Gość: tom IP: 5.3.* / *.proxy.aol.com 23.04.05, 02:13 BARDZO LAGODNE WYROKI< oni wyjda za kilka lat i znow bedzie bandytyzm. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: koko Re: Wyrok w procesie "Przeszczepa" i jego gangu IP: *.ghnet.pl 23.04.05, 13:20 tak , to jest błąd zatrzymanie, prokurator,sąd zamiast .................w czasie ucieczki i byłby spokój a tak ktoś kto siedzi np. za długi siedzi np. z zabójcą który go w więzieniu gnębi wyjdzie i dalej będzie przestępcą Odpowiedz Link Zgłoś
paul_78 Re: Wyrok w procesie "Przeszczepa" i jego gangu 23.04.05, 14:07 Gość portalu: koko napisał(a): > wyjdzie i dalej będzie przestępcą No tak, ale za to z bardziej elastycznym zwieraczem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paweł Złodzieje w KG Policji nadal na wolności . IP: *.kompania.net 24.04.05, 01:28 Gang w KG Policji nadal bezkarny !!! Poszukuję wydawcy książki : Raport o stanie Policji . Policja Szredera i Szczerbaka czyli obraz degrengolady , degeneracji , demoralizacji i rozkładu . Osoby lub instytucje posiadające możliwości wydawnicze proszę o kontakt Tel . 0 602 318 302 www. pawelwitkowski. prv. pl ; www. policjainaczej. prv. pl Egzemplarz Raportu przeznaczony dla Premiera p . Marka Belki został złożony w sekretariacie Wojewody Małopolskiego p . Adamika . Raport trafił też do rąk przedstawicieli Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego . Z obszernymi fragmentami Raportu można się zapoznać , kontaktując się z z-cą Komendanta Miejskiego Policji w Krakowie p . Wacławem Orlickim TEL . 0 12 615 26 01 lub osobiście Kraków ul. Siemiradzkiego 24 . > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > Raport otrzymali : przyszły Premier Jan Rokita oraz Prezes PiS Jarosław Kaczyński. > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > www. pawelwitkowski. prv. pl ; www. policjainaczej. prv. pl >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> Miliony złotych z policji do chałupy W tym domku w Rudziszkach, tuż przy rosyjskiej granicy, działa firma Szare Komórki Do Wynajęcia, która na kontraktach dla policji i więziennictwa zarobiła milionyFot. Tomasz Waszczuk / AG Fot. Tomasz Waszczuk / AG ZOBACZ TAKŻE • Kto naprawdę zarabia miliony złotych przy kontraktach na sprzęt komputerowy dla polskiej policji i więziennictwa? (14-03-05, 03:00) Tomasz Patora, Marcin Stelmasiak 14-03-2005, ostatnia aktualizacja 14-03-2005 08:32 Korupcja w policji. Przy okazji zakupów sprzętu komputerowego dla policji i więzień wyprowadzono miliony złotych do spółki, której siedziba to opuszczona wiejska chałupa. Protektorem tej spółki jest wpływowy senator SLD Zestawy do nagrywania rozmów telefonicznych i radiowych, które kupiły Komenda Główna Policji i Centralny Zarząd Służby Więziennej, kosztowały grubo ponad 40 tys. zł za sztukę. Ich producentem była lubelska Spółka Inżynierów SiM. Takie same urządzenia u konkurencji można było kupić już za 20-25 tys. zł. Do policji i więzień trafiło ok. 500 zestawów. Na transakcjach zarobiła - obok SiM - maleńka spółka SKDW z Mazur. Lubelska firma miała zlecić jej - za grube miliony - "próbną instalację zestawów". Podobnie było z przenośnymi radiostacjami kupionymi przez Komendę Główną. Z dokumentów, do których udało nam się dotrzeć, wynika, że SiM po otrzymaniu kontraktu od komendy lub więziennictwa natychmiast lwią część uzyskanych pieniędzy przekazywała do spółki SKDW. Zdobyliśmy część umów na dostawy rejestratorów do Komendy Głównej. Z ramienia policji podpisywał je obecny zastępca komendanta głównego Dariusz Nagański, wówczas szef biura informatyki. SKDW - jak wynika z dokumentów - ma biuro w Warszawie i siedzibę we wsi Rudziszki. Tu ma mieszkać też jej właściciel Piotr R. Sprawdziliśmy - w Warszawie biura nie ma. Jedziemy do Rudziszek koło Węgorzewa. Wieś kończy się szlabanem, dalej jest Rosja. Szok - siedziba firmy zarabiającej na służbach mundurowych miliony złotych to rozpadająca się stara chałupa. Powybijane okna, dziurawe drzwi zamknięte na łańcuch z kłódką. Przy drzwiach malutka tabliczka: SKDW spółka cywilna. Sąsiedzi przez całe lata nie widzieli w budynku nikogo. Kilka tygodni temu spółką SKDW zainteresował się jeden z pracowników Urzędu Kontroli Skarbowej w Olsztynie. Reakcja była natychmiastowa - telefon od Wiesława Pietrzaka (SLD), szefa senackiej komisji obrony narodowej i bezpieczeństwa publicznego. - Dlaczego męczycie tę firmę, dajcie jej spokój! - beształ urzędnika senator. Gdy zaczęliśmy badać sprawę i pytać o kontrakty w Komendzie Głównej, do akcji wkroczyło Centralne Biuro Śledcze. Od wtorku funkcjonariusze prowadzą śledztwo, czy pieniądze wyprowadzane do spółki Piotra R. były przeznaczone na łapówki dla osób decydujących, kto dostarczy sprzęt policji i więziennictwu. Co oznacza skrót SKDW? Piotr R. chętnie wyjaśniał to znajomym podczas towarzyskich spotkań. SKDW to "Szare Komórki Do Wynajęcia" - mówił ze śmiechem. >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> Kto naprawdę zarabia miliony złotych przy kontraktach na sprzęt komputerowy dla polskiej policji i więziennictwa? ZOBACZ TAKŻE • Szare komórki w Komendzie Głównej (14-03-05, 03:00) Tomasz Patora, Marcin Stelmasiak 14-03-2005, ostatnia aktualizacja 13-03-2005 17:48 Czy tylko właściciel spółki SKDW, czyli Szare Komórki Do Wynajęcia? Kilka tygodni temu pracownik Urzędu Kontroli Skarbowej w Olsztynie zainteresował się maleńką spółką cywilną ze wsi Rudziszki tuż przy rosyjskiej granicy. Zajrzał do dokumentów i osłupiał: z papierów