Dodaj do ulubionych

Dzwon imienia "MONTERA"-CHRUŚCIELA...

IP: *.acn.pl 01.08.04, 09:14
Wczoraj prezydent Kaczyński uroczyście zainagurował dzwon imienia gen.
Antoniego Chruściela, ps. "Monter", wojskowego dowódcy Powstania. Wcześniej w
kwaterze powstańczej pochowano z całym ceremoniałem prochy Montera,
sprowadzone z USA.

W wiele lat po swojej śmierci, gen. Monter stał się bohaterem obecnych
uroczystości, ich niemal pierwszoplanową postacią. Przypomina się jego
patriotyzm, odwagę, i chwalebne cechy osobiste.

Czy jest to jednak CAŁA PRAWDA O MONTERZE?

Dla pełnego obrazu, przypomnę kilka spraw, nieco mącących kryształowy
wizerunek Montera:

1) 25 lipca 1944 roku Monter zażądał od gen. Bora-Komorowskiego wyznaczenia
godziny 17-tej, jako początku ataku na Niemców w Warszawie. I tak się też
stało - powstanie rozpoczęło się 1 sierpnia o godzinie 17-tej, w pełnym
świetle dnia, w wyniku czego słabo uzbrojeni powstańcy byli "sprawnie"
wystrzeliwani przez Niemców wszędzie tam, gdzie atakowano obiekty umocnione.
Armia Krajowa była ćwiczona do ataku NOCNEGO. Decyzja Montera była WIELKIM
BŁĘDEM. Zapłaciło za nią swoją krwią setki powstańców już w pierwszym dniu
walk.

2) 27 lipca 1944 roku, na odprawie Komendy Głównej AK, Monter wydaje rozkaz
mobilizacji do powstania. Oficerowie jego sztabu, z pułkownikiem Stanisławem
Weberem "Chirurgiem" na czele - zaprotestowali, twierdząc, że po wybuchu
Powstania Rosjanie zatrzymają swoją ofensywę. Płk Weber mówi do
Montera: "Zobaczy pan, nie przyjdą".
Monter na to odpowiedział: "A więc w takim razie WSZYSCY ZOSTANIEMY
WYMORDOWANI, umrzemy na miejscu, lecz przynajmniej umrzemy w walce".

Po tym dictum, w sztabie zapadła cisza. Przerażeni oficerowie zdali sobie
sprawę, że dowodzi nimi nie rozsądny człowiek, lecz fanatyczny ryzykant.

3) 31 lipca 1944 roku o godzinie 15-tej płk Weber melduje Monterowi, że
niemieckie czołgi pojawiły się rejonie Radzymina. Monter na odprawie melduje
Borowi o czołgach, ale NIE O NIEMIECKICH, lecz o SOWIECKICH, które wg Montera
zajęły Okuniew i BYĆ MOŻE za kilka godzin będą na Pradze!!!

Pod naciskiem Montera, Bór kazał rozpocząć Powstanie 1 sierpnia o godzinie 17-
tej. Po pewnym czasie pojawia się oficer operacyjny, płk Szostak. Wiadomo
już, że Niemcy rozpoczynają kontratak na przepolach Pragi. Szostak domyśla
się, co się stało (że przed chwilą Bor kazał zacząć walkę), i krzyczy do
Bora, że ROZKAZ WALKI TO SZALEŃSTWO, WSZYSCY ZOSTANĄ WYMORDOWANI, i że
NATYCHMIAST TRZEBA ODWOŁAĆ ROZKAZ! Bór odpowiedział zrezygnowany: za późno,
nic już nie możemy zrobić..."

Monter wyszedł z odprawy godzinę wcześniej.

4) 1 sierpnia 1944 roku gen. Monter rzucił do FRONTALNEGO ataku na niemieckie
bunkry słabo uzbrojoną akowską młodzież, W PEŁNYM ŚWIETLE DNIA. Efekt?

Masakra powstańców na lotnisku Okęcie, na alei Szucha, koszarach przy pl.
Narutowicza... Świadek opisywał scenę, jak 18 młodych powstańców z Powiśla
biegło pod górę skarpy, w stronę Uniwersytetu.
WSZYSCY ZOSTALI OD RAZU WYSTRZELANI przez JEDNEGO STAREGO NIEMCA, SIEDZĄCEGO
NA STANOWISKU Z KARABINEM MASZYNOWYM...

1 sierpnia w całej Warszawie, bezmyślność, improwizacja i - tak, nie waham
się tego powiedzieć - GŁUPOTA Montera, kosztowały życie lub ciężkie rany
WIELU SETEK powstańców, którzy nawet nie zdążyli oddać do wroga choćby
jednego strzału!

5) 1 sierpnia dowodzone przez Montera oddziały nie osiągnęły ŻADNEGO ze
strategicznych celów ataku. To nie była wina dzielnych, rwących się do walki
powstańców. A więc - CZYJA?

