Dodaj do ulubionych

Problem z dotacjami dla ZTM

25.04.11, 21:10
Niedawno wpadły mi w ręce lokalne gazety "Wieści Podwarszawskie" oraz "Życie powiatu na Mazowszu". W oczy rzuciły mi się dwa artykuły dotyczące problemu dotacji dla ZTM. Dotyczyły one rosnących wydatków na ten cel w Kobyłce.

Co ciekawe, oponenci dotacji dla ZTMu, jako jeden z argumentów wymieniali dopłacanie Warszawie do pozyskania siły roboczej z okolicznych gmin. Jak żywo, jeden z argumentów, który podnoszony był przeze mnie dwa lata temu, gdy ZTM zawitał do Radzymina. W Kobyłce z dopłat do biletów ZTMu korzysta około 4 tysięcy mieszkańców. Obecnie Kobyła liczy ponad 18 tysięcy mieszkańców. Łatwo policzyć, że ponad 75% dopłaca do usług dla 25% procent.

Dla przypomnienia przywołam tutaj wszystkie negatywne skutki dotacji. Czytelnicy sami będą mogli ocenić, które z nich już obecnie są widoczne, a które dopiero ukażą się w przyszłości:
- dotacje dla jednej z firm zaburzają równowagę rynkową i są nieuczciwą konkurencją dla pozostałych podmiotów. Efektem będzie rozrost firmy uprzywilejowanej kosztem pozostałych,
- dotując transport, miasta ograniczają inwestycje w innych dziedzinach, które chcąc nie chcąc, poprzez obowiązujące prawo, MUSZĄ być realizowane przez gminy: budowa dróg, chodników, oświetlenie miasta,
- uzależniają od władzy urzędniczej kolejny fragment rynku, ograniczając wpływ konsumentów na jego kształtowanie. Konsument na wolnym rynku, głosując własnymi pieniędzmi, wybiera usługę A lub B i w ten sposób daje czytelny sygnał dostawcom usług, czego tak naprawdę potrzebuje,
- raz przyznana dotacja, odebrana może być z wielkim trudem. Czysto polityczna decyzja przekłada się na popularność w wyborach. Nawet w obliczu problemów finansowych, rezygnacja tego typu dotacji jest krokiem ciężkim do przeprowadzenia,
- dotacje do biletów ZTM dodatkowo zachęcają mieszkańców, aby traktować gminy wokół Warszawy, jako "sypialnie". Poprzez dopłaty zwiększa się ilość osób pracujących w Warszawie. Odpływ siły roboczej utrudnia lokalnym pracodawcom znalezienie fachowców, gdyż muszą o nich konkurować z firmami Warszawskimi. Poprzez miejskie dopłaty, firmy te, muszą płacić większe pensje pracownikom i przez to, mając relatywnie wyższe koszty tracą jeden z aspektów konkurencyjności w stosunku do firm warszawskich, jakim może być tańsze dostarczenie produktów na rynek. Jednym z elementów konkurencyjności w walce o pracownika, może być jedynie krótszy czas dojazdu do pracy. Może to rekompensować niższą pensję. Ale sztucznie zaniżony koszt dojazdu do Warszawy może obniżać rolę tego czynnika w podejmowaniu decyzji przez potencjalnego pracownika.

Mam jednak nadzieję, iż w niedługiej przyszłości, w wyniku życia gmin podwarszawskich ponad stan, wydatki zostaną zweryfikowane i ten zbędne obcięte. Życzę, aby w pierwszej kolejności dotykały one grupy uprzywilejowane. Wolność polega m.in. na równym traktowaniu przez administrację. Nie może więc być mowy o wolności, gdy jedni pod przymusem finansują usługi dla innych.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka