Gość: stolicznyj
IP: *.acn.pl
01.08.04, 09:14
Wczoraj prezydent Kaczyński uroczyście zainagurował dzwon imienia gen.
Antoniego Chruściela, ps. "Monter", wojskowego dowódcy Powstania. Wcześniej w
kwaterze powstańczej pochowano z całym ceremoniałem prochy Montera,
sprowadzone z USA.
W wiele lat po swojej śmierci, gen. Monter stał się bohaterem obecnych
uroczystości, ich niemal pierwszoplanową postacią. Przypomina się jego
patriotyzm, odwagę, i chwalebne cechy osobiste.
Czy jest to jednak CAŁA PRAWDA O MONTERZE?
Dla pełnego obrazu, przypomnę kilka spraw, nieco mącących kryształowy
wizerunek Montera:
1) 25 lipca 1944 roku Monter zażądał od gen. Bora-Komorowskiego wyznaczenia
godziny 17-tej, jako początku ataku na Niemców w Warszawie. I tak się też
stało - powstanie rozpoczęło się 1 sierpnia o godzinie 17-tej, w pełnym
świetle dnia, w wyniku czego słabo uzbrojeni powstańcy byli "sprawnie"
wystrzeliwani przez Niemców wszędzie tam, gdzie atakowano obiekty umocnione.
Armia Krajowa była ćwiczona do ataku NOCNEGO. Decyzja Montera była WIELKIM
BŁĘDEM. Zapłaciło za nią swoją krwią setki powstańców już w pierwszym dniu
walk.
2) 27 lipca 1944 roku, na odprawie Komendy Głównej AK, Monter wydaje rozkaz
mobilizacji do powstania. Oficerowie jego sztabu, z pułkownikiem Stanisławem
Weberem "Chirurgiem" na czele - zaprotestowali, twierdząc, że po wybuchu
Powstania Rosjanie zatrzymają swoją ofensywę. Płk Weber mówi do
Montera: "Zobaczy pan, nie przyjdą".
Monter na to odpowiedział: "A więc w takim razie WSZYSCY ZOSTANIEMY
WYMORDOWANI, umrzemy na miejscu, lecz przynajmniej umrzemy w walce".
Po tym dictum, w sztabie zapadła cisza. Przerażeni oficerowie zdali sobie
sprawę, że dowodzi nimi nie rozsądny człowiek, lecz fanatyczny ryzykant.
3) 31 lipca 1944 roku o godzinie 15-tej płk Weber melduje Monterowi, że
niemieckie czołgi pojawiły się rejonie Radzymina. Monter na odprawie melduje
Borowi o czołgach, ale NIE O NIEMIECKICH, lecz o SOWIECKICH, które wg Montera
zajęły Okuniew i BYĆ MOŻE za kilka godzin będą na Pradze!!!
Pod naciskiem Montera, Bór kazał rozpocząć Powstanie 1 sierpnia o godzinie 17-
tej. Po pewnym czasie pojawia się oficer operacyjny, płk Szostak. Wiadomo
już, że Niemcy rozpoczynają kontratak na przepolach Pragi. Szostak domyśla
się, co się stało (że przed chwilą Bor kazał zacząć walkę), i krzyczy do
Bora, że ROZKAZ WALKI TO SZALEŃSTWO, WSZYSCY ZOSTANĄ WYMORDOWANI, i że
NATYCHMIAST TRZEBA ODWOŁAĆ ROZKAZ! Bór odpowiedział zrezygnowany: za późno,
nic już nie możemy zrobić..."
Monter wyszedł z odprawy godzinę wcześniej.
4) 1 sierpnia 1944 roku gen. Monter rzucił do FRONTALNEGO ataku na niemieckie
bunkry słabo uzbrojoną akowską młodzież, W PEŁNYM ŚWIETLE DNIA. Efekt?
Masakra powstańców na lotnisku Okęcie, na alei Szucha, koszarach przy pl.
Narutowicza... Świadek opisywał scenę, jak 18 młodych powstańców z Powiśla
biegło pod górę skarpy, w stronę Uniwersytetu.
WSZYSCY ZOSTALI OD RAZU WYSTRZELANI przez JEDNEGO STAREGO NIEMCA, SIEDZĄCEGO
NA STANOWISKU Z KARABINEM MASZYNOWYM...
1 sierpnia w całej Warszawie, bezmyślność, improwizacja i - tak, nie waham
się tego powiedzieć - GŁUPOTA Montera, kosztowały życie lub ciężkie rany
WIELU SETEK powstańców, którzy nawet nie zdążyli oddać do wroga choćby
jednego strzału!
5) 1 sierpnia dowodzone przez Montera oddziały nie osiągnęły ŻADNEGO ze
strategicznych celów ataku. To nie była wina dzielnych, rwących się do walki
powstańców. A więc - CZYJA?
6) A JAKIM MONTER BYŁ PÓŹNIEJ DOWÓDCĄ?
Warto przypomnieć jeden wstrząsający epizod. 30 sierpnia 1944 roku Monter
wymyślił sobie, że odddziały AK ze Śródmieścia zaatakują niemieckie pozycje w
kierunku Starego Miasta, aby odciążyć tę dzielnicę. Wezwał Jana Nowaka-
Jeziorańskiego, aby "opisał ten wspaniały atak po polsku i po angielsku".
Oficerowie mający poprowadzić natarcie, Kazimierz Bilski "Rum" i por. Janusz
Domański "Janusz" próbują przekonać Montera, że ten atak jest szaleństwem,
ale Monter nie chce ich słuchać i wrzeszczy: WYKONAĆ ROZKAZ! MY TAMTYCH BEZ
POMOCY NIE ZOSTAWIMY! Rozkaz, panie pułkowniku, odpowiada na to "Janusz".
Podwórko przy placu Grzybowskim, miejsce ryzykownej koncentracji, wypełnia
się powstańcami. Niemcy zauważyli to i dali na to miejsce ogień z
granatników. Następuje MASAKRA. Ginie ponad 100 żołnierzy, drugie tyle jest
ciężko rannych. Tak się zakończyło "wspaniałe natarcie" Montera.
Monter podszedł do ciężko rannego "Janusza" leżącego na noszach. Rozkaz
wykonałem, panie pułkowniku - wyszeptał "Janusz".
A obrońcy Starówki? W następnych dniach wycofali się stamtąd kanałami.
A co na to Monter? Po wojnie napisał: "Nie dałem po sobie poznać, ale to była
dla mnie najgorsza doba z całego powstania. TAKA TO DOLA DOWÓDCY [sic!]".
Oj, biedny Monter... jakiż on był nieszczęśliwy...
7) A JAKIM BYŁ "MONTER" POLITYKIEM?
31 lipca 1944 roku wymusił na Borze wywołanie Powstania, aby za wszelką cenę
zająć miasto przed Sowietami, i rozmawiać z nimi jak równy z równym.
Jednak, gdy sytuacja miasta stawała się tragiczna, zasadniczo ZMIENIŁ ZDANIE.
Gdy 9 września Bór zaproponoał kapitulację, Monter mu napisał:
"Kapitulacja jest najgorszą formą zakończenia powstania. PROPONUJĘ NIEŚMIAŁO
[sic!] WEZWAĆ ŻYMIERSKIEGO NA ODSIECZ I PRZEYRZEC MU LOJANA WSPÓŁPRACĘ". Bór
odpowiedził mu na to, że zwracanie się do Żymierskiego byłoby ZDRADĄ, a poza
tym stwierdził (słusznie), że to "nie Żymierski decyduje, ale Stalin".
A więc, Monter 9 września, gdy widmo klęski było już oczywiste dla każdego,
dopuszczał już (tak ponoć wcześniej niewoybrażalną) myśl o współpracy z
komunistami z PKWN!
Powstaje pytanie - to może jednak warto było pomyśleć PRZED Powstaniem o
jakiejś formie porozumienia z nimi???
Powie ktoś, że to nie było realne. Ale w takiem razie powstaje pytanie, NA
JAKIEJ PODSTAWIE 9 WRZEŚNIA MONTER UZNAŁ, ŻE TO SIĘ NAGLE STAŁO REALNE???
Niestety, polityczne rozumowanie Montera należy podsumować podobnie, jak jego
dyrektywy wojskowe, a mianowicie, jako - GŁUPOTĘ.
Nie znalazł się żaden odważny, który by to wszystko przypomniał w dniu, w
którym z Montera zrobiono głównego bohatera Powstania, i zainaugurowano w
Muzeum Powstania Warszawskiego Dzwon jego Imienia, a raczej Pseudonimu
(dzwon "Monter").
Czy to znaczy, że my, Polacy, chcemy aby w przyszłości kierowali nami tacy
dowódcy-przywódcy, jak Monter? Bo najwyraźniej jest on teraz stawiany jako
WZÓR!
Byłoby to dla nas wielkim krokiem w kierunku ostatecznego narodowego
SAMOBÓJSTWA.