zejman1
30.10.06, 11:21
sydsvenskan.se/varlden/article192951.ece
Znowu wybuchla bomba w dzielnicy kontrolowanej przez dzielnych wojakow al-
Sadra. Dzielny przywodca broni sie tylko(jak jego bracia w Libanie) przeciw
innym muzulmanow sunnickiego "obrzadku". Ci nie popieraja Amerykanow ale maja
cos przeciw szyitom dlatego tez, od czasu do czasu, podkladaja im bomby.
A szyici gina.I sunnici gina. W ostatnim zamachu zginelo az 29 szyitow.Cale
szczescie, bo w czerwcu-gdy bomba wybuchla na placu targowym-zginelo ich 60-
ciu.
Nasuwa sie jakas paralela z Algieria gdzie cywilni ludzie(i co straszne-
muzulmanie) tez gineli z rak innych muzulmanow.W Iraku daleko jeszcze do
algierskiej cyfry ok.200.000 tysiecy.Mamy szczera nadzieje, ze cyfry w Iraku
sie tylko przybliza do tej granicy ale jej nie przekrocza.Ale kto wie? Moze
przekrocza? Nie cieszy mnie to, rzecz jasna, ale musze zaakceptowac fakt, ze
sa to sprawy wewnetrzne muzulmanow a te nie chce sie wtracac i innym odradzam.
Nie rozumiem tylko, ze irackie wojska nie wykazaly takiego swietego zapalu w
walce z amerykanskim agresorem i wojskami krzyzowcow.
Szef ochraniarzy marionetkowych, al-Maliki twierdzi, ze sobie poradzi z
islamskimi wojakami ale musi miec wiecej broni dla policji i musi dzialac
bardziej samodzielnie.
Cyfry zabitych oraz dane gdzie sie zamach odbyl sa z notatki szwedzkiej-
kladac reke na Sw. Ewanagelie przysiegam, ze nic nie przekrecilem.
(Z)