Gość: mw
IP: *.aster.pl
09.09.04, 09:09
POLITYKA Nr 37
Pech pielęgniarki Marii Machery polega ba tym, że w nocy z 23 na 24 lipca
ub.r. przypadł jej dyżur na oddziale chirurgicznym Szpitala Bielańskiego w
Warszawie. Na ten oddzial trafiła pacjentka z pooperacyjną raną, z której
sączyła się krew. Kilkanaście minut pózniej niespodziewanie zjawił się
prezydent Warszawy Lech Kaczyński. Był zaniepokojony stanem zdrowia owej
pacjentki, jego znajomej. I tu kolejny pech - na oddziale niechirurga. Dwaj
dyżurujący wówczas lekarze wykonywali właśnie zabieg na sali operacyjnej.
Prezydenta to nie przekonało, domagał się lekarza natychmiast. Jedna z
pielęgniarek zatelefonowała na blok operacyjny i przekazała Kaczyńskiemu
wiadomość, że lekarze dotrą najpózniej za kilka minut. Ale to go nie
zadowoliło. Rozsierdzony podniósł głos.
Wspomniany pech pielęgniarki Machery polegał też na tym, że chociaż owej nocy
pełniła dyżur na męskiej części oddziału chirurgicznego, krzyki prezydenta
ściągnęły ją na część kobiecą. Tam stała się świadkiem besztania personelu
przez Lecha Kaczyńskiego i zareagowała. - "Powiedziałam, że się dziwię, iż
taki znany człowiek tak się zachowuje" - opowiada. -"I wtedyusłyszałam: praca
się pani znudziła? Zapamięta pani ten dzień do końca życia."
Trzy dnipózniej na nocny dyżur pielęgniarki Machery przyszła osobiście
dyrektor szpitala Ewa Żydowicz-Mucha. Oświadczyła, że była u prezydenta
miasta, zna jego relację teraz chce poznać wersję pielęgniarki. -"Spokojnie
wszystko jej opowiedziałam"-kontynuuje Maria Machera. -"Dlatego doznałam
szoku, kiedy dwa dni pózniej pani dyrektor oświadczyła, że muszę odejść z
pracy, ale nie z powodu pana Kaczyńskiego. Twierdziła, że przyczyną jestmoje
zachowanie wobec pani dyrektor. Miałam rzekomo podnieść na nią głos i
wymachiwać rękoma. Świadkiem naszej uprzejmej rozmowy był ordynator ze
szpitalnego oddziału ratownictwa i na niego powoływała się dyrektorka.
Twierdziła, że powstała notatka podpisana przez ordynatora, gdzie dokładnie
opisano moje rzekomo naganne zachowanie."
Według Marii Machery, dyrektor szpitala pod presją prezydenta Warszawy
wymyślił pretekst, aby zwolnić ją z pracy. Ordynator notatki nie podpisywał,
bo jako człowiek uczciwy nie chciał potwierdzić nieprawdy. W rozmowie z nami
zasłaniał się lukami w pamięci, aby wreszcie stwierdzić: -"Nie chciałbym
wracać do tamtej historii." Pielęgniarka, z którą rozwiązano umowę o pracę,
oddała sprawę do sądu. Proces trwa.