię, jako namiastka
śniadania. Po matce odziedziczył kurewski charakter, po ojcu – skłonności do
sadyzmu, a nikczemny wzrost po najmniejszym esesmanie wachy, znanym wśród
żydowskich prostytutek jako Klein Schulze. Powity w ciemnościach publicznego
wychodka, został wywieziony na stronę aryjską w cysternie z ekstrementami. Do
dziś odbija mu się gównem.
Przygarnięty przez polską rodzinę, został ochrzczony jako Fredek (chrzest
jednak się nie przyjął). Ratując jego podłe życie, Polacy w jego mniemaniu
zasłużyli na pogardę i nienawiść – typowy syndrom uratowanej ofiary wobec
wybawcy.
Jego kariera zawodowa jest niewarta wzmianki – typowy przykład komuszego
apartczyka, przepychającego się przez życie aktywnością w SB, a po godzinach
pisaniem donosów na kolegów. Wyśmiewany za swój pokraczny wygląd (wzrost =
metr krawiecki, chód kraba, obfite owłosienie - zwłaszcza na rękach, w nosie
i uszach, gigantyczny nochal, wywinięta dolna warga, smutny, przekrwiony
wzrok) w wieku 35 lat doszedł do wniosku, że jednak jest Żydem, tak jak
sugerowało mu to nieustannie jego otoczenie. Dokonał rytualnego obrzezania i
wyrzucił kotlet schabowy i golonkę ze swojego jadłospisu.
Zweryfikowany negatywnie przez władze III RP, został zagospodarowany przez
gminę żydowską, która znalazła dla niego zadanie – prowokowanie i rozbudzanie
antysemityzmu w Polsce. Z uwagi na jego odrażającą aparycję, Internet okazał
się idealnym wynalazkiem, zapewniającym mu całkowitą anonimowość.
Dziś Fredzio54, dobiegający 60-tki, siedzi przed gminnym komputerem, i z
satysfakcją godną swego żydowskiego ziomka Jerzego Urbana, miota obelgi,
wyzwiska i prowokacje pod adresem Polaków. Na głowie mycka przypięta
spinaczem, wokół walają się główki od śledzi i łupiny czosnku. W zapamiętaniu
czasem zapomina się wyknocić, więc wali pod siebie. Ten smród inspiruje go do
dalszych ciekawych sformułowań na temat Polaków i ... Palestyńczyków. Z
nochala wisi mu nieustannie glut skapujący na klawiaturę (stąd czasem krótkie
przerwy w wysyłaniu postów). Wokół na betonowej podłodze – rozliczne judaica
(jedyne książki jakie posiada) i roczniki koszernej „Gazety Wyborczej”.
Fredzio54 był i jest obojętny seksualnie, chociaż kilka razy w młodości dał
się wydymać pedałom w celu wciągnięcia ich na tajnych współpracowników.
Jedyny orgazm jaki przeżywa, to codzienne walenie konia w swoim sraczu, ze
wzrokiem utkwionym w gwiazdę Dawida. Tylko ten obrazek powoduje u niego
(częściową) erekcję.