wynikało, że firemka bez żadnego majątku, z dwuosobową kadrą (sekretarka, księgowy), zarabiała miliony na kontraktach dla Komendy Głównej Policji i Centralnego Zarządu Służby Więziennej. Zaczął kontrolę, a kilka dni później zadzwonił do niego senator SLD Wiesław Pietrzak, szef komisji obrony narodowej: - Dlaczego męczycie tę firmę, dajcie jej spokój! Miliony na mazurską wieś Od 1999 r. Komenda Główna Policji kupuje tzw. zestawy do rejestracji rozmów. To komputery PC z nietypową, rozbudowaną kartą dźwiękową. Służą do nagrywania rozmów między policjantami oraz zgłoszeń obywateli do dyżurnego oficera. KGP kupiła 330 takich komputerów - wszystkie produkcji Spółki Inżynierów SiM z Lublina. Część - po przetargach, wygrywała SiM lub inna spółka, która - jak ustaliliśmy - i tak brała zestawy od... lubelskiej firmy. Część maszyn KGP kupiła bez przetargu. SiM to potentat na polskim rynku tego typu urządzeń. Firma chwali się, że dostarcza sprzęt polskim służbom specjalnym i mundurowym, ostatnio sprzedała rejestratory policji w Londynie. Badając SiM, dotarliśmy do przedziwnych faktur: na przykład realizując dostawę 50 urządzeń za 2 mln 422 tys. zł dla Komendy Głównej, lubelska firma zapłaciła blisko pół miliona złotych spółce SKDW ze wsi Rudziszki na Mazurach. Za co? Według dokumentów - za "próbną instalację zestawów". Według naszych informatorów żadnej pró Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paweł Policja Szczerbaka i Szredera . IP: *.kompania.net 24.04.05, 01:30 drukuj Z magazynu Centralnego Biura Śledczego w Łodzi zniknęły narkotyki warte 3 mln złWtorek, 19 kwietnia 2005r.Prawie 20 kg kokainy, wartej około 3 mln zł, skradziono z magazynu... Centralnego Biura Śledczego w Łodzi. Kokainę odebrano cztery lata temu kurierom kartelu narkotykowego z Kolumbii.W tych dniach sąd nakazał zniszczyć narkotyki. Policjanci, którzy się tym zajęli, nabrali podejrzeń, że zamiast kokainy w magazynie jest cukier puder lub podobna substancja. Zawiadomili prokuraturę i Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji.- Trwają oględziny miejsca, w którym trzymano narkotyki - mówi Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi. - Nie potwierdzam, że substancją, na którą zamieniono kokainę, był cukier. Śledztwo obejmuje dwa wątki: kradzież narkotyków i nieumyślne niedopełnienie obowiązków w zakresie przechowywania narkotyków.Prokuratorzy nie ujawniają, kogo zamierzają przesłuchać. Można przypuszczać, iż będą to m.in. Ryszard Woźny, szef łódzkiego CBŚ w czasie, gdy w magazynie składowano kokainę, a także jego następca Leszek Matusiak (wiceminister spraw wewnętrznych Tadeusz Matusiak w rozmowie z reporterem "Dziennika" zaprzeczył pogłoskom, iż jakoby był on jego krewnym).Leszek Matusiak twierdzi, że nie wie, kiedy i w jaki sposób narkotyki zniknęły z magazynu. - To sprawa ze stycznia 2001 roku, a ja zostałem naczelnikiem CBŚ w październiku 2002 - zaznacza.Magazyn dowodów rzeczowych CBŚ w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Łodzi, w którym przechowywano kokainę, jest zamykany na klucz i plombowany. Dostęp do niego mają nieliczni. Każde wejście jest odnotowywane, a po zamknięciu drzwi są plombowane. Jak więc narkotyki mogły zginąć?- Mogły być podmienione zanim dotarły do magazynu - uważa wysoki oficer policji. - W magazynie mogła być tylko część narkotyków, dlatego późniejsze ekspertyzy wykazały, że to wciąż kokaina.O istnieniu kanału przerzutowego kokainy z Kolumbii polskie służby wiedziały już w latach 90. Jeden z egzekutorów łódzkiej "ośmiornicy" regularnie odwiedzał Kolumbię i inne kraje Ameryki Południowej. W jego domu znaleziono zdjęcia z prywatnych przyjęć w kolumbijskich domach, a w telefonie zaszyfrowane latynoskie imiona i numery telefonów.- To była silna, dobrze zakonspirowana grupa - mówi pracownik policji, biorący udział w śledztwie. - Narkotyki płynęły z Kolumbii do Polski, a stąd na Zachód. Szlaki podróży były zagmatwane, gubiono ślady, zmieniano kurierów.Paczka, która zniknęła z łódzkiego magazynu, dostała się w ręce policji po tym, jak jej zawartość odkryto na londyńskim lotnisku Heathrow. Kurier miał lecieć do Warszawy, a później przepakować ładunek i przewieźć do Holandii.- To brzmi nieprawdopodobnie, ale podejrzany upił się w samolocie i zgubił walizkę, a pozostawionym bez opieki bagażem zainteresowała się angielska policja - mówi nasz informator. - Współpraca polskiej i brytyjskiej policji doprowadziła do zatrzymania pod Łodzią czterech osób, które z lotniska na Okęciu wiozły kokainę starym fiatem.Kto mógł być zainteresowany odzyskaniem narkotyków? Według naszego informatora, prawdopodobnie ten, kto zapłacił za nie i miał zarobić na dostawie do Holandii. Może chodzić o członków łódzkiej mafii lub warszawskich grup przestępczych. Już w 2001 roku mówiło się, że obie grupy inwestują w przemyt narkotyków lub pobierają haracze od przemytników.A czy nie mogło być tak, że kartel z Kolumbii przekupił funkcjonariusza CBŚ w Łodzi, aby ten ukradł narkotyki? - Nie wykluczamy żadnej wersji wydarzeń, także tej - przyznaje Zbigniew Matwiej, oficer prasowy CBŚ w Warszawie.(wp, maj) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paweł Policja Szczerbaka i Szredera . IP: *.kompania.net 24.04.05, 01:31 Dokumenty CBŚ w rękach gangsterów Marcin Kącki 25-03-2005, ostatnia aktualizacja 24-03-2005 21:02Z Centralnego Biura Śledczego w Poznaniu wyciekły ściśle tajne wiadomości o informatorach Biura w środowiskach przestępczych. Trafiły do gangsterówDwa tygodnie temu Urząd Kontroli Skarbowej robił rewizję w poznańskim mieszkaniu gangstera Norberta S. znanego jako Drewniak. Wcześniej "Gazeta" pisała o bezkarności Drewniaka i jego brata, m.in. o tym, że jeżdżą drogim bmw, a twierdzą, że są na utrzymaniu matki. Inspektorzy chcieli sprawdzić, skąd mają pieniądze, ale znaleźli coś ciekawszego: dokumenty sygnowane nazwiskami policjantów CBŚ. Są w nich informacje wprost bezcenne dla gangsterów, bo opisują od wewnątrz pracę Biura zwanego polskim FBI.Jak dowiadujemy się z kilku źródeł, znalezione dokumenty to kserokopie notatek służbowych podpisanych przez policjanta CBŚ i naczelnika poznańskiego oddziału Biura. Jest na nich pieczątka Biura. Policjant opisuje w notatce rolę tajnych współpracowników CBŚ, których wymienia z nazwiska, oraz podaje informacje, które przekazali oni policji, m.in. o przestępczości samochodowej.Jaką wartość mają takie informacje dla gangstera? Policjant zwalczający zorganizowane grupy przestępcze: - Dla gangstera to może być wiedza bezcenna. A nazwiska z notatki mogą się wkrótce znaleźć na nagrobkach.Prokuratura ustaliła, że papiery zawierają prawdziwe nazwiska "wtyk", które działają w środowisku przestępczym. Szef poznańskiego CBŚ Jerzy Jakubowski, który powiedział nam, że nic nie wie o sprawie, nie wykluczył, że "dokumenty mogły zostać sfałszowane przez gangsterów". Po co by to mieli robić? A nawet jeśli sami by je sprokurowali, by użyć w porachunkach, to skąd mieli nazwiska "wtyk" i inne ściśle tajne informacje?Jakubowski: - Nie widziałem tych dokumentów. Nie wiem. Drewniak i jego brat wielokrotnie przewijali się w śledztwach dotyczących handlu narkotykami i wymuszeń. Od kilku lat są jednak nietykalni. Obaj są członkami klubu strzeleckiego prowadzonego przez byłych policjantów. Mają zarejestrowane kilka sztuk broni palnej, choć dwa lata temu byli podejrzani o próbę zastrzelenia złodzieja samochodowego. Przy okazji rewizji skarbowej okazało się, że mają także zarejestrowany karabin kałasznikow z... lunetą i tłumikiem. To właśnie trop strzelnicy dodatkowo wskazuje na ich powiązania z CBŚ. Działa ona tuż przy siłowni, na której bracia ćwiczyli razem z wysokim rangą policjantem CBŚ w Poznaniu, odjeżdżali tym samym autem. Widzieli to policjanci, którzy śledzili Drewniaka. Śledztwo w sprawie dokumentów prowadzi prokuratura szczecińska: - Ponieważ jest podejrzenie, że dokumenty mogły wyciec z CBŚ, to nadaliśmy sprawie klauzulę ściśle tajne - wyjaśnia Kazimierz Olejnik, zastępca prokuratora krajowego. Dla prokuratury szczecińskiej to już drugie śledztwo dotyczące ewentualnej korupcji w poznańskim CBŚ. Od trzech miesięcy bada ona powiązania między policjantami a osobami podejrzanymi o sprzedawanie lewych faktur. Marcin Kącki Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA Czy Tomasz Markiewicz pseudonim Abdul zamieszkały Kraków ul. Radziwiłłowska 17 m 3 , policyjny ( CBŚ lub ABW ) kapuś , też posiada kopie akt dochodzeń prowadzonych w sprawie wydarzeń na Radziwiłłowskiej - podpalenie mieszkania w budynku pełnym ludzi , próba zabójstwa . W sierpniu 2003 r. Markiewicz kierował gangiem z Radziwiłłowskiej . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paweł Zlustrujmy Skowrońskiego IP: *.kompania.net 24.04.05, 01:32 Zlustrujmy Go sami !!! Andrzej Skowroński - twórca niebywałego rozkładu i demoralizacji wśród pracowników Komendy Miejskiej Policji w Krakowie ( kradzieże w Komendzie , łapówki , współpraca z gangami funkcjonariuszy podległych jednostek , .... itp. ) typowany jest , jako kandydat na stanowisko z – cy Komendanta Wojewódzkiego Policji . Krążą wiarygodne plotki mówiące o tym , że Skowroński był w przeszłości SB – kiem . Prosimy o przekazywanie wszelkich informacji dotyczących SB – ckiej przeszłości tego człowieka . Jeżeli znacie Państwo : nr legitymacji SB , lata służby w SB , miejsca zatrudnienia , sprawy którymi się zajmował , prosimy o informacje na adres pablow0@op.pl lub telefonicznie na nr 0 602 318 302 Prezes Niezależnego Obywatelskiego Centrum Badania i Monitoringu Stopnia Zdeprawowania Demoralizacji i Patologii w Policji . Paweł Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paweł Policja Szczerbaka i Szredera . IP: *.kompania.net 24.04.05, 01:33 Od kilku dni prasa donosi , że kandydatami na zastępców Komendanta Wojewódzkiego Policji w Krakowie są : Komendant Miejski Policji w Krakowie p . Andrzej Skowroński i z-ca Komendanta Miejskiego Policji p . Górak . Gorąco popieram te kandydatury i udzielam im swojej rekomendacji . W kraju w którym wiceminister MSW i A Sobotka został skazany za przekazywanie informacji gangsterom , były Komendant Główny Policji Kowalczyk czeka na osądzenie za składanie fałszywych zeznań , z-ca Komendanta Głównego Policji , Chwaliński , były SB –ek , wylatuje z Policji podejrzany o przekręty przy zakupie samochodów dla policji , ( niedługo po wylaniu z policji odznaczony przez Kwaśniewskiego ) , a stanowisko Ministra Sprawiedliwości piastował Sadowski , który przez wiele lat unikał osądzenia za popełnione przestępstwo , pp. Górak i Skowroński to kandydatury idealne , wręcz symboliczne . Kradzieże w Komendzie Miejskiej Policji , błyskotliwie przeprowadzona akcja ,, specjalnego nadzoru ‘’ na Radziwiłłowskiej , to tylko nieliczne przykłady z całego pasma spektakularnych sukcesów tego duetu . Takich Komendantów Wojewódzkich nam potrzeba na finiszu PRL – u bis dla zmyłki nazywanego III RP . Z niecierpliwością oczekuję na dalsze podobne pomysły. >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> Re: PANIE PAWLE !! Przeczytaj komentowany artykuł » Autor: Gość: piotr IP + dodaj do ulubionych wątków skasujcie post + odpowiedz dziwi mnie spokój kolegów z organizacji WOLNY KAUKAZ.Kiedy zostali pobici w Rynku, gdy protestowali przeciw wizycie Putina, wszczęli alarm i chcieli zwolnić Skowrońskiego odpowiedzialnego za te bezprawne działania.Krzyczcie teraz, przypomnijcie Skowrońskiemu, że nie tylko był ubekiem i to przez wiele lat lecz był również przewodniczącym ZSMP przy Komendzie Wojewódzkiej Policji w Krakowie.W tym czasie ścigał policjantów, którzy nie należeli do partii i wciągał ich do jej przedszkola czyli do kierowanej przez siebie Organizacji (ZSMP).Jeśli mu tego nie przypomnicie to awansuje i zamiast odejść na śmietnik historii będzie się pławił w zaszczytach przysługujących Komendantowi wojewódzkiemu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paweł Policja Szczerbaka i Szredera . IP: *.kompania.net 24.04.05, 01:34 drukuj Kocioł w policjiŚroda, 30 marca 2005r.Kolejna afera w śląskiej policji. Katowicka Prokuratura Apelacyjna zleciła przeszukanie domu naczelnika wydziału do walki z przestępczością gospodarczą Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. Jak ustaliliśmy mieszkanie inspektora Adama Gryty przeszukano w związku ze sprawą „wycieku” z wydziału ściśle tajnych dokumentów. Od pół roku prokuratura bada kto i w jaki sposób wyniósł stamtąd rejestr tajnych informatorów policyjnych. Dokument trafił w ręce dziennikarzy, którzy o wszystkim poinformowali prokuraturę. Nieoficjalnie wiadomo, że rejestr został wyniesiony przed lipcem 2001 roku, kiedy naczelnikiem wspomnianego wydziału był poprzednik Gryty, Michał Terlega – obecnie komendant policji w Chorzowie. – Jestem w tej sprawie niewinny – zapewnia Terlega. Kiedy sprawa ujrzała światło dzienne twierdził on, że za jego kadencji w wydziale do walki z przestępczością gospodarczą wszystkie dokumenty były tam, gdzie być powinny. Kiedy z wydziału odchodził przekazanie stanowiska nowemu naczelnikowi odbyło się komisyjnie – badano i inwentaryzowano również dokumentację wydziału. Wiadomo jednak, że dokument z informacjami ściśle tajnymi „wyparował”.Dlaczego zlecono przeszukanie domu człowieka, który przejął schedę po Terledze? Prokuratura nabiera w tej sprawie wody w usta. Podobnie sam zainteresowany. – Jestem stroną, nie chcę zabierać głosu – mówił nam inspektor Gryta. Nieoficjalnie mówi się, że w trakcie postępowania okazało się, że tajny rejestr mógł być nie jedynym dokumentem, który „ulotnił” się z wydziału. Inna nieoficjalna informacja w tej sprawie dotyczy przeszukań, które wcześniej prokuratura zleciła w mieszkaniach dwóch innych funkcjonariuszy. Jeden z nich miał pracować w wydziale, kiedy jego naczelnikiem był Terlega.Kulisy znikania dokumentów w Komendzie Wojewódzkiej PolicjiRejestr informatorów, który został wyniesiony z wydziału do walki z przestępczością gospodarczą katowickiej Komendy Wojewódzkiej Policji prawdopodobnie nie jest jedynym tajnym dokumentem, który dostał się w niepowołane ręce. Prokuratura Apelacyjna w Katowicach, która prowadzi w tej sprawie postępowanie zleciła ostatnio przeszukanie domu naczelnika wydziału, inspektora Adama Gryty. Nieoficjalnie mówi się, że to już trzeci funkcjonariusz, którego mieszkanie zostało sprawdzone. — Obecnie nie możemy w tej sprawie udzielić jakichkolwiek informacji — ucina rzecznik prokuratury, Leszek Goławski. Tymczasem funkcjonariusze z Komendy nie zaangażowani w postępowanie wynoszenie dokumentów tłumaczą jako efekt... rozgrywek personalnych. — Część policjantów walczy o stołki i jeden na drugiego szuka haka, podkopuje dołki — mówili nam.We wrześniu ubiegłego roku wypłynęła sprawa tajnego rejestru, który został wyniesiony z wydziału do walki z przestępczością gospodarczą. Dokument został dostarczony dziennikarzom tygodnika „Polityka”, którzy o wszystkim powiadomili prokuraturę. Dzięki temu okazało się, że papiery opatrzone klauzulą tajności pracownicy Komendy mogą bez problemu wynosić i udostępniać. Wyniesiony rejestr zawierał rubryki: pseudonim informatora, dane policjanta, który z nim współpracował i wstępne, hasłowe informacje ze sprawy, która była rozpracowywana – często związanej z konkretną firmą czy instytucją. Takie informacje nigdy nie podlegają odtajnieniu. Policjanci w rozmowach z nami podkreślali jednak, że w „wycieku” najważniejsze było jednak pokazanie jak pracuje policja i skompromitowanie kilku nazwisk. Z naszych informacji wynika, że rejestr informatorów nie był przechowywany w jednym, określonym miejscu. Dostęp do niego miała ograniczona, co nie znaczy, że mała grupa osób – kierownictwo i funkcjonariusze operacyjni. Każda z nich korzystając z rejestru, była wpisywana do odpowiedniego dziennika. Dokument przechodził z rąk do rąk. Żadna z upoważnionych osób nie powinna również mieć większego problemu ze skopiowaniem dokumentu. Nieoficjalnie wiadomo, że rejestr został wyniesiony za kadencji poprzedniego szefa wydziału, inspektora Michała Terlegi. W 2001 roku Terlega został przeniesiony na stanowisko naczelnika wydziału ochrony informacji niejawnych i inspekcji. Później inspektor został oddelegowany na stanowisko komendanta policji w Chorzowie. Kilka miesięcy później wybuchła afera z rejestrem. O całej sprawie Terlega mówi zdawkowo: — Jestem niewinny. Kiedy odchodziłem komisja badała i inwentaryzowała wydział. Również stan dokumentów niejawnych. Wszystko się zgadzało.Rejestr jednak „wypłynął”. I być może nie tylko on. — Przeszukanie mojego domu nie oznacza, że zniknęły inne dokumenty — zapewnia inspektor Gryta, którego mieszkanie w przeciwieństwie do domu komendanta Terlegi zostało przeszukane. — Nic więcej nie powiem, bo nie mogę — dodaje inspektor.Nieoficjalnie mówi się, że wcześniej przeszukano domy dwóch innych funkcjonariuszy. Jeden z nich pracował w wydziale, kiedy jego naczelnikiem był Terlega. — Ktoś wyniósł dokument, którego ktoś nie dopilnował — komentują inni funkcjonariusze. — Tak na prawdę to pokazuje jaki panuje bałagan i jakie między ludźmi są prowadzone gierki. Szkoda tylko, że nikt nie pomyśli, że w czasie takiej prywatnej wojenki tajne informacje mogą na prawdę przedostać się w niepowołane ręce, nie tylko do dziennikarzy. Komentarz DZOczywiście za wpadki, gierki kilku policjantów nie odpowiadają wszyscy funkcjonariusze. Niemniej, działalność tych kilku kładzie się cieniem na wszystkich. Dlatego w tym resorcie nie może być pobłażania dla gorszących postaw.Anna Malinowska Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paweł Policja Szczerbaka i Szredera . IP: *.kompania.net 24.04.05, 01:34 Policyjny problem z alkoholem Monika Jaremko-Siarska, Marek Mamoń 10-03-2005, ostatnia aktualizacja 10-03-2005 20:02Międzynarodowy turniej piłki nożnej w Kulach odbił się czkawką. Policjanci solidnie tam popijali. Nie upilnowali też kolegi, który mając mocno w czubie, po powrocie do Częstochowy spowodował kolizjęImpreza w zamkniętym ośrodku więziennictwa w Kulach rozpoczęła się w zeszły czwartek. Towarzystwo było doborowe - przyjechali policjanci, prokuratorzy i posłowie (wyjechali w piątek po turnieju) z Polski, Niemiec i Litwy. Były mecze piłki nożnej, wspólna kolacja, sauna, basen, spacery po lesie.Dzień po turnieju jeden z jego uczestników, oficer komendy miejskiej Grzegorz Cz., najechał na tył renault. Alkomat wykazał ponad 2,5 prom. alkoholu.Gdy media połączyły jego pobyt w Kulach z kolizją, komendant częstochowskiej policji Tadeusz Kowalik na stronie internetowej przeprosił prokuratorów, którzy zorganizowali turniej. Stwierdził, że łączenie imprezy z promilami policjanta jest bezzasadne. W rozmowie z nami przyznał jednak, że policjanci pili alkohol w drodze powrotnej z Kul. - Funkcjonariusze nie byli na służbie. Ich sprawą jest, co robią prywatnie. Są przecież dorośli - tłumaczył nam.Udało nam się dotrzeć do uczestników turnieju (zastrzegli anonimowość), którzy potwierdzili nam, że również w Kulach wódka lała się strumieniami. Zdaniem naszych rozmówców, alkohol był już wieczorem w czwartek podczas kolacji powitalnej i na piątkowym meczu. Było go jednak niewiele. - Ostre picie zaczęło się po zawodach w pokojach - mówi nasz informator. - Podział ról był z góry ustalony: prokuratorzy mieli się opiekować zagranicznymi gośćmi, myśmy [policjanci - przyp. red.] mieli własne grono, było też kilku zaprzyjaźnionych adwokatów. Alkoholu było pod dostatkiem, bo każdy przywiózł po kilka flaszek.Według naszych rozmówców w Kulach obyło się bez ekscesów, wszyscy się pilnowali, by w miejscach ogólnodostępnych nie zdarzyło się nic kompromitującego. - Poszedł "prikaz", że szef Prokuratury Okręgowej nie życzy sobie żadnej zadymy, a to przecież prokuratura organizowała zawody - opowiada jeden z uczestników wyjazdu do Kul.Na nasze pytanie o nadużywanie alkoholu w Kulach komendant stwierdził: - To było spotkanie sportowo-towarzyskie. Policjanci pojechali tam w czasie prywatnym. Mają prawo go spędzać według własnego uznania - mówi komendant Kowalik.W sobotę zagraniczni goście pojechali do Częstochowy. Tu czekały ich oficjalne wizyty i zakupy.Według naszych rozmówców policjanci postanowili natomiast "leczyć kaca". Sześć osób - w tym czterech wysokich rangą funkcjonariuszy - wsiadło do busa, który zabrał ich do Częstochowy. - Pili podczas jazdy. Musieli czuć się swobodnie, przecież to sami swoi - mówi jeden z naszych informatorów. - Ze skrzynki, którą zabrali ze sobą z Kul, wyglądało kilka "łebków" alkoholu. W Częstochowie poszli do knajpy niedaleko komendy. Tutaj dopiero zaczęła się zabawa. Nikogo nie interesowało, jak Grzegorz [Cz., policjant, który w sobotę miał stłuczkę - przyp. red.] wychodził. Chłopak poszedł po swoje auto pod komendą, wsiadł, pojechał i wpadł. - Od razu było wiadomo, że jak ta stłuczka wycieknie do mediów, dziennikarze powiążą ją z meczem w Kulach, a według nas z zawodami ta sobotnia afera nie miała nic wspólnego - zarzekają się nasi rozmówcy.Rozmowa z komendantem miejskim policji w Częstochowie Marek Mamoń: Jak było naprawdę? Tadeusz Kowalik: Wysyłając drużynę policjantów na turniej do Kul, zapewniłem im dowóz i przywóz cywilnym busem. Część funkcjonariuszy gościła tam do soboty przed południem. Policjant, który mieszka w Myszkowie, swój prywatny samochód zostawił na parkingu komendy miejskiej. Z Kul wrócili w sobotę przed godz. 15. Godzinę później policjant miał ponad 2,5 prom. alkoholu w wydychanym powietrzu. Czy po powrocie do Częstochowy policjanci poszli jeszcze "na jednego"? - To nieprawda, nie było żadnego spotkania przy alkoholu. Z tego, co ustaliłem, alkohol był spożywany w drodze powrotnej w samochodzie.Alkohol w policyjnym busie? - To był samochód cywilny, a nie radiowóz. Funkcjonariusze nie byli na służbie. Ich sprawą jest, co robią prywatnie. Są przecież dorośli. Alkomat pokazał ponad 2,5 prom. alkoholu. To nie może być efekt wypicia jednego czy dwóch kieliszków wódki w drodze powrotnej z Kul. - Turniej w Kulach nie był imprezą stricte sportową. To było spotkanie sportowo-towarzyskie. Drużyna częstochowskich funkcjonariuszy była goszczona przez prokuratorów, byli również zagraniczni goście, m.in. policjanci z Niemiec. Dlatego uznałem, że nie należy wyjeżdżać tuż po zawodach, tylko zostać do soboty. Poza zmaganiami piłkarskim było więc sporo wolnego czasu. Jeszcze raz podkreślam: policjanci pojechali tam w czasie prywatnym. Mają prawo go spędzać według własnego uznania.Jeżeli Pan komendant twierdzi, że po powrocie do Częstochowy policjanci nie pili alkoholu, to po co mieszkający w Myszkowie funkcjonariusz wysiadł w Częstochowie? Nie można go było zawieźć do domu? - Kierowca busa rozwoził wszystkich do domu. Jednak ten funkcjonariusz oznajmił, że chce pojechać do domu pociągiem, żeby w drodze wytrzeźwieć. W tym stanie nie chciał się pokazywać żonie. Zgodnie z jego wolą - a nic nie wskazywało, że jest w jakimś upojeniu alkoholowym, że nie potrafi sam ocenić sytuacji - został wysadzony na ulicy Popiełuszki. Pozostali pojechali dalej, do swoich domów .Wszyscy szczęśliwie do nich dotarli.A on niepostrzeżenie wszedł na policyjny parking i wsiadł do samochodu... - Z tego wynika, że tak zrobił. Nikomu z wracających z Kul nawet przez myśl nie przeszło, że może coś takiego zrobić. Żałuję, że tak się stało. Był świetnym specjalistą, ma za sobą 19 lat pracy. Nie miał żadnych problemów z alkoholem. Po służbie zawsze jechał wprost do domu. Być może to zmyliło czujność jego kolegów.A na parkingu? Czy tam nie było nikogo, by odwieść go od jazdy po pijanemu? - Parking nie jest monitorowany. W sobotę w komendzie jest mało ludzi. Mógł swobodnie wejść do budynku, zna szyfry zamków, jest pracownikiem tej komendy. Podkreślam raz jeszcze: jego zachowanie nie wskazywało, że jest nietrzeźwy.Dlaczego więc - skoro był to ten pierwszy raz - po spowodowaniu kolizji i badaniach nie wrócił do domu, tylko spędził noc w policyjnej izbie zatrzymań? - O tym, żeby go przetrzymać pod nasza kuratelą, zdecydowałem osobiście. To nie fakt, że był nietrzeźwy, albo domniemanie (zresztą nieprawdziwe), że chciał uciekać z miejsca kolizji, o tym zdecydowały. Po prostu bałem się, że coś sobie może zrobić. Ma dla kogo żyć - ma żonę i córkę. Dwa lata temu w jednej z jednostek zdarzyło się, że policjant wrócił do domu podchmielony, żona miała do niego pretensje, on wyszedł z mieszkania i strzelił sobie w głowę. To nie pierwszy przypadek, że częstochowski policjant prowadzi samochód "po wódeczce". - W tym roku zdarza się to po raz pierwszy. W ubiegłym mieliśmy cztery przypadki naruszenia dyscypliny związane z alkoholem wykrytym u funkcjonariusza. Dwa ujawnili przełożeni, dotyczyły funkcjonariuszy, którzy stawili się do służby pod wpływem alkoholu i nie zostali do niej dopuszczeni. Dwie inne osoby spowodowały kolizje pod wpływem alkoholu. Choć nie byli wówczas na służbie, zostali zwolnieni dyscyplinarnie. Ci, którzy przyszli do pracy pijani, zostali ukarani wysokimi karami dyscyplinarnymi. Nie ukrywam, że niektórzy funkcjonariusze mają problem z nadużywaniem alkoholu. Przyczyny tego są bardzo różne - problemy zawodowe, jak i rodzinne. Często są to ludzie bardzo wartościowi i z punktu widzenia społecznego ich eliminowanie nie jest wskazane. Dlatego na polecenie komendy głównej, wojewódzkiej i wreszcie moje funkcjonariusze z takim problemami są wychwytywani i trafiają pod stałą opiekę psychologa i przełożonych.Czy taka opieka ma zorganizowane formy? - Jest u nas zorganizowana grupa wsparcia, na wzór klubu AA, gdzie psycholog raz w tygodniu spotyka się z funkcjonariuszami, żeby ic Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paweł Policja Szczerbaka i Szredera . IP: *.kompania.net 24.04.05, 01:35 Policjanci sprzedawali teczki na polityków Adam Zadworny 18-04-2005, ostatnia aktualizacja 17-04-2005 19:35Wielki skandal w policji. Policjanci oraz byli funkcjonariusze SB stworzyli "spółdzielnię", która żyła ze sprzedaży tajnych informacji i szantażuTajne śledztwo w tej sprawie prowadzi Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji i szczecińska prokuratura apelacyjna. - Dla dobra sprawy nie zdradzamy żadnych szczegółów - mówi prok. Anna Gawłowska- Rynkiewicz ze szczecińskiej apelacji. - Rozmiar tajemnic, które wyszły poza policję, jest bardzo poważny - dodaje.Przez kilka tygodni prowadziliśmy dziennikarskie śledztwo w tej sprawie. Oto jego wyniki.Kluczową postacią w tej sprawie jest Zbigniew Ś. - właściciel firmy Pol-Info Electronic handlującej m.in. nowoczesnymi cackami do podsłuchu. Na początku lat 90. był karany za udział w sfingowanym skoku na kantor. Ostatnio zajmował się m.in. wywiadem gospodarczym, otaczał się ludźmi ze specsłużb i policjantami. Jego kontakty były na tyle mocne, że w ubiegłym roku Zenon P. - warszawski funkcjonariusz CBŚ kierujący tajnymi operacjami policji wymierzonymi w mafię paliwową, zlecił Zbigniewowi Ś. odszukanie ukrywającego się w Szwajcarii głównego podejrzanego Arkadiusza Grochulskiego. Teraz wiadomo już, że Ś. prowadził podwójną grę - sprzedawał policyjne tajemnice tym, którzy chcieli za nie zapłacić. M.in. gangsterom i biznesmenom potrzebującym informacji o majątku swoich dłużników. Poufne informacje były też wykorzystywane przez "spółdzielnię" do szantażu biznesmenów. Ale nie tylko - policyjni wywiadowcy mają na zdjęciach ekipę pewnej komercyjnej telewizji podczas przeglądania dokumentów dostarczonych przez "spółdzielnię" i mających kompromitować jednego z obecnych ministrów.Główny wspólnikiem Zbigniewa Ś. był Artur M. - oficer wydziału ds. przestępczości gospodarczej zachodniopomorskiej komendy wojewódzkiej. Ten ogolony na łyso policjant o wyglądzie macho i przezwisku "Misza" ostatnio pracował w sekcji rozpracowującej mafię paliwową (podejrzewa się go o sprzedaż tajemnic tego śledztwa). Koledzy z pracy znali go głównie z licznych romansów i wyjazdów na ekskluzywne wycieczki morskie (tłumaczył, że sponsorują go jego partnerki). - Teraz wiemy, że "Misza" tworzył fikcyjne sprawy operacyjnego rozpracowania, aby móc ściągać od różnych jednostek policji w kraju poufne informacje na temat interesujących go ludzi - mówi jeden z jego kolegów. Do swoich celów "Misza" wykorzystywał też swoje partnerki. Wśród nich jest wysoka rangą pracownica banku - zdradzała "Miszy" informacje, które później sprzedawała "spółdzielnia". Prokuratura milczy, ale prok. Gawłowska potwierdza, że wśród zarzutów jest nakłanianie do ujawnienia tajemnic bankowych.Kolejni policjanci podejrzani o zdradzanie tajemnic służbowych to Dariusz K., były zastępca komendanta jednego ze szczecińskich komisariatów i Grzegorz O. z drogówki. Do "spółdzielni" należeli też byli oficerowie SB, m.in. Mirosław W., którego w latach 90. wyrzucono z policji i skazano za ujawnienie tajemnicy służbowej. Prokuratura przedstawiła już zarzuty siedmiu osobom. W areszcie przebywa Zbigniew Ś., "Misza" i Dariusz K.Funkcjonariusze "policji w policji" mówią: - Sprawa bardzo rozwojowa, wiele nowych wątków, bagno.Aby je rozwikłać, prokuraturze niezbędna jest zgoda MSWiA na odtajnienie akt operacyjnych w sprawach prowadzonych przez podejrzanych w tym śledztwie policjantów. A z tym może być kłopot. Przed kilkoma laty "Misza" doprowadził do aresztowania dyrektora pewnego banku. Po kilku miesiącach okazało się, że zarzuty są wyssane z palca (śledztwo umorzono, a bankowiec dostał odszkodowanie za niesłuszne aresztowanie). Wiadomo, że padł ofiarą gier policyjnych. Jakich - tego prokuratura nie ustaliła, bo MSWiA odmówiło odtajnienia akt operacyjnych sprawy prowadzonej przez "Miszę".Adam Zadworny Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA Odpowiedz Link Zgłoś
marek.gor Re: Policja Szczerbaka i Szredera . 24.04.05, 11:35 Pan Paweł Witkowski znów atakuje... :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czarnamamba Re: Policja Szczerbaka i Szredera . IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.04.05, 18:30 Panie Marku, może więcej szczegółów? Odpowiedz Link Zgłoś
marek.gor Re: Policja Szczerbaka i Szredera . 24.04.05, 19:28 Nie miałem na myśli nic konkretnego, po prostu wpisy pana PW często pojawiają się (a potem znikają za sprawą adminów) na forach GW przy okazji tekstów o PZ. Pozdrawiam przy okazji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paweł Policja Szczerbaka i Szredera . IP: *.kompania.net 24.04.05, 16:53 Łódź. Czterej policjanci w areszcie PAP 24-04-2005, ostatnia aktualizacja 24-04-2005 07:40 Czterech policjantów, którzy brali udział w pobiciu mężczyzny zatrzymanego w związku z kradzieżą w sklepie, trafiło do aresztu W ubiegłą sobotę do jednego z łódzkich komisariatów doprowadzono 21-latka podejrzanego o kradzież w sklepie. W trakcie wykonywanych czynności mężczyzna został dotkliwie pobity przez jednego z funkcjonariuszy. Trafił do szpitala, gdzie usunięto mu śledzionę. W piątek policjanci zostali zatrzymani, a prokuratura postawiła jednemu z nich zarzut przekroczenia uprawnień i spowodowania rozległych uszkodzeń ciała zagrażających życiu.Grozi mu kara do 10 lat wiezienia. Pozostałej trójce przedstawiono zarzuty niedopełnienia obowiązków i nieudzielania pomocy, za co mogą trafić do więzienia na trzy lata. "Sąd aresztował funkcjonariuszy ze względu m.in. na zagrożenie wysoką kara i obawą matactwa" - powiedział Kopania. PAP Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paweł Studentko , Studencie ! IP: *.kompania.net 24.04.05, 16:56 Studentko , Studencie ! W ramach zajęć lektoratu z języka zachodniego , przetłumacz ten tekst i wyślij do dużych zachodnich gazet z prośbą o publikację . Wyślij artykuł do zachodnich organizacji zajmujących się prawami człowieka , z prośbą o interwencje , o petycje w tej sprawie do rządu RP . Polskie organizacje praw człowika , to niestety żałosne imitacje tych zachodnich . To organizacje skundlone , służalczo nastawione wobec władzy , to rezerwuary lukratywnych posad . Ożywiają się wyłącznie przy okazji dużych międzynarodowych akcji , traktując je jako okazję do pokazania się w TV i innych mediach . Adres Centrum Informacji Rządowej : cirinfo@kprm.gov.pl z - dopskiem dla Ministra ( nie ) Sprawiedliwości Andrzeja Kalwasa lub Dla Premiera Marka Belki Prezes Niezależnego Obywatelskiego Centrum Badania i Monitoringu Stopnia Zdeprawowania Demoralizacji i Patologii w Policji . Paweł Witkowski ............................................................................ ................... >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> >>>>>>>>>>>>>>>>>>> TEKST : Do aresztu za krytykę spółdzielni i jej radcy prawnego Olga Szpunar, Jarosław Sidorowicz 22-04-2005, ostatnia aktualizacja 22-04-2005 23:18Za krytykę władz spółdzielni oraz jej radcy prawnego Józef Markiewicz został skazany na cztery miesiące aresztu w zawieszeniu. Sąd nakazał mu też przeprosiny, ale on przeprosić nie chce. Pójdzie więc do więzienia.- Taki wyrok zniechęci z pewnością ludzi do krytykowania władz spółdzielni i upominania się o swoje prawa. Teraz będą się bali cokolwiek powiedzieć - nie ma wątpliwości Elżbieta Dzierża, prawnik, specjalista od prawa spółdzielczego.60-letni artysta-malarz może trafić za kratki, bo poskarżył się do samorządu radcowskiego na działania radczyni prawnej Spółdzielni Mieszkaniowej "Konfederacka", z którą toczył spór o pracownię plastyczną. Swój żal wyraził też w piśmie do Walnego Zgromadzenia Członków Spółdzielni.Niekończąca się historia Artysta kupił pracownię w 1989 r. od Związkowej Spółdzielni Mieszkaniowej. Od razu zapłacił 20 proc. kosztów budowy, a rok później zwrócił spółdzielni wszystkie pieniądze i - w myśl umowy z ZSM - miał przejąć lokal na własność.Tymczasem blok przejęła nowa spółdzielnia - Konfederacka. Jej zarząd odmówił Markiewiczowi wydania przydziału własnościowego pracowni i zażądał za jej najem wyższych stawek. Malarz jednak płacił za nią nadal jak za mieszkanie, bo tak precyzowały przepisy. Spółdzielnia naliczyła mu ponad 10 tys. zł długu. Groziła eksmisją. Zdesperowany Markiewicz postanowił iść na ugodę i zrzec się praw do pracowni.Kompromis w cieniu krat Malarz podpisał dokumenty, z których wynikało, że spółdzielnia zapłaciła mu 20 proc. wartości pracowni, a 80 proc. dostanie później. Twierdzi, że żadnych pieniędzy nie dostał, ale przegrał proces cywilny w tej sprawie, bo spółdzielnia pokazała podpisaną przez niego ugodę. Pod koniec ubiegłego roku został wyeksmitowany z pracowni.- Pal diabli te 20 procent, bo podpisałem, że je dostałem. Ale co z kolejnymi 80 procentami? Konfederacka przyrzekła mi je na piśmie i nie dotrzymała słowa - mówi artysta.Zdesperowany napisał do Okręgowej Izby Radców Prawnych, że reprezentująca spółdzielnię radczyni "bierze udział w procederze łamiącym podstawowe przepisy ujęte w Zasadach Etyki Radcy Prawnego" a tym samym "podważa zaufanie do rzetelnego, godnego i uczciwego wykonywania zawodu radcy", oraz usiłuje "na podstawie pomówień, fałszerstw i przeinaczania faktów" doprowadzić do przejęcia jego pracowni.Podobne pismo, zarzucające radczyni i prezesowi SM Konfederacka manipulowanie statutem spółdzielni wystosował do Walnego Zgromadzenia Członków SM. W odpowiedzi prawniczka spółdzielni wytoczyła mu sprawę karną o zniesławienie.Mocne słowa Sąd uznał, że słowa zawarte w skargach naraziły ją "na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu". Na jakiej podstawie? - Sąd nie ma obowiązku tego sprawdzać. To kwestia oceny, że nawet teoretycznie takie stwierdzenia mogły kogoś poniżyć - twierdzi sędzia Andrzej Almert, rzecznik krakowskiego sądu.Okręgowa Izba Radców Prawnych ograniczyła się z kolei jedynie do wysłuchania relacji radczyni. I na ich podstawie odpisała artyście, że nie znajduje podstaw do podjęcia jakichkolwiek czynności w sprawie.Tomasz Korpusiński, rzecznik Okręgowej Izby Radców Prawnych: - W tej skardze nie było konkretnych zarzutów, tylko pomówienia. Wolność słowa ma swoje granice. Jeżeli ten pan, jak twierdzi, dysponował materiałami na poparcie swoich słów, powinien był nam je przesłać. Ponieważ sprawa toczyła się jednocześnie w sądzie, zaproponowaliśmy mu, by zdał się na wynik postępowania.Z radczynią prawną nie udało nam się skontaktować, ponieważ przebywa za granicą.Cela zamiast przeprosin - Trudno tu moim zdaniem mówić o przestępstwie. Orzeczona kara jest drastycznie surowa - ocenia proszący o anonimowość znany krakowski prawnik.- Z tych pism wypływa raczej żal, a nie chęć poniżenia kogokolwiek. Zresztą ten pan nie ogłosił swoich sądów w gazecie, tylko skierował je do instytucji, która z założenia jest powołana do rozpatrywania skarg - uważa Elżbieta Dzierża.Jak dowiedzieliśmy się, wyrok został już skierowany do wykonania. Jeśli artysta nie przeprosi, kara zostanie odwieszona. - Przepraszał nie będę, bo nie mam za co. To ja jestem poszkodowany. Wolę iść do więzienia - zżyma się Józef Markiewicz.Olga Szpunar, Jarosław Sidorowicz Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl C Agora SA >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> >>>>>>>>>>>>>>>>>>>> Co się dzieje w polskich sądach : ............................................................................ ...................... Polskie sądy naruszyły wolność słowa Ewa Siedlecka 31-03-2005, ostatnia aktualizacja 30-03-2005 20:19Polskie sądy naruszyły wolność słowa. Skazały autora artykułu za krytykę władz miejskich, nie sprawdziwszy nawet, czy stawiane przez niego zarzuty były prawdziwe - orzekł Trybunał Praw CzłowiekaWyrok ogłoszono we wtorek w Strasburgu. Polska ma zapłacić pokrzywdzonemu Romanowi Sokołowskiemu 700 euro zwrotu kosztów i 4 tys. euro zadośćuczynienia.Podczas kampanii prezydenckiej w 1995 r. Sokołowski w ulotce wydanej przez oddział Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego w Wodzisławiu skrytykował lokalnych radnych. Napisał, że w tajnym głosowaniu wybrali samych siebie do komisji wyborczych. A tym samym zafundowali sobie nawzajem wynagrodzenie za członkostwo w tych komisjach - płacone z publicznych pieniędzy. W głosowaniu wyeliminowali kandydatów spoza rady miejskiej, a tym samym odebrali ich możliwość dorobienia w komisji. W ulotce Sokołowski wyliczył, że w ten sposób pozbawili ich np. zakupu półtorej tony węgla na zimę - bo tyle węgla można by kupić za wynagrodzenie członka komisji wyborczej.Jeden z radnych uznał, że Sokołowski, pisząc o pozbawieniu półtorej tony węgla, oskarżył go o kradzież i wytoczył Sokołowskiemu sprawę karną o zniesławienie. Wygrał w obu instancjach. Sądy skazały Sokołowskiego na tysiąc złotych grzywny z zamianą na trzy miesiące a Odpowiedz Link Zgłoś