Dodaj do ulubionych

Tlen wraca do TR

IP: *.elartnet.pl 20.03.07, 08:27
od czwartku do TR wraca kultowy "Tlen" Wyrypajewa i Koniecznej. Graja tylko 4
razy.
www.trwarszawa.pl/pl/home/399/index.html
Mysle, ze warto sie wybrac. Po chyba 2 latach przerwy w graniu moze byc to
zupelnie nowe przedstawienie.
Obserwuj wątek
    • lapushkina Re: Tlen wraca do TR 21.03.07, 09:42
      Dluzej nie grali... Przypominam wielka dyskusje na temat przedstawienia:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=509&w=12468784&a=12492020
      z 2004 roku!
    • lapushkina Re: Tlen wraca do TR 21.03.07, 09:43
      Jedna z owczesnych forumowych opinii:

      Re: Tlen w TR DETALE
      Autor: Gość: Jureczek IP: *.aster.pl / *.acn.pl
      Data: 07.05.04, 22:10


      Wyszło Rozmaitym małe Terenowe arcydzieło, zapewne dlatego, że pracowali nad
      dramatem przez pół roku (na zajęciach w TR) a nie tworzyli od zera w trzy
      tygodnie. Pokazali dobry, czysty teatr, bez szaleństw, łamania tabu i
      konwencji. O ile „Tlen” Wyrypajewa można uznać za „zaangażowany tekst o
      bezsensie i beznadziei egzystencji”, to „Tlen” Koniecznej o tej nadziei mówi, z
      delikatnym podszeptem, gdzie tego sensu szukać. Wychodzi nieco szerzej poza
      manifest autora: „nowy dramat powinien mówić nie o wiecznych tematach, ale o
      sprawach związanych z naszym dniem dzisiejszym.” Przytaczając też słowa
      Agnieszki Olsten: „Nie ma w nim struktury dramaturgicznej, mocno zarysowanych
      postaci, akcji i rozwoju fabuły. Sztuka składa się z dziesięciu kompozycji -
      songów ze zwrotkami i refrenem. "Tlen" to teatr dokumentalny. Dotyczy ataku na
      WTC, wojny w Iraku. „Tlen” z Rozmaitości jest niemal naturalistyczną opowieścią
      o ludziach, z mocnym rysem głównych postaci. Nie jest tylko „programowym
      manifestem” czy „głosem w sprawie.”

      Aleksandra Konieczna nie stworzyła metaforycznego podwórka jak Agnieszka Olsten
      (będącego tłem dla raperskiego flow) tylko częściowo naturalistyczny, częściowo
      wręcz stalkerowski pokój z zabitym deskami oknem – do wnętrza nie przedostaje
      się ani blask, ani tlen. Na stypę przybywa z zewnątrz jedynie dziewczyna. Jest
      ona podobno czystym tlenem. Problem w tym, że mężczyzna zachłysnął się nim,
      wziął zbyt głęboki wdech od którego zakręciło mu we łbie. Konieczna
      chciała „wyciągnąć z tego materiału prawdopodobną psychologicznie opowieść”, to
      z jednej strony, z drugiej (co niespodziewane) włączyła do spektaklu fragmenty
      ze „Snów”. Zestawiła pierwszy tekst Wyrypajewa z ostatnim, polemizując z
      obydwoma. Pomysł takiego zestawienia jest doskonały, choć czasem fragmenty Snów
      (o odmiennym charakterze i tempie) niknęły w dynamicznej całości. Gdyby
      zostawić im większe marginesy na wybrzmienie, byłoby doskonale. Co ciekawe,
      większość tych wstawek wypowiada „ta sama” dziewczyna – właśnie Popławska,
      przewodniczka z dark roomu na Koźlej – istniejąca tu trochę jak duch. (Ze Snów
      jest też Ligenza i Sitarski.) Na pierwszy plan idą, zgodnie z historią, Sasza i
      Sasza (Podsiadlik i Drawnel) czy raczej Aleksander i Aleksandra, bo chyba tak
      zmienili imiona – oraz dodatkowo – rewelacyjny Głowacki. Najoszczędniej
      wypadają Roszkowska i Maria Maj. Każda z postaci pobocznych ma swoje małe
      wejścia lecz ich obecność czuje się bez przerwy. Popławska i Roszkowska grają
      postacie najczystsze, będące najbliżej natury. Kątem oka dostrzegamy ich
      ulotny, często niewerbalny komentarz sytuacji. Snując się po kątach i włażąc na
      meble tworzą wokół siebie własny świat, jakby starając się zapełnić nim pustą
      przestrzeń (i zarazić resztę własną filozofią). Podczas gdy wyzywająca „kobieta
      z miasta” (Podsiadlik) wskakuje na stół, by zatańczyć z butelką wódki w ręce,
      Roszkowska wspina się na szafkę by zbliżyć do zabitego dechami okna – być
      bliżej blasku, bliżej tlenu. Rewelacyjna jest scena zwykłego spojrzenia
      (Drawnel i Podsiadlik) przeciągnięta w ciszy do niemożliwości (i oby jeszcze
      dłużej!) Kubeł wody na twarz (rykoszetem od ściany w publiczność) czy scena
      łóżkowa to brutalne smaczki, na których tle świetnie wypadają inne, te
      subtelne, ukryte na poboczu głównej akcji: gdzieś w mroku (dosłownie) słychać
      szczęk nożyczek: Popławska przycina i zaczesuje włosy Marii Maj. Ktoś tu jednak
      dba o bliźniego, nie tylko roztrzaskuje mu łeb łopatą.

