Dodaj do ulubionych

Wyrok w procesie "Przeszczepa" i jego gangu

IP: 5.3.* / *.proxy.aol.com 23.04.05, 02:13
BARDZO LAGODNE WYROKI< oni wyjda za kilka lat i znow bedzie bandytyzm.
Obserwuj wątek
    • Gość: koko Re: Wyrok w procesie "Przeszczepa" i jego gangu IP: *.ghnet.pl 23.04.05, 13:20
      tak , to jest błąd
      zatrzymanie, prokurator,sąd zamiast .................w czasie ucieczki i byłby
      spokój
      a tak ktoś kto siedzi np. za długi siedzi np. z zabójcą który go w więzieniu
      gnębi
      wyjdzie i dalej będzie przestępcą
      • paul_78 Re: Wyrok w procesie "Przeszczepa" i jego gangu 23.04.05, 14:07
        Gość portalu: koko napisał(a):

        > wyjdzie i dalej będzie przestępcą

        No tak, ale za to z bardziej elastycznym zwieraczem.
    • Gość: Paweł Złodzieje w KG Policji nadal na wolności . IP: *.kompania.net 24.04.05, 01:28
      Gang w KG Policji nadal bezkarny !!!

      Poszukuję wydawcy książki : Raport o stanie Policji . Policja Szredera i
      Szczerbaka czyli obraz degrengolady , degeneracji , demoralizacji i rozkładu .
      Osoby lub instytucje posiadające możliwości wydawnicze proszę o kontakt Tel . 0
      602 318 302 www. pawelwitkowski. prv. pl ; www. policjainaczej. prv. pl
      Egzemplarz Raportu przeznaczony dla Premiera p . Marka Belki został złożony w
      sekretariacie Wojewody Małopolskiego p . Adamika . Raport trafił też do rąk
      przedstawicieli Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego . Z obszernymi
      fragmentami Raportu można się zapoznać , kontaktując się z z-cą Komendanta
      Miejskiego Policji w Krakowie p . Wacławem Orlickim TEL . 0 12 615 26 01 lub
      osobiście Kraków ul. Siemiradzkiego 24 . > > > > > > > > > > > > > > > > > > > >
      > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > >
      > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > >
      > Raport otrzymali : przyszły Premier Jan Rokita oraz Prezes PiS Jarosław
      Kaczyński. > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > >
      > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > >
      > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > > www.
      pawelwitkowski. prv. pl ; www. policjainaczej. prv. pl

      >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
      Miliony złotych z policji do chałupy



      W tym domku w Rudziszkach, tuż przy rosyjskiej granicy, działa firma Szare
      Komórki Do Wynajęcia, która na kontraktach dla policji i więziennictwa zarobiła
      milionyFot. Tomasz Waszczuk / AG
      Fot. Tomasz Waszczuk / AG

      ZOBACZ TAKŻE

      • Kto naprawdę zarabia miliony złotych przy kontraktach na sprzęt komputerowy
      dla polskiej policji i więziennictwa? (14-03-05, 03:00)




      Tomasz Patora, Marcin Stelmasiak 14-03-2005, ostatnia aktualizacja 14-03-2005 08:32

      Korupcja w policji. Przy okazji zakupów sprzętu komputerowego dla policji i
      więzień wyprowadzono miliony złotych do spółki, której siedziba to opuszczona
      wiejska chałupa. Protektorem tej spółki jest wpływowy senator SLD

      Zestawy do nagrywania rozmów telefonicznych i radiowych, które kupiły Komenda
      Główna Policji i Centralny Zarząd Służby Więziennej, kosztowały grubo ponad 40
      tys. zł za sztukę. Ich producentem była lubelska Spółka Inżynierów SiM. Takie
      same urządzenia u konkurencji można było kupić już za 20-25 tys. zł.

      Do policji i więzień trafiło ok. 500 zestawów. Na transakcjach zarobiła - obok
      SiM - maleńka spółka SKDW z Mazur. Lubelska firma miała zlecić jej - za grube
      miliony - "próbną instalację zestawów". Podobnie było z przenośnymi
      radiostacjami kupionymi przez Komendę Główną. Z dokumentów, do których udało nam
      się dotrzeć, wynika, że SiM po otrzymaniu kontraktu od komendy lub więziennictwa
      natychmiast lwią część uzyskanych pieniędzy przekazywała do spółki SKDW.

      Zdobyliśmy część umów na dostawy rejestratorów do Komendy Głównej. Z ramienia
      policji podpisywał je obecny zastępca komendanta głównego Dariusz Nagański,
      wówczas szef biura informatyki.

      SKDW - jak wynika z dokumentów - ma biuro w Warszawie i siedzibę we wsi
      Rudziszki. Tu ma mieszkać też jej właściciel Piotr R. Sprawdziliśmy - w
      Warszawie biura nie ma. Jedziemy do Rudziszek koło Węgorzewa. Wieś kończy się
      szlabanem, dalej jest Rosja.

      Szok - siedziba firmy zarabiającej na służbach mundurowych miliony złotych to
      rozpadająca się stara chałupa. Powybijane okna, dziurawe drzwi zamknięte na
      łańcuch z kłódką. Przy drzwiach malutka tabliczka: SKDW spółka cywilna. Sąsiedzi
      przez całe lata nie widzieli w budynku nikogo.

      Kilka tygodni temu spółką SKDW zainteresował się jeden z pracowników Urzędu
      Kontroli Skarbowej w Olsztynie. Reakcja była natychmiastowa - telefon od
      Wiesława Pietrzaka (SLD), szefa senackiej komisji obrony narodowej i
      bezpieczeństwa publicznego.

      - Dlaczego męczycie tę firmę, dajcie jej spokój! - beształ urzędnika senator.

      Gdy zaczęliśmy badać sprawę i pytać o kontrakty w Komendzie Głównej, do akcji
      wkroczyło Centralne Biuro Śledcze. Od wtorku funkcjonariusze prowadzą śledztwo,
      czy pieniądze wyprowadzane do spółki Piotra R. były przeznaczone na łapówki dla
      osób decydujących, kto dostarczy sprzęt policji i więziennictwu.

      Co oznacza skrót SKDW? Piotr R. chętnie wyjaśniał to znajomym podczas
      towarzyskich spotkań. SKDW to "Szare Komórki Do Wynajęcia" - mówił ze śmiechem.
      >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
      Kto naprawdę zarabia miliony złotych przy kontraktach na sprzęt komputerowy dla
      polskiej policji i więziennictwa?




      ZOBACZ TAKŻE

      • Szare komórki w Komendzie Głównej (14-03-05, 03:00)




      Tomasz Patora, Marcin Stelmasiak 14-03-2005, ostatnia aktualizacja 13-03-2005 17:48

      Czy tylko właściciel spółki SKDW, czyli Szare Komórki Do Wynajęcia?

      Kilka tygodni temu pracownik Urzędu Kontroli Skarbowej w Olsztynie zainteresował
      się maleńką spółką cywilną ze wsi Rudziszki tuż przy rosyjskiej granicy. Zajrzał
      do dokumentów i osłupiał: z papierów wynikało, że firemka bez żadnego majątku, z
      dwuosobową kadrą (sekretarka, księgowy), zarabiała miliony na kontraktach dla
      Komendy Głównej Policji i Centralnego Zarządu Służby Więziennej. Zaczął
      kontrolę, a kilka dni później zadzwonił do niego senator SLD Wiesław Pietrzak,
      szef komisji obrony narodowej: - Dlaczego męczycie tę firmę, dajcie jej spokój!

      Miliony na mazurską wieś

      Od 1999 r. Komenda Główna Policji kupuje tzw. zestawy do rejestracji rozmów. To
      komputery PC z nietypową, rozbudowaną kartą dźwiękową. Służą do nagrywania
      rozmów między policjantami oraz zgłoszeń obywateli do dyżurnego oficera.

      KGP kupiła 330 takich komputerów - wszystkie produkcji Spółki Inżynierów SiM z
      Lublina. Część - po przetargach, wygrywała SiM lub inna spółka, która - jak
      ustaliliśmy - i tak brała zestawy od... lubelskiej firmy. Część maszyn KGP
      kupiła bez przetargu.

      SiM to potentat na polskim rynku tego typu urządzeń. Firma chwali się, że
      dostarcza sprzęt polskim służbom specjalnym i mundurowym, ostatnio sprzedała
      rejestratory policji w Londynie. Badając SiM, dotarliśmy do przedziwnych faktur:
      na przykład realizując dostawę 50 urządzeń za 2 mln 422 tys. zł dla Komendy
      Głównej, lubelska firma zapłaciła blisko pół miliona złotych spółce SKDW ze wsi
      Rudziszki na Mazurach. Za co? Według dokumentów - za "próbną instalację
      zestawów". Według naszych informatorów żadnej pró
    • Gość: Paweł Policja Szczerbaka i Szredera . IP: *.kompania.net 24.04.05, 01:30

      drukuj
      Z magazynu Centralnego Biura Śledczego w Łodzi zniknęły narkotyki warte 3 mln
      złWtorek, 19 kwietnia 2005r.Prawie 20 kg kokainy, wartej około 3 mln zł,
      skradziono z magazynu... Centralnego Biura Śledczego w Łodzi. Kokainę odebrano
      cztery lata temu kurierom kartelu narkotykowego z Kolumbii.W tych dniach sąd
      nakazał zniszczyć narkotyki. Policjanci, którzy się tym zajęli, nabrali
      podejrzeń, że zamiast kokainy w magazynie jest cukier puder lub podobna
      substancja. Zawiadomili prokuraturę i Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej
      Policji.- Trwają oględziny miejsca, w którym trzymano narkotyki - mówi Krzysztof
      Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi. - Nie potwierdzam, że
      substancją, na którą zamieniono kokainę, był cukier. Śledztwo obejmuje dwa
      wątki: kradzież narkotyków i nieumyślne niedopełnienie obowiązków w zakresie
      przechowywania narkotyków.Prokuratorzy nie ujawniają, kogo zamierzają
      przesłuchać. Można przypuszczać, iż będą to m.in. Ryszard Woźny, szef łódzkiego
      CBŚ w czasie, gdy w magazynie składowano kokainę, a także jego następca Leszek
      Matusiak (wiceminister spraw wewnętrznych Tadeusz Matusiak w rozmowie z
      reporterem "Dziennika" zaprzeczył pogłoskom, iż jakoby był on jego
      krewnym).Leszek Matusiak twierdzi, że nie wie, kiedy i w jaki sposób narkotyki
      zniknęły z magazynu. - To sprawa ze stycznia 2001 roku, a ja zostałem
      naczelnikiem CBŚ w październiku 2002 - zaznacza.Magazyn dowodów rzeczowych CBŚ w
      Komendzie Wojewódzkiej Policji w Łodzi, w którym przechowywano kokainę, jest
      zamykany na klucz i plombowany. Dostęp do niego mają nieliczni. Każde wejście
      jest odnotowywane, a po zamknięciu drzwi są plombowane. Jak więc narkotyki mogły
      zginąć?- Mogły być podmienione zanim dotarły do magazynu - uważa wysoki oficer
      policji. - W magazynie mogła być tylko część narkotyków, dlatego późniejsze
      ekspertyzy wykazały, że to wciąż kokaina.O istnieniu kanału przerzutowego
      kokainy z Kolumbii polskie służby wiedziały już w latach 90. Jeden z egzekutorów
      łódzkiej "ośmiornicy" regularnie odwiedzał Kolumbię i inne kraje Ameryki
      Południowej. W jego domu znaleziono zdjęcia z prywatnych przyjęć w kolumbijskich
      domach, a w telefonie zaszyfrowane latynoskie imiona i numery telefonów.- To
      była silna, dobrze zakonspirowana grupa - mówi pracownik policji, biorący udział
      w śledztwie. - Narkotyki płynęły z Kolumbii do Polski, a stąd na Zachód. Szlaki
      podróży były zagmatwane, gubiono ślady, zmieniano kurierów.Paczka, która
      zniknęła z łódzkiego magazynu, dostała się w ręce policji po tym, jak jej
      zawartość odkryto na londyńskim lotnisku Heathrow. Kurier miał lecieć do
      Warszawy, a później przepakować ładunek i przewieźć do Holandii.- To brzmi
      nieprawdopodobnie, ale podejrzany upił się w samolocie i zgubił walizkę, a
      pozostawionym bez opieki bagażem zainteresowała się angielska policja - mówi
      nasz informator. - Współpraca polskiej i brytyjskiej policji doprowadziła do
      zatrzymania pod Łodzią czterech osób, które z lotniska na Okęciu wiozły kokainę
      starym fiatem.Kto mógł być zainteresowany odzyskaniem narkotyków? Według naszego
      informatora, prawdopodobnie ten, kto zapłacił za nie i miał zarobić na dostawie
      do Holandii. Może chodzić o członków łódzkiej mafii lub warszawskich grup
      przestępczych. Już w 2001 roku mówiło się, że obie grupy inwestują w przemyt
      narkotyków lub pobierają haracze od przemytników.A czy nie mogło być tak, że
      kartel z Kolumbii przekupił funkcjonariusza CBŚ w Łodzi, aby ten ukradł
      narkotyki? - Nie wykluczamy żadnej wersji wydarzeń, także tej - przyznaje
      Zbigniew Matwiej, oficer prasowy CBŚ w Warszawie.(wp, maj)
    • Gość: Paweł Policja Szczerbaka i Szredera . IP: *.kompania.net 24.04.05, 01:31
      Dokumenty CBŚ w rękach gangsterów Marcin Kącki 25-03-2005, ostatnia
      aktualizacja 24-03-2005 21:02Z Centralnego Biura Śledczego w Poznaniu wyciekły
      ściśle tajne wiadomości o informatorach Biura w środowiskach przestępczych.
      Trafiły do gangsterówDwa tygodnie temu Urząd Kontroli Skarbowej robił rewizję w
      poznańskim mieszkaniu gangstera Norberta S. znanego jako Drewniak. Wcześniej
      "Gazeta" pisała o bezkarności Drewniaka i jego brata, m.in. o tym, że jeżdżą
      drogim bmw, a twierdzą, że są na utrzymaniu matki. Inspektorzy chcieli
      sprawdzić, skąd mają pieniądze, ale znaleźli coś ciekawszego: dokumenty
      sygnowane nazwiskami policjantów CBŚ. Są w nich informacje wprost bezcenne dla
      gangsterów, bo opisują od wewnątrz pracę Biura zwanego polskim FBI.Jak
      dowiadujemy się z kilku źródeł, znalezione dokumenty to kserokopie notatek
      służbowych podpisanych przez policjanta CBŚ i naczelnika poznańskiego oddziału
      Biura. Jest na nich pieczątka Biura. Policjant opisuje w notatce rolę tajnych
      współpracowników CBŚ, których wymienia z nazwiska, oraz podaje informacje, które
      przekazali oni policji, m.in. o przestępczości samochodowej.Jaką wartość mają
      takie informacje dla gangstera? Policjant zwalczający zorganizowane grupy
      przestępcze: - Dla gangstera to może być wiedza bezcenna. A nazwiska z notatki
      mogą się wkrótce znaleźć na nagrobkach.Prokuratura ustaliła, że papiery
      zawierają prawdziwe nazwiska "wtyk", które działają w środowisku przestępczym.
      Szef poznańskiego CBŚ Jerzy Jakubowski, który powiedział nam, że nic nie wie o
      sprawie, nie wykluczył, że "dokumenty mogły zostać sfałszowane przez
      gangsterów". Po co by to mieli robić? A nawet jeśli sami by je sprokurowali, by
      użyć w porachunkach, to skąd mieli nazwiska "wtyk" i inne ściśle tajne
      informacje?Jakubowski: - Nie widziałem tych dokumentów. Nie wiem. Drewniak i
      jego brat wielokrotnie przewijali się w śledztwach dotyczących handlu
      narkotykami i wymuszeń. Od kilku lat są jednak nietykalni. Obaj są członkami
      klubu strzeleckiego prowadzonego przez byłych policjantów. Mają zarejestrowane
      kilka sztuk broni palnej, choć dwa lata temu byli podejrzani o próbę
      zastrzelenia złodzieja samochodowego. Przy okazji rewizji skarbowej okazało się,
      że mają także zarejestrowany karabin kałasznikow z... lunetą i tłumikiem. To
      właśnie trop strzelnicy dodatkowo wskazuje na ich powiązania z CBŚ. Działa ona
      tuż przy siłowni, na której bracia ćwiczyli razem z wysokim rangą policjantem
      CBŚ w Poznaniu, odjeżdżali tym samym autem. Widzieli to policjanci, którzy
      śledzili Drewniaka. Śledztwo w sprawie dokumentów prowadzi prokuratura
      szczecińska: - Ponieważ jest podejrzenie, że dokumenty mogły wyciec z CBŚ, to
      nadaliśmy sprawie klauzulę ściśle tajne - wyjaśnia Kazimierz Olejnik, zastępca
      prokuratora krajowego. Dla prokuratury szczecińskiej to już drugie śledztwo
      dotyczące ewentualnej korupcji w poznańskim CBŚ. Od trzech miesięcy bada ona
      powiązania między policjantami a osobami podejrzanymi o sprzedawanie lewych
      faktur. Marcin Kącki

      Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA



      Czy Tomasz Markiewicz pseudonim Abdul zamieszkały Kraków ul.
      Radziwiłłowska 17 m 3 , policyjny ( CBŚ lub ABW ) kapuś , też
      posiada kopie akt dochodzeń
      prowadzonych w sprawie wydarzeń na Radziwiłłowskiej - podpalenie mieszkania
      w budynku pełnym ludzi , próba zabójstwa .
      W sierpniu 2003 r. Markiewicz kierował gangiem z Radziwiłłowskiej .
    • Gość: Paweł Zlustrujmy Skowrońskiego IP: *.kompania.net 24.04.05, 01:32

      Zlustrujmy Go sami !!!

      Andrzej Skowroński - twórca niebywałego rozkładu i demoralizacji wśród
      pracowników
      Komendy Miejskiej Policji w Krakowie ( kradzieże w Komendzie , łapówki
      , współpraca z gangami funkcjonariuszy podległych jednostek , .... itp. )
      typowany jest , jako kandydat na stanowisko z – cy Komendanta Wojewódzkiego
      Policji .
      Krążą wiarygodne plotki mówiące o tym , że Skowroński był w przeszłości
      SB – kiem .
      Prosimy o przekazywanie wszelkich informacji dotyczących SB – ckiej
      przeszłości
      tego człowieka .
      Jeżeli znacie Państwo :
      nr legitymacji SB ,
      lata służby w SB ,
      miejsca zatrudnienia ,
      sprawy którymi się zajmował ,
      prosimy o informacje na adres pablow0@op.pl
      lub telefonicznie na nr 0 602 318 302

      Prezes Niezależnego Obywatelskiego Centrum Badania i Monitoringu
      Stopnia
      Zdeprawowania Demoralizacji i Patologii w Policji .
      Paweł

    • Gość: Paweł Policja Szczerbaka i Szredera . IP: *.kompania.net 24.04.05, 01:33
      Od kilku dni prasa donosi , że kandydatami na zastępców Komendanta
      Wojewódzkiego
      Policji w Krakowie są : Komendant Miejski Policji w Krakowie p .
      Andrzej Skowroński i z-ca Komendanta Miejskiego Policji p . Górak .
      Gorąco popieram te kandydatury i udzielam im swojej rekomendacji .
      W kraju w którym wiceminister MSW i A Sobotka został skazany za przekazywanie
      informacji gangsterom , były Komendant Główny Policji Kowalczyk czeka na
      osądzenie za składanie fałszywych zeznań , z-ca Komendanta Głównego Policji ,
      Chwaliński , były SB –ek , wylatuje z Policji podejrzany o przekręty przy
      zakupie
      samochodów dla policji , ( niedługo po wylaniu z policji odznaczony przez
      Kwaśniewskiego ) , a stanowisko Ministra Sprawiedliwości piastował Sadowski ,
      który przez wiele lat unikał osądzenia za popełnione przestępstwo , pp. Górak
      i Skowroński to kandydatury idealne , wręcz symboliczne .
      Kradzieże w Komendzie Miejskiej Policji , błyskotliwie przeprowadzona
      akcja
      ,, specjalnego nadzoru ‘’ na Radziwiłłowskiej , to tylko nieliczne
      przykłady
      z całego pasma spektakularnych sukcesów tego duetu .
      Takich Komendantów Wojewódzkich nam potrzeba na finiszu PRL – u bis
      dla zmyłki nazywanego III RP .
      Z niecierpliwością oczekuję na dalsze podobne pomysły.

      >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

      Re: PANIE PAWLE !! Przeczytaj komentowany artykuł » Autor: Gość: piotr IP +
      dodaj do ulubionych wątków skasujcie post + odpowiedz
      dziwi mnie spokój kolegów z organizacji WOLNY KAUKAZ.Kiedy zostali pobici w
      Rynku, gdy protestowali przeciw wizycie Putina, wszczęli alarm i chcieli zwolnić
      Skowrońskiego odpowiedzialnego za te bezprawne działania.Krzyczcie teraz,
      przypomnijcie Skowrońskiemu, że nie tylko był ubekiem i to przez wiele lat lecz
      był również przewodniczącym ZSMP przy Komendzie Wojewódzkiej Policji w
      Krakowie.W tym czasie ścigał policjantów, którzy nie należeli do partii i
      wciągał ich do jej przedszkola czyli do kierowanej przez siebie Organizacji
      (ZSMP).Jeśli mu tego nie przypomnicie to awansuje i zamiast odejść na śmietnik
      historii będzie się pławił w zaszczytach przysługujących Komendantowi wojewódzkiemu.


    • Gość: Paweł Policja Szczerbaka i Szredera . IP: *.kompania.net 24.04.05, 01:34
      drukuj
      Kocioł w policjiŚroda, 30 marca 2005r.Kolejna afera w śląskiej policji.
      Katowicka Prokuratura Apelacyjna zleciła przeszukanie domu naczelnika wydziału
      do walki z przestępczością gospodarczą Komendy Wojewódzkiej Policji w
      Katowicach. Jak ustaliliśmy mieszkanie inspektora Adama Gryty przeszukano w
      związku ze sprawą „wycieku” z wydziału ściśle tajnych dokumentów. Od pół roku
      prokuratura bada kto i w jaki sposób wyniósł stamtąd rejestr tajnych
      informatorów policyjnych. Dokument trafił w ręce dziennikarzy, którzy o
      wszystkim poinformowali prokuraturę. Nieoficjalnie wiadomo, że rejestr został
      wyniesiony przed lipcem 2001 roku, kiedy naczelnikiem wspomnianego wydziału był
      poprzednik Gryty, Michał Terlega – obecnie komendant policji w Chorzowie. –
      Jestem w tej sprawie niewinny – zapewnia Terlega. Kiedy sprawa ujrzała światło
      dzienne twierdził on, że za jego kadencji w wydziale do walki z przestępczością
      gospodarczą wszystkie dokumenty były tam, gdzie być powinny. Kiedy z wydziału
      odchodził przekazanie stanowiska nowemu naczelnikowi odbyło się komisyjnie –
      badano i inwentaryzowano również dokumentację wydziału. Wiadomo jednak, że
      dokument z informacjami ściśle tajnymi „wyparował”.Dlaczego zlecono przeszukanie
      domu człowieka, który przejął schedę po Terledze? Prokuratura nabiera w tej
      sprawie wody w usta. Podobnie sam zainteresowany. – Jestem stroną, nie chcę
      zabierać głosu – mówił nam inspektor Gryta. Nieoficjalnie mówi się, że w trakcie
      postępowania okazało się, że tajny rejestr mógł być nie jedynym dokumentem,
      który „ulotnił” się z wydziału. Inna nieoficjalna informacja w tej sprawie
      dotyczy przeszukań, które wcześniej prokuratura zleciła w mieszkaniach dwóch
      innych funkcjonariuszy. Jeden z nich miał pracować w wydziale, kiedy jego
      naczelnikiem był Terlega.Kulisy znikania dokumentów w Komendzie Wojewódzkiej
      PolicjiRejestr informatorów, który został wyniesiony z wydziału do walki z
      przestępczością gospodarczą katowickiej Komendy Wojewódzkiej Policji
      prawdopodobnie nie jest jedynym tajnym dokumentem, który dostał się w
      niepowołane ręce. Prokuratura Apelacyjna w Katowicach, która prowadzi w tej
      sprawie postępowanie zleciła ostatnio przeszukanie domu naczelnika wydziału,
      inspektora Adama Gryty. Nieoficjalnie mówi się, że to już trzeci funkcjonariusz,
      którego mieszkanie zostało sprawdzone. — Obecnie nie możemy w tej sprawie
      udzielić jakichkolwiek informacji — ucina rzecznik prokuratury, Leszek Goławski.
      Tymczasem funkcjonariusze z Komendy nie zaangażowani w postępowanie wynoszenie
      dokumentów tłumaczą jako efekt... rozgrywek personalnych. — Część policjantów
      walczy o stołki i jeden na drugiego szuka haka, podkopuje dołki — mówili nam.We
      wrześniu ubiegłego roku wypłynęła sprawa tajnego rejestru, który został
      wyniesiony z wydziału do walki z przestępczością gospodarczą. Dokument został
      dostarczony dziennikarzom tygodnika „Polityka”, którzy o wszystkim powiadomili
      prokuraturę. Dzięki temu okazało się, że papiery opatrzone klauzulą tajności
      pracownicy Komendy mogą bez problemu wynosić i udostępniać. Wyniesiony rejestr
      zawierał rubryki: pseudonim informatora, dane policjanta, który z nim
      współpracował i wstępne, hasłowe informacje ze sprawy, która była rozpracowywana
      – często związanej z konkretną firmą czy instytucją. Takie informacje nigdy nie
      podlegają odtajnieniu. Policjanci w rozmowach z nami podkreślali jednak, że w
      „wycieku” najważniejsze było jednak pokazanie jak pracuje policja i
      skompromitowanie kilku nazwisk. Z naszych informacji wynika, że rejestr
      informatorów nie był przechowywany w jednym, określonym miejscu. Dostęp do niego
      miała ograniczona, co nie znaczy, że mała grupa osób – kierownictwo i
      funkcjonariusze operacyjni. Każda z nich korzystając z rejestru, była wpisywana
      do odpowiedniego dziennika. Dokument przechodził z rąk do rąk. Żadna z
      upoważnionych osób nie powinna również mieć większego problemu ze skopiowaniem
      dokumentu. Nieoficjalnie wiadomo, że rejestr został wyniesiony za kadencji
      poprzedniego szefa wydziału, inspektora Michała Terlegi. W 2001 roku Terlega
      został przeniesiony na stanowisko naczelnika wydziału ochrony informacji
      niejawnych i inspekcji. Później inspektor został oddelegowany na stanowisko
      komendanta policji w Chorzowie. Kilka miesięcy później wybuchła afera z
      rejestrem. O całej sprawie Terlega mówi zdawkowo: — Jestem niewinny. Kiedy
      odchodziłem komisja badała i inwentaryzowała wydział. Również stan dokumentów
      niejawnych. Wszystko się zgadzało.Rejestr jednak „wypłynął”. I być może nie
      tylko on. — Przeszukanie mojego domu nie oznacza, że zniknęły inne dokumenty —
      zapewnia inspektor Gryta, którego mieszkanie w przeciwieństwie do domu
      komendanta Terlegi zostało przeszukane. — Nic więcej nie powiem, bo nie mogę —
      dodaje inspektor.Nieoficjalnie mówi się, że wcześniej przeszukano domy dwóch
      innych funkcjonariuszy. Jeden z nich pracował w wydziale, kiedy jego
      naczelnikiem był Terlega. — Ktoś wyniósł dokument, którego ktoś nie dopilnował —
      komentują inni funkcjonariusze. — Tak na prawdę to pokazuje jaki panuje bałagan
      i jakie między ludźmi są prowadzone gierki. Szkoda tylko, że nikt nie pomyśli,
      że w czasie takiej prywatnej wojenki tajne informacje mogą na prawdę przedostać
      się w niepowołane ręce, nie tylko do dziennikarzy. Komentarz DZOczywiście za
      wpadki, gierki kilku policjantów nie odpowiadają wszyscy funkcjonariusze.
      Niemniej, działalność tych kilku kładzie się cieniem na wszystkich. Dlatego w
      tym resorcie nie może być pobłażania dla gorszących postaw.Anna Malinowska
    • Gość: Paweł Policja Szczerbaka i Szredera . IP: *.kompania.net 24.04.05, 01:34
      Policyjny problem z alkoholem Monika Jaremko-Siarska, Marek Mamoń
      10-03-2005, ostatnia aktualizacja 10-03-2005 20:02Międzynarodowy turniej piłki
      nożnej w Kulach odbił się czkawką. Policjanci solidnie tam popijali. Nie
      upilnowali też kolegi, który mając mocno w czubie, po powrocie do Częstochowy
      spowodował kolizjęImpreza w zamkniętym ośrodku więziennictwa w Kulach rozpoczęła
      się w zeszły czwartek. Towarzystwo było doborowe - przyjechali policjanci,
      prokuratorzy i posłowie (wyjechali w piątek po turnieju) z Polski, Niemiec i
      Litwy. Były mecze piłki nożnej, wspólna kolacja, sauna, basen, spacery po
      lesie.Dzień po turnieju jeden z jego uczestników, oficer komendy miejskiej
      Grzegorz Cz., najechał na tył renault. Alkomat wykazał ponad 2,5 prom.
      alkoholu.Gdy media połączyły jego pobyt w Kulach z kolizją, komendant
      częstochowskiej policji Tadeusz Kowalik na stronie internetowej przeprosił
      prokuratorów, którzy zorganizowali turniej. Stwierdził, że łączenie imprezy z
      promilami policjanta jest bezzasadne. W rozmowie z nami przyznał jednak, że
      policjanci pili alkohol w drodze powrotnej z Kul. - Funkcjonariusze nie byli na
      służbie. Ich sprawą jest, co robią prywatnie. Są przecież dorośli - tłumaczył
      nam.Udało nam się dotrzeć do uczestników turnieju (zastrzegli anonimowość),
      którzy potwierdzili nam, że również w Kulach wódka lała się strumieniami.
      Zdaniem naszych rozmówców, alkohol był już wieczorem w czwartek podczas kolacji
      powitalnej i na piątkowym meczu. Było go jednak niewiele. - Ostre picie zaczęło
      się po zawodach w pokojach - mówi nasz informator. - Podział ról był z góry
      ustalony: prokuratorzy mieli się opiekować zagranicznymi gośćmi, myśmy
      [policjanci - przyp. red.] mieli własne grono, było też kilku zaprzyjaźnionych
      adwokatów. Alkoholu było pod dostatkiem, bo każdy przywiózł po kilka
      flaszek.Według naszych rozmówców w Kulach obyło się bez ekscesów, wszyscy się
      pilnowali, by w miejscach ogólnodostępnych nie zdarzyło się nic
      kompromitującego. - Poszedł "prikaz", że szef Prokuratury Okręgowej nie życzy
      sobie żadnej zadymy, a to przecież prokuratura organizowała zawody - opowiada
      jeden z uczestników wyjazdu do Kul.Na nasze pytanie o nadużywanie alkoholu w
      Kulach komendant stwierdził: - To było spotkanie sportowo-towarzyskie.
      Policjanci pojechali tam w czasie prywatnym. Mają prawo go spędzać według
      własnego uznania - mówi komendant Kowalik.W sobotę zagraniczni goście pojechali
      do Częstochowy. Tu czekały ich oficjalne wizyty i zakupy.Według naszych
      rozmówców policjanci postanowili natomiast "leczyć kaca". Sześć osób - w tym
      czterech wysokich rangą funkcjonariuszy - wsiadło do busa, który zabrał ich do
      Częstochowy. - Pili podczas jazdy. Musieli czuć się swobodnie, przecież to sami
      swoi - mówi jeden z naszych informatorów. - Ze skrzynki, którą zabrali ze sobą z
      Kul, wyglądało kilka "łebków" alkoholu. W Częstochowie poszli do knajpy
      niedaleko komendy. Tutaj dopiero zaczęła się zabawa. Nikogo nie interesowało,
      jak Grzegorz [Cz., policjant, który w sobotę miał stłuczkę - przyp. red.]
      wychodził. Chłopak poszedł po swoje auto pod komendą, wsiadł, pojechał i wpadł.
      - Od razu było wiadomo, że jak ta stłuczka wycieknie do mediów, dziennikarze
      powiążą ją z meczem w Kulach, a według nas z zawodami ta sobotnia afera nie
      miała nic wspólnego - zarzekają się nasi rozmówcy.Rozmowa z komendantem miejskim
      policji w Częstochowie Marek Mamoń: Jak było naprawdę? Tadeusz Kowalik:
      Wysyłając drużynę policjantów na turniej do Kul, zapewniłem im dowóz i przywóz
      cywilnym busem. Część funkcjonariuszy gościła tam do soboty przed południem.
      Policjant, który mieszka w Myszkowie, swój prywatny samochód zostawił na
      parkingu komendy miejskiej. Z Kul wrócili w sobotę przed godz. 15. Godzinę
      później policjant miał ponad 2,5 prom. alkoholu w wydychanym powietrzu. Czy po
      powrocie do Częstochowy policjanci poszli jeszcze "na jednego"? - To nieprawda,
      nie było żadnego spotkania przy alkoholu. Z tego, co ustaliłem, alkohol był
      spożywany w drodze powrotnej w samochodzie.Alkohol w policyjnym busie? - To był
      samochód cywilny, a nie radiowóz. Funkcjonariusze nie byli na służbie. Ich
      sprawą jest, co robią prywatnie. Są przecież dorośli. Alkomat pokazał ponad 2,5
      prom. alkoholu. To nie może być efekt wypicia jednego czy dwóch kieliszków wódki
      w drodze powrotnej z Kul. - Turniej w Kulach nie był imprezą stricte sportową.
      To było spotkanie sportowo-towarzyskie. Drużyna częstochowskich funkcjonariuszy
      była goszczona przez prokuratorów, byli również zagraniczni goście, m.in.
      policjanci z Niemiec. Dlatego uznałem, że nie należy wyjeżdżać tuż po zawodach,
      tylko zostać do soboty. Poza zmaganiami piłkarskim było więc sporo wolnego
      czasu. Jeszcze raz podkreślam: policjanci pojechali tam w czasie prywatnym. Mają
      prawo go spędzać według własnego uznania.Jeżeli Pan komendant twierdzi, że po
      powrocie do Częstochowy policjanci nie pili alkoholu, to po co mieszkający w
      Myszkowie funkcjonariusz wysiadł w Częstochowie? Nie można go było zawieźć do
      domu? - Kierowca busa rozwoził wszystkich do domu. Jednak ten funkcjonariusz
      oznajmił, że chce pojechać do domu pociągiem, żeby w drodze wytrzeźwieć. W tym
      stanie nie chciał się pokazywać żonie. Zgodnie z jego wolą - a nic nie
      wskazywało, że jest w jakimś upojeniu alkoholowym, że nie potrafi sam ocenić
      sytuacji - został wysadzony na ulicy Popiełuszki. Pozostali pojechali dalej, do
      swoich domów .Wszyscy szczęśliwie do nich dotarli.A on niepostrzeżenie wszedł na
      policyjny parking i wsiadł do samochodu... - Z tego wynika, że tak zrobił.
      Nikomu z wracających z Kul nawet przez myśl nie przeszło, że może coś takiego
      zrobić. Żałuję, że tak się stało. Był świetnym specjalistą, ma za sobą 19 lat
      pracy. Nie miał żadnych problemów z alkoholem. Po służbie zawsze jechał wprost
      do domu. Być może to zmyliło czujność jego kolegów.A na parkingu? Czy tam nie
      było nikogo, by odwieść go od jazdy po pijanemu? - Parking nie jest
      monitorowany. W sobotę w komendzie jest mało ludzi. Mógł swobodnie wejść do
      budynku, zna szyfry zamków, jest pracownikiem tej komendy. Podkreślam raz
      jeszcze: jego zachowanie nie wskazywało, że jest nietrzeźwy.Dlaczego więc -
      skoro był to ten pierwszy raz - po spowodowaniu kolizji i badaniach nie wrócił
      do domu, tylko spędził noc w policyjnej izbie zatrzymań? - O tym, żeby go
      przetrzymać pod nasza kuratelą, zdecydowałem osobiście. To nie fakt, że był
      nietrzeźwy, albo domniemanie (zresztą nieprawdziwe), że chciał uciekać z miejsca
      kolizji, o tym zdecydowały. Po prostu bałem się, że coś sobie może zrobić. Ma
      dla kogo żyć - ma żonę i córkę. Dwa lata temu w jednej z jednostek zdarzyło się,
      że policjant wrócił do domu podchmielony, żona miała do niego pretensje, on
      wyszedł z mieszkania i strzelił sobie w głowę. To nie pierwszy przypadek, że
      częstochowski policjant prowadzi samochód "po wódeczce". - W tym roku zdarza się
      to po raz pierwszy. W ubiegłym mieliśmy cztery przypadki naruszenia dyscypliny
      związane z alkoholem wykrytym u funkcjonariusza. Dwa ujawnili przełożeni,
      dotyczyły funkcjonariuszy, którzy stawili się do służby pod wpływem alkoholu i
      nie zostali do niej dopuszczeni. Dwie inne osoby spowodowały kolizje pod wpływem
      alkoholu. Choć nie byli wówczas na służbie, zostali zwolnieni dyscyplinarnie.
      Ci, którzy przyszli do pracy pijani, zostali ukarani wysokimi karami
      dyscyplinarnymi. Nie ukrywam, że niektórzy funkcjonariusze mają problem z
      nadużywaniem alkoholu. Przyczyny tego są bardzo różne - problemy zawodowe, jak i
      rodzinne. Często są to ludzie bardzo wartościowi i z punktu widzenia społecznego
      ich eliminowanie nie jest wskazane. Dlatego na polecenie komendy głównej,
      wojewódzkiej i wreszcie moje funkcjonariusze z takim problemami są wychwytywani
      i trafiają pod stałą opiekę psychologa i przełożonych.Czy taka opieka ma
      zorganizowane formy? - Jest u nas zorganizowana grupa wsparcia, na wzór klubu
      AA, gdzie psycholog raz w tygodniu spotyka się z funkcjonariuszami, żeby ic
    • Gość: Paweł Policja Szczerbaka i Szredera . IP: *.kompania.net 24.04.05, 01:35


      Policjanci sprzedawali teczki na polityków Adam Zadworny 18-04-2005,
      ostatnia aktualizacja 17-04-2005 19:35Wielki skandal w policji. Policjanci oraz
      byli funkcjonariusze SB stworzyli "spółdzielnię", która żyła ze sprzedaży
      tajnych informacji i szantażuTajne śledztwo w tej sprawie prowadzi Biuro Spraw
      Wewnętrznych Komendy Głównej Policji i szczecińska prokuratura apelacyjna. -
      Dla dobra sprawy nie zdradzamy żadnych szczegółów - mówi prok. Anna Gawłowska-
      Rynkiewicz ze szczecińskiej apelacji. - Rozmiar tajemnic, które wyszły poza
      policję, jest bardzo poważny - dodaje.Przez kilka tygodni prowadziliśmy
      dziennikarskie śledztwo w tej sprawie. Oto jego wyniki.Kluczową postacią w tej
      sprawie jest Zbigniew Ś. - właściciel firmy Pol-Info Electronic handlującej
      m.in. nowoczesnymi cackami do podsłuchu. Na początku lat 90. był karany za
      udział w sfingowanym skoku na kantor. Ostatnio zajmował się m.in. wywiadem
      gospodarczym, otaczał się ludźmi ze specsłużb i policjantami. Jego kontakty
      były na tyle mocne, że w ubiegłym roku Zenon P. - warszawski funkcjonariusz CBŚ
      kierujący tajnymi operacjami policji wymierzonymi w mafię paliwową, zlecił
      Zbigniewowi Ś. odszukanie ukrywającego się w Szwajcarii głównego podejrzanego
      Arkadiusza Grochulskiego. Teraz wiadomo już, że Ś. prowadził podwójną grę -
      sprzedawał policyjne tajemnice tym, którzy chcieli za nie zapłacić. M.in.
      gangsterom i biznesmenom potrzebującym informacji o majątku swoich dłużników.
      Poufne informacje były też wykorzystywane przez "spółdzielnię" do szantażu
      biznesmenów. Ale nie tylko - policyjni wywiadowcy mają na zdjęciach ekipę
      pewnej komercyjnej telewizji podczas przeglądania dokumentów dostarczonych
      przez "spółdzielnię" i mających kompromitować jednego z obecnych
      ministrów.Główny wspólnikiem Zbigniewa Ś. był Artur M. - oficer wydziału ds.
      przestępczości gospodarczej zachodniopomorskiej komendy wojewódzkiej. Ten
      ogolony na łyso policjant o wyglądzie macho i przezwisku "Misza" ostatnio
      pracował w sekcji rozpracowującej mafię paliwową (podejrzewa się go o sprzedaż
      tajemnic tego śledztwa). Koledzy z pracy znali go głównie z licznych romansów i
      wyjazdów na ekskluzywne wycieczki morskie (tłumaczył, że sponsorują go jego
      partnerki). - Teraz wiemy, że "Misza" tworzył fikcyjne sprawy operacyjnego
      rozpracowania, aby móc ściągać od różnych jednostek policji w kraju poufne
      informacje na temat interesujących go ludzi - mówi jeden z jego kolegów. Do
      swoich celów "Misza" wykorzystywał też swoje partnerki. Wśród nich jest wysoka
      rangą pracownica banku - zdradzała "Miszy" informacje, które później
      sprzedawała "spółdzielnia". Prokuratura milczy, ale prok. Gawłowska potwierdza,
      że wśród zarzutów jest nakłanianie do ujawnienia tajemnic bankowych.Kolejni
      policjanci podejrzani o zdradzanie tajemnic służbowych to Dariusz K., były
      zastępca komendanta jednego ze szczecińskich komisariatów i Grzegorz O. z
      drogówki. Do "spółdzielni" należeli też byli oficerowie SB, m.in. Mirosław W.,
      którego w latach 90. wyrzucono z policji i skazano za ujawnienie tajemnicy
      służbowej. Prokuratura przedstawiła już zarzuty siedmiu osobom. W areszcie
      przebywa Zbigniew Ś., "Misza" i Dariusz K.Funkcjonariusze "policji w policji"
      mówią: - Sprawa bardzo rozwojowa, wiele nowych wątków, bagno.Aby je rozwikłać,
      prokuraturze niezbędna jest zgoda MSWiA na odtajnienie akt operacyjnych w
      sprawach prowadzonych przez podejrzanych w tym śledztwie policjantów. A z tym
      może być kłopot. Przed kilkoma laty "Misza" doprowadził do aresztowania
      dyrektora pewnego banku. Po kilku miesiącach okazało się, że zarzuty są wyssane
      z palca (śledztwo umorzono, a bankowiec dostał odszkodowanie za niesłuszne
      aresztowanie). Wiadomo, że padł ofiarą gier policyjnych. Jakich - tego
      prokuratura nie ustaliła, bo MSWiA odmówiło odtajnienia akt operacyjnych sprawy
      prowadzonej przez "Miszę".Adam Zadworny

      Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA


      • marek.gor Re: Policja Szczerbaka i Szredera . 24.04.05, 11:35
        Pan Paweł Witkowski znów atakuje... :)
        • Gość: czarnamamba Re: Policja Szczerbaka i Szredera . IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.04.05, 18:30
          Panie Marku, może więcej szczegółów?
          • marek.gor Re: Policja Szczerbaka i Szredera . 24.04.05, 19:28
            Nie miałem na myśli nic konkretnego, po prostu wpisy pana PW często pojawiają
            się (a potem znikają za sprawą adminów) na forach GW przy okazji tekstów o PZ.

            Pozdrawiam przy okazji.
    • Gość: Paweł Policja Szczerbaka i Szredera . IP: *.kompania.net 24.04.05, 16:53
      Łódź. Czterej policjanci w areszcie
      PAP 24-04-2005, ostatnia aktualizacja 24-04-2005 07:40

      Czterech policjantów, którzy brali udział w pobiciu mężczyzny zatrzymanego w
      związku z kradzieżą w sklepie, trafiło do aresztu

      W ubiegłą sobotę do jednego z łódzkich komisariatów doprowadzono 21-latka
      podejrzanego o kradzież w sklepie. W trakcie wykonywanych czynności mężczyzna
      został dotkliwie pobity przez jednego z funkcjonariuszy. Trafił do szpitala,
      gdzie usunięto mu śledzionę.

      W piątek policjanci zostali zatrzymani, a prokuratura postawiła jednemu z nich
      zarzut przekroczenia uprawnień i spowodowania rozległych uszkodzeń ciała
      zagrażających życiu.Grozi mu kara do 10 lat wiezienia. Pozostałej trójce
      przedstawiono zarzuty niedopełnienia obowiązków i nieudzielania pomocy, za co
      mogą trafić do więzienia na trzy lata.

      "Sąd aresztował funkcjonariuszy ze względu m.in. na zagrożenie wysoką kara i
      obawą matactwa" - powiedział Kopania.

      PAP

      Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA
    • Gość: Paweł Studentko , Studencie ! IP: *.kompania.net 24.04.05, 16:56
      Studentko , Studencie !

      W ramach zajęć lektoratu z języka zachodniego , przetłumacz ten tekst i
      wyślij do dużych zachodnich gazet z prośbą o publikację .
      Wyślij artykuł do zachodnich organizacji zajmujących się prawami człowieka ,
      z prośbą o interwencje , o petycje w tej sprawie do rządu RP .

      Polskie organizacje praw człowika , to niestety żałosne imitacje tych
      zachodnich . To organizacje skundlone , służalczo nastawione wobec władzy ,
      to rezerwuary lukratywnych posad . Ożywiają się wyłącznie przy okazji dużych
      międzynarodowych akcji , traktując je jako okazję do pokazania się w TV i
      innych mediach .

      Adres Centrum Informacji Rządowej : cirinfo@kprm.gov.pl z - dopskiem dla
      Ministra
      ( nie ) Sprawiedliwości Andrzeja Kalwasa lub Dla Premiera Marka Belki

      Prezes
      Niezależnego Obywatelskiego Centrum Badania i Monitoringu Stopnia
      Zdeprawowania Demoralizacji i Patologii w Policji .
      Paweł Witkowski
      ............................................................................
      ...................
      >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
      >>>>>>>>>>>>>>>>>>>
      TEKST :

      Do aresztu za krytykę spółdzielni i jej radcy prawnego Olga Szpunar,
      Jarosław Sidorowicz 22-04-2005, ostatnia aktualizacja 22-04-2005 23:18Za
      krytykę władz spółdzielni oraz jej radcy prawnego Józef Markiewicz został
      skazany na cztery miesiące aresztu w zawieszeniu. Sąd nakazał mu też
      przeprosiny, ale on przeprosić nie chce. Pójdzie więc do więzienia.- Taki
      wyrok zniechęci z pewnością ludzi do krytykowania władz spółdzielni i
      upominania się o swoje prawa. Teraz będą się bali cokolwiek powiedzieć - nie
      ma wątpliwości Elżbieta Dzierża, prawnik, specjalista od prawa
      spółdzielczego.60-letni artysta-malarz może trafić za kratki, bo poskarżył
      się do samorządu radcowskiego na działania radczyni prawnej Spółdzielni
      Mieszkaniowej "Konfederacka", z którą toczył spór o pracownię plastyczną.
      Swój żal wyraził też w piśmie do Walnego Zgromadzenia Członków
      Spółdzielni.Niekończąca się historia Artysta kupił pracownię w 1989 r. od
      Związkowej Spółdzielni Mieszkaniowej. Od razu zapłacił 20 proc. kosztów
      budowy, a rok później zwrócił spółdzielni wszystkie pieniądze i - w myśl
      umowy z ZSM - miał przejąć lokal na własność.Tymczasem blok przejęła nowa
      spółdzielnia - Konfederacka. Jej zarząd odmówił Markiewiczowi wydania
      przydziału własnościowego pracowni i zażądał za jej najem wyższych stawek.
      Malarz jednak płacił za nią nadal jak za mieszkanie, bo tak precyzowały
      przepisy. Spółdzielnia naliczyła mu ponad 10 tys. zł długu. Groziła
      eksmisją. Zdesperowany Markiewicz postanowił iść na ugodę i zrzec się praw
      do pracowni.Kompromis w cieniu krat Malarz podpisał dokumenty, z których
      wynikało, że spółdzielnia zapłaciła mu 20 proc. wartości pracowni, a 80
      proc. dostanie później. Twierdzi, że żadnych pieniędzy nie dostał, ale
      przegrał proces cywilny w tej sprawie, bo spółdzielnia pokazała podpisaną
      przez niego ugodę. Pod koniec ubiegłego roku został wyeksmitowany z
      pracowni.- Pal diabli te 20 procent, bo podpisałem, że je dostałem. Ale co z
      kolejnymi 80 procentami? Konfederacka przyrzekła mi je na piśmie i nie
      dotrzymała słowa - mówi artysta.Zdesperowany napisał do Okręgowej Izby
      Radców Prawnych, że reprezentująca spółdzielnię radczyni "bierze udział w
      procederze łamiącym podstawowe przepisy ujęte w Zasadach Etyki Radcy
      Prawnego" a tym samym "podważa zaufanie do rzetelnego, godnego i uczciwego
      wykonywania zawodu radcy", oraz usiłuje "na podstawie pomówień, fałszerstw i
      przeinaczania faktów" doprowadzić do przejęcia jego pracowni.Podobne pismo,
      zarzucające radczyni i prezesowi SM Konfederacka manipulowanie statutem
      spółdzielni wystosował do Walnego Zgromadzenia Członków SM. W odpowiedzi
      prawniczka spółdzielni wytoczyła mu sprawę karną o zniesławienie.Mocne słowa
      Sąd uznał, że słowa zawarte w skargach naraziły ją "na utratę zaufania
      potrzebnego do wykonywania zawodu". Na jakiej podstawie? - Sąd nie ma
      obowiązku tego sprawdzać. To kwestia oceny, że nawet teoretycznie takie
      stwierdzenia mogły kogoś poniżyć - twierdzi sędzia Andrzej Almert, rzecznik
      krakowskiego sądu.Okręgowa Izba Radców Prawnych ograniczyła się z kolei
      jedynie do wysłuchania relacji radczyni. I na ich podstawie odpisała
      artyście, że nie znajduje podstaw do podjęcia jakichkolwiek czynności w
      sprawie.Tomasz Korpusiński, rzecznik Okręgowej Izby Radców Prawnych: - W tej
      skardze nie było konkretnych zarzutów, tylko pomówienia. Wolność słowa ma
      swoje granice. Jeżeli ten pan, jak twierdzi, dysponował materiałami na
      poparcie swoich słów, powinien był nam je przesłać. Ponieważ sprawa toczyła
      się jednocześnie w sądzie, zaproponowaliśmy mu, by zdał się na wynik
      postępowania.Z radczynią prawną nie udało nam się skontaktować, ponieważ
      przebywa za granicą.Cela zamiast przeprosin - Trudno tu moim zdaniem mówić o
      przestępstwie. Orzeczona kara jest drastycznie surowa - ocenia proszący o
      anonimowość znany krakowski prawnik.- Z tych pism wypływa raczej żal, a nie
      chęć poniżenia kogokolwiek. Zresztą ten pan nie ogłosił swoich sądów w
      gazecie, tylko skierował je do instytucji, która z założenia jest powołana
      do rozpatrywania skarg - uważa Elżbieta Dzierża.Jak dowiedzieliśmy się,
      wyrok został już skierowany do wykonania. Jeśli artysta nie przeprosi, kara
      zostanie odwieszona. - Przepraszał nie będę, bo nie mam za co. To ja jestem
      poszkodowany. Wolę iść do więzienia - zżyma się Józef Markiewicz.Olga
      Szpunar, Jarosław Sidorowicz

      Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl C Agora SA


      >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
      >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

      Co się dzieje w polskich sądach :
      ............................................................................
      ......................

      Polskie sądy naruszyły wolność słowa Ewa Siedlecka 31-03-2005, ostatnia
      aktualizacja 30-03-2005 20:19Polskie sądy naruszyły wolność słowa. Skazały
      autora artykułu za krytykę władz miejskich, nie sprawdziwszy nawet, czy
      stawiane przez niego zarzuty były prawdziwe - orzekł Trybunał Praw
      CzłowiekaWyrok ogłoszono we wtorek w Strasburgu. Polska ma zapłacić
      pokrzywdzonemu Romanowi Sokołowskiemu 700 euro zwrotu kosztów i 4 tys. euro
      zadośćuczynienia.Podczas kampanii prezydenckiej w 1995 r. Sokołowski w
      ulotce wydanej przez oddział Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego w
      Wodzisławiu skrytykował lokalnych radnych. Napisał, że w tajnym głosowaniu
      wybrali samych siebie do komisji wyborczych. A tym samym zafundowali sobie
      nawzajem wynagrodzenie za członkostwo w tych komisjach - płacone z
      publicznych pieniędzy. W głosowaniu wyeliminowali kandydatów spoza rady
      miejskiej, a tym samym odebrali ich możliwość dorobienia w komisji. W ulotce
      Sokołowski wyliczył, że w ten sposób pozbawili ich np. zakupu półtorej tony
      węgla na zimę - bo tyle węgla można by kupić za wynagrodzenie członka
      komisji wyborczej.Jeden z radnych uznał, że Sokołowski, pisząc o pozbawieniu
      półtorej tony węgla, oskarżył go o kradzież i wytoczył Sokołowskiemu sprawę
      karną o zniesławienie. Wygrał w obu instancjach. Sądy skazały Sokołowskiego
      na tysiąc złotych grzywny z zamianą na trzy miesiące a

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka