Dodaj do ulubionych

Lizbona - Dakar 2007 relacja z rajdu

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.07, 14:22
No i poszły konie po betonie (piochu)
dziś odbył się pierwszy i od razu bardzo trudny jak sie okazało etap tego
najtrudniejszego rajdu na świecie. Mam pierwsze oficjalne wyniki po etapie
Lizbona - Portimao ( 495km)

Jacek Czachor 32 miejsce
Marek Dąbrowski 35 miejsce
Jarek Cisak 154 miejsce

1 koty za płoty !!

dalej będzie to wyglądać tak

farm1.static.flickr.com/129/347670317_ddea21bcee_o.jpg
Obserwuj wątek
    • Gość: brembo Re: Lizbona - Dakar 2007 relacja z rajdu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.07, 15:28
      link do przygotowań naszych do rajdu

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=508&w=53554359&a=53554359

      prezentacja z poprzednich lat


      video.google.pl/videoplay?docid=-2515197510156394237


      strona z klasyfikacjami w 2007


      www.dakar.com/2007/DAK/LIVE/us/100/classement/CGM.html#
      niestety w Polskim necie nic nie ma.. :(

    • Gość: nyorker hero_es IP: *.dyn.optonline.net 07.01.07, 04:42
      ledwie dwa dni temu dokonczylem ogladania 'race to dakar' (2006). wszystko jakby
      kolejne epizody lwr. mam na mysli ledwie koncepcje, bo cala reszta - po
      odsaczeniu sieczki producenckiej lwr - powala. czarli wciaz narzeka, czyli
      kontynuuje koncepcje nadmuchanych dramatow i rozterek, ktore doskwieraly
      iuanowi. narzeka, ale jedzie. w portugalii jeszcze, startujac z numerem
      startowym z glebi drugiej setki dojezdza w osmej dziesiatce. czyli niezle, a
      wrecz calkiem dobrze. ujecia z kamery na kaskach czynily sens w lwr, a w rtd
      staja sie kwintesencja relacji. wciaz w portugalii czarli szaleje i wszystko co
      widac to konkurenci lykani przez czarliego. aniolki czarliego - czyli sajmon i
      mat - sa nawet lepsi, a o cale niebo lepsi od biednego iuana z lwr. to
      zwyczajnie kawal hardcorowych motocyklistow. nie sa ci bozyszcze z fabrycznego
      czuba, ale wciaz motocyklisci z kategorii 'forumowicz x 100'. w afryce czarliemu
      juz idzie gorzej i wolniej, ale jedzie skubany. i wciaz narzeka i jeczy.
      przestaje jeczec dopiero wowczas, gdy na osie lamie kosci srodrecza prawej reki
      i do tego zwichniecia z dyslokacja kciuka lewej. wtedy przestaje jeczec filmowo,
      a na twarzy pojawia sie autentyczne cierpienie. polamany czarli przejezdza
      jeszcze 400 km do konca etapu. i to jest hardcore, i czesc mu, i chwala. czarli
      to hero numer jeden. mimo, ze numer dwa, najwiekszym herosem jest andy
      caldecott, ktory wystartowal mimo, iz w ogole nie mial startowac. chwala
      czarliemu i producentom, ze poswiecili andy'emu uwage i wystawili 'race to
      dakar' pomnik. hero hero hero.
      szukalem, ale niestety nie dopatrzylem sie nigdzie jacka. ale jacek to i tak
      hero. rok po roku walczy i konczy. trudno bedzie to zrozumiec tym, ktorzy nie
      obejrza rtd. marek rowniez jest hero. bez wzgledu na to, czy jest bardziej
      utalentowany od jacka, czy nie, jest pewnie wiekszym herosem, bo mu sie wciaz
      chce z polamana reka.
      jarek to tez hero. jest bohaterem bo dotarl na start i pozostanie bohaterem bez
      wzgledu na to, czy dojedzie.
      i jestem z nich dumny i dziekuje im za to, ze sa.

      brembo, masz wiadomosc.
      • saracen1608 NY 12.01.07, 15:23
        Wychwyciłeś może co się stało z kamerzystą w LWR??
        Tym ktory najpierw nie mógł zrobic prawka, pożniej zaczął jechać na trzecim
        GSie a w mongolii raptownie przesiadł się na jakąś hondziawe??

        Jak szły powtórki w święta to jakoś mi umknęło co on zrobił z tym GSem.
        • Gość: nyorker Re: NY IP: 70.19.14.* 12.01.07, 20:02
          claudio fotografowal tez w race to dakar, wiec moze wspolpraca bedzie
          kontynuowana, o ile charley bedzie jeszcze gdzies jezdzil.

          a sprzet w lwr to nie byla honda, a cos rosyjsko-radzieckiego.
          • saracen1608 Re: NY 12.01.07, 20:15
            tjaaa - sam jesteś rosyjsko-radziecki

            to chyba była Honda FT, ale ręki sobie nie dam obciąć

            Ale nie o to... To co się stało z tym GSem Claudio??
            • Gość: nyorker honda IP: *.dyn.optonline.net 17.01.07, 06:42
              www.izhmoto.ru/img/1082556111/1082556131.jpg
              bardzo, bardzo... bardzo japonska honda. model ju-pi-ter-5 (brzmi lacinsko, ale
              cholera wie - ka-ra-bin brzmi polsko, a po japonsku to pusta butelka). bemeer
              zostal pozbawiony hamulcow podczas spawania ramy pomocniczej w ulaangom. stad
              mial byc przeslany do "ub" (ulan bator?). w ulan bator nie bylo wzmianki. ale
              nie dam sobie uciac reki, bo ogladalem na fast forward i czytalem z ruchu warg.
              • Gość: nyorker i po hondzie IP: *.dyn.optonline.net 17.01.07, 07:00
                zastanawialem sie nad beemka i wydawalo mi sie, ze logicznym rozwiazaniem byloby
                wyslanie go do anchorage, gdzie moglby byc solidnie naprawiony w autoryzowanym
                serwisie. pewien bowiem bylem, ze w stanach, gdzie iuan i czarli robili mase mil
                na highway'ach, claudio nie mogl dac rady jechac honda jupiter5. poogladalem
                dalej na fast forward i okazalo sie, ze juz za ulan bator claudio jechal
                bemeerem, bo jeszcze przed czita w rosji wpadl do rowu i to zwalone cos nie bylo
                juz honda, tylko bmw.
    • Gość: brembo dzień drugi. 5oo km z Portimao(POR) do Malagi(ESP) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.07, 16:43
      21 CZACHOR 02:44:39
      29 DABROWSKI 02:48:35
      185 CISAK 04:02:23
    • Gość: brembo dzień 3. Nador - Ar Raszidija 650km IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.07, 17:10
      9 CZACHOR 06:13:01

      28 DABROWSKI 06:29:58

      178 CISAK 09:21:17

      Hołek na holu..
    • Gość: brembo dzień czwarty. 680 km z Ar Raszidija do Warzazat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.07, 20:24
      16 CZACHOR 11:30:04
      25 DABROWSKI 12:19:46
      169 CISAK 18:50:30

      To wyniki po 4 etapie (680km), ten jak i reszta etapów odbywa sie już w Afryce.

      Jak już wiadomo Na 142. kilometrze czwartego etapu w Maroku zginął 29-letni
      motocyklista Emer Symons. Pochodzący z RPA zawodnik debiutował w tej imprezie.
      Organizatorzy rajdu poinformowali, że po ośmiu minutach od informacji o wypadku
      Symonsa na miejsce dotarł helikopter z ekipą medyczną. Po kolejnych dziesięciu
      minutach lekarze stwierdzili jego zgon.
      Przed startem do wtorkowego etapu Symons był 18. w klasyfikacji generalnej
      rajdu. W ekipie pomagającej mu podczas rajdu znajdował się jego brat, Kingsley.


      Spójrzcie panowie na czasy niemal 19h w piochu na wyścigu to to.. mi sie to w
      głowie nie mieści, choć Czachor na jednym z wywiadów powiedział że dla niego
      nawet po asflacie jechać motorem 500km to jest bezsens naszczęście naszych za 3
      dni tj, w sobote wolne !!!!
    • Gość: brembo dzień piąty. Ouarzazate - Tan tan (768km) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.07, 17:44
      19 CZACHOR 04:24:50

      26 DABROWSKI 04:41:52

      181 CISAK 07:27:30

      W klasyfikacji generelnej Jacek spadł na 16 miejsce. ( z 15) Marek wskoczył na
      24,(z 25) a Jarek na 167.
      Kończy sie kurz, zaczyna sie Mauretania, wiec trzymam dalej kciuki , bo te etapy
      są właśnie specjalnością ORLEN TEAM.

      Chciałbym tu też zdementować plotki krążące. To "coś" na kasku Cisaka to nie
      kamera tylko.. miniaturka wózka widłowego. Jarek jest szefem firmy zajmującej
      sie sprzedażą takich maszyn.
      Hołek nie jechał na holu za TVN. dojechał sam do mety, a jechał wolniej bo
      siadło mu chłodzenie w nissanie i gubił chłodziwo. Marek czuje sie dobrze choć
      wraca mu czucie w lewej ręce i silniej niż na początku wyścigu odczuwa ból
    • Gość: brembo dzień 6 Tan tan - Zouérat 817 km IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.07, 20:56
      najdłuższy etap Dakaru

      Jacek Czachor był 18 i zajmuje 15 miejsce po szóstym etapie, a Marek Dabrowski
      po odnotowaniu 44 czasu jest 25.

      Sprawdziły się niestety wcześniejsze prognozy i w nocy w okolicach Tan Tan
      rozszalała się burza piaskowa. To nie był jednak koniec kaprysów aury tego dnia.
      Później spadł deszcz. Nawet zawodnicy mający za sobą wiele lat startów w Dakarze
      nie pamiętają takiej sytuacji. Na granicy z Mauretanią, gdzie ten ostatni kraj
      zbudował rodzaj „chińskiego muru”, aby odgrodzić się od partyzantów z
      Saharyjskiego Frontu Polisario powstał nawet korek. W wąskiej bramie
      przejazdowej było tyle błota, że ugrzęzła w nim jedna z serwisowych ciężarówek.


      - Zaczęły się już ciężkie, dakarowe etapy. Startowaliśmy bardzo wcześnie, do
      tego ta burza piaskowa na dojazdówce, a później deszcz. Sam odcinek specjalny
      tez trudny, dużo wielbłądziej trawy, w której trzeba jechać bardzo wąskim
      śladem. Lepiej nie mówić co się dzieje, gdy się z niego wyjedzie. Szwankował mi
      jeden z przednich amortyzatorów. Ekipa serwisowa będzie miała sporo pracy,
      bowiem Marek ma jeszcze większe problemy z przednimi amortyzatorami – dodał
      kapitan ORLEN Team.

      - Nie czuję rąk – to słowa jakimi przywitał nas Marek Dąbrowski – Niemal cały
      oes jechałem bez sprawnych amortyzatorów. Wszystko przez to błoto na dojazdówce.
      Oblepiło cały motocykl, w tym amortyzatory. Szybko doszło do uszkodzenia
      uszczelek i wylał się olej. Dalej jechałem już tylko na samych sprężynach, a
      ręce i nadgarstki przyjmowały bezpośrednio wszystkie uderzenia łagodzone
      normalnie przez amortyzatory. To była katorga. Mam nadzieję, że jutro będzie
      trochę lepiej – mówił zmartwiony i obolały Marek Dąbrowski.

      Dzisiejszy, najdłuższy etap Dakaru liczył 817 km w tym 394 km próby sportowej.
      Jutro, w piątek, 12 stycznia, podczas etapu z Zuwirat do Ataru zawodnicy będą
      mieli do przejechania 580 km, ale w tym aż 542 km odcinka specjalnego. A w
      sobotę, w Atarze dzień przerwy dla zmęczonych uczestników Dakaru 2007


      Cisak 178 a Hołek 10 !!!
    • Gość: brembo dzień siódmy. tap: Zouérat - Atar (580km) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.07, 14:09
      Dzisiejszy etap był bardzo udany dla naszych zawodników. Doskonale pojechał
      Jacek Czachor. Markowi Dąbrowskiemu powodzi się nieco gorzej (amortyzatorów nie
      potrafili naprawić nawet fachowcy z KTMa i jechał praktycznie bez żadnej
      amortyzacji). Jarek Cisak jedzie nadal a to chyba najbardziej cieszy. Dzisiejszy
      etap z podowu wielkiej burzy piaskowej został przerwany po 407 kilometrze i
      zawodnicy dojechali asfaltami do bazy rajdu.

      Wyniki:
      Jacek Czachor dziś był 13 ze stratą 00:31:46 do lidera Cyrila Despres i w
      generalce 14.

      Marek Dąbrowski dziś był 49 ze stratą 01:35:46 i w generalce zajmuje 28 lokatę.

      Jarek Cisak nasz bohater dziś 165 ze stratą 04:56:12 i generalce zajmuje 160 lokatę.


      DZIŚ ZAWODNICY MAJĄ DZIEŃ PRZERWY, a więć bardzo upragniony czas na odpoczynek i
      remont pojazdów.

      Niedzielny 8 etap: Atar - Tichit liczy 626km z czego odcinek specjalny to 589km.

      farm1.static.flickr.com/146/355732555_c2655ed1f2_o.jpg
      farm1.static.flickr.com/148/355732552_b820b481a5_o.jpg
      farm1.static.flickr.com/126/355732551_6aa11d1997_o.jpg
    • Gość: brembo dzień ósmy. Atar - Tichit IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.07, 01:03
      Według czasów uzyskiwanych przez Jacka Czachora można regulować zegarki. Kapitan
      ORLEN Team jedzie tak jak zawsze z wielka regularnością i coraz śmielej zaczyna
      pukać do najlepszej dziesiątki Dakaru 2007. Na 8 odcinku specjalnym rajdu
      odnotował 11 czas i awansował na 12 pozycję w klasyfikacji generalnej. Marek
      Dąbrowski odnotował dzisiaj 30 czas i plasuje się na 25 pozycji w łącznej
      klasyfikacji.

      - To był najdłuższy i bez wątpienia jeden z najtrudniejszych odcinków
      specjalnych w rajdzie. Dojechałem do mety dopiero około 16:30, a tak późny
      przyjazd świadczy miedzy innymi o długości i stopniu trudności oesu. A tak
      naprawdę to ta próba sportowa się jeszcze dla nas nie skończyła. Teraz musimy
      sami przejrzeć i naprawić motocykle. Etap do Tichit to tak zwany maraton, a więc
      nie ma tutaj serwisów. Zdani jesteśmy całkowicie na siebie i te drobiazgi, które
      mamy w niewielkich skrzynkach przewożonych przez samolot. Trasa odcinka wiodła
      dzisiaj częściowo bardzo zniszczonym szlakiem, było sporo kamieni. Nie brakowało
      również wydm i wielbłądziej trawy. O dużych prędkościach nie mogło być mowy.
      Największa prędkość jaką dzisiaj osiągnąłem to około 136 km/godz, ale większość
      trasy pokonałem jadąc 70 - 80 km/godz. Na początku odcinka część rywali pomyliła
      trasę. Podczas pierwszego punktu tankowania zorientowałem się, że jestem wysoko
      w klasyfikacji i jeszcze mocniej przycisnąłem. Dogoniłem i wyprzedziłem dwóch
      rywali, ale uciec im już mi się nie udało. Sporo zawodników będzie dzisiaj
      jechało w nocy. Spotka to między innymi naszego kolegę Jarka Cisaka. Nie
      zazdroszczę im tego. - powiedział Jacek Czachor.