      Głównym tematem spektaklu (choć nader ulotnym) nie wydaje się być ani
      szaleństwo miłości (jak u Bogajewskiej), ani dylematy sumienia (jak u
      Wyrypajewa) jest nim raczej odkrywanie pierwotnych źródeł (natury i kultury) by
      odnaleźć siebie. Ta droga „błądzącego sumienia” prowadzi jak widać przez
      działania i słowa najprostrze (jakkolwiek banalnie to brzmi) i radość z tego,
      co (mimo wszystko) udaje się ocalić. Temu jak się zadaje, służy synteza
      dramatów i wprowadzenie tylu postaci.

      W spektaklu tworzy się pewna ciekawa relacja między inscenizacją a scenografią,
      miedzy tym, co dzieje się na scenie a pustymi miejscami na ścianach po
      sprzedanych obrazach. Z jednej strony przypominają się działania Agnieszki
      Olsten i scenografa Teodora Sobczaka (poszukiwanie miejsc, miasteczek, podwórek
      i sytuacji, które uwiecznili na zdjęciach i którymi wykleili przestrzeń
      własnego spektaklu) – Konieczna zadziałała tu odwrotnie: odarła przestrzeń z
      wszelkich „zamrożonych” wizerunków, animując sytuacje wprost na scenie. Z
      drugiej strony, jaśniejsze miejsca po obrazach domagają się od widza
      wypełnienia: co „Sprzedano”? Czego pozbyto się by przeżyć? Pozbyto się zarówno
      landszaftów (taniego piękna, naiwnego złudzenia) zostały po nim tylko sztuczne
      kwiaty przyczepione drutem do ściany, jak i wizerunków świętych (sprzedano
      nawet Ikony – jeśli podążać za Wyrypajewem.) Bóg opuścił to miejsce: zostały
      tylko cztery ściany. „Drzwi nie zostały przewidziane. To pokój w piekle.” Na
      ścianie wisi co prawda jeden, jedyny obraz (może ten ostatni?) ale on nie
      prezentuje się zbyt optymistycznie. Dlatego nie udało się go sprzedać. Nikt nie
      chce takich obrazów.

      Kolejnym elementem odróżniającym „Tlen” Koniecznej od reszty, to brak muzyki –
      została ona wymieniona na światło. Wszystko załatwia się tu światłem i to w
      najprostszy sposób. Rytm sztuki wyznaczają drobne ściemnienia, wyciemnienia,
      obniżanie źródła światła (opuszczanie lampy). Niesamowity klimat ma też scena
      bójki w skaczącym po ścianach świetle latarki. Przy czym brak muzyki jest
      niezauważalny – postacie wypełniają przestrzeń tak ewidentnie, że nie potrzeba
      już muzycznego, bądź dźwiękowego komentarza. No chyba, że: „Słyszysz karetkę?
      (Widzowie słyszą) Nie wolno kochać się bez miłości.” Drobny zgrzyt stanowią
      jedynie reżyserskie wejścia (głos z offu), które stopując scenę stanowią do
      niej komentarz lub są rodzajem pouczenia czy moralnej przestrogi. To swoiste
      intermedium dzielące całość na rozdziały, wypada średnio, bo głos Koniecznej
      sprawia wrażenie bardziej dekadenckiego „big booming voice from the sky” niż
      wewnętrznego „głosu sumienia”.

      Można odnieść wrażenie, że punktem wyjścia jest tu dość proste założenie, że
      człowiek z natury jest dobry. Jest czysty i szczery w tylko swej pierwotnej
      formie. „Prawdy” wygłaszane przez dwie, niekoniecznie „wiejskie” dziewczyny i
      kobietę, to wieś, to bliskość natury – a nie głos zabitej dechami,
      prymitywnej „wiochy”. Odniesienie do filmu Tarkowskiego nie jest tu porównaniem
      od czapy. Na wybranych fragmentach „Snów” i „Tlenu” zostaje nadbudowana relacja
      Sasza/Sasza (mamy miasto, mamy konflikt) a całość kompozycji okraszona zostaje
      garścią „gazetowych” (tutaj) newsów, choćby o wypadku na Morzu Barentsa.

      Przy takim podejściu reżyserskim i próbie stworzenia wiarygodnych postaci,
      powstał doskonały materiał dla ludzi ze studium. Mieli kilka potknięć, to fakt,
      ale młody duet Drawnel/Podsiadlik wypadł rewelacyjnie. Była pełna rehabilitacja
      Drawnela po wpadce z Pit-Bullem i nowe oblicze Głowackiego (z wąsikiem, przy
      krawacie, ale za to w swoich glaniorach).
    • Gość: balbina Re: Tlen wraca do TR IP: *.elartnet.pl 21.03.07, 15:49
      www.e-teatr.pl/pl/artykuly/36720.html
      Konieczna wymienila 2 aktorow. Ciekawe. Moze powstac calkiem inny spektakl.
      • Gość: m. Re: Tlen wraca do TR IP: *.net-serwis.pl 21.03.07, 20:44
        trzech bo widze tez nowe nazwizko kobiece, dominika biernat.
        to moze byc zupelnie nowy tlen!
        wspaniale, juz nie moge sie doczekac!!!
        • Gość: anka Re: Tlen wraca do TR IP: *.chello.pl 23.03.07, 20:03
          widzialam ja w dyplomie w lodzi "lepsi" w rezyserii agnieszki olsten.
          bardzo zdolna mloda aktorka!
          powodzenia
          • kottus Re: Tlen wraca do TR 27.03.07, 13:02
            po dwoch latach przerwy w graniu moze byc to zupelnie inne przedstawienie, niekoniecznie (nomen omen) zywe.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka