vampi_r
26.09.04, 21:11
Czas najwyższy dokonać pełnej i całościowej analizy działań naszych rodzimych pseudoekologów (pisujących na łamach tego forum). O kim głównie mowa – każdy doskonale wie.
Ekologia w Polsce oznacza głównie blokowanie wszelkich inwestycji. Panuje powszechne przekonanie, że ekologicznie jest, jak nic nie jest. Wszelkie ważne inwestycje nie mogą odbyć się bez głupich protestów, które najczęściej mają na celu wydobycie od inwestora wielkich pieniędzy. To powszechnie nazywa się (i słusznie) jako ekoterroryzm.
A najgorsze jest to, że działania takie są nieraz akceptowane przez część społeczeństwa. Podaje się argument, że przecież działalność pewnego towarzystwa nie okazała się być niezgodna z prawem, więc czemu wszyscy wycierają sobie nim gębę.
To ja przypomnę, że do niedawna w Polskim prawie był zapis uniemożliwiający karanie za korupcję kogoś, kto nie pracuje w administracji publicznej. Czyli prezes prywatnej firmy mógł przekupywać i być przekupywanym i było to zgodne z prawem.
Od wielu miesięcy prowadzimy tu dyskusję na temat A2 i Warszawskiej obwodnicy.
Wiele osób jako główny argument przeciw, podaje wyniki referendum na Ursynowie, które odbyło się 4 lata temu. G woli ścisłości przypomnę: brało w nim udział ponad 50% uprawnionych, a 80% było przeciw jakiejkolwiek trasie przez Ursynów.
Ale jednocześnie przypomnę pytanie:
Czy jesteś za przeprowadzeniem przez Ursynów autostrady lub drogi ekspresowej? Cytuję z pamięci, więc mam nadzieję, ze za wiele się nie pomyliłem.
Powiem uczciwie – na tak zadane pytanie ja bym też odpowiedział bez wahania - NIE.
Jakbym wiedział, ze trasa ma być jedynie dla samochodów osobowych i otoczona ekranami dźwiękochłonnymi i obsadzona zielenią, to już bym się nieco dłużej zastanowił nad odpowiedzią.
Natomiast gdybym wiedział, że trasa ma być w tunelu z systemem oczyszczania powietrza i jedynie dla ruchu samochodowego, to już bez wahania odpowiedziałbym TAK.
To, że Warszawa potrzebuje nowych tras, to fakt. Nikt nie potrafi przedstawić żadnej alternatywy. Warszawa to chyba jedno z nielicznych miast na świecie, gdzie korki tyczą się całego miasta, ba – nawet całej aglomeracji z mieścinami satelickimi włącznie.
Koleżanka Komagane (jedyna z którą można jeszcze nieraz normalnie podyskutować) podaje jako dobrą alternatywę wobec Warszawskiej obwodnicy zaprezentowanej przez GDDKiA, trasę szybkiego ruchu Brwinów – Piaseczno – Konstancin. Dziwi się też, czemu ten projekt nie został wzięty pod uwagę. I to najdobitniej pokazuje, że jednak alternatywy dla wariantu Ursynowskiego przebiegu obwodnicy nie ma.
Jednak tu właśnie zaczyna się zadanie dla ekologów. Dla tych z prawdziwego zdarzenia, a nie dla tych pseudo, co jedyne co umieją, to rzucanie epitetami i bredzeniem o lewej kasie.
Trasa przez Warszawę planowana jest głównie wierzchem, a tylko na Ursynowie w tunelu.
Tu muszę przyznać, że całkowicie rozumiem tych, spoza Ursynowa, którym obwodnica przejdzie niemal przez osiedle. Ja na miejscu Komagane, też bym wtedy protestował. To normalne zachowanie w obronie własnej, bo przecież nikt nie chce mieć drogi szybkiego ruchu pod swoim oknem. Ja jednak protestowałbym zupełnie inaczej. Nic nie dadzą populistyczne hasła i demagogie. Warszawa potrzebuje obwodnicy i ta musi gdzieś przejść. Szukałbym więc nieco innej trasy i czynił starania, by drogę przesunąc może 500 metrów na północ lub południe – może bliżej lotniska. A jak to by nic nie dało, to walczyłbym o takie zapewnienie zabezpieczeń, by uciążliwość drogi doprowadzić do minimum.
A jest na to wiele sposobów. I tu ekolodzy powinni odpowiednio zadziałać.
Wielokrotnie jako dobry przykład dawałem pewną autostradę w Alpach Szwajcarskich. Sam tej drogi nie widziałem, ale na studiach na wykładach o architekturze mój profesor omówił problem szczegółowo, więc zapadł mi w pamięć. Autostradę zbudowano na estakadzie wpasowując ją idealnie w poziomice gór. Jedna nitka drogi TAM idzie nieco wyżej, a ta SPOWROTEM – niżej. W dodatku wszystko obsadzono zielenią, ba – nawet wszystkie elementy konstrukcyjne zostały pomalowane na odpowiedni kolor, na zielono lub szaro-piaskowo lub obsadzone kamieniem (zależy na jakim tle przechodziła droga). Na jednym slajdzie na którym była ujęta owa autostrada z perspektywy 2 km, Pan Profesor poprosił nas, żebyśmy wskazali miejsce przebiegu drogi. Nikt z nas nie zorientował się, że to zdjęcie przedstawia autostradę, a nie samą górę. To było niesamowite. A najgenialniejsze było to, że projektant drogi sam wpadł na taki pomysł poprowadzenia trasy, by nie zaburzyła krajobrazu. Ekolodzy Szwajcarscy przystawili tylko swój akcept. Przypominam jednocześnie, że Szwajcaria jest chyba najbardziej ekologicznym krajem na Świecie.
Wyobraźmy sobie teraz, że w naszych Tatrach (to tylko przykład) ktoś projektuje autostradę. Idę o zakład (stawiam swoje skarpetki), że byłaby to normalna linia prosta w tradycyjnie betonowym kolorze. Oczywiście wrzask jaki by się podniósł u ekologów byłby wielki. A ich decyzje jednoznaczne – żadnej drogi w górach.
I nikt by z nich nie pomyślał, że jeśli chce się budować taką trasę, to znaczy, że jest taka konieczność. Zaczęłyby się wieloletnie przepychanki, które do niczego by w końcu nie doprowadziły, a droga i tak by powstała w pierwotnie zaplanowanym kształcie albo wcale.
W efekcie nikt by nic nie zyskał.
Ja byłem kiedyś świadkiem, jak gość sprzedawał samochód i chciał za niego 20 tys. kupiec dawał 18 tys. Obaj panowie się uparli, a do transakcji nie doszło. A nikt z nich nie pomyślał, że cena 19 tys. obu by satysfakcjonowała.