      - Nikt nie lubi jazdy po zmroku w takich warunkach - wtrącił przysłuchujący się
      rozmowie Marek Dąbrowski - Ja też cały czas patrzyłem, w którym miejscu jest
      słonce i czy zdążę do Tichit przed zachodem. Udało się. Ręce po dwóch etapach
      bez amortyzatorów nadal bolą, a więc unikam szaleństw. Na szczęście teleskopy
      już działają, a motocykl nie przysparza większych problemów. Muszę poprawić
      mocowanie GPSu, ale to drobiazg - dodał drugi z reprezentantów ORLEN Team.


      Po przyjeździe na metę Polacy zabrali się za przegląd i drobne naprawy. Funkcję
      mechanika spełniał głównie Jacek. Powymieniał koła oraz filtry i dokręcił
      wszystkie śruby, szczególnie w zawieszeniu. Marek dla odmiany pożyczył od
      Gillesa Algay'a ......jedną śrubkę, która była potrzebna do poprawienia
      mocowania GPSu, a później czytał Jackowi najważniejsze punkty z książki drogowej
      jutrzejszego etapu. Po wykonaniu wszystkich napraw obaj zjedli wieczorny posiłek
      na biwaku i po tak zwanym breefingu dla zawodników szykowali się do snu na
      powietrzu. Brak samochodów serwisowych sprawia, że zawodnicy nie mają tutaj
      również swoich namiotów. W ciągu dnia w Tichit temperatura powietrza
      przekraczała 30 stopni Celsjusza i na szczęście noc nie zapowiadała się jako
      chłodna.


      Tichit to wyjątkowe miejsce nawet w Mauretanii. Do osady położonej na pustyni
      nie prowadzą żadne szlaki, a tym bardziej drogi. Tichit położone jest na dnie
      dawno wyschniętego jeziora, a samoloty organizatorów Dakaru lądują po prostu na
      twardym w tym miejscu gruncie. Nie ma też oczywiście mowy o „toaletach” pod
      prysznicem, a do umycia twarzy i rąk musi wystarczyć butelka wody mineralnej.

      Czternasty kilometr ósmego odcinka specjalnego okazał się bardzo pechowy dla
      załogi Krzysztof Hołowczyc - Jean-Marc Fortin. Na dość równym fragmencie szlaku
      Nissan Navara prowadzony przez Hołka uderzył o wystający kamień urywając tylną
      oś samochodu. Jazda tak uszkodzonym autem nie była możliwa, a kierowca i pilot
      nie byli w stanie samodzielnie usunąć awarii.
      Aktualnie mineli 1 cp1punkt kontrolny i jade w strone mety.

      To tyle ze strony orlen team.

      Dziś motocykliście jadącemu z numerem 37 Portugalczykowi Ruben Faria i jadącemu
      z numerem 81 Argentyńczykowi Orlando Terranova awari uległy silniki. na 200 i
      280 km. Ale awarie zostały naprawione i zawodnicy po ciemku jak Hołek tną na mete
      • Gość: kura_maruda Re: dzień ósmy. Atar - Tichit IP: *.aster.pl 15.01.07, 01:12
        ty, brębo,
        ty pszepisujesz to wszystko " ręcznie" literka po literce? może lepiej daj linke
        do stronki nawciarzy to ci zostanie troche krzepy na wyciaganie mota z piochu...
    • Gość: brembo dzień dziewiąty. 500 km z Tichit do Nemy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.07, 02:41
      Jeszcze nigdy tak szybko nie jechałem na Dakarze – mówił Jacek Czachor na mecie
      9 etapu z Tichit do Nemy. Kapitan ORLEN Team odnotował 10 czas na odcinku
      specjalnym i zajmuje 11 miejsce w klasyfikacji generalnej. Dzisiejszy etap
      liczył 497 kilometrów w tym aż 494 km stanowiła próba sportowa.

      - Każdy Dakar jest inny. W tym roku mogło się wydawać, że ze względu na miejsca
      biwaków niektóre etapy rajdu były już wcześniej rozgrywane. W przypadku Dakaru
      to błędne skojarzenie. Jest tutaj tyle możliwości poprowadzenia trasy etapu i
      odcinka specjalnego, że wszystko jest zazwyczaj nowe. Wydawało mi się, że będzie
      więcej klasycznej, piaszczystej pustyni, a tym czasem mamy sporo kamienistych,
      bardzo zniszczonych przez naturę szlaków. Rajd jest w tym roku bardzo szybki.
      Nie ukrywam, że na mety etapów przyjeżdżam zazwyczaj bardzo zmęczony. Ale to
      właśnie wynik innego stylu jazdy. Niektórzy nie wytrzymują i popełniają błędy.
      Dziś zrobił to tak doświadczony zawodnik jak Giovanni Sala. Motocykl też nie ma
      chwili wytchnienia. Cały czas jest maksymalnie obciążony. Dzisiaj szczególnie
      napracował się silnik. Na odcinku specjalnym mieliśmy trochę nawierzchni zwanej
      „fech fech”, a więc jakby piasku pudru. Dobrze, że w Nema możemy już korzystać z
      naszego serwisu. Holger, Adam i Zbyszek nie będą narzekali na brak zajęć, a spać
      położą się na pewno późno w nocy – opowiadał na biwaku w Nema Jacek Czachor.

      Marek Dąbrowski, drugi z reprezentantów ORLEN Team zajął dzisiaj na odcinku
      specjalnym 36 miejsce i po dziewiątym etapie jest na 24 pozycji w klasyfikacji
      generalnej.

      - Miałem nadzieję, że kamieniste trasy skończą się w Maroku, a tymczasem nic
      takiego się nie stało. Dla mnie takie nawierzchnie nie są obecnie najlepsze, a
      przede wszystkim dla moich rąk. Jestem trochę obolały, chociaż o bólu pamiętam
      zwykle przez pierwsze kilometry próby sportowej. Gdy się już dobrze rozgrzeję to
      dolegliwości idą w niepamięć. Cieszy mnie bardzo, że tak dobrze idzie Jackowi.
      Mam nadzieje, że wywalczy w tym roku pierwszą dziesiątkę – dodał Marek Dąbrowski

    • Gość: brembo dzień dziesiąty, 615 km z Nema do Timbuktu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.07, 02:46
      Mazurskie szutry na Dakarze

      To nie był pomyślny odcinek specjalny dla ORLEN Team. Każdy z reprezentantów
      polskiego zespołu miał dzisiaj na trasie różnego rodzaju „przygody”, które w
      mniejszy lub w większy sposób wpłynęły na ostateczny rezultat. Jacek Czachor i
      Marek Dąbrowski mieli niegroźne w skutkach wywrotki, ale cały zespół zameldował
      się na mecie etapu, na biwaku w Nema.

      Jacek Czachor zajął był dzisiaj 16 i zajmuje 12 pozycje w łącznej klasyfikacji.
      Marek Dąbrowski uplasował się na 38 pozycji i jest 28 w „generalce”.

      - Dzisiejszy odcinek przebiegał w początkowej i końcowej partii trasami
      zaplanowanymi jako oesy do i z Timbuktu, ale po ich odwołaniu większość była
      nowa. Trasa wiodła cały czas bardzo krętym szlakiem, po piasku i kępkach trawy.
      Czasami przypominało to trochę Mazury. To był odcinek dobry dla mniejszych
      motocykli i nie przez przypadek wygrał Helder Rodrigues, który jedzie o 30
      kilogramów lżejszą Yamahą. Nie przepadam za takimi próbami. Przewróciłem się na
      pięćdziesiątym kilometrze i później nieco spasowałem. Już od kilku dni, jak cień
      jedzie za mną Jarek Katrinak ze Słowacji. W klasyfikacji jest tuż przede mną i
      najwyraźniej wybrał sobie taka taktykę bezpiecznej jazdy. Gdy przyjeżdżamy razem
      na metę to wtedy do mnie nic nie traci i o to mu najwyraźniej chodzi. A mnie nie
      będzie łatwo mu uciec. Próbowałem już kilkakrotnie. To bardzo dobry zawodnik. Ja
      jestem jednak lepszym od niego nawigatorem i w tym upatruję swojej szansy –
      powiedział Jacek Czachor

      - Mieliśmy dzisiaj do pokonania pozornie niegroźnie wyglądające 360 kilometrów
      po piachu. Było dość szybko, ślisko i niebezpiecznie. Już po kilku kilometrach
      musiałem się zatrzymać, aby udzielić pomocy innemu motocykliście. Był to Victor
      Rivera z Hiszpanii. Przewrócił się i nie mógł już nic zrobić o własnych siłach
      Uruchomiłem jego przycisk alarmowy powiadamiający o wypadku organizatora i tak
      ustawiłem motocykl, aby nikt na niego nie wjechał. Był już też przy nim inny
      motocyklista, który zajmował się bezpośrednio poszkodowanym. W tym czasie
      wyprzedziło mnie kilku rywali, chciałem więc odrobić stracony dystans i w
      efekcie wpadłem w krzaki. Wtedy postanowił już nie szaleć i jechać spokojniej,
      ale to nie był jeszcze koniec przygód. W końcówce, na 66 kilometrów przed metą
      urwał mi się jeszcze GPS i musiałem się zatrzymać, aby go dobrze zamocować. Do
      mety jeszcze trzy odcinki specjalne i może się sporo zdarzyć. Większość
      zawodników ma coś sobie do udowodnienia i myślę, że będzie jeszcze ciekawie –
      mówił Marek Dąbrowski na upalnym biwaku w Nema.


      Jutro na Dakarze nie zostanie rozegrana próba sportowa. Zawodnicy będą mieli do
      przejechania tylko odcinek dojazdowy o długości 280 kilometrów z Nema do Ayoun
      el Atrous. Droga będzie prowadziła po asfaltowej nawierzchni. Zawodnicy będą tez
      mogli trochę dłużej pospać na biwaku w Nema, bowiem start pierwszego
      motocyklisty zaplanowano na godzinę 11:00, a samochodu na 13:05. Tak jak w
      całym rajdzie organizatorzy będą mogli sprawdzić za pomocą GPSu czy zawodnicy
      nie przekraczają dozwolonych prędkości. Za dwa pierwsze takie przewinienia grożą
      kary finansowe, za trzecie - wykluczenie z rajdu
      • Gość: mrmisquamacus Re: dzień dziesiąty, 615 km z Nema do Timbuktu IP: *.scansafe.net 18.01.07, 17:14
        brawo Jacek Czachor!!

        sport.wp.pl/kat,6371,wid,8693551,wiadomosc.html
    • Gość: brembo dzień jedenasty 590 km z Timbuktu do Nema IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.07, 19:49
      17.01.2007 Po zmianie trasy tegorocznego Dakaru wydawało się, że dzisiejszy
      dzień przyniesie zawodnikom tylko odpoczynek. Dojazdówka o długości 280
      kilometrów nie mogła bowiem stanowić żadnego problemu dla tych już najlepszych z
      najlepszych. Tymczasem dzisiaj rano nad biwakiem w Nema rozszalała się burza
      piaskowa i zawodnicy musieli w pośpiechu ukryć się w namiotach, które nie do
      końca zapewniały schronienie w tych warunkach. W Ayoun wiatr nie był już na
      szczęście bardzo dokuczliwy.

      - Zdążyliśmy zjeść śniadanie i odpoczywaliśmy w naszej polskiej grupie, gdy aura
      znów dała znać o sobie. Sam biwak był położony na piasku i najmniejszy ruch
      wznosił obłoki kurzu. Łatwo sobie wyobrazić co działo się przy bardzo silnym
      wietrze. Później przejechaliśmy odcinek dojazdowy uważając bardzo, aby nie
      przekroczyć dozwolonych prędkości. Moi mechanicy popracują jeszcze trochę przy
      motocyklu. Dość ciężko chodzi kierownica w moim KTMie. Trzeba powymieniać
      odpowiednie łożyska. W motocyklu Marka nic się nie dzieje i czekają go tylko
      rutynowe czynności serwisowe – mówił Jacek Czachor na biwaku w Ayoun.

      Z 245 motocyklistów, którzy wyruszyli 6 stycznia z Lizbony w rajdzie jedzie
      jeszcze 141 zawodników. W ścisłej czołówce, na bardzo wysokim 12 miejscu jest
      Jacek Czachor, kapitan ORLEN Team. Marek Dąbrowski zajmuje z kolei 28 pozycję.
      Krzysztof Hołowczyc i Jean-Marc Fortin po pechowych awariach na dwóch odcinkach
      specjalnych klasyfikowani są na 39 miejscu. W rajdzie rywalizuje nadal 111 załóg
      samochodów spośród 181, które blisko dwa tygodnie temu wystartowały ze stolicy
      Portugalii.

      - Organizatorzy na szczęście zmienili nam czas startu do czwartkowego etapu do
      Kayes. Według obowiązującego na Dakarze regulaminu startujemy zgodnie z miejscem
      zajętym na poprzednim etapie. Z powodu znanych już kłopotów technicznych byliśmy
      na poprzednim odcinku dopiero na 84 miejscu. Gdybyśmy musieli startować jako 84
      załoga to w tych warunkach nie byłoby za wesoło, a przede wszystkim bardzo
      niebezpiecznie. Już poprzednie etapy pokazały nasze tempo i organizatorzy dali
      nam 34 pozycję startową. Idealnie może nie jest, ale dużo lepiej niż w
      założeniach – powiedział Krzysztof Hołowczyc.

      Gregoire de Mevius, szef firmy Overdrive Racing, która przygotowała i serwisuje
      samochód Hołowczyca i Fortin’a sugeruje polskiemu kierowcy następujący plan: - W
      tych warunkach, na wąskim szlaku będzie bardzo trudno wyprzedzać. Krzysztof
      powinien pojechać spokojnie najbliższy odcinek i spróbować przebić się trochę do
      przodu. Na szczęście we wszystkich pojazdach zamontowane jest urządzenie
      Sentinel, które sygnalizuje odpowiednio wcześnie, że inny motocykl lub samochód
      będzie nas wyprzedzał. Dobre miejsce na najbliższym etapie zagwarantuje wysoką
      pozycję startową w piątek. Dwie ostatnie próby do Tambacoundy i sobotnia już do
      Dakaru dają Krzysztofowi szansę na solidny wynik w całym rajdzie.

      Jutro, 18 stycznia Rajd Dakar opuszcza Mauretanię i na dwa dni wjeżdża do Mali.
      Po starcie w Ayoun zawodnicy będą mieli do pokonania liczący 110 km odcinek
      dojazdowy, następnie odcinek specjalny (257 km) i drugą dojazdówkę (117 km) już
      do biwaku w Kayes.
    • Gość: brembo dzień dwunasty 750 km z Nema do Kayes IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.07, 19:51
      Czwartek był dniem ORLEN Team na Dakarze. Reprezentanci polskiego teamu spisali
      się znakomicie na trasie etapu z Ayoun w Mauretanii do Kayes w Mali. Jacek
      Czachor zajął 3 miejsce na odcinku specjalnym ustanawiając tym samym polski
      rekord Dakaru. Marek Dąbrowski był 26. Do 12 etapu wystartowało 140 motocyklistów.


      Dzięki trzeciemu miejscu na próbie sportowej, kapitan ORLEN Team awansował na 11
      pozycję w klasyfikacji generalnej rajdu i pobił najlepszy, należący od trzech
      lat do Marka Dąbrowskiego oesowy wynik, który w sezonie 2004 był 4 na jednej z prób.


      - Wystartowałem dzisiaj wyjątkowo skoncentrowany, wiedziałem, że
      najgroźniejszych rywali mogę pokonać przede wszystkim dzięki dobrej nawigacji.
      Holendra Knuimana i Słowaka Katrinaka, moich bezpośrednich konkurentów udało mi
      się przechytrzyć podczas przejazdu przez wioskę, w której obowiązywało
      ograniczenie prędkości do 30 km/godz. Odjechałem im trochę w bok od szlaku, tak
      aby stracili ze mną kontakt wzrokowy, ale w rzeczywistości znalazłem się przed
      nimi. Gdy ja już wyjeżdżałem z wioski oni dopiero do niej wjeżdżali i nie mogli
      przyspieszyć. Ja tymczasem pojechałem na 100 procent i po prostu im uciekłem. Po
      śladach innych rywali zorientowałem się, że większość zawodników trochę błądzi.
      Pomimo tego, że nie jechałem po śladach innych to wiedziałem, że to ja jadę
      dobrze. Z błądzącą grupą spotkałem się w pewnej chwili na oesie, gdy kilku
      motocyklistów jechało pod prąd. Zderzyłem się wtedy dość niespodziewanie z
      Cyrilem Despres, ale było to tylko uderzenie w przednie koło i nikomu nic się
      nie stało. Wynik mógłby być jeszcze lepszy, ale pod koniec oesu pomagałem
      Verhoevenowi, który miał niegroźny wypadek. To mój życiowy wynik w Dakarze.
      Jestem bardzo szczęśliwy. Tego dnia nigdy nie zapomnę - mówił na biwaku w Kayes
      Jacek Czachor.


      W końcówce odcinka specjalnego, kapitan ORLEN Team zatrzymał się przy Fransie
      Verhoevenie, aby udzielić mu niezbędnej pomocy.


      - Holender przewrócił się i najprawdopodobniej doznał złamania obojczyka.
      Postawiłem jego motocykl, uruchomiłem system informujący organizatora o wypadku
      i zamieniłem kilka słów z Verhoevenem, który podniósł się i powiedział mi, abym
      jechał dalej. Ten postój trwał 2 może 3 minuty, ale takie zachowanie to nie
      tylko regulaminowy obowiązek, ale również oczywista, ludzka reakcja niesienia
      pomocy drugiemu człowiekowi, rywalowi, ale także koledze - dodał kapitan ORLEN Team


      - Cieszę się bardzo ze świetnej jazdy Jacka. Jest w znakomitej formie i mam
      nadzieję, że będzie w pierwszej dziesiątce na mecie w Dakarze. Ja w tym roku nie
      jestem aż tak mocny. Etap był dość trudny nawigacyjnie i tym większe słowa
      uznania dla Jacka. Ja trochę pobłądziłem, ale bez większych konsekwencji
      czasowych. Motocykle nie przysparzały nam dzisiaj żadnych problemów. Przed nami
      jeszcze dwa trudne etapy i nadal twierdzę, że sporo może się jeszcze wydarzyć -
      mówił Marek Dąbrowski, który jest na 27 miejscu w „generalce”.


      Krzysztof Hołowczyc zajmując 7 miejsce wyrównał najlepsze swoje i jednocześnie
      polskie osiągnięcie wśród samochodów na odcinku specjalnym Dakaru ustanowione
      kilka dni wcześniej na etapie do Ataru. Hołowczyc i Jean-Marc Fortin (Nissan
      Navara) awansowali również na 33 pozycję w klasyfikacji generalnej rajdu.


      Jutro, 19 stycznia Rajd Dakar opuszcza Mali i wjeżdża już do Senegalu. Metą
      trzynastego etapu o długości 458 kilometrów będzie Tambakunda, która
      wielokrotnie gościła uczestników rajdu. Bardzo wymagający odcinek specjalny
      liczy 260 km. Na szybkiej trasie będzie trzeba uważać na pułapki nawigacyjne
      oraz na......baobaby.
    • Gość: brembo dzień 15. z Kayes do Tambacounda 460km IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.07, 23:58
      (Tambakunda, 19.01.2007) Krzysztof Hołowczyc i Jean-Marc Fortin mieli wypadek
      podczas trzynastego etapu Rajdu Dakar 2007. Na dziesięć kilometrów przed CP1,
      tj. na 140 kilometrze odcinka specjalnego samochód polsko-belgijskiego duetu
      rolował na szlaku. Po wypadku załoga ORLEN Team wycofała się z rajdu. Jacek
      Czachor popełnił natomiast błąd nawigacyjny, poniósł znaczne starty czasowe, ale
      pozostał na 11 miejscu w klasyfikacji generalnej. Marek Dąbrowski podróżował
      także z przygodami jednak awansował na 24 pozycję. Z rywalizacji wycofał się po
      wypadku Marc Coma, lider klasyfikacji motocyklistów.

      - To była bardzo niebezpieczna próba sportowa i trudna nawigacyjnie. Jak zawsze
      na tych odcinkach bardzo duży kurz utrudniał jazdę i orientację. Tak jak wielu
      zawodników zgubiliśmy właściwy szlak i straciliśmy około dziesięciu minut. Gdy
      byliśmy już bardzo blisko CP 1 doszło do nieszczęścia. Na szlaku było bardzo
      dużo potężnych dziur i niestety nie wszystkie znalazły się w opisie dostarczonym
      przez organizatora. W takiej właśnie serii trzech dziur, z których tylko
      pierwsza znalazła się w opisie mieliśmy wypadek. Rolowaliśmy przez przód, a
      uszkodzenia auta i moja boląca klatka piersiowa nie pozwoliły dalej jechać.
      Jean-Markowi nic się na szczęście nie stało. Strasznie żałuję, że nie udało mi
      się ukończyć Dakaru. W tym roku mieliśmy sporego pecha, często coś się działo
      nie po naszej myśli. Taki to już sport, a szczególnie sam Dakar, który należy do
      grupy rajdów zupełnie nieprzewidywalnych. Na kilku odcinkach pokazaliśmy już
      jednak bardzo dobre tempo. Nie zamierzam kapitulować wrócę tutaj na pewno –
      mówił obolały Krzysztof Hołowczyc na biwaku w Tambakunda.

      Według wstępnej diagnozy służb medycznych rajdu Krzysztof Hołowczyc ma pęknięte
      trzy żebra oraz podejrzenie wstrząśnienia mózgu i w związku z tym został
      skierowany na dalsze badania i obserwację do szpitala w Dakarze.

      Innego typu dramat przeżywał dzisiaj Jacek Czachor. Kapitan ORLEN Team po
      znakomitej jeździe na wczorajszym etapie i zajęciu trzeciego miejsca na odcinku
      specjalnym walczył o dalszy awans w klasyfikacji.

      - To dla mnie po prostu katastrofa. Walczyłem, jechałem najszybciej jak tylko
      potrafiłem, walczyłem przecież o pierwsza dziesiątkę. Do trzydziestego kilometra
      wszystko przebiegało po mojej myśli. Później był przejazd przez wioskę i za tą
      wioską zgubiłem właściwy szlak. Zacząłem zbyt bardzo odbijać w prawo i niestety
      przejechałem 50 kilometrów w buszu, przedzierając się wśród drzew i krzewów,
      łamiąc gałęzie. Jechałem raz w lewo, raz w prawo, ale nie mogłem odnaleźć
      szlaku. Trasa była bardzo trudna, jechałem z prędkością 20 – 30 km/godz. I w
      końcu udało mi się powrócić na właściwy szlak na 48 kilometrze. Z Markiem Comą w
      ogóle dzisiaj nie jechałem razem. Informacje na ten temat były błędne.
      Najprawdopodobniej jechaliśmy gdzieś blisko siebie, ale nie w zasięgu wzroku –
      powiedział Jacek Czachor.

      Reprezentant ORLEN Team utrzymał swoja bardzo wysoką, 11 pozycję w klasyfikacji
      generalnej. Awansował natomiast Marek Dąbrowski, który przewrócił się dzisiaj na
      odcinku specjalnym.

      - Na trasie było bardzo dużo nieopisanych w książce drogowej pułapek. Domyślam
      się, że w serię niewidocznych dziur wpadł Krzysiek. Ja też leżałem w podobnych
      okolicznościach. Na szczęście dla mnie wpadłem w mniejsze dziury i przy
      mniejszej prędkości. Pofrunąłem do przodu nad kierownicą, a motocykl pojechał w
      swoja stronę. Wspominałem ostatnio, że na
      ostatnich etapach może się jeszcze sporo wydarzyć i..... pewny zwycięzca rajdu
      już nie jedzie. Mam oczywiście z tego powodu wątpliwą satysfakcje, ale Dakar
      pokazuje nam cały czas, że jest niebezpieczny do samej mety – dodał Marek
      Dąbrowski.

      Rajd Dakar opuścił dziś Mali i wjechał do Senegalu. Odcinek specjalny o długości
      260 km rozegrano tylko na terenie tego ostatniego kraju. Metą trzynastego etapu
      o łącznej długości 458 kilometrów była Tambakunda.

      Jutro, 20 stycznia ostatni „prawdziwy” odcinek specjalny Dakaru prowadzący z
      Tambakundy do stolicy Senegalu. Próbę sportową o długości 225 km poprzedzą i
      zakończą dojazdówki liczące odpowiednio 124 i 227 km. Trasa całego etapu liczy
      576 km. A w niedzielę, na pożegnanie z Dakarem tylko 16 kilometrów próby
      sportowej nad Lac Rose.

      Panowie !!! jutro w Zasadzie wszystko sie roztrzygnie !!!! do boju !!!!!


      Siekiera jesteś prze Palantem! bez odbioru

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka