absurd
19.02.07, 22:10
Zachodzę w głowę, skąd się bierze wśród polskiego pospólstwa tylu zwolenników
rosyjskiej (albo niemieckiej) racji stanu. Dlaczego we własnym narodzie mamy
tylu kołtunów, którzy chcieliby Polskę marginalizować, pomniejszać,
sprowadzać
do roli posłusznych wykonawców woli wrogich nam sąsiadów. Wrogich oficjalnie
bądź nieoficjalnie albo - jeśli kto woli - dawniej lub obecnie. Jakie względy
przemawiają za tym, żeby bardziej liczyć się z tym, co jest w interesie Rosji
czy Niemiec, niż własnego kraju?
Polski plebs chętnie wiesza psy na Amerykanach, wytykając im to Jałtę, to
Irak,
nieliczenie się z polskimi interesami, ba, wykorzystywanie wszystkich (w tym
Polski) dla własnych, jakże ciemnych celów.
Ale ten ciemny ludek zapomina, że to w dużej mierze dzięki poparciu USA i ich
prezydenta Wilsona odzyskaliśmy niepodległość w 1918, że to Amerykanie dali
Szkopom łupnia w obu wojnach światowych, że to w dużej mierze także dzięki
polityce prezydenta USA Reagana ponownie możemy cieszyć się wolnością, że to
te
okropne Stany Zjednoczone Ameryki zmusiły Niemcy do jednoznacznego uznania
naszej granicy zachodniej, bo Helmut Kapusta wcale się ku temu nie kwapił. Ja
się pytam, który kraj był kiedykolwiek bardziej fair wobec Polski niż USA?
Francja za Napoleona albo ze swoją śmieszną wojną w 1939? Może Anglia która w
1918 była nam bardzo nieprzychylna, a w 1939 także zawiodła? Kto? Bo innych
nie widzę.
Ta antyamerykańska mierzwa w Polsce albo nie zna historii świata i własnego
kraju, albo nie ma poczucia przynależności narodowej (jak chłopstwo w XIII
wieku), a co za tym idzie - żadnego poczucia odpowiedzialności. Bo mierzwie
jest wszystko jedno - byle jej się dobrze działo, choćby i pod obcym butem.
A może ja się mylę? Może to kwestia mody na antyamerykańskość? Albo chęć
dokopania najsilniejszemu? Pomijam tu przypadki
genetycznego już chyba kontestatorstwa albo germano- czy rusofilstwa.