6) A JAKIM MONTER BYŁ PÓŹNIEJ DOWÓDCĄ?
Warto przypomnieć jeden wstrząsający epizod. 30 sierpnia 1944 roku Monter
wymyślił sobie, że odddziały AK ze Śródmieścia zaatakują niemieckie pozycje w
kierunku Starego Miasta, aby odciążyć tę dzielnicę. Wezwał Jana Nowaka-
Jeziorańskiego, aby "opisał ten wspaniały atak po polsku i po angielsku".

Oficerowie mający poprowadzić natarcie, Kazimierz Bilski "Rum" i por. Janusz
Domański "Janusz" próbują przekonać Montera, że ten atak jest szaleństwem,
ale Monter nie chce ich słuchać i wrzeszczy: WYKONAĆ ROZKAZ! MY TAMTYCH BEZ
POMOCY NIE ZOSTAWIMY! Rozkaz, panie pułkowniku, odpowiada na to "Janusz".

Podwórko przy placu Grzybowskim, miejsce ryzykownej koncentracji, wypełnia
się powstańcami. Niemcy zauważyli to i dali na to miejsce ogień z
granatników. Następuje MASAKRA. Ginie ponad 100 żołnierzy, drugie tyle jest
ciężko rannych. Tak się zakończyło "wspaniałe natarcie" Montera.

Monter podszedł do ciężko rannego "Janusza" leżącego na noszach. Rozkaz
wykonałem, panie pułkowniku - wyszeptał "Janusz".

A obrońcy Starówki? W następnych dniach wycofali się stamtąd kanałami.

A co na to Monter? Po wojnie napisał: "Nie dałem po sobie poznać, ale to była
dla mnie najgorsza doba z całego powstania. TAKA TO DOLA DOWÓDCY [sic!]".
Oj, biedny Monter... jakiż on był nieszczęśliwy...

7) A JAKIM BYŁ "MONTER" POLITYKIEM?

31 lipca 1944 roku wymusił na Borze wywołanie Powstania, aby za wszelką cenę
zająć miasto przed Sowietami, i rozmawiać z nimi jak równy z równym.

Jednak, gdy sytuacja miasta stawała się tragiczna, zasadniczo ZMIENIŁ ZDANIE.

Gdy 9 września Bór zaproponoał kapitulację, Monter mu napisał:

"Kapitulacja jest najgorszą formą zakończenia powstania. PROPONUJĘ NIEŚMIAŁO
[sic!] WEZWAĆ ŻYMIERSKIEGO NA ODSIECZ I PRZEYRZEC MU LOJANA WSPÓŁPRACĘ". Bór
odpowiedził mu na to, że zwracanie się do Żymierskiego byłoby ZDRADĄ, a poza
tym stwierdził (słusznie), że to "nie Żymierski decyduje, ale Stalin".

A więc, Monter 9 września, gdy widmo klęski było już oczywiste dla każdego,
dopuszczał już (tak ponoć wcześniej niewoybrażalną) myśl o współpracy z
komunistami z PKWN!

Powstaje pytanie - to może jednak warto było pomyśleć PRZED Powstaniem o
jakiejś formie porozumienia z nimi???

Powie ktoś, że to nie było realne. Ale w takiem razie powstaje pytanie, NA
JAKIEJ PODSTAWIE 9 WRZEŚNIA MONTER UZNAŁ, ŻE TO SIĘ NAGLE STAŁO REALNE???

Niestety, polityczne rozumowanie Montera należy podsumować podobnie, jak jego
dyrektywy wojskowe, a mianowicie, jako - GŁUPOTĘ.

Nie znalazł się żaden odważny, który by to wszystko przypomniał w dniu, w
którym z Montera zrobiono głównego bohatera Powstania, i zainaugurowano w
Muzeum Powstania Warszawskiego Dzwon jego Imienia, a raczej Pseudonimu
(dzwon "Monter").

Czy to znaczy, że my, Polacy, chcemy aby w przyszłości kierowali nami tacy
dowódcy-przywódcy, jak Monter? Bo najwyraźniej jest on teraz stawiany jako
WZÓR!

Byłoby to dla nas wielkim krokiem w kierunku ostatecznego narodowego
SAMOBÓJSTWA.
Obserwuj wątek
    • Gość: stolicznyj Re: Dzwon imienia "MONTERA"-CHRUŚCIELA... IP: *.acn.pl 02.08.04, 08:22
      Cytat z informacji CNN-u o obchodach 60. rocznicy Powstania:

      ""He was
    • Gość: Automobilista Re: Dzwon imienia "MONTERA"-CHRUŚCIELA... IP: 62.233.175.* 02.08.04, 08:25
      Bardzo dobry tekst.

