skun0
26.08.13, 18:40
Witam
W sobotę rano miałem wypadek motocyklem. Ja jechałem motocyklem (teren zabudowany (50)) dojechałem do kolumny samochodów upewniłem się czy nic nie jedzie z naprzeciwka, włączyłem kierunkowskaz i zacząłem manewr wyprzedania. Jechały cztery lub pięć aut, prowadzący kolumnę jechał z przyczepką. Wyprzedziłem dwa lub trzy samochody i nagle zobaczyłem kierunek w lewo i samochód który zaczął skręcać w lewo na posesje. Nie miałem możliwości wyhamowania, chciałem obejść go z lewej ale nie dało rady uderzyłem w jego lewe koło motocykl znalazł się w rowie tak jak ja, tyle że ja leżałem dalej. Po wypadku nie widziałem ani motocykla ani samochodu ponieważ ludzie nie dali mi wyjść z rowu. Policjant w szpitalu powiedział mi że mają 2 światków jak zacząłem wyprzedzać, ja powiedziałem mu że tam nie ma zakazu wyprzedania, on coś pomruczał i powiedział że są linie ciągłe i że szybko jechałem. Trochę mnie zgasił i zapytał się czy przyjmuje mandat? Ja spięty przy lekarzu nie chciałem się już kłócić i powiedziałem "niech będzie"( 300zł 6 pkt). Gdy wracałem ze szpitala przypatrzyłem się drodze gdzie miał miejsce wypadek i akurat tam gdzie wyprzedałem jest linia przerywana. Mówili jeszcze że żebym jechał wolno to bym wyhamował, ja im na to że przy wyprzedzaniu przecież mam prawo przyspieszyć, to się tylko głupio śmieli.
Pytanie moje czy mam jakieś szanse gdy bym się odwołał do mandatu i skierował sprawę do sądu, czy jest w ogóle sens. On jechał z przyczepką podobno w kiepskim stanie, kolega mówił że nie wie czy miał w niej w ogóle jakieś światła. Ja natomiast nie miałem przeglądu, ale to chyba nie istotne.
Czy mogę gdzieś zobaczyć jego zeznania? Nie miałem żadnej możliwości obronienia się, mógł na ściemniać im co chciał.
Jak by mógł ktoś odpisać ogarnięty w temacie był bym bardzo wdzięczny!
Pozdrawiam!!