Gość: Jakub
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
16.10.05, 18:53
Nie znam cywilizowanego klubu piłkarskiego, którego władze traktowały tak
kibiców, jak ma to miejsce w przypadku Legii Warszawa. Pod pretekstem walki z
chuligaństwem, szefostwo klubu chce chyba doprowadzić do wymiany kibiców
na "lepszych" (czytaj: bardziej markowych, klasowych, z grubszymi
portfelami). Prezes klubu mówi o kibicach Legii tylko źle: chuligani,
bandyci, a ostatnio - narkomani. Proszę zauważyć - nigdy taki Abramoiwcz, czy
nawet, nasz polski przykład, Cupiał, nie powiedzą złego słowa o kibicach
swego klubu. Może dlatego, że kochają swoje kluby, tak jak kibice. Stadion to
nie Filharmonia Narodowa, Warszawa to nie Saint-Tropez. Jasne, że zdarzają
się chuligani i osoby na trybunach, które siedzieć nie powinny. Ale... Należy
takich osobników wyłapywać i wyrzucać. Stawiać przed sądem i karać. A nie
uprawiać inkwizycję, być sądem kapturowym i rzucać epitetami pod adresem
wszytskich kibiców. Polityki prezesa Zygo nie rozumie już znakomita większość
kibiców Legii, również tych, takich jak ja, wykształonych, zaliczających się
do tzw. klasy średniej - najlepszym dowodem jest postawa kibiców w trakcie
meczu z Wisłą Płock. Nawet cała kryta wyszła przed stadion. I sprzed stadionu
był doping jak nigdy - nawet meksykańską falę udało się zrobić. I obyło się
bez bójek, na co zapewne liczył po cichu prezes klubu, bo miałby kolejny
dowód na to, jacy to troglodyci są kibicami Legii. Piłka jest dla kibiców. To
nie kibice zabijają Legię, to Legię zabija jej szefostwo. Tu są jedni z
najlepszych kibiców - przecież reprezentacja nie chce rozgrywać meczów gdzie
indziej jak tylko w Warszawie, choć przecież nie jest to największy stadion w
Polsce. Szefostwo klubu ostatnio użyło jako argumentu badań wśród
warszawiaków. Że większość z nich nie chodzi na mecze, bo się boi. Boi się,
bo ten lęk potęgują słowa prezesów Legii o kibicach tego klubu. Ja mam
przypadek takiego bojącego się człowieka w domu :). Moja kobieta, dopóki nie
poszła na mecz, była jedną z tych obawiających się osób. I była zachwycona
dopingiem i atmosferą na stadionie. Jasne, że nie podobały jej się
przyśpiewki z epitetami, ale każdy rozsądny człowiek wie, że to piłka nożna,
a nie snooker.Kibice od Legii się nie odwrócą - kochają ten klub, kochają ten
symbol. To, co natomiast wyprawia szefostwo klubu można nazwać działaniem na
szkodę spółki, którą kierują. Doprowadzili do tego, że z 12 tys. kibiców, na
mecz przychodzi 500.