      Studiując historię Powstania, już kiedyś zwróciłem uwagę na postać "Montera",
      jego cechy charakteru, brawurę i rozliczne błędy. Nigdy nie wydawał mi się on
      postacią kryształową, wręcz przeciwnie. Bardzo dobrze, że napisałes ten tekst,
      jest on całkowicie zgodny z moimi wątpliwościami względem postaci "Montera",
      jakie wtedy miałem i mam nadal.

      Na razie brakuje odważnego, który GŁOŚNO rozliczyłby się w sposób rzetelny z
      postacią "Montera". Wyrażam nadzieję, że taki kiedyś się znajdzie...

      I masz rację - przywódcy tacy jak "Monter" to niechybna zguba dla Polski.
    • szalbierz Re: Dzwon imienia "MONTERA"-CHRUŚCIELA... 02.08.04, 10:13
      Gość portalu: stolicznyj napisał(a) tak jak pisywały najgorsze śmiecie w
      służbie komunistycznej propagandy:

      Fakt, że Monter nie wykazał się specjalną inteligencją, był miernym politykiem
      i popelnił wiele błędów, nie może być w żadnym wypadku podstawą do szkalowania
      jego dobrego imienia. W trakcie Powstania wielokrotnie wykazywał, że innych
      przymiotów ducha jest u niego wiele. Błędy popełnia każdy. A w
      przypadku "Montera" z całą pewnością nie były one czynione świadomie.




      > 6) A JAKIM MONTER BYŁ PÓŹNIEJ DOWÓDCĄ?
      > Warto przypomnieć jeden wstrząsający epizod. 30 sierpnia 1944 roku Monter
      > wymyślił sobie, że odddziały AK ze Śródmieścia zaatakują niemieckie pozycje w
      > kierunku Starego Miasta, aby odciążyć tę dzielnicę.

      Kretynie! Jak śmiesz tak przeinaczać fakty? Wykazałeś wielokrotnie, że znasz
      historię PW. Nie uwierzę więc, że to błąd wynikający z niewiedzy. Dobrze wiesz,
      że ten plan, to nie było "widzimisię" "Montera". Po co klamiesz?!



      > Oficerowie mający poprowadzić natarcie, Kazimierz Bilski "Rum" i por. Janusz
      > Domański "Janusz" próbują przekonać Montera, że ten atak jest szaleństwem,
      > ale Monter nie chce ich słuchać i wrzeszczy: WYKONAĆ ROZKAZ! MY TAMTYCH BEZ
      > POMOCY NIE ZOSTAWIMY! Rozkaz, panie pułkowniku, odpowiada na to "Janusz".
      >
      > Podwórko przy placu Grzybowskim, miejsce ryzykownej koncentracji, wypełnia
      > się powstańcami. Niemcy zauważyli to i dali na to miejsce ogień z
      > granatników. Następuje MASAKRA. Ginie ponad 100 żołnierzy, drugie tyle jest
      > ciężko rannych. Tak się zakończyło "wspaniałe natarcie" Montera.
      >
      > Monter podszedł do ciężko rannego "Janusza" leżącego na noszach. Rozkaz
      > wykonałem, panie pułkowniku - wyszeptał "Janusz".
      >
      > A obrońcy Starówki? W następnych dniach wycofali się stamtąd kanałami.
      >

      Celowe półprawdy i zatajanie pelnego obrazu tamtych dni. Aż nie chce się
      wytykać wszystkich nieścisłości. Po co to robisz? I dlaczego w sposób tak
      nachalny? Kalicki, którego tekst w tej chwili żywcem przepisujesz, przynajmniej
      robił to subtelnie.
      • Gość: Automobilista Re: Dzwon imienia "MONTERA"-CHRUŚCIELA... IP: 62.233.175.* 02.08.04, 10:57
        > Fakt, że Monter nie wykazał się specjalną inteligencją, był miernym
        > politykiem
        > i popelnił wiele błędów, nie może być w żadnym wypadku podstawą do
        > szkalowania jego dobrego imienia.

        Najwyraźniej mylisz szkalowanie dobrego imienia z rzetelną oceną działalności.
      • Gość: stolicznyj Re: Dzwon imienia "MONTERA"-CHRUŚCIELA... IP: *.acn.pl 02.08.04, 11:02
        W zasadzie nie odpowiadam na polemiki rodem z rynsztoka, teraz jednak zrobię to
        ze względu na wagę tematu.


        > Błędy popełnia każdy. A w
        > przypadku "Montera" z całą pewnością nie były one czynione świadomie.

        Co innego gdy błąd popełnia 16-letni powstaniec-strzelec Kowalski, a co innego,
        gdy robi to 49-letni dowódca powstania, doświadczony (ponoć) oficer wysokiego
        szczebla. Jeśli nie potrafi uniknąć popełniania całej serii katastrofalnych
        pomyłek, skutkujących wojskowymi porażkami i niepotrzebną śmiercią bardzo wielu
        ludzi, to powinien ustąpić ze stanowiska i oddać dowodzenie komuś bardziej
        kompetentnemu. W AK takich nie brakowało.

        Co z tego, że Monter nie czynił błędów "świadomie"? Nieudolność i głupota nie
        są ŻADNYM usprawiedliwieniem u dowódców i polityków. Nawasem mówiąc,
        brak "świadomości" kompromituje Montera dodatkowo.


        > że ten plan, to nie było "widzimisię" "Montera". Po co klamiesz?!
        >

        Monter BYŁ WOJSKOWYM GŁÓWNODOWODZĄCYM POWSTANIA, a to oznacza, że ponosił
        OSTATECZNĄ I KOŃCOWĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ za całość działań, a już zwłaszcza za
        operacje zakrojone na tak dużą skalę, a to dlatego, że TO ON O NICH DECYDOWAŁ.
        Widać, że nie masz zielonego pojęcia, na czym opiera się wojsko, na czym polega
        HIERARCHIA DOWODZENIA.


        > Celowe półprawdy i zatajanie pelnego obrazu tamtych dni. Aż nie chce się
        > wytykać wszystkich nieścisłości. Po co to robisz? I dlaczego w sposób tak
        > nachalny? Kalicki, którego tekst w tej chwili żywcem przepisujesz,
        przynajmniej robił to subtelnie.


        Mam do ciebie uprzejmą prośbę: jeśli mi zarzucasz różne złe rzeczy, to dobrze
        by było, abyś je jakoś uzasadnił, bo bez tego są to tylko PUSTE ATAKI
        PERSONALNE mające charakter INSYNUACJI. Oczywiście moja prośba jest RETORYCZNA,
        bo doskonale rozumiem, że ci się NIE CHCE zadawać trudu UZASADNIANIA swoich
        zarzutów wobec mnie.

        To nie jest niczym dziwnym, biorąc pod uwagę spory wysiłek, jaki musisz wkładać
        w publikowanie na coraz większej liczbie wątków, różnych soczystych tzw.
        wiązanek pod moim adresem.

        Jednak wartość merytoryczna rzucanych przez ciebie obelg jest, niestety,
        wątpliwa.
        • szalbierz z rynsztoku odpowiadam 02.08.04, 11:22
          Celowe podawanie tylko niektórych faktów, nieuzasadnione podkreślanie znaczenia
          innych i wiele żałosnych prób naginania historii w celu obnrony własnego
          stanowiska - tak to atak personalny, bo personą jesteś podejrzaną wyjątkowo.

          Każdy, kto zna choć pobieżnie historię Powstania wie, że poniższy cytat
          jakkolwiek nie zawiera jawnych kłamstw, daleki jest od prawdy. Czasami nie
          trzeba kłamać, by wprowadzać w błąd. Wystarczy pewne rzeczy przemilczać, czego
          przykładem jest tekst poniższy:

          "Warto przypomnieć jeden wstrząsający epizod. 30 sierpnia 1944 roku Monter
          wymyślił sobie, że odddziały AK ze Śródmieścia zaatakują niemieckie pozycje w
          kierunku Starego Miasta, aby odciążyć tę dzielnicę. Wezwał Jana Nowaka-
          Jeziorańskiego, aby "opisał ten wspaniały atak po polsku i po angielsku".

          Oficerowie mający poprowadzić natarcie, Kazimierz Bilski "Rum" i por. Janusz
          Domański "Janusz" próbują przekonać Montera, że ten atak jest szaleństwem,
          ale Monter nie chce ich słuchać i wrzeszczy: WYKONAĆ ROZKAZ! MY TAMTYCH BEZ
          POMOCY NIE ZOSTAWIMY! Rozkaz, panie pułkowniku, odpowiada na to "Janusz".

          Podwórko przy placu Grzybowskim, miejsce ryzykownej koncentracji, wypełnia
          się powstańcami. Niemcy zauważyli to i dali na to miejsce ogień z
          granatników. Następuje MASAKRA. Ginie ponad 100 żołnierzy, drugie tyle jest
          ciężko rannych. Tak się zakończyło "wspaniałe natarcie" Montera.

          Monter podszedł do ciężko rannego "Janusza" leżącego na noszach. Rozkaz
          wykonałem, panie pułkowniku - wyszeptał "Janusz".

          A obrońcy Starówki? W następnych dniach wycofali się stamtąd kanałami."

          Próba zdobycia korytarza ze Starówki do Śródmieścia wydawała się decyzją
          rozsądną. Plan był dobry. Zawiodło wykonanie. I to bynajmniej nie z
          winy "Montera". Nikt nie był w stanie przewidzieć co będzie się dziać na
          Starówce. Jak na przykład zareaguje ludność cywilna. Zresztą nie będę wchodzić
          w szczegóły, bo o czym innym jest tu dyskusja. O celowych zatajeniach prawdy, a
          za takie należy uznać zdanie, że obrońcy Starówki przejdą spokojnie kanałami.
          Jeszcze dzień po nieudanym wywalczeniu korytarza pomiędzy dzielnicami nikt nie
          myślał, że uda się przeprowadzić wszystkich kanałami. Bo i prawdą jest to, że
          nie przeszli wszyscy. Zostało wielu rannych, którzy najpewniej wydoastaliby się
          ze Starówki korytarzem. Kanałem nie mogli. Poza tym przejście kanałami było
          wyjątkowo niebezpeczne. Wszyscy o tym wiedzą, poza tobą. Dla ciebie wystarczyło
          przejść kanałem. Po co komu korytarz. Ach ten głupi "Monter" celowo wysłał na
          śmierć swoich żołnierzy, bo był głupi i zły. Ponieważ najpewniej tego nie
          zauważysz - ostatnie zdania to ironia.

          • Gość: stolicznyj Możesz mi odpowiedzieć na jedno? IP: *.acn.pl 02.08.04, 12:12
            Dlaczego w ogóle ze mną dyskutujesz?

            Przecież jestem wg ciebie:

            1) najgorszym śmieciem w służbie komunistycznej propagandy
            2) kretynem
            3) personą podejrzaną wyjątkowo

            Istna zagadka, dlaczego poświęcasz swój cenny czas na dyskusję z postacią tak
            skrajnie odpychającą i bezwartościową. Dziwny z ciebie gość.


            > Próba zdobycia korytarza ze Starówki do Śródmieścia wydawała się decyzją
            > rozsądną. Plan był dobry.

            Skoro tak, to dlaczego dowódcy odcinka, "Rum" i "Janusz", tak rozpaczliwie
            protestowali, błagając Montera o rezygnację z natarcia i ostrzegając, że
            zakończy się to masakrą powstańców? Jak to się stało, że po chwili to się
            sprawdziło? Dlaczego Monter po wojnie określił ten dzień jako najgorszy dla
            niego osobiście podczas całego Powstania? Przecież nie miałby do tego żadnego
            szczególnego powodu, jeśli przyjąć za dobrą monetę to, co piszesz.


            > Celowe podawanie tylko niektórych faktów, nieuzasadnione podkreślanie
            znaczenia
            > innych i wiele żałosnych prób naginania historii w celu obnrony własnego
            > stanowiska -

            Przyganiał kocioł garnkowi. Udajesz, że nie widzisz, że zarzutów wobec Montera
            jest znacznie więcej, koncentrujesz się tylko na jednej tragicznej, ale jednak
            cząstkowej sprawie. Zadziwiające, że właśnie ty mi teraz zarzucasz
            manipulację... Szewc bez butów chodzi.

            Zresztą, ja nie wzywam do jakiegoś wyklęcia Montera. Przeszkadza mi tylko
            robienie z niego robienie z niego czołowego bohatera i stawiania jako wzoru
            postępowania, bo moim zdaniem on się do tego nie nadaje absolutnie.

            To dosyć niezrozumiałe, że tak ostro mnie zwalczasz z tego powodu, obrzucasz
            wyzwiskami i zachowujesz nieprzeciętnie agresywnie, choć przecież na samym
            początku de facto przyznałeś, że Monter był jednak miernym politykiem i
            kiepskim dowódcą.

            Ponieważ najpewniej tego nie zauważysz - ostatnie zdanie to bynajmniej nie jest
            żadna ironia.
            • Gość: pepe Re: Możesz mi odpowiedzieć na jedno? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.04, 13:06
              Gość portalu: stolicznyj napisał(a):

              > Dlaczego w ogóle ze mną dyskutujesz?

              Ano dlatego, że ja, laik w kwestii powstania, mogę sobie wyrobić przynajmniej
              pobieżne zdanie na temat tutaj poruszany.
              Jednostronna dyskusja jest bezwartościowa.
              • Gość: Helmut Re: Możesz mi odpowiedzieć na jedno? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.04, 16:00
                Do obrońców Montera
                Monter nie działał racjonalnie czy pragmatycznie on działał ideowo, na wiare,
                przez wizję predystynacji i mesjanizmu wsród narodów, tylko dlaczego ten
                człowiek honoru który wysyłał dzieci do frontalnego ataku pod ogień karabinów
                maszynowych, kiedy już pojął ogrom swojej głupoty nie popełnił samobójstwa lub
                nie poprowadził osobiście ostatniego ataku, tylko poddał sie i poszedł do
                oflagu a nie do K.L- jak ci którzy w niego wierzyli.

                Helmut
            • szalbierz Re: Możesz mi odpowiedzieć na jedno? 03.08.04, 08:42
              Gość portalu: stolicznyj napisał(a):

              > Dlaczego w ogóle ze mną dyskutujesz?
              >
              > Przecież jestem wg ciebie:
              >
              > 1) najgorszym śmieciem w służbie komunistycznej propagandy
              > 2) kretynem
              > 3) personą podejrzaną wyjątkowo
              >
              > Istna zagadka, dlaczego poświęcasz swój cenny czas na dyskusję z postacią tak
              > skrajnie odpychającą i bezwartościową. Dziwny z ciebie gość.

              Po prostuy widać, że wiesz coś o Powstaniu i wielu młodych ludzi mogłoby cię
              uznać za znawcę tematu. Wykorzystujesz to do szerzenia kłamliwych półprawd.
              Staram się z tym walczyć.

              >
              >
              > > Próba zdobycia korytarza ze Starówki do Śródmieścia wydawała się decyzją
              > > rozsądną. Plan był dobry.
              >
              > Skoro tak, to dlaczego dowódcy odcinka, "Rum" i "Janusz", tak rozpaczliwie
              > protestowali, błagając Montera o rezygnację z natarcia i ostrzegając, że
              > zakończy się to masakrą powstańców? Jak to się stało, że po chwili to się
              > sprawdziło? Dlaczego Monter po wojnie określił ten dzień jako najgorszy dla
              > niego osobiście podczas całego Powstania? Przecież nie miałby do tego żadnego
              > szczególnego powodu, jeśli przyjąć za dobrą monetę to, co piszesz.
              >

              I znowu kłamstwa! To, że "Monter" popełnił błąd na jednym z odcinków natarcia
              nie oznacza, że cały plan był zły. Wiadomo, że był ryzykowny, ale stawka była
              ogromna. Chodziło o życie dziesiątków tysięcy mieszkańców Starówki, a także o
              połączenie sił z obrońcami tejże dzielnicy. W poprzednim opście pisałeś, że
              cały plan był zły - to przeinaczanie. Poza tym, jestem przekonany, że
              ani "Rum", ani "Janusz" nie protestowali, tylko wyrażali swój pogląd, a już na
              pewno nie rozpaczliwie. Starasz się zrobić z powstańców panikarzy?! ŻAŁOSNE!!!


              >
              > > Celowe podawanie tylko niektórych faktów, nieuzasadnione podkreślanie
              > znaczenia
              > > innych i wiele żałosnych prób naginania historii w celu obnrony własnego
              > > stanowiska -
              >
              > Przyganiał kocioł garnkowi. Udajesz, że nie widzisz, że zarzutów wobec
              Montera
              > jest znacznie więcej, koncentrujesz się tylko na jednej tragicznej, ale
              jednak
              > cząstkowej sprawie.


              Przecież to ty się na tym skoncentrowałeś mówiąc o błędach w dowodzeniu. Jesteś
              żałosny.


              > Zresztą, ja nie wzywam do jakiegoś wyklęcia Montera. Przeszkadza mi tylko
              > robienie z niego robienie z niego czołowego bohatera i stawiania jako wzoru
              > postępowania, bo moim zdaniem on się do tego nie nadaje absolutnie.


              A kto zakłada dziesiątki kretyńskich wątków sugerujących między innymi, że
              dowódcy powstania byli PÓŁGŁÓWKAMI? ZLituj się i nie udawaj niewiniątka!

              • Gość: stolicznyj Nie mam zamiaru dalej dyskutować z tobą. IP: *.acn.pl 03.08.04, 09:02
                A to dlatego, że twoje chamstwo dyskwalifikuje cię jako partnera do
                merytorycznej rozmowy.

                Mam dla ciebie radę - wybierz się na mecz na stadion Legii, i tam prowadź
                dysputy. Poczujesz się jak ryba w wodzie.
                • szalbierz Re: Nie mam zamiaru dalej dyskutować z tobą. 03.08.04, 09:08
                  My nigdy nie prowadziliśmy merytorycznej dyskusji. Twoje wypowiedzi na to nie
                  pozwoliły. A co do Legii - zdziwiłbyś się, ilu rozsądnych ludzi można spotkać
                  na trybunach. Polonia, którą wielce szanuje nie ma monopolu na prawdę,
                  tradycję, honor i mądrych kibiców.
                • Gość: Automobilista Re: Nie mam zamiaru dalej dyskutować z tobą. IP: 62.233.175.* 03.08.04, 09:22
                  > A to dlatego, że twoje chamstwo dyskwalifikuje cię jako partnera do
                  > merytorycznej rozmowy.
                  >
                  > Mam dla ciebie radę - wybierz się na mecz na stadion Legii, i tam prowadź
                  > dysputy. Poczujesz się jak ryba w wodzie.

                  Wybacz Stolicznyj, ale akurat ta twoja wypowiedź była wybitnie nieprzemyślana :
                  (((

                  Z legijnym pozdrowieniem Automobilista
                  • Gość: stolicznyj Re: Nie mam zamiaru dalej dyskutować z tobą. IP: *.acn.pl 03.08.04, 10:05
                    Sorry - nie było moim zamiarem urażenie prawdziwych, kulturalnych kibiców.

                    Sam kiedyś chodziłem na stadion i kibicowałem Legii, jeszcze w czasach Deyny,
                    Dąbrowskiego, Lasonia i tam takich :). Może kiedyś dobre czasy klubu wrócą, oby.
                    • szalbierz Re: Nie mam zamiaru dalej dyskutować z tobą. 03.08.04, 10:08
                      Gość portalu: stolicznyj napisał(a):

                      > Sorry - nie było moim zamiarem urażenie prawdziwych, kulturalnych kibiców.
                      >

                      I wcześniejszy fragment: "Mam dla ciebie radę - wybierz się na mecz na stadion
                      Legii, i tam prowadź dysputy. Poczujesz się jak ryba w wodzie."

                      Daruj sobie.
    • tygrys01 Re: Dzwon imienia "MONTERA"-CHRUŚCIELA... 07.08.04, 18:31

      • Gość: stolicznyj Re: Dzwon imienia "MONTERA"-CHRUŚCIELA... IP: *.acn.pl 08.08.04, 08:00
        > Odnoszę wrażenie, ze temat tutaj wywołany ma na celu odwrócenie
        uwagi od zbrodni ludobójstwa na nieznaną nigdy przedtem w historii skalę.


        Nie wiadomo, na jakiej podstawie odnosisz takie wrażenie.
        • tygrys01 Re: Dzwon imienia "MONTERA"-CHRUŚCIELA... 10.08.04, 11:48
          Gość portalu: stolicznyj napisał(a):

          > > Odnoszę wrażenie, ze temat tutaj wywołany ma na celu odwrócenie
          > uwagi od zbrodni ludobójstwa na nieznaną nigdy przedtem w historii skalę.
          >
          >
          > Nie wiadomo, na jakiej podstawie odnosisz takie wrażenie.
          =========================
          Ponieważ w domyśle obarczasz winą za nieszczęścia ludności cywilnej (ponad 100
          000 osób wymordowanych nie w walce ale wymordowanych w sposób totalnego
          systematycznego mordu niemającego precedensu w historii)tychy którzy mogli
          popełnić błedy dowodcze powstania. Przecież rozkaz zniszczenia Warszawy został
          wydany przed wybuchem powstania. W tej sytuacji wybuch powstania nie był
          niczym innym jak rozpaczliwą obroną. Gdyby powstanie nie wybuchło straty w
          ludności cywilnej mogłyby być jeszcze większe.
          • Gość: stolicznyj Re: Dzwon imienia "MONTERA"-CHRUŚCIELA... IP: 212.76.39.* 10.08.04, 12:18
            > Ponieważ w domyśle obarczasz winą za nieszczęścia ludności cywilnej (ponad
            100
            > 000 osób wymordowanych nie w walce ale wymordowanych w sposób totalnego
            > systematycznego mordu niemającego precedensu w historii)tychy którzy mogli
            > popełnić błedy dowodcze powstania.


            Twój powyższy domysł jest nietrafny, jest to klasyczna nadinterpretacja.

            Nie obarczam Bora i jego najbliższych współpracowników "winą" za śmierć od 150
            do 180 tysięcy cywilnych Warszawiaków, wymordowanych podczas Powstania.
            Słowo "wina" oznacza popełniony przez kogoś zły czyn i odpowiedzialność
            sprawcy, za tenże popełniony przezeń czyn (wg definicji ze słownika polszczyzny
            PWN).

            Winni są więc pomysłodawcy, sprawcy i wykonawcy tych mordów, czyli - Niemcy.

            Obarczam natomiast - a i owszem - decydentów Powstania, MORALNĄ
            WSPÓŁODPOWIEDZIALNOŚCIĄ za tragedię Warszawy (to jednak pewna istotna różnica).

            Nie będę tu powtarzał, dlaczego - poczytaj inne moje wątki, tutaj na liście
            forumowej znajdziesz je, tam szeroko uzasadniam moje stanowisko.


            > Przecież rozkaz zniszczenia Warszawy został
            > wydany przed wybuchem powstania.


            Jak już mówiłem wiele razy, nie uważam się wcale za wszechwiedzącego i chętnie
            się dowiem, z jakiego źródła można uzyskać informację o istnieniu takiego
            rozkazu, wydanego przez Niemców rzekomo PRZED wybuchem Powstania.

            Do tej pory żaden z forumowiczów którzy przywoływali ten rzekomy rozkaz,
            takiego źródła nie podał.


            > W tej sytuacji wybuch powstania nie był
            > niczym innym jak rozpaczliwą obroną. Gdyby powstanie nie wybuchło straty w
            > ludności cywilnej mogłyby być jeszcze większe.


            Z całym szacunkiem - twoje powyższe tezy są wynikiem niedostatku twojej wiedzy
            o faktach historycznych.

            Jeszcze raz namawiam, abyś poczytał moje "powstańcze" wątki, gdzie na zasadzie
            merytorycznej wykazuję, że powyższe twierdzenia nie mają żadnych wiarygodnych
            ani rzeczowych podstaw.
    • Gość: stolicznyj Re: List Montera z 9 września 1944 i reakcja Bora. IP: 212.76.39.* 11.08.04, 08:12
      > Gdy 9 września Bór zaproponoał kapitulację, Monter mu napisał:
      > "Kapitulacja jest najgorszą formą zakończenia powstania. PROPONUJĘ NIEŚMIAŁO
      > [sic!] WEZWAĆ ŻYMIERSKIEGO NA ODSIECZ I PRZYRZEC MU LOJALNĄ WSPÓŁPRACĘ".
      > Bór
      > odpowiedział mu na to, że zwracanie się do Żymierskiego byłoby ZDRADĄ, a poza
      > tym stwierdził (słusznie), że to "nie Żymierski decyduje, ale Stalin".
      > A więc, Monter 9 września, gdy widmo klęski było już oczywiste dla każdego,
      > dopuszczał już (tak ponoć wcześniej niewoybrażalną) myśl o współpracy z
      > komunistami z PKWN!
      > Powstaje pytanie - to może jednak warto było pomyśleć PRZED Powstaniem o
      > jakiejś formie porozumienia z nimi???
      > Powie ktoś, że to nie było realne. Ale w takiem razie powstaje pytanie, NA
      > JAKIEJ PODSTAWIE 9 WRZEŚNIA MONTER UZNAŁ, ŻE TO SIĘ NAGLE STAŁO REALNE???


      Zacytowałem powyżej fragment mojego własnego komentarza, dowodzący, że Monter
      sam w sposób pośredni przyznawał, że jego postawa w dniach, gdy decydowano o
      Powstaniu, była - delikatnie mówiąc - nieprzemyślana.

      Ale oczywiście, gdy się odłoży na bok uzasadnione negatywne emocje wobec
      skrajnie niekonsekwentnej postawy Montera, uznać należy, że jego propozycja dla
      Bora z 9 września 1944 roku - czyli podjęcia próby jakiegokolwiek porozumienia
      z PKWN - była jedyną możliwą drogą działania, dającą choćby minimalne szanse
      uratowania Warszawy. Późno bo późno, ale Monter to zrozumiał.

      A ja zareagował Bór-Komorowski? Skwitował sugestię Montera jako
      propozycję "zdrady". Bór powiedział to w sytuacji, gdy cała Warszawa płonęła, a
      przeciętnie 2000 (DWA TYSIĄCE) jej mieszkańców CODZIENNIE traciło życie!

      Wniosek z reakcji Bora może być tylko jeden z dwóch:
      albo - perspektywa klęski i poddania się Niemcom była dla niego mniej
      odpychająca, niż podjęcie próby rozwiązania politycznego z popieranym przez
      Sowietów PKWN-em;
      albo - Bór sobie w ogóle sobie nie uświadamiał, że cała polityka Stalina
      zmierzała do nadania maksymalnej legitymizacji PKWN-owi, więc istniała szansa,
      że aby ten cel osiągnąć, przywódca ZSRR mógłby pójść na jakieś ustępstwo. Jakie
      konkretnie?

      9 września 1944 roku chodziło przede wszystkim o jedno sowieckie ustępstwo - o
      to, żeby Stalin posłał swoje wojska na ratunek walczącej stolicy.

      Wnioski z dwóch możliwych motywów negatywnej reakcji Bora na propozycję Montera
      są następujące:

      1) Albo - fanatyczny antysowietyzm i antykomunizm Bora sprawiły, że
      ewentualność całkowitej zagłady Warszawy była dla niego łatwiejsza do
      przyjęcia, niż "zniżenie się" do rozmów z komunistami;

      2) Albo - Bór był dowódcą-politykiem o zastraszająco niskich kompetencjach
      umysłowych, który nawet na tak późnym etapie Powstania (9 września 1944 roku)
      ciągle nie był w stanie rozpoznać podstawowych kierunków sowieckiej taktyki
      politycznej wobec Polski.

      Jedno - z dwojga. Nie wiadomo, co gorsze...

      Postawę przywódcy AK, generała Tadeusza Bora-Komorowskiego przed i podczas
      Powstania, przeanalizuję w jednym z następnych komentarzy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka